Gość: ano
IP: *.crowley.pl
16.12.04, 09:16
W wielu wątkach przy róznych okazjach pojawia się temat rozgrzewania silnika
po przy porannym uruchomieniu.Szczególnie powtarza się temat w okrasach
zimowych gdy temperatura spada poniżej lub bliska jest zeru. Zawsze
praktycznie w zdecydowanej wiekszości jest napisane by po uruchomieniu nie
gazowac auta na zimnym silniku.Jest to rzec jasna i logiczna albowiem na
niedosmarowanym dobrze silniku gwałtowna zmiana tepmp i naprężęń zużywa motor
i skrace ewidentnie jego zywotność. Moje pytanie dotyczy nieco innej kwesti a
mianowicie dlaczego co rusz słyszę o negatywnym wpływie na silnik jego
rozgrzewanie na wolnych obrotach tzn na postoju? Wychodze z domu zapalam auto
bez dodawania gazu /dzis już tak się nie robi/.Auto pracuje normalnie a ja w
tym czasie skrobię powoli szyby i zmiatam snieg z auta.Potem jeszcze2-3 min
cczekam na połówkę i spokojnie bez ścigania się i wycia motoru odwoże do
pracy.|Za smarowanie odpowiada olej, pompa i szczelny układ smarujacy.W
takiej opcji pracy silnika na postoju wszystkie jego elementy pracują
podobnie jak w ruchu tyle tylko że na niższych obrotach i mniejszych
naprężeniach początkowych. Czy ta praca postojowa naprawdę powoduje szybsze
zużycie silnika? Czy przez te kilka minut pracy na luzie nie zdązy się
nasmarować każdy z podzespołów silnika? Czy olej nie wszędzie dotrze?
Prawdą jest że temperaturę silnik osiąnie później niż przy natychmiastowej
jezdzie tuż po uruchomieniu auta ale czy ma to wpływ przy normalnej
eksploatacji na silnik?
Wyjasnijcie mi to proszę bo już 20 lat za kólkiem jestem i chociaż wciąż tego
typu opinie słyszę to żadnych problemów tej natury z autem nie miałem.
Pozdrawiam