karusfilmowa
21.01.07, 22:30
Witam i pozdrawiam wszystkie pacjentki.Drogie Panie, jak sobie radzicie w
kontaktach z przedstawicielami publicznej slużby zdrowia? Jestem w krótkiej,
acz z wielu powodów trudnej ciąży (13 tyg.). W piątym tygodniu okazalo sie,
że mam zbyt niski progesteron. Lekarz zapisała mi duphaston, a gdy to nie
wystarczyło, zalecila branie zastrzyków z kaprogestu. Pierwsze trzy ampułki
zaaplikowano mi w mojej rodzinnej miejscowości (wielkopolska), w ktorej nikt
o nic nie pytał, a mile pielędniarki uspokajały mnie, ze wspołcześnie duzo
pań bierze zastrzyki i rodzą zdrowe dzieci. Wszystko się zmieniło, kiedy
wrócilam do Warszawy. W mojej przychodni rejonowej okazalo sie, ze muszę
płacić za zastrzyk (8 złoty, codziennie). Cała procedura polega zaś na tym,
iz wpierw trzeba pójść do pokoju pielegniarek, aby dowiedzieć sie kto tam
jest i która z pan zrobi mi zastrzyk, potem trzeba wrocić do recepcji,
zapłacić, pobrać kwit i ponownie udać się do pokoju pielegniarek. W pokoju
pielegniarek dowiedzialam sie, że na TAKIE skierowanie, to one nie beda mi
robic zastrzyku (z gabinetu prywatnego, ale przeciez zapłaciłam!!). Kiedy
pokazalam mi kwit, powiedziały, że owszem, zrobią mi zastrzyk ale tylko dziś
i w ramach wyjątku... Dzień później, w sobote, nie mialam pojecia gdzie udac
sie po zastrzyk, wiec postawilam na izbe przyjęć w szpitalu położniczym.był
wieczór, prywatne gabinety zamknięte... Na izbie zrobiono mi zastrzyk, ale
powiedziano mi, ze oni nie mają ani prawa, ani obowiązku ,świadczyc mi tej
usługi! Na moje pytanie, gdzie mam sobie zrobic zastrzyk w niedzielę, nikt
nie umiał mi odpowiedzieć. powiedzieli tylko, że tutaj mam nie przychodzić.
pojechalam po nowe skierowanie do mojej lekarz. tym razem paniom w mojej
przychodni spodobało sie. powiedziały, że moge do nich przychodzić na
zastrzyk, choc oczywiście musze płacić. dodały też, iż powinnam udac sie do
lekarza z tej przychodni, aby podbił mi moje skierowanie na zastrzyk i
wówczas bede miała usługę tę za darmo. Z braku numerków czekałam na wizytę 2
tygodnie (płacąc codziennie 8 zl), w końcu dostałam sie, odwiedziłam panią
ginekolog, ta jednak nie podbiła mi skierowania. Panie pielegniarki były w
szoku, że nadal płacę, ze nic sie nie udało załatwić, i że w ogóle ci
lekarze... coż, wydałam na same zastrzyki juz 160 zł!!! moja ciaza, którą
monitoruję u lekarzy od 5 tyg, a ma juz 13 tyg. póki co kosztowała
mnie:miedzy 5 a 9 tygodniem - 1000złotych, a między 10 a 13- kolejne kilkaset
złotych (ok. 700). Te 1700 zł wydałam tylko na lekarzy i tabletki oraz
badania (dwa radzy usg, trzy razy mocz i morfologia).Niby pieniądze nie są
tematem do dyskusji w czasie oczekwiania na dziecko. Ja wydałabym wszystkie,
co mam. sęk w tym, że za wszystko płaci mój chłopak i on nie rozumie,
dlaczego wydajemy tyle pieniedzy na lekarzy skoro kobieta w ciazy w Polsce
jest pod szczegolna opieką, oboje płacimy ZUS, a dodatkowo - mój chłopak
płaci okropnie wysokie podatki!!!! Ja tez juz nie wiem, jak rozmawiać z
przedstawicielami publicznej służby zdrowia, bo czy bedzie mnie stać na moją
ginekolog przez kolejne miesiące ciązy - to coż, nie wiem. przede mną
wszystkie badania; cytologia, testy na wszelkie przeciwciała, badania "na
koty", kolejne USG, morfologie... Koszty związane ze szkołą rodzenia i samym
porodem! Dziewczyny, jak wy sobie radzicie? Czy też wydałyście na lekarzy i
leki 1700 złoty w przeciągu zaledwie 7 tyg? Mam problemy z asertywnością, czy
w Warszawie tak po prostu jest? Ciekawa jestem waszych komentarzy.
pozdrawiam.