Dodaj do ulubionych

Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie???

IP: *.bj.uj.edu.pl 10.12.04, 12:25
Przynajmniej ja tak niestety mam:( Troche mi to dezorganizuje życie. Może
tutaj spotkam kogoś kto powie mi że mam racje i moje postępowanie ma sens!!!
Historia banalna.
Mam prawie 24 lata. On 31. Jesteśmy razem od przeszło 2 lat. Mieszkamy od 1.5
roku. I tu jest problem. Kilka dni temu poraz piewszy zaczęłam z Nim rozmowę
na temat przyszłości naszego "związku", gdyż do tej pory żadne z nas nie
poruszyło tego tematu, a szkoda. Nie czułam sie dobrze w związku na kocią
łapę, mam inne przekonania i zapytałam wprost "Czy masz zamiar sie ze mna
ożenić?". No i dowiedzialam się!!! Że dla Niego ślub nie jest potrzebny,
fajnie nam sie tak żyje a ewentualnie gdyby pojawily sie dzieci, które On
sobie zaplanował za ok 2 lata, to może wtedy pomyslimy, żeby nie komplikować
sytuacji prawnej!!!
Dla mnie taka sytuacja jest niedopuszczalna, nie chce zyc z kims bez slubu w
tak niepewnym związku.
Wyprowadzilam sie, blagał zebym tego nie robila, bo twierdzi ze chce byc ze
mna do konca zycia. Dla mnie to byly slowa na wodzie pisane. Zalezy mi na nim
strasznie, nie moge sie przystosowac do samotnego mieszkania, placze...
Ale mam to na swoje wlasne zyczenie. Czy warto tak cierpiec, strasznie mi na
min zalezy ale nie moge z nim mieszkac na takich warunkach jakie on dyktuje.
No i wrocilismy do etapu randek. na ktorych jest tak jak na stypie. niech
mnie ktos utwierdzi w tym ze dobrze zrobilam wyprowadzajc sie. Nie chce się
zlamać. Musze byc konsekwentna.
Obserwuj wątek
    • Gość: mm Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.04, 12:30
      a myślisz ze jak bedziesz miała ślub to ten zwiazek bedzie pewny??? O
      naiwności;-)
      • Gość: Kaja Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.client.comcast.net 02.01.05, 16:30
        Uwazam,ze dobrze zrobilas.Kobieta powinna byc zdecydowana i powinna wiedziec
        czego chce od zycia.Nie uwazam zeby kobieta cierpiala na wlasne zyczenie.
        Uwazam,ze kobieta poprostu szuka ptrawdziwej milosci i kiedy juz ja znajduje
        poswieca sie jej bezgranicznie.Ale mezczyzni tego nie rozumieja i zawsze
        wybieraja to co dla nich jest najlepsze.Pamietaj ze mezczyzni to egoisci.Mowia
        ze kochaja moze i kochaja ale tak jak im wygodnie.Tak sie sklada ze ja tez mam
        taka sama sytucje tyle tylko ze mamy jeszcze dziecko ale najprawdopodobniej i
        tak odejde.Najlepsze pozdrowienia.
      • Gość: Kaja Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.client.comcast.net 02.01.05, 16:46
        Tak masz racje slub nie zapewnia stalego ani trwalego zwiazku ale jest
        potwierdzeniem milosci i checi byci z kims na cale zycie.Myslisz ze jest to
        naiwnosc?Gdyby to nazwac naiwnoscia to ludzie nie zawieraliby zwiazkow
        malzenskich.
    • Gość: ulka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 12:31
      jesli zalezy ci na ślubie - a on ma w d... twoje pragnienia to poszuka kogoś
      innego - bedzie nolalao jakiś czas - ale w koncu znajdziesz satysfakcjonujący
      cie związek.
      • Gość: JohnMalkovitch Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.toya.net.pl 10.12.04, 12:47
        Z drugiej strony, jeżeli zależy ci na ślubie i masz w d... jego pragnienia
        to zgłoś się do agencji matrymonialnej.
        Jakiś Kazach na pewno się z tobą ożeni dla obywatelstwa; jest mnóstwo możliwosci, żeby zostać czyjąś żoną.
        Może wrób go w dziecko, przecież i tak je planuje, więc co to dla niego za różnica?
        Zmuś go jakkolwiek i uszczęśliwiaj tym do końca życia.
        Pozdrawiam.
        • Gość: mm Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.04, 13:16
          o to mi sie podoba:-)
        • qasiunia Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 02.01.05, 10:27
          pierwsza kwestia kobiety zawsze cierpia na własne zyczenie, bo zawsze jest im
          czegoś za mało, jak juz dostana coś o czym marzyły to znajdą nastepny obiekt,
          żeby się unieszczęśliwić.
          Druga kwestia, nie rozumiem jednego: dlaczego Ty z Tym facetem sie wogole nadal
          umawiasz, przecież ten zwiazek jesli nie bedzie w nim slubu do niczego nie
          prowadzi przynajmniej dla Ciebie, wiec jesli nie pasowało Ci to jak
          mieszkaliście razem (swiadomość, że jesteście razem ale jednak nigdy nie
          bedziecie małżeństwem) to przecież teraz tez sie nic nie zmienia.
          Jesli myslisz że twoim zachowanie facet zmieni zdanie i się z Toba ożeni to na
          pewno nie zrobi tego z własnej woli tylko z przymusu i po co Ci to żebys
          skiedyś usłyszała, że jest z Tobą bo Ty tak chciłaś;)
          Pozdrawiam
          Serdeczna
    • niedzwiedzica_sousie Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 10.12.04, 13:47
      a możesz mi jakoś streścić swoją motywację, bo jest dla mnie absolutną
      tajemnicą?
    • Gość: jacus Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 18:07
      brawo, lepiej byc nieszczesliwym niz
      szczesliwym !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!??????????????????????????

      W Comopolitan pisza jeszcze, ze kobieta nie tylko musi postawic na swoim ale
      nie wolno jej mowic dziekuje, wszystko jej sie nalezy a mezczyzni to brudne
      chamy i nie wiedza co to prawdziwa milosc.

      dla pocieszenia dodam, ze nie tylko ty jedna odeszlas by cierpiec.

    • sevenheven Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 10.12.04, 18:19
      Kiedyś też jak Twój facet myślałam że ślub jest mi w życiu nie potrzebny, ale
      zmieniłam zdanie, tylko że dopiero wtedy gdy zmieniłam chłopaka. Bo ślub to nie
      tylko formalność, to ceremonia życia i jeśli Twój facet nie chce tego, to
      znaczy, że albo brakuje mu pewności co do Was, albo nie rozumie tego czym ślub
      jest.
      To przykre, że są osoby które ślub uważają za związek na papierze, chyba przez
      nich jest tak wiele rozwodów. Bo jeżeli kogoś naprawdę się kocha to trzeba dać
      temu świadectwo przed Bogiem, inaczej albo to nie jest Miłość, albo zwykłe
      tchórzostwo. Tak czy inaczej jestem z Tobą, ale pamiętaj że ucieaknie przed
      problemem to też nie rozwiązanie, może dajcie sobie kolejną szansę, wróć do
      niego z zaznaczeniem, że nie przyjełaś jego warunków, ale Tobie zależy na Was,
      może wtedy On też się wykaże czymś i przemyśli wszystko ponownie. Jeśli macie
      być razem, to nauczyć sie trzeba kompromisów. Powodzenia.
      Ps. A swoją drogą to temat rzeka, i ma wiele punktów widzenia.
      • Gość: iwka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.wroc.zigzag.pl 11.12.04, 13:05
        W żadnym wypadku nie wprowadzaj się ponownie ! Bądź konsekwentna, nie pozwól
        sobie na życie na jego warunkach, jeśli tego nie chcesz! Masz prawo żyć jak
        chcesz,a kluczem jest znaleźć taką osobę która chce tego samego. Być może Twój
        chłopak potrzebuje czasu , jeśli kochasz warto trochę poczekać. Jeśli nie, nie
        będziesz szczęsliwa.
        Wiem co piszę , byłam w identycznej sytuacji, mnie zabrakło konsekwencji ( 3
        razy się wyprowadzałam i za każdym razem prosił o powrót ustalając przy tym
        datę ślubu, do którego nigdy nie doszło, a dociśnięty stwierdził, że był
        to "sposób" na mój powrót)Teraz jestem nieszczęśliwa, związek ten nie spełnił
        moich oczekiwań. Chciałam stworzyć normalną , prawdziwą rodzinę i usiłowałam
        zmusić do tego człowieka , który niestety chciał żyć zupełnie inaczej. Teraz
        mam poczucie, że popełniłam błąd i straciłam 7 lat. Żyję na jego warunkach i
        zgrzytam zębami, a związek ten jest po prostu dla mnie koszmarny i do d...
        Gdybym związała się z kimś innym , kto ma podobne do moch poglądy na sprawy
        małżeństwa, dziś prawdopodobne byłabym szczęśliwsza, a tak mam poczucie
        popełnienia WIELKIEGO BŁĘDU.
        Ty go nie popełniaj!
        • Gość: dzingis Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.adsl.hansenet.de 11.12.04, 17:24


          a powiedz, skoro twoj zwiazek jest dla ciebie koszmarny i do dupy, to dlaczego
          nie odejdziesz? kolejna matka polka...cierpiennica, ktora mimo nieszczescia, i
          przeciwienstw losu wciaz dumnie trwa na swym posterunku, pelniac dalej role
          matki, zony, kochanki. myslalem, ze ten rodzaj kobiet to juz dzisiaj rzadkosc.

          no wiec dlaczego nie odjedziesz, skoro sie meczysz? boisz sie, ze nikt cie nie
          zechce, ze moze jeszcze gorzej trafisz? boisz sie samotnosci?po prostu nie masz
          odwagi przejac odpowiedzialnosci za swe zycie, boisz sie zmian, i dlatego
          tkwisz w swym rosole. bo jak mozna kogos kochac, zgrzytajac zebami zeby ta
          osoba nie odeszla? chyba bardziej skrycie nienawidzisz, niz kochasz. a ponoc
          milosc od nienawisci malo dzieli. i dlaczego stracilas 7 lat? nie bylas
          szczesliwa w tym czasie? gadasz jak jakis inwestor gieldowy, a nie czlowiek
          kochajacy drugiego czlowieka. zycze ci powodzenia.
          • Gość: iwka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.wroc.zigzag.pl 12.12.04, 09:41
            Dzingis jesteś w straszliwym błędzie.
            Oczywiście, że odejdę i nie jestem żadną matką polką, nie pełnię żadnych
            wymienionych przez Ciebie ról. Nie jestem przecież jego żoną , żeby wykonywać
            prace żony! nic z tego! Tylko w zagrożonej ciąży trochę trudno dokonywać
            radykalnych zmian, a niestety z różnych przyczyn nie udało mi się wcześniej
            ewakułować. Dodatkowo jestem osobą całkowicie niezależną finansowo,
            mieszkaniowo itp. Mam świadomość, że zawaliłam licząc nie wiadomo na co, po
            prostu cały czas miałam nadzieję hehe. Nie boję się samotności, przeciwnie
            jestem pewna, że znajdę kogoś o podobnych moim poglądach, ale niestety jeszcze
            nie teraz... Oczywiście , że były i dobre momenty w ciągu tych 7 lat (
            rzeczywiście szybko zleciało), ale niestety poczucie , że zostałam oszukana w
            sprawach życiowych,priotytetowych dla mnie, wybija się na pierwszy plan i
            poważnie osłabiło uczucie- to chyba normalne. Fakt, że w moim przypadku to
            wszystko za długo trwa, już to wiem. Ale tyle musiało potrwać pełne
            uświadomienie i rozwianie złudzeń.
            Chcę tylko autorce wątku uświadomić, że jeśli jedna osoba chce ślubu , a druga
            go nie chce, to nigdy nie bedą do końca szczęśliwi, zawsze jedna z nich będzie
            musiała poświęcić swoje zasady, a to jest i będzie źródłem ogromnych konfliktów.
            Oczywiście, że dużo osób twierdzi "papier" jest przestarzały , niemodny,
            niepotrzebny, ale pod warunkiem, że chcą żyć bez niego dwie osoby, a nie tylko
            jedna...
            A życzenia powodzenia bardzo mi się przydadzą , pozdrawiam
    • clk Cierpia.... 10.12.04, 21:44
      Heheheh
      fajny tytul.
      moim zdaniem, cierpia.
      Kiedy ON ma zly humor ja cierpie bardziej niz on, bo to np do mnie sie nie
      odzywa i czesto zdarza sie tak, ze to ja go przepraszam i ja za nim chodze za
      cos, czego nie zrobilam.
      Rewelacja.
      Nie chce tego robic, ale nie moge, nie jestem tak twarda jak on...
      • Gość: mmmmmaria Re: Cierpia.... IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 29.12.04, 21:57
        Niekture się rodzą z piętnem ofiary. Jeżeli Ci z tym dobrze????????????
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 10.12.04, 22:34
      Mija już kilka dni mojej samotnej egzystencji mieszkaniowej. Jest smutno,
      strasznie smutno.......
      A co do motywacji? hmm Chcialam wiedziec na czym stoję, czy warto dać z siebie
      wszystko w tym związku i budować coś, czego nie będę w przyszłości żałowała.
      No i okazuję się, że strasznie żałuję. Coraz bardziej się upewniam, że nasze
      oczekiwania się rozmijają. ProstA DEDUKCJA. On nie chce ślubu, dopóki nie
      będzie dzieci, a ja nie chce dzieci dopóki nie będzie ślubu.
      Dochodze do wniosku że "byliśmy idealnie dobrani, ja do innego pana, a on do
      innej pani":(:(:(:(:(((::(:(:
      A wystarczyło na początku związku okreslić priorytety!!!
      Może to niespotykane, ale po prostu chce być szczęśliwą ŻONĄ, a nie wieczną
      DZIEWCZYNĄ!!!!
      • Gość: realista Inny punkt widzenia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.04, 01:30
        Przemyśl to co napisałem... może znajdziesz rozwiązanie. Trochę będę krzyczał ale mowi się trudno...

        Zacznę od rady: Porozmawiaj o tym problemie z jakąś starszą ( najlepiej jak najstarszą) kobietą czy to z rodziny czy to tej której ufasz... Może podpowie Ci rozwiązanie...

        Gość portalu: problemowa napisał(a):

        >Wyprowadzilam sie, blagał zebym tego nie robila, bo twierdzi ze chce byc ze
        >mna do konca zycia. Dla mnie to byly slowa na wodzie pisane.

        Możesz się na mnie obrazić ale uważam że jesteś głupią cipą. Dlaczego? Ano dlatego że osoby po nieudanych związkach ( czasem w domu rodzinnym) mają olbrzymią niechęć do związków potwierdzanych papierkiem. I potrafią być w długim związku bez formalności papierkowych ale to wymaga SZCZEREJ ROZMOWY. Chyba jesteście już wystarczająco długo aby się poznać i sobie zaufać.A może pogadaj z jakimiś przedszkolakami o tym problemie. Myślę że ich opinie Cię zaskoczą.Dzieci często potrafią pokazać prawdę tak jak ona wygląda. Zagłębiając sie w problemy nie dostrzegamy najprostszych rozwiązań.Piszesz że kilka dni temu rozpoczęłaś rozmowę na temat przyszłości związku to dlaczego nie starasz się przekonać Gó do twoich argumentów tylko EGOISTYCZNIE kończysz związek. Może uda Ci się dopiąć celu tylko temat trzeba powałkować kilka miesięcy a nie dni. Chyba że Ci nie zależy. Ale na to pytanie tylko TY znasz odpowiedź.Przecież powiedział że OBECNIE nie chce ślubu a w przyszłości MOZE ( a ja mam wrażenie że na pewno ) tak.

        >Coraz bardziej się upewniam, że nasze
        > oczekiwania się rozmijają. ProstA DEDUKCJA. On nie chce ślubu, dopóki nie
        > będzie dzieci, a ja nie chce dzieci dopóki nie będzie ślubu.

        Może trzeba było pomyśleć o ślubie zanim "zaczęłaś dawać dupy". Przecież zdarzają się tzw. wpadki i wtedy okazuje się że ciąża a ślub jeszcze nie obgadany. Co wtedy byś zrobiła? Patrzyłaś kiedyś z tego punktu widzenia??? Wtedy ten problem może by nie istniał albo wyglądał zupelnie inaczej. Może jak będziesz w ciąży to okaże się że ten wstrętny facet porwie Cię przed ołtarz niczym huragan :-)))

        Nie szukaj dobrych rad na tym forum bo forum dla często dla frustratek z olbrzymimi problemami i z dużą wrogością do mężczyzn. Takie osoby są nieobiektywne. Myślę że lepiej będzie ten problem poruszyć również na forum dla młodych matek/mężatek. Założę się że odpowiedzi będą zupełnie inne. Tam osoby są często w stałych związkach i poznały smak odpowiedzialności za drugą czy też trzecią ;-))) osobę...

        > Może to niespotykane, ale po prostu chce być szczęśliwą ŻONĄ, a nie wieczną
        > DZIEWCZYNĄ!!!!

        A mówiłas MU to???? I dlaczego dla CIEBIE to takie ważne????

        pozdrawiam i życzę najlepszego dla Ciebie rozwikłania problemu.A jakie ono będzie??? Któż to wie.....Trzcina ugina się na wietrze aby się nie złamać ;-)))
        • Gość: zainteresowana A jacy są mężczyźni na tym forum??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.04, 14:15
          jak w tytule...
    • Gość: lady marmoladka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 22:40
      mądra dziewczynka:)i odważna kobieta.brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      brawo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!facei sie przyzwyczaili do bycia pępkiem świata z
      kobietami u stóp.a tu taki pazur.brawo dziewczyno,ja miałam podobnie.nie podoba
      mi się-dowidzenia.a co tam sobie bedę gardło zdzierać -nie ten to
      inny.widocznie nie był mnie wart:)pozdrawiam.
    • kaska75 Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 11.12.04, 01:46
      Miałaś rację. Mniejsza nawet o jego decyzję, ale traktując Cię w taki sposób,
      dał Ci do zrozumienia, że Twoje potrzeby nie są dla niego istotne. Że nie liczy
      się to co czujesz.
    • Gość: magnessmeg Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.04, 08:45
      Ja jestem kobietą, ale nie podzielam opinii niektórych dziewczyn tutaj. Za to
      obiema rękoma podpisuje się pod tym co napisał realista.
      Ja mam podobnie jak TY. Mężczyznę, który mówi, że nie chce, bo nie potrzebuje
      papierka. Rozmowy zaczęły się parę miesięcy temu. I to nie są cały czas powazne
      rozmowy, częto żartuje sobie itp. Więc nie kłócimy sie na ten temat (no, może
      raz na początku sie tak zdarzyło, że sie na 2 minuty na siebie pogniwaliśmy:)).
      Widze za to jedną rzecz. Za każdym razem jego stosunek do tej kwestii sie
      zmienia.. Na początku było stanowcze NIE, a teraz jego słowa sie coraz bardziej
      zmieniają.. I wcale nie zmuszam go do tsakich deklaracji. Dlatego zbyt szybko
      zrezygnowałaś. Mężczyzn da sie (przynajmniej większość) do pewnych faktów
      przekonać i to tak, ze ebdą potem mówić, że to był ich pomysł ze ślubem:) Tylko
      trzeba trochę czasu. I żadnego szantażu, płaczu, złości, bo wtedy sie wszystko
      posuje. Nie wiem czy dobrze myśle, ale to jest moja opinia na ten temat.
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 11.12.04, 11:36
      Cóż realisto, nadajesz się na najlepszego przyjaciela mojego chłopaka.
      Może nie wychwyciłeś, ale ja nie skończyłam tego związku, tylko się
      wyprowadziłam.
      Moje chęci poznania jego planów związanych ze mną nie były chwilowym kaprysem.
      Przez kilka miesięcy o tym myślałam, rozmawiałam o tym z mamą, a nawet z
      osobami postronnymi. Z moim chłopakiem również, ale nie w naszym kontekście,
      tylko ogólnie,jak ona się zapatruje na pojęcie małżeństwa. Komunikaty jakie od
      niego otrzymywałam nie były miłe dla mnie. Wieczna krytyka "instytucji", a
      także głupich żon i pochwała tych "wspaniałych" mężów, którzy zrobili łaskę
      kobietom, że się z nimi związali, gdyż w przeciwnym wypadku zotałyby, stare
      brzydkie i nieszczęśliwe bez męskiego ramienia!!!!!!!!!!!!
      To nie były pozytywne komunikaty, więc nie dziw się, że zapytałam go konkretnie
      o nas.
      On jest jedynakiem, jego rodzice są ponad 30 lat po ślubie, nie żyją źle,
      niczego im nie brakuje (poza wnukiem jak twierdzi mama mojego chłopaka), mojemu
      partnerowi również żyje sie w miarę komfortowo, przynajmniej do tej pory się
      tak zyło, dopóki nie zaczęły sie moje fanaberie:( Biedaczek!!!

      Ja równiez nie mam złch wzorców rodzinnych, moi rodzice zyją już szczęliwie
      razem ponad 25 lat i nie widziałam dotej pory żeby się kłócili.

      I jeszcze raz powtarzam nawet nie miał najmniejszego przebłysku, zeby się ze
      mną wiąząć na stałe, bo to niepotrzebne, przecież tak wygodnie się nam
      żyje!!!!!!!!!!!
      Więc pomyśl sobie realisto, czy przyjemnie jest żyć w zawieszeniu, że dopóki
      jest dobrze to sie bawmy, a jak wyjdzie jakis problem to papa.
      Myślałam że ten związek będzie moim ostatnim,nie chcę się rozdrabniać i jak to
      nazwałes kolokwialnie "dawać dupy kolejnemu facetowi", nie chce tracić szcunku
      do siebie, a zaczęłam go tracić jak sobie uświadomiłam, że właściwie jestem
      tylko zabawką w rękach troche starszego faceta.
      Nie mam zamiaru go przekonywać co do słuszności moich poglądów, postawił sprawę
      przecież bardzo jasno, a jeżeli pogodzi się z obecnym stanem, czyli separacji
      mieszkaniowej, pozostaje mi tylko zacisnąć zęby, dać jakoś ujście bólowi i
      wyciągnać wnioski na przyszłość!!!

      Mam tylko jedną optymistyczną myśl, jeżeli mamy byc razem to i tak bedziemy, a
      jeżeli nie, to tym lepiej, że skończy sie to teraz, bo to znaczy,że nie było
      warto dalej w to brnąć i w przyszłości jeszcze bardziej się rozczarować.

