Dodaj do ulubionych

nie radzę sobie.

08.08.08, 08:47
Mam chłopaka od prawie czterech lat, mimo jego zapewnień, ja nadal mam problemy z samoakceptacją:(. Wszystko zaczęło się w gimnazjum, kiedy to byłam poniżana przez nauczycieli i uczniów.
Cały czas myślę, że jestem najgorsza i najbrzydsza:(. nie lubię ludzi i jak idę sama, to czuję się nieswojo, gdy ktoś przechodzi obok:/. Tak patrzy... pewnie się śmieje- myślę.
Ale to jeszcze nic- często myślę, że wszystko jest przeze mnie, jakieś wypadki itd. Często mam wyrzuty sumienia. Jak komuś radzę, to się od razu boję, że może mnie źle zrozumieć... I znów wyrzuty sumienia:(.
Mam problemy z odżywianiem. Raz jem całe mnóstwo, a raz w ogóle, Kiedyś nie jadłam przez półtora tygodnia:/.
Jestem też nerwowa. Pamiętam, jak kiedyś mój luby chciał uczesać mi włosy drugi raz po umyciu(czego nie lubię, bo wyglądam, jak pudel), a ja zaczęłam na niego wrzeszczeć, rzucać wszystkim, trzaskać drzwiami, a on oberwał szczotką:/. Luby tylko stał i czekał. Przeprosiłam go, on mnie przytulił i usłyszałam:" nie szkodzi. Wiedziałem, że zaraz ci przejdzie". Poczułam się głupio.
Jak Wy sobie radzicie?
Obserwuj wątek
    • dd.inversus Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 08:55
      benzodiazepiny
      • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 08:59
        a nie za dużo skutków ubocznych?
        • dd.inversus Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:09
          to był sposób na powiedzenie, że wcale sobie nie radzę
    • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 08:59
      Często mam wyrzuty sumienia. Jak komuś radzę, to się od razu boję, że może
      > mnie źle zrozumieć... I znów wyrzuty sumienia:(.

      tez sie boje ze moge wplynac na kogos zycie, to zarozumiale i idiotyczne.


      Luby
      > tylko stał i czekał. Przeprosiłam go, on mnie przytulił i usłyszałam:" nie szk
      > odzi. Wiedziałem, że zaraz ci przejdzie". Poczułam się głupio.

      o boze. tez bym sie glupio poczul jakby mnie traktowano tak z gory. zbyt mili
      faceci dla kobiet zywia do nich wrogosc. w naturze jest rownowaga, jak nie bije
      to przywalii z naddatkeim w przyszlosci.
      • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:04
        i często mam też myśli samobójcze, nawet po jakiejś kłótni o to, że nie zaniosłam ubrań do prania... To jest straszne.
        A masz tak, że myślisz, iż masz kamerę w pokoju?
        Tak myślisz?
        • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:07
          spoko to tylko fobia spoleczna. az kamera? moze z domieszka bordera, spoko na to
          sie nie umiera. mam wszystko, system mnie namierza. fobiki bardziej schizo sa
          fajniejsze od tych czysto niesmialych.
          • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:12
            jakby ktoś przez całe gimnazjum mówił Ci takie rzeczy... Ej, ja wtedy byłam w najgorszym wieku, a słyszałam nawet od nauczycielki:"ale masz brwi, one oszpecają cię jeszcze bardziej", to co ja miałam robić?!
            • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:17
              moglas powiedziec, ty stara ruro, ale nie tak jak zmarszczki. a pozniej wlaczyc
              magnetofon i puscic "another brick in the wall"
              • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:21
                aha , gimnazjum, ty chyba z innej epoki

                magnetofon to cos takiego jak mp3, tez sluzy do sluchania muzyki, ty.llko wklada
                sie tam kasety
                www.money.pl/i/h/202/12490.jpg
                na tym muzyka jest nagrana. to nawet fajne bo w mp3 nie mozna cofnac do srodka
                utworu, a tu dowolnie mozna i tak fajnie szumi.

