Zauważam już któryś raz, że jadąc w długiej trasie (powiedzmy po 40km) mniej
więcej równym rytmem i będąc generalnie zmęczonym ale jeszce bez kryzysów,
zdarza mi się, że na jakimś niezbyt stromym (ale odczuwalnym) podjeździe łapię
tzw. "drugi oddech" - jak by na nowo wstępują we mnie siły, nawet
przyspieszam, a gdy on się skończy wracam do poprzedniego tempa.
Czy to normalne, że czasem pod górę lżej? Od czego to zależy?