astra21
24.06.06, 11:30
Jeszcze do niedawna uważano mnie za jednego z najlepszych pracowników.
Niestety koledze(50 lat żonaty, brzuch, łysina i troje dzieci) z którym
pracowałam nagle cos odwaliło zaczął robić dwuzanczne propozycje łóżkowe,
odmówiłam.Teraz on został zastępcą szefowej i się mści. Przedtem jakieś nie
porozumienia rozwiązywaliśmy sami , teraz on wynjduje błache powody i leci
skarżyć na mnie do szefowej.
SZefowa jest srasznie surowa, dla niej nie ma pracowników niezastąpionych i
liczy się tylko klient i święty spokój byle by nie było afer.
Jestem już na skaraju wyczerpania nerwowego z dobrego pracownika robi się ze
mnie ostatnią fajtłape i obiboka- nie ważne że przez ostatni tydzień
opracowałam na dwóch stanowiskach( z jej polecenia) i nie miałam czasu by
zająć się odpowiednio dobrze swoimi obowiążkami.Przy tym ma już problemy z
sercem, anemię i guza tarczycy, bardzo słabo się czuje wiedziała o tym bo
tego nie ukrywałam i ona jak na złośc dorzucała mi jeszcze więcej pracy. Nie
wiem zaczynam podejrzewać że z gnębienia mnie czerpie jakoś przyjemnośc
(jestem najmłodsza w zespole , mam 25 lat,reszt pracowników po 40), zresztą
mnie zawsze trakowała surowiej niż innych , przykro mi bo jestem tam jedynym
pracownikiem który umie pracować na 4 stanowiskach, a mojej działki nikt nie
umie.Jestem już strasznie zmęczona, w poniedziałek ide do lekarza po
zwolnienie lekarskie, do tego mam sesje egzaminacyjną, należny mi urlop
szkoleniowy na nauke musze dosłownie wyrywać po kilka dni. Musze jeszcze się
tak męczyć rok bo zakład pracy płci mi za studia, nawet nie wiem czy
pozaliczam egazaminy w terminie bo na nic nie mam czasu i siły.Pozdrawiam