                another brick...to piosenka takich dinozaurow pink floyd. jeszcze chyba w jakis
                zakamarkach internetu do sciagniecia od emerytow z wielkiej brytanii.
                • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:25
                  proszę, nie śmiej się ze mnie:(.
                  Wiem, co to magnetofon i wiem, co to za zesół.
              • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:24
                Tak, to bym nie zdała. Nie lubiła mnie strasznie. Odpytywała mnie nawet z zespołów, których słuchałam... Poważnie:/. Pytała mnie codziennie. W końcu wezwała moją mamę i powiedziała jej, że ja muszę się leczyć nie tylko z choroby, ale i z narkotyków:/. Nauczycielka kazała mi zmienić pismo, bo nie chciało jej się domyślać, co tam jest napisane, nie pozwalała malować mi się do szkoły... To było straszne:(. Jak czegoś nie wiedziałam, to tak strasznie się ze mnie śmiała. O uczniach, to już nawet nie mówię.
                • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:28
                  taka jest funkcja budy. bez fali i tresury, kto by sie godzil na durnowaty
                  sposob na zycie oferowany przez spoleczenstwo.
              • kontrr Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 13:18
                Miałam w liceum koleżankę, która w sytuacji kiedy nauczyciel robił
                jakieś docinki, po prostu wychodziła z klasy trzaskając drzwiami.
                Wszyscy uważaliśmy ją za wariatkę. Dopiero po kilku latach zdałam
                sobie sprawę, że ona była jedyną normalną.
                • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 23:20
                  ooo kontr odpowiedziala na moj wpis :o
      • dd.inversus Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:07
        micaela napisała:

        > zbyt mili
        > faceci dla kobiet zywia do nich wrogosc. w naturze jest rownowaga, jak nie bije
        > to przywalii z naddatkeim w przyszlosci.

        :D
        :D
        • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:52
          a czemu pani taka usmiechnieta?
          • dd.inversus Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 10:01
            micaela napisała:

            > a czemu pani taka usmiechnieta?

            wahania nastroju?
            działające prochy?
            życiowe prześwietne dowcipy?
    • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:01
      (czego nie lubię, bo wyglądam, jak pudel)

      tez nie znosze, wlosow po myciu, wiec staram sie ograniczac mycie i czesanie.
      • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:06
        I jak sobie radzisz, co?
        Tzn. ja lubię je uczesać, ale raz, a nie już drugi, gdy robi mi się szopa.
        • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:11
          pewnym idealem jest dla mnie dziewczynka z dredammi z obrazu wyspianskiego. nie
          lubie grzebieni.
          • czekolada_z_orzechami Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:28
            Ja sie czesze raz na miesiąc albo raz na rok
            • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:29
              no jak ciebie czesza, to nie musisz.
              • czekolada_z_orzechami Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:30
                Nie czeszą mnie.
                • micaela Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:34
                  klamczuszka, juz ja widze jak sie czeszesz raz na miesiac. po kilku tygodniach
                  juz byc miala kudly, a ty chyba z tych co lubia docenic swoj wyglad
                  • dd.inversus Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:36
                    zaraz się z niechęci do czesania
                    zrobi kryterium diagnostyczne
                    • czekolada_z_orzechami Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:39
                      Coś na kształt fobii fryzjerskiej
                      Był kiedyś taski film o fryzjerze- mordercy.
                  • czekolada_z_orzechami Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:37
                    Nadrabiam głupotą.
                    Denerwuje mnie że masz mnie za jakąś królewną w sumie to prawda:|:|:|
                    Ciekawe co mówią karty
    • carla.bruni Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:30
      istnienie_cmy napisała:

