Witam wszystkie mężatki i niemężatki
Z przyczyn oczywistych (błyskawiczny wyjazd) nie miałam możliwości
zrelacjonowania na bieżąco naszego ślubu

Własnie wróciliśmy z naszej
podróży poślubnej, więc od razu opowiadam jak było. A więc zacznę od
początku, a zrobię to z przyjemnością bo nadal żyję emocjami z tamego dnia....
Dzień zaczął sie baaardzo romantycznie i powoooli

, tj, śniadaniem do
łóżka i zmierzeniem temperatury u przyszłego małżonka (kontrolnie, bo na
dzień przed miał 39 stopni gorączki i musiał zacząć brać antybiotyk )

No a
potem zaczeła się cała bieganina. Fryzjer, makijażystka, w międzyczasie
przyjmowanie gości,odbieranie telefonów z życzeniami

Potem w trybie
expresowym sesja zdjęciowa w plenerze (cuuuuudem wymuszona na mężu bo trzęsł
się z powodu wysokiej gorączki i nie za bardzo chciał - całe szczęście że na
zdjęciach tego nie widać- brawa dla naszej fotografki Gosi).
Szybki powrót do domu, błogosławieństwo rodziców i pędem do USC (aż dziw
bierze że się nie spóźniliśmy, bo u nas to chleb powszedni

))
Ach...a w USC...... cudne chwile.....Cały czas trzymaliśmy się za ręce,
patrzyliśmy sobie prosto w oczy.... poprostu bomba....
Potem był szampan, kwiaty, życzenia....
Po ceremoni przeszliśmy do budynku obok Urzędu, gdzie było nasze mini
przyjęcie weselne. Bawiliśmy się rewelacyjnie w kameralnym gronie - 26
osób.Jedzenie pyszne, myzyka z własnych płyt.. Bawiliśmy się do 22. Ktoś by
powiedział - TYLKO??? a ja powiem aż do 22. Wracając do domu zrobiliśmy
wielkie oczy że ktoś jeszcze o tak późnej porze chodzi po ulicach -
nieswiadomi że to dopiero 10 wieczorem - tak byliśmy padnięci

Dzień następny to obiad poweselny i pakowanie walizek na poniedziałkowy wylot
w podróż poślubną...
Ach, ach, ach...to był najpiękniejszy dzień w Naszym życiu....
Tego nie da się opisać słowami - to trzeba przeżyć... ale możecie to
zobaczyć

Oto dzieło naszej fotografki Gosi. A musze się pochwalić bo
zdjęcia zrobiła rewelacyjne
www.kasiairadek.yoyo.pl
Pozdrawiam