Gość: problemowa
IP: *.bj.uj.edu.pl
10.12.04, 12:25
Przynajmniej ja tak niestety mam:( Troche mi to dezorganizuje życie. Może
tutaj spotkam kogoś kto powie mi że mam racje i moje postępowanie ma sens!!!
Historia banalna.
Mam prawie 24 lata. On 31. Jesteśmy razem od przeszło 2 lat. Mieszkamy od 1.5
roku. I tu jest problem. Kilka dni temu poraz piewszy zaczęłam z Nim rozmowę
na temat przyszłości naszego "związku", gdyż do tej pory żadne z nas nie
poruszyło tego tematu, a szkoda. Nie czułam sie dobrze w związku na kocią
łapę, mam inne przekonania i zapytałam wprost "Czy masz zamiar sie ze mna
ożenić?". No i dowiedzialam się!!! Że dla Niego ślub nie jest potrzebny,
fajnie nam sie tak żyje a ewentualnie gdyby pojawily sie dzieci, które On
sobie zaplanował za ok 2 lata, to może wtedy pomyslimy, żeby nie komplikować
sytuacji prawnej!!!
Dla mnie taka sytuacja jest niedopuszczalna, nie chce zyc z kims bez slubu w
tak niepewnym związku.
Wyprowadzilam sie, blagał zebym tego nie robila, bo twierdzi ze chce byc ze
mna do konca zycia. Dla mnie to byly slowa na wodzie pisane. Zalezy mi na nim
strasznie, nie moge sie przystosowac do samotnego mieszkania, placze...
Ale mam to na swoje wlasne zyczenie. Czy warto tak cierpiec, strasznie mi na
min zalezy ale nie moge z nim mieszkac na takich warunkach jakie on dyktuje.
No i wrocilismy do etapu randek. na ktorych jest tak jak na stypie. niech
mnie ktos utwierdzi w tym ze dobrze zrobilam wyprowadzajc sie. Nie chce się
zlamać. Musze byc konsekwentna.