      > Mam chłopaka od prawie czterech lat, mimo jego zapewnień, ja nadal mam problemy
      > z samoakceptacją:(. Wszystko zaczęło się w gimnazjum, kiedy to byłam poniżana
      > przez nauczycieli i uczniów.
      > Cały czas myślę, że jestem najgorsza i najbrzydsza:(. nie lubię ludzi i jak idę
      > sama, to czuję się nieswojo, gdy ktoś przechodzi obok:/. Tak patrzy... pewnie
      > się śmieje- myślę.
      > Ale to jeszcze nic- często myślę, że wszystko jest przeze mnie, jakieś wypadki
      > itd. Często mam wyrzuty sumienia. Jak komuś radzę, to się od razu boję, że może
      > mnie źle zrozumieć... I znów wyrzuty sumienia:(.
      > Mam problemy z odżywianiem. Raz jem całe mnóstwo, a raz w ogóle, Kiedyś nie jad
      > łam przez półtora tygodnia:/.
      > Jestem też nerwowa. Pamiętam, jak kiedyś mój luby chciał uczesać mi włosy drugi
      > raz po umyciu(czego nie lubię, bo wyglądam, jak pudel), a ja zaczęłam na niego
      > wrzeszczeć, rzucać wszystkim, trzaskać drzwiami, a on oberwał szczotką:/. Luby
      > tylko stał i czekał. Przeprosiłam go, on mnie przytulił i usłyszałam:" nie szk
      > odzi. Wiedziałem, że zaraz ci przejdzie". Poczułam się głupio.
      > Jak Wy sobie radzicie?
      musisz dotrzec do glownego problemu. mysle, zxe szkola srednia nie byla tu poczatkiem. przypomnij sobie dziecinstwo. idz do psychologa tylko dobrego, a nie partacza. pozdrawiam:).
      • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:31
        ale to zaczęło się od gimnazjum, a nie od szkoły średniej. W średniej jest w porządku.
        • czekolada_z_orzechami Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:33
          Gimnazjum to skupienie całego bałaganu w jednym miejscu a antykoncepcja to dążenie do sexu po trupach /demole/
        • carla.bruni Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 09:35
          istnienie_cmy napisała:

          > ale to zaczęło się od gimnazjum, a nie od szkoły średniej. W średniej jest w po
          > rządku.
          meczysz sie, wiec zrob cos z tym. chlopak tez ze stali nie jest, a gimnazjum jest przeciesz przed szkola srednia!! pozdrawiam serrdecznie.
          • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 10:29
            Teraz jestem w średniej.
            Ale co mam zrobić? Pójść do psychiatry, który przepisze mi psychotropy, no i co dalej?
            • logony Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 10:35
              jakto co? "..just like a rolling stone"
              • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 10:38
                :/.
                • demole Re: 27 lat przerwy w radzeniu 08.08.08, 10:54
                  nie o takie pytanie idzie,nieradzić sobie to nic w porównaniui do radzenia sobie
                  w sposób niewłaściwy,na przykład w pracy,gryzienie kalkulatora na polecenie
                  kierownika,co jest tylko i wyłącznie próba skierowaną na jedynie własciwą
                  odpowiedż,że w pracy sobie radzę,co wskazuje na to ze osobnik w kwiecie wieku
                  jest do dzisiaj żydem.To śmieszne,z mojej strony,który dmucham na
                  zinmne,jednakże nieśmieszne ze strony młodych ludzi którzy lubią,i są skłonni do
                  ulegania sugestiom.
                  zydem nie jestem,co śmieszniejsze,sam ulegam jednak sugestiom,i podejrzewam
                  niektóre dorosłe osoby ze nimi są,co może być nieprawdą od wielu lat,smieszy
                  mnie kawał wypuszczony przez młodzierz w 1981 roku,w nowej wersjikiedy

                  Dwuchzydów przyzło się przechrzcić
                  ten pierwszy wychodzi po półtorej godzinie,
                  ...jak było,powiedz no jakl było ??
                  spieszaj ,...ty żydzie !
                  • istnienie_cmy Re: 27 lat przerwy w radzeniu 08.08.08, 10:59
                    chyba nie za bardzo rozumim, co chcesz przez to powiedzieć.
                    Czy dobrze rozumuję, że Ty uważasz, że radzenie sobie w sposób niewłaściwy jest gorsze od nie radzenia sobie w ogóle? Ale i to, i to prowadzi do niepewności siebie i do tego, że przeciskamy się między sczelinami światła emocjonalnego...
                    • demole Re: 27 lat przerwy w radzeniu 08.08.08, 11:16
                      ten ksiezyc odbijajacy się w stawie to tylko cień,
                      uderzając lewą ręką,zawsze wychodzi podobieństwo prawej,kiedy osobowość jest
                      uzależniona od l;eków,ale to złudzenie,
                      nie mozna byc figurantem na zlecenie,
                      dlatego soba z zasadami,koncząc 40 lat,powinna zmienić kierunek życia,na
                      nieautorytarny i pozbawiony zasad.Człowiek niewyznający zadnych zasad,posiada
                      jednakoż jakieś punkty,które są potwierdzeniem,tego iż teraz nie obowiązują go
                      żadne zasady,
                      oprócz może etykiety,której nielubie,
                      a muszę
            • carla.bruni Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 12:29
              istnienie_cmy napisała:

              > Teraz jestem w średniej.
              > Ale co mam zrobić? Pójść do psychiatry, który przepisze mi psychotropy, no i co
              > dalej?
              nie do psychiatry:)! czytaj uwaznie! DO PSYCHOLOGA, TYLKO DOBREGO:)! na psychiatre chyba jeszcze za mloda jestes i leki calkowicie zwala Cie z nog. zrob cos!! bedziemy Cie dopingowac, a tak wogole to co na to Twoi rodzice? pozdrawiam serdecznie:)
              • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 20:26
                Rodzice o tym nie wiedzą, bo zachowuję się normalnie, ale te lęki...
                Nigdy im o tym nie powiedziałam i nie powiem.
                Dzięki:).
                • bertrada Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 20:31
                  Czemu nie chcesz im o tym powiedzieć? W końcu dbanie o twoje zdrowie ich
                  obowiązek. Jakbyś raka dostała to też byś trzymała to w tajemnicy? Nie wiem ile
                  masz lat i co konkretnie mówi prawo, ale prawdopodobnie rodzice muszą wyrazić
                  zgodę na ewentualne leczenie. Będziesz się tak do 18 męczyć?
                  • nienill Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 20:40
                    bertrada napisała:

                    > Będziesz się tak do 18 męczyć?
                    tylko do 18ski?
                    fuksiara jedna :(
                    • istnienie_cmy Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 20:43
                      Może kiedyś powiem...
                      Ale co mam powiedzieć? "Mamo, tato, mam lęki, potrzebuję pomocy"?
                      Nie, mam dziewiętnaście lat.
                      • nienill Re: 08.08.08, 20:50
                        istnienie_cmy napisała:

                        > "Mamo, tato, mam lęki, potrzebuję pomocy"?
                        jesli tego nie wiedza, nie zauwazyli tego, to absolutnie z nimi nie
                        rozmawiaj.
                        jest to najlepszy dowod na to, ze jednak nie jestescie na tyle
                        blisko i nie otrzymujesz od nich wsparcia w normalnych sytuacjach -
                        dlaczego tym razem mialoby byc inaczej?

                        nic nie pomogą, a w najgorszym momencie tylko zgnoją i jeszcze
                        bardziej cie dobiją.
                        serdecznie pozdrawiam
                        nienill
                      • bertrada Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 21:00
                        No to nie jest źle. Myślałam, że jesteś mocno nieletnia i potrzebujesz pomocy a
                        boisz się rodzicom powiedzieć. Bo wtedy to zęby w ścianę.

                        A tak to możesz się leczyć bez żadnych ograniczeń. Idź do psychiatry i powiedz
                        jak jest. Lęki są podobno stosunkowo łatwe do leczenia. Stosuje się te same leki
                        co w leczeniu depresji. Jak zażywałaś jakieś wcześniej to być może trzeba
                        zmienić preparat na inny. Będzie dobrze. ;))
                        I naprawdę skonsultuj to jeszcze z lekarzem ogólnym. Tak na wszelki wypadek.

                        A jak u ciebie z pieniędzmi. Niektóre leki są drogie (zwłaszcza jak lekarz nie
                        da zamiennika) i jak nie zarabiasz to rodzice będą ci musieli je kupić. I wtedy
                        nie obejdzie sie bez powiedzenia prawdy. Myślałaś o tym?
    • bertrada Re: nie radzę sobie. 08.08.08, 12:33
      Umysł gimnazjalisty jest na poziomie neandertalczyka i służy głównie zdobyciu
      pozycji w stadzie, więc działa według prostego, niezmiennego schematu: dokopać
      słabszemu, płaszczyć się przed silniejszym a całą inteligencję wykorzystać w
      celu odróżnienia kto jest kto. Więc jak w klasie znajdzie się ktoś, kto w to nie
      wchodzi to automatycznie jest degradowany do poziomu najsłabszego. A nauczyciel,
      to stworzenie, które nigdy z tego okresu nigdy nie wyrosło. I nikt mi nie wmówi,
      że jest inaczej. ;P

      A skoro teraz wszystko się zmieniło, jakiś chłopak cię chce i obecni rówieśnicy
      nie uciekają od ciebie to nie jest z tobą tak źle. A całe twoje samopoczucie to
      być może jakaś choroba. Od lekkich zaburzeń lękowych, czy lekkiej niedojrzałości
      emocjonalnej, przez depresję aż do schizofrenii. Na odległość tego nie sposób
      stwierdzić. Na wszelki wypadek skonsultuj sie z psychiatrą. I odwiedź też
      lekarza rodzinnego, bo być może jest jakaś pozapsychiatryczna przyczyna twoich
      problemów. ;)
      • namolny4 Re: zostać abnegatem i nie popaść w chorobę 08.08.08, 12:42
        Dobry wieczór.
        pisze na tym forum "pierwszy raz.
        nie dlatego,żebym miał depresje,
        ale z powodu niskich zarobków,z zapytaniem o jekąś formę pomocy finansowej.
        Oraz obawą o stan zdrowia.
        niedługo skończę 40 r.ż.,a zarabiam tylko 1319 PLN,ale nie to jest najgorszym
        powodem moich zmartwień.
        Mianowicie ,pracowałem zawodowo ,lącznie tylko 7 lat plus 16 miesięcy za
        granicą,która to praca była jeszcze gorszym nieszczęściem ,niż wyrzucenie ze
        szkóly średniej,kiedy to ojczym zginął na budowie,i musiałem pomagać przy
        wychowaniu młodszego brata,dlatego nawet nie mam matury,a w sumie pracowałem,bo
        matka musiała utrzymać rodzinę,i w wieku 26 lat miełem tylko 4 lata stażu,po
        czym usiłowałem odrobić straty w wykształceniu,niestety kłopoty ze wzrokiem
        uniemożliwiały i pracę i naukę,dlatego została tylko praca fizyczna.Byłem więc
        "bezrobotny" jeszcze w czasach socjalizmu co jest wyjątkiem,a teraz uważany
        jestem za lenia i abnegata.Chciałbym więc chociaż poprawić sobie bilans
        finansowy,bo obawiam się czy w przyszłości nie popadnę w jakieś załamanie
        nerwowe,dodatkowo nieudane małżeństwo i praca w Monachium,w sumie przymusowa,a
        bardzo tragicznych okolicznościach za mniej niże tysiąć złotych .Niecałe tysiąc
        złotych pozwala ...przezyc ,za granicą nie ma ,zasiłków. po przyjeżdzie do
        Polski okazało ise ze w sumie mam już, 1319 z których nie ma i możliwości
        przezycia, co pogłębia kłopoty małżenskie.Zona ma wykształcenie wyższe.
        Mam więc obawy,czy wieczne kopty,jeszcze choroba przewodu pokarmowego po
        zatruciu na weselu i 8 miesiecy na gastrologii,dieta i ciągłe wymioty,głównie
        wieczorem,
        czy kiedy skończę 40 lat,nie wyjadę na tamten świat,nie mówiąc o wyjeżdzie za
        granice ,co stanowiłoby jeszcze więkrzy wysiłe3k ,chociaż wydaje mi się,że takie
        nieszczęśliwe życie,jako odpłata za półtora miesiąca,zaniedbywanych zajęć w
        szkole sr. jest wystarczającą zapłatą,czy jeszcze mają mnie spotykać dalsze
        nieszczęścia i niebędę mógł dokończyć studiów.
        w sumie możnaby udowodnić ,że te 917 zł zasiłku przed wyjazdem na pracę za
        granice,która okazała się być nieszczęściem obyczajowym ,oraz 1319 pln po
        powroccie ,czy nie upoważnia mnie to do ulgi w kraju,w może do wyjazdu ,...?

        Zależy mi na tym z powodu wykształcenia które teraz uzupełniam,i przyszłej
        pracy,aby przesunąć i anulować ten limit

        na tym forum, jest pewnie troche doświadczonych osób w zasiłkach,nie chcę łykać
        żadnych leków psychiatr...piszę włąśnie dlatego,żeby nie wliczać leczenia psych
        do limitu ,bo to uniemozliwiłoby dalszą pracę,czy znalezienie kolegów,do
        otworzenia firmy.,



        .."Tadeusz.
        • lucyna_n Re: zostać abnegatem i nie popaść w chorobę 08.08.08, 16:29
          doswiadczeni w zasiłkach są często bardzo zdrowi i obrotni, z niespożytą energią
          szukają gdzie by coś dla siebie urwać, w depresji to można się tylko położyć i
          chcieć umrzeć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka