Witajcie!
27 stycznia 2004 przyszedł na świat mój malutki synek - 2340g i 49cm. Urodził
się w W-wie, w szpitalu na Karowej.
To były najwspanialsze chwile w moim zyciu - rodziłam z mężem i położną Igą
Kłosińską.
Sala porodowa, o ile dobrze pamiętam, to chyba "Wrzosowa". Bardzo czyściutko,
przytulnie, rewelacyjne "automatyczne" łóżko.
Rodziłam pod monitoringiem (dzidziusiowi spadało tętno) więc nie mogłam
spacerować, ale pozwalano mi wstawać tak dużo ile było można - w zasadzie,
zgodnie z życzeniem, stałam prawie cały czas, podpięta pod kroplówki i inne
cuda. Iga była wspaniała - wprawdzie nie pracowała ze mną nad pozycjami, nie
pocieszała i nie trzymała za rękę bo nie było takiej potrzeby. Czułam się
bardzo zmobilizowana w trakcie porodu, bo najważniejsze było dla mnie
dotlenić mojego synka i nie myślałam o bólu. Iga wyczuła chyba tę moją
mobilizację i pozwoliła mi i mężowi skupić się na porodzie bez jej
nieustannego udziału. Prowadziła jednak ten poród w sposób super
profesjonalny - dzięki niej poszło niemal błyskawicznie (ok 3h). Była pełna
ciepła i poczucia humoru. Dała mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Nie dała
po sobie odczuć napięcia, spowodowanego stanem dzidziusia - choć widziałam po
twarzy, że chwilami było ciężko.
Przy porodzie towarzyszył mi dr Kawka - też wspominam go bardzo ciepło,
podobnie jak całkiem przystojnego pana anestezjologa - szkoda, że nie
pamiętam jak się nazywał

.
Największe uznanie mam jednak dla mojej pani gin prowadzącej - dr Katarzyny
Więch. To tylko dzięki niej donosiłam tę ciążę i urodziłam zdrowego synka -
nie chciałam jeszcze rodzić, mimo tzw "warunków" (rozwarcie i szyjka) - dr
Kasia niemal siłą zagnała mnie na porodówkę i jak się okazała, miała dobre
przeczucie, bo to był już ostatni dzwonek na poród.
Remont szpitala daje się odczuć. Położnictwo jest w kiepskim stanie ale na
opiekę nie można narzekać. Nie jest to co prawda to, czego bym oczekiwała
ale, ujmując krótko, położne pomoga we wszystkim, jeśli się poprosi.
Byłam tylko bardzo rozczarowana opieką pediatryczną - mój synek, po tak
ciężkiej ciąży, jako hypotrofik, wymagał znacznie więcej uwagi niż mu
poświęcono. Mimo moich uwag, że jest coś z nim nie tak (apatia, ciągły
letarg), spędzano wszystko na stan żółtaczkowy...wypisano nas w niedzielę a w
poniedziałek rano mój synek już leżał w innym szpitalu z zapaleniem płuc,
infekcją dróg moczowych, pępka, nieunormowaną glikemią i niedokrwistością.
Na szczęście już jestesmy w domu.
Podsumowując - wspaniały szpital na prowadzenie ciąży i rodzenie - natomiast
o opoece pediatrycznej w ramach "standardu" szpitalnego (nie znam lekarzy,
możliwe że są wśród nich bdb specjaliści) nie moge się wypowiedzieć dobrze.
Pozdrawiam serdecznie,
Gosia