Dodaj do ulubionych

banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe

04.11.04, 09:38
To jest kontynuacja wątku do Ewy ale postanowiłem go tu powtórzyć bo wydaj mi
się temat interesujący a wiem że może być tak że do tamtego wątku nie każdy
zaglądnie....

...........

Cierpienie pochodzi...od terminologi wszechnarzucającej nam przez media,
rodziców, znajomych i nieznajomych. Niestety tzw. przysłowia wcale nie są (wiele
z nich!) mądrościami narodów :( heh. Te przysłowia potrafią niszczyć jak i słowa
innych ludzi bo podświadomość nasza, od której zależy wszystko w życiu każdego z
nas - wszystko dokładnie rejestruje (jest uniwersalną kamerą z rejestracją
innych wraże ń (zapach, smak itp)) a później odgrywa taki scenariusz jaki sobie
"nagraliśmy"
Pora więc pracować z własną podświadomością (np. afirmacje) i ją zmieniać.

Bo cierpienie nie pochodzi od Boga a od bzdurnych reakcji jakie nauczyliśmy
się.. przez tzw. edukacje i tfffu... tzw. doświadczenie życiowe. Jak słyszę
kogoś kto mówi "Synku, słuchaj mnie bo jestem starszy i mam DUŻE DOŚWIADCZENIE
ŻYCIOWE" to mnie skręca ;)

A więc odkryje tu najważniejszą prawdę życiową (chyba jedyną ?)
NIE WAŻNE CO ŚWIADOMIE PRAGNIESZ I CO ŚWIADOMIE MYŚLISZ O SOBIE. W ŻYCIU TWOJĄ
PRZYSZŁOŚC KREUJE TYLKO PODŚWIADOMOŚĆ (mówił o tym Jezus zresztą i wielu po Nim)
... gdybyś wiedział.. jaką siłę w sobie nosisz to powiedział byś tej górze....

Cierpienie nie istnieje. Jest tylko programem podświadomości.
Ale od wieków wiadomo :) że większość najlepiej to potrafi biadolić zamiast
chwalić każdą szczęśliwą chwile. Mechanizm jest prosty: Poprzez biadolenie
uczymy umysł (podświadomość) nowych zachowań które ona później skrzętnie
realizuje.
A dlaczego kochani zastanawialiście się kiedyś nad tym dlaczego tarot pokazuje
tak dużo prawdy o nas samych i o najbliższej przyszłości?
Pora pogłówkować!
Zauważcie że w Tarocie sami wybieracie karty! ale to Wasza podświadomość
podpowiada Wam które karty wybieracie.
Po prostu dobra wróżka/wróż potrafi poprzez karty prowadzić dialog z
PODŚWIADOMOŚCIĄ KLIENTA a później taki klient się dziwi (oczywiście świadomie)
hehe :) jak to się stało że tak dużo się sprawdziło :))
Mechanizm cały czas działa ten sam. I będzie zawsze DZIAŁAŁ. Bo taka jest ZOE
(Zasada Obiegu Energi) we Wszechświecie.
Podświadomość ma MOC NIESKOŃCZENIE WIELKĄ i jest po to aby KAŻDEMU służyć.
Ale realizuje taki program jaki człowiek sam sobie w niej trzyma :)
Nie jest to cudowne? Wszystko jest proste. Mechanizm można powiedzieć jest
banalny.

Każdy z czytających to co napisałem (nieczytający również!!! :)) ) może być
bogaty, szczęśliwy, mieć miłość, zdrowie i wszystko co sobie wymarzy a... moc
której szuka nadaremno gdzie indziej - twki w nim samym.
"Prawda jest w Was" Jezus

Może napisze więcej o tym wiec jak się za tą podświadomością wziąść za PanBrat
:) ale nie wiem czy ktoś tego chce i to czyta.

Pozdrawiam :)
Michał
Obserwuj wątek
    • Gość: ciekawa_pani_darcy Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.11.04, 09:41
      powtorze posta z watku ewy - ja bardzo chetnie poczytam!!!!!
      pozdrawiam
      Darcy
      • Gość: marta Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: 195.205.97.* 27.03.05, 20:24
        jesli by tak było jak piszesz ze ci pesymisci wybierają podświadomie
        karty ,które żle wróżą a optymisci te dobre ,to wróżka tego pesymiste by
        jeszcze dobijała a optymiste utwierzdał w jego pewności siebie,a czy tak jest
        hmmm,chyba nie
    • Gość: aga Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.access.uk.tiscali.com 04.11.04, 14:25
      Ja tez chetnie poczytam :-)
    • aqaratka Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 04.11.04, 22:30
      Ja też bym chciała:D
    • anula210 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.11.04, 09:57
      Ja bardzo chętnie poczytam i chętnie posłuchałabym kilku rad, bo mi w zyciu nie
      idzie najlepiej...chyba nie potrafię współpracowac ze swoją podświadomością!
      Jakbyś znalazł czas i chęci napisz mi na maila jak sobie z tym poradzić:)
      pozdrawiam ania
    • wddic Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.11.04, 14:00
      Ja również chętnie poczytam.
      pozdrawiam
      wddic
      • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 06.11.04, 08:12

        Wszystko chętnie czytam o pozytywnym myśleniu - to naprawdę działa!

        życie jest piękne - pozdrawiam, ewa :)
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 06.11.04, 13:47
      Witam :)

      Dziękuje za poparcie.
      Ponieważ sam nie wiem jak siędo tego zabrać więc ... na początku wkleje tu pewne
      moje przemyślenia napisane ponad rok temu.
      W ogóle to myślę o portalu na temat Rozwoju Osobistego, który by skupiał taką
      wiedzę połączoną z praktyką (chętnie bym się podzielił prowadzeniem portaliku z
      innymi zainteresowanymi)

      Bądźcie cierpliwi :) Zastanawiam się jak pewne schematy tu wkleić. Ale już
      wiem... po prostu w odpowiednim miejscu będzie link do obrazka.

      W poniedziałek ukażą się moje pierwsze przemyslenia :)
      Ps.
      Ewentualnie prosiłbym Ewe lub inne osoby o współprace - wątek jest dla wszystkich.

      Natomiast jedno zauważyłem. Większość osób nie podejmie tematu bo szuka... tu
      chwilowych rozwiązań (np. XXX przelicz mi numerologicznie albo... DObry XXXXXX
      powiedz czy się to spełni albo XXXXXXX czy będzie mnie kochał? itp)

      Kiedyś też mnie tylko to interesowało. Teraz już wiem, że jeśli nie uzdrowie
      swoich relacji ze sobą (swoją podświadomością) to takie wróżby nie mają
      większego sensu :) po prostu dalej będe ulegał Karmie wrodzonej (program
      wniesiony do narodzin) lub Karmie nabytej (program realizowany przez tzw.
      doświadczenie heh:) nabyte przez podświadomość w ten inkarnacji). A przecież
      chodzi o to aby WZIĄŚĆ ŻYCIE WE WŁASNE RĘCE. czyli pozbyć się wrażenia
      "płynięcia z masą" wyodrębnić swój indywidualizm i talenty jakie znawcy
      numerologii doskonale wiedzą KAŻDY posiada i najważniejsze... aby ten
      indywidualizm włączyć w Powszechną Świadomość, aby zmienić naszą planetą
      zakłamaną i rządzoną przez ludzi realizujących ciemne strony swojej
      podświadomości (nawet o tym nie wiedzą).
      Bo chyba wszyscy sobie zdają sprawę że nadchodzą nowe czasy... nowe wibracje
      towarzyszą Ziemi. I natura się do nich przygotowuje. I nie przetrwają Ci, którzy
      nie wybiorą Miłości (dobra dla siebie i ogółu). Nie przetrwają w sensie
      dosłownym i w przenośni. Majowie już wyznaczyli czas:) Kryształowe czaszki
      działają :)
      2012 rok zbliża się milowymi krokami. To co obserwujecie na świecie to jest
      przedsionek Fazy Oczyszczenia. Najlepsze (najgorsze dla niektórych) nastąpi
      dopiero za kilka lat.
      No dobra ale nie o tym miałem mówić.

      Wybaczcie mi że w opracowaniu które tu przedstawie będe mieszał wiele rzeczy ze
      sobą ale jest to efekt tego, że czuję ten kamień filozoficzny. Wydaje mi się że
      go czuję. Czyli że Wszystko Wypływa ze Wszystkiego i dlatego WSZYSTKO JEST
      WSZYSTKIM I TYM SAMYM jak to pisze Donald Walsch w Rozmowach z Bogiem.

      No ok nie zanudzam weekendu

      Pozdrawiam :)
      Michał

      Pozdrawiam :)
      Michał
      • ewa.gs Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 06.11.04, 14:00
        oj Michał, wybrałeś sobie temat - rzekę... Odważne posunięcie :)
      • Gość: Asia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 14:01
        > Bo chyba wszyscy sobie zdają sprawę że nadchodzą nowe czasy... nowe wibracje
        > towarzyszą Ziemi. I natura się do nich przygotowuje. I nie przetrwają Ci,
        którz
        > y
        > nie wybiorą Miłości (dobra dla siebie i ogółu). Nie przetrwają w sensie
        > dosłownym i w przenośni. Majowie już wyznaczyli czas:) Kryształowe czaszki
        > działają :)
        > 2012 rok zbliża się milowymi krokami. To co obserwujecie na świecie to jest
        > przedsionek Fazy Oczyszczenia. Najlepsze (najgorsze dla niektórych) nastąpi
        > dopiero za kilka lat.

        Ale to jest ciekwae...nie mam o tym zielonego pojęcia,ale naprawde to jest
        ciekawe:))
        jak "zaprogramować" podswiadomość?
    • jz2004 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 06.11.04, 23:23
      Zawsze jak czytam o ksztaltowaniu wlasnego ego to zaraz kaza skupiac sie na
      afirmacjach. Najbardziej znana propagatorka tego typu prostych przepisow jest
      juz kiedys przytoczona przeze mnie Luis L. Hay - pomysl chwyta. Prosze mi
      podpowiedziec jakie sa inne sposoby.

      Jesli komus afirmacje pomagaja niech sie nimi karmi. Padaja tu wzniosle
      slowa "karma wrodzona", "karma nabyta", "wez los we wlasne rece", "pielegnuj
      wlasne talenty". Aha czyli placimy takze za to co nabroilismy kiedys. Tego nie
      chcemy i o tym pisal Michal. Czyli tak z jednej strony jetes deterministyczny
      bo wypowiadasz sie o karmie ktorej nie chcesz i roku 2012 ktory uwazasz za
      wazny (nic na ten temat nie wiem), a z drugiej ten determinizm chcesz zepchnac
      w margines.

      Latwo zrozumiec ze jak bedziesz blokowal negatywne bodzce to lepiej na tym
      wyjdziesz. Czy afirmacje zaproponujesz takze somalijskiej dziewczynie zyjacej w
      ubostwie? Obawiam sie ze jak zawsze kij ma dwa konce i "progamowanie
      podswiadomosci" moze czesto poproprowadzic do karmienia sie iluzjami. Wolalbym
      uniknac wszelakich domkow z kart w glowie na wlasna niekorzysc braku
      satysfakcji zyciowej.

      Dla mnie maksyma "jestes za wszystko odpowiedzialny" jest pseudofilozofia
      poniewaz tak jest tylko w ogolnym rozrachunku, sensie ogolnym. Poszczegolne
      cegielki z ktorych budujemy nasze zycie nie potwierdzaja tej maksymy.

      jz.
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.11.04, 11:46
        Witaj jz :)
        Chętnie z Tobą polemizuje.
        Poruszyłeś dość ciekawy temat... "Zawsze jak czytam o ksztaltowaniu wlasnego ego
        to zaraz kaza skupiac sie na
        afirmacjach" Zgadza się
        Tak każą :) Nie tylko L.Hay ale także Ewa Folley i pewno 10-tki innych inspiratorów

        Ale jak myślisz ile ludzi przeczytało te książki? A ile stosuje te afirmacje?
        Odpowiem. Pewnie dużo osób. Ale efekty często są mizerne lub ich w ogóle nie ma.
        A dlaczego?

        ### Wyobraź sobie duży pokój, który masz zamiar wzbogacić. Więc dokupujesz i
        dopieszczasz nowe
        rewelacyjne meble i co się okazuje że dalej pokój jest do niczego bo zapomniałeś
        posprzątać
        pousuwać stare szpargały, zdjąć odlepiającą się i zabrudzoną pisakami tapetę,
        wywalić
        próchniejącą szafę itd. Pierwsze co powinno się zrobić to właśnie remament tego
        pokoju ###
        LEGENDA:
        pokój - podświadomość
        szpargały stare - Twoje przyzwyczajenia (mówimy o tych które przeszkadzają w życiu)
        nowe meble - afirmacje (i inne metody oczywiście również)

        Więc trzeba wyczyścić umysł... Metod jest wiele na to....

        Mam nadzieję że trochę rozwiałem wątpliwości? Ja również uważam że
        austraalijsko-amerykańskie
        podręczniki szczęśliwego życia nie trafiają w Europejską kulturę i inne
        postrzeganie
        rzeczywistości (dlatego też chyba (???) w USA jest % więcej ludzi szczęśliwych
        niż w Europie...)

        Kolejny temat:
        Nigdy nie płacimy za to co "nabroiliśmy kiedyś". Sorry że się czepiam. Ale te
        słowa są
        nieodpowiednie.
        Karma wrodzona to raczej pewien program na życie, które dusza sama wybiera (Nikt
        JEJ NICZEGO
        NIE KAŻE). Dlaczego nie każe nikt jej tego? Bo Bóg nie zna pojęcia kary. Nie zna
        słowa "Wybaczam!"
        bo za co miałby wybaczać? Zawsze kocha wszystkich i wszystko. Takiego Boga ja
        znam i taki
        jest On naprawdę. To dusze same sobie narzucają ograniczenia i niby "fizyczne
        doległości".
        Tylko że z poziomu WSZECHŚWIATA fizyczne doległości (bieda, choroby,
        nieszczęście w miłości
        itp) nie są warte takich poświęceń jakie ludzie w fizycznej postaci próbują w
        swoim życiu
        poprawić. CO nie oznacza, że tego nie można poprawić.
        Wznieś się ponad wyżyny i gdy przyjmiesz reinkarnacje za fakt, to stracisz
        przywiązanie do
        tego co masz teraz i co Cie spotyka... A wówczas zacznie Ci sie lepiej dziać a
        także NA PLANIE
        FIZYCZNYM !!. TAk nie przesłyszałeś się!!. To jest ewenement (pisze o tym też
        Donald Walsh w Rozmowach z Bogiem!). Im mniej przywiązujesz się do ziemskich
        dostatków...
        tym więcej ich masz. Wystarczy że sobie zdaśz sprawę z OBFITOŚCI wszechświata.



        Kolejny temat:
        Nazwijmy to sprawą SOmalijskiej Dziewczyny.
        Ja nie widzę żadnych problemów w tym co napisałeś.
        Jeśli ktoś wybiera sobie za inkarnacje Afrykę, oraz np. biedną somalijską
        rodzinę to znaczy
        że wybrał sobie trudniejszą drogę do... no właśnie czego? Nie uogółniajmy że każdy
        (wycofuję się więc w 100% z tego powiedzenia) chce być bogaty, zdrowy i kochany.
        Ta dziewczyna wybrała sobie taką drogę a nie inną i tylko Jej sprawa jest w tym
        jak nią
        podąża. Ale schematy obiegu energii we wszechświecie obowiązują wszystkich tak
        samo (ją też)
        Ileż to chłopaków biegających po boiskach w Afryce zrobiło kariery? Na pewno
        więcej niż
        ... (niestety sic!) biali chłopcy biegający po polskich boiskach (mówię o
        piłkarzach)
        Więc nieuogólniajmy :)
        Lepiej klepac biedę (tzn. nie zaspakajać swoich potrzeb) w Polsce i być białym
        niż być
        tą somalijską dziewczyną, której samorealizacja będzie polegała na wyjściu za
        mąż z miłości?
        Heh?
        Każdy odpowie sobie sam.

        Kolejny temat:
        Cytuje: "Michal. Czyli tak z jednej strony jetes deterministyczny
        bo wypowiadasz sie o karmie ktorej nie chcesz i roku 2012 ktory uwazasz za
        wazny (nic na ten temat nie wiem), a z drugiej ten determinizm chcesz zepchnac
        w margines."

        Wyjaśniam. Otóż istnieje coś takiego jak pisałem kiedyś już jak: Świadomość
        Przyrody (Natury)
        - Gaja oraz wszechświata. Poza tym świadomość wielu powiedziałbym setek tysięcy
        ludzi
        którzy chcą zmian.

        I Majowie widzieli te pierwsze 2 wibracje. Potrafili je usystematyzować.
        Więc jedno niczego nie wyklucza!.
        Załóżmy pracuję jako stolarz w Stolarni. Jestem uzależniony od dostawcy gwoździ,
        dostawcy
        z tartaku, przewoźnika (który odwiezie moje produkty do sklepów). Jestem
        elementem gry.
        Łańcucha i zależę od przodu jak i wpływam na dalsze ogniwa łańcucha.
        Tak samo jest z nami. Przyroda (Natura) jest potężniejsza od nas (wynika to z
        tego że
        matematycznie - przedstawia o wiele większą energie - chyba nikt tego nie
        kwestionuje?)
        i my jesteśmy w tym łańcuch dalej...
        A że ostatnimi czasy ludzie gmerają przy łańcuchu a szyk musi być zachowany
        (stolarz nie może
        wycinać drzew! bo ma robić co innego) więć gdy do tego się doda powszechną
        świadomość
        to wiadomo że zmiany będą ale nie należy na nie czekać, nie należy też od nich
        cokolwiek
        w swoim życiu uzależniać. Acha i nie warto czekać na konkretny rok :)) (podałem
        orientacyjnie
        2012 rok ale to moja sprawa czy w to wierzę czy nie :) )
        Czas tu nie jest istotny
        A tak btw. mamy jeszcze świadomość narodów! tak tak,... Jest to taka potężny
        garnek z zupą
        przyprawianą i podsycaną ogniem przez polityków, krółow, władców itd itp.
        W tą świadomość miał wgląd.... Nostradamus, który widział skutki działań do
        przodu (jego
        podświadomość nie mogąc ubierać pewne wydarzenia w nazwy (np. nie znał słowa
        tank (czołg) itp)
        przedstawiał więc to w sposób obrazowy i przenośny - bo znaczenia obrazów do końca
        sam nie rozumiał))
        Acha przeafirmuj powiedzenie "kij ma dwa końce" bo to jest głupota a nie hasło :)
        Bo to nawiązuje do dni chudych i bogatych... do tego że raz pod wozem raz nad wozem.
        I później podświadomość świetnie koduje :) Np. raz siępowiedzie to musimy (ona
        tak myśli)
        coś przyciągnąć beznadziejnego aby przysłowiom stało się zadość.
        Są to pseudoprzysłowia. W ogóle to dajmy spokój takim przysłowiom. No chyba że
        ktoś chce inaczej :)

        Kolejny cytat:
        "Dla mnie maksyma "jestes za wszystko odpowiedzialny" jest pseudofilozofia
        poniewaz tak jest tylko w ogolnym rozrachunku, sensie ogolnym. Poszczegolne
        cegielki z ktorych budujemy nasze zycie nie potwierdzaja tej maksymy."

        O gustach się nie rozmawia :))
        Powiedziałem powszechną prawdę. Jeśli ktoś uważa inaczej to jego sprawa :) Życzę
        powodzenia.
        A i po daj te cegiełki - bo napisałeś zbyt enigmatycznie.

        Pozdrawiam :)
        Michał

        • Gość: Salma Re: sc200-co sadzisz o duchowym uzdrawianiu? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 12:41
          tak jak w temacie...
          Jakiś czas temu ktoś namówil mnie na sesje duchowego uzdrawiania,jestem po
          kilku seansach...
          nie układa mi sie w życiu osobistym,mam już swoje latka i pora na mnie,
          to spowodowało,ze zgodziłam się na to uzdrawianie.
          Uzdrowiciel powiedzial mi,ze już zaczną się zmiany w moim życiu...
          najgorsze jest to,ze upłynelo już troche czasu,a ja tych zmian nie widze:(

          Michalku może ty mi wytłumaczysz o co tu chodzi i kiedy te zmiany powinnam
          zauważyć.
          Moze to,ze jestem samotna powoduje,ze niecierpliwośc cos oddala odemnie...
          Proszę Cię o wyjaśnienie,o ilemożna tu coś wyjaśnić.
          • sc200 Re: sc200-co sadzisz o duchowym uzdrawianiu? 07.11.04, 19:18
            Witaj Salma

            Czy to była może sesja u niejakiego Antoniego P. ? :)
            To tak nawiasem. Zresztą nieważne :)

            Hmmm powiem Ci tak, nie jestem alfą i omegą i nie odpowiem Ci na pytanie co do
            Duchowego Uzdrawiania - bo po pierwsze tej metody nie znam. A po drugie.
            Odpowiedź na tą pytanie zna tylko jedna osoba i to Ty właśnie... Nią jesteś.

            Zakładająć, że to duchowe uzdrawianie odbywa się zgodnie z dobrą intencją
            uzdrawiającego i że wszystko niby działa to jeśli nie widzisz zadnych efektów to
            powodów może być wiele: 1. brak cierpliwości? 2. Nie uderzył (ten uzdrowiciel) w
            podstawy Twojej piramidy myślenia (no tej strony negatywnej zakodowanej w
            podświadomości oczywiście). 3. Hmmmm nie wiem :)

            A poza tym z całym szacunkiem ale skoro ktoś Ci powiedział: "Uzdrowiciel
            powiedzial mi,ze już zaczną się zmiany w moim życiu..." to znaczy że nie ma
            chyba czystych zbyt intencji do tego co robi.
            Bo tego nie zagwarantuje Ci nikt. I każdy uczciwy Terapeuta powinien to mówić
            klientowi przed, w trakcie i po terapii...

            Ja myslę że powinnaś szukać dalej... Ale przestań podchodzić do swoich problemów
            emocjonalnie. Co to oznacza? Przestań się przywiązywać do rezultatów jakie
            chcesz uzyskać!. Po prostu o nich zapomnij!
            Polecam Ci pierwszą lekturę na tapetę 3 książki "Rozmowy z Bogiem". Warto
            zaszkokować się na początek :)

            Pewno nic nie wyjaśniłem Ci ale nie potrafię inaczej.

            Pozdrawiam :)
            Michał
        • jz2004 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.11.04, 13:29
          Michal,

          Remanent robia nam potoki tranzytowe m.in. Urana. Nie boj zaby *kazdy*
          w jakims stopniu musi przeszkadzajace przyzwyczajenia zmienic
          wczesniej lub pozniej :) Moim zdaniem bardzo trudna rzecza dla
          wiekszosci ludzi bedzie takie sterowanie organizmem zeby zmienic jego
          wewnetrzne funkcjonowanie, jego reakcje na bodzce zewnetrzne. Ta
          zmiana jest jednoznaczna z umiejetnoscia sterowania podswiadomoscia, a
          ja z kolei posiedli bardzo nieliczni mieszkancy ziemi. Proponowanie to
          Kowalskiemu jest lekko mowiac watpliwe. Choc z drugiej strony ciezko
          odmowic slusznosci i pieknu tezy ze wlasnie zmierzamy do takiego
          ekstremum gdzie potrafisz juz wplywac na wlasny organizm. Wtedy dalsza
          egzystencja i inkranacje sa zbedne bo i czego delikwent mialby sie
          nauczyc?

          Dusza ktora wybiera somalijke symbolicznie chce sie wespnac na gore
          ktora okreslilismy w poprzednim akapicie. Dusza ktora wybrala latwe
          zycie raczej za duzo nie wzbogaci swiadomosci o elementy ktorych nie
          dostala na starcie (ktore juz miala): talenty, mozliwosci etc. Mamy tu
          zatem pewien realtywizm albo albo. Skad wiesz ze ludzie w USA sa
          szczesliwsi? Cos mi pachnie tym ze oni sie silniej kompensuja poprostu
          - taka mentalnosc. Wiadomo ze Bog sybmboliczny to woreczek do ktorego
          wkladamy tylko slowa o pozytywnym znaczeniu.

          "Wznieś się ponad wyżyny i gdy przyjmiesz reinkarnacje za fakt, to
          stracisz przywiązanie do tego co masz teraz i co Cie spotyka... A
          wówczas zacznie Ci sie lepiej dziać a także NA PLANIE FIZYCZNYM !"

          Oj Michal to sa tylko blyskotki dla umyslu. Mozemy jeszcze dodac:
          "Wierz w Boga", "Badz wolny", "Kochaj wszystkich". Ladne nie? A jak
          sie swieci :) A jak to ma wygladac w praktyce przecietnego Polaka?

          Wspomniane cegielki to takie doswiadczenia ktore nas spotykaja i
          ktorych nie da sie uniknac - chodzi mu o charakter przemian, a nie o
          konkretne wydarzenia ktore nas spotykaja - wroc do pierwszego akapitu.

          PS. Masz okazje byc na chwile przewodnikiem duchowym Salmy. Powodzenia

          :> jz.
          • Gość: Salma jz chyba zazdrości,ze zapytalam kompetentną osobę. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 13:36
            jz nie musiałaś czytać tego co napisalam,a tym bardziej tego komentować:P
            woli wyjasnien Michał nie będzie moim przewodnikiem duchowym tylko osobą która
            to zrelacjonuje:-)
            gdybyś przeczytała uważniej to doczytałabyś się tego,ze już byłam na sesji
            duchowego uzdrawiania:):):)
            • jz2004 Re: jz chyba zazdrości,ze zapytalam kompetentną o 07.11.04, 14:33
              Gdybym nie czytal uwaznie wtedy rozmawialbym sam ze soba, szkoda do tego
              klawiatury :P

              Teraz juz wiesz co oznacza ';)' ?

              jz.
              • eevvaa Re: jz chyba zazdrości,ze zapytalam kompetentną o 07.11.04, 16:36

                Jeżeli mogłabym pomóc to proponuję stronkę : www.anahata.pl
                Kiedyś przypadkiem dostalam się tam linkiem z Wróżbiarstwa - fajnie się czyta
                dużo ciekawych artykułow Leszka Żądło.
                Nie powiem chyba nic nowego,ale poprostu trzeba uwierzyć, że to my sami tworzymy
                własne życie i przede wszystkim sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje myslenie i
                za to co nas w życiu spotyka, a nie Inni. Cała trudność polega tylko na tym,
                żeby sobie z tego zdać sprawę i nigdy o tym nie zapominać - a z tym już jest
                problem.
                Serdecznie pozdrawiam, ewa, :)

                "życie jest piękne"
                • Gość: Salma jz-przykro mi,że rozmawiasz sam ze sobą;-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 16:50
                  na to wyglada...;-)
                  radze puki czas zażyj "szarą maść",bo za bardzo się irytujesz,hee...
                • sc200 Re: jz chyba zazdrości,ze zapytalam kompetentną o 07.11.04, 19:22
                  Ooo zwłaszcza Leszek Ż. prezentuje zdrowy rozsądek i pokazuje praktykę. Pokazuje
                  ograniczenia i jak je zwalczyć. Ale wiadomo, że najwięcej roboty musimy odwalić
                  sami. Tak jak to piszesz Ewa :)

                  A życie jest więcej niż piękne :) :)

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
                  • jz2004 Re: jz chyba zazdrości,ze zapytalam kompetentną o 07.11.04, 19:42
                    Pojde do Jarka a niech mnie zaregresuje ;)

                    Swoja droga dzieki za linka zawsze warto poznac nowe trendy.

                    jz.
          • Gość: kamis Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 17:04
            też chętnie poczytam
    • Gość: Karol Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 17:00
      nie martw sie Salma
      sąludzie którzy mają problem sam ze sobą!
      on pewnie do tych należy!
      • Gość: Salma do Michała IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.04, 19:39
        Michał przeczytałam "Rozmowy z Bogiem"już dawno i to wszystkie części,
        tomy są trzy,ale są jeszcze 3 inne jego książki nawiązujace do tego samego
        tematu...
        Odnosnie duchowego uzdrawiania to nie był Przechszta,ktoś inny,wiem jedno,ze ta
        osoba jest niesamowita,wiem to z relacji znajomych którzy u niego byli...
        Ja w czasie seansu czułam niesamowitą energię i to co mi mowił..coś w tym
        jest,ale zobaczymy,jestem dobrej myśli:)
        U mnie to chyba niecierpliwosc powoduje niepokój:-)

        Dziękuje za odp.jak coś będziesz wiedział na ten temat to plis napisz...

        Pozdroweczki cieplutkie.
        • eevvaa Przepis na szczęśliwe życie... 07.11.04, 20:19
          Witam !!
          Miło się z Wami rozmawia - człowiek zawsze szuka pokrewnej duszy , która go
          zroozumie, podobnie myśli. Ja też jestem pod wrażeniem książek D.Walscha-
          -" Rozmowy z Bogiem"- znalazłam odpowiedzi na moje niekończące się pytania.
          Jestem jednak pod wrażeniem tez innego autora -właściwie od niego wszystko się
          zaczęło ładnych parę lat temu.Może Komuś pomoże to wszystko objąć ( pojąć)-
          P. Mulford ( Moc życia, Moc ducha, Przeciw śmierci ).
          Dobrze jest móc porozmawiać na te tematy, bo wtedy się nie zbacza,ze swojej
          ścieżki i człowiek się umacnia w tym co robi na przykładzie innych, bo niestety
          tak jak wspomniał Michał tę pracę musimy odrobić sami, nikt za nas tego nie może
          zrobić, najwyżej być z nami i nas wspierać.

          Wszystkich Was pozdrawiam Ewa :)

          Michale dzięki za założenie tego wątku - będę wspierać jak potrafię.

          "życie jest naprawdę piękne - tylko musimy umieć to dostrzec"
        • ewa.gs Uzdrawianie duchowe 20.01.05, 09:20
          Duże efekty uzdrawiania energetycznego potrzebują czasu, by pokazać się na
          płaszczyźnie fizycznej. Jeśli masz zaufanie do osoby, która to robiła, to
          poczekaj spokojnie i obserwuj...
          Ale przed dużymi są jeszcze te małe, które widać niemal od razu - na przykład
          poprawa samopoczucia, więcej energii życiowej, lekkość, chęc działania. Jeśli
          to już widać, to i reszta przyjdzie w swoim czasie.
          Swoją drogą, czy to było SRT, czy coś innego?
    • Gość: Rybka Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.04, 18:32
      jak to jest:
      jeżeli mogę "rzucać" film swojej podświadomości, a ona tylko jej znanymi i
      ponoć potężnymi i niczym nieograniczonymi sposobami będzie dążyła do jego
      realizacji... to czy znaczy to tyle, że swoich nieodgadnionych do tej pory
      pragnień mam szukać właśnie w niej? Rzucam film pt. "Szczęśliwa Rybka" a ona
      już sama doskonale będzie wiedziała, co w istocie znaczyć będzie dla
      mnie "szczęście"? W moim przypadku "szczęśliwa Rybka" to czysta abstrakcja...
      Mam tylko tytuł...Więc film to tylko przekaz emocjonalny, nawet nie afirmacje.
      Czy to wystarczy?
      Treścią jest po prostu codzienność. Drobne i większe wybory. Wiele oczekujemy
      od zycia, a ile od siebie? Więc ok.
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.11.04, 08:27
        witaj Rybko :)
        Zgadza się możesz zmienić projekcje (bohaterów, scenariusz) filmu swojego życia
        ingerująć w swoją podświadomość (to ona 3ma te scenariusze :) )
        Ale nie wiem czy "swoich neodgadnionych do tej pory pragnień mam szukać właśnie
        w niej". Moim zdaniem jak najbardziej nie.
        Dlaczego?
        Bo wówczas Twój styl postępowania w niczym się nie zmieni. Dalej panem życia
        będą przyzwyczajenia, bolączki i róźne przedziwne układy - gnieżdzące się w
        podświadomości. I co z tego, że znajdziesz tam źródło tego czego Twoja
        podświadomość potrzebuje? Nie widze w tym sensu. W końcu to podświadomość ma
        realizować TWÓJ POMYSŁ NA ŻYCIE a nie Ty masz świadomie spełniać zachcianki
        błądzącej podświadomości.

        No ale dalej piszesz już ok. Czyli rzucasz film "szczęśliwa Rybka" (aż kłania mi
        się tu wizualizacja :) nie wiem dlaczego...) i podświadomość przekonujesz do
        takiego scenariusza.

        Moge też Twój post rozumieć trochę inaczej... Te pragnienia hmmmm to być może
        masz na myśli swoje talenty? To nie warto ich szukać w podświadomości. Raczej
        prosić Opiekunów Duchowych o ich rozbudzenie.
        Teoretycznie wszystko jest nam dane od Boga. Ale jakby talenty bardziej... więc
        modlitwa o wsparcie w ich odkryciu jest jak najbardziej na miejscu.
        Zresztą tu :) służy w pełni gębą Astrologia i Numerologia (runy itd... również)
        Chyba szybciej można się dowiedzieć o swoich uzdolnieniach co nie oznacza, że
        nie warto wstawiać się o wsparcie w ich rozwoju.

        Ps.
        Nie wiem czy dobrze Cie zrozumiałem,... wiec w razie czego naprowadź mnie na
        sedno problemu.

        Pozdrawiam :)
        Michał
        • Gość: Rybka Re: banalny (?) - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.11.04, 16:10
          Jestem spod znaku Ryb (24 luty), podobno jestem numerologiczną ósemką. hm...
          nie jestem do końca przekonana, czy ten fakt ma dla mnie jakiekolwiek
          znaczenie. Trochę czytałam i prawdopodobnie wpływa to obecnie na moją osobowość
          w sposób posredni (sugestia).
          Nie mam bladego pojęcia o runach,prawie nic nie wiem o numerologii czy
          astrologii. Czasem wróżę sobie ze zwykłych kart, ale wróżbę traktuję bardziej,
          jako kierunek, w którym podążę z obecnym "stanem mojego ducha". Nie lubię czuć
          się czymkolwiek zdeterminowana. Z drugiej jednak strony, jeżeli to co piszesz
          jest poprostu prawdą, to dlaczego przepis na szczęśliwe życie dla znających go
          nie wydaje się jednak tak banalny jak go opisujesz? Czymś jednak jesteśmy
          zdeterminowani. Jeżeli wiemy, jak coś możemy zrobić, posiadamy w miarę dokładną
          wiedzę czy instrukcję podkładaną pod nos, to dlaczego nadal bywamy
          nieszczęśliwi? Ile książek przeczytałeś? Z pewnością wiele. Piszesz,
          że "czujesz ten kamień filozoficzny" Nie uwierzę, że przestałeś szukać dalszych
          odpowiedzi. Dlaczego?
          Mały Książę codziennie rano musiał obchodzić swoja planetkę w poszukiwaniu
          nieustająco kiełkujących baobabów, aby wyrwać je z korzeniami zanim rozrosną
          się do wielkich rozmiarów (świetny rysunek ;)) szczególnie uważając przy tym,
          by nie pomylić ich z innymi, pożytecznymi i pięknymi roślinkami. Jak to się
          dzieje, że w naszych umysłach nieustająco musimy robić takie "remanenty"? Czym
          jestesmy zdeterminowani?
          To banalny problem i banalne pytanie ;)
          Może obniżam loty tej dyskusji?

          PS Michale szczególne dzieki za trzeci akapit. Pozdrawiam :)
          • sc200 Re: banalny (?) - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.11.04, 08:23
            Witaj Rybko :)
            No właśnie... piszesz "nie lubię być czymś zdeterminowana" a jednocześnie
            piszesz, że czasami korzystasz z kart... Hmmm czy nie uważasz że możesz się
            kręcić w kółko? Pytasz się kart... które swoje wiedzą od Podświadomości. A
            podświadomość wie to... co sama obserwuje i rzadko sama od siebie czerpie z
            Nadświadomości (którą ja uznaję za cząstkę Boga (wszech energii i jedynej
            mądrości) w nas). Czyli właściwie dreptamy w miejscu?
            Inaczej mówiąc. Zadne karty (numerologia czy tarot również) nie odpowiedzą nam
            na pytania, na których odpowiedzi nie ma w podświadomości... i nic nowego nie
            wymyślą. Nic dziwnego, że Francuscy Mistrzowie tarota uważali tarota za
            dialog... z samym sobą.
            Oj mógłbym tylko dodać że metody prekognicyjne wyżej wymienione, mogą widzieć
            skutki poprzez to co podświadomość sama wybierze (zaobserwuje) z Astralu (czyli
            mówiąc tak ogólnie gdzie kształtują się myślokształty zanim przybiorą Ziemską
            realnie fizyczną postać). Ale "nie pytaliście by o skutki gdybyście znali
            przyczyny" (Nostradamus)...

            Wierze, że istnieje kamień filozoficzny bo... są na to dowody w... Fizyce.
            Jeden z pretendentów do nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, prof. Math Ernst
            (MIT) stwierdził "Przeprowadzając doświadczenia z geomancją, teraz już wiem, że
            wszystko może wynikać ze wszystkiego". Tak! Wszystko wynika ze wszystkiego i nie
            ma niczego co by nie wynikało z niczego.
            I to jest ten kamień filozoficzny poszukiwany od wieków. To jest ta świadomość
            wszechprzenikalności energii oraz przyczyn i skutków. Oczywiście człowiekowi
            trudno uwierzyć w to, że "Gdy pracowałem nad prototypem, nigdy nie
            przypuszczałem, że istnieją tylko proste rozwiązania. Ilekroć zagłębiałem się
            głębiej dochodziłem do punktu wyjścia" (Graham Bell). Bo to fakt, że istnieją
            tylko proste rozwiązania.
            A wszystkie prawa uniwersalne (jak sama nazwa mówi) przenikają się nawzajem.
            Fizyka zaczyna się coraz śmielej do tego przyznawać... (będzie numer New
            Scientist American poświęcony przenikalności energiom! - zapowiedzili na połowę
            przyszłego roku z tego co pamietam)

            Oczywiście masz racje. Jestem na początku swojej drogi i z przyjemnością będe
            coś nowego odkrywał każdego kolejnego dnia. A czym jestesmy zdeterminowani w
            naszych umysłach? Nawykami i wygodą :)

            Ps.
            Nie obniżasz lotów :) Wprost przeciwnie...

            Pozdrawiam :)
            Michał
            • anula210 Re: banalny (?) - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.11.04, 23:08
              hmmm intrygujesz mnie Michale...a moze coś wiecej napiszesz o człowieku który
              kryje się za tak mądrymi słowami...
              • Gość: Katarina Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.04, 12:47

                ... i o wielkim seduszku:-)

                Też chętnie poznałabym założyciela tego topiku...

                Michałku napisz coś więcej o sobie.
                • sc200 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 12.11.04, 08:21
                  Witajcie :)
                  Anula i Katarina - czyli mam się ujawnić? :))

                  No dobra, Imie juz znacie :) Na codzien jestem administratorem (dokładnie to
                  specj. ds bezpieczeństwa i systemów brrr :)) w duzej firmie informatycznej w
                  Katowicach.
                  Moge Wam powiedziec pare szczegółów z przeszłości hmmm.
                  Jako dziecko kilkuletnie byłem przekonany że zostanę archeologiem :). Zawsze
                  pasjonowała mnie historia (choć dziś już wiem, że pewno wiele rzeczy które się
                  uczyłem czy też czytałem pewno została z jakichś powodów zafałszowana zgodnie z
                  intencją twórców... lub też zgodnie z tzw. sprawiedliwością dziejową :>).
                  W LO biły we mnie 2 kierunki, którymi chciałem podążyć. Jeden to było
                  zafascynowanie komputerami i ich możliwościami... a drugi to... medycyna :)
                  (taka tam sobie tradycja...). Na początek studiowałem 3 lata to ostatnie (WL w
                  Katowicach). Na ŚlAM zrozumiałem, że nie jest dla mnie leczenie innych skoro nie
                  do końca rozumiałem siebie, więc zacząłem się interesować informatyką na
                  poważnie (wylądowałem na Polibudzie) i tak już zostało :)

                  W między czasie oprócz zainteresowań czysto ezoterycznych zafascynowało mnie
                  rzępolenie :) tzn. fortepian i udało mi się popełnić szkołe muzyczną z tymże
                  instrumentem. (próbuje na codzien również komponować ale tu raczej jestem
                  początkujący).

                  Jeśli chcecie to podam adres stronki :) gdzie można pościągać moje mp3 (ale to
                  nic wielkiego! :))

                  A na dzień dzisiejszy próbuje polepszać jakość swojego życia i stałem się Jego
                  Obserwatorem ;)

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
                  • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 13.01.05, 16:25
                    Wiesz co jest uderzajace w tym twoim opisie? Jakas taka skromnosc niezdrowa i
                    na sile . "Takie tam rzepolenie tzn. fortepian", zeby czasem ktos sobie nie
                    pomyslal ze sie chwalisz albo cos. "Nawet probuje komponowac (ale to nic
                    wielkiego! :)). Czemu tak??? Nie mozesz napisac po prostu, ze grasz na
                    fortepianie, skonczyles szkole muzyczna, komponujesz. Tak po prostu. Bez
                    skromnosci na sile. Normalna sprawa.
                    Skromnosc ktora reprezentujesz sugeruje mi, ze tak naprawde czujesz sie lepszy
                    od innych ludzi, ale z calej sily starasz sie to ukryc i pokazac cos zupelnie
                    przeciwnego, ze niby taki starsznie skromny a taki zdolny przy tym.
                    To co robisz jest zwyczajna sprawa i kazdy powinien isc za glosem serca. Jeden
                    ma takie zainteresowania i predyspozycje a drugi inne. Nic nowego pod sloncem.
                    Nie ma powodu ani do wywyzszania ani do ponizania aby sie wywzszyc. Normalna
                    sprawa. I juz.
                    • sc200 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 14.01.05, 09:50
                      Witaj :)

                      A ja myślę że to Ty masz jakieś filtry w tym zakresie :) Nie zgadłeś: nie mam
                      ani poczucia niższości ani wyższości. Ale znam słowo "profesjonalizm"
                      Gdybym zajmował się muzyką tylko i wyłącznie tzn. profesjonalnie, to wówczas bym
                      podszedł do tego inaczej w powyższym tekście :)
                      Ale ponieważ jestem profesjonalistą w innej dziedzinie (w której notabene się
                      realizuję) - i tak to czuję wiec nie możesz mówić o mnie czegoś, co sam o sobie
                      bym nie powiedział, bo akurat każdy może mówić najpełniej ale tylko o sobie. A
                      ocenianie jest błędem.

                      Niech zgadne, spotykałeś/aś w życiu ludzi którzy "skromnie się opisywali" a
                      okazali się później ludźmi o bujałym poczuciu wyższości?
                      Napiszę wkrotce tu tekst o rywalizacji, i zrozumiesz, że tak w ogóle nie ma z
                      kim i o co rywalizować, a tym samym uważać się za lepszego czy gorszego. Takie
                      pojęcia dla mnie nie istnieją.

                      :P Profesjonalizm oznacza dla mnie "wykonuję pracę z pełnym zaangażowaniem, z
                      wiarą wewnętrzną do tego że jestem w tym świetny i że wszystko mi w tym sprzyja
                      (zgodnie z wolną wolą moją i innych)"

                      Twoja opinia z daleka "śmierdzi" :) mi niepoprawnymi skojarzeniami Twojej
                      podświadomości.
                      Pociągniemy temat? :)

                      Pozdrawiam :)
                      Michał
                      • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 14.01.05, 12:54
                        A mnie smierdzi to wszystko New Age.
                        Twoje rewelacje to prawie doslowne cytaty z Luise Hay i innych z tego nurtu.
                        Czytalam to wszystko i nie jest zadna nowoscia, co piszesz. Kompilacja,
                        wszystko juz bylo.
                        I znam tych kolesi od Leszka Zadlo. Znam wiele jego ksiazek. Znam regresingi z
                        autopsji i towarzystwo ze strony CUD-u. Oj ludzie.
                        Czemu chcesz stworzyc portal, ktory bedzie powielal cos co juz jest w CUD-zie,
                        gwiezdnych wrotach itp.

                        A afirmacje i pozytywne myslenie popieram jak najbardziej.
                        • sc200 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 14.01.05, 14:43
                          Więc skoro to świetnie znasz to nie musisz tego czytać a tym bardziej komentować
                          Bo i po co? :)

                          Ps.
                          Podświadomosć każdego z nas skutecznie się broni przed zmianami więc warto być
                          skuteczniejszym i to tu lansujemy

                          Pozdrawiam :)
                          Michał
                          • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 13:49
                            Tak najlatwiej wszystko wytlumaczyc: podswiadomosc broni sie przed zmianami.
                            Dziwne ze ta podswiadomosc broni sie tylko przed zmianami, ktore Ty i twoja
                            grupa new age'owcow uwaza za wlasciwe. Fajnie. Twoje podejscie jest takie: ja
                            mam racje i monopol na racje, inni racji nie maja, jezeli chodzi o
                            dogmaty "wiary". To co my mysle, to jest cacy, a jak ktos pomysli cos innego
                            niz to jest be i podswiadomosc mu sie broni.
                            W ten sposob, dosc prymitywny zreszta moza uzasadnic wszystko.
                            Ja tez ci tak moge powiedziec, nie zgadzasz sie ze mna bo podswiadomosc ci sie
                            broni, bo nakierowales ja na przynaleznosc do sekty new age i glosu rozsadku
                            nie przyjmujesz do wiadomosci.
                            Wiesz co Michal, ty tez jestes regreserem?? I tak z wlasnej woli naganiasz
                            regreserom klientow na tym forum czy ktos ci za to placi?
                            Przykre jest to co piszesz, bo widac ze ktos ci niezle namieszal w mozgu. I
                            jeszcze mieszasz innym ludziom. Jak ktos sie zgadza to jestes slodki, jak sie
                            niezgadza to przykry. Werbujesz jeleni do sekty, bo tak to tu wyglada.
                            • sc200 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 24.01.05, 15:27
                              Witaj :)
                              Nie wiem skąd te emocje? Właściwie to cały czas w Twoich tekstach nie widać
                              żadnego wewnętrznego spokoju, przez to ciężko jest z Tobą dyskutować.

                              Piszesz
                              "Twoje podejscie jest takie: ja mam racje i monopol na racje, inni racji nie
                              maja, jezeli chodzi o dogmaty "wiary". "

                              Czy możesz mi zacytować gdzie tak sądze?
                              Wprost przeciwnie.
                              Nikt nie ma monopolu na racje a jeśli ma to dotyczy to racji tylko jego strony
                              życia - ale każdy przy okazji musi ocenić uczciwie czy Jego życie toczy się tak
                              jakby tego pragnął.
                              Cały czas demaskujemy w tym wątku dążenia innych na uprawianie "monopolu"
                              jednocześnie pisząć o pozytywnym myśleniu.

                              Nie wiem co to jest ta "Sekta New Age" :-)). Rozumiem, że skoro nazywasz to do
                              czego podobno należę to również wiesz dokładnie oznacza słowo "sekta"?
                              Jeśli tak to może byś zacytywała definicje encyklopedyczną?

                              "Wiesz co Michal, ty tez jestes regreserem?? I tak z wlasnej woli naganiasz
                              regreserom klientow na tym forum czy ktos ci za to placi? "

                              Nie :) nie jestem regreserem i nikogo nie werbuje :) Wprost przeciwnie piszę za
                              i przeciw i również w odpowiednim miejscu napisałem to co pewnie też czytałaś,
                              że: "Nawołuję do myślenia samodzielnego i korzystanie z metod innych takich jak
                              np. huna, modlitwa itp".