      I na koniec, aktualniości:)
      Mój chłopak zaczyna mieć dosyć tej sytuacji i atmosfery napięcia, zresztą ja
      również, ale nie mam zamiaru się łamac i wracać na stare śmieci. Więc sytuacja
      może się rozwiązać niekorzystnie.
      I w efekcie zoatnie dwoję skrzywdzonych ludzi, z lękiem przed kolejnym
      zaangażowaniem, smutne ale pretensje mogę mieć tylko do siebie i
      moich "głupich" przekonaniach o tylko jednym człowieku do końca życia.
      hmmm
      ale boli strasznie
    • Gość: marta uparta Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.iscnet.pl 11.12.04, 11:49
      Znam taki przypadek, gdzie babka z facetem tworzyla weekendowy zwiazek przez
      jakies 7 lat. Potem ona postawila sprawe jasno ( slub) na co on sie z oporami
      zgodzil. Potem na miesiac przed slubem odwolal slub, ona od niego odchodzila,
      potem on ja blagal na kolanach, ona wracala, ustalali nowa date slubu, potem on
      znowu sie rozmyslal... cala sytuacja powtarzala sie 3 razy (!). Po prostu
      koszmar dla niej i dla calej rodziny, nie mówiac o zmarnowanej kasie na
      rozmaite zaliczki i zakurzonej sukni slubnej w szafie.
      Obecnie dalej mieszkaja razem tylko w weekendy. Porazka.
      Sytuacja musi byc jasna, w takich sprawach priorytetowych MUSICIE miec takie
      samo zdanie.
      • Gość: sniegotka Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.wprost.pl / *.wprost.pl 11.12.04, 12:01
        Problemowa - jestem przy tobie i trzymam za Ciebie kciuki. Nie zrazaj sie brakiem
        kultury osobistej (moze inaczej: chamstwem) roznych realistow - mam wrazenie ze
        ten czlowiek urodzil sie w roznej rzeczywistosci i nie pojal jeszcze ze obrazliwe
        slowa maga ranic, zwlaszcza jak ktos jest w takiej niestabilnej sytuacji jak ty.
        No ale coz - pozostaje miec nadzieje, ze znajdzie (albo o dziwo juz znalazl)
        kobiete o takich samych jak on pogladach.
        Problemowa - trzymaj sie cieplo, jesli Twoj facet nie dorosnie zrezygnuj z niego,
        wiem, ze latwo tak mowic, ale to nie jest moim zdaniem mezczyzna, a tym bardziej
        mezczyzna dla takiej kobiety jak ty. Niech sobie zyje zyciem Piotrusia Pana z
        przekonaniem, ze malzenstwo to tylko taki papierek, ktory w razie czego mozna
        wyrzucic albo o nim zapomniec. Zawsze smiesza mnie takie deklaracje ze jesli sie
        kocha, to papierek ow nie ma znaczenia ;) Tacy ludzie rzeczywiscie nie powinni
        zawierac malzenstwa. Zrozum - on jeszcze nie dojrzal - i szkoda twojego czasu na
        to by czekac az on dorosnie.


    • sol_bianca Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 11.12.04, 12:23
      > No i dowiedzialam się!!! Że dla Niego ślub nie jest potrzebny,
      > fajnie nam sie tak żyje a ewentualnie gdyby pojawily sie dzieci, które On
      > sobie zaplanował za ok 2 lata, to może wtedy pomyslimy, żeby nie komplikować
      > sytuacji prawnej!!!
      Sama tak mówiłam do niedawna. Nie widzę w tym nic dziwnego.

      > Dla mnie taka sytuacja jest niedopuszczalna, nie chce zyc z kims bez slubu w
      > tak niepewnym związku.
      Dlaczego niepewnym? Jeśli się kochacie? A ślub co własciwie zmienia? Tez można
      się rozwieść.

      > Wyprowadzilam sie, blagał zebym tego nie robila, bo twierdzi ze chce byc ze
      > mna do konca zycia. Dla mnie to byly slowa na wodzie pisane.
      Dlaczego? Jeśli mówi chce być z tobą do końca życia, to uwierzysz mu dopiero,
      jak będziesz to mieć na piśmie, z pieczątką urzędnika?

      niech
      > mnie ktos utwierdzi w tym ze dobrze zrobilam wyprowadzajc sie. Nie chce się
      > zlamać. Musze byc konsekwentna.
      Ja uważam, że go sznatażujesz. I pogłębiasz sterotyp, że kobiety myslą tylko o
      tym, jak złapać męża.

      Ślub się przydaje, jeśli się palnuje dziecko (tak jak mówi twój facet). Poza tym
      jest korzystny ze względów prawno-ekonomicznych. No i takie drobiagi, jak
      możliwośc odebrania na poczcie paczki zaadresowanej do męża, albo odwiedziny w
      szpitalu (tfu, odpukać) itp. NIE JEST natomiast dowodem miłości. Jest wiele
      nieszczęśliwych małżeństw i wiele szczęśliwych, kochających się par żyjących "na
      kocią łapę". Mnie akurat argumenty praktyczne ostatnio coraz bardziej
      przekonują, może powinnaś właśnie ich użyć żeby namówić faceta? A teraz, kiedy
      nagle się wyprowadziłaś, on może czuć się szantażowany i oszukany (kiedy
      zaczynaliście ze sobą mieszkać, nie było mowy o ślubie, mógł myśleć, że masz
      podobne poglądy jak on). Porozmawiaj z nim na spokojnie, bez histerii o
      argumentów w stylu "na pewno mnie nie kochasz".
      P.S. A w ogóle to młoda jesteś, do czego ci się tak spieszy? Tym bardziej że on
      nie WYKLUCZA zupełnie ewentualnego ślubu, tylko chce z tym poczekać.
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 11.12.04, 13:02
      Fakt, młoda jestem, ale czas nie stoi w miejscu:)
      Ja po prostu chcę tylko żyć spokojnie i czuć sie bezpiecznie przy boku
      mężczyzny, jeżeli w tym wypadku nie osiągne stabilności trudno mi bedzie
      podchodzić bezstresowo do innych dziedzin zycia:(

