olbrachta
16.09.06, 15:27
Witam
W dużym skrócie powiem, o co chodzi.
Jesteśmy typowym studenckim małżeństwem - całe studia razem, w pierwszym roku
w którym udało się podłapać pracę wzięliśmy ślub. Teraz mijają od ślubu 2
lata i ... ja już nic nie czuję.
Jestem dość młoda (27 lat), mam stabilną , ale niezbyt dobrze płatną pracę.
Dorabiam pracując w domu, około 3-4 godzin dziennie. Mój mąż ma pracę lepiej
płatną, ale na zlecenie, i pracuje na powietrzu, więc siłą rzeczy wychodzi z
niej bardziej zmęczony niż ja.
Niedawno zostałam oddelegowana na inne stanowisko, mam kontakt z
międzynarodowym środowiskiem. Odkryłam, że wzbudzam niemałe zainteresowanie w
innych mężczyznach, że im się podobam. I to, co kiedyś by mnie irytowało,
sprawia mi teraz przyjemność. Gorzej: oni też mi się podobają.
Mąż wraca z pracy i się kładzie - tak z grubsza wygląda jego dzien (pracuje
7:30-15), ja wracam z pracy i pracuję do około 20-21. Oczywiście między
powrotem z jednej pracy a początkiem drugiej robiłam mu obiad - sama razdko
kiedy miałam czas coś zjeść. Rano wstawałam wcześniej i robiłmam mu kanapki.
Nie dostawałm nic na urodziny, nie chodziliśmy do kina, nie spotykaliśmy się
ze znajomymi - generalnie praca- dom, i tyle. Nawet się nie kochaliśmy, bo on
jest na grę wstępną zmęczony, a ja powiedziałam, że na szybko to ja nie chcę
i nie mogę.
Aż mieniłam pracę. Dojeżdżam teraz dośc długo, więc nie mam tak wiele czasu.
I szlag mnie trafił, kiedy usłyszałam, po 14 godzinach pracy, słaniając się
na nogach, od mojego męża: zrób mi kolację. To była ta kropla która przelała
czarę.
Zrobiłam tę kolację, a potem zaczęłam o siebie coraz bardziej dbać. Uśmiecham
się do mężczyzn. I myślę o rozwodzie.
Żal mi tych siedmiu lat. Ale ja po kilkunastu godzinach pracy chcę wyjść,
spotkać się z ludźmi, zapisać się na kurs tańca, chcę żyć, a nie wegetować
przed telewizorem! Do mojego męża czuję coraz mniej, bo jednak bardzo się
zmienił. On naciska na dziecko. Pytam: jak sobie wyobrażasz, jak będzie
dziecko, to Ty przecież nie będziesz miał siły, żeby się nim zająć? On na ta:
ale wtedy tyrzeba. Powiedziałam, że o kobietę tez się trzeba starać, bo
inaczej ktoś inny może mu ją ukraść, i że stajemy się w gruncie rzeczy obcymi
sobie ludźmi.
Awantura była na całego, zrobiliśmy osobne finanse, osobne lodówki, osobnego
spania na razie nie (ale się nie kichamy, jak już mówiłam). Po raz pierwszy
dostałam samodzielnie wybrany przez niego prezent urodzinowy, po raz pierwszy
zaprosił mnie do kina, a dziś wyraził łaskawie zgodę na wspólne wyjście ze
znajomymi. Pytanie: na ile taka poprawa i czy to coś zmieni? Nie jestem
zakochana w innym, ale inni mi się podobają. nie zdradzam, nie zdradzałam i
nie zdradzę, ale obrączka zaczyna mnie uwierać. Patrzę na mojego męża
wyciągniętego przed tv i myślę, że nie chcę tak żyć za 5. 10, 15 lat. I że
teraz jeszcze mam czas.
proszę o porady i opinie.
Pozdrawiam ela