stranger.pl
14.05.06, 15:55
Po raz pierwszy w dziejach, Amerykanie pozbywają się dolarów. Militarne
obsesje Białego Domu i chorobliwa wręcz rozrzutność prezydenta doprowadziły
najważniejszą walutę świata na skraj upadku, którego konsekwencją może być
kryzys gospodarczy na nie notowaną dotąd skalę.
Inflacja
W maju 2006 roku, cena złota wzbiła się na wysokość 745 dol. za uncję,
najwyższą od 26 lat. Ropa naftowa – po chwilowym spadku cen – wróciła na
poziom ok. 74 dol., jak w maju 2003, tuż po ataku na Irak. Świat z zapartym
tchem czeka, kiedy sprawdzi się przepowiednia i ropa naftowa osiągnie cenę
100 dol. za baryłkę. Drożeje gaz ziemny, tylko w ciągu ostatnich pięciu
miesięcy podrożał o ok. 55 proc. Rekordy cenowe bije miedź, aluminium, stal,
elektryczność i wiele innych towarów, których wartość podawana jest
tradycyjnie w dolarach. Powodem rosnących cen nie jest ani znaczny wzrost
popytu czy spadek podaży, lecz raczej osłabienie siły amerykańskiego dolara,
który – po chwilowym wzroście z końca ub. roku – znalazł się na poziomie
najniższym od 8 miesięcy. Greenback, jak pieszczotliwie nazywa dolara
światowa finansjera, tylko od 2001, a więc od zamachu z 11 września 2001
stracił na wartości w stosunku do euro ok. 30 proc., tyle samo co wobec
polskiego złotego, franka szwajcarskiego i nieco mniej w stosunku do funta
brytyjskiego. A przecież, zarówno kraje strefy euro, Wielka Brytania,
Szwajcaria i Polska nie są w jakiejś imponującej kondycji gospodarczej.
Poprawa kursu tych walut w stosunku do dolara wywołana jest nie tyle ich
aprecjacją, co raczej spadkiem popytu na dolara.
fragment art. Jana Bereta "Ozon" 2006-05-14
www.fijor.com/index.php?a=p&id=248