      Nie postawiłam, żadnego warunku, nie uważam też zeby to była forma szantażu.
      Nie histeryzuję twierdząc,, że mnie nie kocha. Wręcz przeciwnie, wiem, że tak
      jest, ja również go kocham i On o tym wie:)
      • pinup nie daj sie! 11.12.04, 16:40
        podziwiam cie za odwage i sile. nie poddawaj się bo nawet jezeli ten zwiazek
        sie skonczy, skonczy sie tez wczesniej czy pozniej twoja rozpacz za nim. jezeli
        bedziesz tkwila w tym temat bedzie ciagle powracal a to w koncu i tak zakonczy
        wasz zwiazek. w pewnym momencie zdasz sobie sprawe ze robisz sie marudna
        zrzedliwa baba i nic cie nie cieszy. i po co? na 200% znajdzie sie nastepny
        ukochany i jezeli to bedzie ten, ktory bedzie mial priorytety podobne do twoich
        bedziesz z niedowierzaniem myslala jak to mozliwe ze tkwilas w tamtym zwiazku,
        albo przez niego plakalas. prawda jest taka, ze jezeli kocha to powinien dbac o
        twoje uczucia i potrzeby a slub na pewno wam nie zaszkodzi. to ze on nie chce
        slubu mowi samo za siebie, ale kobieta, która kocha zawsze probuje tlumaczyc
        partnera i rezygnowac ze swoich pragnien byle tylko z nim byc.
        co do milości? to nie zawsze wystarcza do wspolnego zycia. czasami ludzie
        roznia sie tak bardzo... albo jedna strona ma problemy, z ktorymi nie moze
        sobie poradzic i my tez jej nie mozemy pomóc... czy warto wtedy marnowac swoje
        zycie? ja kocham, jestem przy nim i probuje wypracowac kompromis, ale jezeli on
        sie nie zmienia i jest gluchy na moje prosby to znaczy ze nie kocha...
        dobrze zrobilas i pamietaj, zeby walczyc o SWOJE szczescie bo nikt za ciebie
        tego nie zrobi. dlaczego ty masz rezygnowac z legalizowania zwiazku? rownie
        dobrze on moze zrezygnowac z zycia na kocia lape.
        trzymam kciuki, zebys wytrwala przy swoim i nie poddala sie!!!
    • jestem_sama Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie 11.12.04, 13:05
      jesteś jeszcze bardzo młoda i pewnie dlatego wydaje ci się, że jakiś kwitek
      wydany przez urzędnika usc da ci zapewnienie wiecznej miłości i szczęścia. i tu
      nic bardziej mylnego. jeśli fecet będzie chciał cię zostawić, to i tak to
      zrobi, i tylko więcej problemów z tym. byłam już mężatką, teraz jestem w
      szczęśliwym związku i nie zamierzam wychodzić za mąż. a druga sprawa to taka,
      że nic na siłę. z facetami tak jest. jeżeli nie będziesz go zmuszać, pokażesz,
      że ci nie zależy na związku formalnym, że jesteś niezależna, to sam będzie
      dążył do tego, żeby ci ograniczyć wolność ślubem
    • Gość: Greta Re: Moje zdanie jest takie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.04, 15:05
      Ludzie jak się kochają to są razem. On nie chce ślubu i wyznaczył termin 2 LATA
      tzn że NIE JEST GOTOWY.

      Powiedział że jak by były dzieci czyli za 2 lata to by się ożenił.
      Poczekaj. On nie jest pewny na takie zamknięcie klamki jakim jest ślub.
      A na pytanie czy Cię kocha co mówi ?
      Jak Cię kocha i okazuje to słowem i czynem to jest dobrze. Jego uczucie jest
      szczere.

      Nie łap faceta na dziecko jak radzą Ci niektórzy i być może życzliwe koleżanki -
      jakby byś była w ciąży to być może przed ołtarz by poleciał.

      W małżeństwie liczy się wierność, miłość i uczciwość małżeńska( łapanie na
      dzieci i mówienie, że brałaś tabletki i wpadłaś odpada - a robi tak ok 50% pań,
      aby zdobyć ,, na zawsze'' faceta)
      Jak tego nie będzie w narzeczeństwie to co będziecie sobie ślubować? Aby coś
      ślubować musi to istnieć przed ślubem.
      Porozmawiaj z nim i jak wasze uczucia są nadal i żyć bez siebie nie możecie to
      spróbujcie być ze sobą dalej pomimo ślubu. Ty wiesz, że On chce za 2 lata.
      Zapamiętaj to i zobacz jak to będzie po 2 latach jak nadal będziecie się
      kochać. A ja myślę, że będziecie.
      • Gość: I M A T Re: Moje 3 słowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.04, 17:48
        Bardzo trafne słowa!
      • Gość: I M A T Re: 3 magiczne słowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.04, 17:50
        W małżeństwieliczą się 3 magiczne słowa:
        Miłość
        Wierność
        Uczciwość małżeńska
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 11.12.04, 16:37
      Hmm rozmawialismy jeszcze i te 2 lata to chyba mu sie za szybko powiedziało:)
      teraz jest mowa o kilku, z jego strony!!! szkoda gadac:(

      Żadne dziecko nie wchodzi teraz w rachubę!!! Jestem jeszcze za młoda, a już na
      pewno nie z człowiekiem, który jest tak niepewny. Dla mnie sprawa jest
      oczywista, że dziecko może się pojawić tylko po ślubie, którego przecież nie
      żądam już teraz!!!!!!

      Prosze zrozumcie, że nie chodzi mi o sam "papierek" ani formę!!!! tylko o
      unormowane życie, stabilność,miłość, dla mnie są to wartości, które umacniają
      się w małżeństwie i z pomocą Boską+*+*+*+*+**+
      a MÓJ chłopak tak nie uważa!!!!! chce sobie zostawić swobode!!!!!!!!!!!!

      • Gość: I M A T Re: Dla mnie też IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.04, 17:51
        związek dwojga ludzi jest czymś co nalezy celebrowac każdego dnia.Ładnie
        napisałaś problemowa:)
      • Gość: dzingis Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.adsl.hansenet.de 11.12.04, 17:53
        Prosze zrozumcie, że nie chodzi mi o sam "papierek" ani formę!!!! tylko o
        unormowane życie, stabilność,miłość, dla mnie są to wartości, które umacniają
        się w małżeństwie i z pomocą Boską+*+*+*+*+**+

