Dodaj do ulubionych

jasne strony depresji

02.01.04, 19:04
Witam wszystkich dotkniętych depresją. Chcialbym troche odwrócić kota ogonem
i poruszyć temat korzyści związanych z chorowaniem na depresję. Poznałem
ostatnio dziewczynę chorą na tę wspaniałą chorobę i muszę przyznać, że sposób
w jaki udaje Jej się manipulować otoczeniem (dzięki depresji) zrobił na mnie
wrażenie. Oto kilka konkretnych korzyści:
- możliwość bezkarnego ranienia uczuć innych osób - przecież jestem chora i
nie całkiem panuję nad swoimi czynami;
- skuteczne unikanie podejmowania wszelkich samodzielnych decyzji życiowych -
wygodnie jest zrzucić odpowiedzialność na innych;
- zrzucanie wielu spraw życiowych na otoczenie: od załatwiania spraw
urzędowych, załatwianie wizyt u lekarzy, wykupienie leków itp.
- możliwość odwoływania w ostatniej chwili umówionych spotkań, wyjazdów
itp.: "źle sie czuję".
To tyle przyszło mi na razie do głowy, może ktoś uzupełni tę listę,
pozdrawiam wszystkich.
Obserwuj wątek
    • teodorek3 Re: jasne strony depresji 02.01.04, 19:40
      Aha, jeszcze zwolnienia lekarskie brane na czas sesji
      • porcel_ula Re: jasne strony depresji 02.01.04, 19:51
        Ty naprawde tak myślisz czy to tylko żart? Jeśli tak myślisz, to...
        Słów mi brak, podobnie myślał moj mąż jakieś w pierwszych miesiącach kiedy było
        ze mną kiepsko. Ale wierz mi, że te wszystkie niby pozytywne strony choroby są
        niczym i zamieniełabym je na to żeby choroba skończyła się choć dzień
        wcześniej.
        Twoje podejście do sprawy wynika z braku uświadomienia.
        • teodorek3 Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:10
          Nie, to nie miał być żart. Być może gorycz przeze mnie przemawia ale uważam, że
          nie ma większych egocentryków od osób z depresją. Nie mam depresji bo nie mogę
          sobie pozwolić na taki luksus (nikogo by to nie obchodziło). Być może jestem
          nieuświadomiony ale zawsze uważałem by kogoś nie zranić. Myślę, że wiesz już o
          co mi chodzi. Dziękuję, że odpisałaś na mój post.
          • porcel_ula Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:26
            Mogę powiedzieć, że wiekszości ludzi też nie obchodzi to, że mam depresje i
            czasem wysiłek sprawia mi wręcz samo oddychanie. Mówienie, nie mogę sobie
            pozwolić na taki luksus, jak chorowanie na depresje jest również brakiem
            uświadamienie. Ty po prostu nie masz depresji i całe szczęście, nikomu nie
            życzę. Ale gdybyś miał, nic by sie nie zmienieło dalej nie mógłbyś sobie
            pozwolić na taki luksus jak chorowanie, a chorowałbyś. Wiesz ile spraw się w
            życiu zawala, ja zawaliłam sporo. Zawala się bo nie można aktywnie w życiu
            uczestniczyć, a kązdego dnia coś sie dzieje i coś mija niepowtarzalnie.
            • gwaszem Re: jasne strony depresji 04.01.04, 23:41
              porcel_ula napisała:

              > Mogę powiedzieć, że wiekszości ludzi też nie obchodzi to, że mam depresje i
              > czasem wysiłek sprawia mi wręcz samo oddychanie. Mówienie, nie mogę sobie
              > pozwolić na taki luksus, jak chorowanie na depresje jest również brakiem
              > uświadamienie. Ty po prostu nie masz depresji i całe szczęście, nikomu nie
              > życzę. Ale gdybyś miał, nic by sie nie zmienieło dalej nie mógłbyś sobie
              > pozwolić na taki luksus jak chorowanie, a chorowałbyś. Wiesz ile spraw się w
              > życiu zawala, ja zawaliłam sporo. Zawala się bo nie można aktywnie w życiu
              > uczestniczyć, a kązdego dnia coś sie dzieje i coś mija niepowtarzalnie.

              To prawda. Mam nawracajaca depresje. Tez spotykam sie z reakcja, ze tak najlatwiej, ze najprostszym wyjsciem to polozyc sie i myslec, nie spac w nocy,.
              Chory na depresje przed swiatem odpowiada tak samo jak zdrowy.
              Nikt w mojej pracy nie wie, ze choruje. Zmagam sie z tym co mnie zzera od srodka i klopotami dnia codziennego. Bywa jednak, ze brakuje sil. Depresja to nie tylko choroba duszy, ale i ciala. Czlowiek jest slabszy, klopoty z jedzeniem, snem, piciem, klopoty z pamiecia. Ale prosze nie mow, ze depresja to wykret, alibi
          • kakofonia Re: jasne strony depresji 02.01.04, 21:38
            teodorek3 napisał:

            > Nie mam depresji bo nie mogę sobie pozwolić na taki luksus (nikogo by to nie
            obchodziło).

            Einstein miał rację: są dwie rzeczy nieskończone - wszechświat i ludzka głupota.
    • kakofonia Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:00
      To miało być śmieszne?
      Inna sprawa, że są osoby, którym zdarza się "zwalać wszystko na depresję".
      Innym - na starość, albo ból głowy, albo odstające ucho. Ale to też wcale nie
      jest śmieszne.
      A serio mówiąc, ja widzę jedną korzyść - otworzyła się przede mną wcześniej nie
      znana i nawet niewyobrażalna sfera doznań. Korzyść to albo "korzyść".
      • porcel_ula Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:02
        Nie czaje co z tą korzyścią? Kakofonia?
        • kakofonia Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:20
          To tak: kiedyś pierwszy raz zjadłaś banana. I poznałaś jego smak. Potem
          pierwszy raz jechałaś samochodem. I kolejne nowe doznania. Itp.

          Z depresją może jest podobnie. Czasem tak myślę. Nie wiedziałam wcześniej, jak
          to jest, nie wiedziałam i nie rozumiałam innych, którzy mogą się tak czuć. Nie
          wiedziałam, że życie może wydawać się tak parszywe, być tak parszywe, że czasem
          chce się już tylko umrzeć. A zatem - czegoś się nauczyłam. Cały czas się uczę.

          Pytanie tylko: czy to jest wiedza, którą warto mieć? Czy nie lepiej nie mieć
          takich doświadczeń w ogóle?

          Ktoś mógłby powiedzieć, że np. chorowanie na raka to też nowe doświadczenie,
          więc chorzy, dalej, cieszyć się jak jasna cholera. Bez sensu, oczywiście.

          No ale ja tak się staram czasem pocieszać. Że może ta depresja coś mi jednak
          pozytywnego daje. Na poważnie pozytywnego, a nie pierdoły w rodzaju zwolnień w
          czasie sesji itp.