                              A skoro drażni Cie ten wątek (przypuszczam dlaczego) to po co go komentujesz? :)

                              Ps.
                              Prosze o bardziej konstruktywną krytyke...

                              Pozdrawiam :)
                              Michał
                              • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 17:14
                                Krytykujesz inne poglady, nawolujesz do regresingu, a potem piszesz, ze nie.
                                Potrafisz tak caly post negatywnie na temat czegos innego niz twoje przekonania
                                a na koniec ostatnie zdanie "ale ja przeciez niczego nie krytykuje". Negatywne
                                mowienie o czyms to jest wlasnie krytyka. Bardzo jest to widoczne w watkach o
                                kosciele, ale nie tylko - podaje przyklad - caly post jaki to kosciol jest zly,
                                a ostatnie zdanie, "ale ja przeciez niczego nie krytykuje". Akurat.
                                Twoje zapewnienia nie maja znaczenia, bo tresc watkow swiadczy o czyms zupelnie
                                przeciwnym. Tresc mowi sama za siebie.
                                Regresing chociaz zapewnia ze nie jest sekta, tak naprawde nia jest, bo:
                                1. uzaleznia ludzi, czesto na lata
                                2. sprzeciw jest torpedowany "bo twoja podswiadomosc sie broni, bo to twoj
                                negatywizm, bo ci wywala (bardzo modne slowo w tamtych kregach), bo nieczyste
                                intencje bo to i tamto. Regreser okresla kto ma racje. Na pewno nie ten kto
                                poddaje sie regresingowi. Zero wolnosci. Bo jak racje moze miec ten kto jeszcze
                                niewystarczajaco pracowal z afirmacjami, ma nieczyste intencje i w ogole
                                jeszcze niesprany mozg?? Pranie mozgu najpierw.
                                3. za regresingi trzeba slono placic
                                4. regreser "odreagowuje" w czasie sesji rozne rzeczy, ale tylko te ktore sam
                                uzna za niewlasciwe i warte odreagowania, chocby nawet byly one niezgodne z
                                hierarchia wartosci i przekonaniami "pacjenta", nie ma tu wolnosci wyboru,
                                wolnosc konczy sie na wyborze regresera i to tyle.

                                Ogolnie rzecz biorac regresing nie jest tym za co sie podaje. Nie jest terapia.
                                A przynajmniej nie jest terapia w tym wydaniu jakie prazentowane jest w POlsce,
                                bo terazpie regresingowe jak i hipnotyczne znane sa na swiecie.
                                Stephen Hassan, autor książki Psychomanipulacja w sektach, był kiedyś członkiem
                                dużej międzynarodowej sekty. Na podstawie swoich doświadczeń, oraz wiedzy
                                psychologicznej opracował model oddziaływania na psychikę, określający na jakie
                                jej elementy i w jaki sposób się wpływa:
                                - sterowanie informacją: liczne publikacje podawane do wierzenia, inne poglady
                                wyszydzane i krytykowane.
                                - sterowanie myśleniem: przyjąć doktrynę jako Prawdę; sztuczny język
                                ("wywalanie" itp); zachęta do dobrych myśli; techniki zatrzymywania myślenia
                                (na wszelkie watpliwosci odpowiedz jest JEDNA: "bo ci wywala" - czy z czyms
                                takim mozna dyskutowac? albo: "bo to twoj negatywizm i nieczyste intencje" - i
                                koniec dyskusji); brak możliwości pytań krytycznych; nie może być nic
                                alternatywnego.
                                - sterowanie emocjami: manipulacja zakresem uczuć - zwężanie; jak są problemy
                                to z twojej winy (no to wszystko twoja wina bo nieczyste intencje miales i
                                juz". ; odrębność osoby to wina; nadmierny lęk; huśtawka emocjonalna; publiczne
                                spowiedzi; indoktrynacja fobii.
                                Byl to bodajze Conni Larssen, skandynawski tropiciel sekt w Europie i nie
                                tylko, ktory zaliczyl regresing do sekt, za co narazil sie L. Zadlo.
                                • Gość: Pan Starszy Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 18:06
                                  Hej xxx
                                  Ileż jadu wlewasz w to co piszesz.
                                  Drogie dziecko mało znasz siebie pisząc to co piszesz.
                                  Ja tam widziałem w postach Michała, zwrócenie uwagi na pewne sprawy,
                                  niedostrzegalne dla Innych.
                                  Pojawił się ktoś poważny który opisuje złudy dnia codziennego? Bardzo dobrze!
                                  Więcej takich odważnych ludzi a świat się zmieni.!!! I po to warto o takich
                                  sprawach jak KK pisać.
                                  Z tego co akurat piszesz o KK to widziałem że Michał pisał o ksieżach
                                  "oświeconych" i sam takich też znam.
                                  Jak na razie to ty krytykujesz sc choć w ogóle nie łapiesz o co w tym wszystkim
                                  chodzi.

                                  michał pisze wyraźnie aby nie uzależniać się od żadnych metod i przyczepiłaś się
                                  tego regresingu jak rzep psiego ogona. Nic dziwnego, skoro juz "straciłaś kasę"
                                  na jakieś wczasy regresingowe. Żal d* ściska? że się wydało pare groszy?

                                  A może nie umiesz zarabiać? Bo uważasz że jeśli coś jest za darom to jest lepsze
                                  i dobre? Zajmij się czymś kreatywnym w życiu to zrozumiesz, że każdy w tym
                                  regreser ma pełne prawo żądać kase za swoje usługi, a skoro są klienci to też
                                  ich uznajesz za idiotów że płacą? Zastanów się nad tym co piszesz.
                                  Nie ważne czy to wróżka czy regreser, czy ksiądz czy lekarz. Za usługę się płaci
                                  tak jak inny płacili kiedyś (zanim nie przeszedłem na emeryturę) jak pracowałem
                                  tak ja płacę innym i jest to uczciwe
                                  Nikt nikomu nie każe chodzić na regresing.

                                  Terapie regresingowe nie są znane na świecie
                                  Mylą Ci się pojęcia.
                                  Regres to nie regresing. Raz piszesz o regresie a raz o regresingu
                                  Regresing to metoda Polska i nie ma jeszcze regreserów licencjonowanych innych
                                  poza Polską.
                                  Jeśli powołujesz się na jakąś książkę to weź pod uwagę że nie znasz intencji
                                  człeka który ją napisał. Więc sama nie oceniaj. Każdy ma swoje indywidualne
                                  sprawy życiowe.

                                  I załóż sobie włąsny wątek bo odchodzimy tu od tematu i dzięki Tobie robi się tu
                                  powoli pyskówka.
                                  Co do tego że obecna rzeczywistość, kiedy są wojny nienawisć zazdrosć podziały
                                  nie nauczyły niczego ludzi takich jak Ty że zmiany są potrzebne, zmiany aby
                                  każdy żył godnie i aby inni nie przeszkadzali sobie nawzajem i że ktos zaczyna
                                  mówić o realności i złudności i próbuje to rozróżniać to nie nazywaj kogoś
                                  sekciarzem.

                                  Ja znam już ten tekst. Kto nie z nami ten przeciwko nam

                                  I powiem Ci więcej - musisz sobie nieźle nieradzić w życiu z takimi fobiami i
                                  uprzedzeniami.
                                  życze wiecej pracy nad sobą może coś cie w końcu oświeci

                                  Adam


                                  • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 18:25
                                    Twoje oburzenie swiadczy tylko o tym ze mam racje. Nie masz argumentow oprocz
                                    obrazania i wystepowania z pozycji "ja wiem lepiej, bo wlasnie tak jest".
                                    Podejscie z poczuciem wyzszosci "Pan Starszy" i dziecko. Fajnie.

                                    Terapie regresywne hipnotyczne i niehipnotyczne sa znane na swiecie i L. Zadlo
                                    niczego nowego nie odkryl ani nie wynalazl. Skompilowal wiele dziwnych rzeczy
                                    do kupy i opatentowal pomysl pod znakiem towarowym regresing@ i jako taki
                                    regresing@ jest polskim wynalazkiem, ale to tylko nazwa zastrzezona dla czegos
                                    co jest znane na swiecie jako terapie regresywne. Nawet w ksiazce P. Zimbardo o
                                    wspolczesnej psychologii jest stosowny rozdzial o terapiach regresywnych.

                                    Twoje diagnozy co mysle czy czuje i stad daleko idace pomowienia, to wszystko
                                    lustro nic wiecej. Spojrz na swoj post jak na lustro i zobacz siebie jaki
                                    jestes sadzac po tym co sam napisales.
                                    I widzisz, znowu ci wywalilo. Poswiadomosc plata figle.



                                    • amiga2 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 24.01.05, 20:05
                                      Drogi xxx,
                                      mam nadzieję,że już wylales swoje żale na regresing i inteligentnie zejdziesz z
                                      ekranu.
                                      Wnieś coś konstruktywnego,podaj alternatywę.Jaki jest twój przepis na
                                      szczęsliwe życie?????????

                                      Marudzenia i żolci nie potrzeba nam bynajmniej w tym wątku.

                                      Posty w tym wątku każdy odbiera jak chce i potrafi,i co z tym dalej zrobi to
                                      jego sprawa-ja np. sprawę regresingu pominęlam i wybralam sobie inne rzeczy do
                                      przemyślenia.
                                      • Gość: xxx Re: musisz być ciekawym mężczyzną? IP: *.upc-j.chello.nl 24.01.05, 20:31
                                        Z przyjemnoscia zejde z ekranu, bo nie ma tu niczego nowego, czego nie znalabym
                                        z ksiazek o ktorych byla juz mowa. Jest to podane zenujaco naiwnie przez
                                        pelnego dobrych checi misjonarza, slodkiego misia, wdzieczacego sie do
                                        publicznosci. Oczywiscie rozumiem, ze wlasne opinie inne od ogolnie
                                        obowiazujacych na tym watku sa niemile widziane. Typowe.

                                        • sun1961 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 24.01.05, 20:45
                                          Ach co za mądra kobieta z ciebie xxx

                                          Wszystko już wiesz, wszystkiego zasmakowałaś.
                                          I o Mistrzu skoro tu jest wszystko podane żenujaco naiwnie przez słodkiego
                                          misia, to może Mistrz uchyli rąbka tajemnicy i przedstawi Nam tu zgromadzonym
                                          lepszą receptę na życie?
                                          Nie chodzi o to, że nie są tu mile widziane inne opinie, ale jak autor wątku
                                          zaznaczył aby były one konstruktywne. A nie polegające na wyzwiskach i uważania
                                          tu zgromadzonych za ciemnotę.
                                          Mało wiesz o pozytywnym myśleniu, bo człowiek pozytywnie myślący nie ruga innych
                                          z błotem i nie zachowuje się jakkby był pępkiem wszechświata. A tym bardziej
                                          osoba ufająca w Boga. Pewno On Ci dał to prawo mieszania z błotem?
                                          Nie odpowiadaj już wiecej w takim tonie. Bo dajesz sobie świadectwo Samaratynako
                                          prawdziwej wiedzy. Och Mistrzyni

                                          Te "typowe" to rozumiem odnosisz do własnego życia.

                                          Pożyjesz to zrozumiesz, Ileż Ty masz lat dziecinko?

                                          --
                                          Niepozdrawiam
                                          Słoneczko


                                          Zejdź stąd trollu.

                                        • mcguy Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 24.01.05, 20:55
                                          Tam w Holandii tacy ludzie się chowają?

                                          twoj poziom nie dorasta autorowi i innym tu osobom sie udzielajacym. Ja jestem
                                          ciekawy skoro jestes taka madra czy marnowalabys swoj czas na radzenie innym na
                                          tym forum. tak sie sklada ze skorzystalem z rady Michala i mi sie wyraznie
                                          polepszylo. wlasciwie dzieki jego wskazowkom ulozylem "wlasciwa" modlitwe i moje
                                          zycie (mojej rodziny rowniez) zmienilo sie o 180 stopni.
                                          Nie placilem mu za to, zrobil to z wlasnej woli. Tez podejrzane?

                                          Nic nie wiesz o zyciu a zgrywasz przedszkolaka, ktoremu ktos powiedzial ze ktos
                                          ma ladniejsze klocki niz on i jest sfrustrowany. Ach ta zawisć.

                                          Rozumiem, ze wiara w Boga, mowienie o afirmacjach i modlitwach jest naiwna?
                                          I nie jestes odkrywcza w tym ze Michal tu niczego nowego nie odkrywa - sam to
                                          przyznal w watku - ale czasami (czego nie da sie zrobic w stosunku do autorow
                                          ksiazek) warto aby ktos "na zywo" to opisywal bo daje to przeglad lepszy i
                                          pelniejszy.
                                          Tez juz troche ksiazek przeczytalem, ale widze ze lektura chociazby L.Hay nic ci
                                          nie dala - bo nie przypominam sobie aby Louise opisywała manie prześladowczą
                                          bądź wylewanie pomyj na kogos kto ma odwage, checi i czas przekazania cos innym.
                                          W takiej postaci jak piszesz nie jestes tu w ogole potrzebna i powiem wiecej w
                                          takiej postaci niemile widziana. Albo zmien swoj jezyk dyskusji albo przestan tu
                                          dyskutowac i wroc jak nabierzesz troche milosci do innych.
                                          czego ci zycze
                                          M. McGuy
                                • sc200 Re: musisz być ciekawym mężczyzną? 24.01.05, 22:44
                                  xxx

                                  Jeszcze niedawno w swoich postach pisałaś że Regresing jest ok, tylko te tabuny
                                  osób uzależnionych. Teraz piszesz że jest be.
                                  Nie ma sensu się czymś emocjonować :) co na Ciebie nie wpływa dobrze.
                                  Rozumiem, że szeroko korzystasz z innych sposobów rozwoju osobistego, wiec
                                  zamiast podtrzymywać swoje wyobrażenia o czymś, mogłabyś conieco o tym napisać.

                                  Ale ostatni raz pozwole sobie odpowiedzieć na Twoje zarzuty - choć nie jestem
                                  dobrym adresatem - pisz to na innych stronach gdzie znajdują się specjaliści,
                                  chętnie odpowiedzący Ci na Twoje stwierdzenia.

                                  Ad. 1
                                  Wiesz alkohol też uzależnia :)
                                  A TV też uzależnia
                                  A ciepła posadka też uzależnia
                                  A chodzenie na siłownie też uzależnia (wiem bo chodzę :-))
                                  A chodzenei do kina i oglądanie filmów DVD też uzależnia
                                  Chodzenie na ryby też uzależnia
                                  Oooo ja np. jestem uzależniony od dobrej kawy :) z mleczkiem najlepiej Lavazza
                                  (kto uwielbia rano kawe? przyznać się! :-))

                                  I wszystko na lata!
                                  Czy mozna powiedzieć, że wszystkie powyższe uzależnienia są złe?
                                  Nie.
                                  Musisz sobie odpowiedzieć co to jest uzależnienie.
                                  Uzależnienie ja rozróżniam pozytywne i negatywne. Jeśli ktoś uzależni się od
                                  dążenia do sukcesu uwzględniajac dobro innych w tym wszystkim to jest to szeroko
                                  rozumiane, akceptowane i czesto dawane jako przykład - jednym słowem jest
                                  pozytywne. Jeśli ktos uzależnia się od regresingu czy też innych metod, tzn że
                                  zaprzestał myśleć swoją Świadomą cząstką czyli stracił kontakt z Nadświadomoscia
                                  - i to jest negatywne.
                                  Regresing pisałem jest pewną metodą dającą spojrzenie na siebie z dystansem. I
                                  jest cząstka z wielu innych! nadajacą się do czasowego uzycia. Nigdy nie
                                  pisałem: Regresing albo życie :) Zachęcam w tym wątku do PRÓB do DZIAŁANIA. Bo
                                  metod jest wiele ale jakoś większosć niestety... należy do tak krytykowanej
                                  przez Ciebie "New Age". Huna czy afirmacje (te ostatnie nawet pochwalasz)
                                  również należa do zdobyczy NA.

                                  2. Nie spotkałem się z pojęciem "Regreser ma racje" :))) Bajki opowiadasz :)
                                  A może trafiałem na regreserów innych? No dobra nie uogólniam wiec i Ty nie
                                  uogólniaj z łaski swojej :).
                                  Racje mamy sami, w środku w momencie zwrócenia się o Boże prowadzenie i Bożą
                                  opiekię, a tak sięskłada że część osób (nawet z tego forum!) bo takich
                                  modlitwach trafiało m.in. do huny i regresingu i dziś są ludźmi szczęśliwszymi i
                                  bardziej "ufającymi" w Boską opiekę. A Ci co "nie trafili" a zaczęli pracę z
                                  pozytywnym wizerunkiem siebie i innych również podążyłi tą samą drogą.
                                  Więc nie wchodź w skrajności bo nie jest to obiektywizm tylko jak to mówi NLP
                                  Twoja mapa postrzegania.

                                  Ad. 3
                                  Nawet nie wiesz jak wiele pieniedzy płacisz na rzeczy o których nie masz pojęcia
                                  np poprzed podatki. Aczkolwiek jak w tym wypadku nie masz bezpośrednio wpływu na
                                  to na co płacisz, tak w przypadku regresingu nie ma nikogo, kto by Cie
                                  przekonywał na siłe abyś tam poszła i jeszcze "słono płaciła".
                                  Syndrom ubóstwa? Wiesz ja też kiedyś myślałem tak: "Boże chce być bogaty czyli:
                                  najmniej wydawać i najwięcej zarabiać" Ale tak nie fukncjonuje Prawo Obfitości
                                  które mówi "Im więcej dajesz innym tym więcej do Ciebie wraca"
                                  Polecam "Kreatywność" oraz "Sekret robienia pieniędzy" (www.sekret.net.pl)
                                  POmijam fakt, czy na regresing warto wydawać czy też nie. Są metody darmowe, ale
                                  również mówią one o prawie obfitosci.

                                  Ad. 4
                                  Nie spotkałem sięz tym że regreser odreagowuje takie rzeczy ktore on narzuci.
                                  Zawsze decyduje klient
                                  Zresztą by the way skoro w takim razie to wiesz, to po co chodziłaś na sesje?
                                  Czego więcej oczekiwałaś?

                                  Piszesz: "bo terazpie regresingowe jak i hipnotyczne znane sa na swiecie. "
                                  Mylisz pojęcia tak jak mój przedmówca napisał
                                  Nie ma terapi regresingowych tylko cały czas mówisz o terapiach REGRESYWNYCH.
                                  Nie znam ani Stephen Hassan ani Conni Larssena :) i w zwiazku z tym nie mogę się
                                  wypowiadać na temat tego co oni sądzą o czymś.

                                  Poza tym zejdźmy z tematu regresingu, bo pytania które zadajesz zadawaj
                                  założycielowi metody a nie mnie :) Tam dostaniesz pełną odpowiedź.

                                  Jeśli ktoś będzie chciał skorzystać z Regresingu to to zrobi, i wbrew temu co
                                  piszesz "nabije kiese" Regreserowi :) i nie ma się o co oburzać.
                                  Jeśli ktoś uzna idealną metode Hunę, Modlitwę czy NLP czy też Metodę Silvy to
                                  również zrobi to co najlepiej dla niego działa.
                                  I niech tak zostanie

                                  Prosze wszyscy zakończmy temat co jest be a co jest me z regresingiem bo nie to
                                  chciałem poruszać w tym wątku. Ocenę niech każdy sobie sam zostawi.

                                  Ps.
                                  Skoro Ci Panowie pisali o sektach to rozumiem, że Religie świata też zaliczyli
                                  do sekt? Czy też nie? :) W końcu pasują do definicji sekt... są zhierarhizowane,
                                  zarabiają pieniądze za wszystkie "posługi" czyli są maszynkami do zarabiania.

                                  Pozdrawiam :)
                                  Michał
            • Gość: Rybka Re: banalny (?) - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.04, 16:57
              Dzień dobry Michale :)

              To wszystko jest dla mnie nowe i... troche się gubię.
              Czyli: w takim razie prowadzenie dialogu z samym sobą ma jakiś sens?
              Posługujemy się "narzędziamy", które posiadamy: definicje zakorzenione przez
              tradycję, Twoim zdaniem (moim chyba również) często zbędne. Skąd więc mamy
              czerpać wiedzę o przyczynach?
              Jeżeli wszystkie odpowiedzi są w nas...? W to wierzę intuicyjnie.
              Gdy bładzę, gdy cierpię szawsze szukam przyczyny tylko w sobie. Sa tylko proste
              rozwiązania... Tylko proste rozwiązania... Coś trzeba zmienić w sobie. Z
              pewnością coś głęboko zakorzenionego. Jeżeli proste roziązania, to również
              proste definicje. Wystarczy czasem drobna zmiana,jak w programie komputerowym,
              czy genotypie... skutki zadziwiająco różne. Gdy "chcenie" nie wystarcza (jak
              pisze Jesienna) to znak, że trzeba coś zmienić. Wszystkie odpowiedzi są w nas ?
              Jak samodzielnie możemy docierać do przyczyn? Przynajmniej próbować...
              Jak nawiązywać kontakt z Nadświadomościa?

              Pozdrawiam :)
              • sc200 Re: banalny (?) - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.11.04, 19:26
                Witaj Rybko :)
                Hmmm poruszyłaś multum tematów jak na tak krótkiego posta. To pierwsze wrażenie
                jakie mam po przeczytaniu tego co napisałaś :)

                Prowadzenie dialogu ze sobą. Hmmm Tak nazwałem korzystanie z tarota, kart czy
                też niewspomnianego przeze mnie wahadełka. Zauważ, że wcześniej stwierdziłem, że
                tarot jak i wahadełko mogą dać odpowiedź na temat najbliższej przyszłości a
                raczej "Najbardziej prawdopodobny bieg wydarzeń zgodny z wytycznymi jakie ma
                nasza podswiadomość". Dlaczego uważam że często jest to niepotrzebne?
                Bo wiesz... to tak jak z super urządzonym pokojem. Będziesz do Niego częściej
                zaglądać aby go upiększyć kiedy będzie super urządzony czy też kiedy będzie
                blady i nieuporządkowany?
                Raczej w tym drugim przypadku. Po prostu w pierwszym przypadku zdajesz sobie
                sprawę że Twój pokój (podświadomość) jest już odpowiednio urządzony
                (zaprogramowany) więc skoro (i tu odejdę od porówniania) więc skoro Twoja
                podświadomość jest już ok zaprogramowana (tzn aby spełniać radosny program na
                życie) to też nie ma sensu do niej zaglądać (jeszcze coś popsujemy :)) ).
                Ale w przypadku przeprogramowywania podświadomości warto rozmawiać z nią...
                dlatego ponieważ będziemy wiedzieli nad czym pracować. Są ku temu odpowiednie
                metody. Chyba najbardziej znana i skuteczna to metoda tej właśnie już gdzieś
                przeze mnie opisywanej rubryki.
                Pisz po lewej co chcesz osiągnąć a później po prawej stronie spisz od razu
                pierwsze myśli jakie Ci sie nasuwają zgodnie z przeczytanymi hasłami po lewej.
                Czyli np.
                (zauważ że piszę w czasie teraźniejszym - to jest ważne)

                Jestem bogaty ???? (hasło jakie przyjdzie Ci na myśl)
                Jestem szczęśliwy(a)
                w miłosci ???? (hasło jakie przyjdzie Ci na myśl)
                Jestem zdrowy ???? (hasło jakie przyjdzie Ci na myśl)
                ....
                itp itd
                To jest metoda dialogu a raczej wyciągania z podświadomości tematów do
                przepracowania.

                Piszesz "Skąd więc mamy czerpać wiedzę o przyczynach? Jeżeli wszystkie
                odpowiedzi są w nas...?"
                Jedno drugiego nie zaprzecza. Dlaczego?
                Bo oprócz podświadomości i świadomości mamy tez trzeci czynnik w sobie.
                Ja to nazywam nadświadomością czyli elementem czysto Boskim. To taki wspólny
                element dla wszystkich istot żywych (jak i tzw. nieożywionych).
                Nadświadomość jest zwana często intuicją (ale uwaga! Często intuicja jest mylona
                z podszeptami niższego ja czyli podświadomości... i tu więc płata nam to figle)
                Więc tak przyczyny hmmm przyczyny to np. przypomnienie sobie sytuacji i jej
                odreagowanie, sytuacji, w której ktoś nam do łba ;-) wbił takie a nie inne
                ograniczające nas powiedzenia (temat już przerabiałem: rodzice, proboszcz,
                wychowawca, współlokatorzy w Akademiku itp...)
                Tym zajmuje się np. Regresing (r) opracowany przez Leszka Żądło.
                A gdzie takie bloki można znależć? No właśnie w naszej podświadomośći (to ten
                dialog który opisałem powyżej np. na kartce papieru - kolumny).

                Wracając do tematu "wszystkie odpowiedzi są w nas". Tak zgadza się.
                Ale z tą subtelną różnicą że nie w podświadomości tylko w nadświadomej cząstce
                naszego Ja. (hmmm w nowym poście w tym wątku) zamieszcze więcej informacji.

                To co daje nam nadświadomośc jest zawsze PRAWDZIWE i zgodne z najwyższym dobrem
                (tzn. nie szkodzi nikomu i niczemu)(w końcu pochodzi to od Boga :))
                To co pochodzi od podświadomości to jest nasze widzimisie (oczywiście często
                poplątane prawdziwe spostrzeżenia ze złudnymi)

                Prosze poczytaj mój ten kolejny post w tym wątku ... i tam kontynujmy.

                Spróbuje dać mój pogląd na to jak docierać do Nadświadomości i do przyczyn.
                Wybacz że wątek dotyczy też Superlearningu - wynika to z tego że ktoś mnie
                kiedyś prosił o moją analizę więc tak wyszło że to połączyłem (pamiętasz?
                mówiłęm że wszystko wynika ze wszystkiego i nie da sie niczego oderwać od reszty)

                Pozdrawiam :)
                Michał
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.11.04, 19:34
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      Pozwolę sobie tu zamieścić rozważania o życiu...

      ŻYCIE
      Życie wydaje mi się proste – bo to tylko ludzie je komplikują. Komplikują i to
      bardzo. A później jedna czy druga osoba dziwi się „Jak to inni mają łatwo a ja
      mam źle” Wyobrażam sobie jak wielkie spustoszenie w umysłach setek, tysięcy,
      milionów ludzi mógł dokonać brak chęci rozwoju nad sobą samym... tak! Nie
      przesłyszałeś się – do pracy nad sobą. Na dzień dzisiejszy praca nad sobą –
      czyli własnym umysłem jest cięższą pracą aniżeli jakakolwiek praca fizyczna czy
      umysłowa (czytaj: biurowa). Większość neguje swój umysł, a szkoda – bo ten
      zaniedbywany umysł wyrządza im różne figle w życiu, zamiast służyć ze swoją całą
      mocą – a jest ona NIESKOŃCZONA.
      MOJE WIDZENIE RZECZYWISTOŚCI
      Bardzo proszę aby w tym miejscu przestały czytać osoby, które pragną tylko
      krytykować to co poniżej napisałem – natomiast nie przyłożą się do rozważenia za
      i przeciw. Moje poglądy są moimi poglądami i jeśli pomogą Ci one w zrozumieniu
      rzeczywistości – którą ja w ten sposób postrzegam to cieszę się z tego!. Jeszcze
      bardziej będę uradowany jeśli będziesz w stanie zmienić swoje życie i jak to
      pisze Ewa Folley „Zakochasz się w swoich możliwościach”. Po pierwsze musisz
      zrozumieć, że nie ma ludzi „lepszych i gorszych”. Wszyscy Ci co nazywają siebie
      ludźmi są sobie równi. Jest tylko jeden problem – różne wykorzystanie potencjału
      umysłu, który każdy posiada. Jedni go wykorzystują znakomicie, inni trochę,
      jeszcze inni wcale. Jak to jest z Tobą? Zaczniemy rozważanie od przedstawienia
      „logicznego obiegu energii” jaki ja sobie wyobrażam, na podstawie przeczytanej
      literatury, obserwacji życia jak i własnego pomysłu. Wygląda on mniej więcej tak:

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      http://rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza1.gif
      dalej już jest komentarz...

      Teraz przejdźmy do wyjaśnień powyższego schematu:

      Świat fizyczny – to świat w którym na co dzień funkcjonujemy, w którym się
      bawimy, uczymy, pracujemy, darzymy innych uczuciami – słowem codzienna sielanka.
      Obszar „Pojedynczy człowiek (jednostka)” to mówiąc najogólniej każdy z nas.
      Astral – to hm mm no właśnie najprościej mówiąc, tzw. Przestrzeń – możemy ją
      sobie usadowić gdzie chcemy np. w kosmosie;-), ale jest to raczej inny wymiar
      mentalny. Jest to miejsce, gdzie „latają” myślokształty.
      Świat fizyczny, ma odwzorowanie w naszej świadomości – po prostu na co dzień
      dysponujemy świadomymi pragnieniami, czynami i w ten sposób wpływamy na kształt
      naszego świata fizycznego – na nasze życie osobiste, na życie innych ludzi. Jak
      więc widać na schemacie świat fizyczny oddziaływuje ze świadomością ze
      wzajemnością. Umysł każdego z nas składa się z trzech elementów, występujących
      zawsze tj.: świadomości już opisanej, podświadomości a także nadświadomości. O
      podświadomości i świadomości każdy pewnie już conieco słyszał ale o
      nadświadomości niekoniecznie. Cóż to jest nadświadomość?
      Termin trudny do zdefiniowania, wg mnie jest to najprościej mówiąc „cząstka
      Boska w nas”. Jest to część, która mówiąc matematycznie jest zbiorem wspólnym
      dla WSZYSTKICH ludzi, jest to „dobro” obecne w nas. Działalność jej jest często
      przejawiana u ludzi jako intuicja, jasnowidztwo itp. Wielokrotnie spotykałem się
      z określeniami: człowieczeństwo, humanizm – ale specjalnie ich tu nie używam z
      powodu tego, że nadświadomość jest obecna we wszystkich ożywionych jak i
      nieożywionych „tworach” wszechświata – więc nie są to najtrafniejsze pojęcia.
      Oczywiście struktury nadświadomości u człowieka, zwierzęcia czy kamienia będą
      się od siebie różniły – ma to związek ze stopniem zorganizowania danej jednostki.

      Z nadświadomością często „łączą” się ludzie (w sposób mentalny) podczas: LD
      (Lucid Dreams) czy też OBE (Out of Body Experience). Nadświadomość „żyje”
      własnym rytmem w nas i jest to rytm tzw. Wysokich Wibracji. Poprzez odpowiednie
      wytrenowanie umysłu (przykładowo: Kurs Silvy) można połączyć się z tą częścią
      naszego bytu i… spróbować wizualizacji i afirmacji – ale bez żadnych gwarancji
      skuteczności.

      Niestety, metody typu Silvy nie dotarły do sedna sprawy, otóż, nawet jeśli uda
      się kontakt z nadświadomością (Silva nazywa ich wewnętrznymi doradcami) to
      zapominają o przeprogramowaniu podświadomości. To tak jakby firma narzekająca na
      brak kontrahentów i klientów wymieniła, wyuczyła i zmotywowała pracowników
      zapominając o… portierze, którego postawa skutecznie odstrasza i blokuje dostęp
      potencjalnych klientów do biur firmy. Inaczej mówiąc kurs Silvy nie jest dla
      wszystkich – w dalszej części wytłumaczę: u kogo działa, u kogo nie i dlaczego.

      Kilkadziesiąt lat temu prof. Łozonow opracował (mało znaną w bloku sowieckim)
      metodę Superlearningu. Opiera się ona na metodzie wprowadzania umysłu w inny
      stan wibracji – nazywanej falami mózgowymi. Za pomocą metod empirycznych
      rozróżnia się 4 takie stany. EEG sugeruje obecność w naszym codziennym życiu
      częstotliwości: beta, alfa, gamma i teta. Częstotliwość w której na co dzień
      funkcjonujemy to: beta. Alfa to częstotliwość ok. Hz i jest ona obecna przed
      zaśnięciem i bezpośrednio po przebudzeniu. Gamma jest obecna w głębokim śnie, a
      teta – no cóż ciężko jest ją uchwycić w funkcjonowaniu „nieświadomej” jednostki
      – podkreślam – nieświadomej.

      Łozonow opierając się na swoich doświadczeniach doszedł do wniosku, że umysł
      posiada zwiększoną moc „naukową” podczas stanów głębszych (alfa, gamma i teta) i
      dowiódł, że jeśli udałoby się wprowadzać człowieka w taki stan, to mógłby on
      szybciej się uczyć (np. języków), lepiej rozwiązywać problemy a nawet być zdrowszy!.

      Zarówno Łozonow jak i polski pionier pod tym względem mgr Emfazy Stefański nie
      wiedzieli, że te inne wibracje pozwalają na swoisty dialog z nadświadomością –
      która potrafi wyeksponować nieograniczone pokłady mocy naszego umysłu.
      Narzędziem pracy jest podświadomość.

      Metody SuperLearningu czy Supernauczania zostały opracowane w sposób techniczny
      za pomocą urządzeń typu Biofeedback (sprzężenie zwrotne) czy też za pomocą
      oddechów (Stefański). Obecnie ich kopiami ideowymi są urządzenia typu: Brain
      Wave Generator, Mind Activator czy też znana na polskim rynku SITA ®.

      Jednakże jestem pewny, że ludzie, którzy zetknęli się lub nawet zakupili te
      urządzenia będą dzielili się na kompletnych zwolenników jak i krytykantów. Ba!
      Nawet jestem pewny, że grona tych pierwszych i ostatnich będą się systematycznie
      powiększać. „Rok nauki w tydzień” – czyż nie jest to cudowne? Niestety autorzy
      tej obietnicy zapomnieli cokolwiek powiedzieć o potrzebie przeprogramowania tego
      portiera naszego umysłu – podświadomości. Sprzedawana za niebotycznie pieniądze
      w Polsce SITA „zapomina” wspomnieć o pracy i to ciężkiej pracy nad zmianami w
      osobistym wizerunku rzeczywistości. Bloki istniejące w podświadomości nawet
      wobec zastosowania 1000 takich urządzeń z 1000krotną większą siłą oddziaływania
      skutecznie przeszkodzą w nabywaniu wiedzy. Prędzej zaszkodzą niż pomogą.
      Dlaczego zaszkodzą? Albowiem „gwarancja skuteczności” w przypadku negatywnego
      wyniku robi jeszcze większe zachwianie wiary we własne możliwości niż jej brak –
      „Jestem do niczego… bo u innych pewnie to działa a u mnie nawet ta cudowna
      metoda nie daje żadnych efektów”.

      Autorzy SITY dołączają płytę relaksacyjną i instrukcję zalecającą słuchanie jej
      przez kilka dni. Przecież jest to żenująca naiwność – jest to tzw. Syndrom
      łatwego dojścia do celu. Ale cóż się nie robi dla marketingu. Zadasz więc pewnie
      pytanie: „Czy te u
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.11.04, 19:39
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      CZĘŚĆ 2

      Zadasz więc pewnie pytanie: „Czy te urządzenia to oszustwo?”. Odpowiadam „Nie!”.

      Pragnę podkreślić: SITA, MA czy BWG są urządzeniami 100% skutecznymi, pod
      wszakże jednym warunkiem:

      Osoby, które pragną z nich korzystać z taką skutecznością najpierw muszą zmienić
      swoje podejście do nauki, relaksu, życia; do siebie – czyli przeprogramować
      swojego dozorcę – podświadomość – a o tym już autorzy tych metod nie wspominają
      i to mam im za złe. Nie wiem czy robią to z braku wiedzy czy też jest to
      podyktowane polityką marketingową – „w końcu nie możemy informować o
      trudnościach”:-).

      Podobnie jest z metodą Silvy. Część osób udająca się na kurs będzie
      „zaprogramowana” (z góry) na ośmieszenie tej metody (świetnie wypełnią to
      zadanie), część na sukces. I to od tego czy umysł danej jednostki dopuści do
      siebie zmiany („jestem na to gotowy”) zależy sukces po takim kursie, a sam kurs
      to już „przystawka do obiadu”.

      Metody Silvy, Uzdrawiania Duchowego, Poprawy Jakości Życia, SITA i wiele, wiele
      innych (wystarczy przeglądnąć tygodnik „Szaman”, miesięczniki „4 wymiar”, „Nie z
      tej ziemi” itp. i wynotować nazwy występujące po tekście „kurs” a mówiące o
      uzdrawianiu duchowym i poprawie jakości życia) przypominają mi sposób
      oczyszczania pokoju ze śmieci i kurzu poprzez wymachiwanie miotłą przez okno
      (nie ten zasięg i nie ta precyzja) – kiedy należy wejść przez drzwi i zrobić to
      dokładnie od środka. Tym pokojem jest nasz umysł. Otwarcie takich drzwi nie jest
      tu najtrudniejsze, ale już praca dalsza wymaga: oczyszczenia a następnie (mówiąc
      językiem informatycznym) wgrania nowego programu i wymaga żmudnego,
      szczegółowego postępowania. Przede wszystkim liczy się tu:

      1. Wiara w sukces

      2. Wytrwałość

      3. Ciągłość i wieloetapowość działań

      Obawiam się (ale jest to obawa taka baaaardzo pozytywna:-)), że po
      przeprogramowaniu podświadomości nie będą Wam potrzebne żadne urządzenia ani
      kursy – zaczniecie wykorzystywać potężną moc Waszego umysłu z potężnym
      urzeczywistnieniem w świecie fizycznym – materialnym i nic więcej do szczęścia
      nie będzie Wam potrzebne. Po prostu „róbmy swoje”;-).
      Jak si Jak się kształtuje to co musimy przeprogramować czyli podświadomość
      przedstawia poniższy schemat:

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      http://rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza2.gif
      dalej już jest komentarz...

      Najważniejsze wpływy na podświadomość to obciążenia wrodzone oraz nabyte.
      Ingerencje „Najwyższego dobra” czyli Boga specjalnie zamieściłem tu „kreskowaną”
      linią ponieważ... Teoretycznie człowiek żyje całe życie zgodnie z zasadą
      „wolnostojeństwa” czyli wolnej woli. I Bóg nie ingeruje w nasze życie, ale w
      wyjątkowych momentach może tak być – raczej tu dopuszczam taką możliwość z
      powodu braku dowodów świadczących przeciw takiej ingerencji. Bóg w moim
      rozumieniu to nie spersonifikowana postać (jak się to dzieje w wielu religiach)
      a Uniwersalna Energia obecna wszędzie, zawsze i we wszystkim. Wydaje mi się, że
      takie podejście do tematu mogłoby spowodować „nawrócenie” wielu religii na idee
      miłości „zawsze, wszędzie i do wszystkich” i pozwoliłoby zrobić kolejny krok
      milowy w rozwoju ludzkości. Czy tak się stanie – jestem pewien że tak, ale kiedy
      – tego już nie wiem:-). Być może stanie się to w pukającej (już prawie obecnej)
      do nas Erze Wodnika.

      Po tej długiej dygresji powróćmy do obiegu energii (przedstawionego na schemacie
      1). Większość nas nie zdaje sobie sprawy z niepowodzeń planów, życzeń, modlitw,
      medytacji czy prób. Niepowodzenie jednakże nie tkwi w tym „że tak miało być” ale
      w tym, że pociągamy za zły sznurek. Należy zmienić podświadomość, aby móc
      zwizualizować swoje pragnienia, marzenia – polepszyć każdy aspekt swojego życia.
      Dlaczego tak się dzieje?
      Albowiem podświadomość ma kontakt jako JEDYNA z naszą nadświadomością i program
      wgrany w komputer podświadomości jest dokładnie powielany poprzez energie (1)
      do pozycji ASTRAL. Tam następuje ja to nazywam: kreacja (tzw. myślokształty)
      tzn. nasze plany i dążenia są wzmacniane, wzmacnianie i wzmacniane. To jak
      budowniczy mostu, którego most nie powstaje od razu od pstryknięcia palcami, ale
      jest mozolnie przygotowaną operacją i etapami budowanym obiektem – tak na
      poziomie astralnym powoli urealniają się nasze plany, podsycane bądź
      niszczone(!) naszymi myślami i... spływają do świata rzeczywistego.
      Obieg energii wydaje się dość prosty – dlaczego więc dużo osób ma problem z
      urzeczywistnieniem swoich marzeń, idei, pomysłów? Brakuje dwóch istotnych czynników:

      1. Działania – odpada „siedzenie z założonymi rękami”
      2. Przeprogramowania podświadomości

      Działanie musi zawsze nastąpić bo „tylko głupcy nie dostrzegają wszelkiej
      przyczyny w braku czynów” (Albert Einstein). Przypomina mi to historię
      opowiedzianą przez pewną osobę zajmującą się tarotem o dziewczynie, która na
      kilka miesięcy przed egzaminem wstępnym na studiach przyszła do niej po poradę –
      tarot pokazywał trudności ale przewidywał „zdanie egzaminu”. Niestety osoba ta
      oblała. Gdy przyszła z pretensjami do owej wróżbitki, ta zapytała się krótko: „A
      uczyła się Pani?”. „Nie” – brzmiała odpowiedź. „No widzi pani”. Tarot jest
      świetnym narzędziem rozwoju duchowego, niestety nie dla... idiotów:) wierzących
      w nieuchronność losu. Wbrew opiniom pojawiającym się w prasie i obiegowym
      „wierzeniom” a także zapewnieniom tzw. specjalistów, tarot nie jest wyrocznią
      ale wskazuje zawsze „tendencje” do wystąpienia określonych zdarzeń. Ale wybór
      zależy zawsze od nas samych. Aby zrozumieć w jaki sposób tarot (a także inne
      metody prekognicyjne takie jak: karty klasyczne, jasnowidztwo, runy, astrologia
      itp.) ukazuje możliwe tendencje przypatrzmy się poniższemu schematowi.

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      http://rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza3.gif
      dalej już jest komentarz...

      Jak widać przeszłość już w naszym pojęciu czasu się urzeczywistniła więc nią się
      nie będziemy zajmowali. Teraźniejszość (kolor zielony) to obecny czas, w którym
      działamy. W niej dokonujemy wyborów. Właściwie to „Życie to wybór przez wybór”
      (Goethe) – całe życie to ciągłe wybory. Wybory mogą być świadome – obojętnie z
      jakim związkiem przyczynowo-skutkowym (np. uczyniłem/am tak bo tak mi
      kolega/koleżanka/ktoś poradził, zrobiłem tak, bo uważam, ze tak będzie
      najlepiej) jak i nieświadome – których zalążek znajduje się w podświadomości.
      Wybory uczynione w teraźniejszości – ich konsekwencje przejawiają się w
      odpowiednio zdeterminowanej przyszłości. Na schemacie oznaczyłem 3 wybory +
      kolejny n-ty wybór dla uzmysłowienia potężnej ilości różnych zdarzeń jakie mogą
      się zmaterializować dzięki takiemu a nie innemu wyborowi podjętemu w
      teraźniejszości. Każde zdarzenie determinuje kolejne zdarzenia – tzw. subparent
      czyli wynikające z wydarzenie macierzystego czyli poprzedniego itd. itd.

      Poprzez metody prekognicyjne typu tarot, runy (zauważcie, że to klient dokonuje
      wyboru kart) to podświadomość pokazuje jaką drogą podąża ten człowiek. Poprzez
      ostrzeżenia przed problemami człowiek jest w stanie zmienić swoją indywidualną
      ścieżkę a więc zmienić swoją przyszłość. Tarot i podobne jemu techniki są więc
      dialogiem z podświadomością.

      Nie ominę tu wątku religijnego. Obojętnie czy wierzysz w Boga, Wyższą Energie
      czy Najwyższe Dobro – możesz To nazwać obojętnie jak chcesz, to czy Ci się to
      podoba czy nie to musisz zrozumieć, że Bóg nie ingeruje tak w życie człowieka
      jak to przedstawia wiele religii.
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.11.04, 19:42
      Wersja dokumentu: 1.0.3
      Ostatnia korekta: 12 listopad 2004

      CZĘŚĆ 3

      Nie ominę tu wątku religijnego. Obojętnie czy wierzysz w Boga, Wyższą Energie
      czy Najwyższe Dobro – możesz To nazwać obojętnie jak chcesz, to czy Ci się to
      podoba czy nie to musisz zrozumieć, że Bóg nie ingeruje tak w życie człowieka
      jak to przedstawia wiele religii. Świadczą o tym Biblia, Koran czy też Księgi
      Weddyjskie – odpowiednie cytaty nie będę przytaczał bo są strony, które mają ich
      mnóstwo. Bóg dał człowiekowi wolną wolę. I dał… umysł – rozum aby człowiek mógł
      wykorzystać tą najlepszą broń, broń pokojową, którą może wywalczyć swoją lepszą
      przyszłość, zrealizować się na planie materialnym. Każda z Wielkich Religii ma w
      sobie elementy wspaniałe mówiące o miłości i mocy umysłu („Gdybyś uwierzył to
      byś potrafił góry przenosić” – nie wydaje Ci się to znajome?). Niestety
      instytucje zajmujące się gloryfikowaniem tychże religii często wypaczają
      właściwy sens przesłań. Więc proszę nie ograniczaj się do interpretacji, „nie
      katuj swojego umysłu narzuconymi schematami. Żyj bez ramek. Bądź wolny…” (Albert
      Einstein).

      Być może kiedyś opiszę tu jak z mojego punktu widzenia wypaczono najważniejsze
      przesłania... ale nie nastąpi to szybko. Wracając do głównego tematu. Wiesz więc
      już co trzeba zmienić (podświadomość), ale jeszcze nie napisałem „po co” i „jak”
      Podświadomość przekazuje nasze dążenia, pragnienia do tzw. nadświadomości.
      Nadświadomość wszystkich ludzi (być może wszystkich istot żywych) jest wspólna.
      Dążenia krystalizują się w części Astralnej i „spływają” czytaj: materializują
      się w życiu każdego z nas. Często jednak ludzie sobie zadają pytanie. „Jak to
      jest? Skoro chce być bogaty, a przecież żyję w biednym środowisku, mam biednych
      rodziców, ledwo wiążemy koniec z końcem – eee tam nie widzę szans na poprawę
      swojego bytu”.

      Chcesz zrobić test czy i ty masz podobne myślenie? Łatwiej robić poniższe
      ćwiczenie w parze z osobą „wtajemniczoną”. Zacznijcie mówić bez skrępowania o
      swoich wzajemnych marzeniach, o swoich planach i obserwujcie pierwsze swoje
      myśli jakie pojawią się po wymówieniu pewnych skojarzeń. Przykładowo jeśli
      któryś/eś z was po stwierdzeniu, przez drugą osobę, że chciałaby mieć helikopter
      – „uśmiechnie się w myślach”, lub pomyśli „no tak i jeszcze czego” tzn. że macie
      duże prawdopodobieństwo, że jesteście zaprogramowani na tzw. syndrom ubóstwa
      (zaprogramowani = program podświadomości).

      Ludzie często martwią się skąd przyjdzie to o co proszą, wizualizują, do czego
      zdążą – a prawda jest taka, że „Wyższa Świadomość znajdzie miliony sposobów aby
      trafiło do Was to czego pragniecie wewnętrznie, nie możecie się martwić: kiedy
      to nastąpi, od kogo, gdzie, ile itp.”

      Przyznaję, że ludzie bogaci będą mieli łatwiej zrealizować się np. na
      płaszczyźnie finansowej niż biedni. Wynika to z karmy wrodzonej, czyli zespołu
      cech/obciążeń wynikających z działalności danej jednostki w jej poprzedniej
      inkarnacji. Upsss poruszyłem tu już w model Reinkarnacji – to jest zupełnie
      osobny temat:). Mam jednak dobrą wiadomość – obciążenia karmiczne można się
      pozbyć – albowiem „lądują” one również w podświadomości – i trzeba je po prostu
      usunąć – czytaj: przepracować je.

      Teraz o tym co najważniejsze czyli o technice czyszczenia podświadomości:). ·W
      gazetach ezoterycznych zarówno polskich jak i obcojęzycznych ukazujących się w
      Polsce, jest wiele ogłoszeń dotyczących różnych technik doskonalenia umysłu.
      Niestety wiele z nich jest… nic nie warta. Dlaczego? Albowiem często dzieją się
      w hipnozie (nie działa bo umysł musi być świadomy zmian), często są prowadzone
      przez ludzi bez przygotowania (lub są łatwymi pieniędzmi dla ludzi
      współczesnych. Pieniądze – broń Boże nie są złe!. Są bardzo ważne i cudowne w
      życiu, ale nie mogą być celem samym w sobie, a wynikiem innego celu jakim jest
      ulepszenie „towaru” jaki „sprzedajemy innym”. Wówczas napływają one do naszego
      życia swobodnie i w dowolnych ilościach) i bazują na naszych najniższych…
      instynktach. Takim instynktem ja nazywam: lenistwo. Jeśli ktoś obiecuje Wam, że
      zrobi coś za Was to wybiegajcie od takiej osoby jak najszybciej. Oczyszczanie
      umysłu to żmudna praca. Na dzień dzisiejszy jedyną metodą jaką z czystym
      sumieniem mogę polecić jest Regresing ®, opatentowana metoda niehipnotycznego
      „czyszczenia podświadomości” przez Leszka Żądło. Gdy dowiem się o innych
      skutecznych metodach, to zamieszczę o nich wzmiankę w kolejnej wersji tego
      opracowania. Jeśli posiadasz informacje o takich metodach to podziel się nią ze
      mną na skrzynkę e-mail. Chciałbym równocześnie zaznaczyć, że ze wszystkimi
      metodami, technikami jakie tu opisuję zetknąłem się lub stykam się osobiście na
      co dzień – nie opieram się na opiniach innych niż moje własne.

      Co do Regresingu w wydaniu Leszka Żądło to należy pamiętać, mimo, że odbywa się
      ona poprzez spotkania u terapeuty to jednak większą część pracy trzeba włożyć
      samemu. Bazuje ona na następującym schemacie.

      Tu proszę sobie ściągnąć ten obrazek
      rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza4.gif
      dalej już jest komentarz...

      Po odreagowaniu – usunięciu danego problemu (w rzeczywistości jest to bardziej
      skomplikowane – może trwać wiele sesji) należy zaprogramować podświadomość na
      nowo – aby nie powróciły stare przyzwyczajenia i nawyki. W tym celu wykorzystuje
      się afirmacje. Są to pozytywne stwierdzenia. Aby były one skuteczne, muszą być
      one wyrażane w czasie teraźniejszym (podświadomość nie rozróżnia przeszłości i
      przyszłości – dla niej jest tylko „tu i teraz” – tu robię ukłon w stronę
      najnowszych trendów w fizyce, która powoli zaczyna zauważać, ze czas jest
      pojęciem linearnym – lepiej później niż wcale:-)). Afirmacje muszą być również
      układane w formie twierdzącej – nie wolno tworzyć afirmacji poprzez zaprzeczanie
      np. niepoprawna afirmacja to: „W ogóle nie choruję” a poprawny jej odpowiednik:
      „Jestem zdrowy”. Należy też zapamiętać o naszym wielkim wewnętrznym oporze przed
      afirmacjami, przed ich tworzeniem (przygotowywaniem), pisaniem, słuchaniem.
      Wynika to z oporów stawianych przed podświadomość. Jej jest zawsze dobrze z tym,
      co ma obecnie zaprogramowane. Z powodu nierozróżniania przez nią pojęcia dobra i
      zła (tak by the way – czyż nie jest to przesłanka za nieistnieniem takich pojęć?
      Za nieistnieniem przysłowiowego „nieba” i „piekła”? Pozostawiam to do
      przemyślenia), nierozróżniania osób (ja, ty, on(a), my, wy, oni(e) -> to zawsze
      „ja”). Stąd tak ważne jest aby przesyłać pozytywne myśli, idee i czyny ku innym
      – bo tak naprawdę pomagamy jednocześnie nam samym!. A wysyłając negatywne
      energie szkodzimy równocześnie sobie.

      „Afirmacje nie są zaprzeczaniem rzeczywistości taką jaka jest, ale… są nadzieją
      na przyszłość” mówi Ewa Folley. Ja bym poszedł dalej i dopowiedział: „Ale
      pamiętaj, że to co Cię czeka w przyszłości w ogromnym stopniu zależy od tego co
      się dzieje tu i teraz”. Więc zakasaj rękawy i do roboty!

      To jest koniec części 3
      Za niedługo ciąg dalszy

      Zapraszam do gorącej polemiki :)

      Pozdrawiam :)
      Michał
      • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 13.11.04, 13:16

        Dzięki Michał i proszę o więcej. Niby to wszystko już wiem, ale podałeś to w
        bardziej prosty i przystępny sposób. Zresztą miło wiedzieć, że nie tylko ja, tak
        myślę, że nie jestem sama ze swoją dziwną ( dla innych) filozofią życia. Wydaje
        mi się, że do innych najlepiej trafiają przykłady z własnego życia.
        Serdecznie cię pozdrawiam, ewa :)
        ewa

        "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 16.11.04, 08:24
          Dzięki Eevvaa :)
          Już piszę powoli następną część. Tym razem nie wiem jaki temat dokładnie
          poruszę. Może to samo wyjdzie :)

          Pozdrawiam :)
          Michał

          PS.
          Przy okazji mam nadzieje, że wątek wywinduje wyżej ;-)
          • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 16.11.04, 18:28
            Witaj Michale
            Niecierpliwie czekam więc na dalszy ciąg.
            Jeżeli mogłabym to proponowałabym Ci założenie własnej strony internetowej.
            Brakuje takiej tematyki jaką Ty poruszasz, a piszesz bardzo ciekawie.
            Nie wiem czy spotkasz się tutaj z dużym zrozumieniem, ludzie raczej szukają
            jakiś recept na życie, ale od za raz i bez żadnego wkładu pracy ( Panie Boże daj
            mi dużo cierpliwości - tylko szybko, zaraz).Tutaj możesz się spotkać najwyżej zz
            takim odzewem jak się spotkaliśmy w wątku Jesiennej.Zresztą są i inne wątki
            świadczące o nietolerancji - najłatwiej oskarżać anonimowo.
            Mimo to będę trzymac kciuki, może warto jednak pisać dla niewielu, którzy szukają.

            Serdecznie pozdrawiam ,ewa :)
            • emmka1 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 16.11.04, 19:10
              Michale ja poczekam cierpliwie na dalszy ciąg :-)
              z nadzieją, że będzie.
              pozdrawiam
      • Gość: xxx Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.upc-j.chello.nl 21.01.05, 10:16
        Co do Regresingu to jestem na nie. Bylam na takim obozie z regresingiem i
        widzialam co sie dzieje. Nikt mi w niczym nie pomogl. Amatorka straszna.
        To co widzialam odrzucilo mnie na kilometr. Widzialam grupe uzaleznionych od
        regresera kobiet, ktore jezdzily za nim po calej Polsce przekonane ze w
        poprzednim wcieleniu byly w jego haremie. W ogole ludzie latami chodza na te
        regresingi i wydaja mase kasy, wpadaja w jakies paranoje, no przykro patrzec.
        Wsrod stalych, uzaleznionych regresingowcow panuje powszechna paranoja pamieci
        poprzednich wcielen. To co ci ludzie opowiadaja calkiem powaznie i poza
        zajeciami to wlos sie jezy. Mnie jakis koles probowal podrywac na bajeczke,ze w
        poprzednim wcieleniu cos nas laczylo i chcialby to ciagnac teraz.
        Tylko dla ludzi o mocnych nerwach i silnej psyche. Inaczej latwo sie uzaleznic
        i byc trzymanym latami na sznurku regresera.
        • natali_ Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 21.01.05, 10:31
          Mysle ze xx ma duzo racji w tym co napisal, moze nie powinnam sie odzywac bo
          nie mam zadnych doswiadczen z regresingiem , ale troche sie na ten temat
          naczytalam i tez odniosze takie wrazenie ze duzo osob weszlo w ten temat za
          gleboko, skupili sie bardziej na tym kim byli w poprzednim zyciu i z kim jakie
          mieli relacje , zamiast skupic sie na tym obecnym zyciu, moga pewnego dnia
          ocknac sie i stwierdzic ze stracili wiele czasu na uganianiu sie za tym co
          minelo zamiast korzystac z tego co daje nam chwila obecna. Mysle ze nalezy
          bardziej skupic sie na sobie, w koncu kazdy z nas sam wie co dla niego jest
          najlepsze a nie ktos kto jest regreserem, to ze ktos przeszedl kurs to nie
          znaczy ze wie wszytko.
          N.
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 21.01.05, 10:41
            natali_ popieram :)
            Czytaj post moją odpowiedź dla xxx

            Pozdrawiam :)
            Michał
          • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 21.01.05, 10:51

            Natali XX
            ja też tak uważam, dlatego odpowiedzi zawsze poszukuję wewnątrz siebie - każdy
            człowiek je ma i sam wie co jest dla niego najlepsze, Dlatego powinniśmy się
            wyciszyć i wsłuchać w siebie.Lubię ludzi, ale zawsze takie grupy mnie nigdy nie
            pociągały - chyba wyczuwam, że człowiek przy pomocy Boga powinien pomóc sobie sam.
            Można drugiemu człowiekowi doradzić, pokazać kierunek, ale nie mozemy nic mu
            narzucić( nie wolno nam tego robić, bo nawet Pan Bóg to uszanował).Tak samo
            pracy nad sobą, swoim wnętrzem nikt za nas nie odrobi, nie odbędzie się to jak
            za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.Tę pracę musimy wykonać sami ( nie raz
            latami), poznając siebie, swoje wnętrze, swoje potrzeby, sposób widzenia świata.
            Najważniejsze jednak jest w tym ,żebyśmy pokochali siebie, Boga i innych ludzi.
            Zaufali, że Bóg ma dla nas wszystko co najlepsze i wcale nie chce nas karać
            ( sami się karzemy pokazując w ten sposób brak zaufania do Niego i samego
            siebie).Zaufajmy życiu i sobie.Michał cały czas o tym zresztą pisze, dlatego
            trzeba czytać cały wątek , a nie wyrywkowo, a na pewno znajdzie się odpowiedź na
            szukane pytania.Na pewno jednak lepiej jest pytać, a nie błądzić.

            Serdecznie pozdrawiam :)
            ewa

            "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"(
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 21.01.05, 10:38
          Witaj,

          Czy można wiedzieć (możesz na maila napisać) na jakim to obozie byłaś? tzn kto
          go prowadził - możesz dać nawet inicjały tylko tej osoby. Aż jestem ciekawy.

          Poza tym
          Drogi xxx - prawda jest taka, że albo:
          1. Miałaś intencje pójścia i przez to przyciągniecia ludzi, którzy tak a nie
          inaczej się zachowywali - co nie jest wcale jakieś dziwne, bo o tym już tu
          pisałem (tzn. o tych mechanizmach)
          2. Faktycznie trafiłaś na taką sytuację

          Ponieważ o 1. już trochę mówiłem więc powiem coś o 2.

          Conieco się z Tobą zgodzę. Otóż też zauważyłęm u (NIEKTÓRYCH!) ludzi zajmujących
          się Regresingiem (regreserów czy też klientów) jakieś uzależnienie od tej terapii.
          Takich ludzi również poznałem :)
          Wiesz, niektórzy chęć poznania kim byli w poprzednich inkarnacjach
          dowartościowuje!. Wynika to z tego, że jeśli np. byli Lordami lub Faraonami to
          "To" im wystarczy aby czuć się dowartościowanym. I zamiast zmieniać swoje życie
          tu i teraz, jeżdzą na takie zajęcia aby znowu "pochwalić" się kim to nie byli i
          czego to nie robili.
          Na regresingu jak to w życiu spotyka się różne osoby.
          Nigdy wiec nie twierdziłem że jest to jedyna słuszna metoda.
          Jeśli z jakichś powodów nie skutkuje (możę to być wina też uprzedzeń! czy też
          tego co pisałem w 1). czyli przyciągania określonych (negatywnych) doświadczeń
          związanych z tą metodą) to najważniejsze w mojej opini (przesłaniu) jest NIE
          PRZESTAĆ SZUKAĆ dalej.
          W końcu jest jeszcze np. trening autogenny, rebirthing czy huna.
          Te 3 ostatnie w ogóle nie wymagają chodzenia do terapeuty czy też na wczasy -
          można powiedzieć - są ekonomiczne.
          Zwłaszcza polecam Hune.

          A tak swoją drogą nic nie zastąpi afirmacji i modlitwy do Boga :) (tak naprawdę
          huna chociażby nawiasem mówiąc jest prawie modlitwą)

          Piszesz:
          "Inaczej latwo sie uzaleznic i byc trzymanym latami na sznurku regresera."

          Wyjęłaś mi to z ust:)
          Zgadzam sie. Co więcej wydaje mi się (co proszę potwierdź mi mailowo
          chociażby!!!) że powoli się domyślam o kim mówisz.

          Jako rada moja mogę powiedzieć tyle.
          Przy analizowaniu różnych "szkół uzdrawiania" należy włączyć świadomy umysł - a
          wyłączyć go przy modlitwach i afirmacjach - bo tego już on nie zrozumie :)

          Pozdrawiam :)
          Michał
          • Gość: xxx Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.upc-j.chello.nl 22.01.05, 01:20
            Nie bede plotkowac na temat tego regresera, ani nikogo nazywac po imieniu. Nie
            sadze, aby mial taka intencje uzalezniania kobiet od siebie, nie sadze tez aby
            chcial je jakos wykorzystac, absolutnie nie. Tu bylo w porzadku.
            Ale fakt, ze regresing przyciaga roznych dziwnych ludzi.
            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 22.01.05, 17:18
              Witaj xxx

              A ja myślę, że skoro już raz powzięłaś decyzję o takiej informacji w tym wątku,
              to powinnaś być konsekwentna. Właściwie, na nic mi ta wiedza, ale skoro już
              piszesz anonimowo to bądź przynajmniej wiarygodna :)

              Tak jak mówię, jeśli taka historia miała miejsce, to jest to wyłącznie "Twoja
              zasługa". Przyciągasz takich ludzi jak działa Twoja podświadomość.
              Dodam dość zgryźliwa podświadomość (mam na myśli to co pisałaś wcześniej w tym
              wątku) ;-) - bo in real sądze, że jesteś wartościową osobą. (zresztą jak każdy).

              Regresing jest bardzo pomocny, ale stanowi klocek z którego budujemy nasze
              wyobrażenia o sobie - a więc wpływamy na materializacje naszych pragnień.
              Bez innych klocków nie jest dużo wart. Ale nie można go negować, opierając to na
              tym, że samemu się przyciągło określone zdarzenia.

              Pozdrawiam :)
              Michał
    • Gość: maguy Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.fbx.proxad.net 16.11.04, 21:55
      Michale,
      gratuluje ciekawego watku :-)
      Potrafisz trafnie i przystepnie ujac to, co nie zawsze jest latwe do
      przekazania w prosty sposob. Taka mala synteza Zycia, Czlowieka. Dobrze, ze sa
      ludzie tacy, jak Ty, ktorzy maja ochote i odwage (bo najlatwiej wszystko
      skrytykowac, wykpic) dzielic sie publicznie swoimi przemysleniami, wiedza,
      doswiadczeniem. Tak trzymaj! No i tez czekam na ciag dalszy :-)))
      Pozdrawiam
      • wiga10 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 17.11.04, 10:25
        Witaj Michale
        Bardzo dziekuję i czekam na kontynuację Twoich przemyśleń.
        Pozdrawiam.wiga
        • Gość: Asia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 20:43
          Drogi michale a ja mam pytanko: jak to jest z tym tarotem i wogóle
          wróżbiarstwem??

          Dzisiaj byłam u wróżki,niestety powiedziała mi same niemiłe rzeczy:(((wróżyła
          właśnie z tarota i kart klasycznych...to była moja pierwsza tego typu
          przygoda,ale jestem bardzo rozczarowana:(((
          Ty natomiast twierdzisz,że tarot to rozmowa z naszą podświadomością...no
          własnie,gdzieś czytałam,że podświadomość nie zna przyszłości-zna ją tylko
          nadświadomość.Podświadomość jest jedynie "zaprogramowana" przez nas
          samych...moj problem generalnie polega na tym,że nie ufam swojemu
          chłopakowi,jest to poczatek naszej znajomości i w sumie nie mam powodów
          (narazie:) by mu nie ufać,ale ja się juz "nakręciłam" że mnie zdradzi i
          kropka ;) wróżka właściwie też mi to potwierdziła :(( czy to znaczy,że to ja
          sobie to wmówiłam,a czy tak się stanie w dużej mierze zalezy ode mnie?
          Wystarczy,że zmienie nastawienie??Nawet wróżka kazała mi napisać kilka
          afirmacji i powtarzać je pare razy dziennie.

          To jest tylko przykład,ale czy o to chodzi w życiu??Zeby nie wywoływać "wilka z
          lasu" ???...;)))

          Pozdrawiam.
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.11.04, 09:14
            Witaj Asiu,

            Postaram Ci sie odpowiedzieć co sądze o tym co napisałaś.
            Tarot tak jak powiedziałem to... dialog z podświadomością. Trzymam się wiec tego
            "hasła". Zresztą nie tylko tarot (wahadełko, runy itp itd).
            Podświadomość jest tak jak piszesz "zaprogramowana" przez nas samych (czy to
            poprzez "założenia inkarnacyjne", czy to podczas obecnego dotychczasowego życia).
            Więc gdzie tkwi nieścisłość?
            W dwóch punktach.

            1. Nie wiem czy zaglądałaś na ten wykres:
            rudmain.at.hopto.org/subfolder/mojeza3.gif
            Jak widzisz pewne zdarzenia zwłaszcza te bliskie... są jakby już prawie
            zdeterminowane. To tak jak z pływaniem po oceanie. Wsiadasz na statek i gdy
            dopływasz do portu, to widzisz go coraz wyraźniej (wraz z upływającym czasem =
            przebywasz coraz mniejszą odległość dzielącą Cie od zacumowania). Z daleka
            widzisz tylko zarysy nabrzeża, ale im podpływasz bliżej tym widzisz coraz
            wiecej. A to światła portowe, a to rozróżniasz budki na wybrzeżu, a to widzisz
            powoli mrówki, które okazują się być po kolejnym czasie ludźmi ;-) Itd.
            Tak samo jest z przyszłością (tą w którą ma wgląd podświadomość). tak jak
            napisałaś (chodzi o to aby nie "wywoływać wilka z lasu"), bo ten port do siebie
            przyciągasz coraz bardziej. Jak powiedział kiedyś ktoś mądry "To na na czym
            skupiasz uwagę przyciągasz do siebie".

            2. Druga sprawa to tzw. nazwijmy to nasz obieg energii omówiony w poprzednich
            częściach (I-III).
            Nie ukrywam, że nie jestem jakimś Zarządcą Energii, więc nie jestem pewień tego
            co napisze poniżej. Ale wydaje mi się, że podświadomość np. poprzez sny potrafi
            się kontaktować z nadświadomością (a tak wiadomo z "astralem i myślokształtami")
            Zresztą przebłyski intuicji (przebłyski - w przypadku braku systematycznej pracy
            nad nią) mamy na codzień. A tzw. pamięć inkarnacyjna (ooo wchodzimy tu w Deja
            Vu. Już wiem o czym napisze w kolejnym wątku :) Dość ciekawą moją hipotezę! :))
            też czesto daje nam znać w Fizycznym Świecie. W każdym razie obieg energii a
            raczej łącznik energetyczny między podświadomością a nadświadomością pewno jakiś
            istnieje. Co to daje?

            * Jeśli przekaz (wróżba) pochodzi od tylko "wiedzy" podświadomości, to pokazuje
            ona skutki dotyczące bezpośrednio zainteresowanego klienta, czyli jego realne
            życie (i wszystkie osoby i wydarzenia jakie spotka). Np. jeśli mężczyzna marzy i
            (koduje) przy okazji o super partnerce, to w zależności od stopnia
            "zaawansowania" tych nazwijmy to wizualizacji czyli energii posyłanych dalej
            podświadomość niejako nie musi sięgać do Energii Wyżej (czytaj: nadświadomości)
            aby sprawdzić czy "to ma się szanse ufizycznić". Po prostu Ona wie :) że taka a
            nie inna przyszłość jest możliwa

            * Jeśli przekaz pochodzący od podświadomości sięga o energie nadświadomości, to
            prawdopodobnie niczego to nie zmienia :) (patrz * wyżej). Bo nie wierze w to,
            żeby istniały rozbieżności miedzy tym co "tam sobie fruwa w nadświadomości" a
            tym co chce nasza podświadomość

            Ostatnia sprawa to... uważajcie na to co mówią wróżki
            Wiele osób zajmujących się wróżeniem i to nawet z bardzo długim stażem, nie
            rozumie skąd pochodzi możliwość inkognicji. Zwalają to na to że przykładowo ktoś
            kto na tym forum pisze uważa że to Tarot jest wyrocznią :). A przecież tarot
            jest tylko pewnym narzędziem, a sterowanie jest gdzie indziej :)
            Takie osoby często straszą swoich klientów/klientki o NiEUCHRONNOŚCI tego co
            powiedzą. To jest czysta manipulacja. Klient/tka przerażeni, de facto spełniają
            tą "złą stronę wróżby (tą nieuchronną)" i po prostu wróżka robi krzywdę drugiej
            osobie (oczywiście za to Ona (wróżka) również zapłaci zgodnie z zasadą obiegu
            energii).
            Na pewno słyszałaś/(eliście) o wróżkach ponurych i mówiących tylko negatywne rzeczy.

            Wynika to jeszcze z innej rzeczy.
            Nie zapominajmy o jeszcze jednym czynniku. Jest nim.... podświadomość wróżki/wróża.
            Ona również płata figle podczas sesji. Moim zdaniem osob chcąca pomóc komuś
            dotrzeć do siebie samego (tej osoby - klientowi) musi się regularnie oczyszczać
            np. z tego co usłyszy (powie) podczas sesji. Bo inaczej nieoczyszczona
            podświadomość źle interpretuje np... rozkład kart, ewentualnie robi psikusy na
            przyszłość wróżącemu.
            Przykładowo pan J.W.S., który robi kampanie antytarotową wpadł w podobny
            schemat. Wówczas łatwo wpaść jak to mówią stare powiedzenia "z skrajności w
            skrajność". Rozwijający się mistrz tarota, to nie osoba która przeczytała
            100-tki książek (czy też je napisała) tylko osoba, która kontempluje znaczenie
            układów poprzez oczyszczoną podświadomość.
            Często bowiem błędne interpretacje kart biorą się z tego że energia
            podświadomośći klienta jest przesłaniana przez energie podświadomości wróżącego.
            Dodam wiec tu kolejny element układanki. W powyższym wątku przeczytacie, że
            to wróż/ka interpretuje karty wyciągane nazwijmy to tak przez podświadomosć
            klienta. Ale właśnie! INTERPRETUJE!. A tu już wkracza podświadomość wróżącego.
            Jednemu wróżącemu np. Wieża kojarzy się tak a innemu jeszcze inaczej :) tu już
            zależy od podświadomości wróża....
            Jeśli nawet taka osoba dobrze interpretuje karty (o dziwo) to z czasem następuje
            u niej pomieszanie z poplątaniem :) bo należy pamietać, że podczas sesji energie
            klienta przechodzą na podświadomość wróżącego. Ten ostatni musi się więc
            regularnie oczyszczać energetycznie. Jeśli tego nie robi, to wpada w poplątanie.
            No i od tego blisko do "hop" w skrajność :)

            Niestety cieżko jest poznać czy dana osoba wróżąca jest oczyszczona czy też nie
            :). Najlepiej odpowiedziałaby na to intuicja czyli nasza nadświadomość z którą
            się łączy podświadomośc. No dobra... ale jeśli potrafilibyśmy przesyłać w sposób
            prosty i bezpośredni takie pytania i otrzymywać czyste odpowiedzi, to jaki sens
            ma chodzenie do wróżki? Zaręczam :) że w takim przypadku uznamy wróżby za
            "pierdoły" i tak uważa 99% ludzi tzw. sukcesu. Oni po prostu nie zastanawiają
            się jak "to życie się kręci". Po prostu ich podświadomośc genialnie
            urzeczywistnia ich pragnienia.
            Wracając do Twojego tematu. Sama sobie odpowiedziałaś "ale ja się juz
            "nakręciłam" że mnie zdradzi i kropka ;)". Nie życzę Ci źle. Ale tu tkwi
            odpowiedź na to co zapytałaś. Pora popracować nad tym.
            Mam tylko jedną uwagę. Jeśli w tych afirmacjach pojawia się osoba tego chłopaka
            to daj sobie luz :) tzn. daj sobie z tym spokój. Bo to już byłaby manipulacja.
            Proponuje afirmacje w stylu (wówczas jeśli tak jest):
            Zawsze i wszędzie jestem bezpieczna w związku.
            Mój partner jest wspaniały i jest uosobieniem miłości.
            itp itd.
            Jeśli afirmacje wróżki brzmią podobnie to zakasaj rękawy i do roboty.

            Pozdrawiam :)
            Michał
            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.11.04, 09:37
              cd...
              Jeszcze mi się coś przypomniało.
              Sorry panie Janie, że teraz będe "pił" do Pana :) Ale skoro napisała Pan tak
              dużo na tym forum na temat tarota a ja dość byłem Pana pilnym "czytelnikiem"
              więc przy okazji coś mi się skojarzyło.
              Pisze Pan o obecnych swoich fascynacjach "Jezusem i Maryją" nazwijmy to ogromny
              krok w kierunku wytycznych Katolicyzmu.
              Zastanawiam się, czy czasami nie był Pan wychowywany (dzieciństwo) bardzo srogo
              i restrykcyjnie np. rodzice zamiłowani w Katolicyźmie, wymagający katecheta lub
              otoczenie albo może jeszcze co innego.
              Bo tu mam taką hipotezę. Że Pana nagły "nawrót" w wymienionym wyżej kierunku
              wynika z tego, że podświadomośc nieoczyszczana przeraziła się (tym bardziej że
              zawsze Pan w swoich książkach (bardzo dobrych zresztą) pisał o Potężnej Energii
              Tarota - wiec przynajmniej wiem, czym dla Pana Tarot jest (a raczej był))
              tych "energii" i zrobiła kopyrtka :) Tzn. powróciła do "poczucia
              bezpieczeństwa". A to poczucie... jest wyrabiane np. w wieku dziecięcym. (ach te
              oazy :->) i w związku z tym przy skojarzeniu Bezpieczeństwo=Katolicyzm, nie
              dziwie się z Pana "nawrotu".

              Proszę odnotować, że nie mam nic przeciwko Pana drodze życiowej. Życzę Panu
              powodzenia. Ale skojarzenia same się pojawiają (przynajmniej w mojej hipotezie).
              Również "nie mam nic do Jezusa ani Maryji". Bo sprawa jak ktoś rozdziela ile
              jest osób, czy Trójca, czy Kwartet czy Kwintet (8-)) osób Boskich jest
              nieistotna. Raczej powinno być istotne przesłanie jakie np. Jezus przekazał
              a nie spory czy było Ich trzech czy pięćdziesięciuczterech.
              Zresztą ja tam jestem w ogóle antyzwolennikiem personifikowania Boga. Bo
              mam wrażenie że dało to wielu ludziom coś zupełnie błędnego... otóż zaczęli
              uważać, że skoro Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Tzn. że Bóg
              wygląda (przynajmniej podobnie) jak człowiek. A skoro my wyglądamy podobnie jak
              Bóg, to możemy zachowywać się jak jego przedstawiciel na Ziemi, a tym samym
              możemy gmerać przy przyrodzie, niszczyć świat fauny i flory bo niby mamy Jego
              przyzwolenie, albo też liczą Ci ludzie, że Bóg zstąpi i to wszystko klaśnięciem
              dłoni naprawi (jak już będzie skrajnie spiep* i nie będzie można oddychać bez
              butli tlenowych).
              Bardzo się mylą.

              Naprawiajmy planetę sami. Tu i teraz.
              I tak w płynny sposób przeszedłem z tematu pana Jana :) do niszczenia planety :) heh

              Pozdrawiam :)
              Michał
            • Gość: ewa.gs Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 10:13
              Michale, w większości zgadzam się z Tobą, poza jedną kwestią - jedynie poprzez
              podświadomość można ściągnąć informacje od nadświadomości. Co nie oznacza, że
              jest to takie łatwe :) Można, pod warunkiem oczywiście, że połączenie jest
              czyste.
              Zresztą, lepiej nauczyć się to robić samemu, niż oddawać się w wątpliwe ręce
              wróżki.

              pozdrowienia
              Ewa G.
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.11.04, 11:12
                Witaj Ewo :)
                Ja długo nad ty myślę i do dziś nie jestem tego pewień. Tzn. jestem pewień że
                przez podświadomość "wyciągamy" informacje z nadświadomości. Ale zastanawiam się
                czy aby na pewno nie ma jeszcze innej drogi. Po prostu przestałem dawać 100% na
                poprzednią drogę, nie mając antydowodów, że może być inaczej. Ale powiedzmy
                osobiście stawiam na 99% :)
                Oczywiście do wróżek nie ma co chodzić.
                Zwłaszcza, że jak pewnie zauważyłaś to... wiele osób się od "tego" uzależnia...

                Pozdrawiam :)
                Michał
                • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 21.11.04, 20:41

                  W bardzo obrazowy sposób współpracę (podświadomości,świadomości i
                  nadświadomości) opisuje O. Wingo w książce Podręcznik Huny (psychologia i
                  praktyczne zastosowanie nauki Huny).Autor informuje między innymio:
                  -funkcjach trzech Ja i sposobach ich harmonizowania
                  -wzroście osobistej mocy i obchodzeniu się z maną ( energia życiowa)
                  -aktywowaniu "kanałów komunikacyjnych"
                  -wpływie "modlitw" na osiąganie celów

                  Serdecznie pozdrawiam :)

                  "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
              • Gość: wiga Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.04, 11:18
                Michale, napisałeś, że przy metodzie Silvy kontakt z nadświadomością obrazują
                wewnętrzni doradcy. Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam. Rozwiń proszę ten
                temat.
                pozdrawiam.wiga
                • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.11.04, 11:49
                  Witaj wigo :)

                  Tzn. co masz na myśli mówiąc "rozwiń ten temat"?
                  Wewnętrzni doradcy w Silvie przy nieoczyszczonej podświadomości działają jak
                  doskonali psotnicy ;) Raz pomogą raz poprowadzą na manowce.
                  Oczywiście może zdarzyć się że taki człowiek, którego podświadomość w jakiś
                  sposób świadomie/nieświadomie oczyściła się z pewnych wzorców i on przychodzi na
                  kurs Silvy i po jego ukończeniu odnosi same sukcesy - po prostu dostał tylko
                  jeden z wielu kluczy otwierających drzwi do właściwego czystego pokoju.

                  Odbywa się to tak, ponieważ wszystko co w życiu oceniamy czyli wszystkie
                  informacje jak do nas nadchodzą przepuszczamy przez sito własnych widzimisie,
                  ocen, przyzwyczajeń, czasami pozytywnych a czasami negatywnych.
                  Jeśli nawet umielibyśmy poprzez Silve (choć znam skuteczniejsze i szybsze
                  sposoby) zwizualizować doradców i niejako puścić film (wizualizajce) do prawego
                  (przyszłościowego) ekranu, to wiadomości jakie poprzez nich nadświadomośc nam
                  wysyła są przefiltrowane przez naszą podświadomość.
                  To tak jakby polonistce (świetnej z literatury, ale słabej z technicznych
                  zagadnień) ktoś tłumaczył działanie Reaktora Jądrowego i kazał jej to zapamiętać.
                  Ponieważ ona nie rozumie tematu, wiec zapamiętuje co 10-te (przeważnie
                  nieistotne) skojarzenie (słowo). I co z tym później ma zrobić?

                  Nadświadomość przekazuje poprzez podświadomość informacje do nas, ale czasami
                  zbyt mocno je filtrujemy (często świadomie), abyśmy zrozumieli o co chodzi naprawdę.
                  I pod tym względem uważam kursy Silve jako element większej układanki, ale
                  całkowicie niezdolne "dziecko" do samodzielnego życia.

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
                • Gość: wiga Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.04, 11:53
                  sprawy, o których piszesz Michale są mi tak bliskie i chciałabym porozmawiać
                  lecz mój wewnetrzny cenzor /dozorca/ mi nie pozwala.
                  Poprzedni mój post, jest mocno okrojony. Może podpowiesz mi coś, co pomoze
                  uporać się z tym.
                  pozdrawiam. wiga
                • Gość: Asia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 12:04
                  Dziękuje Michale za pomoc:))) strasznie żałuje że poszłam do tej wróżki:((( ona
                  nawet nie mowiła prawdy odnośnie terażniejszości,więc co do tych wróżek to masz
                  całkowitą racjie!!! Ja już zmieniam myślenie odnośnie mojego chłopaka i
                  wierze,że wszystko będzie dobrze :))....
                  • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 08:16
                    Podnoszę wątek, bo jest trochę sennie.Trochę optymizmu na te pochmurne i posępne
                    dni się przyda.
                    Michale czy zapomniałes o swoim wątku?
                    Serdecznie pozdrawiam :)
                    ewa

                    "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 15:16
                      Witaj :)
                      Nie nie zapomniałem. Z jednej strony nie wiem o czym pisać :) a z drugiej strony
                      nie wiem od czego zacząć :)
                      Właściwie najwięcej mam przemyśleń jak ktoś (inni) polemizują - jakoś mi wówczas
                      jest łatwiej. Nie mam natury urodzonego pisarza :)
                      Jeśli polemiki nie ma to się zastanawiam o czym pisać no i tak sobie myślę i myślę.
                      Miałem jeden temat do zaproponowania, ale obawiam się, że ktoś może pomyśleć. że
                      atakuje drażliwy temat.
                      Rzuce tylko topic: "Wpływ chodzenia do kościoła na jakość życia"
                      Oczywiście pisze do kościoła w sensie katalockim. Bo jako były katolik tylko ten
                      temat jest mi bliski. Oczywiście jeszcze raz wyjaśniam, że moim celem nie jest
                      atakowanie jakiegokolwiek wyznania czy tez religii. Moim celem jest jednak
                      ukazanie pewnych prawd do przedyskutowania.

                      Kto w to wchodzi?
                      Ps.
                      Uważam, że żadna dyskusja na jakikolwiek temat nie hańbi :)

                      Pozdrawiam :)
                      Michał
                      • Gość: Rybka Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.04, 16:00
                        Witaj :)
                        ja naprawdę bardzo chętnie poczytam.

                        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 17:41
                          Ok więc zaczne od pewnej mojej tezy.

                          Ale lećmy od początku. Najpierw dla wstępu...
                          Jak byłem małym chlopczykiem (ach kiedy to było :-)) to byłem bardzo pilnym
                          uczniem przedmiotu religia, chodziłem regularnie do kościoła. Dawało mi to dużo
                          satysfakcji. Uwielbiałem kazania (poważnie!), bo ksiądz którego znałem był
                          (zresztą prywatnie uważam tak do dzisiaj) wspaniałym człowiekiem, a niektóre
                          Jego pomysły były conajmniej genialne (pomysły aby przyciągnąć dzieci na msze).
                          Było w tym wszystkim dużo dobroci i spontaniczności. Bardzo podobało mi się to.
                          I te uczucia bardzo mile wspominam.

                          Z czasem dorastałem i zorientowałem się może tak z końcem podstawówki że już
                          mnie "to nie kręci". Zacząłem opuszczać lekcje religii, wypisałem się z Oazy
                          (nawet przez pewien czas tam należałem) i jak to powiedzieli (oskarżyli) moi
                          rodzice "Zacząłem służyć "diabłu"". Ale ten "Diabeł" nie wydawał mi się wcale
                          taki denny i markotny.
                          Wówczas zorientowałem się jak wiele wzorców mam w głowie, że Skoro nie chodzę do
                          kościoła to pewno be i me jest ze mną i conajmniej za karę nie dostąpie
                          wniebowstąpienia...
                          Ale zauważyłem jeszcze jedno, Moi koledzy czy też koleżanki również zaczęli się
                          opuszczać masowo podobne zajęcia (msze, lekcje religii itp) i wymigiwać się od
                          "wycieczek po klasztorach" itp. Pomyślałem "W kupie raźniej". Ale jednocześnie
                          zdałem sobie sprawę, że chyba nie może mylić się aż tak wielu?

                          Zacząłem żyć innym życiem. Ale nie było to życie lepsze... Zastanawiałem się
                          dlaczego? Dziś odpowiedź już znam. Każdy z nas, zwłaszcza jako dziecko został
                          "zaprogramowany". Ach to tak jakbyśmy dalej spali. Byli niewolnikami własnych
                          mechanizmów (wcześniej wyuczonych). No tak.... Dzieci są doskonałym obiektem
                          "programistycznym". Dlaczego? Bo:
                          1. Dziecko oczekuje od rodzica bycia "przewodnikiem"
                          2. POdobnie oczekuje tego od księdza... bo w końcu wyryto mu w pamięci że
                          "ksiądz jest przewodnikiem/przedstawicielem Boga na ziemi"
                          3. Dziecko oprócz jakiejś tam karmy (która jednak realizuje sie z opóźnieniem -
                          jest ku temu pewna teoria) jest tak naprawdę "czystą księgą" do zapisu. Więc
                          chłonie każdy gest i każdym zmysłem.

                          Dziwicie się Proszę Państwo dlaczego tak wiele osób odchodzi od wiary w Boga
                          (UWAGA: wiara w Boga dla mnie nie musi sie równać = bycia katolikiem czy
                          jakimkolwiek innym wierzącym (inne religie)). W końcu tak ludzi się programuje!!!
                          Moim zdaniem jest to dość kontrowersyjne. Z jednej strony wkłada się u dzieci
                          szacunek do Księdza (nie jako do człowieka!!! tylko jako do tegoż
                          przedstawiciela) a z drugiej strony dzieci dorastając czytają artykuły np. o
                          księżach pedofilach czy też o księdzu Jankowskim (ostatnie wydarzenia), Paetz
                          czy też spotyakmy się na codzień że ksiądz (byłem tego swiadkiem) na kazaniu
                          wymienia która rodzina nie dała mu na kolędzie bądź też odmawia pochówku chłopcu
                          jednej rodzinie (chłopiec niby był satanistą i popełnił samobójstwo - było o tym
                          na TVN całkiem niedawno).
                          POMIESZANIE z POPLĄTANIEM.
                          W co i w kogo ma wierzyć dorastający młody człowiek??? Kiedy zaczynają mu się
                          plątać i mieszać (raz podświadomość ma tak zakodowane później szok... bo ktoś
                          tam zrobił to i to).
                          Zauważcie, że nie oceniam księży. Oni są takimi samymi ludźmi jak my wszyscy i
                          tak samo godni Boga jak my wszyscy - czyli w 100%. Ale skończmy z szukaniem dla
                          dzieci na siłe autorytetów! Ani ksiądz, ani wychowawca ani Papież nie są
                          autorytetami. Autorytetem jest tylko Bóg i koniec. I basta jak to mówił poeta :)

                          Chciałbym też zwrócić na kolejny problem uwagę. Ponieważ nauczamy nasze dzieci
                          (ja jeszcze nie bo ich nie mam i mam nadzieję tych błędów nie powielać - modle
                          się w tej intencji :)) że ksiądz jest autorytetem i jednocześnie wmawiamy
                          dzieciom, że podczas spowiedzi ksiądz jest "trzecim uchem" Pana Boga to Boże
                          wybacz! (;-)) ale nie dziwcie się że dziecko nie dość że omija szerokim łukiem
                          kościoły (tego akurat nie ma co żałować :> Zgryźliwy jestem? :)) ale jeszcze
                          uważa (całkiem logicznie rzecz biorąc) że do BOGA NIE MOŻNA SIĘ ZWRÓCIĆ
                          BEZPOŚREDNIO. (bo np. nie byłam u spowiedzi bo np. skłamałem na spowiedzi bo
                          zapomniałem pójść do komuni, bo zrobiłem psikusa sąsiadowi itp). Tak wychowany
                          młody człowiek łatwo siępoddaje w swoim rozwoju duchowym.
                          W końcu monopol na rozwój duchowy ma Kościół (tak go nauczono). A widział
                          ostatnio jak ksiądż zmienił auto na piękne BMW (a tu na kazaniach mówił coś
                          jakoś o ubóstwie). Więc i tu jego wiara padła.
                          Problem jest bardziej szeroki niż pojemność wszystkich stron na portalu Gazeta :)
                          Kolejną sprawą jest jakość modlitw. Pamiętam w okresie tzw. buntu jak ktoś mi
                          wspomniał, że mam się modlić to odwracałem się od niego jak od Idioty i od razu
                          podejrzewałem że pewno proboszcz go na mnie nasłał (na tą zagubioną czarną owcę).
                          Ależ wzorzec u mnie istniał. I to ponad 10 lat! grubo.
                          Dla mnie modlitwa = coś co nauczył katechizm, czy też Pismo Święte czy też
                          tabuny katechetek równał się jakieś dziwne obrządki, które są klepane
                          beznamiętnie przez rzesze ludzi w kościele.
                          Bardzo długo ktoś mi wbijał do głowy, że modlitwa może być radosnym dialogiem z
                          WJ (Wyższą Jaźnią (nadświadomością, Bogiem)). A przecież jest dowiedzione :) że
                          modlitwy są skuteczniejsze niż... afirmacje.
                          Kolejny temat... Nazwijmy to:
                          Problem NIEGODNOŚCI
                          Możę coś zacytuje. "Nie jestem godzien (godna) abyś przyszedł do mnie ale..."
                          Pewno to znacie? Pytanie retoryczne. Każdy to zna.
                          Czy coś się rzuca w oczy? Niekoniecznie dla każdego. Dla mnie tak.
                          DO cholery dlaczego nie jestem godzien? Do k* nędzy zawsze mi mówiono o tym że
                          Bóg mnie kocha więc dlaczego nie jestem Jego godzien?
                          Kochani, cytowałem dosłownie moje myśli kiedyś... całkiem niedawno. Bo prawda
                          jest taka. Że jest tu ukryta (zaowaluowana) ANTYAFIRMACJA. Którą sięklepie co
                          tydzień. Ach ileż to powtórzeń w ciągu życia. Kto chce niech policzy.
                          Powiedzmy mamy 30 latek teraz... Chodzimy powiedzmy 4 x w miesiącu do kościoła.
                          No i + wigilia, wielkanoc, 1.11 itd załóżmy: jakieś 55 razy na rok x
                          38(powiedzmy że jako 2latek przysypialiśmy w wóżeczku :-)) Wyszło: 2090 razy a
                          ile mamy jeszcze szansy to powtórzyć! :)
                          Ależ to Antyteza życia. Nic dziwnego że później "sieje" tyloma niezadowolonymi z
                          życia ludźmi. Czasami nie macie wrażenia że jednak "czegoś" wam brakuje?
                          Tym czymś jest świadomość swojej godności wobec Boga.
                          Do diaska przestańmy uważać Boga za złośliwego starca, który stworzył świat w
                          pare dni aby później ubawiać się naszą walką o przetrwanie i w zależności czy Mu
                          się ukłonimy czy też nie zsyłać manne/błyskawice (*) (* niepotrzebne skreślić
                          :>). BÓG NAS ZAWSZE KOCHA. NIE MA ZNACZENIA CZY CHODZIMY DO KOŚCIOŁA CZY TEŻ
                          NIE, czy "grzeszymy" (tak naprawdę zło czy grzech to tylko wymysł Kościoła po to
                          aby... hah po to aby "produkować" rzesze wyznawców uznających za "służenie Bogu
                          przez Kościół" za jedyną słuszną drogę do wyzwolenia się od zła :). W końcu jak
                          wiecie z historii zawsze Dyktator który chciał trzymać w ryzę społeczeństwo to
                          je zastraszał. Metodologia podobna - efekt ten sam)
                          Świadomość miłości Boga do każdego z nas to temat dla każdego z nas
                          to temat do przepracowania.
                          Ja... (imie) jestem godny pomocy Boga
                          Ja... (imie) już dzisiaj zasługuję na miłość Boga

                          Jaka jest moja solucja do tego tematu? Ja podjąłem pewne kroki. Ale nikogo nie
                          namawiam. Nie chce podejmować dezyzji za nikogo. Bo każdy ma serce i rozum i
                          niech zmierzy swoim sercem to co napisałem. I sam oceni. Koniecznie wyłącczyć
                          ROZUM :)) (przekabacony ROZUM rzecz jasna :>)

                          Prosze popolemizujcie z tym co napisałem :)

                          Ps.
                          Niniejszy tekst nie jest krytyką kościoła. Jako instytucja nic przeciwko Jemu
                          nie mam. Niech sobie gra, tańczy i śpiewa.
                          Zgodnie z dobrą wolą moją i wszystkich.

                          Pozdrawiam :)
                          Michał
                          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 20:00
                            I jescze jedna rzecz :)

                            Dlaczego do cholewki mam Boga przepraszać? Np. zapytajmy się księdza po co mamy
                            chodzić do spowiedzi. Odpowie:
                            - Aby się wyspowiadać i być bliżej Boga i obmyć się z grzechów itp
                            No tak, czyli to zakłada że kiedy grzesze to Bóg mnie nie kocha a kiedy nie
                            grzesze to mnie kocha? Chyba nie - no nie? :)
                            Przecież jednocześnie uczy się na lekcjach religii o wszechogarniającej,
                            potężnej miłości Boga do Nas ludzi (to jest oczywiście prawda). MIŁOŚCI
                            BEZWARUNKOWEJ (Coś mi się przypomina Tomasz z Akwinu...) Zaraz BEZWARUNKOWEJ.
                            Przeczytajcie to słowo 15 razy.
                            Coś tu nie pasuje.

                            Zaraz zaraz a może ktoś stworzył złudę. Bo wyobraźmy sobie, że Boga nie trzeba
                            przepraszać? Że jest prawdą to co mówię i wszyscy zaczynają w to wierzyć.
                            WIerzyć żę Bóg kocha Nas zawsze i wcale nie oczekuje przeprosin (przecież jak My
                            kochamy nasze ukochane maleństwo (dziecko) to wcale nie oczekujemy od Niego
                            przeprosin jak zbroi :) Bo i tak byśmy go kochali dalej)
                            Gdyby tak ludzie uwierzyli... to Instytucja Kościoła by upadła albo na pewno
                            uszczupliłaby się ilość wiernych. Ach co za strata. Nie można na to pozwolić.
                            (wiem jestem złośliwy! :) Ale to tylko siła wyrazu)

                            A tak to wciska się ludziom, żę mają sie regularnie spowiadać (coś pamiętam
                            kiedyś o zaleceniu co miesiąc :-) Możę w innych parafiach jest inaczej...)
                            No i interes się kręci :)

                            Pamiętam, jak kiedyś powyższy temat poruszyłem z pewnym chłopakiem - członkiem
                            wieloletnim dużej Oazy.
                            Kiedy brakło mu argumentów powiedział "To są Dogmaty Kościoła i naszej wiary i z
                            tym się nie dyskutuje".
                            Ok :) Dla mnie dogmatem jedynym na świecie jest to że mnie Bóg kocha (przez to
                            ja innych). Reszte kicham.

                            Pozdrawiam :)
                            Michał
                            • Gość: ktosia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 08.12.04, 19:26
                              Myślę, że to Michale co Ty odkrywasz (bo zgodzisz się na pewno ze mną, że to
                              proces i trudno nawet pewnie byłoby Ci okreśłić jaki jego etap)gdzieś tak
                              naprawdę się łączy równiez z tym co głoszone jest w kościele. Fakt w Kościele
                              też można trafić na bardziej i mniej oświeconych księży. Inna sprawa dlaczego
                              jedni trafają na takich a inni na innych? Zastanawiałaś się nad tym? Może w tym
                              też jest jakiś sens zgodny choćby w pewnym stopniu z tym co odkrywasz. Może to
                              dana podświadomość kieruje jednego do takiego innego do innego przewodnika
                              duchowego - zgodnie z tym co wybierasz. Przyznam szczerze, że katolocyzm w
                              dużej mierze mi odpowiada, choć z pewnością wiele jeszcze w nim do odkrycia.
                              wszystko jest kwestią tego jak się do czegoś podchodzi a to jak sam piszesz
                              sami w jakimś stopniu determinujemy (o ile dobrze zrozumiałam).
                              Teraz co do przepraszania Boga. Tak masz rację jak kogoś kochasz to raczej nie
                              oczekujesz od niego kajania się za przewiny. To prawda. Miłość tego nie
                              oczekuje, a Bóg to w końcu Miłosc bezgraniczna. Ale... jeśl kogoś kocham to
                              chcę go przeprosić, gdy zrozumiem, ze zrobiłem źle czy nie tak. Zakładam, ba
                              jestem pewna, że wszechpotężny Bóg mi wybaczy, już mi wybaczył, ale dlatego że
                              jest dla mnie ważny poprostu chcę żeby wiedzial, że mi przykro. To daje
                              człowiekowi (przede wszystkim) możliwość oczyszczenia. Dlatego sądzę, że jest
                              ważane...
                              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.12.04, 22:13
                                WItaj :)

                                Primo: Skoro piszesz, ze mam kolejny stopień w odkrywaniu tych prawd - to nie
                                możesz znać wyniku. A tym samym, rozumiem Twoje zdanie bo jest dyktowane przez
                                Twoje filtry. I każdy ma równe do tego prawo. Ciesze się za Twój post.
                                Wielu osobom katolicyzm odpowiada. Rzecz w tym, że wiele osób pojmuje inaczej to
                                pojęcie. Często nie wiąże się one z konkretnym wydarzeniem czy też pojęciami
                                wyniesionymi z dzieciństwa często przesłaniającymi rzeczywistość.
                                Częsć osób będzie doskonale rozumiała katolicyzm. Część zawsze będzie go
                                krytykowała.
                                Ja tylko wskazuje na tabu na tajemnicę która brzmi: "Nie muisz do tego
                                przywiazywać swoją wagę" Jest to po prostu nieistotne (również dla Boga). Dla
                                Boga zresztą nic nie jest istotne, a wynika to z tego że On akceptuje każdą
                                rzecz jaką sobie wybierzemy. "Co wybierzecie, będzie Wam dane" (fragment Listu
                                do Koryntian). A to czy grupka ludzi zbuduje świątynie, w której ustali, że
                                będzie tam stał piękny Fikus i on właśnie będzie przez nich czczone również Bogu
                                nie przeszkadza.
                                Przeszkadza to często innym religiom - tzw. ludzie oświeceni (pseudooświeceni)
                                będą uwazali to za beszczeczenie Boga.
                                A szkoda. Bo Ci sami ludzie nie zauważają Boga poza miejscem w którym się modlą.
                                Kiedy ludzie zrozumieją, że wbrew pozorom Bóg nie jest starcem z siwą brodą
                                siedzącym na tronie, to pojmą że jest On wszędzie. I wcale nie potrzebuje Naszej
                                czci. Bo On ma wszystko i jest wszystkim. Nie potrzebuje aby jakokolwiek Jego
                                cząstka go czciła bo chyba nie posądzamy Go o bałwochwalstwo.
                                Tak trudno ludziom zrozumieć ten fakt, ludziom pogrzebanym w milionach układów i
                                układzików zaczynających się od dzieciństwa, po stosunki w pracy aż po układy
                                partnerskie w małżeństwie. I trudno im byłobym (jest) zaakceptować fakt, że
                                skoro w życiu co chwile mają układ: Oni <--> Szef czy też Oni (jako Szefowie)
                                <--> pracownicy to GDZIEŚ może istnieć inny układ.
                                Czy można się przyjaźnić z Szefem, oczekującym na nasze Kajanie? Czy wyobraźmy
                                sobie taki Wszechwiedzący Szef nam wybaczy? Przyjaźn z Bogiem jest możliwa tylko
                                na równych partnerskich zasadach.
                                Poszedłbym dalej. Bardzo wielu ludziom wiadomo, po co jesteśmy. Jesteśmy cząstką
                                Boga, która doświadcza realizacji na planie materialnym. Jesteśmy Nim. A On jest
                                Nami. Nie ma On i nie ma Ja (kłania się mój wątek o podświadomości). Jest tylko
                                Jedna. Jedność.
                                Bóg nie ocenia, nie karze.
                                Nie ukrywam że ma pewno duże poczucie humoru :) widząc nasze gimnastyki i te
                                100tki filozofii, jedna przed drugą chwalącą się że jest Jego najblizej. Widząć
                                te 1000tysiące książek o religii i wychowaniu w wierze. Ale daje Nam wskazówki.
                                Obudźcie się!. Zacznijcie do cholery ufać sobie. Jestem Wami - jestem w Was.
                                Gdzież mnie szukacie?
                                "Nie jestem tylko w domach z kamienia...." (cytat bibilijny)
                                Tylko? Tzn. jestem WSZĘDZIE. Trudno to zrozumieć? Może nie tak bardzo, ale pewno
                                cholernie trudno to zaakceptować.
                                Temat wiary dlatego jest drażliwy ponieważ uderza w nasze stare trybiki potężne
                                trybiki naszej podświadomośći nałożonej nam łopatami przez filmy, książki,
                                katechetów, rodziców itd... w dzieciństwie. Nic dziwnego, że tak wiele jest do
                                zrobienia. Ratujmy świat. Ratujmy wyobrażenia dzieci o sobie. Mówmy Im
                                (dzieciom) o Ich doskonałośći i o bliskości Boga. Ale do diaska nie wciągajmy w
                                to mechanizmów pseudozależnych - bo później taki mechanizm w życiu tych Dzieci
                                obowiazuje.
                                W końcu jest coś za coś (dla Nich). Nie wierzą w darmowe dary od Boga bo w końcu
                                Bóg je kocha dlatego bo chodzą do komunii. Gdzież jest ten Bóg dla Nich?
                                JEśli już musimy posyłać dzieci w określone miejsca to wpłyńmy naszymi
                                modlitwami o uzdrowienie relacji i umysłów ludzi kierujących tymi instytucjami.
                                Ufajmy w to że zmiany już następują. (ja w to ufam)

                                Droga Ktosiu :) piszes:
                                "Ale... jeśl kogoś kocham to chcę go przeprosić, gdy zrozumiem, ze zrobiłem źle
                                czy nie tak. Zakładam, ba jestem pewna, że wszechpotężny Bóg mi wybaczy, już mi
                                wybaczył, ale dlatego że jest dla mnie ważny poprostu chcę żeby wiedzial, że mi
                                przykro. To daje człowiekowi (przede wszystkim) możliwość oczyszczenia. Dlatego
                                sądzę, że jest ważane..."

                                Przeczytaj to na spokojnie 100 razy to co napisałaś.
                                Jeśli kogoś się kocha, to nie za coś tylko bez żadnych podstaw. Ja rozumiem, że
                                w związkach o taką miłość wbrew pozorom jest trudno. Ale obdarzmy taką miłością
                                Boga. I nie grajmy z Nim w kulki :) tzn nie w takie :) Tzn: Jeśli zrobie coś źle
                                (choć ja nie rozumiem tak w ogóle to to znaczy to pojęcie "coś zrobie źle" ale
                                to inksza sprawa) to mam przeprszać Boga, i dać mu sygnał tym samym "że
                                zrozumiałem że zrobiłem źle"? Przecież to nonsens :) Kodujemy swoją
                                podświadomość a Bóg i tak nam nie wybaczy, bo On nie zna pojęcia "WYBACZAM".
                                On NIGDY NIE WYBACZA...!
                                Bo nie ma za co :)
                                Cóż My Mu możemy zrobić? Pognębić? Opluć? Okłamać? Ach to naiwność tak sądzić,
                                jak sądzisz?
                                PRzecież doskonale wiemy, żę Bóg jest wiecznoscią i zna wszystkie skutki. Więc
                                wyobraź sobie tak siebie. Np.

                                Siedzimy sobie w pokoju i nasze ukochane dziecko przyniosło sobie szklankę mleka
                                położylo je na stole i siadło, Ale My kątem oka zauważamy jak przy okazji
                                zahaczyło sweterkiem o obrus i nieświadomie ściąga go na podłogę a tym samym
                                wiemy co się za chwilę wydarzy (dziecko tego nie wie bo jest zbyt w tym momencie
                                pochłonione czym innym) i po chwili faktycznie obrus spada i mleko rozlewa się
                                na naszym nowiutkim dywanie. To co? Teraz oczekujemy przeprosin od dziecka
                                naszego? Albo ianczej. Kochamy Go (dokładnie próbuje wczuć się w metaforę) ale
                                nie zapobiegliśmy temu wydarzeniu, niby po co? Po to aby usłyszeć "Przepraszam?"
                                JAkże dużo ludzi oczekuje to słowo od innych. Słychać to wszędzie...

                                Nie Kochany :) Bóg zna wynik każdej sytuacji zanim się nam przyśnią przyczyny. I
                                co najwyżej może nam współczuć i zachęcać do pracy nad sobą, ale nie do pustego
                                samozadowalania się przeprosinami. Byłoby to niegodne Jego potęgi, siły i przede
                                wszystkim Miłości.
                                Ach już wiem do czego doszliśmy!
                                Być może wątek należy zacząc od definicji. Co kto rozumie pod pojeciem Miłości
                                Boga do Nas i nie mówcie mi że miłość to drugiego człowieka w związkach jest
                                taka sama :) A być możę jest? Tak sprowokowałem. Prosze o dyskusje.

                                Jak ustalimy definicje (a możę nie ustalimy) to łatwiej wyjaśniać przynajmniej
                                mi, choć nie jestem żadnym guru.

                                Te myśli co piszę, są moje własne i dotyczą mojego życia i może tym się różnię
                                od pewnych hierarchów, że nie próbuje to narzucać Wiernym czy też Rzeszom ludzi.
                                Każdy wybiera to lub co innego.

                                Ps.
                                Widziałaś/eś taką przyjaźn z Bogiem, co to za przyjaźn gdzie jeden ciągle
                                przeprasza za coś drugiego? Jest to prawdziwe?

                                Jeszcze raz pragne zaznaczyć (do wszystkich czytających), że ja NIE OCENIAM
                                KATOLICYZMU ani JAKIEJKOLWIEK INNEJ RELIGII.
                                WIęc co robię? Wskazuje, że jest alternatywna prostsza droga. Droga do miejsca,
                                do którego Bóg dał przy narodzinach klucze.
                                Czy jeśli nie idziemy do Opery na Halke Moniuszki, musi to oznaczać, że jesteśmy
                                OntyOperowcami? :)

                                Pozdrawiam :)
                                Michał
                                • Gość: ktosia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 09.12.04, 00:39
                                  Michale nie gniewaj się bynajmniej nie chcialabym urazić Cię swoimi
                                  stwierdzeniami, tym bardziej, że w wielu punktach się z Tobą zgadzam w wielu
                                  ciagle bładzę.Mam jednak takie lekkie wrażenie, że ty też lekko filtrujesz
                                  (właściwie to chyba normalne) przez własny filtr moje wynużenia.Fakt, żę jakoś
                                  trudno mi w tej kwestii wyrażać się precyzyjnie. Sądzę bowiem, że my ludziki
                                  często uzywamy tegosamego języka, a jakże często inaczej. Te same słowa, zdania
                                  mają dla nas tak rózne odcienie... Mam wrażenie, że widzisz katolicyzm w jakiś
                                  określony sposób, i masz do tego prawo. Prawdą jest, że wielu katalików
                                  podchodzi do Boga na zasadzie kary itd., sądzę jednak, że coraz mniej. To co
                                  napisałam - może mało precyzyjnie nie ma z tym nic wspólnego. Masz rację
                                  jednak, że nie własciwe czy mylące jest stwierdzenie o robieniu czegoś źle z
                                  perspektywy Boga, ale jak jest wie tylko Bóg a ja moge tylko starć się jak
                                  najlepiej go poznać.
                                  Próbuje napisać więcej ,ale czuję,że jednak pewnych kwestii nie da się
                                  nawzwać,wypowiedzieć czy napisać, przynajmniej ja nie potrafię. Co kolwiek nie
                                  pisze mam wrażenie, że własciwy sens umyka, albo może byc zrozumiane wielorako.
                                  Napisze zatem tylko, że nie posądzam Boga bynajmniej o małostkowość i o to, że
                                  wymaga ode mnie przeprosin (tak takie myślenie chyba byłoby naiwne- nie myslę
                                  tak)
                                  Trudno zresztą wypowiadać się na temat ścieżki każdego z nas.... każdy w końcu
                                  ma swoją drogę, którą zdąża do Boga i oby była ona jak najkrótsza.
                                  Spowiedż jest w zasadzie w moim odczuciu czymś innym niż przeprosiny, bo jak
                                  sam zresztą zauważyłes trudno porównywac bezgraniczną miłość Boga do miłości
                                  ludzkiej. Spowiedż jest przede wszystkim dla nas.Wszystko zalezy jednak od tego
                                  jak do tego podchodzimy. Bardzo chętnie czytam to co masz do napisania, Twoje
                                  przemyślenia, bo mogę się nad tym zastanowić a to zawsze ubogaca... pozdrawiam
                                  Cię i życzę odnalezienia "skarbu" serca czy jak wolisz istnienia.
                                  K.

                                  • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.12.04, 08:10
                                    Witaj :)
                                    Źle mnie zrozumiałaś. Wcale się nie gniewam :) Właściwie nigdy się nie gniewam.
                                    Tylko polemizuje.
                                    Katolicyzm oceniam, choć pewno tego nie powinienem robić bo Bóg jak wiadomo
                                    również niczego nie ocenia. Ale Twoje wrażenie że widzę katolicyzm tylko w
                                    określony sposób może wynikać z :
                                    1. Faktycznie tak jest
                                    2. Twoja podświadomość się broni (nie dopuszcza innych możliwości)
                                    3. Oboje nie mamy racji w tym wzgledzie
                                    Widzisz ile możliwości? Więc wystarczy stwierdzenie że nie trzeba iść tropem
                                    katolicyzmu (nie przyczepiajmy się do tej JEDNEJ jedynej religii bo to dotyczy
                                    wszystkich religii) aby być godnym Boga i aby zasługiwać na Jego miłość.
                                    PO prostu próbowałem zaznaczyć, że droga do Boga jest tylko w Nas i nigdzie
                                    indziej jej nie ma w tak prosty sposób wymienionej. Ani w obrzędach (np.
                                    wymieniona przez Ciebie spowiedź) ani w religiach bez względu na ich złożoność.
                                    Oczywiście nie zmienia to faktu, że skoro Spowiedź, Komunia jest dla kogoś
                                    bardzo ważne to dalej jest tak samo blisko Bogu jak np. ja, który nie chodzę do
                                    kościoła. Liczy się świadomość obecności Boga a nie religia.
                                    Czyli tym samym dochodzimy do wniosku, że Religia bynajmniej nie przeszkadza?
                                    Ale jednak przeszkadza przez.... no może przeszkadzać dzięki takim a nie innym
                                    klepanym antyafirmacjom, które oddalają Nas od Boga (oczywiście nie oddalają
                                    Boga od Nas bo On czeka zawsze na nasze obudzenie).
                                    Rozumiem, że piszesz o ścieżkach do Boga. Taaak to jest dość często piękne
                                    zdanie "że każdy musi znaleźć ścieżke do Boga (swoją)". Dla mnie nie ma innych
                                    ścieżek. Tzn. czystość podświadomości i intencja dążeń to drogowskazy a droga
                                    jest tylko jedna. Ale jeśli ktoś lubi drogi na okooło hmmm to też pewno kiedyś
                                    trafi, ale szkoda tyle zachodu kiedy można łatwiej.
                                    Piszesz: "Spowiedż jest w zasadzie w moim odczuciu czymś innym niż przeprosiny,
                                    bo jak sam zresztą zauważyłes trudno porównywac bezgraniczną miłość Boga do
                                    miłości ludzkiej.Spowiedż jest przede wszystkim dla nas"
                                    Dla Nas? Nie wiem jak z tym popolemizować, bo wybacz ale nie jest to
                                    stwierdzenie nie wywołuje we mnie, żadnych reakcji bo nie wiem co za tym się kryje?
                                    Czy zawsze musimy odpowiadać enigmatycznie, jeśli jedno stwierdzenie nam nie
                                    pasuje? :)
                                    Mam wrażenie, że jakby przemówiła Twoja podświadomość "Spowiedź jest przede
                                    wszystkim dla nas" Ach teraz rozumiem. "Spowiedź jest przede wszystkim dla
                                    naszej podświadomości, aby można było ją dalej karmić wrodzonymi schematami:
                                    niegodność, posłuszeństwo, obrządkowość, "tak wypada", itp itd" Tak ja rozumiem.
                                    Jeśli odrzucimy emocje, prawdopodobnie znajdziemy tu przyczyne i zrobi to chyba
                                    każdy. I tu się z Tobą zgadzam w 100% :) Spowiedź jest tylko dla nas....
                                    Czyli nie dla Boga tylko dla Nas :) No dobra odczepie się od tego. Wiem
                                    strasznie się przyczepiam :) Wybacz/cie

                                    Jeśli jest inaczej, rozwiń ten temat, bo być może inaczej to rozumiesz, a ja nie
                                    łapię tego znaczenia. Wówczas chętnie popolemizuje dalej :)

                                    Dzięki za życzenia :)
                                    PS.

                                    Oczywiście jak każdy i ja mam swoje filtry. Staram się zwracać do Boga o
                                    oczyszczanie tych filtró przed pisaniem tu. Ale to nie mnie oceniać jak mi z tym
                                    idzie :)

                                    Pozdrawiam :)
                                    Michał
                                  • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.12.04, 08:20
                                    I jeszcze jedno :)
                                    Napisałaś "jak sam zresztą zauważyłes trudno porównywac bezgraniczną miłość Boga
                                    do miłości ludzkiej."
                                    Właśnie,.... a miłość ma tylko jedno imię. I jeśli nasza miłość do innych by
                                    wyglądała tak jak Boska do Nas to uniknęlibyśmy tylu wpadek: rozwody, rozstania,
                                    załamania, psychozy, niechęć czy nawet w skrajnych wypadkach nienawiść.
                                    Faktycznie może porusze temat co kto rozumie pod pojęciem MIłość? I przedstawie
                                    własną definicje?

                                    Pozdrawiam serdecznie :)
                                    Michał
                        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 18:18
                          To znowu ja :)

                          I jeszcze jedno co do tej miłości Boga do Nas.
                          Bóg nas zawsze kocha, tak jak powiedziałem ale sęk w tym, że my a na pewno
                          baardzo wielu z nas nie dopuszcza tej miłości (i prowadzenia) do siebie...
                          Czyli ta miłość Boga gdzieś tam czeka obok Nas. Idzie za Nami jak idziemy do
                          pracy, do kina, przygląda się nam jak czytamy gazetę i gramy w szachy.
                          ALe dajmy Mu (Bogu) szansę ! On chętnie poprowadzi nas w życiu, więc nie
                          zamykajmy się na Niego. Bowiem, zgodnie z zasadami WOlnostojeństwa (które sam
                          Bóg ułożył, a na pewno Im podlega) mamy wolną wolę i Bóg nie wtrąca sie w nasze
                          życie, jeśli Go o to nie poprosimy.
                          Jeśli przeszkadza Wam chodzenie do Kościoła. To przestańcie chodzić
                          Jeśli przeszkadza Wam szef w pracy. Zmiencie prace

                          Ale z Bożym prowadzeniem jest na pewno łatwiej i bezpiecznie jak to u mamy :)
                          Ale Bóg chce w Nas widzieć równoprawnych partnerów. Możecie w rozmowie z Nim
                          nawet klnąć :) W razie czego powołajcie się na mnie że tak powiedziałem :))
                          Jego nic nie zdziwi i Wszystko już widział, widzi i wie a nawet więcej :)
                          Modlitwą może być dialog z Bogiem.
                          Chcecie test?

                          Przeczytajcie powyższy mój tekst i zapytajcie się Boga:
                          "Panie Boże, czy ten sc200 jest poplątany? A możę ma rację? Niech w moim życiu
                          pojawią się wydarzenia, niech pojawią się ludzie którzy odpowiedzą mi na to
                          pytanie. Niech się tak stanie"
                          I odczekajcie pare minut, może godzin, może dni może tygodni czy lat. Ale
                          nasłuchujcie odpowiedzi!

                          "Bo rzecz jest w tym NIE DO KOGO MÓWIĘ, ALE KTO MNIE SŁUCHA. MÓWIĘ DO WAS
                          CODZIENNIE, NIEUSTANNIE (Bóg)" (fragment książki)

                          Te prawdy przekazywał Jezus, Budda i wielu przed Nimi i po Nich. Na tym polega
                          oświecenie. Już tam jesteśmy tylko należy sobie z tego zdać sprawę! Nic nie
                          trzeba robić :) Bóg nie wymyśla toru przeszkód do siebie. Te tory przeszkód
                          (jakieś inicjacje, obrzędy religijne) wymyśla człowiek. No proste jest jak drut
                          :) Życie jest proste.

                          "Proście a będzie wam dane, Szukajcie a znajdziecie. Pukajcie a będzie wam
                          otworzone" (Ewang. wg. św. mateusza 7,7)

                          Pozdrawiam :)
                          Michał
                          • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 18:42

                            Masz rację Michale. Pięknie to przedstawiłeś - nic dodać,nic ująć. Mam podobne
                            przemyślenia na ten temat.
                            Bóg od nas niczego nie rząda. Jest naszym przyjacielem. Nie musimy sobie
                            zasłużyć na jego miłość. Dał nam wolną wolę, więc musimy go poprosić o pomoc i
                            prowadzenie.

                            Serdecznie pozdrawiam :)

                            ewa

                            "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 19:24
                              Ewo dziękuje :) Bardzo dziękuje za Twoje zdanie.

                              Co więcej... apropo tego mylnego wyobrażenia o istnieniu grzechu.
                              Trzeba wielkiej mądrości wewnętrznej (nie mówię że ją mam! :)) aby zrozumieć, że
                              żyjąc w świecie naszym i wiedząc że za grzechy nikt nas nie ukarze jednocześnie
                              wiedzieć, że to co czynnimy innym to tak jakby sobie (pamiętacie mój wątek o
                              podświadomości i to co mówiłem, że podświadomość nie rozróżnia osób? tzn
                              ja=ty=On=ona=Oni itd?)

                              Skoro więc grzech nie istnieje, to jednocześnie wiedząć że "nie czyń innemu to
                              co Tobie nie miłe" to do diaska nie będziemy kodować błędnie naszej
                              podświadomości z nastawieniem na porażke życiową...
                              Jeśli będziemy czynić wszystko zgodnie z dobrem swoim i innych to wbrew pozorom,
                              świadomość że grzech nie istnieje nie spowoduje "rozwiązłości" "wzrostu ilości
                              kradzieży czy zabójstw (bo skoro nikt nie karze! to hulaj dusza)". Ponieważ
                              prawa Universum (prawa Boskie) działają i nijak się nie uda od ich skutków uciec.

                              I tu dochodze do kolejnej konkluzji. Chcąc oczyczyścić swoją podświadomość
                              szybko jak najszybciej pozostawcie tą robotę , zwalmy tą robotę na Boga :)
                              POwiedzmy, że nie ma On nic lepszego obecnie do roboty.
                              On czeka aby na Niego zwalić tą robotę :) Lubi dodatkowe fuchy. Wprost je
                              uwielbia. No to Majstrzy to roboty.

                              Pozdrawiam Cie ciepło Ewo i innych :)
                              Michał
                              (natchniona katarynka może nawet przez Niego? :) )


                      • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 17:16

                        Witam Michał:)
                        Masz rację na pewno ten temat jest bardzo drażliwy - obyś nie włożył kija w
                        przysłowiowe mrowisko. Wiem, jak to jest, odkryłeś pewne prawdy i chcesz się z
                        nimi jak najprędzej podzielić z innymi, bo to przecież takie proste, a inni z
                        tego nie korzystają. Prawda jest jednak taka, ze zrozumie Cię tylko ten co jest
                        na podobnym etapie rozwoju,do innych to nie dotrze. Dobrze jednak, że chcesz
                        pisać na drażliwe tematy, bo jest garstka ludzi, która poszukuje i chętnie
                        będzie z Tobą polemizować.
                        Pamiętam kiedyś( gdy nie raz dykutowałam na czacie), kiedy rzuciliśmy podobny
                        temat - momentalnie zrobiło się pusto. Mogę się mylić, ale raczej na ten temat
                        lepiej dykutować prywatnie (mailem ).

                        Serdecznie pozdrawiam:)

                        ewa :)


                        "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.12.04, 17:43
                          Ewo masz racje :)
                          Ale juz spróbwałem :) Post poleciał w siną dal... otchłani forum :)
                          ZObaczymy co z tego wyniknie :)

                          Pozdrawiam :)
                          Michał
    • tessg Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.12.04, 01:29
      Masz racje w 100 % .Ludzie za malo wiedzą o podswiadomości.Ja ma 53 lata cos o
      tym wiem .To świeta prawda.A dla niedowiarków polecam książkę POTĘGA
      PODSWIADOMOŚCI napisał ja Joseph Murphy.Miałam kilka lat temu poważne problemy
      rodzinne i dzieki tej książce zyje i to dobrze a może by mnie nie
      było.Niech kazdy zapamięta SPOTKA CIĘ ZAWSZE TO CZEGO SIE BOISZ.Sciągasz na
      siebie takie zdarzenia o których myślisz i te złe i te dobre.Podswiadomość to
      komputer człowieka programuje i wykonuje.Zycze wszystkim szczęścia i myśleć
      tylko POZYTYWNIE.
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.12.04, 08:00
        Dokładnie :)
        "To czego się obawiasz wypełnia się"
        "To czego się boisz wzmacniasz"

        Pozdrawiam :)
        Michał
    • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.12.04, 12:01
      Do sc200:
      Na to forum weszlam przez przypadek.Interesuje mnie
      psychologia,parapsychologia,huna ale nie wróżby - lubię sama decydować o swoim
      życiu.
      Bardzo ciekawie piszesz- przeczytalam wszystkie twoje wpisy/ widać wplywy
      p.Leszka Ż./Kilka spraw musze jeszcze przemyśleć,odezwę się,jak czas pozwoli)).

      Mam prośbę - czy móglbyś podać kilka przykladów z twojego życia,jak twój sposób
      myślenia i zaprogramowania podświadomości wplynąl na twoje życie.Wiesz
      przecież,że do naszej podświadomości najlepiej przemawiają konkretne przyklady
      i
      nie można karmić jej tylko teorią,to jest niewątpliwie konieczna baza,ale
      trzeba czegoś więcej.
      na razie prośba- pisz! Będę tu zaglądać dla ciebie :-))))
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.12.04, 22:31
        WItaj :)

        Jestem bardzo zadowolony z tego co piszesz "Lubię sama decydować o swoim życiu"

        Co do przykładów Hmmm. Czy czasami u Ciebie nie pokutuje ta słynna opowieść o
        nieufającym Tomaszu ;)
        Tak btw, ja dopiero zaczynam swoją przygodę z realizacją (choć nie zaprzeczam,
        że efekty już jakieś mam).
        I nie uważam, że do podświadomości przemawiają konkretne przykłady. Raczej nie
        sądze. Przykłady to mogą przemawiać do naszej... ale świadomości. A teraz od Nas
        zależy czy przekonamy podświadomość, a do tego droga długa...
        No dobra chcesz pare konkretów to powiem z innej beczki.
        Jeśli zacznie się pracę nad sobą (medytacja, modlitwy do Boga, afirmacje,
        oczyszczanie podświadomości) i robi się to SUMIENNIE i systematycznie to
        powiedzmy nawet w ciężkich przypadkach :) myślę ROK pracy wystarczy.
        Po roku zaczną się potężne zmiany :) ach nie możemy nad tym zapanować :)
        Oczywisćie już podczas roku te zmiany nastąpią.
        Chcesz przykłady z życia? Skąd jesteś? To Ci spróbuje podać najbliże Ci miejsce
        gdzie spotykają się ludzie uprawiający praktykę - wielu z nich to już znani
        ludzie w Polsce, z sukcesami na każdym polu. Wielu zaczynało jako kopciuszki (w
        ich mniemaniu), ale obudzić się też nie jest trudno :)

        Kiedyś byłem na takim spotkaniu. Gdy grupka ludzi przeczytała pewne moje opinie,
        podszedł do mnie taki chyba na oko 70 letni pan i mówi tak:
        - Wie Pan, trafnie opisał Pan to co czułem od dziesiątek lat. Dziękuje
        Odpowiedziałem Mu
        - Wie Pan, dzięki Pana praktykowaniu jestem w stanie zrozumieć swoje teorie i
        dziękuje za to Panu również :)

        Oczywiśćie mogłem pozmieniać słowa ale sens był taki sam.

        Pozdrawiam :)
        Michał
        • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.12.04, 00:54
          1.Zgoda- chodzi o podswiadomość.Świadomie wiele nowych rzeczy
          akceptuję,natomiast podswiadomośc wykręca mi numery - leniwa i przekorna ;)
          Ile jeszcze będę musiala się napracować! ;(
          2.Możesz podać jakąś stronkę z adresami takich miejsc spotkań?

          pozdrawiam :-)
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.12.04, 10:30
            Ad. 2
            Nie znam takich stronek za bardzo hmmm dlatego pytałem skąd ewentualnie do
            jakiego dużego miasta masz najbliżej?

            Pozdrawiam :)
            Michał
    • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.12.04, 08:24
      Witajcie to znowu ja :)

      Wiem, strasznie się rozpisałem ale cóż - po prostu to lubie.
      Wiele religii (w tym katolicyzm) ma wspaniałe przesłania. Te przesłania
      przekazują niejednokrotnie wspaniali ludzie (księża i inni). Dla tych przesłań
      warto pochodzić do kościoła - dla reszty już nie. Te przesłania można samemu
      również odczytać z Biblii a uważniejsi z własnego serca bez pośredników.
      Rzecz w tym, że wiele tych przesłań jest na obrzędach różnych (np. msza)
      interpretowana. To tak jakby ktoś dał nam wspaniałą książkę, a zaraz po tym Lupę
      do jej czytania. Lupę, która jedne słowa zmniejsza (że nie jesteśmy w stanie ich
      przeczytać) a jedne uwypukla (powiększa). I później z tego wychodzi jakaś...
      czasami manipulacja.
      Mimo istnienia potężnych religii na świecie. Mimo tego, że podobno 80% ludności
      swiata wskazuje na przynależność do tych religii - to dalej mamy wojny,
      konflikty, afery.
      Czy zastanawialiście się ile osób bierzących w jakichkolwiek obrządkach udział
      postępuje prawidłowo w życiu? Tzn. bez szkody dla innych? Primo non nocere.
      Dlaczego tak sie dzieje? Ponieważ religie te nie docierają do ludzi i niestety
      tak już pozostanie. Wynika to z powierzchownego traktowania najważniejszych idei
      i nie zauważania mechanizmów rządzących rzeczywistością.
      Ktoś kiedyś powiedział, że Muzułmanie nawołują do Dżihadu (chyba tak się to
      pisze?) i ich religia jest bardziej wojownicza. Nic bardziej mylnego. W swoim
      czasie (kilkanaście lat temu) przewertowałem Koran (było i nie wiem czy jeszcze
      dalej jest wznawiane Polskie wydanie) i nie było tam słowa o "atakowaniu
      innowierców". Również nie ma takich przesłań w Hinduiźmie czy Katolicyźmie.
      Jak wiec widać gołym okiem jest coś nietrafione. I to poważnie nietrafione.

      Chciałbym też zasygnalizować problem "Chrońmy nasze dzieci". Chrońmy je przed
      różnymi inicjacjami. Nie zabierajmy Im samostanowienia o sobie. Mam tu na myśli
      różne sakramenty (w różnych wiarach - ale ja się tu przykładowo bede odwoływał
      do Chrztu) które niejako energetycznie i realnie "związują" dziecko z daną religią.
      Jeden z profesorów Etnografii Amerykanin, spedził w Ameryce Pd. ponad 2 lata w
      jeden z wiosek indiańskich powiedzmy "PostMajowych". Zauważył bardzo ciekawą rzecz.
      Gdy rodzi siedziecko, nie są mu wtłaczane żadne przekonania, dopóki nie
      dorośnie, kiedy to Rada Plemienia daje mu MOŻLIWOSĆ WYBORU. Hah zaskoczyłem Was?
      Sam byłem zaskoczony. Otóż przedstawia się temu człowiekowi (nie wiem czy dobrze
      pamietam ale chodziło o wiek 17 lat) ALTERNATYWNE (sic!) filozofie religijne i
      należy do tego człowieka wybór. To się nazywa Wolny Wybór.
      I bez względu na to co wybierze nie jest "wyklęte przez społeczeństwo" a na
      pewno nie wciska mu się frazesów, że będzie dalej od Boga...
      Jakże to społeczeństwo jest cywilizowane!. Gdy popatrzymy na przekonania
      religijne Europy, Ameryki Pn. i pewno wielu innych krajów/kontynetów to można
      śmiało zasugerować, że żyjemy w ŚREDNIOWIECZU RELIGIJNYM. A Oni tam (przykładowo
      to plemie) są od Nas bezprzecznie wyżej rozwinięci - bo mają świadomość Boga.

      Nie widze poza Ktosią, żadnych wątków polemizujących i jestem zaskoczony tym
      powiem co niemiara :) Nie wiem czy to wynika z tego, że ktoś uważa mnie za
      wariata :-) (każdy ma swój filtr tak jak ja), czy też że nie chce się Wam
      polemizować, a może (co lepsze! z mojego punktu widzenia 8-) ) zgadzacie się z
      tym co napisałem, albo czujecie to jakąś cząstką Waszych kochanych dusz.

      W każym razie kończe słowami Donalda Walsha: "Przykazań nie ma, Piekła i nieba
      nie ma (jak już coś to istnieje tylko niebo), pojęcie grzechu nie istnieje,
      jesteśmy ZAWSZE godni Boga, Bóg nas ZAWSZE kocha" żyć nie umierać, reszta się
      nie liczy :)
      Obiecuje, że następne poruszane tematy przeze mnie będą "łagodniejsze" i
      wybaczcie mi, że uderzyłem w bardzo czułe punkty wielu pewnie z Was, ale nie
      potrafię pisać o wszystkim pomijając "cokolwiek".
      Wszystko wynika ze wszystkiego i ze wszystkim się łączy.
      Następny temat to tzw. "Dobre wiadomości"

      Mam kontynuować? czy też zostańmy przy obecnym wątku - w drugim przypadku
      oczekuje na konstruktywną krytykę - moga być też wyrazy akceptacji :))))

      Pozdrawiam :)
      Michał
      • Gość: ktosia Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 10.12.04, 10:42
        Widzisz Michał problem w tym - i tu możemy się sądzę w pełni zgodzić, że
        przesłania religijne sa wypaczane przez wyznawców, czyli ludzi.
        To co głosisz też jest swojego rodzaju nurtem religijnym dość bliskim new age
        czy też ideom buddyzmu. To bie znaczy, że to oceniam czy tez oceniam inne
        religie. Mam swoje myłśi na ten temat, ale nie chcę o niczym pzresądzać. Póki
        istnieję w tym świecie (może i potem też) mam świadomość, że wszystko we mnie w
        Tobie i innych ewoluuje. Problem w tym, że trudno powiedzieć kto z nas jest
        bliżej i chyba tak powinno zostać. Będę się upierać przy drodze - każdy ma
        swoją drogę dochodzenia do prawdy ostatcznej, o ile w ogóle prawdę, którą
        bardziej czuję niż z określonych względów potrafię zdefiniować,można zamnknąć w
        granicach czasowych. I teraz tak (straszliwie boję się ubierać myśli w słowa,
        ale...) tak jak w każdej religii ludzie wypaczają objętę religią prawdy, tak
        jak słowa takiego czy innego kapłana każdy potrafi inaczej zinterpretować (tu
        masz rację działa filtr) tak o czym Ty piszesz też będzie prowadzić do różnych
        interpretacji i stopnia zrozumienia. To chyba równiez zgodne z tym co piszesz.
        Moim zdaniem te różne sakramenty wzmacniają duchowo, przybliżają a nie
        oddalają. Obawiam się poprostu słabości człowieka i tego ,że choć widzę wiele
        pozytywnych stron idei którą głosisz (co w dużej mierze jest zgodne z tym co
        głoszą poszczególne religie),to może to prowadzić na manowce w sensie słabości
        człowieka, choć oczywiście może mieć też pozytywne strony ale jest to bardzo
        indywidualne. Są prawdy które są wspólne wielu religiom a mimo to sa wypaczane,
        dlaczego uważąsz, że sposób podejścia który proponujesz nie zostanie wypaczony,
        naciągnięty itp.?
        Nie zrozum mnie źle ja bardzo szanuje ludzi, którzy szukają Boga bez względu na
        drogę czy jak wolisz religie. Póki co istnieje we mnie przekonanie o słuszności
        drogi ktra podążam, mimo że niewątpliwie popełniam błędy (nie znajduje lepszego
        słowa, choć pewnie powiesz, że jakie pojęcie nie istnieje i tez będziesz miał
        rację, ale jesłi chcemy próbowac się komunikować musimy pewnych pojęć używać
        bez względu na ich ostrość zaczeniową) nie znaczy to, że się zamykam na inen
        poglądy,bo prawdę się odkrywa choć ona stale istnieje.
        A mam prośbę możesz coś więcej napisać nt. oczyszczania podświadomości. To
        temat, któy pojawia się dość często w Twoich postach ale dość enigamtycznie a
        wydaje mi się, że stanowi cloe tego oczym piszesz.
        Pozdrawiam serdecznie
        Ktosia
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.12.04, 12:42
          Witaj :)
          Kochana Ktosiu :)

          Zacznijmy od tego, że polecam Ci odreagowanie pewnych istotnych dla Ciebie
          cech... hah no właśnie to co piszesz podświadomość płata Ci figle (Zrozum mnie
          dobrze! Nie pisze tego jako Guru bo nim nie jestem, a jeśli jestem to i Wy
          wszyscy nim jesteście - heh jest to tzw. Boska Nieokreśloność (chętnie
          wytłumacze ten termin jeśli ktoś zapyta))

          Po pierwsze "słabość człowieka"
          Nie rozumiem tego zagadnienia. Pokutują w Tobie pewno wyniesione na religii czy
          też od innych w dzieciństwie spojrzenia na siebie. Komuś komu zależało aby
          ludzie myśleli o tym że są słabi, doskonale się orientował że w ten sposób można
          trzymać ludzi w ryzach i nimi sterować.
          Bo gdyby każdy uwierzył, że jest wystarczająco mocny i o żadnych słabościach nie
          ma mowy, to wówczas nie można byłoby nim sterować? Nieprawdaż? :)

          Piszesz:
          "Moim zdaniem te różne sakramenty wzmacniają duchowo, przybliżają a nie
          oddalają."
          Z całym szacunkiem, ale klepiesz jak człowiek wychodzący ze spotkania z Oazą.
          Rozmawiajmy o konkretach :) Nie widze tu niczego co mogłoby wnosić do dyskusji,
          bo wnieść nie może.
          Czy Ktosiu nie uważasz, że takie stwierdzenia bez konkretnych tekstów to próba
          manipulacji? Oczywiście nie Twojej, ale osób które Ci to tak czy siak
          przekazały? :) (zakodowały)

          Dalej... idźmy
          Masz racje, masz bardzo dobre przeczucie że wszystko ewoluuje. Często ludzie,
          którzy nie rozumieją zmian, dlatego że czasami za nimi nienadążają czy też z
          powodu ograniczeń własnej podświadomości albo tez kierowaną przez tą ostatnią
          intencją jakże popularną "Nie chce mi się" nazywają coś co wykracza poza ich tok
          rozumienia negatywnymi sformułowaniami - a z takimi obserwuje w społeczeństwie
          dosć często przedstawia się definicja New Age. Celuje w tym Kościół Kat., bowiem
          upatruje w tym wielkiego zagrożenia dla siebie (i to całkiem słusznie).
          Dlaczego? Bo to ludzi przeraża (tzn ich podświadomość, bo częśc boska zna
          prawdę). Cóż wszystko w to co wierzyli, co uświecali nagle okazało się złudą?
          Boże toż to dla Nich katastrofa :) Oczywiście tym większa katastrofa im dalej
          oddalili się od Boga, im mniej Mu ufają. A im bardziej ufają obrzędom, obrządkom
          i że ktoś (czytaj: kapłan) poda im na tacy szczęśliwe życie, albo trzymając
          się wzoru modlitw w księgach świętych osiągną to czy tamto itd.
          Tak nawiasem mówiąc część tych modlitw działa część nie :) Ale nie wynika to z
          miejsca ich zamieszczenia, ale z tego czy są zgodne z uniwersalnymi prawami czy
          też nie.

          Sposób podejścia, który ja proponuje (dzięki za to sformułowanie ;-)) a
          oczywiście nie tylko ja bo i setki/tysiące innych ludzi NIE DA SIĘ WYPACZYĆ.
          Wiesz dlaczego?
          Bo jest prosty i banalny stąd tytuł wątku. Wątek jest tylko dlatego taki długi
          bo... staram się ZDEMASKOWAĆ obecną sytuacje na naszej kochanej planecie, i
          retorycznie się pytać: "Po co do cholery komplikuje się to co jest proste!"
          Tych prawd nie da się skomplikować.

          * Bo jakże ktoś zacząłby manipulować innymi, którzy mają świadomość że "Wszystko
          co Cie spotyka w życiu jest wynikiem Twojego stosunku (podświadomości) do
          Ciebie" ???

          * Bo jakże ktoś zacząłby manipulować innymi, którzy mają świadomość żę "Bóg
          kocha wszystkich tak samo, i niczego od Nas nie oczekuje, nie nakazuje, nie
          rozkazuje" ????

          * Czy ktoś okradł by/zabił/opluł/oszukał kogoś innego mając świadomość prawd, o
          których pisałem ???

          Widzisz tu gdzieś słaby punkt? Nie ma go.
          Oczywiście człowiekowi trudno uwierzyć w to, że "Gdy pracowałem nad prototypem,
          nigdy nie przypuszczałem, że istnieją tylko proste rozwiązania. Ilekroć
          zagłębiałem się głębiej dochodziłem do punktu wyjścia" (Graham Bell). Bo to
          fakt, że istnieją tylko proste rozwiązania, a to co proste nie da się zmanipulować.

          PS.
          Pisał nawet o tym Einstein w jednym z listów :)

          Oczywiście, że masz racje, że ludzie szukają Boga. Ależ ileż można :)
          Nigdzie Go nie trzeba szukać. A jakby ktoś np. ja teraz i tu powiem, że Boga już
          dawno "znaleziono"? Że wśród nas żyje setki/tysiące osób, które wiedzą jak TO
          funkcjonuje?
          Ludzie szukają Boga, bo widzą co się dzieje na naszej planecie. Ale problem jest
          w tym, że Bóg nie klaśnie i się wszystko odmieni bo istnieje zasada WOLNEJ WOLI,
          i Bóg ją bezwględnie przestrzega.
          Jak wiec zmienić świat? Jak wiec ludzie mają znaleźć tego Boga?
          1. Biblie wyrzucić :)
          2. Wyrzucić z głowy wszystko co tam im natłuknieto od małego :) (ach przypomina
          mi się, że co niektórzy nawet już po urodzeniu doskonale już są zakodowani
          często negatywnie przez lekarzy i rodziców... - brrr to osobny temat)
          3. Afirmacje/Oczyszczanie się - zaczynając od świadomości Boga w swoim sercu.
          4. Modlitwy ale może nie w stylu :) "nie jestem godzien".
          5. Biblie zakupić na nowo i przeczytać od nowa, tym razem uważnie :)
          6. Świat się naprawi sam
          7. Przekazać tą wiedzę innym

          Ktosiu mam nadzieje, że nie masz wrażenia że Cie atakuje. Marze o zgodnym
          świecie, pełnym szczęśliwych uśmiechnietych ludzi i to co ze sobą tu
          polemizujemy genialnie na to wpłynie również. Ten czas jest niedaleko.
          Czas bez manipulacji, obrządkowości, strachu, pokory - czas tego co jest na
          drugim biegunie tych uczuć czyli Miłości.

          Ps.2
          Sposoby oczyszczanie podświadomości są częściowo opisane tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=17317073&a=17590369
          Bo byłbym kolejnym teoretykiem, który mówi: "jest tak i tak, ale nie da się do
          tego dojść, gdybym to ominął". Chyba, że chcesz więcej to daj znać

          Pozdrawiam :)
          Michał
    • Gość: mon12 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.magma / *.magma-net.pl 11.12.04, 09:56
      Witam wszystkich bardzo serdecznie!
      Przeczytałam watki i cieszę się ze powstał taki temat.
      Pytanie do Michała: jestem z Wrocławia wiesz może gdzie/jak można znaleźć grupy
      osób, które tez się zajmują rozwojem duchowym.?

      Interesuję sie tematem od około 2 lat z różnym natężeniem. Z różnym skutkiem,
      choć niektóre uważam, za dość spektakularne.
      Mam kilka przemyśleń ale i pytań do Ciebie:
      od jakiegoś czasu wpadam w pewien schemat..a mianowicie...chcę coś osiągnąć -
      afirmuje ten cel i...pojawiają się efekty widze je ..po czym zanikają
      by..zaczęły się dziać rzeczy całkiem przeciwne.. nie rozumiem dlaczego tak się
      dzieje, ciągle chcę osiągną to co chcę a to się oddala...błędne koło.

      Zauważyłam, że będąc w pewnym stanie ja to nazywam: wewnętrznego spokoju, kiedy
      pojawia sie pewność ze wszystko zmierza ku lepszemu jestem bardziej wyczulona
      na zewnętrzny świat i przydarza się więcej zaskakujących sytuacji...

      Cel który próbuję osiągnąć jest dla mnie priorytetowy, wydarzenia niepożądane
      sama na siebie ściągnęłam - poprzez swoje nastawienie. Teraz staram się to
      odwrócić.. pół roku temu powróciłam do praktykowania metody SILVY i parę dni
      potem pierwsze wydarzenie : spotkałam w pociągu osobe ok. 50lat , kobietę,
      zwróciła moją uwagę bo wyglądała bardzo ładnie jak na ten wiek – pomyślałam ,
      że chciałbym tak wyglądać będąc w jej wieku. Czytała książkę i gdy podniosła
      okładkę o mało nie spadłam z fotela czytała książkę z kursu met
      SILVY...zagadnęłam tę Panią, okazało się, że była ona na kursie już jakiś czas
      temu i ta metoda pomogła jej pokonać raka – lekarze dawali jej bardzo małe
      szanse na przeżycie.
      Odebrałam to jako ZNAK w moim życiu od podświadomości...i uwielbiam jak zdarzaj
      się mi takie sytuacje bo to tylko wzmaga we mnie chęć do praktyki.
      Polecam strone www.dyskusje.pl, w zakładce hobby i dalej met SILVY..

      Wiem, że jestem na początku ale chociażby 3 dni temu przeczytałam coś ważnego:
      nie można zmienić woli innej osoby za pomocą podświadomści..to mi trochę
      pomogło..trochę się wyrwałam ze swojego błędnego koła
      Pytanie do Michala: znasz może jakieś dobre ksiązki traktujące o metodach
      odkrywania swojej podświadomosci? Jak odczytać co w niej jest?


      Na razie to tyle

      Pozdrawiam cieplutko
      Monika


      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 13.12.04, 09:46
        Witaj Moniko,

        Więc tak co do pytania: Gdzie: To wpisz to pytanie (dotyczace warsztatow np.
        regresingowych) tu: www.cudownyportal.pl/forum.php. Bo akurat Wroclaw nie
        wiem co i gdzie sie tam dzieje :)

        Co do Twojego problemu.
        Zabawie sie chwilowo w doradce, choc wole jak ludzie sami wyciągają wnioski np.
        z tego co piszę.
        Mam wrażenie że pewnych tematów nie masz przepracowanych. Jeśli nastawiasz się
        na osiągniecie jakiegoś celu i Twoje wszystkie afirmacje dotyczą tego właśnie,
        to możesz go... .... nie osiągnąć.
        Wynika to z tego że "wszystko wynika ze wszystkiego i ze wszystkim się łączy".
        Jeśli nie uzdrowisz (a trzeba?) innych dziedzin swojego życia, to nici z tej
        jednej. Moim zdaniem, Twój cel się pojawia, a znika dlatego, że np. masz
        nieprzepracowane "poczucie własnej wartości". W naszym pięknym kraju to poczucie
        ma jakiesś strzelam 95% ludzi. Również to może być niewiara we własne możliwości
        (stąd też podświadomośc natychmiast się wycofuje z tego co osiągnęła bo
        zaskakują je pozytywne rezultaty), pewno też obawy i fobie również dokładają
        swoje 2 grosze.
        Kiedyś myśłałem, że można coś osiągnąć pracując nad konkretnym tematem. Teraz
        już wiem, że to jest złudne poczucie celu. Bo... najpierw trzeba odpracować
        10-tki innych wyobrażeń aby cieszyć się i UTRZYMAĆ! ten jeden cel.
        Więc mój pierwszy wniosek jest taki, że owszem Twoje afirmacje działają ale na
        krótką metę i podświadomość natychmiast to torpeduje.

        Drugie moje przypuszczenie dotyczy tego, ze możesz źle afirmować. Niestety nie
        dość, że nie znam Twojego celu to również nie ujawniłaś konkretnych zdań
        afirmacji, które wypowiadasz/piszesz itp (możesz to uczynić prywatnie na e-mail.
        wówczas przeczytam to tylko ja). Także w tym drugim punkcie jest tylko moje
        gdybanie.

        Trzecie przypuszczenie to jest to... że zbyt dokładnie coś afirmujesz (nie wolno
        afirmować: Ja Michał mam BMW 745i z klimatyzacją, ASR, ESP, ABS itp). I nie
        zostawiasz Wszechświadomośći (nadświadomości, Bogu) żadnego pola manewru...
        Może też to wynikać z tego, że afirmując jakieś np. cele materialne, np.
        zatrzymajmy się przy tym przysłowiowym samochodzie - Twoja podświadomosć
        torpeduje to, bowiem masz zakodowane od małego (małej dziewczynki ;-)), że "w
        Polsce kradną takie samochody". Więc jak widzisz wykazałęm jedną z 1000-ęcy nici
        wzajemnych zależności. Twoja podświadomość wówczas torpeduje cel, bo po co Ci
        samochód, skoro zaraz Ci pewnie go ukradną a już pewnie na pewno dostaniesz po
        głowie na trasie Warszawa - Katowice.
        Widać wiec to błędne koło.
        Ale mam na myśli również to, że możę zbyt emocjonalnie podchodzisz do
        afirmowanai celu. Jeśli świadomie uważasz żę ten cel jest dla CIebie
        najważniejszy to jednocześnie go oddalasz.... Bowiem tak jest to skonstruowane.
        Że do tego do czego nie przywiązujesz rezultatów to to wzrasta i się
        materializuje. Pamietaj o tym.

        Niestety we wszystkich powyższych punktach przewija się jedna istotna myśl.
        Jeśli nie przepracuje się większości tematów, to z tych mniejszościowych celi na
        dłuższą metę nic nie wyniknie (albo to stracimy, albo nie przyjdzie)

        Hmmm piszesz o Silvie. Hmmm, choć na tych kursach byłem, to nie wypowiadam się
        co do ich skuteczności. Troche o nich pisałem już w tym wątku. Tzn plusy i
        minusy. Rzecz w tym, że znam metody skuteczniejsze :)

        Piszesz:
        "Wiem, że jestem na początku ale chociażby 3 dni temu przeczytałam coś ważnego:
        nie można zmienić woli innej osoby za pomocą podświadomści..to mi trochę
        pomogło..trochę się wyrwałam ze swojego błędnego koła"

        Oj to może ten temat co tak afirmujesz?
        Już to pisałem na tym forum, więc powtórze.
        AFIRMOWANIE WOLI INNEJ OSOBY (bez względu na świadome czy też nieświadome swoje
        intencje) JEST MANIPULACJĄ i prędzej czy później obróci się przeciwko autorowi.

        Załóżmy, strzelam: Zakochałaś się w kimś kto Ciebie już, jeszcze nie kocha.
        Tu nic nie poradzisz. Afirmuj sobie, że spotykasz partnera, z którym będziesz
        żyła w harmonii i szczęściu. Nie mamy wpływu na innych. Mamy wpływ tylko na to
        co przyciągamy do swojego życia (od swojej strony wyłącznie)

        Co do książek, Hmmm że tak się (nie)ładnie przyczepię :) Po co Ci odkrywanie
        swojej podświadomości? Nie lepiej od razu zacząc ją zmieniać niż szokować się
        pokładami "wiedzy" jaką ona posiadła? :)
        No dobra pewno chodzi Ci i tak o coś innego
        Proponuje zacząc od jednej z najlepszych książek: Leszek Żądło "Poradnik rozwoju
        duchowego" (Wydawnictwo Sadhana). Jest wiele innych, ale czytając to co pisałaś
        moja intuicja podpowiada mi dla Ciebie tą książkę.

        Pozdrawiam :)
        Michał
        • Gość: mon12 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.magma / *.magma-net.pl 13.12.04, 20:23
          witam!

          Bardzo Ci dziekuje za wyczerpującą odpowiedź...
          co do celu to trafiłeś w sedno...heh..
          nie za rozumiem co miales na mysli by sie nie zajmowac celem to wtedy sam
          przyjedzie..jak to ? to po co by były wówczas te wszystkie teorie o
          afirmacjach, wizualizacjach itd...?
          Pisałeś tez, że znasz lepsze metody niz silva, podzielisz się jakie?
          Mam tez do Ciebie bardziej osobiste pyateni, jak to jest u Ciebie (jak nie
          chcesz to nie pisz - nie ma sprawy ), chodzi o to, ze ja zauwazyłam u siebie
          objaw niesystematycznosci..jak sie zaczyna źle dziać to wtedy powraca, szukam
          pomocy, czytam, udzielam sie na forum i inne takie...( coś jak to
          powiedzenie: " jak trwoga to do Boga" :) )...ale nie kontynuuję tego, a chyba
          powinno być to ( rozwój duchowy , samoświadomość ..) sposobem na życie, czyż
          nie? jak to jest u Ciebie?

          pozdrawiam ..
          Monika
          ps czy spotykasz sie z ludźmi interesującymi się podobna tematyką? ja mam
          kontakt tylko wirtualny i to zaczyna być męczące...


          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 14.12.04, 11:19
            Kochana Moniko :)
            (mam malutką słabość do tego imienia bo tak samo ma na imię moja druga połówka ;-))

            Odpowiadam na pierwsze pytanie. Mówiąc o tym, że nie należy zbyt za bardzo sie
            "czymś" zajmować miałem na myśli aby zachować równowagę miedzy duchowością i
            fizycznością. Już Huna zwraca uwagę na tą równowagę. Mam tu na myśli to, ażeby
            nie popełnić przysłowiowego błędu z opowieści o dziewczynie u tarocistki (jest w
            tym wątku wyżej). Druga sprawa to to, że należy najważniejsze to ugruntować w
            sobie ufność i miłość oraz otwartość na Boże prowadzenie i tego nie da się
            "przeafirmwoać" - czytaj "przesadzić" z ilością. A wówczas Bóg wie w czym nas
            wspierać, bo taki jest Ten, który Jest. Więc nie zdążysz pomyśleć co byś
            chciałą, a już to będziesz miała. I tu dokładnie to też miałem na myśli. Nie
            przywiazujemy wagę do skutków ale do odczuć, własnych odczuć.

            Przykładowe afirmacje na otwarcie na Bożę prowadzenie i ochrone przed cudzymi
            manipulacjami (przydaje się też np. tzw. wizualizacja lustra):
            Ja Monika zawsze i wszędzie jestem bezpieczny w świecie astralnym i fizycznym
            Ja Monika uwalniam się telepatycznie i energetycznie od innych i zwalniam innych
            od siebie
            Ja Monika otwieram sie na światło i miłość Boga
            Ja Monika przyjmuje Bożą opiekę i inspirację
            Ja Monika przyjmuje Boże prowadzenie w moim życiu

            Oczywiście co do technicznych spraw. Warto abyś sobie wzięła:
            1. mikrofon
            2. jakiś mikser (chodzi o dźwiękowy ;-)
            3. muzyka relaksacyjna
            To pierwsze i drugie załątwia 99% kart dźwiękowych w komputerach więc pewnie
            każdy Ci doradzi i pomoże. To trzecie to polecam takie tanie płyty chodzące po
            "koszach" w Supermarketach typu: "Wiosna - odgłosy przyrody", są takie 10-tki
            serii, inne pory roku, muzyka wzgórz, oceanów itp.

            Metodą którą uważam za osobiście skuteczniejszą od Silvy jest np. Regresing (r)
            lub Rebirthing. Obydwie wykonywane przez licencjonowanego terapeute a nie kogoś
            z przypadku, chyba że mamy pewność, że ktoś inny robi to równie dobrze.
            Dlaczego?
            Takie mam własne odczucia, ale mogę się mylić. Tzn nie mylę się w stosunku do
            siebie, ale kazdy musi to "zmierzyć" w stosunku do siebie. Każdy z Nas
            indywidualnie jest inny i inaczej ocenia i na pewno może inaczej ocenić.
            Afirmacje polecam wszystkim. Ale metode oczyszczania pokoju już indywidualnie
            każdy musi dobrać. Pozostaje jeszcze np. Huna.
            Silva nie uczy oczyszczania podświadomości i dlatego jej skuteczność zależy od
            "otwarcia" kursantów. czść będzie miała 100% skuteczność, część 50% skutecznośc,
            część 10% skutecznośc a pozostali nic nie odczują. Co nie wyklucza że
            przykładowo dla Ciebie Moniki Silva będzie skuteczny w 100%. Ja nie wiem, do
            której grupy otwarcia się zaliczasz na dzień dzisiejszy, bo w Twoje moce nie wątpię.
            W innych metodach (regresing, rebirthing, huna) skuteczność sięga załóżmy 99%
            (nie zależy mi tu na liczbach bo nie prowadze statystyk, tylko chce przekazać
            moje przekonania co do skuteczności), bowiem one zajmują się najpierw
            czyszczeniem a później dopiero tym co przykładowo Silva czyli nazwijmy to
            nieładnie :) "programowaniem".
            Czujesz różnicę?

            Oczywiście części osób może też przeszkadzać że Silva nie za dużo wspomina o
            Bogu. Regresing opiera się na ufności w miłość Boga i to jest jeden z jego
            dogmatów (w zasadzie jedyny).
            hah po prostu na mój gust, nie da się urzeczywistnić w życiu nasze marzenia nie
            zaczynając od przepracowania poczucia wartości swojej i miłości wobec Boga.
            Inną drogą są tylko utopijne sytuacje i chwilowe sukcesy często wynikające z
            karmy - w końcu jeśli "płynie się z prądem (tłumem)" to w końcu czasami zdarzają
            się piękne przystanie no nie? :)
            Czy coś rozjaśniłem Twoje wątpliwości?

            Co do sprawy tzw. "systematyczności"
            Poruszyłaś ciekawe zagadnienie, na które również jest prosta odpowiedź (każdy tą
            odpowiedź zna, ale nie każdy słucha swojego Wyższego Ja).
            Brak systematyczności w momencie kiedy dzieje się nam lepiej... wynika właśnie z
            tego co Sama sobie odpowiedziałaś. Z takich bzdurnych wyobrażeń natłukniętych
            nam przez "Specjalistów od rozwoju duchowego" w dzieciństwie i w wieku
            dorastania (dlatego TAK WAŻNE JEST NAJPIERW OCZYSZCZANIE SIĘ!). Przeanalizujmy:
            "Jak trwoga to do Boga". Jak wielkie spustoszenie powoduje takie hasło? Dość
            duże, jeśli nie potężne.
            Wynika z niego, że Bóg stoi tam w niebie na straży tego aby się nam źle nie
            działo (co po część jest prawdą) ale tak najbardziej pomaga wtedy kiedy jest
            "trwoga" a już na pewno, my tylko wówczas się staramy do niego zbliżyć.
            To powiedzenie miało ludzi nauczyć, że do Boga powinniśmy się zwracać zawsze,
            ale nauczyło (w końcu podświadomość interpretuje wszystko w sposób prosty,
            dosłowny bo tak jak powiedziałem wynika to z tego, że jest ona PROSTA,
            PROSTOLINIJNA bo TEN który ją stworzył na POCZĄTKU, stworzył wszystko PROSTE bez
            komplikacji) naszą podświadomosć czegos innego.
            Stąd te rzesze ludzi, nagle "objawionych" i wracających "w pielesze 'prawdziwej'
            wiary" i równie liczne rzesze ludzi "wypisujących sie z tego"
            I rzecz nie jest w tym aby się z tego "wypisać" czy też "powrócić" (mam tu na
            myśli kościół) tylko zdać sobie sprawę czy jest nam to potrzebne czy nie.
            Wiedząc jak WSZYSTKO funkcjonuje.
            No dobra za bardzo oddaliłem się od tematu :)
            Monika, praktykuj modlitwy i afirmacje ZAWSZE bez względu na to czy "Ci się chce
            czy też nie". Bo to że Ci się czasami nie chce wynika z tricków również...
            podświadomości. Celowo podsyła Ci pewne sytuacje w życiu pozytywne, abyś
            uwierzyła że to już koniec "programowania". I kiedy Ty przestajesz. A później
            siup z powrotem (no to Hoop! ;-))))
            No i takie koło :)

            Co do spotkań. Tak, coraz więcej ludzi na mojej drodze spotykam, którzy myślą
            podobnie. Może bez nadmiernego filozofowania :) Po prostu funkcjonują w sposób
            radosny i spełniony w trybach tego co opisałem.
            Przyjedź na warsztaty regresingowe (raz na miesiąc w dużych miastach) i takich
            ludzi poznasz 10-tki a w skali Polski tysiące. OTwartość, miłość, spokój,
            pewność siebie (pewnosć swojej siły kreacji) bije od Nich na kilometry.
            Oczywiście że każdy z Nich jest na innym stadium "trenowania" ale to widać i
            słychać :)

            Pozdrawiam :)
            Michał
            • Gość: mon12 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.magma / *.magma-net.pl 15.12.04, 21:24
              Witam!

              Dziękuję za odpowiedź.
              Podzielę się z Toba moja uwagą -obserwacją. Biblia mówi o 3
              potężnych "rzeczach" wiara, nadzieja, miłośc. Nie jest dziwne, że techniki
              rozwoju, które sie spotyka opierają sie na tych 3 wartościach. Pisze też o tym
              Murphy w Potega podświadomosci, książkam która otworzyła mi oczy. Ale..bardzo
              długo nie mogłam zrozumiec o co chodzi z tą miłością..czy to mabyc moja do
              kogoś..czy nie wiem..co. I tak sobie wymyśliłam, że ma to związek poczuciem
              własnej wartości i chodzi tu o miłośc do samego siebie. Bo jeśli ktoś czegoś
              nienawidzi, nie lubi to będzie to niszczył, albo działał przeciwko, niektórzy
              samookaleczają się, natomiast można "ranić się" poprzez własne myśli,
              wyobrażenia , wmawiac sobie ze jest sie do niczego itd..jest to więc
              takie "ranienie" siebie ale duchowo. Czy w ten sposób niemożna przypadkiem
              rozpoznać, że ktoś ma małą wartość siebie i niekocha siebie?

              A dlaczego to piszę. Bo ja uważam się za osobę wartościową ,wiele
              osiągnęłam..jednakże raz na jakis czas słyszę, że mam małą wartośc siebie..i
              nie wiem o co chodzi..podejrzewam, że inni widzą coś czego ja nie widzę..ale co
              i jak to rozpoznać.
              Pisałeś, że trzeba zaacząć od budowy własnej wartości siebie...ale jak?
              Czy wystarczą afirmacje? czy znowu wystarczą ale na krótką mete..i chyba tu
              wracamy do regresingu. Pisałes, że regresing opiera się na ufności do Boga, a
              co jeśli ktoś jest nie wierzący? czy dla niego nie ma ratunku?
              Ja jestem wierząca, tyle, że powinnam więceej poświecać uwagi temu - czyli
              praktykować..wiem..bo to uspokaja idaje wiare ( tak wogóle to w sowim życiu
              tylko raz czułam taką parwdziwą obeznośc Boga przy mnie, pamiętam tylko raz
              niesamowity spokój, wyciszenie i to co chyba najlepsze - wiarę ze wszytko
              będzie ok..coś tak pewnego i nieuchronnego, naprawde chciałabym jeszcze raz coś
              takiego poczuć. A było to LO kiedy chodziłam na lekcje religii, uczestniczyłam
              w dyskusjach religijnych i rzeczywiscie często rozmyślałam o Bogu, można by
              rzec - praktykowałam..)
              Mam pyatnie czy Ty Michale przeszeedłes regresong, czy dzęki temu zazuważyłeś
              istotne zmiany w swoim życiu na lepsze?

              pozodrawiam cieplutko
              Monika
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 16.12.04, 09:29
                Gość portalu: mon12 napisał(a):
                > Podzielę się z Toba moja uwagą -obserwacją. Biblia mówi o 3
                > potężnych "rzeczach" wiara, nadzieja, miłośc. Nie jest dziwne, że techniki
                > rozwoju, które sie spotyka opierają sie na tych 3 wartościach. Pisze też o
                > tym
                >
                > Murphy w Potega podświadomosci, książkam która otworzyła mi oczy. Ale..bardzo
                > długo nie mogłam zrozumiec o co chodzi z tą miłością..czy to mabyc moja do
                > kogoś..czy nie wiem..co. I tak sobie wymyśliłam, że ma to związek poczuciem
                > własnej wartości i chodzi tu o miłośc do samego siebie. Bo jeśli ktoś czegoś
                > nienawidzi, nie lubi to będzie to niszczył, albo działał przeciwko, niektórzy
                > samookaleczają się, natomiast można "ranić się" poprzez własne myśli,
                > wyobrażenia , wmawiac sobie ze jest sie do niczego itd..jest to więc
                > takie "ranienie" siebie ale duchowo. Czy w ten sposób niemożna przypadkiem
                > rozpoznać, że ktoś ma małą wartość siebie i niekocha siebie?

                Brak poczucia wartości siebie jest jednym z elementów świadczących o
                "niekochaniu" siebie jak to słusznie zauważyłaś.
                Większą wartość siebie można poczuć, odpowiednio trenując swoją podświadomość.
                Żeby kochać innych, należy najpierw kochać siebie, czego nie umieją zrozumieć
                ludzie głoszący wartość cierpienia w życiu (np. stygmaci i inni).
                Kto cierpi znaczy się nie kocha siebie. Nie kochając siebie nie kocha innych.
                Innej możliwości nie ma. I nic tu nie daje "uzasadnianie to miłością do Boga" bo
                Bóg niczego nie wymaga i w niczym to do Niego nie zbliża (rzecz w tym że też nie
                oddala... czyli jest to zbędne).


                > A dlaczego to piszę. Bo ja uważam się za osobę wartościową ,wiele
                > osiągnęłam..jednakże raz na jakis czas słyszę, że mam małą wartośc siebie..i
                > nie wiem o co chodzi..podejrzewam, że inni widzą coś czego ja nie widzę..ale o
                >
                > i jak to rozpoznać.
                > Pisałeś, że trzeba zaacząć od budowy własnej wartości siebie...ale jak?
                > Czy wystarczą afirmacje? czy znowu wystarczą ale na krótką mete..i chyba tu
                > wracamy do regresingu. Pisałes, że regresing opiera się na ufności do Boga, a
                > co jeśli ktoś jest nie wierzący?

                Hmmm nie ma ludzie niewierzących :) Jeśli ktoś posługuje się pozytywnymi
                uczuciami w swoim życiu to zawsze jest wierzącym. Po prostu musielibyśmy zacząc
                pytać się tzw. ludzi niewierzących - co to oznacza dla Nich. I pewno Ci
                powiedzą: Nie chodzimy do kościoła, nie wyznajemy żadnej religii, nie wierzymy w
                Boga, który nami rządzi.
                Powyższe punkty moim zdaniem nikogo nie dyskredytują. Ważne są czyny a nie
                deklaracje. Deklaracje nie tworzą czynów, a za czynami nie muszą iść deklaracje.

                Aczkolwiek, nie ukrywam, że ludzie uważający się za niewierzących będą mieli
                trudniej zaakceptować afirmacje, regresing czy też jakieś inne metody
                oczyszczania. Ale to jużnie mój (nasz) problem. To Ich problem.
                Nie należę do osób pragnących uzdrowić świat poprzez narzucanie idei. Chce tylko
                zwrócić uwagę na to jak JEST. A na to co kto z tego wyczyta nie mam wpływu. Ma
                na to tylko wpływ Jego własny filtr.
                Wiec nie martwmy sie o innych :)
                Ktoś kiedyś mądry powiedział "Oceniamy innych na podstawie swoich filtrów.
                Pozbądź się filtrów to i inni się zmienią". Przypomina mi to w konkluzji
                powiedzenie, że zmianę świata powinniśmy zacząc od zmiany.... siebie. Widzicie
                mądrość tych słow?

                Nie odpowiem Ci na pytanie czy Tobie wystarczą afirmacje czy też nie.
                To jest sprawa indywidualna. Tzw. siła kreacji. Jednemu wystarczy dwa dni pisać
                ze zrozumieniem afirmacje a inny będzie używał je przez rok i dopiero coś ruszy.
                Jeszcze inni będą sie zarzekać, że modlitwa to jest To!. I każdy z nich ma racje.
                Czy to oznacza, że są różne drogi do Boga? Czy to oznacza, że zaprzeczam temu co
                napisałem już w tym wątku?
                Nie
                Jest tylko jedna droga do Boga, ale jak to na drodze :) My możęmy być na innym
                "kilometrze". Ktoś tam będzie na 100km przed ktoś 150km a ktoś inny 3,5km.

                Przejdźmy dalej. Skoro inni mówią Ci że masz niskie poczucie wartości to kiedyś
                bym Ci powiedział "Uciekaj od Nich jak najdalej".
                Ale dziś powiem Ci to co Cie pewnie zaboli: "Istnieje duże prawdopodobieństwo że
                mają pewnie racje". Bowiem, to co Ty czujesz (jeśli nigdy nie oczyszczałaś się,
                a zakładam że jest co oczyszczać) może być złudne. Nasza podświadomość tak sie
                boi zmian, że może generować "pseudo wyobrażenia". A tak naprawdę warto zapytać
                się innych co sądzą o nas, bo Oni już nie podlegają manipulacjom naszej
                podświadomości. A przecież zależy nam na realności naszych doznań a nie na
                pseudowirtualnych wyobrażeniach niższego Ja.
                Ach nawet nie masz pojęcia jaka jest "potęga podświadomości". Co potafi ona
                wygenerować.


                > Ja jestem wierząca, tyle, że powinnam więceej poświecać uwagi temu - czyli
                > praktykować..wiem..bo to uspokaja idaje wiare ( tak wogóle to w sowim życiu
                > tylko raz czułam taką parwdziwą obeznośc Boga przy mnie, pamiętam tylko raz
                > niesamowity spokój, wyciszenie i to co chyba najlepsze - wiarę ze wszytko
                > będzie ok..coś tak pewnego i nieuchronnego, naprawde chciałabym jeszcze raz coś
                >
                > takiego poczuć. A było to LO kiedy chodziłam na lekcje religii, czestniczyłam
                >
                > w dyskusjach religijnych i rzeczywiscie często rozmyślałam o Bogu, można by
                > rzec - praktykowałam..)

                Tak, to wynika z tych mechanizmów natłukniętych od Chrztu typu:
                Na zakupy chodzimy do sklepów
                Po naukę do szkoły
                A Boga odnajdujemy na mszy/komuni/zajęciach religii itp
                I u Ciebie ten ostatni mechanizm zaakcentował się wyraźnie. I nie tylko zresztą
                jest to u Ciebie.

                Oczywiście nie jest to złe. Nie oceniam tego. Warto tylko sobie wyrobić w
                podświadomości wyobrażenie że jednak z Bogiem "można pogadać wszędzie". Wówczas
                te doznania będą Ci towarzyszyć na codzien...

                > Mam pytanie czy Ty Michale przeszeedłes regresong, czy dzęki temu zazuważyłeś
                > istotne zmiany w swoim życiu na lepsze?

                Tomasz się kłania w pas? :)
                Nie odpowiadam (już) na pytania dotyczące zbyt szczegółowo mnie. Przepraszam :)
                Nie ma to zresztą - wierz mi - żadnego znaczenia, czy będziesz znała odpowiedź
                na to pytanie czy też nie.

                Ps.
                "Gorsze" w moim życiu nie istnieje :)

                Pozdrawiam :)
                Michał
    • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 16.12.04, 22:00
      Michale,mam pewien problem,może mnie oświecisz? :)

      Zalóżmy,że chcę coś zmienić w swoim życiu np.poprawić swoje warunki
      mieszkaniowe.Gdzies w glębi duszy mam swoje preferencje miejsca zamieszkania i
      wizje domu.
      Mogę:
      * kreowac,afirmować ( czuję się wtedy bardziej aktywna,co mi bardziej
      odpowiada)
      * zdać się na Boże prowadzenie w tej kwestii(napotykam na opory-forma zbyt
      pasywna)
      bo
      -może On wie lepiej gdzie i jak powinnam mieszkać
      - nowe miejsce zamieszkania nie jest mi niezbędne do dalszego rozwoju

      Konflikt mój rozgrywa sie na plaszczyżnie relacji miedzy wlasną wizją,kreacją
      a planami Bozymi.

      Przepraszam za skrótową wersję mojego problemu z braku czasu.Jeśli to zbyt
      malo,mogę rozwinąc myśl w dalszych postach.

      Sledzę ten wątek z ciekawością,pozdrawiam :-))
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 17.12.04, 23:28
        Amiga2 :)

        Musisz mi przede wszystkim rozwinąć na czym polegają te opory i w ogóle
        znaczenie „napotykam na opory-forma zbyt pasywna” bo mój filtr nie pozwala mi to
        do końca zrozumieć – tego kontekst.

        Doszłaś do Ciekawego pytania
        „Może On wie lepiej gdzie i jak powinnam mieszkać?”

        Hmmm bardzo ciekawe zagadnienie. Przyglądnijmy się jemu bliżej:
        Czy Bóg może wiedzieć co jest lepsze dla Nas? Odpowiedź brzmi: TAK
        Czy w takim razie Bóg w jakiś sposób nie narzuca nam czegoś? Tzn. Że skoro do
        Niego się przybliżamy i oddajemy Jego prowadzeniu to nie jesteśmy skazani z góry
        na określony przez Niego scenariusz? Odpowiedź brzmi: NIE
        Bóg daje nam w danej chwili to, na co zasługujemy. I tak było zawsze i tak
        zawsze będzie
        A „to na co zasługujemy” wynika z tego jak jesteśmy obecnie zakodowani.
        Niewidomemu nie podarujemy nowego telewizora no nie? On na tym etapie ma inne
        potrzeby. Tak samo jest z nami.
        Skoro nasza otwartość w tym a w tym temacie została oczyszczona, to możliwości
        Boga jako inspiratora i kreatora są o wiele w tym zagadnieniu większe dla Nas.
        Stąd po raz kolejny wniosek, że warto się rozwijać...
        W każdym razie, dochodze do konkluzji. Skoro sami nie wiemy jak i gdzie
        powinniśmy mieszkać to Bóg tym bardziej tego nie wie. Bo nawet jeśli by
        wiedział, to i tak w naszym życiu nie zrealizuje niczego, łamiąc zasadę
        wolnostojeństwa czyli samostanowienia człowieka.
        A dlaczego możemy mieć wątpliwości? Bo mentlik w głowie robi swoje.
        Podświadomość może czynić psikusy np.
        Afirmujemy piękny dom w załóżmy Bora(ch) Tucholskich. Pracujemy nad poprawnymi
        afirmacjami, odczuwamy opór podświadomości itd. I tak czekamy rok, 2 lata, 5
        lat, 10 itd... i bez końca a TO się nie materializuje.
        Powody mogą być gwoli ścisłości DWA.
        Pierwszy optymistyczny to taki, że Bóg ma dla Nas coś lepszego więc po co nam
        tam dom, skoro mamy prowadzić piękny ośrodek na ... Polinezji Francuskiej – Bora
        Bora (uwielbiam te wyspy). Prawda że coś wspanialszego? Jeśli afirmując
        jednocześnie oddajemy się Bożemu prowadzeniu to taki wynik jest możliwy.
        Drugi powód (wcale niepesymistyczny)
        Podświadomość ma już wypracowane te afirmacje, ale pozostały w niej inne
        wzorce... np. „Koleżanka ma piękny dom i nowoczesny sprzęt i WIECZNIE ją
        okradają! (tak słyszeliśmy w pracy)” Więc podświadomość obawia się strat...
        Itd. Itd. Powodów może być wiele
        Proponuje metodę piramidy (odwróconej) aby dojść do wszystkich powodów i je
        przeafirmować. Tak jak napisałem – zwróć uwagę na mój wątek do Moniki (mon12).
        Jeszcze raz zacytuje fragment:
        „...Niestety we wszystkich powyższych punktach przewija się jedna istotna myśl.
        Jeśli nie przepracuje się większości tematów, to z tych mniejszościowych celi na
        dłuższą metę nic nie wyniknie (albo to stracimy, albo nie przyjdzie)...”

        Nie wiem który wątek się u Ciebie realizuje. To Ty tylko znasz odpowiedź. Może
        afirmacje jeszcze źle układasz? Hmmm Chce Ci zwrócić uwagę (nie obrażaj się )
        że są pewne sytuacje kiedy afirmacje nie działają. Taką np. sytuacją znaną mi
        jest... Opętanie. Moja definicja tego ostatniego to: Przylepienie się ducha bądź
        energii astralnej do Nas celem zasysania energii i realizowania własnych celów –
        a na pewno aby ograniczyć naszą samodzielność. Oczywiście nie sugeruje że jest
        to u Ciebie. Po prostu tak sobie strzelam ;)
        Oczywiście pozbycie się ducha/energii jest niezbytskomplikowane dla egzorcysty.
        Oczywiście świeckiego (duchowni obojętnie jakiego wyznania odpadają!!!
        Zdecydowanie! Mogę w innym wątku powiedzieć dlaczego).

        Jeśli nie do końca zrozumiałem Twoje pytanie to proszę dodaj więcej szczegółów

        Pozdrawiam :)
        Michał


        • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 18.12.04, 19:30
          do sc200:
          Dzieki za odpowiedz :)
          1.Zdanie sie wylącznie na Boże przewodnictwo wydaje mi się formą zbyt
          pasywną,ponieważ nie kreuję w tym momencie,jestem bierna,oczekująca a to nie
          zgadza się z moim charakterem i psychiką,bo "lubie miec coś do powiedzenia" i
          sama cos tworzyc.Z drugiej zaś strony,zdaję sobie sprawę,że nie jestem tak do
          końca wszechwiedząca i wszechmogąca,że jset ktoś,kto wie lepiej,jaką drogą
          powinnam podążać.Można to troszeczkę porównać do upartego dziecka ,które wola:
          ja sam!,ale gdzieś tam bije się z myślą,że starsi/rodzice wiedzą z reguly
          więcej i może zrobiliby to czy tamto inaczej.

          2.Co do opętania to pudlo;))Odzrucam we mnie jakąkolwiek inną świadomośc,niż
          moja wlasna.

          3.Jeżeli Bóg wie lepiej,co jest dla nas lepsze,to może nie kreować "na silę"
          lecz zdać się na BOże przewodnictwo i uogólnić naszą prośbę np.Wskaz mi idealne
          miejsce zamieszkania? I nie wdawać się w szczególy? W sumie BORY i BORA BORA
          brzmią podobnie;)

          4.I na koniec jeszcze jedna refleksja.
          Gdy wracam myślami do wydarzeń w moim życiu,to teraz, z perspektywy czasu
          zauważam Boską opiekę,prowadzenie,tzw. szczęsliwe zbiegi wydarzeń,trafy.
          Wtedy nie modlilam się,nie kreowalam,nie interesowalam się sprawami
          duchowymi,po prostu zajmowalam się realiami nie "zawracając sobie glowy"
          planami Bożymi i innymi "duchowymi" sprawami.
          Teraz,gdy czuję się bardziej świadoma siebie,reflesyjna i oczytana,coś kiepsko
          sprawy posuwają się na przód.Nie jest co prawda żle,ale taki jakby zastój.Jak
          to nazwać? Cisza przed burzą? Zmęczenie materialu :) ?
          Pozdrówka :)))
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 18.12.04, 21:00
            Droga Przyjaciółko (w końcu amigo to przyjaciel ;-))

            Ad
            1.
            Wcale nie musi być pasywna. Pasywne wydawałoby Ci się oddanie w Bożą opiekę,
            wówczas jak oddając się na Boże prowadzenie, siedziałabyś sobie całymi dniami u
            kosmetyczki, przed TV lub leżała w łóżku.
            Wówczas zgadzam się.
            Ale kto powiedział, że nie należy działać?
            "Tylko działanie wprawia wszystko w ruch" mówił Goethe. Sens tych słow jest o
            wiele dalszy niż pozornie to wygląda.
            Z teorii są dobry teoretycy, ale praktycy to tacy, którzy coś robią.
            Czyli tak.
            1. Oddajemy się pod Boże przewodnictwo,
            2. Wizualizujemy nasze pragnienia
            3. Robimy WSZYSTKO aby je zrealizować.

            Bez tych 3 punktów klapa.
            Oczywiście to 2 i 3 również bez tego 1 się spełni. Ciężko mi tu porównywać
            produkty kreacji. Wiem tylko tyle, że z tym 1. się ma to szanse nie tylko ziścić
            szybciej ale i pełniej!.
            Co rozumiem przez "pełniej"?
            Otóż często My sami np. afirmujemy abyśmy przykładowo mieszkali w pięknym domu z
            ogrodem, ale np. zapominamy o tym co za sąsiadów będziemy mieli! (ich też można
            wykreować ale o tym zapomnieliśmy). I co? I okazuje się że dom i ogród to i
            owszem palce lizać, ale za to mamy "świetnych" ;-)) sąsiadów np. Dewotów :))
            straszących nas Sądem Ostatecznym :) itp frazesami.
            Nie pasuje za bardzo no nie?
            A oddając się Bożemu prowadzeniu jednocześnie "zwalamy" na Boga odpowiedzialność
            za tą właśnie całą resztę o której pojęcia często od razu nie mamy.
            Bóg lubi jak zwalamy na Niego taką robotę :)

            I jeszcze jedno wytłumaczenie.
            Bóg działa dla Nas przed naszą Nadświadomość. OCzywiście powiem wprost;
            Nadświadomość=cząstka Boga w nas. Ta Wyższa Jaźn (WJ) urzeczywistnia w naszym
            życiu to co zasilamy myślokształtami. Więc nie weźmie czegoś z niczego... Skoro
            oddajemy się Jej (Bożemu) prowadzeniu, to jak ma wykreować dla nas Mercedesa
            SLK500 skoro My nigdy w nim nie byliśmy. Ba! podejrzewam większość nas nawet go
            nie dotknęła...
            Więc trzeba działać. Idziemy do salonu mercedesa, dowiadujemy się kto zamówił
            takiego Mercedesa. I w dniu kiedy ktoś go odbiera (zakładam, że nie ma go na
            stanie) przychodzimy wcześniej na "wizje lokalną". Itp itd.
            Czyli Bóg NIE ZROBI NICZEGO (nawet jeśli oddasz się Jego prowadzeniu) co będzie
            "niezgodne z Twoim charakterem i psychiką czy czymkolwiek innym co jest "Twoje""
            Nie wiem czy wyjaśniać dalej?

            Ad 2. Ok :) Choć aż się kłania analiza wahadełkiem np. na zdjęciu - wówczas jest
            to 100% pewne. Ale wierze, że wiesz co mówisz. I ten temat zostawmy.

            Ad.3
            Całkiem dobry pomysł. Ale dajmy Bogu szanse "poznania" Nas. Skoro Bóg "czyta" z
            naszej podświadomośći (np. przez myślokształty) to dajmy mu czytać z w miare
            czystej księgi.. tzn księgi z precyzyjnym tytułem, spisem treści, logicznie
            rozmieszczonymi rozdziałami itd.
            Rozumiesz?
            Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie jestem Gooru :-)
            Twoje zdanie "Jeżeli Bóg wie lepiej,co jest dla nas lepsze" pachnie mi jeszcze
            jedną mała prowokacją podświadomośći. Małą, ale bardzo istotną.
            Ten tekst, Twoje zdanie często wykorzystywano w różnych religiach np.
            katalockiej po to aby wytłumaczyć dlaczego modlitwy nie działają, albo dlaczego
            np. "zsyła cierpienie" (co jest bzdurą oczywiście). Coś mi się przypomina że
            takie teksty puszczają księża na kazaniach.
            Ale pamiętajmy o jednym. Z pustego i Salomon nie naleje. Dajmy Bogu szansę
            poznania naszej czystej natury. A nie zawracajmy Mu głowę brudami i fanaberiami
            podświadomości naszej (a każdy pewnie w różnym stopniu to u siebie ma).
            Oczywiśćie arto się wstawić o to że....
            "Panie Boże powierzam Ci uporządkowanie mojej świadomości (podświadomości),
            uzdrowienie relacji mojego Ja itp"
            I to już prędzej rozumiem.

            Ad.4
            Wytłumaczenie proste. INICJACJA
            Masz inicjacje, która być może przeszła Ci z poprzednich Inkarnacji. Poczytaj
            pare książek z historii religii to Ci się odpowiedź sama nasunie. Ale na razie
            ja Ci coś opowiem.
            Dawniej istniały pewne kultury np. Egipska, gdzie DUCHOWOŚĆ była zarezerwowana
            dla jednej kasty czyli... Kapłanów a RESZTA LUDZI MIAŁA PRACOWAĆ a NIE ZAJMOWAĆ
            SIĘ TYM DO CZEGO ICH NIE STWORZONO.
            Ten mechanizm widze u Ciebie.
            Kiedy nie zajmowałaś się DUCHOWOŚCIĄ, w Twoim życiu tak jak piszesz "czułaś
            Boską opiekę". A kiedy zaczęłaś się interesować tym, to tak jakby coś tego nie
            czujesz.
            To się da przereagować np. w rebirthingu lub regresingu. Co więcej: To należy
            przereagować.
            Mogą też być u Ciebie wzorce z tego wcielenia związane np. z Księżmi. Ja sam
            pamiętam z lekcji religii jak jedna z katechetek przekonywała nas że księża są
            odpowiednikami/przedstawicielami Boga na ziemi i jakby mają monopol na duchowość
            a już na pewno na rozwój duchowy. To też do odreagowania :)

            Pozdrawiam :)
            Michał
            • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 18.12.04, 21:27
              do sc200:
              muchas gracias :))
              Na razie musze to wszystko,co napisales przetrawić.
              Dzisiaj tylko male pytanka:
              Kiedyś "bawilam" sie wahadelkiem ale przestalam.
              Jakie pytanie zadać?? /ze zdjęciem/ aktualnym?
              Wierzysz w wahadelko?
              Lubisz hiszpański?

              pa
              amiga
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 22.12.04, 22:02
                Witaj Przyjaciółko :)

                Wahadełko jest świetnym narzędziem, do komunikacji z nadświadomością. (ale skoro
                są czynne "filtry" podświadomości, to będzie raz robiło w konia a raz mówiło
                "prawdę" :)). Ale warto się "tego" uczyć.

                Lepiej na początku nie zadawaj sobie pytania co do Twojego zdjęcia. Tak naprawdę
                to znam tylko 2 ludzi którzy to robią dla innych (sam tego nie robię bo nie mam
                takiej praktyki)
                Lubie Hiszpański ze względu na ... to że się uczyłem długo francuskiego, a ten
                hiszpański nawet jest troszeczkę podobny :)
                A Hiszpanię zwiedziłem całą :)

                Pozdrawiam :)
                Michał
    • illona Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 17.12.04, 15:11
      Witam,, ciekawy wątek, Michale jestem pod wrażeniem Twoich umiejętności
      pisarskich... ujmowanie w słowa spraw tak ważnych, tak trudnych i
      kontrowersyjnych, a jednocześnie tak oczywistych (paradoksalnie) w swojej
      prostocie to ogromna sztuka.
      Przypadek sprawił, że trafiłam na tę stronę, bo niby czego miałabym tu
      szukać... Wróżbiarstwo to dziedzina traktowana przeze mnie z lekkim
      przymróżeniem oka, podkreślam – przeze mnie, bo każdy mam prawo patrzeć na nią
      inaczej. Jeśli kiedykolwiek zdecydowałabym się na taką „zabawę” z pewnością
      postawiłabym jeden warunek: chcę usłyszeć tylko rzeczy dobre, wszystko, co złe
      niech wróżka zostawi dla siebie. :-) Myślę, że to kwestia mojej silnej wiary w
      samospełniające się przepowiednie. Jestem przekonana, że to w co uwierzymy, a w
      szczególności to, czego się boimy urzeczywistnia się.
      Dużo pisałeś Michale o wierze w Boga i... pojmowaniu, realizowaniu tej wiary w
      religiach, szczególnie chrześcijańskiej. Jestem Ci za to wdzięczna, sama
      bowiem, miotam się między takim postrzeganiem wiary, jaki Ty reprezentujesz, a
      takim (opartym głównie na strachu i pokorze), jaki został mi wtłoczony przez
      otoczenie (rodziców, księży) od wczesnego dziciństwa. Zastanawiam się czasami,
      gdzie ta moja intuicja się ukrywa, czy w podświadomości, czy w nadświadomości.
      Skoro w niej właśnie odnajduję taki obraz Boga, który jest mi najbliższy, a
      który nie ma nic wspólnego z karaniem i nagradzaniem, z liczeniem moich
      absencji na mszach, z wytykaniem moich słabości, błędów, porażek. Bo przecież
      On wie, jaka jestem i akceptuje mnie taką, jaka jestem. Podobno każdy z nas
      nosi w sobie pierwiatek boskości i jego szukać nie trzeba, bo już w chwili
      narodzin w nas jest. Ale ponieważ poprzez życiowe doświadczenia go „tracimy” to
      potem wydaje nam się, że trzeba go odszukać i że to musi być takie szalenie
      trudne. Chłoniemy więc opasłe tomy różnych filozofii, zgłębiamy tajniki
      psychologii... Od czasu do czasu zdaje nam się, że wreszcie wiemy, że
      trafiliśmy, bo coś szczególnie do nas przemówiło. Za jakiś czas możemy znów
      poczuć pustkę, rozczarowanie, że to nie jest tym, o co nam chodziło. W tych
      swoich poszukiwaniach docieramy często tak daleko i tak wysoko, że przestajemy
      cokolwiek innego dostrzegać, a to co najprostsze staje się dla nas najbardziej
      nieosiągalne. Bywa, że dopiero wstrząs, szok, tragedia powoduje, że wracamy do
      źródla, wracamy do początku. Stąd pewnie biorą się cudowne nawrócenia...
      oczywiście nie mam tu wyłącznie na myśli powrotów na łono kościoła.
      Widzisz Michale, zbliżają się Święta, ... wypadałoby pójść do spowiedzi, aby
      potem już z całą rodziną (wobec niej i dla niej) przystąpić do Komunii. Czy ma
      to sens, skoro robimy to bez przekonania, z obowiązku, dla świętego spokoju?
      Przykro mi, ale mnie spowiedź nie oczyszcza, zwłaszcza że spowiednicy bywają
      tak samo „olewaccy” jak i ich ...klienci. Każdy odgrywa swoją rolę, klepiąc
      wyuczone formułki. Mam jednak wrażenie spełnienia obowiązku, a to daje mi
      jakiś tam komfort przeżywania z rodziną tych szczególnych dni. A co byłoby,
      gdybym nie poszła do spowiedzi i komunii? Pewnie trzeba byłoby wysłuchać kilka
      moralizatorskich tekstów, na ogół źle znoszonych (bo chce się przecież swoich
      rodzicieli zadowolić – kłania się syndrom idealnej córeczki, wyjątkowo paskudny
      chwast).
      Zastanawiałeś się w jednym z wpisów nad tematem „Wpływ chodzenia do kościoła na
      jakość życia”... ciekawe... O ile mogę się zgodzić, że może nie mieć żadnego
      wpływu, bo taki obraz wyłania się z moich obserwacji, to zastanawiam się nad
      stwierdzeniem, czy „chodzenie do kościoła i praktyki religijne mogą szkodzić” w
      sytuacji, kiedy obraz Boga dobrego i sprawiedliwego nosi się w sercu.
      Ciekawa jestem Twojej opinii i jeśli pozwolisz będę tu zaglądać.
      Pozdrawiam.Illona
      • Gość: ggg Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.12.04, 19:58
        Drogi Michale..
        dla mnie to co tutaj piszesz, o czym mówisz, jest za skomplikowane,chociaż
        uważam sie za osobę int.:)
        Jednak piszesz mądzrze i ładnie...patrząc na moje życie, to co za mną, to
        wydaje mi sie że dokałdnie spełniło sie to o czym myślałem, w negatywnym
        znaczeniu tego słowa...tzn gdy było mi dobrze mówiłem i myślałem "pewnie zdarzy
        sie coś złego, to "dobre" minie ..i spełniło się co do joty...ale nigdy w
        przeciwnym kierunku tzn. myślałem, pragnałem "musi sie udać, bedzie dobrze"..i
        NIGDY sie nie udawało.
        Teraz moje życie jest bez przyszłości, straciłem wszystko co miałem i co
        kochałem, mam ogromne problemy, czuje sie źle i bardzo samotnie..
        I teraz moje pytanie, co zrobić żeby to zmienić????POMZÓŻ mi bo ja nie mam sił
        i pomysłu na swoje życie...chociaż wiem czego pragne
        pozdrawiam
        G.
        PS: fajny z Ciebie gość:)
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 20.12.04, 15:14
          Witaj GGG :)
          Skoro przeczytałeś cały wątek, to cieżko mi jest cokolwiek dodać. Po prostu
          zakasaj rękawy i do roboty. Zacznij od przeczytania paru książek, w tym
          wymienionych już w tym watku przede mną.
          Wiem, że wszystko najlepsze to przed TObą ale pozwól szczęściu wyjść na przeciw.
          Jeśli czujesz teraz jakiś kryzys. to zacytuje Ci JFK:
          "Słowo kryzys w j. chińskim składa się z dwóch znaków. Pierwszy oznacza
          zakończenie czegoś, a drugi nowe możliwości"
          I to jest droga dla Ciebie.

          Nie jestem w stanie Ci inaczej pomóc. Książki, afirmacje, modlitwa. I przede
          wszystkim dużo cierpliwości.

          Pozdrawiam :)
          Michał
      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 18.12.04, 21:22
        Witaj illono

        Wróżbiarstwo jak dobrze przeczytałaś ten wątek da się łatwo wytłumaczyć podobnie
        jak i inne metody prekogicyjne.
        Ale wróćmy do Twojego posta.
        Z 99% to co napisałaś się zgadzam i dopisze pare rzeczy własnych

        Piszesz:
        "Zastanawiam się czasami, gdzie ta moja intuicja się ukrywa, czy w
        podświadomości, czy w nadświadomości. "
        Moim zdaniem intuicja zawsze ma kontakt z nadświadomoscią o ile sama nią nie
        jest czyli z Bogiem. Nigdy się nie myli i zawsze chce dla nas wszystkiego
        najlepszego w życiu. Rzecz w tym, że Ona się nie ukrywa :) To podświadomość
        filtruje Ci dostęp do Niej.

        Piszesz:
        "Widzisz Michale, zbliżają się Święta.... itd"
        Doskonale Cie rozumiem.
        Ja już tego dylematu nie mam.
        1. Uzdrowiłem swoje relacje (afirmacje) z Rodzicami a akurat moja żona wyznacza
        te same kierunki co ja
        2. Odciąłem się od tych, którzy przekonywali mnie do innego tzw. "tradycyjnego
        sposobu życia"
        Jestem teraz zdrowszy i szczęśliwszy, bez stresów, bez udawania i czuje bardziej
        Boga.
        Ale w Twoim przypadku to Ty zdecydujesz co zrobić. Hmmm naprawdę poruszyłaś
        ciężki temat. Ale jest on ciężki tylko na początku, a później czuje się to z
        perspektywy czasu inaczej.
        Rzecz w tym, że przerwać chodzenie do kościoła/pasterke/spowiedzi/komunii jest
        dość prosto, ale co dalej?
        Jeśli się człowiek nie oczyszcza ze wzorców "katolickich" natłukniętych przez
        Katechetów itd w młodości to ambaras pewny.
        I później wpada się w takie wzorce jak Pan Jan W.S., czyli nieoczyszczona
        podświadomość przy pierwszym "szoku wolności i miłości Boga" (tak jak ja to
        nazywam) szybko chowa się do skorupy i przywraca najbliższe jej wzorce kojarzone
        z poczuciem bezpieczeństwa (a któż te wzorce u nas je wpajał? jak nie
        rodzice/katecheci/księża/nauczyciele w dzieciństwie???)
        Więc mam dwie odpowiedzi na Twoje pytanie:
        1. Jeśli chcesz żyć dalej w zgodzie ze sobą a to w życiu jest NAJWAŻNIEJSZE (bo
        bez tego nie mozna żyć na dłuższą metę w zgodzie z innymi) to jeśli przekonują
        Cie moje teksty to nie chodź do tych Instytucji Pośrednictwa z Bogiem skoro
        można Go złapać łatwiej.
        2. Jeśli chcesz odgrywać rolę przy rodzinie, to możesz żyć wg. starych przekonań.
        Ale Bóg oczywiscie zawsze i tak będzie Cie kochał tak samo bez względu na to co
        wybierzesz. Odwracając, Jego NIE da się nie wybrać, jeśli GO poprosimy o pomoc.
        (bez tych otoczek i ceregieli i ceremonii i "pośredników")

        A jeśli się martwisz co Rodzina pomyśli to kichaj to :)
        Rodzina jak rodzina, ale życie duchowe to indywidualna sprawa każdego człowieka
        i nikomu nie zrobisz na złość nie idąć np. do komunii/kościoła. A jeśli ktoś Ci
        to powie, że jest inaczej tzn że stara się być wrednym Manipulantem, i raczej
        się należy za niego pomodlić o uzdrowienie Jego intencji do... siebie.

        Piszesz
        "czy chodzenie do kościoła i praktyki religijne mogą szkodzić"
        Zapytam się. A mogą? :)
        Pytanie retoryczne.

        Pozdrawiam :)
        Michał


        • illona Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.12.04, 11:55
          Witaj Michale,
          dziękuję za odpowiedź.
          Masz rację, że łatwo jest przerwać chodzenie do kościoła, ale co dalej?
          I to jest właśnie sedno sprawy...
          bo jeśli się nie znajdzie czegoś w zamian to odczuwa się wieczne
          niespełnienie... i to ono powoduje, że w końcu wraca się na łono kościoła,
          bo to jest to co wydaje się najprostsze i najbliższe.
          Piszesz: "jeśli przekonują Cie moje teksty to nie chodź do tych Instytucji
          Pośrednictwa z Bogiem skoro można Go złapać łatwiej".
          Naprawdę łatwiej? Aby to był kontakt rzeczywisty, prawdziwy, głęboki,
          trzeba nad nim pracować, aby osiągnąć taki sposób rozmowy z Bogiem, który...
          uczyni nas spokojnymi, pewnymi, szczęśliwymi...
          Dodam pracy systematycznej, a z tym bywa najtrudniej, czego jestem przykładem...
          Napisz proszę poprzez jakie działania można nad tym kontaktem pracować...?
          Zapewne będzie to modlitwa, ale modlitwa jest właśnie praktyką narzuconą nam
          przez kościół, więc intuicja się buntuje, owszem można rozmawiać nie
          wyklepanymi formułkami, ale swoim własnym językiem... ale tym razem nasza
          racjonalna strona podpowiada „gadał dziad do obrazu”.
          Jakie techniki stosować? Afirmacje, wizualizacje...? Dla mnie są one mało
          skuteczne: brak cierpliwości, rozkojarzenie, głęboko zakorzeniony w
          podświadomości racjonalizm.
          Czym innym jest czuć coś intuicyjnie, a czym innym wcielić to w
          życie...nawiązać bliski kontakt z nadświadomością i umieć wyrywać chwasty z
          ogrodu podświadomości,
          bo nie wiem, czy się zgodzisz z tym porównaniem, ale w podświadomości jest
          również wiele całkiem ładnych kwiatków, które warto pielęgnować...:-)
          Czy nie uważasz, że zarówno podświadomość filtruje to, co płynie z intuicji,
          tak samo nadświadomość pomaga odróżnić kwiatki od chwastów w podświadomości?
          Nie przekonują mnie takie techniki jak regresing... podchodzę ze sceptycyzmem
          do sposobów oddziaływania jednych ludzi na drugich poprzez energię, hipnozę,
          etc. Może to kwestia moich doświadczeń np. z bioenergoterapeutami i innymi
          szamanami. Moja intuicja mówi mi, że tylko my sami możemy sobie pomóc, tylko w
          nas jest siła do zmian, co oczywiście nie wyklucza otwartości na sugestie,
          rady... ale nie na jakieś tam oddziaływanie...
          Kto poznał siebie, poznał Boga (św.Klemens)
          Czy chodzenie do kościoła może zaszkodzić? Jednym tak, innym nie. Myślę, że
          bohaterowi „Sedna sprawy” Grahama Greena zaszkodziło... Chociaż z drugiej
          strony... wykazał się konsekwencją i wyjątkowo silną wiarą w Boga „kościelnego”
          i skoro zawiódł Boga (jednocześnie we własnym mniemaniu siebie) popełniając
          śmiertelny grzech to i sam siebie ukarał. Wyjątkowo surowy był ten jego Bóg...
          Ale w takiego wierzył i miał do tego prawo. Nie można odbierać człowiekowi jego
          prawa do własnych wyborów... Nieprawdaż...
          Wracając do meritum, jak dotrzeć do intuicji, nadświadomości (Boga)?
          Jak pracować nad sobą? Mając jednocześnie świadomość swoich słabości,
          racjonalności, sceptycyzmu, ale też niskiej samooceny... tej ostatniej często
          nie uświadamianej, jak tu napisała jedna z kobiet.... zdziwiona, że ktoś z
          otoczenia to dostrzegł... a ona nigdy by na to nie wpadła... no właśnie. Czy
          może zacząć od pracy nad tzw. asertywnością?
          Pozdrawiam serdecznie.
          Ilona
          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 19.12.04, 20:17
            Witaj illono
            Dlatego właśnie pisze, że jeśli ktoś przestanie chodzić do kościoła (akurat to
            rozpatrujemy jako przykład) z powodu buntu lub też lenistwa to skazuje się na
            porażkę. Jest to po prostu nieodpowiedzialne. Radzę mu kontynuować ceremonializm
            w swoim życiu, bo bez tego daleko nie zajedzie.
            Idźmy dalej...
            W całym wątku piszę o... PRACY SYSTEMATYCZNEJ, czasami nawet długiej choć efekty
            przychodzą dość szybko (mówię o pierwszych symptomach poprawy). Bez tego nie ma
            co liczyć na nic :)

            Piszesz:
            "Jakie techniki stosować? Afirmacje, wizualizacje...? Dla mnie są one mało
            skuteczne: brak cierpliwości, rozkojarzenie, głęboko zakorzeniony w
            podświadomości racjonalizm. "
            Sama sobie odpowiedziałaś. Wóz albo przewóz. Albo chcesz tkwić w tym co teraz
            jest i np. pogodzić się z tym, że nie zawsze będzie tak jak byś tego ŚWIADOMIE
            chciała, albo zaczynasz prace nad sobą i to co pisałem wcześniej i powtórze to
            do bólu ODRZUCISZ wszystko to co wiesz o świecie i o tym co Ci sięchce a co Ci
            się nie chce. Innej drogi nie ma. Tzn. precyzujmy: Innej drogi ja nie znam i
            pewno wiele osób powie Ci to samo.
            Tu nie ma półśrodków.
            To nie Uniwersytet z fakultetami, gdzie wybierasz to co chcesz i przechodzisz na
            następny rok. Tu aby przejść na następny rok (etap siły kreacji swoich marzeń i
            swojego dobra) należy "zdawać każdy egzamin".
            SKoro masz z tym problem to proponuje.
            1. Zacznij od afirmacji
            Ja Illona jestem cierpliwa w oczekiwaniu na efekty moich afirmacji
            2.
            Ja Illona jestem skupiona na celu.
            (tak btw. skoro jesteś na tyle niecierpliwa i rozkojarzona to pewno w życiu też
            Ci to Twoim przeszkadza???)
            3.
            Ja Illona ufam w moc własnej kreacji.
            4.
            Ja Illona oddaje się Bożemu prowadzeniu. Jestem bezpieczna
            itp
            A Racjonalizm... umysłu. No cóż wiem to z autopsji. To się da olać :) Zresztą to
            nie jest racjonalizm umysłu świadomego tylko podświadomości - nic dziwnego
            będzie na początku OKROPNIE torpedowała Twoje próby jej zmienienia.
            Wystarczy że codziennie bez względu co wymyśli Twoja podświadomość będzie
            REGULARNIE pisała afirmacje zgodnie z zasadami które już opisałem w tym wątku.

            Piszesz:
            "bo nie wiem, czy się zgodzisz z tym porównaniem, ale w podświadomości jest
            również wiele całkiem ładnych kwiatków, które warto pielęgnować...:-)
            Czy nie uważasz, że zarówno podświadomość filtruje to, co płynie z intuicji,
            tak samo nadświadomość pomaga odróżnić kwiatki od chwastów w podświadomości?"
            Zgadzam się :) Fajne porównanie.

            Piszesz:
            "Nie przekonują mnie takie techniki jak regresing... podchodzę ze sceptycyzmem
            do sposobów oddziaływania jednych ludzi na drugich poprzez energię, hipnozę,
            etc. Może to kwestia moich doświadczeń np. z bioenergoterapeutami i innymi
            szamanami. Moja intuicja mówi mi, że tylko my sami możemy sobie pomóc, tylko w
            nas jest siła do zmian, co oczywiście nie wyklucza otwartości na sugestie,
            rady... ale nie na jakieś tam oddziaływanie... "

            Hmmm nie masz większego widać pojęcia o metodach regresingu czy rebirthingu bo:
            1. Regresing można przeprowadzać SAMEMU na SOBIE.
            2. Na początku nawet jeśli się korzysta z terapeuty to On kieruje sięTwoimi
            odpowiedziami i tylko wymawia pewne magiczne :) regułki które działają
            Dopóki nie spróbujesz z afirmacją "Otwieram się na pomoc w moim rozwoju"
            to nie zamykaj się na pomoc innych. Bo to tak jakbyś się zamknęła na pomoc Boga
            ("Przemawiam przez każdego z was..." Jedna z Ewangelii)
            I daj spokój z intuicją, że Ci mówi co innego :) Bo w to nie uwierze. Te filtry
            podświadomości widać świetnie działają :) skoro w to wierzysz.
            Nie ważne jest jaką metodę weźmiesz za bary, tylko czy zaczniesz.

            "Wracając do meritum, jak dotrzeć do intuicji, nadświadomości (Boga)?
            Jak pracować nad sobą? Mając jednocześnie świadomość swoich słabości,
            racjonalności, sceptycyzmu, ale też niskiej samooceny"

            Zacząc od afirmacji dotyczących "racjonalności", swojej mocy, wiary i wysokiej
            samooceny. Odwróciłem to co napisałaś.
            Reszty już nowego nie wymyślę. Są książki (te co podałem w tym wątku), sa strony
            w Internecie. Niestety tu moja rola się kończy.
            Chcesz to skorzystaj z tego co napisałem (i inni również). Nie chcesz, nie
            korzystaj :) Twój wybór. Innej drogi nie ma.

            I broń Boże (;-)) przed kursami/książkami o asertywności bo takie opracowania,
            tylko mieszają jeszcze bardziej w głowie. Zacznij od uzdrawiania całości a nie
            wycinka - ba to co nauka nazywa aserytwnością, nie ma wiele wspólnego z
            uzdrawiania swojego stosunku ze sobą.

            Pozdrawiam :)
            Michał

            • illona Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 22.12.04, 14:39
              Drogi Michale,
              bardzo Ci dziękuję :-)
              I cudownych Świąt życzę :-)
              Ilona
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 22.12.04, 21:28
                Dzięki i życzę Tobie i wszystkim
                Nie tylko z okazji BN ale aby każdy dzień był świętem.
                Świętem świadomości o swoim triumfie, o tym, że się jest godnym wszystkiego.
                I święcie zapomnienia o tych, którzy próbują wmawiać że jest inaczej. Niech im
                wystarczy, że tworzą własną rzeczywistość. Ale niech nie próbują decydować za
                innych, bo odpowiedzialności i skutków nie poniosą, bo ich nie mogą.
                Każdy odpowiada za siebie.
                W ten sposób odpowiada za innych
                I buduje cały czas lepszy świat
                Świat oświecony a nie skołowaconych umysłów

                Pozdrawiam Wszystkich :)
                Michał
    • Gość: Milena Re: banalny - "Poskromić" podświadmość IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 22.12.04, 15:27
      Hm..."wiedzieć nie znaczy wprowadzić w praktykę". Niestety pomimo, iż
      przeczytałam na ten temat wiele książek, to wciąż ciężko uwierzyć mi w ową
      wewnętrzną siłę. I choć nie podchodzę sceptycznie, iż to "myśli kreują naszą
      rzeczywistość", ciągle nie potrafię być szczęśliwa. Może mógłbyś zdradzić
      Michale, jak "podskromić" własną, sabotującą wszelkie poztywne myśli
      podświadomość?
      • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 22.12.04, 21:49
        Kochana Mileno :)

        Masz racje co do tego:
        "wiedzieć nie znaczy wprowadzić w praktykę"
        Rozwińmy to.
        Wiele osób "nie wie" więc tego nie wykorzystuje (albo może wykorzystuje, np.
        dzięki swoim "zdobyczom" duchowym z poprzednich inkarnacji? ktoż to wie)
        Wiele osób "wie" ale ileż osób wie i tego nie praktykuje? Skąd się to wzięło?
        Ach pochodzenie jest bardzo złożone jak 1000tysiace naszych nieskoordynowanych
        myśli, fobii, obaw, zazdrości itd.
        Bierze się to np. z dzieciństwa, gdzie dużo wiedzy dorośli przekazują dzieciom
        na zasadzie "że z tym się nie dyskutuje" tzn. nie umieją wytłumaczyć dlaczego
        "tak" jest, Po prostu ma się to WIEDZIEĆ.
        Czasami część tych praw jest właściwa np. matematyka, fizyka itd
        Ale część jest złudna stworzona pod potrzebe tzw. "życia w społeczeństwie" - co
        wynika, z chęci podporządkowania grupie ludzi całej reszty. Tak jest m.in. w
        kwestiach wiary i to nie dotyczy tylko Religii Katolickiej, ale także Muzułman,
        Hindusów itd. Tworzy się pewne mity, otoczki, kwestie aby to jeszcze bardziej
        skomplikować - a wiesz dlaczego? Po to aby ludzie NIE DOSZLI DO PRAWDY. Po to
        abyś nie stanęła kiedyś rano z łóżka i zapytała się "Przecież to mi nie pasuje".
        Piliniusz Starszy kiedyś powiedział "To co jest proste, nie da się zmanipulować
        i łatwo jest udowodnić".
        Ale przejdźmy do meritum sprawy. Podświadomość nasza zakodowała sobie taki
        schemat: "Po prostu to musze WIEDZIEĆ, ale nie musze z tego korzystać" No i
        teraz gotowy schemat na życie. Trzeba WIEDZIEĆ, ale z praktyką to jak gadał
        dziad do obrazu... :)
        Ale wiem jedno, NAJPIERW trzeba WIEDZIEĆ, a później zabrać się za praktykę.

        Rozumiem, ciężko Ci uwierzyć w wew. siłę. Niech zgadne, nie przyciagasz osób do
        siebie, które zajmują się rozwojem własnej świadomości? Twoja podświadomość
        torpeduje takie próby?
        Łapię o czym mówisz. Więc powiem, co mi pomaga/pomagało.
        Zacząłem od wsparcia... takiego łatwiejszego.
        Piramida Horusa (jakakolwiek piramida w Twoim otoczeniu wzmacnia intuicyjność).
        Możę być wygospodarowany kąt w pokoju (poradź się radiestety).
        Niektóre "wsparcia ezoteryczne" np. Numerologia. Np. m.in. Ewa tu przelicza.
        Numerologia potrafi wesprzeć matematycznie, Twoją intuicję aby była zgodna z
        drogą życiową wybraną przed narodzinami. Jest to dość istotne i może okazać sie
        pomocne.
        Przeczytaj jeszcze raz uważnie ten wątek.
        Ach i wyłącz telewizor na amen :) (zaraz może jutro napisze wiecej dlaczego)
        Świeca wieczorem świetnie oczyszcza Aurę i atmosferę i nastraja pozytywnie
        (świetna książka Magia Świec) Hmmm nastrojowa muzyka relaksacyjna. Koniecznie
        relaksacyjna. Możesz zebrać pozytywne utwory (tzn teksty pozytywne) w jedną
        całość i nagrać sobie na płytę CD i to słuchać, bądx dźwięki przyrody (w każdym
        hipermarkecie znajdziesz płyt relaksacyjnych setki, po ok 10 PLN za sztukę...).
        Zrób może dokładny Twój rys astrologiczny. Poznaj swoje mocne strony i je
        wzmacniaj. Poznaj słabe i je przeafirmowuj.
        Uff naprawdę rad może być 100-tki. Ale czy z tego skorzystasz? Powiedzmy że
        wątpię (tak przekornie ;P). Udowodnij że się mylę.

        Pozdrawiam :)
        Michał
        • eevvaa Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 24.12.04, 12:44

          Wszystkiego naj..., nieustającego optymizmu i pogody ducha dla wszystkich,
          którzy tutaj zerkną z okazji Świąt Bożego Narodzenia.

          Świątecznie pozdrawiam :)))

          ewa

          "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
          • sc200 banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 27.12.04, 09:00
            Witajcie :)

            Chciałbym przedstawić kolejny problem. Czytam sobie na onecie artykuł (dzisiaj)
            o tym że pijane nastolatki zrobiły nieporządek na pasterce i w związku z tym
            dyskuje na temat wychowania. Czytam równierz w Rzeczpospolitej na temat tego co
            powiedziała jedna Minister na temat roli Kościoła w ... generowaniu przemocy
            wobec kobiet.
            Oczywiście tekst jest jawnie tendencyjny (ten ostatni) zresztą sam tytuł mówi za
            siebie: "Od antyklerykalizmu do antykatolicyzmu".
            Hmmm jeśli się ktoś zastanowi głębiej nad tym co piszę w tym wątku i posłucha
            wiele tez, które są obecne w KK (Kościół Katolicki) to dojdzie do podobnych
            wyobrażeń jak pani Minister. Niestety nasz kraj nie jest demokracją. Nie może
            każdy powiedzieć wszystko. Żyjemy w stanie lepszym od komuny, ale niekompletnym.
            Mimo tego, że powinno się oddzielić Religie (uwaga: RELIGIE a nie FILOZOFIE
            BOGA) od Państwa to wciąż próbuje się to mieszać. Ja się więc zapytuje, dlaczego
            Ksieża występują "wszędzie" jako eksperci? A jeśli występują, to dlaczego nie
            zaprasza się do dyskusji innych przedstawicieli innych religii? Jest to
            tendencyjne. Pomijam fakt, że sprawny umysł dojdzie do ważnego wniosku, że KK
            nie jest mu potrzebne w drodze do Boga (oświecenia) - a tym bardziej do
            szczęśliwego życia. Ale jeśli chce się prowadzić dysputę to nie należy kneblować
            usta innym, - dyskusje stają się mało wiarygodne.

            Ale ja chciałem o czymś innym.
            W wychowaniu dzieci i młodzieży a tym samym "piję" ;-) do naszego wychowania
            ogromny wpływ ma TV, prasa - powiedzmy krótko - Multimedia. Kiedyś tych
            multimediów było mniej. Pamiętamy stare czasy z czarno-białym telewizorem i
            jedynie radio i prasa (komunistyczna) uzupełniały widzenie świata. Oczywiście
            widzenie w konkretnych "kolorach".
            Niestety umysł jest kreowany całe życie. I działa tak jak mówiłęm jak idealna
            kamera nagrywająca dźwięki, obraz, odczucia, zapach itd itp.
            Dziwimy się dlaczego dzieci są obecnie "TAK" wychowane a nie inaczej?
            Dziwią się ludzie, że skoro posyłają (pilnują!!!) aby dzieci chodziły na religie
            do KK lub też do pani psycholog (pedagog) w szkole, to dlaczego te dzieci często
            później robią jakieś wybryki, a czasami gorsze rzeczy.
            Nie tędy droga
            Skoro dorośli żyją w iluzji, to czy mamy prawo wymagać aby nasze dzieci nie żyły
            w iluzji? Ską One mają brać przykład jak wygląda "realność"?
            Moja dzisiejsza dyskusja dotyczy środków przekazu. Tych Multimedialnych.
            Włączcie Telewizor. Powiedzmy dzisiaj :) I niech ktoś liczy minuty, w których
            przekazano pozytywne przesłania? No i te w których negatywne. Dla ułatwienia
            powiem tak :): Te pierwsze liczcie bo ich jest mniej i łatwiej odjąć od reszty.
            Włączcie "Wiadomości" na TVP1 - o czym mowa??? Zabójstwa, zamachy, afery,
            kradzieże itd. Coś przeoczyłem? No może poza sportem i prognozą pogody. Ach to
            pierwsze odpada! Coś dużo ostatnio o aferach dopingowych (nic dziwnego, bo
            rywalizacja sportowa jest kretynizmem i generuje automaty niezdolne do pomocy
            innym - jest to skrajne wypaczanie "doskonałości" naszego umysłu - pisze o tym
            np. Donald Walsh czy tez Anthony Robbins). No wiec zostaje pogoda. Troche mało?
            No dobra lećmy dalej. "Rozmowy w toku" (tvn), programy typu kto widział kto wie,
            jakieś 997 (nie wiem czy się tak dalej nazywa) itd itd setki programów na
            różnych kanałach wprost gloryfikujących przemoc.
            A filmy? No comments.
            Nawet filmy o Jezusie są końcem konców niegatywne. Tak. Mało tam, przesłań
            Jezusa, a wiecej informacji o Jego męczarniach, cierpieniu - a jestem pewień, że
            On w tamtych czasach, jak najmniej chciałby żeby o tym były filmy (o Nim).
            Ale nic dziwnego :) Takimi filmami religijnymi świetnie manipuluje się ludźmi
            (atmosfera grzechu, bycia niegodnym jako człowiek, potrzeby odkupienia brrrr aź
            ciarki przechodzą)
            No dobra jest coś pozytywnego? Może za mało oglądam ostatnio TV
            Ja prawie w ogóle nie oglądam.
            Nic dziwnego, że dzieci i młodzież są takie a nie inne, bo:
            1. Z jednej strony zamyka się ich na Boga (na TEGO Boga który jest tylko
            miłością, a nie facetem, którego trzeba wiecznie przepraszać za coś co i tak
            przecież ON WIDZI I WIE - bo jest wiecznością i WIDZI WSZYSTKO PRZED, W TRAKCIE
            i PO (skutki) o wiele wyraźniej niż MY). Zamyka sie bo... patrzcie watek mój
            dotyczący "grzechu" (wyżej)

            2. Z drugiej strony propaguje się przemoc (TV, gry komputerowe!!!) i chorą
            rywalizację (np. sportową, która się później przenosi na rywalizacje w pracy itd)
            Zauważcie, że kiedyś w trakcie "wymyślania" komputera ktoś powiedział (ktoś
            znany ale nie pamietam nazwiska), że za 30 lat tj. koło 1995-2000 roku dzięki
            komputerom ludzie będą pracować MNIEJ niż 7h dziennie i wiecej zarabiać.
            Ciwkawe czy tak jest? :)) Bzdura. Tzn ta osoba miała racje - widać kierował Nią
            odpowiedzialny humanitaryzm. Teraz firmy są NASTAWIONE tylko na zysk. Nie widać?
            Widać. Dzieje się tak dlatego, bo tak wychowywali ich rodzice (rywalizacja), bez
            poszanowania praw innych. Ech Ci sami ludzie tworzą naszą Filozofię dziejową
            brrr. I jest coraz gorzej pod tym względem. A najlepiej się mają specjaliści od
            "sztuki MANIPULACJI" innymi. Wiem bo... byłem na takim szkoleniu z własnej
            woli... aby się przekonać co jest w tym pozytywnego - niestety niewiele.
            Oczywiście rywalizacja wynika też z tego, że NIKT tym szefom, właścicielom w
            młodości nie mówił, że nie muszą z nikim o NIC walczyć, że wszystko jest w
            nadmiarze w wszechświecie dla WSZYSTKICH na naszej planecie... Ale kto im miał
            to mówić?

            No dobra wróćmy do tematu.
            Nie byłbym sobą, gdybym nie przedstawił antidotum.
            1. Wywalic bądź wyłączyć telewizor, radio. Nie czytać gazet
            2. Czytać i oglądać to co jest dla nasz niezbędne (np. prasa fachowa do pracy)
            lub też ciekawe np. filmy przyrodnicze, naukowe ale i np. informacyjne np. kursy
            walut 8-).
            3. Zająć się np. w tym czasie uczeniem się języków ;-) lub czytaniem książek
            (jest naprawdę setki natchnionych, wspaniałych pisarzy)
            4. Zająć się rodziną, dziećmi itd itp

            Niestety nie poprawimy naszego umysłu - nie wygenerujemy pozytywnych wzorców
            czyli atmosfery osiągania sukcesów - jeśli bedziemy dalej kontynuowali oglądanie
            bezsensownych programów, gier itd

            Ciekawostka przyrodnicza ;-):
            Kiedyś w USA próbowani stworzyć tzw. Kanał Pozytywny, czyli same dobre
            wiadomości. Wiecie... wytrzymało to kilka dni i zbankrutowało (nie było
            reklamodawców - bo niska oglądalność). Niech każdy sobie odpowie dlaczego sam by
            nie oglądał... takiego kanału. Od uświadomienia sobie tego co jest "pożywką" dla
            naszego umysłu należy zacząć pracę nad sobą czyli nad kreowaniem sukcesów w
            swoim życiu.
            I... życiu dzieci i młodzieży.

            Pozdrawiam :)
            Michał
            (kiedyś fan wielogodzinnych rozgrywek w RTCW (Return to Castle Wolfenstein)... brrr)
            • amiga2 Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 27.12.04, 12:50
              Hola sc200!
              Milo cie znowu czytać:)
              Jeśli chodzi o TV i inne media,to ja i moja rodzina od dawna zauważyliśmy ich
              zgubny wplyw na psychike.Oczywiście szlo to etapami.Przed wielu laty,podczas
              gdy nasza TV oferowala nam niewiele kanalów i byla raczej siermięzna,rzuciliśmy
              sie na kanaly obcojezyczne.Po części z racji naszych zawodowych i językowych
              zainteresowan.Po chwilowych achach o ochach,ograniczyliśmy oglądanie do
              minimum.Od kilku lat można powiedzieć,że gdy ktoś wlączy Tv,to niemala
              sensacja.Ja np. oglądam 2-3 rzay w miesiącu w Eurosport zawody sumo:).O
              seriali,wiadomości itp.Swieta bez TV.Znajomi wiedzą,że nie pogadają z nami o
              talk-showach,serialach,nie znamy gwiazd serialowych,nazwisk aktorów i
              najświeższych ploteczek o nich.Chcemy skupić się na wlasnym
              życiu,odczuciach,nie żyć życiem nasiąkniętym tanią sensacją,losami bohaterów
              serialowych,klótniami polityków ,kolejnymi aferami.I jest nam z tym dobrze.

              Potem przyszla kolej na prasę.Przestaliśmy kupowac codzienną
              prasę.Prenumerujemy newsweeka w wersji angielskiej-dla języka.Czasem robię
              przegląd prasy w internecie.I jest nam z tym super.

              Dalej radio.Minimum-rano,prognoza pogoda i skrót wiadomości.

              Powody rezygnacji z mediów w skrócie:
              1.natlok informacji/przeważnie negatywnych/,mózg nie jest w stanie
              to "przerobić"

              2.Potok slów,banalne rozmowy o niczym,sterownie gustami,oglupiające
              reklamy,jednym slowem wielka manipulacja,jak to zauważyles.

              3.Pasywnośc-na co ja mam wplyw? Mam tylko chlonąć te informacje ?

              Gdy zagościl w naszym domu internet,stiwerdzilam,że to coś dla mnie.Wybieram to
              co chcę,kiedy chcę,ile chcę.Na forach ludzie wypowiadają się anonimowo,więc
              jest więcej autentyzmu.Poza tym wymiana mailowa/zapomnialam jak się pisze
              listy"ręcznie"/.Ostatnio córka zalożyla program skype-dla mnie rewelacja !
              Prowadzę rozmowy na żywo w językach obcych z ludzmi z calego świata.

              Wmiosek- wszystko jest dobre,trzeba umieć z tego korzystać świadomie.Nawet
              internet jest dla mnie,nie ja dla internetu.Mimo pozytywów nigdy nie
              przedkladam siedzenia przed kompem nad spotkanie z przyjaciólmi.


              Na temat manipulacji w naszym świecie- można by dlugo pisać.Nawet jeśli
              pominiemy media i KK,to zostanie miejsce pracy,szkola,rodzina.
              Zatrzymajmy się przy wychowaniu dzieci.Wielu rodziców marzy lub chwali się
              swoimi "grzecznymi i poslusznymi" dziećmi.Wplywają na dzieci niby dla ich
              dobra,ale często faktycznie dla swojej wygody.Temat-rzeka.Nauczyciele też
              uwielbiaja uczniów nie stawiających klopotliwych pytan,malo opornych,nie
              myślących inaczej.A oceny z zachowania?/same z zalożenia bzdurne/Gdy uczen jest
              nieklopotliwy/czyt. zachowuje się,ajk nauczyciel sobie życzy/ to zn. że
              zachowuje się "wzorowo".
              Gdy takie dziecko formuje swoją psychikę pod gust innych "ważnych" osób ,to w
              pewnym momencie powstaje chaos w jego psychice,bo te wzorce mogą być bardzo
              różne.Nie chodzi mi tutaj o pozostawienie dzieci samym sobie,ale o mnogośc
              wzorców przekazywanych im przez media,rówieśników,rodziców,szkolę,religię itp.
              I jak to się ma w konfrontacji z realiami? SZOK!

              Zdaję sobie sprawę,że dotknęlam tematu powierzchownie.Może inni się dolączą.

              i na koniec.Nie pomyślales,żeby zaistniec na innym forum?Wiesz,te wróżki,znaki
              zodiaku... ;)

              hasta pronto
              pozdrawiam :)
              • sc200 Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 28.12.04, 12:43
                Witaj Amiga:)

                Dzięki za wypowiedź. Tak sądziłem, że jest mnóstwo ludzi "doceniających" wartość
                TV, Radia czy też Gazet.

                Ps.
                Co do forum. Piszę tu bo... wydaje mi się że tu są ludzie najbardziej zagubieni,
                a i dużo osób zagląda tu z ciekawości. Jest jakieś inne forum z podobną tematyką?

                Pozdrawiam :)
                Michał
                • eevvaa Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 28.12.04, 13:41
                  Witam

                  Jeżeli mogłabym coś zasugerować to forum psychologia.
                  Z przyjemnością czytam wszystko co jest w tym wątku, bo inne mnie nie interesują.
                  Jeszcze kilka lat temu na pewno tez byłabym zainteresowana inną tematyką. Wydaje
                  mi się, ze każdy sam musi do tego dojrzeć, żeby zrezygnować z oglądania
                  telewizji, słuchania radia ( słucham tylko muzyki wybranej ), czytania gazet.
                  Moją pierwszą ksiązką, która mnie zmusiła do zastanowienia się nad własnym
                  życiem były utwory Mulforda. Podobny styl życia przejmują od nas później nasze
                  dzieci. Jestem szczęsliwa, że one mogą już świadomie żyć, a nie pod presją
                  przesądów, środowiska, Kościoła .
                  Chciałabym Cię Michale zapytać jeszcze o sprawę pisania automatycznego. Czy to
                  jest kontakt z podświadomościa, czy z nadświadomoscią? Myślę, że jedno i drugie,
                  bo raczej w inne kontakty nie wierzę, są to wytwory naszej wyobraźni, które
                  przyjmują postacie naszych demonów ( wg tego w co wierzymy).

                  Serdecznie pozdrawiam :)


                  ewa

                  "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                  • amiga2 Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 28.12.04, 14:55
                    Początkowo też myślalam o forum psychologia,ale wycofuję się z tego pomyslu.
                    Wbrew nazwie psychologia ten watek ma inny kaliber od tych tam poruszanych i
                    obawiam sie,że móglby zostać mocno wypaczony.
                    Uważam sc200,że warto byloby "poobserwować" przez jakiś czas forum
                    psychologia,aby zorientować się w jego charakterze.
                    W sumie,kto szuka,ten znajdzie cię tutaj-jak widać wpisów niemalo.
                    Chociaż nadal będę zastanawiać się nad lepszym lokum.:))
                    Pozdrawiam
                    • eevvaa Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 28.12.04, 15:29

                      A może Michał powinien założyć swoje forum ? - dodatkowo, bo na pewno tutaj też
                      jest potrzebne ( właśnie dla takich zagubionych osób).

                      Serdecznie pozdrawiam :)

                      ewa :))

                      "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                      • sc200 Re: banalny ... - Zauważanie rzeczywistości 29.12.04, 11:49
                        Amiga2 i Ewaa

                        Jakiś pomysł na nazwe forum? Aby jak najwiecej dysputantów przyciągnąć?
                        Jak rozreklamowac takie forum?

                        Pozdrawiam :)
                        Michał
          • amatemi Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 28.12.04, 13:22
            zerknelam:)) dzieki i wzajemnie:))) a dla wszystkich modlitwa ( czas
            Swiat:)) ), ktora jest tak cudowna, ze nie moge jej nie napisac:))))
            Modlitwa czcieciela Wisznu:
            Panie przebacz mi moje trzy glówne grzechy. Pierwszy, że wyruszyłem na
            pielgrzymkę do Twoich licznych światyń, niepomny na Twą obecność w każdym
            zakątku Ziemi. Drugi, że tak często wołałem Ciebie o pomoc zapominając, że Ty
            bardziej ode mnie troszczysz się o moje dobro. A wreszcie za to, że jestem
            tutaj, aby prosić Cię o przebaczenie, wiedząc, że wszystkie nasze grzechy są
            przebaczone jeszcze zanim je popełnimy.

            Szczesliwego Nowgo Roku!!!!!!!!:)))))))
            amatemi:)))))
            • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 28.12.04, 13:45
              Witaj :)
              Amatemi jakie grzechy? :)
              Jakie przebaczenie? :)
              Brrr
              Rozumiem, że nie przyznajesz się do tej modlitwy czciciela Wisznu?
              Zerknij na wątek w temacie "grzechu" i przebaczenia.
              I nie dołuj swojej własnej podświadomości. Bo Bogu na pewno to nie służy :) A
              tym bardziej Tobie.
              Modlitwa noworoczna moja to:
              "Boże spraw aby każdy Cie odnalazł w sobie, aby Cie dostrzegał wszędzie i we
              wszystkim, abyśmy słyszeli Ciebie przez wszystko i przez każdego. Aby pozytywne
              wibracje zgościły na zawsze na Ziemi. Niech się tak stanie."

              Oczywiście z treścią Twojej modlitwy się zgadzam, ale wywaliłbym słowa
              przebaczenie, grzechy itd. Reszta ok :)

              Pozdrawiam :)
              Michał
              • amatemi Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 28.12.04, 19:57
                Ja mysle ze Bogu slyzu wszystko:))))))))))))))
                pozdrawiam:)
                • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 08:21
                  Kochana amatemi

                  Zgadza się :) Bogu służy wszystko!. Nic nie jest w stanie mu "nie służyć".
                  Zasada nieokreśloności figuruje ponadto.
                  Ale jest pytanie... czy służy to człowiekowi?
                  Odpowiedź brzmi: nie

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
                  • amatemi Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 10:55
                    drogi Michale:))
                    nie zgodze sie z Toba:)))
                    Jestesmy tu po to aby doswiadczac, rozwijac sie, wzbogacac o nowe ciekawe dla
                    duszy doswiadczenia. Wszystko co slyszymy, czytamy, myslimy, doznajemy wzbogaca
                    nas, czyli nam sluzy:)

                    pozdrowionka:)
                    • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 11:46
                      Amatemi odwróciłaś kota ogonem :)

                      Piszesz o czymś innym a ja pisałem o czymś innym również.
                      Służy nam i owszem to co napisałaś.
                      Ale nie służy "błaganie Boga o przebaczenie", "świadomość niegodności czyli
                      wyimaginowany grzech" oraz przepraszanie Boga. I o tym pisałem.
                      Bóg nie potrzebuje naszych przeproszeń, wie, że grzech nie istnieje, że zawsze
                      jesteśmy okey. Uważając że jest inaczej, nie wpływamy na Jego stosunek do Nas,
                      bo on jest niezmienny. Ale wpływamy na.... Siebie czyli na swój stosunek do
                      Niego i... czując się niegodni (jak można być z kimś w przyjaźni, wiecznie Go za
                      coś przepraszając lub też czuć stosunek: My (podwładni) <--> On (szef)) oddalamy
                      Go od Nas tzn zamykamy się na Jego prowadzenie, intuicję, pomoc i wszystko co
                      najlepsze.

                      Pozdrawiam :)
                      Michał
                      • eevvaa Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 13:18
                        Witaj Michale :)

                        Forum moze mieć nazwę "Rozwój duchowy" ( ale może ktoś ma lepszy pomysł na
                        nazwę). Z tego co widziałam to możesz się reklamowac poprzez linki np
                        bezpośrednie z forum "Wróżbiarstwo".
                        Michał,a co z moim pytaniem ? - jak nie masz ochoty tu odpowiedzieć to proszę
                        napisz e - maila.

                        Serdecznie pozdrawiam :)


                        ewa

                        "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                        • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 13:46
                          Witaj Eewoo :)

                          Co do Twojego pytania, to powiem Ci tak. Nie mam za bardzo zdania co do pisma
                          automatycznego. Ale jak już próbuje o tym myśleć to wydaje mi się, że:

                          1. Wiele duchów próbuje udawać innych.. żywych bliskich nam osób lub osób które
                          były kiedyś publicznymi personami. Czerpią z wiedzy dostępnej w swiecie
                          Astralnym bądź duchowym i przez to upadabniają sie w 100% do tamtych osób (np.
                          tak samo się "ubierają", zmieniają głos, nawyki itd)


                          2. Łatwo wpaść w opętanie... albowiem pismo automatyczne (podobnie jak spektakle
                          spirytuistyczne czy też modlitwy (uwaga !! tak) modlitwy za zmarłych czy też
                          uwielbienia dla pogrzebów i cmentarzy, - wszystko to otwiera tzw. kanał astralny
                          z czakramu (trzeciego oka).
                          I możemy przyciągnąć do siebie wówczas "pozytywne" duchy jak i... negatywne.
                          Tylko doświadczony z dużą wiedzą człowiek potrafi odróżniać takie duchy a jest
                          niezmiernie trudno (ja nigdy nie próbowałem i raczej nie pociąga mnie to)

                          (ps mówiąc o modlitwach za zmarłych mam na myśli modlitwy układane wg.
                          obowiązujących wzorców, tu jest ogromna pułapka. Jeśli nie wiemy jak się modlić
                          w intencji zmarłych to lepiej tego nie robić. Oni tam zresztą tak nawiasem nie
                          potrzebują w ogóle naszej modlitwy. Często się okazuje, że taka dusza już
                          inkarnowała (niekoniecznie na Ziemi - tu uwaga do UFOlogów :-) - tak Inne
                          cywilizacje istnieją również). Lub też lada chwila inkarnuje)

                          3. Pytania do duchów czy też ich "prowadzenie nas" uważam za zbyteczne. Pomijam
                          to, że nawet nasi bliscy "nieoczysczeni" za życia ziemskiego tak naprawdę w imię
                          dobra (takiego dobra jak ich TU na ziemi nauczono) potrafią manipulować żywymi
                          (swoimi bliskimi!!!). Oj tak spotkałem się już z tym... twarzą w twarz.
                          (zakładam tu że są przypadki kiedy nikt się nie podszył za ducha bliskiej osoby)

                          Jeśli już przechodzi ta informacja od Duchów czy też być może Wyższych Istot to
                          znowu zostaje jeszcze nasza podświadomość :) która conieco może też filtrować.

                          Nie osądzam negatywnie channelingu czy też pisma automatycznego. Ale zwracam
                          uwagę na wytężoną baczność jaką powinno sie mieć przy tego typu praktykach.
                          Najlepiej... upewnić się u... Boga, co do tego po co nam to jest potrzebne jak
                          już. Taka modlitwa o ukazanie intencji naszych np. ciągot do takich kontaktów,
                          modlitwa o oczysczenie (być może?) może być drogowskazem.

                          Oczywiście nie dyskredytuje tzw. Opiekuna Duchowego czy jak kto woli "Osobistego
                          Anioła Stróża" ale to już inksza bajka :)

                          Taki jest mój punkt widzenia. Czy o to Ewo Ci chodziło?

                          Pozdrawiam :)
                          Michał
                          • eevvaa Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 14:03

                            Michale :)

                            Dziękuję Ci za odpowiedź. Poprostu tak to rozumiesz. Ja kiedyś tez tak odbierałam.
                            Interesowalam się( dawniej ) tą problematyką. W moim życiu jednak zaszły duże
                            zmiany ( mój mąż nie zyje od 5 lat) i trochę inaczej patrzę na duchy.
                            Nie muszę miec oczywiście racji, ale jest we mnie jakaś wiara, ż e się nie mylę,
                            ze za to wszystko jest odpowiedzialny nasz umysł. Tak mamy jak chcemy.
                            Raczej uważam, że są to wszystko kontakty z podświadomością i dla niektórych z
                            nadświadomością.Nie każdy jednak potrafi sobie poradzić z tym odbiorem i wtedy
                            dopadają tzw. demony. Jeżeli chodzi o modlitwy za zmarłych i przebywanie na
                            cmentarzu to ja wogóle nie odczuwałam takiej potrzeby, wręcz mnie odrzucało,
                            wtedy chcialam mieć kontakt i go mialam , gdzie chcialam ( ale to ode mnie
                            zależało) - zrozumiałam, ze takie kontakty nie są mi do niczego potrzebne i się
                            skończyły.

                            Dziękuję Ci i pozdrawiam :)
                            ewa

                            "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                      • amatemi Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 29.12.04, 15:32
                        oczywiscie ze tak jest, ale o tym wlasnie mowi ta modlitwa, ktora napisalam:)))
                        • sc200 Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 31.12.04, 11:47
                          Amatemi :)
                          Oczywiście, że ja rozumiem Twoją modlitwę. Ale lepiej (mimo, że własnie piszesz
                          o tym aby pojecia: grzechu unikać) nie używać takich sformułowań. I nie mam tu
                          na myśli Ciebie czy mnie. Ale wielu czytajacych, których podświadomość wyciągnie
                          te skojarzenia, które pasują do jej schematu.

                          życze Tobie i wszystkim szczęśliwego Nowego Roku
                          A jeśli ktoś robi sobie takie remamenty i chce zacząć wszystko na nowo lub też
                          coś PORZĄDNIE zaplanować (osobie ggg polecam!! szczególnie:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=468&w=17317073&a=18703129) polecam
                          Planowanie życia świetnej Wandy Łoskot:

                          Zapiszcie się to dowiecie się o co chodzi. W ciągu 10 kolejnych dni uczciwie
                          zaplanujcie swoje życie.

                          www.akademiasukcesu.com/kursplanowania.html
                          Dosiego ROku 2005!
                          Pozdrawiam :)
                          Michał
        • pawpos Re: banalny - "Poskromić" podświadmość 02.01.05, 09:09
          Witajcie,
          Ale fajny post - zwłaszcza jak na tytuł forum - wróżbiarstwo.
          Chciałem się krótko "dorzucić" - bo jakbym chciał odpowiedzieć szerzej to by mi
          dnia nie starczyło. Piszę z własnego doświadczenia.... Może się komuś przyda.
          Mnie się przydało.
          1) to otworzenie się na Boga było dla mnie najtrudniejsze - bo musiałem przyjąć,
          że on jest, kocha mnie itd. a tak bardzo go zapomniałem, oddaliłem się. - ale
          jak syn marnotrawny wróciłem
          2) powrót był krótki - w zasadzie jak sie odwróciłem - to ON już tam czekał - to
          mnie bardzo zaskoczyło, bo też myślałem, że droga będzie długa i będę musiał
          długo szukać
          3) z tego zbudował mi się taki wniosek, że nie trzeba szukać, tylko chcieć byś
          znalezionym

          Nie chcę przedłużać, ale najsedeczniej życzę "otworzenia sie na NIego" On jest
          super-kochającym Tatusiem. Chociaż czasami musi dać ostrzeżenie, albo chcąc nas
          czegoś nauczyć doświadczenie.

          Pawel - sop@plusnet.pl
    • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 29.12.04, 15:45
      Mamy to w co wierzymy i Panu Bogu jest to obojętne - on wszystko przyjmie -
      niczego nie zaneguje - dlatego jest tak ważne jak pisze Michał pozytywne
      myślenie, a nie cierpienie, prośba o wybaczenie, tak zostaliśmy wychowani i
      potrzebuje tego nasza podświadomośc, a nie Bóg - tym sposobem " umniejszamy"
      Boga - sprowadzamy go do roli człowieka - bo inaczej nie potrafimy tego pojąć.

      Pozdrawiam :)
      ewa

      "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
      • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 29.12.04, 16:20
        do ewy:
        Zgadzam sie w 100% :)))


        do sc200:
        Tytul forum móglby zostać -Przepis na szczęśliwe życie- przecież wiele osób
        tego szuka,to brzmi kusząco ;)
        Przez pewien czas należaloby prowadzić równolegle ten wątek,aby
        zainteresowanych "przenieść" na nowe forum.Ja np. nieczęsto zaglądam na
        prywatne ,nie interesuja mnie nowo zalozone-za dużo tego.Mam tylko dwa "po
        linii zawodowej".
        Pozdrawiam
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 29.12.04, 21:36
          Amiga2

          Ciekawy tytuł... Może będą jeszcze jakieś inne propozycje?
          Ja jak założyłem fora: Rozwój Duchowy i Duchowość to nikt tam nie napisał :)
          Najwyraźniej ludzi to przeraża :) albo też szuka się doraźnych rozwiązań...

          A na forum Psychologia widze głownie posty kobiet opuszczonych/zdradzonych przez
          mężczyzn (odwrotnie też) i mało tam tematów związanych z... psychologią :-)
          Zresztą trudno nazwać to co piszemy w tym wątku psychologią hmmm. Bo chyba to
          coś jest prostsze w definicji niż opasłe tomiska psychologii. Albo może sie mylę :)

          Pozdrawiam :)
          Michał
      • pawpos Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.01.05, 00:30
        Witaj.

        Mnie się jednak wydaje, że Bogu nie jest wszystko jedno. Choć oczywiście zależy
        to od światopoglądu i osobistych przeżyć.

        W moich przeżyciach Bogu bardzo zależy bardzo na tym kim jestem i co robię.
        Czuję go jak mojego Ojca i Stworzyciela. Ojca, który pragnie mojego szczęścia i
        pragnie mieć ze mną relację. W tym sensie pozytywne myślenie nie bardzo pomaga -
        pomaga otworzenie się na Niego z czego rodzi się nadzieja a w konsekwencji
        naturalny optymizm.

        Prosić Boga o wybaczenie czy nie? Cóż On chyba faktycznie tego nie potrzebuje.
        Ale my tak - bo inaczej nasza pycha może nas rozeprzeć - bo przecież nawet Jego
        nie musimy o nic prosić. Zreszą prosić nie jest rzeczą umiejszającą - nic w tym
        złego.

        Zgoda dotycząca przypisywaniu Bogu ludzkich cech.

        Niech nas Bóg prowadzi ku prawdzie.

        Pawel
        • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.01.05, 09:31

          Witaj!!
          Na pewno jest to przejęzyczenie - Panu Bogu na pewno zalezy tak jak to
          napisałeś, ale do niczego nas nie zmusza. To my wybieramy czy chcemy być
          szczęśliwi, czy cierpieć... Zresztą Michał to tak wspaniale wyjaśnił, że na
          pewno wiesz, że nie o to chodziło...

          Serdecznie pozdrawiam :)
          ewa

          "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
    • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 01.01.05, 17:07
      do sc200:
      Witaj w nowym roku! :))
      Czy móglbys wpaśc na forum psychologia,na wątek "trzy drzewa" i podzielić sie
      swoimi refleksjami tutaj?
      Pozdrawiam :))
      • pawpos Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 02.01.05, 09:15
        Wcześniej byla tu dyskusja o wahadełku. I sc200 napisał, że ona służy
        dokomunikowania sie z nadświadomością.
        Ja raczej odradzam - mam swoje bardzo przykre doświadczenie. Nadświadomość
        okazała się kimś innym niż tym mi się wydawało. NIestety.
        Pawel - sop@plusnet.pl
        • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 02.01.05, 11:33

          Witaj Pawle

          Poprostu musiałes mieć nieoczyszczoną podswiadomość i to
          ona się odezwała, a nie nadświadomość. Dokładniej mówiąc
          odezwały się tzw. demony uśpione w podświadomości.

          Serdecznie pozdrawiam :)
          ewa

          "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć
          • pawpos Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.01.05, 23:31
            Cieszę się z Twojeo posta ponieważ wydaje mi się, że potwierdza on moją radę.
            Skąd bowiem mamy wiedzieć, czy nasza podświadomość jest oczyszczona? A jeśli
            nie będzie to co się wtedy stanie - i czy będziemy w stanie zamknąć to co się
            otworzy, odwrócić los wydarzeń?

            Pawel
            • Gość: delphine Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.olsztyn.mm.pl 28.01.05, 10:00
              pawpos napisal:

              Cieszę się z Twojeo posta ponieważ wydaje mi się, że potwierdza on moją radę.
              Skąd bowiem mamy wiedzieć, czy nasza podświadomość jest oczyszczona?

              a) jest wuiele technik ktore moga w tym pomoc :) wszelkiego rodzxaju diagnozy
              mentalne poza tym istnieje cios takiego jak medytacja :) medytacja co
              oczyszczassz swiadomsoc czy podswiadomosc ? :) tak dla jasnosci

              A jeśli
              nie będzie to co się wtedy stanie - i czy będziemy w stanie zamknąć to co się
              otworzy, odwrócić los wydarzeń?

              b) da się - tylko nie wiem o czym mowisz czy o zyciu jako zycie ? czy o
              ingerencji w nie a potem cofniecie :| uscislij prosze swoja wypowiedz lbo
              skieruj do odpowiedniego watku :) z gory serdeczne dziekii

              delphine

      • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 04.01.05, 17:11
        Cześć :)
        Możesz podać dokładny link do tego wątku?
        Jakoś nie umiem tego znaleźć...

        Pozdrawiam :)
        Michał
    • sexyass696 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 03.01.05, 17:38
      czesc!ja mam wlasnie taki problem,chodzi o to ze o tym wiem ,tylko niebardzo
      umiem pokierowac soba.niewiem dlaczego tak jest,sama wroze z tarota i zajmuje
      sie astrologia.jednak jesli hodzi o mnie ,istnieje jakas luka,ktorej nieumiem
      nazwac.mecze sie ,choc wiem o tym wszystkim,to jestem uwieziona sama przez
      siebie w miejscu ktore mnie oslabia i meczy.pragne zaczac nowe zycie w nowym
      miejscu ,lecz niepotrafie przekazac sobie wlasciwej instrukcji,ktora wywola ten
      oczekiwany efekt.bylabym wdziedzczna za odpowiedz,czym powinnam sie kierowac,bo
      juz trace wiare w siebie i w przyszlosc...pozdrawiam marta
      • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 03.01.05, 18:32

        Może powinnaś Marto przestac wrózyć, zajmowac sie tarotem - takie zabawy mogą
        prowadzić ludzie o bardzo silnej psychice. Podświadomie możesz nie godzić się na
        to ( uważasz to za złe )i występuje u Ciebie konflikt. Tak naprawdę nic nie jest
        złe co pomaga człowiekowi czynić dobro, pomóc drugiemu człowiekowi. Sobie wróżyć
        jest bardzo trudno, bo podchodzisz do tego emocjonalnie i odpowiedź jest
        zafauszowana. Przeczytaj w tym wątku rady Michała o afirmacjach,( a najlepiej
        jak byś dokładnie wszystko przeczytała od poczatku ) to myślę, że znajdziesz
        odpowiedź na swoje pytania ,
        Serdecznie Cię pozdrawiam :)

        ewa:)

        "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
        • sc200 banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 04.01.05, 17:52
          Witajcie w Nowym Roku.

          Widze że wątek dalej żyje co mnie niezmiernie cieszy :) W ogóle tak nawiasem
          piszcie tu o swoich problemach, to być może wspólnymi siłami spróbujemy te
          problemy rozwiązać... A gdzie dwie głowy to nie jedna :)

          Mam nadzieje również, że opisywany sposób odbierania świata wg. mojego punktu
          widzenia również przybliży conieco funkcjonowanie rzeczywistości.

          Myśle tak sobie, że jak już wątek powiedzmy przekroczy 1000 wpisów :) albo i
          mniej... to wezmę się do pracy i stworzę osobną miniportalową stronę również z
          artykułami (każdego zainteresowanego) i forum itp itd a jak już nas będzie
          więcej to jakiś może zjazd in real? :) No dobra... dość gdybania.

          Dzisiejszy temat, jaki bym chciał wywołać to tzw. problem organizacji
          religijnych. Celowo nie używam słowa: SEKT

          Wynika to z tego, że... najpierw byśmy musieli powiedzieć, co każdy rozumie pod
          hasłem "sekta". Moja definicja jest następujaca.
          == Jest to organizacja (ponad 1 osoba :-)) z stojącą na jej czele przywódcą
          (często z odpowiednią hierarchiczną strukturą), która poprzez odpowiednie
          manipulowanie podświadomością (poprzez świadomość klientów) omamia i spętuje
          wolność umysłową ludzi w celu osiągnięcia jakichś korzyści czy to materialnych,
          czy to duchowych (dokładnie: pseudoduchowych) czy też w celu zachowania władzy i
          innych celów nie służącym Najwyższemu Dobru==
          Czy zgodzicie się z tą definicją? Coś dodać? Coś ująć?
          Jednym słowem jest to organizacja, która zaprzecza Boskiemu dogmatowi: Miłości
          bezwarunkowej oraz Zasadzie Wolnostojeństwa czyli wolnej woli (niech się dzieje
          to, zgodnie z wolną wolą moją i dobrem moim i innych istot).

          Hmmm, ok.
          Teraz nieprzyjemna część wątku... Przynajmniej dla wielu.
          Jeśli się zgodzicie z tą definicją, to tak naprawdę WSZYSTKIE ORGANIZACJE
          RELIGIJNE są sektami... No tak. Do jednego worka wrzucam KK, inne Kościoły,
          Sekte Davida, Kurs Cudów (o tym też troche napisze), i 100-tki innych, których
          nazw nie pamiętam lub też nie znam.
          Hmmm a może nie tak do końca? Przyjrzyjmy się temu:
          :KK:
          1. Jest prowadzący: Papież w Watykanie, odpowiednia hierarchiczna struktura
          (biskupi, arcybiskupi itd), odpowiedni proboszczowie.
          2. Omamia świadomość ludzi, czyniąc ich niewolnikami własnego poczucia wolności,
          które nie ma wiele wspólnego z Boskim Absolutem. (przypomnijcie sobie relacje w
          tv z wymowy ludzi broniących przykładowo Ks. Jankowskiego)
          3. Jest organizacją nasączoną polityką
          Nie od dziś wiadomo, że istnieją dziwne układy polityczno-"duchowe" na łonie tej
          organizacji, co najlepiej widać, kiedy jakiś Biskup, Prymas itp wypowiada się w
          TV na temat takiego a nie innego głosowania podam naprędce przykład "Wstąpienie
          do UE". Rzecz nie w tym, że nie mieliśmy wstąpić, tylko że próbuje się
          manipulować ludźmi zmusza się ich do konkretnej odpowiedzi w referendum. (ktoś
          powie że się czepiam - to zripostuje: Czy wiecie że zanim zdaje się Szwecja
          przystępywała do UE (chyba 1995 rok), to w kraju zorganizowano SZEROKĄ kampanie
          informacyjną ZA jak i PRZECIW. Obie opłacono ze środków państwa w równym
          stopniu, zostawiając wybór obywatelom. W Polsce nie słyszałem o tej PRZECIW, a
          może się mylę? i niech ktoś mnie oświeci?)

          Podobnie działają inne organizacje. Teraz najważniesze:
          Do Boga nie da się dotrzeć z ideą pośrednictwa a taką idee mają organizacje
          religijne a sprawę pogarsza fakt np. nieczucia się godnym, pełnym grzechu - to
          już jest skrajność manipulacji.

          Czy w takim razie organizacje religijne są złe? Czy wszystkie są w tym pojęciu
          sektami?
          Na pewno nie.
          Myślę, że jeśli spotyka się grupa ludzi, w której każda osoba ma coś do
          powiedzenia - nikogo się nie mianuje Guru (dlatego tak ważne jest abyście ten
          tekst traktowali jako wypowiedź takiego samego Guru jakim i Wy jesteście - cały
          czas to podkreślam aby u Was nie wyzwolił się mechanizm: Lud - Ekspert, czy też
          Podwładny - Szef... bo to doprowadzi nas wszystkich na niezłe manowce :) )
          Dalej...
          I jeśli ta grupa wymienia się informacjami o sposobach pracy nad sobą. I nie
          ubiera do tego żadnej ideologii (ja napisałem wcześniej w tym wątku, że tych
          prawd nie da się zmanipulować bo jest to BANALNY przepis na Sz.Ż. czyli prosty.
          Prostszy niż 1+1=2. Bo leży u podstawy całego życia... ) to jest duża szansa że
          są wzajemną Boską inspiracją i będą czynić dobro dla siebie, bez szkody innym a
          wręcz zgodnie z Dobrą Wolą Innych.

          Temat sekt to drażliwy temat...
          Na koniec coś o przedstawionej w Interwencji Polsatu "Kursie Cudów"
          Jak uważnie ktoś oglądał to zauważy że w wypowiedziach ludzi prowadzących KC
          przewijały się prawdy z kłamstwami.
          1. Jesteśmy Boskimi istotami: PRAWDA
          2. Musimy płacić za dowiedzenie się o tym na kursie: FAŁSZ
          3. Cierpienie i grzech nie istnieją: PRAWDA
          4. Prowadzący wprowadza innych w stan bliski Bogu (trans): FAŁSZ

          1 i 3 już troche opisywałem
          Ad. 2
          Nie musimy płacić. Jeśli ktoś żąda opłaty za kurs w formie zmanipulowanej opłaty
          (tzn. tzw. dobrowolna - przymusowa w rzeczywistości - opłata) bez
          poinformowania o tym Z GÓRY przed SPOTKANIEM to jest to manipulacja. A
          prowadzący udawadniają swój FAŁSZ sobie. A tak nawiasem mówiąc szwankuje u nich
          świadomość Bogactwa Wszechświata czyli Boga, pewno w podświadomości wątpią czy
          Bóg jest w stanie cokolwiek im dać, więc korzystają z oszustw ile się da.
          Nie wiem jak jest w przypadku Kursu Cudów, bo choć zetknąłem się z relacjami to
          nie znam nikogo osobisci kto był na tym kursie. Więc jeśli to nie dotyczy KC to
          jeśli dotyczy innych spotkań to przestrzegam ogólnie.

          Ad. 4
          Blisko Boga to My CAŁY czas jesteśmy. Nie potrzebujemy pośredników aby do Niego
          się zbliżyć. Wystarczy tylko do Niego zagaić... i poczuć się Jego godnym
          (odsyłam do tematu w tym wątku: tematu afirmacji i modlitw no i oczyszczani się)
          Trans wpływa dodatkowo negatywnie...
          Jest bliski zażywaniu psychotropów. Albowiem, może (choć nie musi) otwierać
          kanały astralne i do opętania już blisko. Przestrzegam przed wymawianiem różnych
          Mantr. Wynika to z tego że może w każdej chwili "obudzić" sięw nas tzw. pamięć
          poprzednich inkarnacji i np. ona skojarzy mantre z ostatnią pieśnią jaką
          usłyszała przed śmiercią (np. wskutek wypadku) i już gotowe nieszczęście
          (zaczyna przyciągać podobne - mechanizm w podświadomości działa).
          Tak samo przestrzegam przed używaniem... tarota, run, wahadełka jako antidotum
          na codziennie problemy czy też tzw. kompletny odjazd w rzeczywistości.
          Najpierw praca nad sobą o której pisałem i którą trzeba zrobić a później.... hah
          a później stwierdzicie sami że w paśmie swoich sukcesów nie będziecie mieć czasu
          na karty itp...

          Kurcze już nie wiem o czym miałem jeszcze tu pisać :)
          Ok temat otwieram do dyskusji. Czekam na ciekawą polemikę.

          Pozdrawiam :)
          Michał
          • Gość: xxx Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 04.01.05, 23:19
            Michał czytam ten wątek. Nie wiem czy zgadzam się ze wszystkim co piszesz, ale
            jest to ciekawe i na pewno warte przemyślenia.
            Pytanie - od czego proponujesz zacząć prace nad sobą?
            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.01.05, 12:52
              Witaj xxx :)

              To jest sprawa naprawde bardzo indywidualna. Albowiem kazdy z Nas jest
              wychowywany w roznych warunkach, ma roznych rodzicow (dokladnie to powinienem
              powiedziec: mial rozne intencje wybierajac dana rodzine przy narodzinach),
              chodzil do roznych szkol, mial inne wcielenia no i nabyl roznych cech podczas
              swojego wzrostu.
              Jednemu bedzie latwiej innemu trudniej. Na razie wystarczy na początek zdawać
              sobie powoli sprawę że może być inaczej. I mimo setek ksiażek o tym
              traktujących, próbować się czuć niewyalienowanym - bowiem nie masz pojęcia jak
              dużo ludzi myśli tak samo - ale z powodów oczywistych (w naszym kraju demokracja
              jest mitem) nie mogą/nie chcą wyrazić tego co czują. Boją sie skutków. To jest
              wiesz... taki stan pośredni między zrzuceniem jarzma grupy osób kierujących
              światowymi religiami a pełną wolnością która jest jednocześnie pełnią miłości -
              którą można doświadczać od Boga (bez pośredników).

              Ciesze się że piszesz: "Nie wiem czy zgadzam się ze wszystkim co piszesz, ale
              jest to ciekawe i na pewno warte przemyślenia."
              Tzn. że potrafisz myśleć analitycznie. Że nie próbujesz mi tu cytować setek
              fragmentów z Ksiąg Świętych KK (poprzerabiane Ewangelie i Biblia, narzucone
              "intepretacje"). I odpowiadać mi cytatami na teksty które wynikają z tego co sam
              myślę. Bo po co mi to miałby ktoś cytować skoro te księgi nie są dla mnie
              autorytetami?

              No dobra, piszesz od czego zacząć. Przeczytałeś dokładnie ten wątek? Przecież w
              kółko o tym mówimy.
              1. Oczyszczenie intencji do siebie czyli pokochanie siebie
              Tu są pomocne terapie oczyszczające kochaną podświadomość
              Aby uzmysłowić sobie problemy które trzeba przepracować (problemy to błędne
              wyobrażenia o życiu zakodowane w naszej podświadomosći w ciągu naszego
              dotyczasowego życia) - tu jest niezbędna kartka i coś do pisania.

              2. Po oczyszczeniu naszego pokoju (podświadomości) należy ją ładnie umeblować -
              ale nie tandetnymi meblami! tylko tym co Bóg daje nam zawsze - i czeka na naszą
              odpowiedź. A wiec poczuciem:
              a) bezpieczeństwa, cierpliwości, godności wobec Boga, kumplostwa Boga do Nas,
              obecności faceta który lubi nasze świńskie dowcipy ;-) (faceta=Boga) (myślicie
              kochani dewoci że Boga coś może zgorszyć? :))) Zaręczam że nic. Wszystko On
              widział, wszystko wie i czym my Go możemy zaskoczyć? :) Dajmy temu pokój.)
              b) miłości do siebie (przez to w przyszłości do innych)
              c) Bożego prowadzenia przez życie (nie musi być, ale bardzo ułatwia wszystko -
              wyjaśniam to w tym wątku we fragmencie dot. "dom i idealni sąsiedzi"
              d) .... tu sobie sami wypełniamy. Odpowiednie zdrowie, finanse itd.
              Afirmacje i modlitwy są tu na porządku dziennym. O tym jak poszperasz w
              Internecie (także w tym wątku już o tym pisaliśmy) jest dużo i wyczerpująco.

              No i to wszystko :)
              Proste?
              Czas trwania?
              Każdy etap może trwać długo lub krótko. Nie ma reguły. Wiesz, pytanie o czas to
              tak jakby ktoś kto sprząta i porządkuje domy i mieszkania za opłatę został
              zapytany o to w jakim czasie sprząta. Każdy dom i mieszkanie jest inne i inaczej
              się sprząta.
              Jak to jest z Twoim mieszkaniem?

              Pozdrawiam :)
              Michał
      • pawpos Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.01.05, 00:20
        Moja żona kiedyś wróżyła Tarotem - i przeżywała podobne sytuacje do Twoich.

        Przeszło jej znacznie jak pozbyła się kart, książek itd. Jakbyś był ciekaw
        naszej historii to zapraszam: www.uczciwy.blox.pl - lub sop@plusnet.pl

        Pawel
    • avventura Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 04.01.05, 18:55
      poczekajcie....
      nie nadazam z czytaniem!!!!!
      pozdrawiam goraco:))))))))))
      • Gość: 9 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.nsn.pl / 213.199.195.* 05.01.05, 15:22
        Witam
        Michał, pobieżnie przeczytałem twój wątek i w większości się z tobą zgadzam.
        Jednak widze to troche inaczej:
        Istnienie człowieka to ciągła nauka, zbieranie doswiadczeń i poznanie wszystkiego, czyli taka ścieżka życia na której w raz z kolejnymi krokami jesteśmy bliżej oświecenia, doskonałości, na wyższym poziomie rozwoju duchowego. Można prównać to do wchodzenia pod góre na szczycie której jest to coś (Bóg?). Każdy zdąża tam inną (indywidualną) drogą i każdy jest na innym poxiomie rozwoju świadomości. I tak:

        -aby się uczyć i zdobywać doświadczenie jesteśmy umieszczani np. w ziemskim życiu. Istanieje zapewne nieskończona ich ilość (czyżby rówoległe wymiary o których mówił Einstein?)
        -na naszej drode wszystko co sie nam przydaża i wszyscy ludzie których spotykamy są potrzebni bo dzięki temu zbliżamy się do niego
        -odnośnie religi typu KK to sądze że ich złą cechą jest to że strasznie ograniczają ludzkie myślenie (dogmaty, nakazy itp) i nie uwzględniają tego że każdy jest na innym poziomie rozwoju i rozumie 'Boga' inaczej. Są one jednak potrzebne tym ludziom którzy są "niżej"(niechciałbym tu nikogo urazić) i potrzebują nadzorcy który będzie im mówił co mają robić i oferował im bezpieczeństwo, potrzebę przynależności, pukładanie żeczy których nie rozumieją (tak jak w socjaliźmie częśc ludzi była chętna zrzec się kilku swoich praw w tym wolności, swobody wypowiedzi wzamian za "zwolnienie od myślenia", to że zawsze był ktoś kto mówił mu co ma robić i w razie czego było na niego.
        -dobro i zło, wytłumaczyłem sobie to w ten sposób że gdy czynimy jakieś dobro, zbieramy pozytywne doświadczenia, to nasza ścieżka zmieża w górę natomiast gdy robimy świadomie coś złego (gdy jedynym naszym celem jest dokuczenie innym, i wiem ktoś będzie przez nas cierpiał) to nasza ścieżka przypomina linie prostą, czyli stajemy niejako w miejscu :(

        Podrawiam
        • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 05.01.05, 20:41
          Witaj :)

          Dzięki za polemikę i przedstawiam dokładniej mój punkt widzenia.
          Po pierwsze nie chce zagłębiać (tu przedstawiać) teorii o nierównym rozwoju
          każdego z Nas. Tzn. że jedni są bliżej inni dalej (więc ciężko komuś zrozumieć
          np. idee tu głoszone). Przede wszystkim dlatego, że nie chce wywołać dyskusji, z
          której wyniknie pyskówka (np. ktoś uzna, że sie alienujemy itp). Różne są
          schematy podświadomości z tym związane i nigdy do końca nie będzie wiadomo
          jakich reakcji można się spodziewać.

          Piszesz:
          "Istnienie człowieka to ciągła nauka, zbieranie doswiadczeń i poznanie
          wszystkiego, czyli taka ścieżka życia na której w raz z
          kolejnymi krokami jesteśmy bliżej oświecenia, doskonałości, na wyższym poziomie
          rozwoju duchowego. Można prównać to do wchodzenia
          pod góre na szczycie której jest to coś (Bóg?). Każdy zdąża tam inną
          (indywidualną) drogą i każdy jest na innym poxiomie rozwoju
          świadomości. "

          Nie ma innej drogi. Tzn. moge się zgodzić połowicznie. Masz racje w tym co
          piszesz, ale jednocześnie stwierdzam że nie ma innej drogi do Boga. Czyli
          zgodnie z zasadą nieokreślenośći również ludzie nie wchodzący na ten szczyt
          dochodzą do Boga.

          Piszesz:
          "-aby się uczyć i zdobywać doświadczenie jesteśmy umieszczani np. w ziemskim
          życiu. Istanieje zapewne nieskończona ich ilość (czyżby rówoległe wymiary o
          których mówił Einstein?)"

          I nie tylko Einstein także Bohr jak i starszy od Nich Pitagoras.
          Mała poprawka. Nie tylko ZIEMSKIM. Mówimy tu o wymiarze istoty a nie
          doświadczeniach naszego świata. Również mogą to być środowiska pozaziemskie -
          inne cywilizacje/planety.
          Jesteśmy cząstką Boga która doświadcza siebie i chyba obaj myślimy o tym samym,
          więc tu różnicy nie ma.

          Piszesz:
          "-na naszej drode wszystko co sie nam przydarza i wszyscy ludzie których
          spotykamy są potrzebni bo dzięki temu zbliżamy się do niego"

          I tu wytłumacze pewną istotę.
          Nic nie jest w stanie oddalić od Boga więc masz racje "wszystko zbliża" do Boga.
          Rzecz w tym że każdy ma setki milionów wariacji jednej drogi i tylko od NAS
          samych ZALEŻY jaka to będzie droga tzn czy spotkamy "dobrych" czy też "złych"
          ludzi czy spotkają nas "dobre" czy "złe" wydarzenia. Dokładnie to od programu
          podświadomości, o której tu tak dużo mówimy i Bóg tego nie zmienia (sam stwarza
          i został stworzony przez tą Energie Przemian).
          Ale ja nigdzie nie pisałem, że Oświecenie to zamknięcie się w klasztorze (aby
          unikać ludzi i wydarzeń) i medytowanie. Wprost przeciwnie, staram się
          przedstawić program na stadne życie - bo jesteśmy istotami stadnymi. Rzecz w tym
          że "Jakość wybiera istota" (Piliniusz).
          Nie widze różnicy w tym co piszesz a w czym ja piszę? Ewentualnie nie dostrzegam
          innego znaczenia Twoich słów.

          Piszesz:
          "-odnośnie religi typu KK to sądze że ich złą cechą jest to że strasznie
          ograniczają ludzkie myślenie (dogmaty, nakazy itp) i nie uwzględniają tego że
          każdy jest na innym poziomie rozwoju i rozumie 'Boga' inaczej. Są one jednak
          potrzebne tym ludziom którzy są "niżej"(niechciałbym tu nikogo urazić) i
          potrzebują nadzorcy który będzie im mówił co mają robić i oferował im
          bezpieczeństwo, potrzebę przynależności, pukładanie żeczy których nie rozumieją
          (tak jak w socjaliźmie częśc ludzi była chętna zrzec się kilku swoich praw w tym
          wolności, swobody wypowiedzi wzamian za "zwolnienie od myślenia", to że zawsze
          był ktoś kto mówił mu co ma robić i w razie czego było na niego."

          Co do KK to masz racje (to samo dotyczy innych religii i kościołów)
          Ale nie zgodze się z tym że są potrzebne ludziom na "niższym" poziomie rozwoju.
          Oj znasz pewno słowo "analiza psychometryczna"? To wyobraź sobie, że znam wyniki
          badań paru księży i stoją Oni na wyższym niż ja poziomie rozwoju (wcale nie
          twierdze że jestem Mistrzem). Więc nie możemy SZUFLADKOWAĆ ludzi, a jakby do
          tego przyłożyłeś mały palec.
          Teoria ta pada przede wszystkim dlatego że nie nam to oceniać. Bo... wszelkie
          ocenianie jest błędem, wszelkie ocenianie że ludzie tacy i tacy są niżej a inni
          wyżej. Czy czasami nie pojawia sięu Ciebie wspomnienie Atlantydzkie? (zapraszam
          na wykłady Leszka Żądło - ostatnio pięknie o tym mówił). I żal że było Boom? :)
          To jest do przereagowania. Wszelkie ocenianie jest błędem też dlatego że nasz
          Przyjaciel Bóg nigdy w "to nie wchodzi". Nie zabawia się w ocenianie. Nie jest
          to przymiot boski. Więc nie jest prawdziwe.
          Możemy tylko powiedzieć że ludziom z praniem mózgu np. KK trudniej jest
          zaakceptować fakt, że rzeczywistość działa inaczej. I tu się mogę tylko zgodzić.
          Zaprzeczeniem tego co napisałeś w tym temacie jest też inna powiedzmy
          matematyczna prawda.
          Otóż. Załóżmy ilu było wyznawców KK w roku 0 n.e. (nie w % ludzi na ziemi tylko
          w liczbie "głów")?
          A ilu było w 500 r n.e.?
          a w 1500 r. n.e.?
          A w 2000 roku naszej ery?
          Zapewne pojawia się ciąg wzrastający... Kolejne liczby są coraz większe.
          Więc coś nie pasuje tu. Skoro x dusz było na niższym poziomie rozwoju w roku 0,
          później więcej w 500, więcej jeszcze bardziej w 1500 i strasznie dużo w 2000 to
          co to Twoim zdaniem oznacza? Degradacja duchowa? Skoro są wyższe poziomy to
          przecież ewolucja duszy idzie do przodu. Więc nie może się nagle pojawiać w
          kolejnych latach ludzi więcej nieoświeconych (o niższym poziomie rozwoju).
          Dlatego... że ludzi pojawia sięna planecie coraz więcej. A jeden człowiek = 1
          dusza (no poza tymi co są opętani rzecz jasna). Więc tu teoria bierze łeb.
          Twoje ocenianie ludzi z KK na niższym opziomie rozwoju możę wynikać z faktu...
          żę Twoja podświadomość szuka buntu przeciwko czemuś w czym pewnie uczestniczyłeś
          jeszcze kiedyś... Jest to naturalne, ale dalekie od rzeczywistych faktów.
          Oczywiście takie jest moje zdanie.

          Piszesz:
          "-dobro i zło, wytłumaczyłem sobie to w ten sposób że gdy czynimy jakieś dobro,
          zbieramy pozytywne doświadczenia, to nasza
          ścieżka zmieża w górę natomiast gdy robimy świadomie coś złego (gdy jedynym
          naszym celem jest dokuczenie innym, i wiem ktoś
          będzie przez nas cierpiał) to nasza ścieżka przypomina linie prostą, czyli
          stajemy niejako w miejscu :( "

          Tu nie wiem. Wydaje mi się że masz racje. Napisałbym tylko to "zło" w
          cudzysłowiu. Bo formalnie to takiego pojęcia nie ma.

          Chciałbym następny temat poruszyć bardziej metafizyczny może (choć pragnę aby
          ten wątek był bardziej praktyczny ale bez krzty tego ciężko jest coś opisywać...)
          Ten temat to równość jednostek wobec Boga i Jego jednakowej bliskości. Czyli
          nazwię to "Jesteśmy tym samym. Jesteśmy"
          Nie wiem czy są zainteresowani żebym to napisał?

          No wiecie potrzebuje doping :) Bo za niedługo tu książkę napiszemy :)) a okaże
          się że nikt tego nie czyta.

          Dzięki za polemikę. Brakuje tu takich postów.
          Ogólnie się z Tobą zgadzam ale... w szczegółach nie do końca.

          Pozdrawiam :)
          Michał

          • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.01.05, 10:27
            Kolego 9 :) popolemizujcie - no nie mów że się zgadzasz :)
            No dobra chodziło mi o wywindowanie wątku. ;-)

            Musze nowy temat zacząć pisać hmmm

            Pozdrawiam :)
            Michał
            • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 07.01.05, 13:38
              Ok,to ja w tak zwanym miedzyczasie wtrącę coś z innej beczki,bo zaintrygowal
              mnie watek na tym forum "sama w to nie wierzylam.." Zauważylam tam twoj
              wpis,więc może zweryfikujesz :) moje poglądy na ten temat,bo sama mam od
              pewnego czasu podobne problemy.

              Wiele lat temu pewien męzczyzna ,żonaty,pospieszyl mi z bezinteresowna
              pomocą,można powiedzieć,że uratowal zdrowie a może życie moje i mojej
              córki.Bylam mu za to ogromnie wdzieczna i od tej pory zaprzyjażniliśmy się ze
              sobą.Nie chodzilo tu absolutnie o rozbijanie malżeństwa ani o seksowne
              przygody;),chociaz jego malżenśtwo bylo bardzo chlodne,ale mial male
              dzieci,które bardzo kochal.Ja mialam swoje życie,dziecko,prace,bylam wolna i
              niezależna.Może rzadko się zdarza,ale nazwalabym to przyjażnią między mężczyzną
              a kobietą.Ja bylam tylko raz u nich,ale ta pani byla bardzo chlodno-uprzejma i
              jakoś dziwnie się czulam po tej wizycie,więc byl to ostatni raz.

              Tak mijaly lata,u niego coraz gorzej w malżenstwie,dzieci-teraz dorosle-
              odwrocily się od niego,sprawnie manewrowane przez matke.Przez te wszystkie lata
              on nie wspomial jej o mnie,rozmawialismy przez telefon lub on wpadal do
              mnie,nieregularnie,byly dlugie miesiące ciszy.U niego nadal coraz gorzej,wpadl
              w choroby,ulegl wypadkowi samochodowemu,auto do kasacji,w domu tragiczna
              atmosfera a żona przeżywa rozkwit zawodowy,ma nowe auto,manipuluje dziećmi itp.
              Podczas jego życiowych dolów bylam psychicznie z nim,prowadzilam rozmowy
              telefoniczne,aby facet sie zupelnie nie zalamal,bo na rodzinę nie mógl liczyć.
              Byl mi za to bardzo wdzięczny,ja cieszylam się,że moglam pomóc dalej żyjąc
              swoim życiem.

              Od pewnego czasu ta pani zna moje numery tel.dom. i kom. i wydzwania do mnie z
              pogróżkami,wyzwiskami itp.Ja milczę i odkladam suchawke.Dochodza smsy z
              pgrózkami pod moim i mojej rodziny adresem.Sprawilam sobie telefon z
              identyfikacją numerów-nie odbieram jej telefonów,ona na pewno o tym wie,i
              dlatego wysyla mi tylko wędki,o różnych porach dnia i nocy,abym nie zapomniala
              o niej.Stosuje po prostu terror psychiczny-komplikuje mi to życie-muszę
              wylączać dzwonki w telefonach,szczegolnie w nocy,co jest dla mnie stresujące,bo
              moja mama,chora na serce mieszka sama i wiem,że musze być dla niej osiągalna o
              każdej porze.
              Bylam już na policji w tej sprawie/nękanie,pogróżki/.Musialabym zrobić sprawę w
              sadzie,prokurator musi wystąpić o bilingi itp,to wszystko ciągnęloby się latami
              i obciążalo mnie psychicznie.Zrezygnowalam,licząc,że tej pani to samo
              przejdzie,ale jeszcze zdarzaja się "przypominające" wędki.
              Mąż tej pani jest schorowany i bezradny,twierdzi,że nie mam się
              przejmować "glupim babskiem".Wiem,że tej pani chodzi o zdolowanie swojego męża-
              oprocz mnie nie ma bliższych kontaktów z nikim-co jej sie udaje,ponieważ ja w
              obliczu zaistnialej sytuacji nie mam ochoty na kontakty z jej męzem.
              Zadne moje rozmowy wyjaśniające z tą panią nie wchodza w rachubę-
              1.nie sprowadzę rozmów na poziom magla
              2.nie zrobilam nic zlego-dlaczego mam się tlumaczyc
              3.wolno mi utrzymywac kontakty z kim chce

              Jestem osoba zreguly optymistyczną i pogodna,ale nie mniej te dzwonki
              rozstrajaja mnie nerwowo.Nie życzę tej pani zle,nie chcę się wtrącać w jej
              życie,nie chcę spraw sądowych,ale ona wydaje mi się być zlym duchem,ma
              sklonnosci do sterownia ludzmi wedlug swojego scenariusza.Zal mi mojego
              przyjaciela,on nie ma możliwości,aby odejśc od tej pani/mieszkanie,finanse/ .

              Tak chcialabym ,aby ona odczepila się ode mnie,nie chodzi mi stawianie spraw na
              ostrzu noża,o ambicjonalne zagrywki.Nie chcę miec racji,chcę szczęśliwie i w
              spokoju żyć...a ona karmi się tym,że innych doluje.Nie wiem,jak dlugo to
              wytrzymam..
              • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.01.05, 19:33
                Czesc Amigo2 - i Ewo :)

                Przeczytałem Twój post i...
                Zacznijmy co bym zrobił z punktu widzenia tego mężczyzny.
                Wyprowadziłbym się (najpierw to chyba książki o poczuciu wartości, oczyszczanie,
                afirmacje, modlitwy) mimo że piszesz: "on nie ma możliwości,aby odejśc od tej
                pani/mieszkanie,finanse/ " Ja myślę że ma możliwość tylko po prostu nie ma na
                tyle odwagi aby to zrobić. Ale musi wziąść życie we własne ręce (możesz mu być
                oparciem w takich chwilach oczywiście również). Musi zdecydować - ciągnę to
                dalej czy zaczynam nowe życie - na to nigdy nie jest za późno.
                Ta jego żona być może "wyafirmowała" mu poczucie beznadziejności i stąd on
                zaczął przyciągać takie a nie inne wydarzenia. Może też być tak, że posiadał on
                ju swoje UKRYTE, UŚPIONE POKŁADY BEZNADZIEJNOŚci natłuknięte... w młodości i
                żona tylko ożywiła te pokłady kumulując negatywną energie.
                Porozmawiaj z NIm i niech Ci opowie swoje dzieciństwo. Pewno i tam jest pare
                "rodzynków" do przepracowania.
                Może ma syndrom DDA? (dorosłe dziecko alkoholika). Od razu zaznaczam że ma go
                większosć ludzi i rodzice nasi mogli być CAŁKOWITYMI ABSTYNENTAMI !!!. Wystarczy
                że rodzice rodziców rodziców upijali się na amen i wzorzec że tak powiem stał
                się "spóścizną" rodową.

                No dobra teraz się zorientowałem, że nie wiem o co pytasz :)
                Czy o radę dla siebie czy dla tego pana. Więc rozpatrze obie sytuacje i powiem
                co sądzę.

                Więc będe nudny ale widze u tego Pana "niskie poczucie wartosci", "niskie
                poczucie bezpieczeństwa - Boskiej opieki (dowód: wypadek)"
                Jego podświadomość przed całkowitym upadkiem broni się jak tylko może dowód:
                "wpadl w choroby"
                Więc musisz mu podsunąć pare książek (chyba czytać może co chce?)
                One poprowadzą go dalej. Nieśmiertelnie przeze mnie polecane "Rozmowy z Bogiem"
                DWalsha no i chyba na początek coś bardzo na temat...
                ANNA ATRAS "ZANIM RODZINA CIE WYKOŃCZY"
                Anie znam osobiście, miała ciężkie życie - obecnie była egzorcystka zajmuje się
                rozwojem duchowym (szczególnie Regresing (r)) i wie o czym pisze :) co dzisiaj
                nie jest zbyt częste. Jest to KSIĄŻKA JAK NAJBARDZIEJ PRAKTYCZNA a nie tylko
                teoretyczna.

                Twoja intencja w tym wszystkim to dać tej duszy kaganek nadziei - ależ mi się
                ładnie napisało 8-) - i to zrobiłaś. Nadziei na to aby wziął życie we własne
                ręce. Natomiast intencje tej Pani do Ciebie... No więc wizualizacja lustra na
                pewno coś da hmmm.
                A słuchaj jakie masz poczucie własnej wolności? Popracuj nad tematem wolność dla
                siebie, również masz intencje ukryte pewnie przyciągania "kłopotów" skoro ta
                kobieta Cie terroryzuje telefoniczno/itd
                więc wizualizowałbym temat Bożej ochrony.

                Komplet afirmacji do pracowania (conajmniej 21 dni ale zalecam ponad miesiąc)
                1. Ja .... jestem wolna
                2. Ja .... jestem bezpieczna, niewinna i w porządku.
                3. Ja .... już dziś poddaje się pod Bożą opiekę.

                Oczywiście możesz równocześnie zmienić nr. telefonu stacjonarny i komórkę i
                poprosić tego mężczyznę o zachowanie tajemnicy... Zawsze to też doraźny sposób.

                A tak poza tym to pytasz się skąd taka historia...
                Takich historii jest mnóstwo. Mi tu coś świta że to małżeństwo jest jak
                najbardziej karmiczne. On spłaca długo wobec Niej. Ona go upokarza bo coś tam
                coś tam... Ale od tego da się wyzwolić.
                Nie uważasz?

                I jeszcze do Ewy.
                Ewo ja mam troche inny pogląd na to co to jest RODZINA.
                Rodzina wcale dla mnie nie jest "podstawową komórką społeczną". Jestem
                przeciwnikiem ślubów i ślubowań - no może poza wspólnym opodatkowaniem :-)))
                wynikającym ze ślubu cywilnego...
                Dlaczego?
                Bo przez to że tworzy się takie enklawy - jak to rodziny się ma w zwyczaju
                uważać - to alienuje się grupy ludzi od innych grup ludzi. I tak naprawdę
                pojęcie rodziny służy rasizmowi... Hmmm no na pewno tak zwanemu dzieleniu ludzi
                na tych z rodziny i na tych nie z rodziny. Co później prowadzi do konfliktów i
                nawet wojen.
                Podobne nietrafne dla mnie pojęcia to "Naród, HYMN, OJCZYZNA" itd to służy tylko
                alienacji - i niezdrowym praktykom - np. dziwnym pojęciom.
                Jesteśmy obywatelami świata a nie Polski. Takimi powinniśmy się czuć.

                Jak już to wszyscy jesteśmy JEDNĄ RODZINĄ (przesłanie Jezusa i Boga, Buddy itd)

                Jaka jest korzyść z takiego myślenia? Same korzyści
                Przede wszystkim np. w przypadku opisywanym przez amiga2 ten mężczyzna łątwiej
                by się otworzył na pomoc innych i nie krył by się z tym... W końcu rodzina jest
                liczna!

                Pozdrawiam :)
                Michał
                • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.01.05, 20:43
                  Cześc Michal,

                  wielkie dzięki za twoj "obustronny" komentarz do mojej sprawy.
                  Z wieloma sprawami radzilam sobie w życiu,a tu pierwszy raz spanikowalam:(
                  Nigdy w życiu nie mialam do czynienia z tak zmasowanym atakiem na mnie-z tym to
                  jeszcze pol biedy-ale gdy padly grozby pod adresem mojej córki,polecialy mi
                  lezki,ktoś wyczul mój najslabszy punkt.
                  Dzis czuję sie już mocniejsza-czytam twoj post,stosuje afirmacje i... juz moge
                  sie uśmiechnąc :))

                  Nie chcialam z tym problemem zwracać sie do moich bliskich czy znajomych-
                  przewidywalam komentarz:nie wtrącaj się w cudze sprawy,po co ci to bylo?

                  I dotykamy tu problemu,ktory poruszyles,a mianowicie rodziny jako "podstawowej
                  komorki" i tworzenie enklaw,w ramach których odgrywa sie czesto piekielko.
                  I stad moja rozterka-chcialam tego mężczyznę wspierać w trudnych chwilach a
                  dostalam po glowie za "wpieprzanie się w cudze malżeństwo".


                  Co do tego pana-trudno będzie zmienić jego sposób myślenia- wiek,dotychczasowe
                  nawyki myślowe nie do przezwyciężenia,czyta owszem,ale tylko ze swojej
                  dziedziny fachowej.
                  Sklaniam sie ku twojej wersji malżenstwa karmicznego,bo obserwuje ich już sporo
                  lat i już dawno przewidywalam,że tak to się skonczy,ale więcej nie moglam
                  zrobić,żeby nie być posądzona o jątrzenie i rozbijanie cudzego malzeństwa.

                  Uważam,że jest cienka granica między pomocą a zbytnią ingerencją,kazdy uczy się
                  życia w swoim tempie,niektórzy muszą repetować,żeby nauczyć się wyciągać
                  wnioski.A propos wniosków: zastanawialam się,jaką mam wyciągnąc nauczkę z tej
                  lekcji,bo bezsprzecznie traktuje to wydarzenie w ten wlasnie sposób.


                  Myślę,że przyczyną klopotów tego pana są żle zakonczone poprzednie jego związki-
                  byl już raz żonaty i rozwiódl się dla tej obecnej pani.Wiem,że poprzednia
                  malżonka i dzieci z tamtego związku mialy do niego żal,mimo,że byl dla nich
                  wspanialym,cieplym ojcem a rozwód nastąpil,gdy byly już dorosle.

                  Jeżeli już zeszliśmy na sprawy malżeńsko-rodzinne :)),to zastanawialam sie na
                  przykladzie tego pana równiez nad takim problemem.Ten pan stracil we wczesnym
                  dziecinstwie ojca,którego z szacunkiem i bardzo cieplo wspomina.Mial
                  rodzenstwo,wychowywala ich matka,ktora czesto wspomina i wręcz idealizuje.Gdy
                  temu pan urodzil sie syn/w pierwszym malżeńswtie/ omal nie stracil glowy dla
                  niego,byl jego oczkiem w glowie.Gdy syn podrosl doszlo do jakiejś scysji-do tej
                  pory bardzo chlodne i kontakty raz na parę lat,nad czym ten pan strasznie
                  ubolewa.Dąży do spotkań,dzwoni itp. ale bez efektu.W drugim malżeństwie też syn-
                  ta sama historia-wspanialy,opiekunczy,kochający ojciec-gdy syn
                  podrasta,kontakty ochladzają się,syn odwraca sie,0 porozumienia i uczuc
                  pozytywnych ze strony mlodego.Wiem,że moj przyjaciel bardzo to
                  przeżywa,traktuje to jako osobista porażkę-klęskę w malżenstwie jeszcze by
                  przeżyl,ale brak więzi z synami dobija go totalnie.

                  Znam odwrotne przypadki-dzieci maja malo troskliwych rodziców a darza ich
                  miloscią i szacunkiem.No i bądz tu madry czlowieku! ;)

                  A może to też sprawa karmiczna?Splacanie dlugów?Taka "wewnętrzna mądrosc"
                  mowila mi przez cale życie,że nie należy z nikim rozstawać sie zlości i
                  gniewie-więc może tu lezy przyczyna nieudanych następnych związków?

                  Michalku,ja tu sobie tak po babsku filozofuje;),a ty może znów ustawisz mnie na
                  prostą i zweryfikujesz to i owo.

                  A te wędki sa już rzadsze,Boże,co za ulga! :)


                  Jestem ci wdzięczna,tak po prostu :))

                  amiga


                  • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.01.05, 10:51
                    Witaj Amiga2
                    Nie możesz zakładać, że Ty "filozofujesz" a ja to prostuje... bo obróci się to
                    kiedyś przeciwko Tobie. Musisz sobie zdawać sprawę z własnej doskonałości i pod
                    tym kątem zastanawiać się, czy to jeśli mam racje, to nie jest odpowiedź od...
                    Boga na pytania które kiedyś zadawałaś/zadajesz.
                    Oycziwiście oskarżającym mnie o bałwochwalstwo śpieszę wyjaśnić, że "I talk to
                    everyone. All the time. The question is not to whom do I talk, but who listens?"
                    (fragment "Rozmów z Bogiem"). Bóg przemawia przez każdego z nas, przez piosenki
                    w radiu, przez spikera w telewizji, przez barmana w barze, przez obsluge kolejki
                    dajmy na to wysokogórskiej :). I akurat mam wrażenie że mogłem Ci udzielić
                    odpowiedzi zgodnej z zasadą prostoty, nieokreśloności - czyli być może
                    pochodzącej od Boga :)
                    Musisz uważać sie wewnętrznie za doskonałą, bo takimi Bóg nas stworzył i owszem
                    słuchać (nasłuchiwać), ale nie osądzać siebie w żadnym wypadku :)

                    Ok już sie nie czepiam :)

                    Zauważyłem bardzo dużo małżeństw karmicznych, a conajmniej z nieoczyszczonymi
                    intencjami partnerów w oczekiwaniach co do związków.
                    Pewno część z tego generuje karma (nieprzepracowana) i pewno nawyki wyniesione
                    od najmłodszych lat. Gdy się spotykamy z stwierdzeniem: "Ona nie pasuje do
                    Niego. Jest piękna, mądra i dobra a On jest brzydki, głupi i nienajlepiej życzy
                    ludziom" to te wzorce są widziane na mile.
                    Również widziane są kiedy Partner (przeważnie z tego co widzimy - mężczyzna)
                    bije drugiego partnera w związku, upokarza, oszukuje, zdradza - a ta druga osoba
                    tłumaczy, że "nie może odejść od partnera" "bo go kocha" (to już na pewno nie
                    jest miłość, tylko raczej współuzależnienie), "nie odejdą ze względu na dobro
                    dzieci" (co jest też bzdurą, bo lepsze dziecko wychowane przez jednego rodzica,
                    ale mądrego i wiedzącego jak wychować, niż dwoje rodziców, którzy kłocąc się i
                    bijąc miedzy sobą, dają niezłą "szkołę" dziecku, którego świadomość przypomina
                    jeszcze bardziej chłonną gąbkę niż to jest później)

                    Piszesz:
                    "Uważam,że jest cienka granica między pomocą a zbytnią ingerencją,kazdy uczy się
                    życia w swoim tempie,niektórzy muszą repetować,żeby nauczyć się wyciągać
                    wnioski.A propos wniosków: zastanawialam się,jaką mam wyciągnąc nauczkę z tej
                    lekcji,bo bezsprzecznie traktuje to wydarzenie w ten wlasnie sposób"

                    Pewno jest taka granica. Nie wiem. Ale fakt faktem, że nie wtłoczymy wszystkim
                    do głów zasad funkcjonowania rzeczywistości i prawdziwej definicji Miłości Boga
                    do nas przynajmniej nie w tym wcieleniu.
                    Nie ma się co martwić. Częśc ludzi już sie czuje przyjacielami Boga, część
                    poczuje to pod koniec ten inkarnacji. A znakomita część poczuje to w którymś
                    następnym wcieleniu. Innej drogi nie ma.
                    Hmmm nie chciałem zbytnio tego tematu poruszać, ale muszę. Otóż "jest to
                    zmierzalne". Zmierzalne matematycznie.
                    Udowodnił to Max Freedom Long w "Analiza psychometryczna"
                    (www.gandalf.com.pl/b/analiza-psychometryczna/) (wydana w 8 mln
                    egzemplarzy na świecie!!!)
                    Czy też Leszek w "Wahadełkowanie i analiza psychometryczna"
                    Aby ustalić poziom rozwoju danego człowieka (poziom świadomości Boga) jest
                    ustalona skala od 0 do nieskończoność. Robi się to wahadełkiem.
                    Po dokładniejszą lekturę zaprszam do tych artykułów.
                    Analiza psychometryczna pokazuje nam jaką karmę przepracowaliśmy, jaka nie ma na
                    nasze życie wpływu a jaka nas "męczy" w tym wcieleniu - czyli gdzie są
                    przeszkody do samorealizacji - czyli nietylko na zrozumiemie miłości Boga ale
                    także realizacji na polu fizycznym (materialnym itd).
                    To taka dygresja.
                    Wracając do tematu. Żadnej nauczki nie masz z tego wyciągać. Pomijając naganność
                    terminu "nauczka" powiem Ci, że nie zastanawiaj się "po co mi to było?" tylko
                    nad tym "co mam zmienić, aby tego nie doświadczać" - a co to już trochę pisałem
                    (tak jak ja to widzę).
                    Znam ludzi, którzy poprzez kumulacje energii na złym pytaniu chyba spędzą reszte
                    życia, a nie warto.

                    Oswald Emmerson:
                    "Najważniejsze jest pytanie. Ilekroć zadajesz je właściwe, dostajesz odpowiedzi
                    z lotem błyskawicy"

                    Życiorys tego Pana z lat dziecinnych specjalnie mnie nie dziwi. Można jedynie z
                    tego wyciągnąć wniosek, że oprócz karmy obciązającej jest i pewnie karma nabyta.
                    ale dokładnej analizy się nie podejmę, bo... sam mam w tym temacie pewne filtry,
                    a także nie znam tej sytuacji z punktu widzenia wszystkich stron.

                    Pozdrawiam :)
                    Michał
                    • amiga2 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 14.01.05, 18:51
                      Dzięki za odpowiedz :)
                      w najbliższym czasie będę tylko podczytywać ten wątek,bo duchem jestem gdzie
                      indziej,a mianowicie będąc niedawno w księgarni wpadla mi w oko (fajny
                      zwrot,zawsze mnie śmieszy:) książka Walscha "rozmowy z Bogiem"-kupilam
                      wszystkie trzy częsci i oderwać się nie mogę od lektury.Obecnie rzucam sie od
                      jednej częSći do drugiej z wypiekami na twarzy-mam nadzieję,że opanuję ten
                      chaos:) .Polecam wszystkim. pa
            • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 08.01.05, 09:40

              Witam !!:)

              Cały czas Michał czytam Cię z zainteresowaniem tylko ostatnio trudniej mi zebrać
              się z pisaniem, ale dzięki Twoim wątkom nie zbaczam z drogi ( ile razy już
              wracałam, ale jestem uparta) - na pewno tym razem się uda, a im nas więcej tym
              lepiej. Ciekawa jestem co napiszesz do Amigi? Interesuje mnie to dlatego, że
              ostatnio tez poznałam taką osobę, nie chciałabym wchodzić między kogoś, ale jak
              już nie ma związku ...tylko na papierze...Przecież rodzina to przede wszystkim
              podstawy , więź duchowa, a nie papier, w imię czego ludzie w tym tkwią. Może
              Michale poruszył byś taki wątek- na pewno wiele osób byś zainteresował ?

              Serdecznie Ciebie pozdrawiam :)
              ewa
              ewa

              "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
          • Gość: 9 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe IP: *.nsn.pl / 213.199.195.* 08.01.05, 14:50
            Witam

            Moja ocena KK wynika raczej z tego że już w podstawówce "przestała mi wystarczać" tzn. gdy próbowałem ją zgłebić bardziej niż otoczenie to okazała się że już nic w niej mnie nie pociąga, pusto. A pozatym nie spotkałem żadnego zagożałego katolika który by miał "otwarty umysł", przecież zabrani właśnie tego chociażby dogmat o Nieomylności papieża w sprawach wiary i moralności.
            A prawda matematyczna? (chyba sam w to nie wieżysz) To że ma tak dużo wirnych jest spowodowane że właśnie na to że jest nastawiony na zdobywanie najróżniejszymi sposobami swoich owieczek, ciągłe poszeżanie swoich wpływów (chrzty dzieci, ich dogmaty słowem od małego przywiazuje do siebie i gdy sie nie "obudzisz" to stjesz sie trybikiem tej machiny. Chyba zauważyłeś że od ok 2 w. kosciół co jakiś czas się dostosowuje do kolejnych pokoleń swoich wiernych. Przecież gdyby ludzie na to pozowlili to dotej pory istniałaby inkwizycja, płatne odpusty itp. Więc dusze się cały czas rozwijają, niestety jakoś wolno. A może ciągle dołanczją do nas dusze z jeszcze bardziej prymitywnych "światów"?

            Tą Atlantydą to mnie zaskoczyłeś. Odkąd pamiętam ten temat wraca dmnie w nieregularnych odstępach czasu. Z okresu dzieciństwa marzenia jakie utkwiły mi najbardziej w pamięci były związane z wysoko rozwiniętym państwem (na podług innych) na wyspie. Jakiś rok temu poczułem taką trudna do określenia tęsknote za "światem którego już niema".

            A i mam pomysł na temat. Ale najpierw małe wprowadzenie :). Kilka dni temu w TVP1 oglądałem program pświęcony SI. Pod koniec programu wysnuli wniosek: Gdy człowiek stwoży ewentualnie myślący komputer to czy on będzie miał świadomość istnienia, czym właściwie jest świadomośc istnienia. Co o tym sądzisz?
            • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 09.01.05, 18:41
              Witaj 9

              Całkowicie się z TObą zgadzam. Jesteś na etapie (a być może już go ukończyłeś i
              jesteś dalej) oceniania. To jest takie wysypanie wszystkich ziaren i oglądania
              uważnie każdego i odsiewania tych niepotrzebnych (celowo nie mówię: negatywnych
              - bo jak wyjaśniałem wg. mnie pojęcie zła nie istnieje a tym samym negatywizmu -
              ale nawet jeśli użyje tych znaczeń to po to aby zaakcentować zabarwienie
              emocjonalne powiedzmy do podsumowania tego co studiuję). Na tym etapie
              podchodzimy emocjonalnie do "złego" plonu.
              Po tym etapie następuje obojętność wobec tych niepotrzebnych ziaren. Aż w końcu
              nie emocjonujemy się w ogóle np. tematem reżimu KK i pojawia się nawet czasami
              bardziej współczucie czy też nawet alienacji... Ale to szybko mija po
              zaprzyjaźnieniu się z Bogiem. Nie trzeba z Nim o tym rozmawiać. Wystarczy uznać
              fakt przyjaźni z Nim za obecny i nic innego nie trzeba robić. Być może jesteś
              już na tym etapie. To już ocenisz sam. Nikt tego lepiej nie zrobi.

              Nie chce podejmować dyskusji kto z Nas ma racje co do rodzaju inkarnowanych dusz
              na naszej planecie. Tzn. co do stopnia ich rozwoju. Nie chce, bo chocjest to
              bardzo ciekawe to wykracza (przynajmniej na razie) poza moje postrzeganie. Ale
              mam takie jedne spostrzeżenie.
              Jak przeczytałem Twój powyższy post wpadłem na jedną myśl.
              Przecież ludzi choruje coraz więcej no nie? Coraz wiecej jest szpitali i ludzi
              "cierpiących". A i psychiatrów, doradców życiowych, psychoanalityków jest od
              groma i ich liczba stale rośnie no nie? Do czego dążę
              Otóż wydaje mi się że ponieważ na KARMĘ danego człowieka wpływają jak wiadomo
              dwie rzeczy:
              1. Program na życie wybrany przed narodzinami (dzięki temu narodziny są w tej a
              nie w innej rodzinie w takich a nie w innych warunkach).
              Na tym poziomie dusza wybiera np. ciało człowieka który rodzi się w rodzinie
              tzw. wolnomyślicieli czyli niezwiązanych z żadą religią (protestancką). I teraz
              zastanawiam się czy dusza potrafi przed inkarnacją "przewidzieć" że wskutek
              jakiegoś wydarzenia Jej rodzice fizyczni np. nie staną się chociażby Dewotami
              KK? Hmmm to jest ciekawy temat. Czy dusza przed inkarnacją potrafi "zaglądnąć" w
              przyszłość? Jest to ważne albowiem może okazać się że jeśli zna przyszłość to
              "wie w co się ładuje" a jeśli nie... to różnie może się dziać w jej życiu.
              Jest to o tyle ciekawy temat, że dużo 11-stek, 9-tek, 22-tek, 33, 44 i innych
              liczb również (przy odpowiednich konstelacjach liczb) (mówie o Numerologii)
              inkarnuje się powiedzmy lekko mówiąc w nieciekawych środowiskach.
              (Sam znam takich kilka - jedną nawet bardzo dobrze).

              Ok.
              2. Na karme ma wpływ TO WŁAŚNIE WYCHOWANIE powiedzmy od narodzin do założmy
              przysłowiowych 18 lat (choć wydaje mi się ze do 13 max 14 roku życia - później
              jest już po ptokach ;>)

              I być może - wysuwam taką hipotezę - jest tak. Że wskutek tego że 99% świata to
              religie - w 99% przypadków ograniczajace WOLNOŚĆ i DUCHOWOŚĆ (zdolność do
              samodzielnego zbliżenia się do Boga) to nawet jeśli rodzą się DUSZE OŚWIECONE
              (czyli takie które już nieraz hah nieraz zrzuciło jarzmo manipulacji w
              poprzednich wcieleniach) to jednak ZNOWU ONE WPADAJĄ w to samo, no bo jak tu być
              innym skoro wszyscy dookoła grają jakieś role w teatrze życiowym?
              I dlatego coraz wiecej ludzi zwłaszcza tych z "silnymi predyspozycjami" do
              oświecenia choruje i to ciężko (każda choroba wg. prof. Tombaka jest agresją
              psychiczną (!!!) przeciwko sobie - a rak to już szczyt tego)
              Chorują bo zdradzają następujące objawy:
              1. Nikt ich nie rozumie (sic!!)
              2. Czują "że czegoś im brakuje" w życiu

              Duszy nie da się oszukać klepanymi modlitwami czy obrządkami. Ona zna Boga, więc
              jej kitu się nie da wcisnąć :)
              Rzecz w tym że ludzie w ten sposób (poprzez np. KK) zamykają się na doznania
              wewnętrznego połączenia z Bogiem i później łatwo Nimi manipulować.
              Nawet spotkałem się z grupą ludzi, którzy twierdzili że tzw. objawienia (o
              stygmatach już wspominałem) to są "jaja" robione przez Istoty pozaziemskie -
              które dysponując wyższą techniką (a niekoniecznie wyższym rozwojem duchowym)
              próbują wykorzystywać słabość ludzką do robienia odpowiednich projekcji.
              Oczywiście zdarzają się i prawdziwe objawienia. Tzn wyemitowane od Boga, ale ten
              temat chciałbym osobno poruszyć - jest też spory.

              Co do Atlantydy. Hah gdybym był manipulatorem to bym powiedział, widzisz jak
              trafiłem? :) A prawda jest taka, że KAŻDY z NAS tam był no powiedzmy większosć z
              nas (aby nie uogólniać).
              Uważaj na te tęsknoty. Wkrótce przedstawie duchową i fizyczną historię
              Atlantydy. I dlaczego nastąpił boom - jeśli ktoś będzie zainteresowany.
              Zrozumiesz czemu za tym nie warto tęsknić...

              Temat SI
              Nie wiem czy "świadomość istnienia" jest możliwa dla maszyn chociażby z sieciami
              neuronowymi. Nadal wydaje mi się to troche egzotyczne.
              Jeśli by "świadomość istnienia" łączyć z "obecnością duszy" to myśle że jest to
              niewykonalne. Bo jak tu zmusić określone dusze do iknarknowania w takich
              "ciałach"? To jest dobry temat ale... na film SF :-))
              Ludzie na razie nie umieją dogadać się z własnymi duszami, z Bogiem a co tu
              dopiero mówić o wywoływanie różnych stanów takich jak świadomości istnienia u
              robotów.
              Bóg powiedział "Ja jestem" I to jest dla mnie świadomość istnienia. Nie do
              podrobienia.
              Ale kto wie?

              Pozdrawiam :)
              Michał
              • eevvaa Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 10.01.05, 22:05
                Witam Michale!!

                A tak szczerze Michał co sądzisz o numerologii i astrologii? Jak możesz napisz
                Kim jesteś numerologicznie. Ja jestem 9 , a moj syn jest 11 - ale teraz wydaje
                mi się to bez znaczenia - wydaje mi się , że numerologia, astrologia może i
                pomagają w zrozumieniu samego siebie, ale i nas ograniczaja, gdy nie zdamy sobie
                z tego sprawy.
                Był okres , że bardzo interesowałam się tym tematem i nawet trochę potrafie (
                zresztą interesowało mnie wiele zagadnień ezoterycznych), ale podświadomie, albo
                świadomie czułam, że cos jest nie tak. W tej chwili jestem już spokojniejsza -
                bardziej interesuje mnie praca nad sobą, ale czuję się trochę opuszczona, bo jak
                zauważyłam mało kogo to interesuje - owszem każdy coś wie o pozytywnym myśleniu,
                dlatego cieszę się, że mogę czytać na forum twoje ciekawe przemyślenia i innych
                forumowiczów.
                Masz rację Michał jesteśmy wszyscy jedną wielką rodziną.
                Serdecznie pozdrawiam :)

                ewa

                "życie jest piękne - tylko trzeba to jeszcze zauważyć"
                • sc200 Re: banalny - PrZePiS nA sZcZęŚlIwE żYcIe 12.01.05, 17:51
                  Witan Ewo :)

                  Jestem 11-stką lub 2-ójką jak kto woli...
                  Numerologia i astrologia wzięły się jak wiadomo z "obserwacji" ludzi rodzących
                  się w określonych dniach, godzinach czy też miejscach i sposobie wpływ liczb
                  (numerologia) i gwiazd (astrologia) na to kim są.
                  Ja nie jestem przeciwny ani tarotowi ani numerologii czy astrologii. Wprost
                  przeciwnie, uważam "warto poznać siebie". Aby zrozumieć nad czym trzeba
                  popracować, i gdzie leżą ukryte talenty i kiedy są sprzyjające energie :)
                  Ale tak jak słusznie napisałaś, moim zdaniem też mogą OGRANICZAĆ. Wynika to z
                  tego, że... mogą uzależniać.. Wiele osób bez zaglądnięcia do tego jaka jest
                  progresja na dzień dzisiejszy lub też znaczenie dnia obecnego (np. cyfrologia)
                  nie wychodzi z domu - co uważam już za przesadę - i staja się więźniem tego co
                  miało im pomóc.

                  Może podświadomie czułaś że nie możesz się temu bezgranicznie poświęcać i
                  dlatego nie czułaś się spokojnie?
                  Numerologie oczywiście czy też astrologie możną się zajmować, ale osobs która
                  nazywa siebie numerologiem czy astrologiem musi pamiętać o intensywny rozwoju
                  własnym - rozwoju duchowym o którym piszemy w tym wątku (i nie tylko). Wynika to
                  z tego co pisałem o tarocistach. Że interpretacje układu gwiazd czy liczb
                  prawidłową ma się tylko wtedy kiedy samemu zwalcza się skutecznie własne filtry
                  pojmowania rzeczywistości bo ianczej się to udziela również na klienta... czego
                  wiele ludzi już pewno na tym forum doświadczyło.

                  Tak uważam.

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
              • llukiz krótkie proste pytanie 12.01.05, 15:34
                czy są na ziemi ludzie którzy pierwszy raz się urodzili dopiero(tzn czy
                powstają nowe dusze)?
                I może jeszcze drugie, Ile jest dusz?
                • sc200 Re: krótkie proste pytanie 12.01.05, 17:35
                  Czesc llukiz :)

                  Fajne pytanie zadałeś.
                  Istnieje mniemanie, które wydaje mi się właściwe. Otóż że kierunek rozwoju
                  świadomosci (duszy) to:
                  minerały (kamienie,skały itp itd) --> rośliny --> zwierzęta --> ludzie
                  Ludzie zaczynają od tej skali zmierzalnej (pisałem w tym wątku o Analizie
                  psychometrycznej) od 0 do nieskończonośći z czego dla przykładu Budda miał ok.
                  36 z tego co pamiętam itd więc zakładam że 36 to jest mistrzostwo - można rzecz
                  taka liczba mistrzowska numerologiczna - wyzwolenie z koła inkarnacji itd.

                  Wg. pewnych szacunków hmmm ludzie jako rasa to jakieś 85% populacji ludzkiej.
                  Hah to jest taka przenośna, bowiem w ciałach ludzi również inkarnują się inne
                  istoty niestety niezbyt pozytywne...
                  Niestety nie wiem ile z tych ludzi jest oświeconych (zaliczam do takich powyzej
                  20 pkt w ERD) a ilu zaczynających.
                  Nie odpowiem Ci też precyzyjnie na pytanie czy są na ziemi ludzie, którzy
                  pierwszy raz się urodzili (tzn ich dusze jakby się "narodziły" najpierw)... bo
                  po pierwsze nad tym nigdy nie rozważałem, a wynika to z pewnej niewiadomej.
                  No właśnie.
                  Chodzi o to, że historia wszechświata pod względem duchowym (a może i fizycznym)
                  wyglądała prawdopodobnie tak.
                  Bóg istniał zawsze bo jest wiecznością, ale w pewnej chwili Bóg zapragnął się
                  "doświadczać" (a może to w ogóle był od początku celowy zamysł). W tym celu,
                  można sobie wyobrazić Jego setki, tysiące ... miliardy cząstek się oddzieliły
                  (choć w sensie duchowym zawsze będą całością Boga). i stworzyły się w ten sposób
                  dusze (po prostu każda dusza - i to jest prawidłowy wniosek - to cząstka Boga).
                  Każda dusza doświadczała się nawzajem (z innymi duszami) i dzięki temu Bóg
                  poznawał te dusze a dusze poznawały Boga. A doświadczanie jest możliwe w świecie
                  fizycznym więc zaczęły inkarnować. To na Ziemi, to w innych światach (planetach,
                  cywilizacjach). No może na ziemi niezbyt fortunnie to wyszło bo... hehe :)
                  nastąpił boom dosłownie: cywilizacyjny i prawdopodobnie nuklearny :) w wyniku
                  czego część dusz (oszukanych przez zwodnicze... pewne energie) straciła "swoje
                  osiągnięcia" (tzw. Sprawa Atlantydy - wyjaśnie to w osobnym poście)...
                  Ale wracając do tego co mówisz.

                  Wydaje mi się że ten proces rozdzielenia Boga... nie zakończył się i trwa
                  wiecznie, w każdym razie wiele dusz może się jakoby "naradzać duchowo na nowo" i
                  jeszcze jedno. Pewni indyjscy fizofowie mówią o schemacie: że jeśli dusza
                  zakończy swoje duchowe wzrastanie (otrzyma powiedzmy matematycznie najwyższy
                  poziom ERD (ERD = Etap Rozwoju Duchowego)) i wyzwoli się z koła reinkarnacji...
                  to będzie sama tęsknić za doświadczaniem! I z powrotem wrócić może od 0...
                  Być może tak jest. Nie mam na ten temat zdania.

                  A ile jest dusz?
                  Tyle ile kamieni,roślin,zwierząt i ludzi. Podejmujesz się policzyć?
                  To jak skończysz to do tego dodaj NIEWIADOMĄ ile jest dusz poza Ziemią (inne
                  cywilizacje).

                  Pozdrawiam :)
                  Michał
                  • llukiz Re: krótkie proste pytanie 16.01.05, 20:36
                    cytat: "bowiem w ciałach ludzi również inkarnują się inne istoty niestety
                    niezbyt pozytywne"
                    Czy można je rozpoznać? A jeśli tak ta jak?
                    I czy te istoty wiedzą że nie są ludźmi? Czy mogą się wygadać zakładając że
                    wiedzą? No i ile ich jest?
                    • Gość: MC Re: krótkie proste pytanie IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 17.01.05, 21:41
                      "bowiem w ciałach ludzi również inkarnują się inne istoty niestety
                      > niezbyt pozytywne"

                      też zaintrygowało mnie to stwierdzenie. Czy można prosić o szersze
                      potraktowanie tej kwestii...
                      MC
                      • sc200 Re: krótkie proste pytanie 18.01.05, 11:52
                        Witaj MC i llukiz.

                        Odpowiadam na pytania

                        "Czy można je rozpoznać" tak
                        "A jeśli tak ta jak?"
                        Poprzez analize psychometryczną, hunę, czasami wspomnienia reinkarnacyjne
                        (zdarzają się "takie widzenia" poczas snu"), czasami intuicyjnie, wahadełko -
                        być może są jeszcze inne metody ale wymienione przeze mnie "znam" za skuteczne.

                        Oczywiście trzeba w takiej dziedzinie bardzo uważać.
                        Należy sobie odpowiedzieć na pytanie po co nam jest to potrzebne?
                        Jeśli "do zemsty karmicznej" bądź "upokarzania tych ludzi" to wyżej wymienione
                        metody mogą odmawiać odpowiedzi.
                        Analize psych. czy wahadełko można "wyćwiczyć" - z tego co wiem to tak średnio
                        po 3 latach codziennych "ćwiczeń". Ale w najważniejszym momencie wskutek
                        nieczystych intencji do rozpoznawania inkarnacji (u innych) mogą odmówić
                        odpowiedzi - spotykałem się z tym powiedzmy: empirycznie.

                        Nawet można rozpoznawać muzycznie :) Tzn. jest wiele symptomów mówiących kto
                        jest kim "poznasz kim jest słuchając jego duszy" (Biblia)

                        Odpowiadam dalej:
                        "Czy te istoty wiedzą że nie są ludźmi"
                        Podświadomie: tak (hmmm jest teoria mówiąca o tym, że nie mają WJ (wyższej jaźni
                        = wyższego ja - ale nie chce w to wchodzić (tzn. czy to prawda czy nie))

                        Świadomie: nie wiedzą (że nie są ludźmi)

                        Ich podświadomosć rzadko daje Im szanse poznania siebie, bo mają zaprogramowane
                        zbyt hmmm no powiedzmy inny program.
                        Oczywiście mogą odnosić sukcesy w życiu na każdym poziomie no może z wyj.
                        duchowego (tzn miłości, wrażliwości na piękno (przyroda muzyka, sztuka szeroko
                        rozumiana itp))
                        Dziwna rzecz, ale są często zaprogramowani (tak się zaprogramowali przed
                        inkarnacją - nie mieszajmy w to Boga żeby ktoś nie napisał "Bóg tak chciał" bo
                        to nieprawda :) ) na bycie ja to nazywam
                        Strażnikami Rozwoju Innych.
                        Czyli Naczelnymi Hamowaczami :)))
                        Dlatego dość często (przypadki które znam to w 100% !!!) inkarnują w rodzinach
                        UA i ludzi (czyli istot z WJ) i niejako "pilnują" tych z rodziny aby za daleko
                        nie poszli (tzn aby nie poznali Boga).
                        Same Boga znają tzn na zasadzie że się boją, bo prawdziwie go nie Znają.
                        Ponieważ takich istot wiem że są wśród znanych mi rodzin w 100% towarzysze UA i
                        ludzi, to zakładam, że pewnie nie jest to przypadek że w takim towarzystwie
                        inkarnują i że zdarza się to w ponad 50% przypadków innych rodzin

                        "Czy mogą się wygadać kim są?"
                        Hmmm zależy co mamy na myśli mówiąc "wygadać".
                        Po oczyszczeniu intencji do siebie, manipulacji, wpływów telepatycznych i
                        oddania się Bożej opiece każda inna istota będzie ich "rozpoznawać" mentalnie.
                        Np. czuć się nieswojo, uciekać od pewnych ludzi (od ich towarzystwa).
                        Ale naprawde warunkiem jest OCZYSZCZENIE! bo inaczej uciekamy np. od karmicznych
                        zobowiązań co uniemożliwia rozpoznanie w kim istocie kto jest i przez to mylnych
                        sądów.
                        Natomiast świadomie nie wiem. Czy są w stanie "świadomie się wygadać". Może tak
                        a moze nie? Zakładająć że któraś z tych Istot odkryła oczywiście kim jest.

                        Ile ich jest?
                        Nie wiem, może tak statystycznie
                        85% populacji to ludzie i te istoty
                        15% populacji to UA (z czego ponad 50% to np. numerologiczne 11,22,33,44, i
                        pewno niewiele mniej innej liczby)

                        Ja znam osobiście takie istoty w 4 rodzinach.
                        Przeciętnie 4 osobowych (po jednej takiej istocie) Stanowią one przeważnie
                        wzorzec (75% tego co znam ;-):
                        2 UA, 1 ("ta istota") i 1 człowiek (z lini: ludzie)
                        czyli 50% tej rodziny z 85% populacji hmmm ale w rzeczywistości wydaje mi się że
                        ... jest ich jakieś strzelam 15% populacji ogólnej ludzkości.
                        czyli w moim mniemani jest tak:
                        15% populacji to "te istoty"
                        70% ludzie
                        15% UA i inne istoty (są zapewne jeszcze inne)

                        To tyle jeśli chodzi o inkarnacje w ludzkim ciele.

                        Pewnie się zapytacie o co w tym wszystkim chodzi?
                        Hmmm, więc tak. Uważam, że
                        - nie pochodzą one od Boga
                        - są tworami (tak jak wiele rzeczy jak "klątwy", "demony" itp) wyobraźni
                        - ale te twory zmaterializowały się i zachciały inkarnować na planecie, która
                        idealnie wydawała się Im zbałamucona i wyprana z poczucia miłości Bożej.

                        "To czego się obawiasz powołujesz do życia"

                        Hmmm nie wiem czy w miare wyjaśniłem mój punkt widzenia?

                        Pozdrawiam :)
                        Michał
                        • Gość: MC Re: krótkie proste pytanie IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 18.01.05, 14:20
                          Ciekawe co piszesz. Mam jeszcze pytanko. Wiem, że już pojawiał się ten skrót
                          ale teraz trudno mi go odnaleźć. Brak jego odszyfrowania sprawia mi trudność w
                          zrozumieniu Twojego punktu widzenia. Chodzi mi o skrót UA. Czy mozesz wyjaśnić.
                          Pozdrawiam
                          Serdecznie
                          MC
                          • sc200 Re: krótkie proste pytanie 19.01.05, 08:28
                            UA - Upadłe Aniołki :)

                            Pozdrawiam :)
                            Michał
                            • natali_ Re: krótkie proste pytanie 19.01.05, 11:16
                              Witam , poniewaz dopiero wkraczam w te zagadnienia i potrzebuje troche
                              wyjasnien, wiec mam do Ciebie pytanie, a wiec tak, napisales gdziesw tym
                              watku cos takiego, to byla odppoweidz na czyjes pytanie:

                              ".....Ale przestań podchodzić do swoich problemów
                              emocjonalnie. Co to oznacza? Przestań się przywiązywać do rezultatów jakie
                              chcesz uzyskać!. Po prostu o nich zapomnij!"

                              no wlasnie , i tego nie rozumiem, tzn. nie powinnam przywiazywac sie do
                              rezultatow ??? skoro chce cos osiagnac to skupiam sie na tym czego chce,
                              oczekuje it czyli na efektach, rezultatach, przeciez to na cczym sie skupiamy
                              potegujemy to wiec jak nie myslec o efektach, oczywiscie pozytywnych ??

                              natali
                              • sc200 Re: krótkie proste pytanie 19.01.05, 11:48
                                Witaj natali_

                                Ten punkt widzenia chciałem już dawno przedstawić, ale nikt specjalnie się o to
                                nie pytał więc jest widocznie teraz pora na to.
                                Moim zdaniem....

                                Po: Oddaniu się Bożemu prowadzeniu, Bożej opiece, "wynegocjowaniu" (przekonaniu)
                                z podświadomością lepszego widzenia świata (wysokie poczucie wartości,
                                bezpieczeństwa i prowadzeniu w realizacji rozlicznych talentów) czyli wszystkich
                                pozytywnych aspektów - następuje głębokie zaufanie czyli wiara w to, że nie
                                wytyczamy sobie celów (tak dosłownie).
                                Tzn. nie przywiązujemy się do celów które kiedyś wyznaczaliśmy, a one (a
                                przeważnie ich jeszcze doskonalsza (lepsza) wersja) się realizują.

                                Bo wyjścia są dwa:

                                1. Albo Potęgujemy to co przepływa bez filtrów przez naszą podświadomość
                                (oczywiscie życzę tego aby to były tylko pozytywne programy)

                                2. Albo jeśli na siłę (tak jak piszesz "skupiamy się na rezultatach") czyli
                                wynikach to to oddalamy od siebie

                                Mówiąc precyzyjniej. Dlaczego tak jest?
                                A pkt 1. oddaje nasze plany Bożemu prowadzeniu.
                                Bo pkt 2. zakłada brak wiary w Boga więc nie jest prawdziwe - czytaj: będzie
                                nietrwałe raz będzie a raz nie będzie

                                Ad. 1
                                Planami takimi są: szczęśliwość szeroko rozumiana: dużo pieniążków, dużo miłości
                                (bardzo dobrych związków partnerskich i relacji potomkami, rodzicami i innymi
                                ludźmi), dużo zdrowia. Coś jeszcze? Myślę że te trzy najważniejsze.

                                Ad. 2
                                Rezultatami przykładowo jest: posiadanie 100000 zł, albo wyleczenia się z
                                konkretnej choroby. Obydwa rezultaty są błędne bo... nikt z dążących do takich
                                rezultatów nie uzmysławia sobie, że Bóg może mieć dla Niego o wiele coś lepszego
                                (pisałem wcześniej otym że nie oddał się Bożej opiece) tzn. o wiele więcej niż
                                te 100000PLN czy też że choć wyleczyłby się z tej jednej choroby to pewnie okaże
                                się że zapadnie w inną (więc lepiej wizualizować zdrowie niż uleczanie tej
                                konkretnej choroby - nieprawdaż?)

                                Kolejny dowód:
                                Często ludzie "czegoś za bardzo pragną" i to się nie realizuje. Oprócz zasad
                                wyżej wymienionych ważne są nie tylko intencje (nie oczyszczone często mimo
                                najlepszych chęci) posiadania tego czegoś, ale często poprzez oczekiwanie na to
                                coś, ludzie zaczynają się niecierpliwić. Jaka jest naturalna reakcja?
                                Albo rezygnacja (zniechęcenie) albo... spotęgowanie pragnienia. I to oddala te
                                pragnienia (obydwa przypadki) tzn. oddala oczekiwane rezultaty. Wynika to z tego
                                że niecierpliwość jest sygnałem nieoczyszczonej podświadomosci o..... to ciekawe
                                .... o... nieufaniu Bogu (bo ja tu sobie czekam i czekam, a tu nic - to albo coś
                                robi źle albo Bóg dał sobie wolne, w kontaktach ze mną)

                                Dochodze do sedna zgadnienia.
                                Co więc robić?
                                Oczyszczać się, oddać modlitwe powierzającą się Bożemu prowadzeniu w sukcesach
                                życiowych - i wówczas po takim przeżyciu (kontakt z Nim), zapomnisz o swoich
                                celach :) po prostu wydadzą Ci sie bardzo małostkowe w stosunku do tego co
                                możesz uzyskać od Naszego Kumpla - Przyjaciela.
                                Taki moment następuje.
                                Wówczas przestajesz myśleć o rezultatach - po prostu je masz.
                                Aż mi się pcha powiedzenie Tomasza z Akwinu "Nie myśl o celach, już to masz"

                                Wiesz, to jest takie wyższe zrozumienie hmmm mocy modlitwy i afirmacji.
                                Przestajemy afirmować że chce mieć to i to.
                                A "zwalamy" na Boga urządzanie naszego życia we wszelkie dobra. On wprost puka
                                do naszych drzwi abyśmy to na Niego "zwalili"
                                Wcale nie "przemęczymy" Go robotą :)

                                Do tego każdy z czasem dochodzi sam.

                                Pozdrawiam :)
                                Michał
                                • natali_ Re: krótkie proste pytanie 19.01.05, 12:48
                                  Dzieki, ok, teraz zrozumialam, co miales na mysli, te roznice miedzy planami a
                                  rezultatami, mysle ze robie dobrze tzn. np. "zasluguje na milosc" bez konkretow
                                  itp itd.
                                  rozumiem tez to ze nalezy zaufac bogu i modlitwie, ale to jest wlasnie
                                  najtrudniejsze, tzn samo sie nie zrobi :)) wiec musze nad tym pracowac... tak
                                  to rozumiem,
                                  ....mam wygrukowana ksiazke chyba taki tyt. "umiejtnosc realizacji marze" , w
                                  kazdym razie tam jest krok po kroku cala zwiazana z tym procedura, tak to
                                  nazwijmy :), wiec jaka daleka droga do tego by uwierzyc , zaufac i byc pewnym
                                  ze efekty juz sa, pisze to bo sie zastanawiam czy w takim razie nie skupiam
                                  zbytniej uwagi na afirmacjach, przekonywaniu podswiadomosci ....
                                  niby to jest takie proste a jednak czym wiecej czytam tym wiecej mam pytan :)
                                  N.
                                  • sc200 Re: krótkie proste pytanie 20.01.05, 08:35
                                    Witaj natali_

                                    Zapewniam Cie, że nie da się przedawkować modlitw i afirmacji :) ani pozytywnych
                                    myśli :). Bo nie da sie przedawkować Boga

                                    Każda książka mówiąca o pozytywnym rozwoju jest skarbem. I w tym wątku nie chce
                                    za bardzo zastępywać tych pięknych książek - jest ich mnóstwo w ksiegarniach.
                                    Wiec postaniwłem napisać o tym co rzadko sie pojawia - czyli o mechanizmach - bo
                                    uważam, że warto je zrozumieć aby afirmacje i modlitwy nie wydały się jakąś
                                    zabawą w wyalienowanie, czy też może to wynika z tego, że podchodze trochę do
                                    sprawy w sposób ścisły (punkt widzenia mojej świadomości rozwiniętej w kierunku
                                    technicznym) i próbuje wykazać że wszystko jest proste i logiczne - wbrew temu
                                    co niektórzy myślą pewnie :)

                                    Tej książki nie znam, ale pewnie też jest fajna. Zaraz poszukam, może też sobie
                                    poczytam :). Tytuł jest "Umiejętność realizacji marzeń"?

                                    Pytania, jakie masz - ma każdy z nas, każdy zainteresowany rozwojem - własnym
                                    rozwojem.

                                    Pozdrawiam :)
                                    Michał
                                    • natali_ Re: krótkie proste pytanie 20.01.05, 09:19
                                      Scisle podejscie tez sie nam jak najbardziej przyda, a zwlaszcza podejscie
                                      praktyka, kogos kto od tej praktycznej stony zrozumial to i owo i doszedl to
                                      tego i tego....,
                                      ksiazke o ktorej pisalam,i wiele innych, mozna sciagnac z darmowej strony
                                      www.focus-x.org/, z reszta linka do niej znalazlam tutaj na gazecie

                                      N.
                                      • sc200 Re: krótkie proste pytanie 20.01.05, 10:06
                                        Aaaa KiPPiN też pare razy coś niecoś pościągałem :)
                                        Kiedyś mieli inną stronę, później długo nie działała, a od pewnego czasu mają
                                        nową szatę graficzną.

                                        Dzięki :)
                                        Pozdrawiam :)
                                        Michał
                                        • natali_ Re: krótkie proste pytanie 21.01.05, 09:11
                                          kolejne pytanie :) rozrozniam wiarę i chec wiary w boga, powiedz mi na jakim Ty
                                          jestes etapie, czy faktycznie wierzysz czy bardzo chcesz wierzyc, wydaje mi sie
                                          ze wiekszosc z nas tylko bardzo chcialaby wierzyc ale do wiary daleko,
                                          przynajmnije ja tak to czuje
                                          N.
                                          • sc200 Re: krótkie proste pytanie 21.01.05, 11:07
                                            Witaj natali_

                                            Wiem tzn. chyba wiem o czym piszesz.
                                            Chęc wiary w Boga jest bardzo istotna. Bowiem z tej checi dopiero rodzi się
                                            prawdziwa wiara. Właściwie to nawet sądzę że jak już się wierzy w naszego
                                            Kumpla, to z tej perspektywy się rozumie, że: "chęć wiary w Boga" = "wiara w Boga"
                                            A będąc po przeciwnej stronie tzn. od strony osoby, która "nie czuje wiary w
                                            Boga" będą to dwa różne pojecia? Tak sobie gdybam.
                                            Ciekawy temat :)

                                            Wg. mnie i tak "chęć wiary w Boga" = "wiara w Boga" bo to co się dzieje po
                                            stronie Boga jest prawdziwe (Boskie).

                                            No dobra reasumując. Jeśli uważasz że jesteś na etapie "chęć wiary w Boga" to
                                            tak naprawdę już wierzysz, ale jeszcze o tym nie wiesz :-). A jak już będziesz
                                            wiedziała to też uznasz to za równoznaczne.

                                            Pewno się wiec zapytasz: Co to znaczy wiedzieć? Cholera nie wiem :) Nie umiem
                                            tego opisać. Moim zdaniem wiem, że Bóg jest przy mnie ale jak to opisać? Spokój,
                                            pewność siebie? hmmm chęć do działania? - próbuje opisać swoje uczucia - radość?
                                            "nie czuję się samotnym"? (nie chodzi o związki! czy przyjaciół!).

                                            Od czego zacząć? Mi się wydaje, że od dialogu tzn. na początku wydawać się
                                            bedzie że monologu. Ja to robię tak:
                                            Idę sobie ulicą i gadam z Bogiem (znam osobę: która wykręca numer któy nie
                                            istnieje i udaje że dzwoni i rozmawia z Bogiem :-) - też fajny sposób - jak kto
                                            woli). Wchodzę do pracy i mówie coś do Boga np. co mam dzisiaj zrobic, powtarzam
                                            sobie w myślach modlitwy (problemy nad którymi pracuję) itp.

                                            Hmmm

                                            Pozdrawiam :)
                                            Michał
                            • Gość: MC Re: krótkie proste pytanie IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 20.01.05, 18:22
                              Michałku możesz powiedzieć cos więcej na temat tych upadłych aniołków.
                              Zastanowił mnie tez poruszony związek z numerologią tj. ,że ua to często liczby
                              mistrzowskie. w swoim bliskim rodzinnym otoczeniu mam 11 i 22, co wywołuje tym
                              więkze zainteresowanie kwestią UA. Kiedyś czytałam, ze 11,22... to tzw. stare
                              dusze, które widzą nie jako więcej są na wyższym stopniu rozwoju duchowego,
                              ale jest to dal mnie mało znany temat...Możecoś na ten temat?
                              Pozdrawiam serdecznie
                              MC
                              • sc200 Re: krótkie proste pytanie 21.01.05, 10:50
                                Witaj MC

                                Niestety nie będe już poruszał tematu UA bo to wykracza poza ramy tego wątku.
                                Wystarczy, że już zbyt tu dużo o tym powiedzieliśmy.
                                Poza tym:
                                po 1) Wiedza o tym niczego w Twoim życiu nie zmieni, bo zmienić nie moze
                                po 2) Ja tym tematem się nie interesuje

                                Ad 2.
                                W tym wątku chce poruszać tematu związanego z jakością życia, a nie wkraczać już
                                w głębszą filozofie, co do której nie jestem powiem szczerze tak do końca
                                przekonany. Gdzieś się kończą moje granice postrzegania i gdybym wchodził dalej,
                                to mógłbym owszem wyobraźnie mam dość dobrą ;-) więc niezłe bajeczki wymyślać :)

                                Musisz mnie zrozumieć - bo inaczej nie masz wyjścia :)

                                Ta wiedza niczemu nie słuzy a już na pewno nie jest potrzebna do podniesienia
                                jakości własnego życia - taka jest moja opinia.
                                W końcu wątek ma inny tytuł... "Banalny...."

                                Ps.
                                Sam jestem 11-stką i niczego to w moim życiu nie zmienia. Znam 33 które mają 8
                                (finansową) jako wyzwanie/okoliczności numerologiczne połowy życia i klepią
                                biedę. Znam też wiele osób nie bedących 11,22,33 itp a bedących na o wiele
                                wyższym poziomie rozwoju i świadomości duchowej (Boga).

                                Celem wątku nie jest danie "odczucia" innym, że nie są LM więc są gorsi - bo to
                                tak naprawdę jest złuda i to dopiero robi niezłe spustoszenie w życiu.

                                Pozdrawiam :)
                                Michał
                  • Gość: ewa.gs czy są na ziemi nowe dusze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.05, 09:06
                    Ja to widzę trochę inaczej.
                    Czas ziemski to czas ziemski. Płynie sobie w naszym rozumieniu chronologicznym.
                    Ale dla duszy, której w tej chwili na świecie nie ma, (jest w,
                    powiedzmy, "zaświatach"), czas jest zupełnie inny, nieliniowy. Dzięki temu
                    dusza może się wcielic po raz pierwszy w roku 2005, a po raz drugi np. w 1492.
                    Jej jest wszysko jedno, w jakim momencie świata liniowego do niego wejdzie...
                    • sc200 Re: czy są na ziemi nowe dusze 21.01.05, 10:44
                      Witaj Ewo :)

                      Dla Boga i Wszechświata czas nie istnieje. Tylko istnieje dla naszej
                      społeczności (być może dla innych cywilizacji również, choć niekoniecznie)

                      Dlatego też moja teoria nie zaprzecza Twojej.
                      Po prostu Ty piszesz to z punktu widzenia wszechświata, a ja z punktu widzenai
                      ziemskiego - co nie zmienia faktu jak sie to może dziać :)

                      Pozdrawiam :)
                      Michał
            • j.wojak SI 12.01.05, 16:10
              Wybacz, że się wtrącę- w kwestii SI. Moim zdaniem jest mało prawdopodobne, by
              świadomość była tylko zależna od komplikacji budowy mózgu- komputera.
              Oznaczałoby to, że róznica między umysłem człowieka a procesorem komputera jest
              tylko ilościowa a nie jakościowa. Tymczasem ktoś powiedział, że działanie SI
              pokazuje właśnie, jak NIE działa prawdziwa inteligencja. Wydaje mi się, że SI
              działa tylko w oparciu o przerabianie algorytmów a człowiek potrafi czasem
              znaleźć trafne rozwiązanie problemu od razu- jako "przebłysk" czy intuicję.
              Jacek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka