ano_oki
04.07.11, 11:30
- tak kończy film jego autor; film pt. "Dziewiąta kompania"
Pewnie ojcu, który już nie żyje, bo jako uczestnik 9tej kompanii zginął w Afganistanie, upalnym styczniem 1989 roku. Kompania miała zwyciężać, a na pewno ochronić skutecznie konwój podążający zdradliwym wąwozem skalistych gór, co roślinności jak na lekarstwo.
Film zaczyna się beztroskim, acz fachowym, wojskowym przygotowaniem młodych rekrutów do poważnej misji, którym w głowie były raczej opuszczone dziewki w domach, niźli kałasznikow w ręku. Ostrzeżenia o podstępnych islamistach były, ale potem lekceważone, za co trzeba było zapłacić śmiercią. Przed wyjazdem, jakby na deser mogli sobie pomacać do woli rozkraczone, zgrabne obłościami dziewcze na stołku i w drogę powietrzną.
Zmiana zmian już w Afganistanie kończy się tragicznie; Ci co odlatują do dalekich domów zostają trafieni stingerem (lekka broń przeciwlotnicza podsyłana przez Amerykanów) i w realistycznych obrazach filmu palą się żywcem na oczach nowo przybyłych. Robi wrażenie.
Potem przydziały, Ci z 9tki opanowali wzgórze dla ochrony konwoju. Ich przekleństwem były "duchy"; zbrojne, diabelsko szybkie w zabijaniu grupy tzw. bojowników alkaidy i talibów.
Walka z kimś, kto jest od maleńka szykowany przez matkę na śmierć nie łatwa, stąd zmasowane wyżynanie sowietów było skuteczne, a na koniec dywanowy nalot przez pomyłkę pozostałych przy życiu Sowietów przez swoich dopełnił czarę goryczy.
Film w sumie smutny, świetnie zrobiony, o trudnych także decyzjach, kiedy z ukrycia patrzy Ci dziecko o pięknych, niebieskich oczach i odstawiasz kałacha, a dziecko na odchodne ładuje Ci serię kulek po plecach, by krwią do zgonu popluć..
To ostatni dobry film kinematografii radzieckiej, kiedy syndrom wyniszczonej ofiarami II-ej wojny ciągnął się na długie lata w umysłach tamtejszej władzy..
PS. Chciałem się przywitać z dobrymi ludźmi na tym obcym dla mnie forum