          Czy to dobra pociecha? Nie wiem. Mi czasem pomaga (dziś rano niestety nic mi
          nie pomagało). Zwykle pomaga, gdy pomagają i leki.
    • venezia7 Re: jasne strony depresji 02.01.04, 20:55
      Nie wiesz, o czym piszesz, tedorek. Nazywanie depresji wspaniałą choroba to
      ironia nie do zaakceptowania. Ta choroba narzuca ograniczenie i nie tobie
      oceniać, jakie i ile w stosunku do innego chorego człowieka. Tylko brak wiedzy
      na temat tej choroby i powiedziałabym brak wrażliwości powoduje, że możesz
      sobie pozwolić na taką ocenę. Mnie ta choroba pozwoliła właśnie odczuwać
      współczucie i zrozumienie dla innych. Tobie też współczuję. Rozejrzyj się, bo
      może świat wcale nie wygląda tak, jak Ty chciałbyś go widzieć.
    • looserka Re: jasne strony depresji 02.01.04, 21:13
      Choruję na depresję ponad połowę swego życia. O mojej chorobie wie jedynie
      kilka osób, nigdy się nią nie chwaliłam,nie epatowałam,staram się ukrywać ją
      przed otoczeniem jak tylko to jest możliwe. Zawsze unikałam ranienia innych,a
      jeśli to się zdarzało,to poczucie winy dręczyło mnie często przez lata.
      To, o czym piszesz to nie kwestia samej choroby, ale osobowości.
      • looserka Re: jasne strony depresji 02.01.04, 21:44
        Po namyśle- chcę jeszcze dodać, że nie widzę żadnych jasnych stron chorowania
        na depresję. Przez te lata z tytułu choroby nie odniosłam żadnych korzyści.
        Natomiast straciłam bardzo wiele.
        Tobie,teodorku życzę, abyś nigdy nie zaznał "luksusu" pt. depresja.
    • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 03.01.04, 03:13

      boze, ja cale zycie uwazalam sie za zdrowa, a kiedy uswiadomilam
      sobie /uswiadomiono mi ze moje postepowanie nie jest abnegacja lenistwem
      nieliczeniem sie z innymi itp wcale nie poprawilo mi to samopoczucia tylko
      przerazilo - poczulam sie bowiem jak ktos kto ma kamien u szyi i nie zdziala
      nic optymizmem (pomimo wszystko) i nadzieja ze zmiana nawykow zmieni mechanizmy
      postepowania/postrzegania swiata itp. musze powiedziec ze uswiadomienie sobie
      zdeterminowania "choroba" bylo jednym z najgorszych momentow w moim zyciu
      taaa lista twoich zarzutow tak wiernie pasuje do tych jakie mi przedstawiano...
      ale to nie jest egoizm tylko proba adaptacji do utrudnionych warunkow, jesliby
      sie tych prob nie podejmowalo, to wszystko poszloby sie j...ać, a nie - co
      zdajesz sie sugerowac - by siem dziewczyna nauczyla moresu/zajela wlasnymi
      sprawami/czy jak to zwal.
    • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 03.01.04, 03:22
      poza tym dlaczego odwolanie spotkania/wyjazdu mialoby byc czyms korzystnym?!
      swiadoma izolacja i rezygnowanie z zycia to rzezywiscie wspaniala perspektywa -
      nie krepuj sie wiec i skorzystaj, kto ci broni...
      dlaczego koniecznosc ponizania sie ,proszenia o zalatwienie czegos, dlaczego
      ciagle odraczanie spraw aktualnych dzis i ponoszenie konsekwencji (predzej czy
      pozniej) mialoby byc wygodnym wyborem?
      ja np. wolalam caly dzien "odrabiac" robiac cos w zamian komus, zeby np poszedl
      za mnie do sklepu, niz wyjsc - czy to oplacalne i egoistyczne?
      • nadja Re: jasne strony depresji 03.01.04, 10:31
        > poza tym dlaczego odwolanie spotkania/wyjazdu mialoby byc czyms korzystnym?!

        o WLASNIE I to jest najlepsza odpowiedz na list teodorka.
        Co z tego, ze kolejny raz odwolujesz wazne dla Ciebie i Twojego
        zycia spotkania, lekcje, czy cokolwiek innego?
        jaka to jest korzysc?
        teodorek mysli, ze odkryl Ameryke tylko nie wie, ile np ja
        oddalabym, zeby moc na te wszystkie spotkania chodzic,
        nie bac sie ich, nie bac sie wyjsc z domu...

        > swiadoma izolacja i rezygnowanie z zycia to rzezywiscie wspaniala
        perspektywa -
        >
        > nie krepuj sie wiec i skorzystaj, kto ci broni...
        > dlaczego koniecznosc ponizania sie ,proszenia o zalatwienie czegos, dlaczego
        > ciagle odraczanie spraw aktualnych dzis i ponoszenie konsekwencji (predzej
        czy
        > pozniej) mialoby byc wygodnym wyborem?

        KOLEJNY STRZAL W DZIESIATKE. Nie widze w tym nic, co mogloby sie uznac
        za plus chorowania na depresje.
        > ja np. wolalam caly dzien "odrabiac" robiac cos w zamian komus, zeby np
        poszedl
        >
        > za mnie do sklepu, niz wyjsc - czy to oplacalne i egoistyczne?

        Ze mna jest podobnie. Zrobilabym wszystko, zeby nie musiec
        wyjsc z domu. I skoro juz teodorek poruszyl ten temat,
        to chcialabym, zeby odpisal na Twoj list, odpowiedzial na pytanie
        co konkretnie tak wspanialego jest w tym, ze odwolasz spotkanie
        lub nie wyjdziesz z domu i jakie wynikaja z tego korzysci???
        a zwolnienia podczas sesji? przeciez egzaminy i tak trzeba zdac.
        Wiec???

        n.
        • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 03.01.04, 16:05
          hm milo mi (chociaz to moze nieodpowiednie slowo) ze podobnie to widzisz
          bo jednak pomimo wszystko watpliwosci, czy "caly ten kram" nie jest WINĄ
          pozostają....
          co nie znaczy, ze to usprawiedliwianie sie
      • warum Re: jasne strony depresji 03.01.04, 10:32
        Dawno nie czytalam tak wielu zyciowych postow. Mnie sie tez wydawalo,ze na taki
        luksus jakim jest depresja nie wolno mi sobie pozwolic. Bo jestem
        ODPOWIEDZIALNA. Ale jak przyszedl kryzys, to okazalo sie, ze.... nie ma
        wartosci, nie ma sensu w czymkolwiek, nie mam sily do czegokolwiek. Jest tylko
        zapadanie sie w sobie i pustka. Obojetnosc, ktora ogarnia, zniewala i dobija. I
        ta cholerna beznadzieja. Mnie sie udalo doraznie wygrzebac, ale ... nie wiem
        ile zaslugi w tym ma moja psychika i wola przezycia, ile obecnosc dzieci, a
        ile... po prostu czas. Teodorku3 - to nie egocentryzm, to nadwrazliwosc i
        nieumiejetnosc poradzenia sobie z zyciem. Pomoz tej dziewczynie, jak masz sile,
        cierpliwosc i ja kochasz - po prostu badz przy niej.
        • kornaks Re: jasne strony depresji 03.01.04, 13:50
          Ja też mam narzeczoną, która ma depresję i czasami już mi nie starcza sił. Ale
          kiedy pomyślę, że ją zostawię w tej beznadzieji, że ona i ja możemy sie z tym
          pogodzić to aż mnie skręca. Nie zostawie jej chociaż czasami mówi mi, że już
          nie ma siły, żebym dał jej spokój..
          Bardzo mi ufa a napewno potrzebuje takiego wsparcia. Poza tym ja ją kocham i
          wiem, że to choroba anie jej grymasy

          Pozdrawiam
          • nadja Re: jasne strony depresji 03.01.04, 13:54
            To powinno dawac jej troche sily. Mnie na pewno dawaloby.
            A wciaz nie mam pewnosci, nie wiem, czy moj narzeczony
            nie uwaza, ze to moj wymysl...na poczatku powiedzial mi,
            ze wmawiam sobie chorobe i jakos do dzis o tym mysle,
            choc zdaje sie byc przy mnie i pomagac. Taka swiadomosc
            to jest COS.
            n.
            • teodorek3 Re: jasne strony depresji 03.01.04, 14:25
              Nie twierdzę, że ktoś sobie coś wmawia, aż tak nieuświadomiony to nie jestem.
              Chodziło mi tylko o to, że ludzie bez depresji też mają uczucia które można
              zranić. Chciałbym Jej pomóc, ale nie wiem jak, może ktoś potrafi coś doradzić.
              Ostatnio ze mną zerwała (nie wiem z jakiego powodu), później przeprosiła.
              Twierdzi, że bardzo Jej na mnie zależy. Czy ktoś potrafi to wyjaśnić?
              • nadja Re: jasne strony depresji 03.01.04, 19:06
                Odpisalam Ci w innym watku. Nikt z nas nie twierdzi,
                ze ludzie bez depresji nie maja uczuc.
                Ale krzywdzisz wiele osob piszac taki list jak Twoj pierwszy.
                pozdrowienia.
                n.
    • autovidol Re: jasne strony depresji 03.01.04, 19:10
      Masz Teodorek absolutną rację,są to tzw. korzyści wtórne z choroby, o
      większości chorób zresztą ( a szczególnie tych ,które mają podłoze psychogenne)
      można to powiedzieć. No ale , o ile wiem , nie wszystkich facetów ten styl
      bierze.
      • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 04.01.04, 02:50
        ale to inna para kaloszy
        (ze nie bierze)
    • rumiankowa Re: jasne strony depresji 04.01.04, 18:46
      To wszystko zależy - na ile ona rzeczywiscie "nie moze", a na ile NIE CHCE MÓC.
      Zgodze sie z tym, ze sa ludzie wykorzystujacy "przywileje" bycia chorym. Sama
      znam takich troche! I u mnie wykrylam podobne mechanizmy - bywalo, ze jednak do
      czegos moglabym sie zmobilizowac, ale mi sie wcale nie oplacalo mobilizowac. Na
      terapii grupowej uslyszelismy pytanie, ktore wtedy w wiekszosci wywolalo
      oburzenie - "do CZEGO NAM SLUZA nasze objawy?". Warto sie zastanowic.
      • autovidol Re: jasne strony depresji 04.01.04, 22:52
        Największy problem jest kiedy "przywileje" są większe niż dokuczliwośc choroby,
        wtedy cięzko jest coś z tym zrobić.Czasem rodzina swoich bliskich chorych chce
        im nieba przychylić ,ale nikomu nie wychodzi to na dobre.
      • teodorek3 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 00:56
        Serdeczne dzięki za wszystkie odpowiedzi, nie chciałem nikogo urazić, napisałem
        wczesniej, że gorycz przeze mnie przemawia.
        Ponawiam prośbę o odpowiedź na pytanie: do czego może służyć taki objaw, jak
        ranienie uczuć bliskiej osoby.
        • autovidol Re: jasne strony depresji 05.01.04, 17:15
          Ranienie uczuć bliskiej osoby to nie objaw , raczej przejaw trudności w byciu
          blisko.Może to być czyjas próba sprawdzenia Twoich uczuć, albo rodzaj "zemsty",
          rewanżu za Twoje jakieś błędy - faktyczne, bądź wyobrażone.Może byc to formą
          pozbywania sie napięcia ,jakie w ogóle życie niesie - obrywa ten najblizszy,
          bo stale jest pod ręką i nie budzi lęku .Osoby depresyjne , czy neurotyczne
          często oczekują od najbliższych pomocy w rozwiązaniu ich problemów , nie
          rozumiejac ,że tamci na ogół są w tym bezradni; tę bezradność często
          interpretują jako odrzucenie ,albo dowód niezrozumienia.Slady tego widać np. w
          niektórych wypowiedziach tutaj .
          Nie chciałabym być nudna ,ale raczej może się zastanów do czego Tobie jest
          potrzebne ranienie ,że dajesz do tego okazję.Może kochasz tę dziewczynę ,ale
          czy koniecznie musisz pozwalać na to by Cię raniono ?Może wolisz żeby było tak
          jak jest,niż nic nie miałoby być.
          • teodorek3 Re: jasne strony depresji 06.01.04, 23:08
            dzięki Autovidol
    • hella100 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 07:54
      Jakbym slyszala swojego meza.
      Smutne...
      • teodorek3 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 08:13
        hella100 napisała:

        > Jakbym slyszala swojego meza.
        > Smutne...

        Co w tym smutnego, że chcę się dowiedzieć czegoś o chorobie na którą cierpi
        osoba którą kocham? Nie jestem psychiatrą ani psychologiem, nie potrafię też
        czytać w cudzych myślach. Dlatego pytam ludzi którzy coś na ten temat wiedzą.
        • hella100 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 08:42
          Smutne jest to,ze sa ludzie, ktorzy nie sa w stanie zrozumiec osob z depresja.
          Nie mowie tu o Tobie, tylko o swoim mezu, ktory z jednej strony twierdzi, ze
          rozumie, ze kocha, ze sie stara, a z drugiej, nie pomaga a wprost przeciwnie.
          Na kazdym kroku stara sie pokazac, jaka jestem beznadziejna, niezaradna i do
          niczego, ze nie potrafie wychowywac dzieci, ze to przeze mnie syn zachowuje sie
          tak, jak sie zachowuje, chociaz wie, ze ma zdiagnozowane ADHD. Po jakims
          czasie, czlowiek zaczyna wierzyc, ze jest do niczego...
          Baaaaardzo bym chciala moc, moc zrobic wiele rzeczy, ktorych nie moge...
          Dla mnie wykonanie telefonu jest niemal bolesne, a co dopiero mowic o
          zalatwianiu spraw w urzedach, zakupach. Sama dlugo myslalam, ze jestem leniwa i
          szukam sobie wymowek, zeby nic nie robic, na szczescie trafilam do dobrego
          lekarza i mam coraz mniej poczucia winy, ale nadal podswiadomie mysle, ze to
          brak dobrej woli, ze powinnam "wziac sie w garsc", ze to z nudow...Od roku
          jestem bez pracy, co jeszcze bardziej mnie doluje.
          eeeeh, szkoda gadac...
          Moze powinienes porozmawiac z lekarzem, zeby zrozumiec, bo bardzo latwo zranic
          osobe z depresja, latwiej niz osobe zdrowa. Mam nadzieje, ze uda Ci sie pomoc i
          wytrwac w tym zwiazku a jesli nie dasz rady to nie obwiniaj siebie, czasami
          lepiej odejsc niz ranic kogos, nawet "niechcacy".

          __
          O ile mniej byłoby nieszczęść, gdyby kobietom, przy wyborze partnera życiowego
          chamstwo nie myliło sie z męskoscią.
          • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 05.01.04, 08:47
            Sama dlugo myslalam, ze jestem leniwa i
            >
            > szukam sobie wymowek, zeby nic nie robic


            wypisz wymaluj - ja....:)

            ale nadal podswiadomie mysle, ze to
            > brak dobrej woli, ze powinnam "wziac sie w garsc"

            takich refleksji chyba nie da sie wyeliminowac, ale do pewnego stopnia to
            dobrze - zeby sobie nie poblazac.... zeby wiedze o zdeterminowaniu choroba
            wykorzystac in plus, a nie do usprawiedliwiania sie...
            pozdrawiam :)
            • hella100 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 08:57
              Jakos latwiej zniesc to wszystko, wiedzac, ze nie jest sie jedyna osoba, ktora
              tak czuje /chociaz nikomu tego oczywiscie nie zycze/
              To glupie, ale czasami, jak moj m wraca do domu to udaje, ze cos robie, chociaz
              przed chwia lezalam na kanapie albo tepo gapilam sie w sciane.
              • nadja Re: jasne strony depresji 05.01.04, 12:32
                A ja ... wciaz mam to okropne wrazenie, ze moglabym,
                tylko jestem zla, leniwa itd... Wciaz czuje sie winna,
                ze podczas gdy inni pracuja, ucza sie, ja nie moge spelniac
                wlasnych obowiazkow przyzwoicie. A nienawidze byc nieobowiazkowa.
                I co robic.....
                czy naprawde Tobie lekarz pomogl wybic w glowy te mysli?
                Moja lekarka probuje, ale ... dotad sie nie udalo.
                pozdrowienia.
                a.
          • kakofonia Re: jasne strony depresji 05.01.04, 09:04
            hella...:-( pamiętaj, że nie jesteś całkiem sama. I NIE JESTEŚ DO NICZEGO, do
            jasnej cholery!

            Mi się to pytanie (czemu służą objawy) wydaje dziwne. Czemu służy to, że czasem
            już kompletnie nie chce mi się żyć? Niczemu. Że czasem po prostu nie mam już
            siły, że nie wierzę w to, że mogę robić cokolwiek, co stanowiłoby dla mnie
            jąkąś wartość? Znowu - niczemu.
            Pewnie, że mogą być osoby, które to jakoś wykorzystują. Ja raczej udaję na
            potrzeby innych, że jest lepiej niż jest. I dziękuję wszyskim możliwym wyższym
            siłom, że jest przynajmniej parę osób w moim życiu, przed którymi nie muszę
            niczego udawać. Między innymi na tym forum. Hella, to także do Ciebie :-)
            • hella100 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 09:12
              Dzieki, kochana. O rany, rozkleilam sie.
              Czasami jest tak zle, ze nie chce mi sie zyc, ale wiem, ze mam dzieci i nie
              moge zrobic nic glupiego.
              Mimo tego wszystkiego jest we mnie jakas, niczym nie uzasadniona nadzieja, ze
              kiedys bedzie lepiej, ze musi sie cos w koncu zmienic, ze zaczne w koncu znowu
              zyc, po prostu.
            • rumiankowa Do czego sluza objawy? 05.01.04, 15:20
              kakofonia napisała:

              > Mi się to pytanie (czemu służą objawy) wydaje dziwne.

              Prawie calej naszej grupie wydawalo sie niedorzeczne! Myslalam 'kurde, ten
              facet nas kompletnie nie rozumie'.

              > Czemu służy to, że czasem
              > już kompletnie nie chce mi się żyć?

              Nie to, ale to co z tym zrobisz.
              Czlowiek sie bardzo broni - zreszta trudno mi pisac o wszystkich - ale ja np
              dlugo nie rozumialam tego pytania - jakie mam korzysci z tego, ze boli mnie
              zoladek i czuje panmike na sama mysl np o wykonaniu telefonu - po co mi to,
              przeciez z tego tylko przykrosci! A jednak co sie dzialo - objawy
              uniemozliwialy wykonywanie wielu rzeczy, ktore powoduja strach - wszelkie
              sprawy urastaly do monstrum! A wiec unika sie ich, nie angazuje, wycofuje,
              rezygnuje. I takim sposobem nasze cfaniackie cialo "zalatwia nam wolne" ;)
              Nawet jak poznalam i zgodzilam sie z tym mechanizmem to jeszcze lata trwalo
              zanim cialo zaczelo sie przekonywac do moich mobilizacji :) Byly protesty, ja
              juz musze wychodzic a tu np rozstroj zoladka i nie moge jedynie siedziec w
              toalecie. Wczesniej - oczywiscie rezygnacja - no przeciez "nie moge za zadne
              skarby!". Teraz - dzwonie tam gdzie mialam byc, przepraszam i mowie, ze musze
              sie godzine spoznic. I dalo sie! Jeden, drugi, kolejny raz "przechytrzyc"
              cialo. Ono chce nam sluzyc i ulatwia nam czasem pewne rzeczy - my na to dziemy,
              bo tak latwiej, bo naprawde czujemy ze nie damy rady. Czasem zdrza mi sie
              taki "strajk", ale przekonalam sie, ze im wiecej przelamalam i mimo wszystko
              zmobilizowalam sie byc cos zalatwic, wyjsc - tym latwiej bylo z kazdym kolejnym
              razem.
              Na zaburzenia depresyjno-lekowe chorowalam latami, juz dzieckiem bylam "innym",
              takim wiecznie bojącym itd. Pisze to, by pokazac ze nie jestem osoba, ktora
              znalazla sie tu przypadkiem i opowiada o swoich bojach z "chandra".

