cheesy
09.07.04, 17:17
Moj maly synek zmarl przedwczoraj w warszawskim szpitalu na Karowej... Zyl 8
h.
Urodzil sie po naglym odejsciu wod w 26 tygodniu ciazy zony.
Jestem zrozpaczony... Sam juz nie wiem co o tym myslec... Zaczynam sie
winic...
Zona prowadzila ciaze w Szpitalu Praskim u Dr. ... (moze lepiej nie podawac
nazwiska?) Ostatnie trzy wizyty kontrolne (srednio nastepowaly co 3 tyg.)
wygladaly nastepujaco:
- ginekolog zmirzyl cisnienie, zwazyl zone, zmierzyl brzuch i... to wszystko!
Nic wiecej! Zadnych badan krwi, moczu, usg itp! Nawet sie nie rozbierala!
Chcial zone nawet wyslac do pracy (pracuje w sklepie).
Mowilem zonie, ze nie podoba mi sie ten ginekolog. Ze moze pojdziemy do
innego. Ale w podswiadomosci myslalem, ze lekarz jednak wie co robi...
Teraz moj synek nie zyje. Po urodzeniu (cesarka) wazyl tylko 660g. Zmarl po 8
h.
Juz nie wiem co o tym myslec...