Witajcie!
Urodziłam synka w szpitalu w Płońsku. Miałam udac się na Solec,
stamtąd miąłam panią położną na indywidualnej szkole rodzenia, torby
spakowane według jej wytycznych, trasa przećwiczona itd. a tu lekarz
kazał zrobić usg, wyszła wysoka waga dzidziusia a poza tym brak
jakichkolwiek oznak zbliżającego się porodu, więc zdecydował, że mam
przyjechać do szpitala, w którym dopiero co został ordynatorem i
zobaczymy co robić. Lekarz prowadzący wczesniej pracował na Solcu
stąd mój wybór, kiedy dowiedziałam się, że pracę tam zakończył to
już byłam umówiona z położną, ale kiedy z kolei okazało się, że może
być wywoływanie porodu to jednak stwierdziłam, że lepiej mieć
zaufanego lekarza. Tak więc w środę po południu powiedział, że w
czwartek o 12 w południe mam sie stawić w szpitalu! Nie miałam za
bardzo czasu sie bac, bo tylko jedna noc na nerwy została

Przyjechałam więc do Płońska od razu na porodową izbę przyjęć -
bardzo ladna, świeżo odremontowana, trzy sale porodowe + operacyjna.
Zero ludzi! Przyjęła nas bardzo miła pani Wiola, spokojnie
wypełniłyśmy dokumenty, było badanie i okazało się, że tego dnia już
nic nie zdążymy zrobić, bo mój pan doktor musiał wyjechać do
Warszawy. Na oddziale jest chyba około 15 łóżek - była jedna
dziewczyna w ciąży i dwie z maluchami a poza tym cisza...
Szpital jest z tzw. starego budownictwa, wysokie pomieszczenia, duże
okna, za nimi drzewa, ptaki przylatujące na parapet... W Warszawie
tego nie uświadczymy. W piątek od 6 rano miałam podłączoną
oksytocynę a w południe w końcu cesarkę. Szczegółow nie będę
opisywać, ale powiem, że operacja trwała 20 minut i wszystko
potoczyło się tak szybko, że znów nie zdążyłam sie zdenerwować
Po operacji przewieziono mnie na salę pooperacyjną, cały czas mógł
byc przy mnie mąż i od razu dostałam malucha do piersi. O 20 kazali
zjeść kolację, co było utrudnione, bo nie mogłam podnosić głowy, ale
o 6 rano już wstalam z łóżka. Całą noc przychodziły panie położne i
panie od noworodków sprawdzać jak się czuję a rano przeszłam sama na
salę poporodową z trzema łózkami, gdzie ... byłam sama aż do końca
pobytu. Tak akurat się złożyło, że w międzyczasie przyjęto kilka
dziewczyn i urodziły sie chyba trzy-cztery maluszki, ale one były
razem, chyba dlatego, że rodziły naturalnie a ja po cesarce
oddzielnie. Podobno nie zawsze jest tak mało ludzi, ale tak czy tak
to nie to co "masówka" w niektórych szpitalach warszawskich.
Panie położne i noworodkowe dyżurują cały czas, są baaardzo miłe i
pomocne (z wyjątkiem jednej nieco zbyt bezpośredniej, ale spuśmy na
to zasłonę milczenia

). Pacjentki i personel sa pozbawieni pewnej
warszawskiej maniery przewrażliwienia na swoim punkcie, jesli wiecie
co mam na myśli

Mi to akurat odpowiadało, są to po prostu
serdeczni, mili ludzie, żyjący w innym tempie niż w Warszawie.
Jedzenie jest w porządku - nawet teraz w domu żądam ziemniaczków z
marchewką i wołowinką

Z rzeczy trzeba mieć wszystko dla siebie
łącznie ze sztućcami i kubeczkiem (ale jak się nie ma to cos
zorganizują) a dla malucha tylko pieluchy i chusteczki do mycia
pupy. Ubierają w ubranka szpitalne, wiec swoje dopiero na wypis -
wczesniej mogą sie zagubić, bo panie wszystko razem biora do prania.
Dziewczyny! Nie mam porównania z innymi szpitalami, ale jestem
bardzo zadowolona z tego, że maluch przyszedł na świat właśnie tam.
Oczywiście sam pobyt w szpitalu nigdy nie jest przyjemny, ale
uważam, że trafiłam bardzo dobrze. Nie napiszę, że zdecyduję się na
kolejny raz własnie tam, bo takiego nie planuję, ale gdyby miał byc
to zdecydowanie wybrałabym Płońsk!
A oto link do oddzialu połozniczego na stronie szpitala:
www.szpitalplonsk.pl/?show=page_unlike&id=9&lang=pl
Jeśli będziecie miały jakies pytania - postaram się tu na nie
odpowiadać.
Pozdrawiam i życzę wszystkim tak pomyślnego przyjścia na świat
dzidziusiów jak u mnie

pozdrawiam
wicca