              Powodzenia, ja w Was bardzo wierze, tak jak w siebie sama :)
    • kaba.a Re: jasne strony depresji 05.01.04, 13:23
      Moje Drogie!czuje tak samo. Wyrzucam sobie, że nie zrobiłam rzeczy,które były
      na przedwczoraj. Mam wyrzuty sumienia, ale nadal nic nie robię.Każdy dzwonek
      telefonu sprawia, że serce mało mi nie wyskoczy. Potem długo muszę sie
      uspokajać, równiez po przeprowadzonej rozmowie, kiedy musiałam udawac jak to
      wszystko jest w porzadku.Jedyna "jasna strona" depresji jest to, że w wolny
      dzień nie wychodzę z łóżka, nie myję się, nie ubieram- śpię. To tyle z tej
      jaśności. Bo potem sama ciemność, że znów nic nie zrobiłam, że zaniedbałam
      wszystko i wszystkich. A potem znów od nowa. Najlepiej zeby nikogo nie było.
      Nie wiem jak rozmawiac z mama, z siostrą. Ja nie chcę z nimi rozmawiać. I jest
      mi wszystko jedno co one na to. Przyjemna ze mnie istota, nieprawdaż?
      • porcel_ula Re: jasne strony depresji 05.01.04, 14:45
        A ja się ubieram i staram coś robić, choć wcale mi sie nie udaje. Jak siedzę w
        piżamie jest mi gorzej, próbuję wprowadzić sobie jakiś rytm. Hela to
        beznadzieja jak nie ma pracy, wiem o tym dobrze, ale jak sobie pomyślę, że będe
        musiała iść gdzieś i być najlepsza i przydatna i uśmiechnięta i świetna i
        radzić sobie ze wszystkom, to już nie mam siły na nic. W czwartek mam poważną
        rozmowe z przyszłym szefem. W końcu po 3 latach szukania, chyba dostane prace i
        jestem załamana, bo sobie nie dam rady, bo nic nie potrafię, jestem
        beznadziejna z języka, beznadziejna jako specjalista w swojej dziedzinie nie
        mam doświadczenia, nie umiem postępować z ludzmi, boje się, nawet nie mam z kim
        o tym pogadać, mąż zaganiany poza tym, mówi że rozumie moją chorobę, ale tylko
        mówi, zachowuje sie jak by sie starał zrobić coś na odwrót. Nie wiem co to
        będzie. Mam nadzieję, że to tylko strach przed nowym i że wejde w nowąsytuację
        jakoś w miarę bezboleśnie. Jej za tydzień o tej porze może już bedę w pracy, to
        cudowne, ale tak przerażające.
        • hella100 Re: jasne strony depresji 05.01.04, 15:03
          Ula - nie wiesz, jak Ci zazdroszcze tej pracy:) Rozumiem Twoje obawy, Twoj
          strach, ale na pewno sobie poradzisz. Trzymam mocno kciuki za Ciebie:)))
          Koniecznie daj znac, jak juz zaczniesz te prace. Mysle, ze wlasnie praca, jest,
          a raczej moze byc jakas trampolina, od ktorej sie odbijesz do lepszego swiata.
          Wiem, ze to ciezko ale trzeba wierzyc, jestes na dobrej drodze.
          • porcel_ula Re: jasne strony depresji 05.01.04, 15:07
            Może, ale jestem tak przerażona, że nie mogę nawet myśleć. Przeziębiłam sie i
            prawie mam nadzieję, że umrę i nie będę musiała igdzie iść:)
            • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 05.01.04, 18:07
              moglabym wrecz krwią :) podpisac sie pod tym co napisala kaba.a o ucieczce w
              sen i o błędnym kole wyrzutow sumienia...
              ze mna to jest jeszcze tak, ze po okresie abnegacji w expresowym tempie
              nadrabiam 'straty" nie śpie tylko haruje (pracuje w domu - taki "przywilej" - o
              tym jeszcze za chwile...)ale i tak nie zdazam na czas - nie dziwota - i pomimo
              wielkiej mobilizacji i tak mam g...j...
              gorzej, ze ostatnio navet w chwilach "wielkiego ruszenia" - coby naprawić to,
              czego sie juz nie da idealnie naprawic, czyli zaniedbanych obowiazkow - tak sie
              niepokoję, ze nie moge sie skoncentrowac, i to juz jest paranoja - siedze i
              skupiam sie tylko i wylącznie na tym lęku i niepokoju ze nic nie robie/nie
              zrobie i nie jestem w stanie zignorowac tych mysli ani zmniejszyc napiecia...
              na dokladke jest to straszliwie wyczerpujace...
              i tak sie miotam, ale jakos daje rade, troche sie przespie i zabieram sie od
              nova i od nova....
              a propos pracy wsrod ludzi - nie boj sie tak, nie mozna generalizowac, ale ja
              mialam dokladnie takie samo święte przekonanie o niepowodzeniu takich
              przedsiewziec, a - o dziwo - czas pracy poza domem byl moim najlepszym okresem
              w zyciu... ale to moze dlatego, ze tak sie zakrecilam, zeby pracowac sama,
              takze bylo dwa w jednym: i sytematycznosc, nużąca - ale USPOKAJAJĄCA, DAJACA
              POCZUCIE BEZPIECZENSTWA chociazby w kontekscie finansowym i jednoczesnie navias
              bezpieczenstwa ze nie przytloczy mnie frustracja zwiazana z przebywaniem dzien
              w dzien wsrod ludzi...
              no ale po pierwsze wiadomo, ze nie jest tak hop siup z wyborem pracy... a po
              drugie juz tak nie pracuję
              ale tak czy śmak - sa i dobre strony tej sytuacji, moze uda ci sie zyskac to co
              ja, takie unormalnienie, poza tym w pracy chcac nie chcac angazujesz mysl w
              obowiazki, to moze troche pomoc...
              wiem z doswiadczenia, ze najlepiej chociaz sprobowac nastawic sie do takiego
              wyzwania jakim jest poczatek i proba zahaczenia sie zawodowego w taki sposob,
              zeby wmawiac sobie, ze "a h..j, jak nie wyjdzie to w koncu zadne zaskoczenie i
              probowac wprowadzac sie w stan "jakby zobojetnienia" roznymi technikami (np.
              porownawczą - najgorsze OSOBISTE sytuacje zestawic z ewentualną porazką
              pracowniczą, to powinno odjąc jej troche grozy, albo myslec o tym w ten sposob,
              ze to są rzeczy oficjalne, oficjalna, nieemocjonalna/ludzka/humanistyczna ocena
              innych na moj temat, viec nie ma ona dla mnie takiej wagi - w koncu
              najprzykrzej jest kiedy odczuwamy negacje, a nie suche taksowanie pod katem
              przydatnosci zawodowej; albo myslec tak: to sa obcy ludzie, ja ich nie znam -
              oni nie znaja mnie i ich opinia o mnie lub decyzja nie jest czyms, co ma
              jakiekolwiek znaczenie poza ewentualna stratą pieniedzy)
              ja sie tak rozpisuje, a moze ta strata pieniedzy (a pewnie NA PEWNO ma tez duze
              znaczenie) no ale to jest jakby KWESTIA TECHNICZNA, nie az tak dramatycznie
              dolująca...
              tia alem sie rozpisala
              podrawiam was kochane:)
              • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 05.01.04, 18:12
                aha i jeszcze chcialam napisac, ze zawsze kiedy wrecz umieralam majac przed
                soba cos w tym guscie, jak wyjscie w sprawie pracy, to pomimo tego, ze dalabym
                sie pokrajac na kawalki w obronie przekonania ze nic z tego nie bedzie i ze
                przezyje koszmar a navet jak wyjdzie to praca bezie straszna
                pomimo tego TO SIE NIGDY NIE SPRAWDZILO
                NIESAMOVITE, ALE NIGDY,
                oczywiscie bywalo okropnie, ale nigdy az tak, jakbym sie spodziewala.
                to mnie zawsze kiedy mysle o przyszlosci/przeszlosci napawa umiarkowanym
                optymizmem :)
                aha i zawsze jeszcze pojawialy sie jakis dodatkowe nieprzewidziane profity
                wynikajace z zaistnialej sytuacji i podjecia wysilku az sama sie dzivię to
                piszac, ale to święta prawda...
                :)
                • autovidol Re: jasne strony depresji 05.01.04, 18:28
                  Fajnie zmieniał sie klimat Twojej wypowiedzi(biorąc tez pod uwage poprzednią );
                  zaczęłaś tragicznie -skończyłaś optymistycznie.
              • kaba.a Re: jasne strony depresji 06.01.04, 08:45
                spastykoojaca napisała:

                > >
                > > ale tak czy śmak - sa i dobre strony tej sytuacji, moze uda ci sie zyskac
                to co ja, takie unormalnienie, poza tym w pracy chcac nie chcac angazujesz mysl
                w obowiazki, to moze troche pomoc...
                I tak i nie. Nie zawszu udaje mi skupic sie na pracy. Owszem, bywają dni kiedy
                jest lepiej, kiedy moja uwage zaprzątaja inni, bo czegoś chcą, bo proszą o
                pomoc, bo znów dostaję zagadki do rozwikłania i to zazwyczaj nie ze swojej
                dziedziny. Niekiedy zaprząta mnie do bez reszty i wtedy, w pewnym momencie,
                łapię się na tym, że to jestem dawna ja- oddana całym sercem temu co robię,
                zaprzątnięta tym do końca, Ale niestety częściej jest tak, że potrafię
                przesiedzieć 8 godzin nic nie robiąc. Narobiłam sobie wielkich zaległości. W
                przypływie energii za coś łapię, z czymś się szarpie, ale nigdy nie zrobię tego
                do końca, bo proces jest długotrwały, a mi juz nie starcza werwy. I znów mam
                wyrzuty sumienia, że cały dzień nic nie zrobiłam. I znów obiecuje sobie, że
                jutro wezmę się ostro do pracy. I znów nic z tego.I tak w kółko. Nie wiem jak
                długo uda się to ciagnąc, jak długo markowac pracę. W końcu wyjdzie szydło z
                wora. Niestety, u mnie juz z wora.
                Bardzo ciepło pozdrawiam.
                • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 06.01.04, 09:50

                  jest tak, że potrafię
                  > przesiedzieć 8 godzin nic nie robiąc.


                  moze jestes moim "dupelgangerem" - klonem?:)

                  Niestety, u mnie juz z wora.

                  taa zamiast worków czy worów mamy pewnie juz cos tak wielkiego jak - nie
                  przymierzajac - pusty namiot wojskowy...:) najmilej byloby wejsc do niego,
                  zawiązać i przespać wszysto, oddając się niesprecyzownaym snom....
                  ale to brzmi jak sianie fermentu, wiec potraktuj to jak marzenie...:) bron boze
                  nie rade:)
                  w tej chwili przychodzi mi do glowy tylko jedna gloopia rada - pracujmy nad
                  stanem "filozoficznego zlewu" tam, gdzie nie starcza samozaparcia/możliwosci do
                  konsekwentnego entuzjazmu


                  > Bardzo ciepło pozdrawiam.

                  i ja :):)
                  • hella100 Re: jasne strony depresji 06.01.04, 10:00
                    spastykoojaca napisała:

                    > w tej chwili przychodzi mi do glowy tylko jedna gloopia rada - pracujmy nad
                    > stanem "filozoficznego zlewu" tam, gdzie nie starcza samozaparcia/możliwosci
                    do
                    >
                    > konsekwentnego entuzjazmu


                    To jedyne, co mi pozostalo, entuzjazmu we mnie nie ma do niczego chyba. Musze
                    nauczyc sie tego "filozoficznego zlewu" , bo na razie przejmuje sie wszystkim,
                    co zawalilam, a zawalam wszystko po kolei.
                    Czy sa tabletki, "zeby bylo mi wszystko jedno"?
                    • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 06.01.04, 10:16
                      ha widze ze jestescie akurat blisko - prawie sie wyminelysmy...:)
                      mowiac filozoficzny zlew mam na mysli zlew sensu stricto (chociaż nie armaturę
                      lazienkową:)) - nie potabletkowy
                      chociaz wiadomo - "farmokologia - pany" jesli chodzi o skutecznosc leczenia,
                      takze to ie jest tez wypowiedz antytabletkowa
                      zlew w sensie nastawienia pomimo/obok nastroju, poczucia itp
                      moze jestem potworek ale mam sklonnosci do tego, tzn przejmuje sie w czasie
                      kiedy jest pilnie cos do robienia a nie wychodzi, ale staram sie nie pozwalac
                      dominowac temu uczuciu nad moim ogolnym - racjonalnym stosunkiem do tego
                      navet stosuje to jako swoisty "kubel zimnej wody" - mowie sobie ze moje zycie
                      to koopa lat pelnych roznych rzeczy ktore jeszcze nadejda, a to jest tylko
                      jedna z nich, wiec nie dramatyzoojmy
                      teraz akurat jestem w stanie w ktorym zadna racjonalizacja nie da sobie rady z
                      niepokojem, ale POMALU Z TEGO WYCHODZĘ - uwaga - usilnym "wlewaniem " sobie
                      odpowiednigo nastawienia bo nie jestem na zadnych tabletkach w tej chwili
                      (ciagle przekladam i odwlekam odwiedziny u psychiatry)
                      Ta gorzej z emocjami kiedy czlowiek sie rozpada ale mi sie jakos udaje przekuc
                      to w dystans choc oczywiscie to nie wszystko, ale daje pewien komfort w oblizu
                      skrajnych "siar" wtedy zamiast objętniec i wycofywac sie depresyjnie, czlowiek -
                      przynajmniej do pewnego stopnia - nie tyle obojetnieje ile ma szanse na nie
                      pograżenie sie do konca dzieki specyficznemu chlodowi, ktory sie wtedy moze
                      pojawic - ale nie depresyjnemu poczuciu beznadzei
                      chyba to troche mętne....:)
                      w kazdym razie ja mam wiare w instynkt samozachowawczy - mimo wszystko....:)
                      narka:)
                      • kaba.a Re: jasne strony depresji 06.01.04, 11:34
                        A ja straciłam wszelką wiarę.Nie wierze w nic. Ale masz racje z tym instynktem
                        samozachowawczym. myslę, że jest we mnie. Głęboko sie ukrył i przyczaił i daje
                        znać o sobie,gdy jest tragicznie. I chyba to własnie on trzyma mnie mnie
                        jeszcze na tym świecie.
                        Pozdrawiam.
                  • kaba.a Re: jasne strony depresji 06.01.04, 10:02
                    Wiesz, przed świetami miałam nieodparta ochote zaszyc sie w piwnicy i tam
                    przesiedzieć az do nowego roku. Byłam tego bardzo bliska. Gdyby nie
                    obowiązki.........Cóż, czasami trzeba cos zrobić. Często bardzo żałuję, że nie
                    jestem wilka, cholerna egoistką. Cisnęłabym to całe moje życie w kąt i
                    zapadłabym sie w otchłań. Lecz niestety nadal, pomimo stanu w jakim
                    jestem,pojawia się duch mojej odpowiedzialności i profesjonalizmu. Straszy mnie
                    nawet w dzień.
                    Pozdr.
              • porcel_ula Re: jasne strony depresji 06.01.04, 12:46
                Z moja pracą jest tak, że szukam jej już 3 lata i w końcu zaproponowano mi
                prace na 3miesiące na próbe i na dzień dobry są kwasy o kasę i o to że się żle
                zrozumieliśmy bo wszystko się odbywa w obcym języku. Musze przeprowadzić w
                czwartek z przyszłym szefem rozmowe i poludzku mu powiedzieć, że mogę pracować
                za każde pieniądze byle tylko dal mi szansę i jeszcze że jestem beznadziejna:)A
                to okres próbny w którym mam sie sprawdzić lub nie, a ja mam ) doświadczenia i
                nie daję sobie rady ze sobą. Miałam ćwiczyć przez święta program komputerowy
                ktory będzie niezbędnym narzędziem mojej pracy, nawet nie usiadłam, tak mnie to
                przeraża, kiedyś jakieś 4, 5 lat temu trochę umiałam, załamka. Odsuwam myśli o
                tej rozmowie od siebie, a w czwatrek po prostu zadzwonię i coś powiem, może
                wyjdie idiotycznie, ale trudno. Chcę iść do pracy bo może mnie to postawi na
                nogi.Ojć:)
                • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 06.01.04, 13:08
                  powodzenia:)
                • kaba.a Re: do Uli 06.01.04, 14:24
                  Doskonale Cie rozumię i doskonale rozumie Twoja niechęć do zrobienia CZEGOŚ!!!
                  Ale u mnie zawsze przychodzi taki czas, że muszę wreszcie TO zrobić. Zyczę Ci,
                  aby taki czas stał się również Twoim udziałem. Najwazniejsze jest przełamanie
                  niemocy. Wiem jakie to trudne.Ale żyjemy i musimy egzystować,a do tego,
                  niestety potrzebna jest kasa, która sie ma, m.in. z pracy. Musisz sie przełamać
                  i spróbować. I na litość, nie mów przyszłemu szefowi, że jesteś do niczego, bo
                  tak wcale nie jest. To tylko Twoje subiektywne, bardzo subiektywne odczucie. I
                  nie dzwoń, tylko zrób to osobiście- to robi lepsze wrażenie. Mów sobie głośno,
                  że zależy Ci na tej pracy.Powtarzaj sobie to ciągle, nawet bezmyślnie- to
                  działa. W czwartek, Twoje wyjście na rozmowe z szefem wyda Ci sie czymś
                  normalnym i mam nadzieję, że bedziesz bała się mniej. U mnie to zawsze działa.
                  Życze powodzenia i mam nadzieję, że odezwiesz sie po rozmowie. O rezultaty nie
                  martwię się- wszystko bedzie dobrze. Przeciez jesteś WIELKA.
                  Pozdrawiam serdecznie.
                • kaba.a Re: to, co właśnie wpadło mi do głowy 06.01.04, 14:28
                  Czy nie zauważyłyści, Moje Miłe Panie, że my każdy wątek, niezależnie czego
                  dotyczy, skierujemy zawsze na te same tory. Biedny teodorek. Teraz milczy, bo
                  został przerobiony.
                  • porcel_ula Re: przerobiony wątek 06.01.04, 14:37
                    Taa to sie nazywa egocentryzm:)Trzeba założyć jakis inny wątek. Ale może z tym
                    poczekam jak pojdę do pracy, bo nie jestem pewna jaki tytuł mu nadać koszmar w
                    pracy czy może nawet sie jakoś trzymam:)
                    Kurcze podobno kiedyś musi być lepiej, może juz teraz:)
                    • kaba.a Re: przerobiony wątek 06.01.04, 14:50
                      porcel_ula napisała:

                      > > Kurcze podobno kiedyś musi być lepiej, może juz teraz:)
                      I tego sie trzymaj! ja też spróbuję.
                  • senta Re: to, co właśnie wpadło mi do głowy 06.01.04, 14:46
                    Dawno juz nie czytalam tak madrych,wywazonych,glebokich wypowiedzi.

                    Hmmm..bardzo zaintrygowal mnie problem , wywolany przez Teodorka.Jakiez mamy
                    korzysci z faktu ,ze w pewnym momencie zycia dopada nas depresja.

                    Mnie wlasnie po 5 - letniej przerwie , "pobiera" po raz drugi..

                    Zawsze wtedy gdy jestem na "szczycie' zycia zawodowego i prywatnego.

                    Podchodzac do tego racjonalnie mozna powiedziec ,ze ta korzysc z choroby to
                    walniecie golym tylkiem o beton..potem kilka lat ,jak dobrze
                    pojdzie, "odstawki" na boczny tor..a potem mozna zaczynac zycie na nowo..

                    Tylko ,ze zycie plynie i ..
                    • aga.wa Re: to, co właśnie wpadło mi do głowy 06.01.04, 14:58
                      Witajcie wszyscy, witaj Sento:)))
                      Mysle sobie, że każdy z nas ma swoj własny, jedyny, niepowtarzlny
                      powod "siegania" po chorobę - też taką jak depresja... Dopiero na terapii
                      dowiedzialam sie o swoich powodach - być małą dziewczynką wymagającą cieplej
                      opieki... To nie tylko wycofanie się z życia; to też potrzeba dostania czegoś
                      wymiernego, o co nie potrafi się poprosić wprost.
                      • senta Re: to, co właśnie wpadło mi do głowy 06.01.04, 15:03
                        Witaj aga.wo :))))))

                        Czy sadzisz ,ze ta Twoja wiedza nabyta na terapii jest rzeczywiscie,prawda o
                        Tobie ?

                        Ja w czasie terapii dowiadywalam sie o sobie tego co wydawalo mi sie wiedza
                        rewolucyjna,genialna.Wydawalo mi sie ,ze wiem co i jak i skad sie to
                        bierze..tylko z biegiem lat i dni , to jakos plowialo , tracilo na znaczeniu.
                        a potem doszlam do wniosku ,ze ktos mi wmowil glupoty a prawda lezy zupelnie
                        gdzie indziej.
                        bo to nie byla moja prawda !!
                        • autovidol a propos prawdy 06.01.04, 15:54
                          jeśli to nie była Twoja prawda , to była to g.. prawda(pardon) i dlatego tak
                          spłowiało
                    • autovidol Re: to, co właśnie wpadło mi do głowy 06.01.04, 15:39
                      Może to nie korzyść ,może to kara jaką wymierzasz sama sobie.Brzmi absurdalnie,
                      ale może nie pozwalasz sobie być dobra , "za dobra"?
                      A może trzeba z powrotem zjechać w dół,zanim zepchną Cię inni; w końcu być
                      dobrą stale ,oznacza stale bardzo się starać , rywalizować z innymi itp.
    • porcel_ula Re: prawda 06.01.04, 15:58
      Prawda czasu, prawda ekranu, prawda...:)
      • aga.wa Re: prawda 06.01.04, 17:10
        to mi się podoba; 'prawda czasu, prawda ekranu' - bo może nieprawda że prawda
        jest zawsze prawdziwa i taka sama i niezmienna? Moze prawda się po prostu
        zmienia - w zależności od czasu, w zależności od 'ekranu' czyli osoby (tu:
        psychoterapeuty). J nie jest powiedziane, że terapeuta wyjmie z nas cos czego
        tam nie ma, tylko że wyjmie prawdę prawdziwą na dany moment 'tu i teraz'.
        Ale namąciłam:(
        • autovidol Re: prawda 06.01.04, 17:34
          To chyba tak jest ,ale jeśli wyjmie coś na prawdę ważnego ,to nie powinno to
          zblaknąć i taka prawda długo daje siłę.
          • senta Re: prawda 07.01.04, 08:59
            Czy juz wstaliscie ? :)
            Witam..:)))))
            Nie mam zbyt bogatej przeszlosci terapeutycznej ale tylko raz spotkalam
            czlowieka ktory nie wpychal mi na sile "swojej prawdy o mnie"

            Inni usilowali wtloczyc mnie na sile w swoj schemat , a jak za
            bardzo "wierzgalam" i nie dalam sie wen wepchnac to popadali w zniechecenie .
            Niesforny pacjent..feee.....

            Czy prawda o tym co nas "uwiera" jest jedna czy jest ich wiele - zaleznie od
            momentu zycia w jakim sie znajdujemy ?

            ..a moze to po prostu chemia??
            Cholerna chemia mozgu i .."niech zszezna "psychoterapeuci wszelkiej masci :)
            • dor-ota Re: prawda a udane życie 07.01.04, 09:38
              Dzień dobry!

              A ja owszem, mam bogatą przeszłość (afektywno-dwubiegunową).
              Z tego co wiem, a i tu było pisane, depresje traktuje się chemią, a psychoterapia może stanowić
              dodatek. W nerwicach odwrotnie.

              Wiem tyle, że żadną siłą woli, charakteru czy wsparcia depresji się nie pokona. Najpierw prochy. A
              wsparcie, czy inaczej wgląd psychologiczny każdemu robi dobrze. Prawda czy istnieję? Może nawet
              niejedna, zgadzam się, że kwestia jest wątpliwa [żartuję].
              Poznanie i zaakceptowanie siebie jest warunkiem udanego życia. To niby proste, a tyle osób,
              włącznie ze mną ma z tym kłopoty.
    • iwona.grobel Re: jasne strony depresji 08.01.04, 12:56
      Przedstawiony na początku opis zachowań nie bardzo pasuje do osoby w stanie
      depresji. Być może przebyła ona epizod depresji, a to nie to samo, co bycie w
      stanie depresji.
      Pozdrawiam
      • autovidol Re: jasne strony depresji 08.01.04, 17:37
        Wiele osób opisujących tu swoje stany ducha nie opisuje depresji,to taki
        wspólny "szyld" dla róznorodnych problemów ze sobą.
    • reemon Re: jasne strony depresji 08.01.04, 15:11
      Zebrałam dzisiaj siły i udało mi się przeczytać cały ten wątek.Zaintrygował
      mnie tytuł.Doprawdy nie myślałam ,że istnieją jasne strony depresji.
      I wierz Teodorku,wszystkim poprzednim rozmówcom jak również mnie -NIE MA
      JASNYCH STRON DEPRESJI !!!
      Choruję 20 lat... to 20 lat kulawego egzystowania,cierpienia,nieumiejętności
      dostosowamia się i co najgorsze w tej chorobie- WIECZNEGO POCZUCIA WINY.
      Ja też nie sądzę by Twoja dziewczyna miała depresję:cyt:"

      -przecież jestem chora i nie panuję nad swoimi czynami..."

      Chory na depresję bardzo cierpi gdy przez niego coś nie wychodzi,załamuje się
      wtedy,to jest dla niego najgorsze.
      I jeszcze jedno-NIGDY NIE "OBNOSI SIĘ" ZE SWOJĄ CHOROBA, a wręcz przeciwnie...
      • spastykoojaca Re: jasne strony depresji 08.01.04, 18:07

        NIGDY NIE "OBNOSI SIĘ" ZE SWOJĄ CHOROBA, a wręcz przeciwnie...

        czy ja wiem.... znam kogos z depresja (ma ja na 100% i to powazna.... lekarze
        sa zgodni)
        ale nie ukrywa jej w otoczeniu prywatnym, tylko zawodowym i ew. jakims tam
        oficjalnym
        i nie obserwuje u niej poczucia winy, moze to wplyw lekow, co nie znaczy ze
        jest nie w porzadk - wrecz przeciwnie, jest osoba o ktorej wiem ze mysli o
        innych, rozumie itp
        • autovidol Re: jasne strony depresji 08.01.04, 18:19
          Poza tym mylący jest ten wspólny wór "depresja", do którego tu na forum
          wrzucane jest wszystko. Skutki są takie ,że ktoś się czuje urażony, bo
          uznał ,że zdewaluowano jego cierpienia( choć nie było to niczyim zamiarem) ;lub
          ktoś inny zrozumiał że zarzuca mu się celową manipulację.
    • rain_07 Re: jasne strony depresji 08.01.04, 17:50
      Nie wydaje mi się, żeby chorzy na depresję świadomie manipulowali - jest to
      objaw choroby i nieradzenia sobie w życiu. Często ranią swoich partnerów, ale
      nie wykorzystują chyba do tego swojej choroby. Z drugiej strony nigdy nie
      wiadomo co jest objawem choroby, a co nie, kiedy przez chorego przemawia
      choroba i leki, a kiedy jest to rzeczywiście jego ocena sytuacji i jego
      prawdziwy wybór.

      Czasem działanie leków zamienia naszego ukochanego człowieka w
      prawdziwego "egoistę", one odsuwają na bok nie tylko problemy...To się nazywa
      złapaniem dystansu.

      Psycholog osoby chorej też ma gdzieś uczucia jej partnera. W tej sytuacji
      partnerowi pozostaje tylko wpaść w depresję.
      • rumiankowa Re: jasne strony depresji 09.01.04, 21:03
        rain_07 napisał:

        > (..) kiedy przez chorego przemawia
        > choroba i leki, a kiedy jest to rzeczywiście jego ocena sytuacji i jego
        > prawdziwy wybór.

        Depresja i lęki to tez ON.

        > Psycholog osoby chorej też ma gdzieś uczucia jej partnera.

        Nie sadze. Jesli tak, to bylby to kiepski psycholog.
        • rain_07 Re: jasne strony depresji 10.01.04, 02:20
          chodziło mi o leki, czyli lekarstwa i ich działanie...

          Pozdrawiam
    • roserose456 Re: jasne strony depresji 23.09.14, 13:00
      Nie ma jasnych stron nieuzasadnionej depresji,niesprawiedliwości.Chcesz czuć się bezpieczny/bezpieczna dobrze Ci w tym układzie,każdy ma, na co zasłużyło daje Ci poczucie pewności?czyżby niemowle gwałcone?znajomości i Ci,którym złamane serce jest rekompensowane dużą kasą i pozycją?a Ci, którzy nigdy nie patrzyli na takie kwestie.Jedni mówiący otwarcie a grający?cóż się liczy cwaniactwo?Nie da się żyć nie porównując do innych ?i nie widzieć niesprawiedliwości. Jasna strona być zranionym uzdrawiaczem? Dać sobą manipulować?Pozwalać się zepchnąć do roli popychadła?
      Za ból i cierpienie, tak jak psychiki różne labirynty i powierzchowne oceny?Tak wyjątki i kwestie w wielu wątkach nie odwrócenia. Nie ma jasnych stron poza zdemaskowaniem,znajomością psychologii obserwacją i często upadkowi wiary w jakiekolwiek autorytety. Podatność na presję,i konformizm niczym buldożery rozjeżdżające?pretensjonalność,kłótliwość passe.Społeczeństwo tylko część? grająca w prowokację, och, co niektórzy znają już te gry i kaliber etyki.
      • iso_1 Re: jasne strony depresji 23.09.14, 23:07
        odpowiedź na wątek z przed 10 lat
        pełen szacun !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka