laurpi
29.07.08, 21:42
nad jeziorko, wyciągnięta tam niemalże siłą, pod groźbą, że on się
obrazi i zostawi mnie samą. Po ok. pół godzinie już chciałam wracać.
Normalni ludzie chyba umieją się cieszyć pobytem nad wodą na słońcu,
ale nie ja. Mam też wyrzuty sumienia, ze jego jeszcze dołuję. Nie
szukam na razie pracy - szukałam przez 3 tygodnie, po ostatniej
rozmowie mi odmówili. zaczęłam czuć złość, gdy czytałam wypowiedzi
forumowiczek na innym forum na temat krzywd z dzieciństwa. Podobnie
czułam złość, jak czytałam książki Alice Miller o tej tematyce.
Chyba sobie tego jednak nie wymyślam, ze rodzice mi zrobili krzywdę.
W tych mądrych książkach piszą, żeby przeżyć te uczucia z
dzieciństwa. Tylko ciekawe, jak ja mam przeżywać np. tę złość, jak
ona powoduje, że dziś się pokłóciłam z moim towarzyszem, sama nie
wiem, czy w błachej sprawie i wcześniej zaczęłam też z kimś się
sprzeczać na forum i ta osoba uznała, że mnie poniosło.
Tak na ogół to nie czuję złości na co dzień, raczej beznadzieję,
ból, nudę, poczucie, ze nie mam co ze sobą zrobić.
Teraz nadal jestem od ojca zależna (teraz zachowuje się dobrze wobec
mnie), nawet jak zostaję sama w domu, to się dziwnie czuje, więc nie
wiem, jak bym miała się na niego złościć. Nie widzę perspektyw,
żebym się mogła uniezależnić w ogóle kiedykolwiek.
Terapia w sierpniu się zaczyna po urlopie.
Piszę to wszystko, bo poszukuję przyczyny swojej depresji, czy jak
to zwał niechęci do jakiejkolwiek pracy i w ogóle do wszystkiego z
wyjątkiem paru czynności, które nie dadzą mi utrzymania w przyszłości