        -taaa, gdyby tak bylo, to bysmy nie mieli rozwodow. trzeba po prostu postawic
        na priorytety. albo milosc do partnera, albo poczucie bezpieczenstwa, bo jak
        zaobraczkowany, to nie ucieknie (sic). kobiety czesto wywieraja na facetach
        presje, kiedy tym sie nie spieszy do slubu. ale chcialabys miec faceta, ktory
        stoi z toba przy oltarzu nie dlatego, ze czuje taka potrzebe, tylko dlatego, bo
        wywarto na nim presje. ale wtedy ow zwiazek nie bazuje juz na autentycznosci,
        staje sie wymuszony, i to co mialo byc gwarantem milosci (ow slub) czesto
        okazuje sie byc powodem sfermentowania zwiazku.
    • Gość: Albano Boczello Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: 80.53.160.* 11.12.04, 18:02
      Dla mnie tak. Wybierają niewlaściwych facetów w sposób nieswiadomy i jest jak
      jest
    • Gość: Asperula Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.toya.net.pl 11.12.04, 23:48
      Dobrze zrobilas.
      Sa dwa priorytety-jego i Twoje; optymalnie by bylo, gdyby byly zbiezne...Gdy
      nie sa- mowi sie o kompromisie.W tym przypadku widze, ze na kompromis mialabys
      Ty pojsc.Tylko nie jestem pewna czy kompromis w takiej kwestii jest najlepszym
      rozwiazaniem.
      I nie sugeruj sie tym, co mowia inni-to Twoje zycie i nie ma powodu, zebys
      miala je przezyc inaczej niz sama chcesz.Z Nim lub bez niego-ale zgodnie z soba.
      Swoja droga-ciekawa jestem, co by bylo, gdybys to Ty nie chciala slubu a On tak?
      Pozdrawiam.
    • Gość: Magrat22 Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.chello.pl 12.12.04, 17:27
      Jak na moj gust zrobilas straszna glupote: probowalas go music do slubu zamiast
      delikatnie sprawic by sam zdecydowal ci sie oswiadczyc, i przez to teraz ktores
      z was bedzie musialo albo sia zlamac i ustapic ( i bedzie sie dlugo czulo
      nieszczesliwe i upokorzone ) albo sie rozstaniecie i oboje bedziecie
      nieszczeliwi. Wogole nie rozumiem masz 24 lata czyli 2 wiecej niz ja , czyli
      wcale nie az tak duzo i jestescie ze soba 2 lata, jak dla mnie to tez za szybko
      bo brac slub. Czy taki szantaz cos ci dal, poza jakas bolesna satysfakcja, ze
      postawilas na swoim? Przypomina mi twoje postepowanie walke 3 latkow o zabawke,
      gdzie 1 z dzieci musi wygrac, a nie zwiazek doroslych ludzi, gdzie oboje
      powinni byc szczesliwi, a nie starac sie sobie udowodnic kto jest silniejszy
      psychicznie, i czyje zyczenie zostanie uwzglednione. Polecam taka ksiazeczke z
      psychologii dla laikow " W co graja ludzie" moze da ci do myslenia. Szkoda mi
      faceta, bo cierpi przez Twoje egoistyczne zagrywki, bo gdybyscie byli ze soba z
      5 lat to bym Cie zrozumiala, a tak to sorry ale jakos nie wzbudzasz we mnie
      wspolczucia.
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 12.12.04, 21:49
      On nie wygląda wcale na zmartwionego sytuacją. Mam wrażenie, że myśli, ze to
      chwilowa fanaberia i wrócę do wygodnego gniazdka!!!
      Nawet nie wiecie jak chciałabym wrócić, a równocześnie jestem przekonana, że
      dobrze robie!!! Tylko czemu ja cały czas rycze!!!!

      Powinnam się pocieszać myślą, że jeszcze tylko kilka lat(sic!) a będziemy znowu
      mieszkali razem:):):):)::):):):)):)
      Według wiekszości z was juz będe wystarczająco stara, żeby myśleć o wiązniu
      sie, bede miala jakies 28-30 lat a moj chlopak "tylko" 35 lub wiecej:)

      Zobaczymy, stuacja dla mnie jest cholernie trudna. Znowu randki w mieście w
      kawiarni, lub wizyty u Niego w domu, po swoje rzeczy!!!! żenada co sie
      porobiło.a tym sceptykom co wieszają na mnie psy przypominam, że mam to na
      swoje własne życzenie!!! Nawet nie zasługuję na współczucie!!!

      Z takimi poglądami jakie mam to powinnam się urodzic jakies 50 lat temu:(
      • Gość: realista Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.04, 18:47
        Gość portalu: problemowa napisał(a):
        > On nie wygląda wcale na zmartwionego sytuacją. Mam wrażenie, że myśli, ze to
        > chwilowa fanaberia i wrócę do wygodnego gniazdka!!!

        Nie możesz myśleć że jesteś na przegranej pozycji.Zobaczysz to po czasie.Wybij mu z głowy to że jest to chwilowa fanaberia. Niech zacznie rozmawiać.Bądź twardym negocjatorem. I żadnego mazgajstwa.Pomyśl sobie że małżeństwo to największy interes Twojego życia.Kompromis proszę bardzo ale na dogodnych warunkach.

        > Według wiekszości z was juz będe wystarczająco stara, żeby myśleć o wiązniu
        > sie, bede miala jakies 28-30 lat a moj chlopak "tylko" 35 lub wiecej:)

        To trochę za późno, teraz jest na to pora tylko wydaje mi się forma nieco hmmmm... wyboista. Te 50 lat temu to pani w Twoim wieku miała już 2 lub 3 bobasów na karku. A czekać kilka lat na ślub? Czasami kończy się to tak że dziewczyna ma te 28-32 lata , za sobą kilkuletni w sumie nieudany związek i żadnych perspektyw.Rozejrzyj się przecież wokół jest pełno fajnych mężczyzn i do tego młodszych :-))))) To też rozwiązanie.A łzy??? Wysychają...
        Długotrwałe stabilne związki opierają się (w/g mnie) na szacunku i wzajemnym zaufaniu...z miłością to jest tak że tak naprawdę nikt nie wie co to jest a zarazem nikt nie wie kiedy dokładnie się zaczyna i kiedy kończy. Ja jedynie dziwię się że problem ślubu pojawia sie dopiero po 2 latach; myślę że można było poruszyć to wcześniej np. w żartach.Wtedy widziałyby gały co brały.

        > Z takimi poglądami jakie mam to powinnam się urodzic jakies 50 lat temu:(

        Takie poglądy ma sporo osob w dzisiejszych czasach.To co byś doradziła takiej młodziutkiej zagubionej Problemowej ????

        > Zobaczymy, stuacja dla mnie jest cholernie trudna. żenada co sie
        > porobiło.a tym sceptykom co wieszają na mnie psy przypominam, że mam to na
        > swoje własne życzenie!!!

        Zrobiłaś coś po swojemu, trochę nie wyszło, przyszłaś się wypłakać, i do tego jest Ci wstyd. Czasami tak bywa.Najważniejsze to być konsekwentnym, robić to co uważa się za słuszne ale i umieć przyznawać się do błędów.

        >Nawet nie zasługuję na współczucie!!!

