sloggi
29.01.05, 10:49
Agresywne psy zagryzły w piątek mieszkankę Janówka pod Legionowem. - Wszystko
trwało kilka minut. One dosłownie ją zjadły - mówią policjanci
Było ok. godz. 16.30, gdy 66-letnia Barbara G. wybrała się na spacer polną
drogą na tyłach ul. Nowodworskiej w Janówku. Nagle z jednej z posesji wybiegły
dwa psy i zaatakowały ją. Nie wiadomo, co je sprowokowało. Gryzły ją po całym
ciele, rozszarpały ubranie. - Większy z nich, wielkości owczarka niemieckiego,
wygryzł jej ogromny kawałek łydki - mówi policjant zajmujący się sprawą.
Krzyki kobiety usłyszał jej mąż. Kiedy wybiegł na zewnątrz, psy stały nad jej
drgającym ciałem. Wrócił do domu po syna i razem udało im się je odgonić.
Ciężko pogryziona kobieta trafiła do szpitala, ale dwie godziny później zmarła.
Psom podano środek usypiający i zawieziono do weterynarza. - Należą do
mężczyzny mieszkającego kilka posesji dalej. Właściciel twierdzi, że spuścił
je ze smyczy, żeby się rozgrzały - mówi nadkom. Anna Galant, rzecznik policji
w Legionowie.
Mężczyzna miał być w piątek wieczorem zatrzymany. Odpowie za nieumyślne
spowodowanie śmierci.
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2519018.html