Jezu, umrę ze strachu zaraz!

)
o 19.00 Małżonek zabrał Darię i Łukasza do swoich Znajomych na noc, bo tam
jest kilkoro Dzieci i pobawią się razem, a Małżonek o pracy pogada, bo to
Znajomi z roboty. zostałam sama z Julią, bo kasłała i kichała dzisiaj troszkę
i nie chciałam Jej puszczać - sama też nie nalegała.
dom mamy piętrowy, pokój Dzieci na górze, Nasza sypialnia na dole, podobnie
jak malutki pokoik, w którym stoi komputer.
przed dwudziestoma minutami Julka przyleciała do mnie blada i przerażona,
miała łzy w oczach. zapytałam, co się stało, a Ona mi na to, że się boi PANI.
pytam, o jaką PANIA chodzi, czy może ktoś jest w ogrodzie itd. (okno pokoju
dziecięcego wychodzi na śliczny ogródeczek sąsiadów...)
Julka twierdzi, że PANI siedzi na łóżku, i ma na sobie białą sukienkę, i
torebkę i kapelusz... ;/
poszłam z Małą do pokoju - światła pozapalane, okno zasłonięte - nikogo nie
ma... została i bawiła się ładnie lalką, chwilę później znowu przyleciała z
krzykiem, że PANI SIE NA NIA PATRZY... i chodzi za Nią po pokoju...
cholera jasna,jestem panikara, wierzę w duchy, lubię horrory itd., ale jak Mąż
jest w domu...

zaznaczam, że Dzieciaków nigdy nikim / niczym nie straszymy, a historia z
Białą Panią się powtarza - jak tylko Julka zaczęła mówić - jeszcze na śstarym
mieszkaniu - śmiała się do kogoś za oknem i mówiła 'Pani, Pani'... a to było
10. piętro...
co robić mam...?
może Wasze Dzieci też widzą kogoś...? kurczę no, boję się, nie ukrywam. Julka
nigdy nie kłamie, no i fakt, że o tej PANI słyszę nie pierwszy raz...
pocieszcie jakoś...