07.10.03, 13:16
nie wiem, co się ze mna dzieje, ale boje sie wjśc z domu. Teraz próbuje od 3
godzin pójsc do sklepu, ale nie moge..Całymi dniami siedze w domu, moje próby
pisania pracy magisterskiej zupełnie nie wychodza, choc termin mnie goni. Nie
mam siły do zycia, działania, wszystko mnie przeraża. Mój mąż jest juz
załamany, wychodzac do pracy daje mi wrecz zadania do wykonania, np
odkurzenie mieszkania, bo wie, ze bez tego nic nie zrobię. Boje sie ludzi,
nie mam przyjaciól, tydzien temu straciłam najlepszego przyjaciela, nie wiem
co ze soba zrobic, nie poznaje siebie zupełnie, najchetniej uciekłabym gdzies
daleko albo odeszła w inny sposób. Boje się, czy to nie depresja. Moja
siostra miesiac temu wyszła ze szpitala psychiatrycznego, może to rodzinne?
Nie mam pojęcia. Boje się, ze zrobie cos głupiego
Obserwuj wątek
    • looserka Re: boje się 07.10.03, 13:34
      Od dawna już trwa taki stan? Bo jeśli dłużej niż 2 tygodnie, to naprawdę warto
      się wybrac do lekarza. Znam to dobrze, ten bezwład i paniczny lek przed
      wyjściem z domu nawet do sklepu - a co dopiero mówić o umówieniu sie na wizytę
      do psychiatry...może idź z kimś. A jak u Ciebie ze snem? jesli masz jeszcze
      zaburzenia snu, to naprawdę nie czekaj. I nie bój sie depresji, to naprawde
      choroba jak każda inna i ją się leczy.
      Nie rób głupstw, odezwij sie jeszcze!

      Loo.
    • hellio Re: boje się 07.10.03, 14:02
      Gosiu, co się stało z Twoim przyjacielem tydzieńtemu? Myślę o Tobie ciepło, H
      • gosiasta0 Re: boje się 07.10.03, 14:55
        zgadza sie, mam zaburzenia snu, nie moge zasnąc, jestem zupełnie
        rozregulowana...siedze do 3, póżniej wstaję kiedy mąz wychodzi do pracy,
        żegnamy się i znów popadam w zupełny bezwład. Od kiedy trwa ten stan? Z tego co
        pamiętam, to od połowy 4 roku studiów, czyli podad półtora roku. Zaczeło się od
        mniejszej ilosci obowiązków, kryzysów w małzenstwie, nie wiem czego..Studia
        były wspaniałe, zawsze byłam jedna z najlepszych studentek na roku, cholrnie
        ambitna, a teraz nie mogę nawet tej cholernej pracy napisac, nie widze sensu.
        Temat mojego przyjaciela jest dla mnie zbyt bolesny. Musieliśmy sie rozstac,
        poniewaz zaistaniało miedzy nami uczucie, które było zakazane, on ma zonę, ja
        męża, długo by pisac..nie potrafiliśmy byc tylko przyjaciółmi. Strasznie mi go
        brak, wiedział o mnie wszystko, widywalismy sie codziennie, starał się mnie
        mobilizowac do działania. Teraz to się rozpadło. Czuje sie samotna i nikomu
        niepotrzebna, w centrum tego cholernego miasta. Jak mozna tak sie czuć
        mieszkając w centrum Warszawy? Wszyscy gdzies gonią, kłóca sie kochają a ja
        jestem obok, jakby mnie nie było. Gine gdzies w swoim świecie, wśród swojej
        muzyki komputera, papierosów. Wiem, że gdybym odeszła, mój mąż poczułby ulge.
        Kocha mnie, ale sytacja go przerasta, boi sie mnie i o mnie, nie chce, żeby ze
        mna było tak, jak z moja siostra. NIe chce go ranić.
        Dziękuje wam za odpowiedzi, popłakałam sobie przez czytając je, poczułam, ze
        ktoś przez chwile o mnie pomyslał.Dziekuje
        • evee1 Re: boje się 07.10.03, 15:40
          Gosiu,
          Koniecznie idz do lekarza.
          Ja mialam dokladnie to samo. Mialam okres, ze balam sie wychodzic
          z domu, potem (czy moze przedtem, juz nie pamietam, bo to dawno
          temu bylo) nie moglam sama siedziec w domu. Mialam ataki paniki.
          Nie moglam spac. Ciagle sie denerwowalam, albo bylam nieprzytomna,
          bo juz nie mialam sily sie denerwowac. U mnie tak samo zaczelo sie
          na studiach (te stany wywolala we mnie smierc Taty, a potem ciezka
          choroba mojej Mamy).
          To jest typowa depresja i jak najszybciej lec do lekarza, zeby Ci
          w tym pomogl. Ja zalozylam, ze jestem optymistka i sama sobie z tym
          poradze i meczylam sie tam 13 LAT zanim wreszcie poszlam do lekarza.
          Teraz jestem jestem spokojna, nie mam problemow ze sobam choc
          przyznaje, ze miewam od czasu do casu chandre, jak kazdy. Ogolnie
          mam bardzo udane zycie.
          Te lata, kiedy borykalam sie ze swoja choroba uwazam za stracone,
          ale niestety nikt mi ich nie wroci. Koniecznie dzialaj - idz do
          lekarza. Jak cie pierwszy zbyje, to idz do nastepnego. To sie da
          leczyc i mozesz odzyskac normalne zycie!!!
        • minika5 Re: boje się 09.10.03, 15:28
          Kochana, miałam takie same objawy, jak Ty + jeszcze trzęsienie rąk i nóg, a do
          tego paniczny lęk przed śmiercią. Miałam wrażenie, że umrę za chwilkę tylko
          jeszcze nie wiedziałam na co. Poza tym Warszawa też mnie przerażała -
          przyjechałam z mniejszego, ukochanego miasta i do tej pory bardzo tęsknię.
          Leczę się od 1,5 roku. Jest zdecydowanie lepiej. Poecam Ci gorąco wizytę u
          lekarza.
    • iwona.grobel Re: boje się 09.10.03, 13:00
      Opisane przez panią objawy są jak najbardziej wskazaniem do skonsultowania ich
      z psychiatra lub psychoterapeutą. Proszę udać się na wizytę.
      Pozdrawiam.
      • gosiasta0 Re: boje się 09.10.03, 23:16
        Dziś zadzwoniłam do siostry. Opowiedziałm jej wszystko. W najblizszym czasie ma
        mne umówic na wizytę lekarska. Dziekuje, bardzo mi wszyscy pomogliście. Napisze
        co i jak, jak będe po..Mam nadzieje, że wszystko teraz jakoś ruszy, ze wykonam
        pierwszy krok. Nie moge dalej zyc w tym marazmie. Dziekuję za impuls
        • brytan Re: boje się 10.10.03, 03:19
          moja kolezanka tez to miala. Potem zaczela sie chowac za ciemnymi okularami i
          zazdroscila muzulmankom ze so schowane.
    • gosiasta0 Re: boje się 10.10.03, 12:01
      Nie wiem co we mnie wczoraj wstapiło. Wypicie kilku kieliszków wina. Spotkałam
      GO gdzieś w przestworzach internetu. Obok siedział mój mąż, zaspiał. Wpadłm w
      histerię. Jeszcze nigdy tak nie płakałam, ja wyłam, wpadłam w histerię. Z żalu,
      niemocy. Wybiegłam do łazienki i zwymiotowałam z nerwów, bezsilności. Nalałam
      wanne wody, biegałam po mieszkaniu i płakałam. Mąz był przerazzony, chciałam
      szukac żyletki. Jestem na skraju. To był przełom. Po godzinie zachowywania się
      jak chłowiek chory psychicznie, wykąpana, założyłąm szlafrok i usiadłam obok
      męża. Patrzył na nie badawczo a ja zapytałam "Jaki flm obejrzymy?" i ze
      stoickim spokojem zapaliłam papierosa. Zapyał "Juz?". Byłam zupełnie inna.
      Spokojna. Oczyszczona ale z rozdartym sercem. Albo zaczne sie leczyc albo on
      odejdzie albo ja.Powiedział, ze tych moich "jad" juz nie zniesie, że jestem jak
      moja cholerna siostra i matka.
      Nigdy nie chciałam się zabic, to zbyt egoistyczne, za bardzo kocham wiele osób.
      Ale boje się, ze w przypływie takiego szału, okalecze sie.
      Pamietam, jak chodziłam do liceum, którego nienawidziłam, internat, zakonnice,
      same baby, mnóstwo nauki i rygor. XIX wiek pod koniec XX. I pamietam siebie z
      żyletka pod prysznicemi krem spływajaca razem z woda a wraz z nią moje nerwy
      stresy i ból. Nie chcę, żeby to wróciło. Juz sama nie wiem, jaka jestem, Zawsze
      to ja byłąm rodzinnym "twardzielem" jak mówiła moja matka, który zawsze sobie w
      życiu poradzi, kochany prymusek. A ja chyba wcale taka nie jestem. A moze już
      nie jestem. Boję sie. Jest tam ktoś????????????????????????????????
      • grzegorz961 Re: boje się 10.10.03, 12:51
        tak jestem, wlasnie tu wszedlem i jestem bardzo poruszony twoja sytuacja.
        Naturalnie wydaje mi sie, ze jesli nie udasz sie natychmaist do lekarza, to
        wykazesz sie po prostu bezwzglednoscia w stosunku do bliskich (chocby meza), to
        wydaje mi sie bezdyskusyjne.

        Z drugiej strony rozumiem, ze w tym swiecie mozna zaliczyc taki stan, dojsc do
        sciany. jedno jest pewne, nie jestes jedyna i musisz dzis zrobic rzecz moze
        najwazniejsza w swoim zyciu, zaczac walczyc z niewatpliwa ciezka depresja.
        Wydajesz sie bardzo inteligentna i ciekawa, byloby fajnie gdybys to teraz
        wykorzystala, takze w trosce o innych. Ten dramat jest do rozwiazania, i to
        jest Twoje szczescie wzgledem tych, co takiej mozliwosci nie maja
    • orlando10 Re: boje się 14.10.03, 16:06
      Zapraszam do mojej internetowej grupy wsparcia dla osob z zaburzeniami lekowymi
      i agorafobia:

      groups.yahoo.com/group/panikarze
      Od 3 lat zmagam sie z agorafobia. zalozylam te grupe, by dotrzec do innych osob
      z podobnymi problemami. Na pewno znajdziesz u nas duzo ciepla i zrozumienia.

      Pozdrawiam,
      Orlando
    • gosiasta0 Re: boje się 14.10.03, 16:15
      Dziekuje wam a odpowiedzi
      No cóz, zrobiłam pierwszy krok, tzn zrobiła go za mnie siostra, bo zaciagneła
      mnie do psychologa. Pani psycholog kazała mi natychmiast udac sie do pychiatry,
      jest jednak pewnien problem. U psychologa bylam w Radomiu, zas na stałe
      mieszkam w Wawie. Nie znam tu zadnego psychiatry. Może wy mi pomozecie? Nie
      wiem co dalej, gdzie sie udac. Dziś znów siedze w domu, nie moge nigdzie
      zadzwonic i dowiedziec się, miałam isc na spotkanie z wami w realu, ale chyba
      mi to nie wyjdzie..
      Pozdrawiam
      • grzegorz961 Re: boje się 14.10.03, 17:36
        zapytaj pania Iwone na priva, z pewnoscia ci wszystko powie. no problemo
        • pajdeczka Gosiu 15.10.03, 10:57
          Bo tak naprawdę czekasz na pomoc i zrozumienie od męża, prawda? Nie licz na to,
          taka jest prawda. Jest niewielu mężczyzn na tym świcie, którzy potrafią
          udźwignąć problem partnerki z depresją. Przecież oni są słabsi psychicznie od
          nas. Nie mamy szans na zrozumienie u partnera. Gdyby sytuacja była odwrotna
          musiałybyśmy ścierpieć wszystko i z tym żyć. Ale oni nie muszą. Oni co
          najwyżej, po naszym ataku, wyjdą z domu, aby wróci za godzinę, dwie, kiedy ty
          już zdążysz się uspokoić. Potem zamkną się w pokoju obok obrażeni. Bo to są ONI.
          Ja wczoraj uderzyłam pięścią w stół kilka razy. Mam teraz opuchnięte kciuki.
          Całe szczęście nikt tego nie widział i nie słyszał. Zaczynam się siebie bać.
          • evee1 Re: Gosiu 15.10.03, 11:31
            A postawa mojego meza akurat bardzo mipomagala. On oczywiscie ni
            mogl zrozumiec jak ja sie czuje i troche te moje glupawki (jak
            my to nazywamy) lekcewazyl, ale w taki dosc dobrotliwy sposob.
            Mowil do mnie "Och, ty moja biedna glupiutka zoneczko! Jaka Ty
            jestes biedna", ale tak milo, a nie w wyrzutem. Ale to, ze to troche
            lekcewazyl, a nie dzwonil po pogotowie w srodku nocy, chociaz ja
            chodzilam po scianach jakos pomagalo mi i dawalo mi jakas lacznosc
            z normalnym swiatem.
            Moze zle sie wyrazilam, on nie tyle lekcewazyl moj problem, ile raczej
            zaakceptowal, ze ja go mam i sie z tym jakos tam mecze. I nie kazal
            mi sie brac w garsc, ani nic takiego.
            Prawde mowiac, az sie dziwie, ze sie ze mna ozenil, bo o moich
            problemach wiedzial i doswiadczyl ich jeszcze dlugo przed slubem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka