Dodaj do ulubionych

Pani Iwono...

12.11.03, 15:55
No wiec mija juz ktorys, trzeci lub czwarty miesiac mojego leczenia.
I... jest coraz gorzej. Na poczatku bralam Aurorix i Fluanxol,
potem Asentre, dalej Zolafren a teraz Sulpiryd (chyba...). Przytylam
koszmarnie,czuje sie zle, boje sie ludzi. Czy to tak ma wygladac....???

n,
Obserwuj wątek
    • iwona.grobel Re: Pani Iwono... 13.11.03, 12:41
      Czasami leczenie rzeczywiście trwa długo. Przykro mi. Proszę porozmawiać ze
      swoim lekarzem o prognozach, o rokowaniu.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • nadja Pani Iwono... 13.11.03, 16:58
        Ja rozumiem, ze moze trwac dlugo, ale ja nie widze
        zadnej poprawy. Czuje sie coraz gorzej.
        Boje sie wychodzic z domu, a nawet jesli nie,
        to nie chce, nie umiem, nie mam sily sie z niego ruszyc.
        Na dodatek moje zaufanie do lekarza podupadlo.
        Moja mama, poniewaz jestem osoba dosc mloda,
        chciala spotkac sie na chwile z lekarzem, by
        zapytac o moj stan. Spotkala sie z bardzo chlodnym
        potraktowaniem, nazwala to raczej potraktowaniem
        jak smiec. Dziwi mnie, ze instytucja, w ktorej niemalze
        co tydzien zostawiam 100zl (Centrum na Nabielaka zreszta)
        traktuje w ten sposob, moze nie pacjentow, ale najblizsza
        ich rodzine, zainteresowana stanem pacjenta. Nawet nie dziwi,
        ale bardzo smuci. Bo mimo ze place te ogromne
        -jak na moje mozliwosci - kwoty, to chcialam wierzyc,
        ze moj lekarz jest kims DOBRYM i interesuje go cos poza
        tymi moimi pieniedzmi. A wyszlo na to, ze niekoniecznie.
        Czuje sie jakby...zawiedziona. bo wierzylam mojej Pani doktor
        niemalze bezgranicznie, a teraz czuje sie jak idiotka
        i to dodatkowo mnie dobija. Bo w takim razie... jaka mam pewnosc,
        ze kiedykolwiek bedzie dobrze, a ja przestane z taka czestotliwoscia
        uczeszczac do lekarza i dostarczac mu pieniedzy?
        I czy on na pewno chce, zebym ja w koncu poczula sie dobrze?
        Nie wiem czy mnie Pani rozumie, ale po roznych przezyciach w rodzinie
        robi mi sie niedobrze na dzwiek slowa "pieniadze". jakos...chcialam wierzyc,
        ze nie tylko one sie licza. Pewnie jestem naiwna...............

        n.
        • nikt19 Re: Pani Iwono... 13.11.03, 17:02
          To zmien lekarza. Widocznie leki ktore bierzesz nie sa odpowiednie dla Ciebie.
      • iwona.grobel Re: Pani Iwono... 22.11.03, 13:24
        Komentując wypowiedź poprzednika zgadzam się, że rzadko możemy mieć 100% pewnosć, że stanie się tak, jak
        planujemy. Nie zgadzam się, że im bardziej inteligentna osoba tym gorsze rokowania jesli chodzi o leczenie depresji.
        Mam też wątpliwosci, czytając posty pani o nicku nadja, że w tym przypadku chodzi własnie o depresję.
    • iwona.grobel Re: Pani Iwono... 20.11.03, 12:05
      Bardzo mi przykro, że traci Pani zaufanie do swojego lekarza. Z tego, co Pani
      napisała wynika, że jest w Pani dużo żalu, żal ma również mama. Myslę, że
      dobrze byłoby, żeby to właśnie Pani lekarz prowadzący miał okazje dowiedzieć
      się o tym, o czym Pani napisała. Być może wyniknęło jakieś nieporozumienie -
      bywa czasem tak, że ktoś z rodziny pełnoletniego pacjenta przychodzi do jego
      lekarza i chce zasiegnąć informacji o jego stanie, a tak naprawdę takich
      informacji nie powinno sie udzielać bez zgody i wiedzy pacjenta. Bywa tak, że
      rodzina słysząc coś takiego czuje się źle potraktowana. Nie wiem, czy tak było
      w tym przypadku, ale tak podejrzewam. Jeśli chce Pani, aby mama była o
      wszystkim poinformowana, proszę razem z nią wejść do gabinetu i poprosić
      lekarza o udzielenie informacji. Mam też wrażenie, żsama Pani czuje się
      niedoinformowana, jesli chodzi o Pani stan, diagnozę, plan terapeutyczny czy
      prognozę. W takiej sytuacji o to wszystko naprawdę trzeba spytać lekarza. O
      niepowodzeniach terapeutycznych też trzeba rozmawiać. Szczera rozmowa wyjasni
      zapewne wiele wątpliwosci. Pacjent ma prawo o to wszystko pytać. Rozumiem, ze
      pacjent moze mieć trudność ze zwróceniem się do lekarza z takimi sprawami, ale
      warto sie odwazyć, powiedziec lekarzowi, ze ma sie z tym trudność.
      Serdecznie Panią pozdrawiam.
      • 1ty Iwona do Iwony 22.11.03, 10:27
        Pani Iwono tak naprawdę nie ma żadnej pewnosci czy leczenie depresji
        doprowadzi do WYZDROWIENIA i to niezaleznie od psychoterapii i chemii
        Pacjenci powinni byc tego świadomi
        I do forumowiczów;
        myśle ze im bardziej inteligentna jednostka i wieksza indywidualnosc
        tym gorsze rokowania
        Pozdrawiam serdecznie i zycze wiecej słońca,mniej strachu i wiele checi
        aby zrobic cos dobrego dla innych pokonujac swoje słabosci
        [np.nieśmiałosc,niepewnosc itd.]
        Skad czerpac siły??????............mnie pomogła historia filozofii,Biblia,poezja
        i górskie szlaki

        • nadja Re: Iwona do Iwony 22.11.03, 23:01
          Mnie takze kiedys pomagaly.
          Teraz nie moge nawet na 15min skupic uwagi na czytaniu czegos.
          A studiuje filologie. Przerazajace.
          n.
      • nadja Re: Pani Iwono... 22.11.03, 22:58
        Pewnie ma Pani racje. Rzeczywiscie czuje sie nieco niedoinformowana,
        bo na dobra sprawe nie wiem, co mi jest. Wciaz zmieniam lekarstwa,
        a wciaz czuje sie zle. Okropnie przytylam, co jeszcze pogarsza
        moje samopoczucie. Nie moge sie uczyc, opuszczam zajecia. Wstyd mi,
        a jednoczenie nie umiem sie zmusic, by na nie pojsc. Wiec potem znow
        mi wstyd. I tak dalej... Do tego niestety - zaczynam zauwazac rzeczy,
        ktorych wczesniej nie widzialam. To znaczy - sprawy dotyczace mojego
        otoczenia, najblizszego otoczenia. I zaczynaja mnie one przerazac.
        Zdaje sie, ze moje wyobrazenia, marzenia, nie maja nic wspolnego z
        rzeczywistoscia. Ostatnio natomiast przesladuje mnie mysl, ze
        chcialabym miec dziecko. Najgorszy z mozliwych momentow - studia, nienajlepsza
        sytuacja finansowa. A ja kiedy widze matke z dzieckiem czuje, ze tak
        bym chciala. Wydaje mi sie jednak, ze jest to bardziej zwiazane z tym,
        czego ja nigdy nie dostalam a czego gdzies tam brakuje. Wie Pani, daje
        korepetycje z angielskiego i tak sie sklada, ze trafiam do domow, w ktorych
        dzieci sa zadbane, kochane, to po prostu sie czuje. A ja tego nie mialam. I to
        jakos tak boli. Dodatkowo niedawno moj brat obchodzil 18ste urodziny.
        I choc kocham go bardzo, bylo mi przykro - bo moimi nikt sie nie interesuje,
        nawet nikt nie dzwoni. Moj ojciec wyslal mi na ostatnie smsa. A nim teraz
        wszyscy - bo trzeba mu kupic plaszcz i garnitur na studniowke, zaplacili
        jak za zboze i jest ok. A mnie nikt nic nie dal. Na studniowke dostalam
        obietnice plaszcza, ktory kupil mi dopiero za jakis czas, ale nie ojciec, tylko
        moj narzeczony. Na osiemnastke nie dostalam nic. I nie chodzi mi o materialne
        sprawy, bo to moglby byc drobiazg. Chocby... karta z zyczeniami. A nie mam nic.
        Zadnej pamiatki, nic. Czuje sie taka nic nie warta i bez sensu. Ale wydaje mi
        sie, ze dla mojej rodziny jestem taka ofiara, do wyzywania sie, kiedy ktos
        potrzebuje (nawet moja mama, niestety, co boli najbardziej), a ja, idiotycznie,
        pozwalam sobie na to. Gdzies w srodku mocno sobie zakodowalam, ze tak juz jest
        i zgadzam sie na rozne upokarzajace sprawy, ktore nie powinny miec miejsca. W
        srodku, we mnie, jest taki ogromny ladunek smutku i zalu, ktory mam a ktorego
        powinnam sie pozbyc, by moc jakos zyc. tylko jak, bo probuje i nie moge. Nie
        sadze, aby wokol mnie cokolwiek sie zmienilo, moge zmienic sie ja, zmienic
        swoje podejscie. Gdyby to bylo takie proste...
        dziekuje za korespondencje Pani Iwono.
        Pomaga mi.

        n.
    • iwona.grobel Re: Pani Iwono... 29.11.03, 13:28
      Jesli to Pani pomaga, to proszę pisać.
      POzdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka