czekolada_z_orzechami
16.08.08, 19:40
A wróciłam sobie z Krakowa. Tydzień wyrwany z kontekstu, pożyczony z życiorysu. Nocne rozmowy do 3 nad ranem, spotkania, kawa, piwo i zero złych dni, obżerania się.
Cały zlew garów do zmywania, wstawanie o 12 w południe, powolne jedzenie sniadania i picie porannej kawy o 14. Potem wieczorne bieganie, nikt mnie nie zna, nikt nie obserwuje, nie zjada, nie chrzani, nie pieprzy.
Wróciłam z Krakowa i weszłam w próg domu gdzie nigdy nie runą mury milczenia.
Zastałam przemeblowanie w pokoju i jem.
Czuję się jak idiotka.