praczka
14.11.03, 10:35
Witam!
Wczoraj towarzyszyłam mojej mamie w wyprawie do poradni zdrowia psychicznego.
Stety-Niestety była to zwykła państwowa przychodnia z tłumem ludzi przed
dzwiami gabinetu (wbrew pozorom wielu ludzi potrzebuje pomocy). Po rozmowie z
mamą pani doktor stwierdziła u niej głęboką depresję lękowo-ucieczkową. Mama
dostała zwolnienie z pracy do końca miesiąca i receptę na lek, którego nazwy
nie pamiętam.
Proszę mi powiedzieć, czy w leczeniu depresji wystarczą tylko leki? Ponoć
mamy z mamą nie rozmawiać na poważne tematy (dotyczące sesnu egzystencji
np.), bo póki co nie można serio traktować tego, co mówi i robi. Mamy ją
zaakceptować taką, jaka jest i czekać na zadziałanie leku. Zanim postawiono
diagnozę, podejmowałam się rozmów z mamą - jej zachowanie wszystkim nam
wydawało się irracjonalne, nielogiczne. I faktycznie, ciężko było z nią
dyskutować. Jej świat był już poukładany za pomocą dziwnego klucza. Jest
jakby "negatywnie nakręcona". Od otoczenia oczekuje w zasadzie tylko
potwierdzenia swoich sądów. Tato i moja młodsza siostra w zasadzie się od
niej odwrócili, tłumacząc sobie jej stan menopauzą. A mama stosuje hormonalną
terapię zastępczą i jest pod stałą kontrolą ginekologa.
Nie chcę tu opisywać teorii (w jakiś sposób słusznych) mojej mamy na temat
jej nieudanego życia - chyba, że zajdzie taka potrzeba.
Proszę mi napisać, jak ja mogę jej teraz pomóc? Czy pomoc z zewnątrz
potrzebna jej będzie dopiero po przejściu przez terapię lekową?
Polećcie mi proszę profesjonalne strony o depresji.
Może ktoś z Was zna naprawdę godnego polecenia terapeutę we Wrocławiu?
Liczę na Waszą pomoc i serdecznie wszystkich pozdrawiam!
praczka