Najpierw zrodziło się pytanie: czy Wrocław jest miastem sukcesu? Potem
przyszły kolejne: jeśli tak, to jaka jest tego sukcesu cena? I czy płaci ją
tylko Wrocław, czy też bezrefleksyjna doktryna jedynie
słusznej „meganowoczesności” jest zjawiskiem szerszym?
Najpierw spłynął na miasto jaskrawy śmieć: kamienice rozbłysły wściekłym
pomarańczem, seledynem, czerwienią, żółcią – byle mocniej i „weselej”.
Starówka zaczęła przypominać reklamę supermarketu, ...