        Eeeeetam.Uszy do góry.A może za 3 dni spotkasz prawdziwą miłość swojego życia ;-)))
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.ghnet.pl / *.ghnet.pl 15.12.04, 20:00
      Marne efekty poszczególnych działań:(
      Ja się zaczynam łamać, a mój chłopiec idzie jutro do psychologa:):):):):):):)
      • Gość: rusałka do problemowej co problemy tworzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 13:23
        1. facet mówi, że cię kocha - czemu go szantażujesz?
        2. jestes taka młoda, JUŻ musisz męża mieć? jakbym w wieku lat 24 usłyszała
        propozycje matrymonialną, chyba zaczęłabym sie śmiać (teraz mam o kilka więcej i
        jakoś nadal mi się nie spieszy)
        3. piszesz coś o "poczuciu bezpieczeństwa u boku mężczyzny" - po 1, nawet mąż
        moze cie zostawić i nic na to nie poradzisz; po 2, pomyśl, jaki masz pomysł na
        SIEBIE, co TY chcesz osiągnąć (oprócz męża;) nie opieraj własnego życia na
        kimś! po 3, twoje poczucie bezpieczeństwa w życiu zależy od tego, co masz w
        głowie, a nie kogo obok siebie - jeśli ci tego brak, "złapanie" faceta problemu
        nie rozwiąże.
        4. nie histeryzuj i nie szantażuj, jesli nie chcesz do od siebie całkiem
        odstraszyć. I może to ty powinnas pójśc do psychologa, a nie on.

        a psycholog może ci powie - DOROŚNIJ!!!

        według mnie strasznie niedojrzała jesteś....
        • Gość: Matylda Re: do problemowej co problemy tworzy IP: *.bredband.comhem.se 16.12.04, 14:07
          Podoba mi sie twoje spojrzenie na sprawe; masz prawo robic to do czego czujesz
          przekonanie: Nie sluchaj innych, sluchaj swojej intuicji bo ona powie ci co dla
          ciebie najlepsze.
          Rad trzeba wysluchac , wyciagnac wnioski i w sumie zrobic to co czujesz , ze
          jest w twoim wypadku SLUSZNE!
          Opowiem ci moja historie, bylam w zwiazku z facetem pare lat tak jak ty na kocia
          lape, chcialam byc radykalna, nowoczesna i nie zabiegalam o zadne zobowiazani,
          myslalam ,ze skoro sie kochamy (ha ha ha) to wystarczy...Zaszlam w ciaze i
          wtedy na lapu-capu bylo gadanie o slubie . Wtedy moj facet wpadl w panike,
          jednego dnia plany, drugiego dnia chcial zniknac z powierzchni ziemi. (Mowie tu
          o mezczyznie powyzej 30 lat)i wkoncu gdy bylam juz w polowie ciazy i
          ptrzebowalam spokoju zaproponowalam separacje i zeby sie namyslil co chce.
          Myslalam ze tego potrzebuje i wroci do mnie z gotowym rozwiazaniem. Tymczasem
          facet spotkal jakas nowa kobiete (ukrywal przede mna ) i po roku wzieli slub.
          Bylam w takim szoku , ze 3 lata nie moglam sie pozbierac a dziecko wychowywalam
          sama.
          Uwazam w twoim wypadku ,ze 2 lata to okres po ktorym trzeba podjac jakies
          zobowiazania. Moze zareczyny a slub za pare lat, ale jakies konkretne plany
          powinny pomalu sie rysowac. To tak jak budowac dom bez planow i bez konstrukcji,
          taki dom w koncu sie zawali , cud i przypadek tylko sprawi ze bedzie sie
          trzymal. Czasami tak jest w zyciu ale to ryzyko, ja sie nauczylam czegos z
          mojego zycia.
          Porozmawiaj ostatni raz ze swoim chlopakiem , wytlumacz mu , jesli nie zrozumie,
          przyzwyczajaj sie do zerwania zwiazku lub uwazaj to tylko za przygode , romans.
    • Gość: problemowa Re: Czy kobiety zawsze cierpią na własne życzenie IP: *.filg.uj.edu.pl 16.12.04, 17:19
      Wybaczcie, ale większość z was nie rozumie, przecież ja jeszcze Nie CHCE
      WYCHODZIC ZA MAZ I MIEC DZIECI!!!!!!!!! Chcę tylko wiedzieć czy partner z
      którym jestem myśli powaznie o mnie. Oczywiście myśli poważnie, ale dopoki jest
      fajnie to jestesmy razem a potem...........????????

      Wyprowadziłam sie przeszło tydzień temu, powoli zaczynam sie przyzwyczajać i
      przekonywać, że dobrze robie. Daję sobie po prostu czas. spotykamy się nadal,
      rozmawiamy. Z tych rozmów jednak wynika, że on nie ma zamiaru zmienić swojego
      zdania tzn, ślub jest mu niepotrzebny i nie da mu gwarancji niczego!!!!
      ale mieszkać ze mną chce (przeciez tak fajnie było:):):):) i spędzić ze mną
      święta (ja mieszkam w innym mieście) tylko jak wytłumaczyć moim rodzicom, że
      święta będę spędzła z kimś z kim tylko sie spotykam???

      Już chyba nie muszę dodawać, że oni nie akceptują "mojego prowadzenia się"!!!

      Dodam jeszcze,że żyję nie tylko dlatego, zeby "być z kimś", tylko właśnie ta
      sytuacja destabilizuje mi całą resztę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Mój chłopiec jest teraz u psychologa, chciał, żebyśmy tam razem poszli, ale ja
      na razie wolę się wstrzymać.
      Zastanawiam się jaką pomoc mozna uzyskać w sprawie niechęci do mieszkania razem
      bez ślubu!!!:):):):
      A swoją drogą mieszkało sie fajnie, sprawdzilismy się przez te 1.5 roku):):):):
      Szkoda tylko że nie ustalilismy wtedy soich priorytetów!!!

    • Gość: zebra ŚLUB TO NIE JEST PISEMNA GWARANCJA!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.12.04, 17:52
      Kiedy Wy to wreszcie zrozumiecie???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka