kobylybbb
04.12.04, 10:35
Za Rzeczpospolitą z 04.12.2004r.:
"Plastik czy tekturka
Wśród kierowców panika. Ci, którzy prawa jazdy uzyskali w latach 1984 - 1993,
do końca roku muszą wymienić te dokumenty. Tymczasem w wydziałach komunikacji
długie kolejki. Oczywiście, był na to czas, ale jakoś się nie składało i
większość ustawiła się do okienek teraz. Urzędy i wytwórnia nowych dokumentów
nie są w stanie tego przerobić, a Ministerstwo Infrastruktury straszy, że kto
nie wymieni, nie będzie jeździł. Być może policjanci już szykują mandaty
na "nielegalnych" kierowców, a niektóre firmy ubezpieczeniowe już
zapowiadają, że nie wypłacą odszkodowania, jeśli ktoś taki spowoduje wypadek.
Zanim jednak wszystkie te instytucje rzucą się na kierowców, powinny dobrze
przeanalizować, czy mają do tego dostateczne podstawy. Przed prawnikami stoi
tu dość fundamentalne zagadnienie: czy zdając egzamin, uzyskujemy uprawnienie
do prowadzenia pojazdów, czy też dokument pt. prawo jazdy? I dalej, jeśli
dokument zgubimy lub chwilowo nie mamy go przy sobie, to nabyte na egzaminie
uprawnienie tracimy? Ministerstwo stawia sprawę jasno: kto ma nowoczesną
plastikowa płytkę, jeździć może, a posiadacze starych tekturek mają chodzić
piechotą. Urzędnicy unieważniają wyniki egzaminów i pozbawiają nabytych
uprawnień?
Owszem, trzeba rozumieć, że jeśli już jest akcja wymiany dokumentów, to
administracja chce obywateli jakoś dyscyplinować. Jednak w tym przypadku
sięga po bezprawne narzędzie.
Krzysztof Sobczak
Prawo drogowe Rozporządzenie niezgodne z ustawą
Brak wymiany to nie utrata uprawnień
AD VOCEM - Plastik czy tekturka
Od 1 stycznia 2005 r. stracą ważność prawa jazdy wydane w okresie od 1
stycznia 1984 r. do 30 kwietnia 1993 r. Tak stanowi § 7 rozporządzenia
ministra infrastruktury w sprawie wymiany praw jazdy. Jednak wątpliwe, czy
taka regulacja prawna jest dopuszczalna.
Obowiązek wymiany dotychczas używanych praw jazdy ciąży na wielu tysiącach
kierowców na mocy rozporządzenia z 29 kwietnia 2002 r. (Dz. U. nr 69, poz.
640, ze zm.). Urzędy gmin są oblężone, kierowcy zdenerwowani, a Ministerstwo
Infrastruktury oficjalnie wzbrania się przed wydłużeniem terminu wymiany.
Wielu kierowców na pewno nie zdąży dostać nowego prawa jazdy przed 31 grudnia
2004 r. Należy sobie zadać pytanie, czy takie osoby po 1 stycznia 2005 r.
mają przestać jeździć samochodami?
Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista. Rozporządzenie wyraźnie
stanowi w § 7, że "Dokumenty podlegające wymianie tracą ważność po upływie
ustalonych w § 6 terminów". Ciekawostką jest to, że art. 150 ust. 1 ustawy z
20 czerwca 1997 r. - Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2003 r. nr 58, poz.
515, ze zm.) w brzmieniu obowiązującym od 1 stycznia 2004 r. stanowi coś
dokładnie odwrotnego: "Prawa jazdy i inne dokumenty uprawniające do
kierowania pojazdami lub potwierdzające dodatkowe kwalifikacje i wymagania w
stosunku do kierujących pojazdami, wydane na podstawie dotychczasowych
przepisów zachowują ważność do czasu ich wymiany...". To proste porównanie
tekstu ustawy i rozporządzenia skłania do kilku ważnych refleksji.
Po pierwsze, minister infrastruktury ewidentnie wykroczył poza zakres
przyznanej mu przez ustawę delegacji do wydania rozporządzenia. Treść § 7
rozporządzenia stoi w jawnej sprzeczności z przepisem art. 150 ust. 1 ustawy,
gdyż w sposób całkowicie odmienny od ustawy reguluje skutek upływu terminu
przewidzianego na wymianę prawa jazdy. Zasada hierarchii źródeł prawa została
tu naruszona.
Po drugie, rozporządzenie reguluje w § 7 materię praw publicznych obywateli,
a jest to sfera zastrzeżona do wyłącznej regulacji ustawowej. Trzeba
pamiętać, że prawo jazdy jest dokumentem stwierdzającym uprawnienia o
charakterze publicznym, tj. prawo do kierowania pojazdami mechanicznymi. Co
więcej, uprawnienie to nie jest zależne od posiadania dokumentu, gdyż można
prawo jazdy np. zgubić i dalej mieć uprawnienia do kierowania pojazdami.
Prawo jazdy ułatwia uprawnionemu udowodnienie posiadanych uprawnień.
Po trzecie, rozporządzenie nie może nikogo pozbawiać legalnie nabytych
uprawnień pod pozorem tak błahej sprawy jak tylko wymiana dokumentu na nowy.
Pozbawić tych uprawnień może sam ustawodawca lub sąd skazującym wyrokiem, np.
za jazdę samochodem po pijanemu.
Regulacja rozporządzenia opiera się na pewnym oczywistym założeniu: jeśli
postraszymy kierowców utratą prawa jazdy, to uda się przyspieszyć wymianę
dokumentów. Czy taka regulacja prawna jest w ogóle dopuszczalna w
demokratycznym państwie prawnym? Odpowiedź jest oczywista, że nie.
Nie ma potrzeby pisać szerzej o nadużyciu uprawnień przez ministra
infrastruktury, bo powyższe argumenty bronią się same. Trzeba mieć tylko
nadzieję, że Departament Prawno-Legislacyjny Ministerstwa Infrastruktury czym
prędzej przygotuje projekt rozporządzania uchylającego niekonstytucyjny, a
tym samym nielegalny, przepis § 7 rozporządzenia z 29 kwietnia 2002 r.
Kierowcy nie mogą być pozbawiani swoich praw, ani też czuć się zagrożeni na
drodze tylko dlatego, że wymiana kilku milionów dokumentów nie może być
przeprowadzona szybko i sprawnie.
MARCIN PRZYCHODZKI
Autor jest radcą prawnym"