kaisog3
16.04.09, 22:43
Od prawie siedmiu miesięcy jestem mamą. Tak czekałam na mojego synka no i
jest...mój cud. I co z tego jak żyć mi się nie chcę, nie cieszy nic, nawet synek.
Syn nie spał prawie w ogóle a ja z nim. Lekarze twierdzili, że jest ok i
patrzyli na mnie jak na wariatkę mając na końcu języka: zrobiła sobie dziecko
a teraz narzeka. Trafiłam w końcu na lekarza, który skierował synka na usg
główki i okazało się, że synek miał wylew II stopnia okołoporodowy. Stąd
niepokoje, brak snu itd. Synek teraz "śpi" trochę" lepiej ale ja już nie mogę....
Nie wiem co się ze mną dzieje... Od kiedy się urodził jestem zmęczona, nie
chce mi się nim zajmować chociaż czasem przyjemnie mi się robi gdy się do mnie
śmieje. Gdy wstaje dzień ja jestem tak spięta, że ciężko mi łyżeczkę od
herbaty wziąć, gdy zasypiam cały czas myślę o tym, że komuś z moich bliskich
się coś stanie, że ktoś umrze...Przez to nie mogę zasnąć. W nocy mój syn
wstaje jakieś 6 -7 razy.... (od 12 w nocy do 6 rano czyli przez te 6 godzin
zaledwie) Czuję się nieszczęśliwa i samotna, wszystko mnie drażni. Po prostu
nie chce mi się żyć. Czuję jakby moje życie się skończyło, jakby już mnie nic
nie czekało, jakbym straciła wszystko...
Nienawidzę mojego ciała... zawsze walczyłam o to by nie przytyć a teraz nosze
podkoszulki 4 rozmiary większe... nie mogę na siebie patrzeć.... Nie daję się
dotknąć mojemu mężowi, właściwie traktuję go jak wroga....
Patrze na inne mamy.... są szczęśliwe, uśmiechnięte, chodzą na spotkania,
zakupy, ćwiczenia... a ja czuję się jak wiezień we własnym domu i ciele. Czemu
ja nie mogę być szczęśliwa? A zresztą ani siły ani chęci do walki nie mam...
czekam aby się jutro nie obudzić......