gawędziłam sobie wczoraj z Najmilszym o życiu naszym wspólnym i ewentualnym
posiadaniu potomstwa, a co za tym idzie opieki nad nim. w potoku słów
usłyszałam zdanie, które wyraźnie mnie zaniepokoiło: "moi rodzice na pewno nam
pomogą w opiece nad synkiem". jeszcze nie zaczerpnął nowego oddechu jak
wywarczałam, że żadni rodzice nie będą się zajmować i TRZEBA TO JUż TERAZ
USTALIć! czujna jestem, nie ma co.