Dodaj do ulubionych

Do rohatyna i innych dziewczyn

05.03.10, 10:50
Masz racje, ze te wszystkie terapie to po prostu biznes i wyciaganie
pieniedzy od rodzicow dzieci. Psychiatra powiedziala nam, ze teraz
jest moda na zaburzenia autystyczne i gabinety "oferujace" pomoc
powstaja jak grzyby po deszczu. Z drugiej jednak strony nie mozna
nic nie robic i czekac, ktos napisal na tym forum, ze trzeba stawac
na rzesach, aby wspomagac rozwoj dziecka. Chyba musimy ufac
terapeutom i wierzyc w poprawe. Niektorzy rodzice pisza przeciez, ze
sa efekty. Piszesz, ze jezeli ja sama nie pomoge dziecku to nikt mu
nie pomoze, ale jak mam pomoc, nie wiem, jestem "zielona" w tym
temacie, dopiero ucze sie. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • czarna_ida Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 05.03.10, 11:35
      Terapia ma pomoc, wyrownac deficyty, tak aby dziecko moglo w miare
      funkcjonowac w spoleczenstwie. Nie ma cudownej tabletki na autyzm.
      Ani tego ze sie wyleczy z niego zupelnie.. Poza tym Sa dzieci jak
      moje czy rohatyny ktore maja oprocz autyzmu jeszcze wspolistniejace
      jak to napisac(?) deficyty. Rozne, opoznienie mowy, umyslowe, adhd,
      padaczke..Poza tym w naszym kochanym kraju nie ma niczego w sluzbie
      zdrowia co Ci sie nalezy. Trzeba wydrzec, wydrapac, albo wygrac
      szostke w lotka.. I byc niezaleznym finansowo. A tak gdzie nie
      pojdziesz to czekasz 2-3 lata zeby Ci powiedzieli co dziecku
      jest.Tak samo terapie, zalezy gdzie sie jest zameldowanym. I te
      nieodplatne, to kropla w morzu potrzeb..
      • szalicja Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 05.03.10, 11:45
        To jest tak, Rohatyno, jak byś powiedziała rodzicom dziecka z Zespołem Downa, że jemu terapia nie jest potrzebna, bo ona mu nie usunie tego dodatkowego chromosomu. Gucio prawda. Dwoje dzieci z takimi samymi deficytami może funkcjonować kompletnie inaczej, jeśli jedno poddamy terapii i pomożemy odnaleźć się w naszym świecie, a drugiemu pozwolimy rozwijać się swoim rytmem bez wspomagania. Jasne, autyzm pozostaje, ale można ograniczyć jego objawy. Ja widzę duże zmiany u dziecka dzięki różnym formom wspierania i leczenia, choć nie biegamy na terapię 30 godzin tygodniowo. Pewnie, że nie wiem, na ile to efekt po prostu rozwoju a na ile terapii. Ale tak samo Ty, matka, która też na pewno starała się leczyć dziecko, nie wiesz, jakby teraz funkcjonowało Twoje, gdyby nie było poddane leczeniu lub gdyby było poddane intensywnej terapii, zależy co robiliście bądź czego nie robiliście.
        • mamamisiasia Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 05.03.10, 13:36
          nawet dziecko z zespołem downa moze lepiej funkcjonować po terapii.
          Nie mówię o całkowitym wyleczeniu, tylko o praktyczne strony życia.
          • szalicja Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 05.03.10, 13:43
            No właśnie o tym pisałam... Terapia zawsze usprawni, pomoże. Może nie wyleczy,
            ale dzięki niej na pewno będzie łatwiej niż bez.
      • ojciec.karmiacy Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 02:10
        dobry wieczór.
        nie jestem jak wiecie teraputą, ale mam, jak może nie wiecie, spore
        sukcesy. wbrew wszystkiemu wyjdziemy ze zdiagnozowanego autyzmu.
        tymczasem odpowiadając na post o temacie: "ze te wszystkie terapie
        to po prostu biznes i wyciaganie pieniedzy". odpowiem na podstawie
        lektur: to nie tak. W książce "Z miłości do Ani" była terapia
        klapsa. Masakryczna, wiem. Ale dała radę. Ania wyszła z autyzmu.
        Komuś innemu pomógł pies ("Mój przyjaciel Henry"), albo Opcja
        Kaufmanów. z tego wszystkiego wynika tylko to, że ważne jest
        nastawienie rodziców. Wybierzcie sobie metodę i rośnijncie. Nic
        ponad to. Najlepiej nie mieć negatywnych myśli. Terapueci są
        dodatkiem, nie środkiem. no i oni z dziećmi naprawdę spędzają mało
        czasu. To tylko chwila wobec tego co my - rodzice - musimy zrobić.
    • roggalique słówko od biznesmena 05.03.10, 16:49
      ania04011 napisała:

      > Masz racje, ze te wszystkie terapie to po prostu biznes i
      > wyciaganie
      > pieniedzy od rodzicow dzieci.

      Tak, dokładnie. Dobrze, że to nie chleb. Brak terapii nie doprowadzi do śmierci,
      nie jedzenie tak. Na tym właśnie żerują krwiożerczy piekarze, wyciągający
      pieniądze od biednych ludzi.

      Dobrze, że mamy chociaż w Polsce świetną bezpłatną służbę zdrowia. Można
      skorzystać za darmo z psychiatry i psychologa w PZP, albo w PPP. I nie dać się
      naciągnąć terapeutom-biznesmenom.

      > Psychiatra powiedziala nam, ze teraz
      > jest moda na zaburzenia autystyczne i gabinety "oferujace" pomoc
      > powstaja jak grzyby po deszczu.

      Ja także zauważam powrót mody na Zespół Downa, który po boomie zapoczątkowanym
      przez rolę Maciusia w "Klanie" nieco ostatnio przygasł. Ale rozmawiałem ostatnio
      z kolegą psychologiem i mówił, że ZD wraca w wielkim stylu.

      > Piszesz, ze jezeli ja sama nie pomoge dziecku to nikt mu
      > nie pomoze, ale jak mam pomoc, nie wiem, jestem "zielona" w tym
      > temacie, dopiero ucze sie. Pozdrawiam.

      No właśnie. Więc trochę wiedzy spróbuj zaczerpnąć, bo można znaleźć nieco
      literatury, nawet w internecie. Niekoniecznie zaczynając od forów, gdzie
      wypowiedzieć się może każdy, nawet ten co nie wie o czym mówi.

      I nie mów, zwłaszcza, że przyznajesz się do "zieloności", że terapia to
      wyciąganie kasy od rodziców dzieci, bo niesprawiedliwie i w sposób nieuprawniony
      generalizujesz. Takim tekstem uderzasz także w tych, którzy taką mają pracę i w
      taki sposób zarabiają na życie. Starając się jak najlepiej pomóc swoim klientom.

      pozdrawiam i życzę powodzenia
      r.

      • rohatyna Re: słówko od biznesmena 05.03.10, 20:46
        Drogi biznesmenie,
        Twoja ironia jest zupełnie niepotrzebna. Jasne, że terapeuci prywatni w ten
        sposób zarabiają na życie, ale zwróć uwagę na jedno. jedna godzina konsultacji
        diagnostycznej 170zł, czasem ptrzeba jest 4-5 godzin.jedna godzina treningu
        umiejętności-100 zł ,przydałoby się 2 godziny w tygodniu przez cały rok.Inne
        terapie np.sensoryczne i jeszcze inne, też średnio 100 za godzinę to jest około
        1500- 2000 na fachową terapię dla jednego dziecka w miesiącu. A co mają zrobić
        Ci którzy mają 3-4 dzieci i tylko jedno pracuje? Czyli leczenie fachowe dziecka
        staje się przywilejem dla bogatych.Popierasz to? no ponieważ ogłaszasz się jako
        biznesmen - pewnie tak, bo Cię stać. 80% ludzi mających chore dziecko nie stać
        na wydanie na terapię nawet 500 zł miesięcznie, a tak naprawdę te efekty
        pozytywne terapii, mogą wcale nie być efektami terapii tylko dorastania,
        właściwej opieki w domu,skąd pewność , jeśli się nie ma skali porównawczej, czy
        cokolwiek jest wynikiem terapii, czy zupełnie czegoś innego. Tak - masz rację-
        najpierw chleb- takie życie. Piekarz nie jest krwiopijcą- bułka kosztuje 20
        groszy. Ale 170 zł za jedną godzinę testu i rozmowy z rodzicem , czy dzieckiem -
        już tak. Piszę o cenach warszawskich- jak gdzie indziej- nie wiem.
    • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 05.03.10, 19:28
      Masz rację. Ja zrobiłabym teraz tak. Zapisałabym dziecko na wszystkie możliwe
      terapie refundowane przez służbę zdrowia, a sama poszłam na wszystkie możliwe
      bezpłatne lub niedrogie szkolenia, których jest sporo, Poczytałabym książki o
      przeróżnych proponowanych metodach terapii, i sama terapeutyzowałabym moje
      dziecko.Efekty były, jeśli nie takie same to lepsze- na pewno nie
      gorsze.Przecież te wszystkie metody, za które każą sobie tak słono płacić są
      świetnie opisane i dostępne.A gdyby tak włączyło się w ten projekt jeszcze kilka
      innych mam mających dzieci z tym samym problemem, same mogłyby stworzyć grupę
      terapeutyczną raz u jednej , raz u drugiej. Ze ja na to nie wpadłam jak Michał
      był mały.....Pozdrawiam
      • iwpal Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 05.03.10, 20:31
        >>>a sama poszłam na wszystkie możliwe
        > bezpłatne lub niedrogie szkolenia, których jest sporo, Poczytałabym książki o
        przeróżnych proponowanych metodach terapii,<<<

        Nooo, jezeli teraz sa takie mozliwości przygotowania sie do fachowego udzielania
        pomocy - to ja bardzo prosze o namiary na niedrogie bądź bezpłatne szkolenia, bo
        do tej pory wszystkie te, które miały jakowyś sens w dalszej pracy, były i
        drogie i do tego długie.
        A co do ksiazek "o przeróznych metodach terapii" - to poprosze wykaz takich,
        które dadzą dokładne instrukcje, najlepiej takie, żeby sie nie trzeba było za
        bardzo wysilic. np. takie, które by opisały "stymulację przedsionkową" (w
        różnych rodzajach zaburzeń), pracę nad praksją itd. itp.

        No w sumie masz rację - taki terapeuta to pijawka, żerująca na cudzym
        nieszczęsciu. Tylko co powiemy o ginekologi, który za 15 minut "zaglądania do
        pani" kasuje 200 zł ?

        >>>Przecież te wszystkie metody, za które każą sobie tak słono płacić są
        > świetnie opisane i dostępne.A gdyby tak włączyło się w ten projekt jeszcze
        kilka > innych mam mających dzieci z tym samym problemem, same mogłyby stworzyć
        grupę> terapeutyczną raz u jednej , raz u drugiej<<<

        Bardzo dobry pomysł!!! Pod warunkiem, ze po poczytaniu ksiazek i po udziale w
        niedrogich lub zgoła darmowych szkoleniach bedziecie sie czuły na siłach.
        a jak nic z tego nie wyjdzie, to i tak bedzie wina oszukańczych i szarlatańskich
        metod terapii ;-)
        • kasia_de Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 05.03.10, 20:49
          to chyba jeszcze należy zrezygnować z pracy? żeby znaleźć czas na
          lekturę, szkolenia i terapię z dzieckiem? :-)

          a na serio - dużo czytam o "różnych terapiach" i metodach pracy, im
          więcej czytam tym bardziej mam wrażenie, że nic nie wiem :-)

          Dodam, że zajmuje mi to masę czasu - poczytanie, przygotowanie
          jakichś pomocy - żeby dziecko miało frajdę i chciało coś robić.

          Zgadzam się, że pewne rzeczy można robić samemu z dzieckiem -
          próbuję elementów terapii pedagogicznej, próbuję w zabawie uczyć
          czytać, liczyć, ćwiczę grafomotorykę, bawimy się LogicoPrimo czy
          rozwiązujemy zadania z systemu PUS, itp, ale bez przesady, że
          wszystko można samodzielnie.

          No i jeszcze trzeba mieć dziecko, które akceptuje rodzica w roli
          terapeuty - moje niestety w domu czuje się "na swoim gruncie" a może
          jest po prostu zbyt rozpuszczone, w każdym razie są dni, że ma
          moją "terapię" wiecie gdzie. Woli żeby mu poczytać a potem odgrywa
          sceny z książek i mama może się przydać co najwyżej do roli np.
          dzielnego rumaka czy innego przedstawiciela fauny :-)

          A z terapeutami jest tak samo jak z przedstawicielami innych
          zawodów - są fachowcy i partacze, lenie i pracusie, pasjonaci i
          olewusy. Idę na taką terapię na jaką nas stać, rozumiem, że mam
          zapłacić, ale jak widzę ewidentnie, że ktoś się nie angażuje w to co
          robi lub wie mniej niż matka-samouk :-) (a bywają i tacy, może po
          niedrogich kursach) to szukam kogoś innego.

          • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 05.03.10, 22:18
            Przepraszam, ja nie nie jestem niedouczonym terapeutą po tanich kursach.Mam
            wyższe wykształcenie pedagogiczne z specjalizacją rozpoznawania niespecyficznych
            zaburzeń rozwoju.Sama mogłabym zostać terapeutą.Co prawda skończyłam studia
            wiele lat temu, nigdy nie pracowałam w zawodzie , więc taki teraz ze mnie
            pedagog, jak za przeproszeniem z koziej d.... trąba.-:) Mam chore dziecko i
            wierzcie mi wiem co mówię.kasia_de chce wierzyć, że te terapie naprawdę pomogą
            jej dziecku. Ma prawo. Zyczę aby pomogły.Ale zauważcie - Ci terapeuci nawet
            biznesmen- tu i teraz- w swoim poście nazwał nasze dzieci
            KLIENTAMI.Klient.....przecież to brzmi okropnie....Idziecie- płacicie- a nikt
            Wam nie daje gwarancji na nic, nawet nie możecie się zwrócić o zwrot kosztów jak
            nie będzie pożądanego efektu, bo nikt Wam nie powiedział za co płacicie, i nikt
            w zamian za wasze pieniądze niczego nie obiecał. Jesteście więc najlepszymi
            klientami na świecie!!!Możecie się nie zgadzać z moim punktem widzenia- ale taki
            właśnie jest.Przepraszam za brutalizm ale powiem tak- w ostatnich latach
            powstały gabinety psychologiczne dla psów. Sfiksowani właściciele prowadzają tam
            swoje czworonogi-bo psy są sfrustrowane i pono mają depresję. Nie uwierzycie-
            zarabiają krocie!!!! chętnych jest masa!! To świetny sposób na zarabianie kasy!!
            • roggalique Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 15:15
              Powiem coś, czego może nie powinienem mówić, ale ostatecznie - to jest forum, ja
              tu terapii nie prowadzę.

              Jestem po pierwsze terapeutą, który pracuje w prywatnej placówce. Biorę niemałe
              pieniądze za moją pracę. Niemałe dla rodzica, klienta, który mi płaci, z czego
              zdaję sobie sprawę. Nie-tak-wcale-duże dla mnie, biorąc pod uwagę czas który
              poświęcam na pracę, skutki psychiczne, które ponoszę w tej pracy i na końcu
              szkolenia, konferencje, studia, superwizje - za które muszę płacić.
              Ale zostawmy to. Nie mam zamiaru tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem.

              Tak się pechowo złożyło, że mam dziecko, które ma zdiagnozowane ADHD (i to być
              może jest rzecz, której nie powinienem pisać, ale aż mnie zatrzęsło czytając
              Twoje rohatyno posty).

              Pomimo całej mojej wiedzy, umiejętności i doświadczenia, którym dysponuję -
              uważam się za bardzo słabego terapeutę mojej córki. Oczywiście, mój warsztat
              pozwala mi wspierać jakoś tam rozwój mojego dziecka, niwelować skutki
              nieprawidłowego rozwoju. Ale z pewnością wkładam więcej wysiłku i starania w
              terapię moich klientów, którzy mi płacą. Możesz to uznać za nieludzkie czy
              jakieś tam, ale staram się przede wszystkim być ojcem dla moich dzieci, a nie
              terapeutą. I jako ojciec popełniam często dokładnie takie same błędy, które
              wytykam klientom jako terapeuta. Wierz mi, że to niełatwa sytuacja:)

              Z przyczyn ode mnie niezależnych muszę jednak trochę tym terapeutą być co mnie
              niepomiernie osłabia, bo przychodząc do domu, chciałbym mieć pracę za plecami. A
              nie do końca mogę.

              I posyłam moje dziecko np. na terapię SI, i płacę koleżance 70 zł za godzinę
              "bujania", bo wiem, że to trochę pomaga mojej córce, która potrafi 5 minut
              kręcić się w kółko, a oczopląs porotacyjny ma po tym 3 sekundy :)

              Dlatego nie wierzę w to co mówisz - rodzic nigdy nie jest dobrym terapeutą dla
              swojego dziecka. Stając się terapeutą, przestaje trochę być rodzicem. Niestety,
              w naszym kraju to powszechne, bo najczęściej nie ma innego wyjścia. Ale nad tym
              trzeba ubolewać, a nie promować takie rozwiązania.

              Uważam, że postępujesz nieodpowiedzialnie ponieważ mówisz "mogłam zrobić tak i
              tak". Ale nie zrobiłaś. Twoje dziecko ma lat -naście, ale to forum czytają
              ludzie, których dzieci mają lat kilka. I jeśli wezmą za dobrą monetę to co
              piszesz i np. zrezygnują z poszukiwania dobrej terapii, to ich dziecko
              niekoniecznie musi osiągnąć pułap funkcjonowania, co Twoje.

              Kilka słów jeszcze o KLIENTACH.
              Nie wiem, co Cię tak oburza. Jako osoba z wykształceniem kierunkowym powinnaś
              wiedzieć, że jest to słowo powszechnie używane w odniesieniu do np. psychoterapii.
              Ja nie mówię o moich klientach "pacjenci", bo nie jestem lekarzem i nie pracuję
              w szpitalu, przychodni, czy gabinecie lekarskim. Ludzie mi płacą, więc są moimi
              klientami. To oczywiste.

              Nie wiem, dlaczego dla Ciebie słowo "klient" brzmi okropnie. Dla mnie jest to
              słowo pozbawione pejoratywnego znaczenia. To określenie kogoś "pacjentem" stawia
              go raczej niżej, jako podmiot oddziaływań leczniczych. A dla mnie klient jest
              partnerem. Prowadzę terapię dziecka wspólnie z rodzicami: oni słuchają mnie, ja
              słucham ich. Co w tym okropnego? Oczywiście - płacą mi. Jest to normalny aspekt
              każdej działalności. Nawet osoby zatrudnione w Caritasie pobierają pensje.

              Zawsze mówię moim klientom za co płacą. Płacą za konkretne rzeczy, które dla
              nich wykonuję. Mają gwarancję mojej rzetelnej pracy, opartej na aktualnej
              wiedzy. Mają też gwarancję, że podziękuję im za współpracę(i ich pieniądze),
              jeśli nie będą realizować wspólnie ustalonych zaleceń. Proste, uczciwe?

              Nie mogę zagwarantować im wyleczenia dziecka z autyzmu, bo obecny stan wiedzy
              nie pozwala na podjęcie takiego zobowiązania. Uczciwe?

              Jak już wspomniałem, niemałe pieniądze, które płacą mi moi klienci, zobowiązują
              mnie do wykonywania mojej pracy najlepiej jak umiem. Bo rozumiem i szanuję ich
              wysiłek.

              A jako biznesmen-krwiopijca też, że jeśli będą odwalał chałę, to stracę klientów
              i mniej zarobię. Proste?

              Pytam: gdzie tu dostrzegasz wyciąganie forsy? Gdzie nieuczciwość?

              Przykro mi, że trafiłaś w życiu na lebiegów, może oszustów, może szarlatanów. To
              niestety nie jest trudne. Współczuję. Ale nie rób ludziom wody z mózgu i nie
              generalizuj.

              To co proponujesz, czyli "do it yourself" to demagogia.
              Po co płacić ginekologowi 100, czy 200 zeta za "zajrzenie do pani", jak napisała
              Iwona, skoro można skończyć medycynę, zrobić spec. z ginekologi i posłużyć się
              lusterkiem?
              Po co płacić murarzowi za postawienie parkanu? Rękawy w górę, kielnia w dłoń i
              jedziemy z koksem.
              Auto się zepsuło? No jaki problem, wystarczy przeczytać książkę o mechanice
              pojazdowej i samemu można naprawić. Po co płacić mechanikowi, który na pewno
              naciągnie nas na parę stówek?

              Rozumiem z Twoich wypowiedzi, że jesteś zwolenniczką socjalizmu. To pozwól, że
              przypomnę Ci taki wierszyk, który pamiętam z dzieciństwa.

              Zaczyna się chyba jakoś tak:
              Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania...:)

              pozdrawiam
              r.




              • oleczek555 Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 15:26
                zgadzam się z Tobą w 100%.
                Pamiętam jak ucieszyłam się z rozgrzeszenia od psychologa. Stwierdziłam się,że nie nadaję się na terapeutkę behawioralną mojej córki, bo nie potrafię nagradzac jej jedzeniem- a to najlepiej dziala. Mała ma 5 godzin behawioralnej z terapeutką, wiem,że to mało, przydałoby się więcej, ale póki co tylko na tyle mnie stać. Miałam wyrzuty,że ja nie potrafię tego robić.
                I jak psycholozka powiedziała "ale pani ma być mamą, a nie terapeutką" poczułam się, jakby kamień spadł mi z serca.
                a swoją drogą bardzo dużo pracuję z córką, ale nie jako terapeutka, tylko jako mama.
              • rohatyna Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 16:42
                Drogi roggaligue,

                Nie było moim zamiarem robić nikomu wody z mózgu.Dzielę się tylko moimi
                przemyśleniami, każdy, a przede wszystkim Ty,jako psycholog, możesz się ze mną
                nie zgadzać. Nie jest też moim zamiarem zachęcać innych, aby wypięli się na
                terapie swoich dzieci.Każdy rodzic- myślę -instynktownie wie , co dla ich dzieci
                najlepsze. I nie będzie słuchał jakiejś baby na forum, tylko lekarza. Forum jest
                właśnie po to , żeby takimi przemyśleniami się dzielić.

                Może i nie mam racji, i wybacz , że z mojego powodu Cię "zatrzęsło"ale to jest
                tak: Najpierw rok w Synapsis, potem trzy lata na Pilickiej w Ośrodku Wczesnej
                Interwencji. Następne lata- treningi umiejętności społecznych, dodatkowo różne
                spotkania z psychologami, wyciszania, walka z agresją. Od gabinetu- do gabinetu.
                Wiesz, co tak naprawdę myśli przeciętny człowiek, który tyle, czasu,
                energii,zachodu,pieniędzy włożył w swoje dziecko? i czego oczekuje? ZE JEGO
                DZIECKO BĘDZIE ZDROWE, a tak jak napisałam wcześniej - cud na ogół się nie
                zdarza.....no cóż , może ja po prostu, jestem już stara, zmęczona,
                rozgoryczona..... i pewnie tak właśnie jest.

                Nie tylko mnie razi słowo "klient" w odniesieniu do dziecka.Spotkałam wiele osób
                , których razi tak samo jak mnie.
                Pacjent- brzmi znacznie lepiej....w swojej definicji zawiera nadzieję, że
                dziecko będzie wyleczone i , że w ogóle JEST leczone-:)))



                A tak na marginesie-potrafię naprawić samochód ostatnio samodzielnie wymieniłam
                pasek rozrządu..))) bardzo to lubię- wycisza mnie takie dłubactwo .

                Scianę też pewnie bym postawiła jakbym się uparła, tylko , że nie ma takiej
                potrzeby-:)

                Z socjalizmem mam tyle wspólnego, że cała moja młodość przypadła na na ten
                siermiężny okres,a młodość jest piękna,a więc wspominam Go pięknie-:)-:)-:)

                Z tym szampanem pod kawior to święta racja.....do kitu jak ciepły.._-:)




                • roggalique Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 18:39
                  rohatyna napisała:

                  > Wiesz, co tak naprawdę myśli przeciętny człowiek, który tyle,
                  > czasu,
                  > energii,zachodu,pieniędzy włożył w swoje dziecko? i czego oczekuje? ZE JEGO
                  > DZIECKO BĘDZIE ZDROWE,

                  My God. Przecież Z.A. to zaburzenie rozwoju, nie choroba! Doskonale wiesz, że
                  tego się nie wyleczy. Twój chłopak funkcjonuje na takim poziomie, że ugania się
                  za dziewczętami - no to chyba jest z nim całkiem w porządku, nie?
                  Jest z niego całkiem w porządku Aspie. I pozostanie całkiem w porządku Aspim do
                  końca swojego życia. Zawsze będzie inny i żadna terapia ani żadne leczenie tego
                  nie zmieni. Ani nawet Twoje chciejstwo:)

                  Czy syn funkcjonowałby na poziomie, gdzie dla Ciebie problemem są jego relacje z
                  panienkami, gdyby nie terapia? Stawiam na Tolka Banana, że mógłby nie mieć
                  takiej szansy.

                  Znam historie Aspich co nie wychodzą z domu, nie myją się i nie uczą. Późno
                  zdiagnozowani, bez terapii - takie mogą być efekty.

                  Być może ktoś wzbudził w Tobie zbyt wielkie nadzieje, być może nie wytłumaczono
                  Tobie, że tego się nie leczy. Że tak jak jeden jest mały, a drugi jest duży, tak
                  jeden jest neurotypowy, a drugi jest Aspie. Z.A. to poważne zaburzenie
                  rozwojowe. Po-waż-ne. Wymaga regularnej terapii. Koniec i kropka. Rodzic nie
                  jest w stanie tego załatwić, nawet jeśli jest specjalistą od zaburzeń rozwoju.
                  Przeszkodą jest relacja - osobiste zaangażowanie i emocje, które się odczuwa.
                  Nie ma szans na powodzenie takiej terapii. Koniec i kropka.

                  Gratuluję umiejętności mechanicznych i murarskich. Ale nie każdy tak potrafi:)
                  Więc idzie do specjalisty i płaci. Life.

                  I cóż, jeśli Ciebie mierzi słowo "klient" to OK. Mnie nie mierzi i moich
                  klientów też nie. Widocznie są dobrze, ekhem, obsłużeni:)

                  Cholera, od tego wszystkiego trufla w winie mi się przypaliła! A dałem za
                  niewielki kawałek całe 3000 tys. dolców na aukcji!!! ARGHHHH....
                  Trudno, pies zje.

                  pozdrawiam
                  r.


                • rohatyna Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 19:49
                  Dzięki za korespondencję,humor mi się poprawił , bo ostatnio mam do kitu ( może
                  polecę na terapię....kto wie....-:)-:) ). W ostatnim swoim poście trafiłeś w
                  sedno. Nadzieja i chciejstwo. Ale to mają rodzice wszystkich dzieci. Wiem dobrze
                  , że ZA to zaburzenie rozwojowe,a nie angina , gdzie podasz antybiotyk i cześć.
                  Natomiast nie znam takiego rodzica , który gdzieś, po cichu nie miałby nadziei,
                  że to wszystko co zrobił, nie tylko pomoże dziecku w funkcjonowaniu, ale wyleczy
                  i naprawi całkowicie. I wiem , że to jest irracjonalne.... , że nauka temu
                  przeczy..... ale chciejstwo i nadzieja,są tak silne, że odrzucamy racjonalne
                  argumenty i czekamy cudu.Ja przez te lata walki, zrobiłam się mało odporna na
                  niepowodzenia . Chciałabym aby, mój syn był szczęśliwy, kiedy widzę , że nie
                  jest,rozpadam się i wściekam na wszystko , a najbardziej na siebie i terapeutów,
                  że niby obiecywali, a się nie stało....i to też pewnie jest irracjonalne.....
                  dostaliście rykoszetem, bo mój syn ma ZA _:)-:)_:)Stąd te moje posty. Jeśli
                  poczułeś się urażony- przepraszam. Jeśli miałbyś ochotę poprowadzić terapię
                  mojego syna za darmo- polecamy się -:) -:)-:) może wtedy też przystąpię do
                  takiej aukcji i chrupnę trufelka...._:)
                  • roggalique Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 21:04
                    rohatyna napisała:

                    > Natomiast nie znam takiego rodzica , który gdzieś, po cichu nie
                    > miałby nadziei,
                    > że to wszystko co zrobił, nie tylko pomoże dziecku w funkcjonowaniu, ale wyleczy
                    > i naprawi całkowicie. I wiem , że to jest irracjonalne.... , że nauka temu
                    > przeczy..... ale chciejstwo i nadzieja,są tak silne, że odrzucamy racjonalne
                    > argumenty i czekamy cudu.

                    Nie chcę Cię urazić, ale czy takie podejście, choć ja je rozumiem, nie prowadzi
                    do problemów z akceptacją dziecka takim jakim ono jest?
                    Nie chcę, żebyś odpowiadała. Pomyśl po prostu o tym...

                    > Stąd te moje posty. Jeśli
                    > poczułeś się urażony- przepraszam.

                    Okej. Znam wielu wspaniałych terapeutów, moich kolegów i koleżanki z pierwszej
                    linii frontu, fachowych i pełnych zrozumienia. Robiących mnóstwo rzeczy po
                    godzinach, za frajer, poświęcając własny czas, a nierzadko pieniądze (chociażby
                    te, które mogliby w tym czasie zarobić). Takich, którzy nie wmawiają ludziom bóg
                    wie czego. Którzy są uczciwi wobec własnych klientów, czy pacjentów i mówią
                    prawdę, nawet jeśli ona jest bolesna.
                    Znam też takich, którzy są niekompetentni, pozbawieni zaangażowania, odwalający
                    swoją robotę byle jak.

                    I nie wiem, których jest więcej. Jestem pesymistycznym racjonalistą, więc sądzę,
                    że niestety tych drugich jest więcej... Stąd rozumiem rozgoryczenie i złość
                    tych, którzy natykają się na kiepskich terapeutów. Ale nie wszyscy są kiepscy.
                    Sądzę, że na tym forum nie występują kiepscy terapeuci.

                    > Jeśli miałbyś ochotę poprowadzić terapię
                    > mojego syna za darmo- polecamy się -:) -:)-:)

                    Rozumiem, że to jest żartem napisane, ale jednak odpowiem poważnie.
                    Nie, nie poprowadzę terapii nikogo za darmo z następujących powodów:

                    1. Byłoby to nieuczciwe względem tych, którzy płacą.

                    2. Darmowa terapia jest gorsza. Mniej stara się terapeuta i mniej stara się
                    klient. Jak ktoś płaci, to się bardziej stara, o ile nie lubi wyrzucać swoich
                    ciężko zarobionych pieniędzy w błoto. Efekty są lepsze, kiedy w grę wchodzi szmal.

                    3. Musiałbym część mojej praktyki prowadzić pro publico bono. Ale nie prowadzę,
                    bo zwyczajnie nie mam czasu. A poza tym terapia ASD to jest wyczerpująca praca i
                    chyba zwyczajnie nie chciałoby mi się tak męczyć za totalne friko.
                    Są inne rzeczy, które za friko lub prawie friko mogę robić i nierzadko robię.
                    Ale do tych rzeczy nie zalicza się terapia...
                    Mogę zrzec się honorarium, gdy biorę udział w diagnozie dziecka kogoś znajomego,
                    czy współpracownika. Ale nawet takim osobom nie poprowadziłbym terapii dziecka
                    za darmo.

                    pozdro
                    r.







                    • rohatyna Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 22:06
                      A jednak odpowiem.....
                      Jestem z natury krnąbrna, uparta,wychowano mnie, jak dobrze zauważył
                      roggalique-" bo bolszewickiemu" czyli , że wszystko w moich rękach i wszystko
                      mogę zmienić. Akceptuje moje dziecko- kocham je nieprzytomnie, pragnę aby było
                      szczęśliwe.Tu nie chodzi o to czy ja Go akceptuję- bo tak. Pragnę tylko aby
                      zaakceptował Go Świat.I w swojej krnąbrności i uporze,nie przyjmuję do
                      wiadomości Jego porażek. Bolą mnie fizycznie i duchowo.Póki co, chronię Go i
                      wspieram- a co będzie jak mnie zabraknie? Zrobiłam wszystko( jeśli w ogóle można
                      zrobić wszystko), żeby to On dostosował się do Świata, i...... nachodzą mnie
                      myśli....., że przegrałam.....a przecież Światu wszystko jedno.... Stąd moje
                      rozgoryczenie , smutek i żałość. Nie pociesza mnie więc, to co napisałeś , że
                      jest ok Aspie...bo tak jak zauważyłeś, zawsze dupa z tyłu- zawsze będzie Aspie.
                      I nie ma to nic wspólnego z moją Jego akceptacją, tylko ze strachem , jak
                      potoczy się dalej Jego życie.My rodzice dzieci z ZA mamy przymus i potrzebę
                      ciągłej kontroli, czy przypadkiem naszym dzieciom nie dzieje się krzywda, i
                      ogarnia Nas paniczny lęk co będzie , kiedy Nas zabraknie. Mówią o nich -
                      autystyczni psychopaci..jak mają żyć z taka wizytówką...?? U mojego Michała
                      świadomość inności jest duża , bo ma IQ w normie, ma też duży poziom wrażliwości
                      i empatię rozwiniętą niespodziewanie wyżej niż inni znani mi Aspie...A więc i
                      cierpi bardziej...pozdrawiam.
                      • roggalique Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 06.03.10, 23:22
                        rohatyna napisała:

                        > Jestem z natury krnąbrna, uparta,wychowano mnie, jak dobrze zauważył
                        > roggalique-" bo bolszewickiemu" czyli , że wszystko w moich rękach i wszystko
                        > mogę zmienić.

                        To nie jest bolszewizm. Hasło DIY (do it yorself) jest hasłem anarchistycznym. I
                        ja także je popieram, choć może inaczej je rozumiemy.

                        > Pragnę tylko aby
                        > zaakceptował Go Świat.

                        A co to jest Świat? 80% ludzkości to miał ludzki. Nie szukaj akceptacji śród
                        ludzkiej masy, bo jej nigdy nie znajdziesz. Masa rządzi się swoimi prawami, z
                        których najpierwsze to: "urawniłowka".

                        Dobrze rozegraj ideę DIY, bo można tworzyć swoje światy, w których jest się
                        akceptowanym pomimo swoich ułomności, inności. Nie staraj się wpasować syna w
                        ramy tego świata, bo to się nie uda. Ten świat ma prostą formę, taką jak do
                        wytwarzania wafelków w fabryce słodyczy. O ile wafelek można przyciąć, o tyle
                        człowieka niekoniecznie.
                        A jak się nie da czegoś zmienić, to trzeba szukać planu B. Który niekoniecznie
                        musi być gorszy.

                        "'Cause I'll rip the mike, rip the stage, rip the system
                        I was born to rage against 'em":))))

                        pozdro
                        r.


                        I w swojej krnąbrności i uporze,nie przyjmuję do
                        > wiadomości Jego porażek. Bolą mnie fizycznie i duchowo.Póki co, chronię Go i
                        > wspieram- a co będzie jak mnie zabraknie? Zrobiłam wszystko( jeśli w ogóle możn
                        > a
                        > zrobić wszystko), żeby to On dostosował się do Świata, i...... nachodzą mnie
                        > myśli....., że przegrałam.....a przecież Światu wszystko jedno.... Stąd moje
                        > rozgoryczenie , smutek i żałość. Nie pociesza mnie więc, to co napisałeś , że
                        > jest ok Aspie...bo tak jak zauważyłeś, zawsze dupa z tyłu- zawsze będzie Aspie
                        > .
                        > I nie ma to nic wspólnego z moją Jego akceptacją, tylko ze strachem , jak
                        > potoczy się dalej Jego życie.My rodzice dzieci z ZA mamy przymus i potrzebę
                        > ciągłej kontroli, czy przypadkiem naszym dzieciom nie dzieje się krzywda, i
                        > ogarnia Nas paniczny lęk co będzie , kiedy Nas zabraknie. Mówią o nich -
                        > autystyczni psychopaci..jak mają żyć z taka wizytówką...?? U mojego Michała
                        > świadomość inności jest duża , bo ma IQ w normie, ma też duży poziom wrażliwośc
                        > i
                        > i empatię rozwiniętą niespodziewanie wyżej niż inni znani mi Aspie...A więc i
                        > cierpi bardziej...pozdrawiam.
                      • tijgertje Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 07.03.10, 10:51
                        Rohatyna, wiesz co? Mam 35 lat, ZA , super meza i cudownego 6-latka
                        z klasycznym autyzmem. I mysle podobnie do ciebie. Nikt nic za mnie
                        nie zrobi, jesli nie zrobie tego sama. Tylko, ze boje sie, ze moge
                        wpasc w pulapke wlsnego perfekcjonizmu i mlodemu tylko utrudnic
                        zycie. Nie chce, zeby swiat go akceptowal. W wiekszosci pewnie nie
                        zaakceptuje wielu rzeczy, tak jak to robi w stosunku do mnie, ale
                        mam to gdzies. Bylam wychowana pod pregierzem " Co powiedza
                        ludzie"... Rodzice uwazali mnie za ciamajde, ktora sobie z niczym
                        nie radzi i wiele spraw zalatwiali za mnie, teraz wiem, ze mama tez
                        jest autystyczna i nie potrafila nie miec nad czyms kontroli. 25 lat
                        odmawiali mi prawa do samodzielnosci, wlasnego zdania i wlasnych
                        decyzji. Tego wszystkiego nauczylam sie dopiero w ostatnich latach
                        przy mezu. Mowie to co mysle, nie przejmuje sie srodowiskiem i o
                        dziwo zawsze znajduja sie ludzie, ktorzy mnie akceptuja dokladnie
                        taka jaka jestem, a reszta sie nie przejmuje. Nie potrzebuje tlumow,
                        zeby przetrwac i jestem znacznie szczesliwsza teraz, niz gdy rodzice
                        dawali mi (wedle ich mniemania) wszystko. Nie dali mi
                        najwazniejszego: poczucia wlasnej wartosci! Jestem pewna, ze jesli
                        twoj syn je ma, wie, ze jego innosc nie oznacza bycia gorszym, to
                        sobie poradzi. swiat nie musi go akceptowac. To sie stanie
                        automatycznie, jesli on bedzie akceptowac siebie! Pozwalaj mu
                        popelniac bledy, wiem, ze perfekcjonistyczna dusza cierpi przy
                        kazdej najdrobniejszej porazce, ale tylko dzieki bledom mozna sie
                        nauczyc wielu rozwiazac. Nikt nie robi wszystkiego bezblednie, a
                        perfekcjonizm baaaardzo utrudnia zycie. Borykam sie z tym na co
                        dzien, wiec wiem, o czym pisze;) Mam jednak swiadomosc tego, jak
                        moje wlasne dzialania oddzialuja nie tylko na mnie ale i moja
                        rodzine i nieraz sie musze sama skarcic, zeby np mlodemu w czyms nie
                        pomoc, nawet jak widze, jak bardzo mu ciezko. On musi sie pewnych
                        rzeczy nauczyc sam, im bardziej bedzie samodzielny i pewny siebie,
                        tym latwiej da sobie rade w zyciu.
                        Dla mnie diagnoza nie byla wizytowka. Byla sygnalem, ze w swojej
                        innnosci musze wspierac swoje dziecko pozwalajac mu na wypracowanie
                        wlasnych rozwiazan. myslimy w identyczny sposob, czasem mam
                        wrazenie, ze jego mozg jest klonem mojego i z latwoscia moge mu
                        podsunag "gotowce". Ale mysle, ze nie o to chodzi. Wczesniej czy
                        pozniej mnie zabraknie i co sie wowczas z nim stanie? Chce, zeby
                        rosl w zrozumieniu, zeby czul nasze wsparcie, milosc i akceptacje
                        niezaleznie od tego, co zrobi. Czasem sie wsciekam, ale potem
                        przepraszam, wiem, ze nie tedy droga. To taki typ, ktory musi
                        wszystkiego sam doswiadczyc (jak mamusia) i mimo, ze nieraz sie we
                        mnie gotuje, musze mu na to pozwolic, oczywscie majac reke na
                        pulsie, zeby wkroczyc, gdy w jakikolwiek sposob wpakuje sie w cos
                        niebezpiecznego;)

                        Mówią o nich -
                        > autystyczni psychopaci..jak mają żyć z taka wizytówką...?? U
                        mojego Michała
                        > świadomość inności jest duża , bo ma IQ w normie, ma też duży
                        poziom wrażliwośc
                        > i
                        > i empatię rozwiniętą niespodziewanie wyżej niż inni znani mi
                        Aspie...A więc i
                        > cierpi bardziej...

                        Rozumiem to doskonale, ale jesli sama sie przejmujesz, jak o nas
                        mowia i przyczepiaja wizytowke, to niestety, tylko mocniej ta
                        wizytowke przyszpilasz;) Zwlaszcza u Aspi z normalna inteligencja
                        bycie Aspi nie powinno byc wedlug mnie zadna taryfa ulgowa. Po
                        prostu jest sie kims indywidualnym, znajomosc ZA pozwala na
                        wyjasnienie wielu aspektow funkcjonowania, ale nie zwalnia od
                        samodzielnosci. kazdy jest w jakis sposob inny i to naprawde nie ma
                        znaczenia. Tak dlugo, jak jest sie soba ma sie szanse na "normalne"
                        zycie. Niedawno bylam w PL poodwiedzac przyjaciol. Mimo, ze zawsze
                        cierpialam, czulam sie samotna i odrzucona przez grupe, teraz
                        doszlam do wniosku,z e wcale taka biedna nie bylam. Mam calkiem
                        spore grono pozbieranych w oznych okolicznosciach przyjaciol, ktorzy
                        niezmiennie po prostu sa :-) Przy okazji zdalam sobie sprawe, ze z
                        tzw przyjazni, ktorych kiedys innym zazdroscilam nie zostalo nic.
                        jesli juz, to powierzchowne znajomosci, ot do pogadania o pogodzie i
                        dzieciach, ale nie podtrzymywane bardzo szybko umieraja smiercia
                        naturalna. Moje przyjaznie nawiazane nieraz ze sporym trudem, bo
                        czasem trudno komus zaufac, majac swiadomosc, ze wszyscy sa gorsi od
                        sadu i WSZYSTKO co powiesz, na pewno wykorzystaja przeciw tobie,
                        jednak na dluzsza mete okazuje sie, ze ktos niby odrzucony przez
                        spoleczenstwo moze liczyc na znacznie wieksze wsparcie od kogos, kto
                        zawsze otoczony byl tlumem "porzyjaciol". Pozwol synowi byc soba i
                        wspieraj go w samodzielnosci, a zobaczysz, ze w pewnym momencie
                        bedziesz mogla stwierdzic: Kochanie, sama bym tego lepiej nie
                        zrobila;-)
                        • iska2009 Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 07.03.10, 12:07
                          To bardzo piekne co napisalas i bardzo madre, dziekuje Ci za to.
                        • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 07.03.10, 21:00
                          tijgertje, kopiuje sobie Twoje wypowiedzi, bo zrobily na mnie ogromne wrazenie.
                          Na razie bede sobie przypominac od czasu do czasu i sie Twoimi slowami
                          inspirowac, a moze kiedys za lat kilka przeczytam to mojemu synkowi, bo to
                          bardzo krzepiace co piszesz :-).
                          Dziekuje.
                        • rohatyna Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 07.03.10, 21:29
                          tijgertje
                          To bardzo pocieszające dla mnie, co piszesz.Choć z drugiej strony, wiem że ZA u
                          dziewczynek przebiega łagodniej i inaczej niż u chłopców. Natomiast sama myśl o
                          tym, że mój Michał ma szansę na szczęśliwe i mniej więcej samodzielne życie "
                          rozmarza " mnie okrutnie-:)-;)-:).Bo już straciłam nadzieję...Dzięki za słowa
                          otuchy.

                          Pozdrawiam
                          • tijgertje Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 08.03.10, 08:11
                            Dziekuje za komplementy:-) Pojecia nie macie, jak mi poczatek dnia
                            poprawilyscie;-)

                            Rohatyna, moja siostra ma 2 synow. Starszy wczesniak, wiecznie
                            chuchany i dmuchany... Mimo, ze nieraz wypominalam im, ze dziecko,
                            ktore nie ma stalych regul MUSI byc nerwowe, to slyszalam, ze to
                            wina wczesniactwa i neurolog nie pozwala go denerwowac, czyt. ma
                            robic wszystko, na co ma ochote. Tyle, ze nieraz sie tak nie da,
                            dziecko wiecznie zagubione, teraz ma 11 lat i serce mi peka, jak go
                            widze. Mlodszy, dokladnie rok mlodszy od mojego, ktorego jeszcze rok
                            temu stawiano mi za przyklad, bo do 4 lat jego rozwoj przebiegal bez
                            widocznych zaburzen staje sie teraz kopia starszego brata, tylko
                            dodatkowow strasznie sie jaka, niewyraznie mowi, jest
                            bardziej "dziki" i nerwowy. Obaj sa krytykowani za kazdy blad,
                            rozpieszczani materialnie, mlodszy jak cos u kogos zobaczy, to MUSI
                            to miec, robi awanture i natychmiast to dostaje. Jak mojemu
                            tlumazylam, ze krzykiem niczego nie wymusi i wystawialam go do kata,
                            zeby sie uspokoil, to "znecalam sie nad dzieckiem". zal mi
                            siostrzencow, bo rodzina uwaza, ze autyzm jest rownoznaczny z
                            uposledzeniem umyslowym, a chlopaki, zwlaszcza starszy sa
                            nieprzecienie inteligentni. Tyle, ze uslyszalam,"jest inteligentny,
                            to sobie w zyciu poradzi". zadne argumenty nie docieraja, tak jakby
                            sama inteligencja, mimo totalnego wyobcowania w spolecznosci szkoly
                            miala byc gwartancja sukcesu. Neguja nasza diagnoze, a ja czekam na
                            moment, kuedy zdadza sobie sprawe, ze rozwoj mojego mlodego to
                            wyrazne, strome schody w gore, u jego kuzynow to stroma rownia
                            pochyla, ale w dol :/ Ja jestem nawet przed dziecmi obsmarowywana i
                            mam nadzieje, ze zwlaszcza starszy kiedys sie zbuntuje i nie zapomni
                            o mnie;) Roznica miedzy naszymi dziecmi jest ogromna, mimo, ze
                            poczatki mieli podobne. Naszego urwisa zaczelismy diagnozowac, gdy
                            zdalam sobie sprawe, ze robil podobne rzeczy do kuzyna, a nie
                            widzialam ich u innych dzieci (np machanie "skrzydelkami"). Dlaczego
                            to pisze? Chce, zebyscie sobie zdaly sprawe, ze diagnoza to nie
                            wszystko. Dzieci z rymi samymi zaburzeniami moga byc zupelnie inne i
                            miec zupelnie rozne szanse na sukcesy w doroslym zyciu. O starszego
                            syna siostrzy powaznie sie obawiam, ze za kilka lat bedzie usilowal
                            poplenic samobojstwo. Zyje jak w wiezieniu, w innym swiecie. Nikt go
                            nie rozumie, ma byc doskonaly w nauce a kazde drobne niepowodzenie
                            konczy sie awantura. Przechodzilam to samo, ale ze warunki mielismy
                            inne: bylismy pozostawieni bardziej sobie, mieszkalismy w bloku,
                            rodzice zaharowani i bylo nas 4 z 5-letnia roznica miedzy nastarszym
                            i najmlodszym dzieckiem , wiec nie bylo wyjscia, czlowiek jakos
                            automatycznie sie uspolecznial. Dzieci mojej siostry nie maja takiej
                            mozliwosci. Usiluje sie ich wepchnac w ramki nie probujac nawet
                            zrozumiec, ze oni po porostu w inny sposob odbieaja swiat:/ Dla nich
                            naprawde ciezko mi sie dopatrzyc jakiejkowliek nadziei... Dlatego
                            mam nadzieje,z e zdacie sobie sprawe, ze wlasnie sytuacja w
                            rodzinie, wsparcie i wiarta w mozliwoci dziecka daje milion razy
                            wiecej niz wszystkie terapie razem wziete. Terapie widze jako "kopa"
                            w odpowiednim kierunku, pomagaja rowzijac pojedyncze umiejetnosci,
                            ale to od rodziny zalezy, czy beda one miec szanse na synteze i
                            stworzenie nie "aspi z zaburzeniami mowy, spolecznymi,
                            sensomotorycznymi itd", a wspanialego mlodego czlowieka, ktory
                            czasem musi nieco bardziej sie utrudzic od szaraczka ;)
                            • gepardzica_z_mlodymi Re: Od biznesmena, terapeuty, rodzica 08.03.10, 11:30
                              Tijgertje, Twoje słowa to nadzieja dla mnie i jest to zgodne z tym,
                              co twierdzi mój małż (sam sobie zdiagnozował ZA). Po przeczytaniu
                              Twojej wypowiedzi, stwierdził, że mam sobie ją wydrukować:)
        • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 06.03.10, 01:42
          iwapal- sądzac po
          wypowiedzi i zjadliwości, sama jesteś terapeutą i tak zarabiasz na życie. Bo
          czemuż to, ta opinia tak bardzo Cię ubodła? Jesteś matka autystycznego dziecka ,
          które przeszło miliony różnych terapii?? Jeśli tak - napisz nam o tym ...i o
          efektach ...i o tym, ile na to wydałaś i ile Twoją rodzinę kosztowało to
          wyrzeczeń, bo ja mogę Ci to wszystko napisać,i skonkludować , że mój syn jak
          był autystyczny - tak jest. A tak naprawdę funkcjonuje jako tako, tylko dlatego,
          bo ma dwóch starszych zdrowych braci, którzy wciągają Go w normalne życie, czyli
          zabierają na imprezy, spotkania, do kina. Rozwija Go to niepomiernie, poznaje
          nowych ludzi, uczy się jak się zachować , poznać dziewczynę. A te wasze
          snobistyczne terapie, treningi,i tym podobne głupoty, nie dały mu nic, tyle
          tylko ,że były dla niego przyjemną odmianą i sposobem na spędzanie czasu.Nikt
          nie nauczy kogoś na terapii-kochać -wybaczać- rozumieć.Za kasę którą w to
          włożyliśmy, moglibyśmy kupić mu teraz samochód, miałby z tego przynajmniej jakiś
          pożytek.Zachęcam wszystkich do przemyśleń
          • kasia_de Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 06.03.10, 10:21
            Rohatyna,

            ale Ty masz zatem jakieś podstawy, żeby z dzieckiem pracować. Ja
            muszę się wszystkiego sama nauczyć, dowiedzieć, poszukać...

            Nikt mi nie powiedział, ze można grafomotorykę ćwiczyć za pomocą
            podręcznika Frostig&Horn, czy metodą Tymichowej, żeby uczyć czytać
            metodą Cieszyńskiej lub 18 struktur... ie powiedział, że wczesne
            czytanie pomaga rozwijać mowę... tego na studiach z zarządzania
            mnie nie nauczyli :-)

            Same poszukiwania metod zajmują mnóstwo czasu, a jeszce muszę
            pracować, żeby zarobić na to wszystko, same książki do
            mojego "dokształcania" kosztują sporo...

            Ale niewątpliwie zgodzę się z Tobą, że kochanie dziecka i wspieranie
            w codziennych sytuacjach oraz pokazywanie świata "na żywo" a nie w
            warunkach "laboratoryjnych" ma kluczowe znaczenie. Zazdroszczę, ze
            masz starsze dzieci, które się angażują, mój syn jest jedynakiem i
            wiem, ze taka pomoc byłaby nieoceniona... ale, no niestety...
            • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 06.03.10, 10:56
              kasia_de napisała:
              > Nikt mi nie powiedział, ze można grafomotorykę ćwiczyć za pomocą
              > podręcznika Frostig&Horn, czy metodą Tymichowej, żeby uczyć czytać
              > metodą Cieszyńskiej lub 18 struktur... ie powiedział, że wczesne
              > czytanie pomaga rozwijać mowę... tego na studiach z zarządzania
              > mnie nie nauczyli :-)

              Kasiu, nie wazne metody, wazne dziecko! Moj np w wieku 4 lat dostal
              zakaz nauki czytania! Nie bez powodu, ma spore opoznienie w motoryce
              i mimo, ze byl w stanie nauczyc sie czytac juz wowczas, to w jego
              przypadku w szkole przepasc miedzy pisaniem a czytaniem bylaby potem
              tak ogromna, ze nie udaloby sie jej przeskoczyc. Musi najpierw
              pisac, potem czytac (a wlasciwie przy okazji).

              Zazdroszczę, ze
              > masz starsze dzieci, które się angażują, mój syn jest jedynakiem i
              > wiem, ze taka pomoc byłaby nieoceniona... ale, no niestety...

              Ja tez mam jedynaka, ale jak widze, z jakimi problemammi zmagaja sie
              rodzice majacy poza autystykiem zdrowe dzieci, to naprawde nie masz
              czego zazdroscic. Bardzo trudno jest podzielic uwage tak, aby nie
              skrzywdzic zadnego z dzieci, wielokrotnie od starszego rodzenstwa
              nie mozesz oczekiwac zadnej pomocy, czesciej ci wypomna, ze sie
              tylko chorym zajmujesz, a o nich zapominasz. Nie ma sensu porownywac
              wlasnej sytuacji do innych, kazde dziecko i kazda rodzina jest inna
              i inaczej wcale nie znaczy lepiej czy gorzej.
          • iwpal Re: Do rohatyna i innych dziewczyn - Od rohatyny 06.03.10, 22:30
            >>>> iwapal- sądzac po
            > wypowiedzi i zjadliwości, sama jesteś terapeutą i tak zarabiasz na życie.<<<
            Tak zarabiam na życie, bo tylko to umiem ;-)

            >>> Bo czemuż to, ta opinia tak bardzo Cię ubodła? <<<
            Bo jest niesprawiedliwa i nieuczciwa. I tyle.
    • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 09:54
      Ile ludzi, tyle opinii i kazda zalezna od wlasnych doswiadczen;-)
      Wiecie czego sie kilka dni temu dowiedzialam?
      Chodzilismy z mezem na kurs dla rodzicow dzieci z autyzmem. Za
      darmo, ale od uczestnictwa w nim uzalezniono dalsza pomoc, wiec
      wyjscia nie bylo, moj maz nie mogl zwalic tego na mnie;) W sumie
      krotko i intensywnie. Sporo teorii, ale i wymiana doswiadczen, bo
      wsrod 5 rodzin bioracych udzial w kursie w 4 byli 6-letni chlopcy.
      Kurs sam w sobie super, wszyscy tuz po diagnozie i w ciagu kilku
      miesiecy okazuje sie, ze panika ustapila miejsca nadziei i pewnosci.
      wymiana doswiadczen okazala sie kluczowa, bo jako ze sama mam autyzm
      i potrafie wiele wytlumaczyc inni rodzice mi na koniec dziekowali,
      twierdzac, ze potrafili zrozumiec wiele zachowan wlasnych dzieci.
      Prawdopodobnie nawet uda mi sie cos czasem zarobic, bo prowadzace
      chca mnie zapraszac na jedno ze spotkan na kolejnych kursach:)
      No, ale do rzeczy. na zakonczenie kursu jeszcze troche teorii nam
      rzucili, m.in. o terapii Floortime (mozna znalezc sporo filmow na
      youtube). Bylo tez co nieco o dojrzewaniu i szansach na przyszlosc.
      Co sie okazalo, badania ponoc wykazuja, ze z dzieci autystycznych
      30% w miare normalnie funkcjonuje w doroslym zyciu, zaklada rodziny
      itp. Nieco dolujaca liczba. Ale... az 80% z dzieci, ktore sa
      odpowiednio wspierane przez rodzicow, maja poczucie bezpieczen stwa,
      zrozumienia, bycia kochanym W DOMU. ILOSC PRZEBYTYCH TERAPII POZA
      DOMEM NIE MA WPLYWU NA TA LICZBE!!! Wszyscy przezyli szok, ale po
      dluzszej rozmowie okazalo sie, ze faktycznie, np jesli dziecko ma
      spore problemy z SI to terapeuta moze pomoc, ale i tak od sytuacji w
      domu zalezy, jak dziecko sie bedzie rozwijac.
      Moj mlody ma stwierdzony autyzm klasyczny. Kurs bardzo wzmocnil moja
      relacje z mezem, bo okazlo sie, ze wiekszosci problemow innych
      rodzicow nigdy nie mielismy, bo ja mlodego rozumiem jak nikt inny.
      Moj chlop stwierdzil, ze moi rodzice popelnili wszystkie mozliwe
      bledy i w koncu docenil ile robie dla mlodego. Chodzimy z mezem do
      psychologa, "przewodnika rodzinnego", gdzie dostajemy wskazowki co i
      jak, mozemy sie czasem po prostu wygadac. Taka forme stosuja celowo
      u malych dzieci, twierdza, ze ma to duuuzo lepsze rezultaty niz
      praca bezposrednio z dzieckiem. Bezposrednio dzieci przyjmuja na
      terapie dopiero od 8-9 lat, jesli jest to absolutnie konieczne, maja
      tez grupy dla zdrowych braci i siostr dzieci z autyzmem. Wczoraj
      pani chciala sie nas pozbyc;-) Uznala, ze mam wszystko pod kontrola
      i w zasadzie nie wie, po co jest nam potrzebna;) No tak, teraz sobie
      swietnie radzimy, mlody robi niesamowite postepy ( np w szoku byl,
      jak kolega z klasy, ktory do tej pory ciagle mu dokuczal zaprosil go
      do domu, zeby sie razem pobawili i coraz wiecej dzieci rzeczywiscie
      sie z nim chce bawic). Uznalismy jednak, ze co kilka miesiecy chcemy
      sie pojawic, bo to,z e teraz jest ok nie znaczy, ze nie pojawia sie
      nowe problemy, z ktorymi siebie nie poradzimy. Mlody spedza mase
      czasu w szkole, gdzie nie ma w tej chwili zadnej pomocy, musialam
      oddac jego wolne popoludnia i teraz walcze o mozliwosc zapewnienia
      dodatkowego nauczyciela w szkole na kilka godzin. 1:1 to
      najskuteczniejszy sposob osiagniecia czegokolwiek, a po szkole dziec
      ma juz dosc i czuje, ze mam zwiazane rece:( Nawet nie wiedzialam, ze
      mieli prblem z nauczeniem mlodego syntezy glosek, pracowano nad tym
      w szkole przez ponad 3 miesiace i efektow zadnych. Jak sie w koncu
      dowiedzialam, rozwiazalismy problem w domu w ciagu tygodnia!!! Po
      prostu mimochodem, w czasie zabawy, okazalo sie, ze dziecko przez
      inny sposob przetwarzania informacji nie bylo w stanie zastosowac
      narzuconej metody, w domu udalo sie mu znalezc wlasny sposob i
      poszlo z gorki:-)
      Nie twierdze, ze terapie nie sa potrzebne. Na pewno czasem daja
      rezultaty, ale wydaje mi sie, ze przede wszystkim powinny byc
      skierowane do rodzicow, ktorzy powinni je kontunuowac w domu.
      Ktos wspomnial, ze dziecko chce odgrywac sceny z ksiazek... To moze
      byc rowniez swietna terapia! Na bazie zdarzen i sytuacji z ksiazki
      mozna wyjasnic i nauczyc realnego zycia. Moj mlody ma "Planete
      Kasper". Maz sie wsciekal, zabranial mu o niej mowic, a ja dosc
      szybko zauwazylam, ze opowiadajac o niej odreagowuje realne
      zdarzenia, czasem sprzed wielu tygodni. Wchodzac w jego swiat
      okazalo sie, ze sam przyznaje, ze jest to wymyslona planeta i
      zaczyna samodzielnie porownywac rzeczywistosc do fantazji.
      Najzabawniejsze, ze w szkole dzieci, ktore sie z niego wysmiewaly,
      teraz tworza wlasne planety. wspolnie wymyslaja co se na nich
      dzieje, robia porownania i mlody coraz lepiej lapie, ze kazdy ma
      prawo byc INNYM. Nabral ostatnio bardzo duzo pewnosci siebie i u
      niego to jest najwazniejszym warunkiem rozwoju, nie zrobi niczego,
      dopoki nie ma pewnosci, ze moze to zrobic bezblednie. Cos musi miec
      po mamie.

      Qrcze, ale sie rozpisalam, przepraszam, ale tyyyyle bym chciala
      powiedziec...
      • aj-o-a-n-n-a Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 11:52
        > Nie twierdze, ze terapie nie sa potrzebne. Na pewno czasem daja
        > rezultaty, ale wydaje mi sie, ze przede wszystkim powinny byc
        > skierowane do rodzicow, ktorzy powinni je kontunuowac w domu.
        Powiem inaczej:
        dają rezultaty, jeżeli są kontynuowane w domu.Niedorzecznością jest oczekiwanie,
        że sama praca terapeuty z dzieckiem coś zmieni. No, chyba że faktycznie w trybie
        min. 50 godzin z terapeutą tygodniowo.
        Terapeuta pełni funkcję przewodnika. Od samej pracy przy stoliku dziecko nie
        zacznie lepiej funkcjonować w społeczeństwie. Podczas zajęć możemy pokazać
        techniki, omówić sposoby komunikowania się z dzieckiem, wprowadzać kolejne
        etapy, instruować, pokazywać jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, zalecać
        ćwiczenia stymulujące (w różnych obszarach). Ale jeżeli terapię oprzemy tylko na
        ćwiczeniach stymulujących rozwój - to przykro mi, ale w tzw. "codziennym życiu"
        zmieni się niewiele. Coś tam się zmieni, bo dziecko może będzie spokojniejsze,
        więcej będzie rozumiało itd. Ale nie nauczy się jak żyć z autyzmem i jak sobie
        radzić. To tak jak z gościem na wózku.
        Jeżeli ograniczymy pracę tylko do tzw "czterokończynówki biernej" to może
        unikniemy zaniku mięśni, ale gość nigdy miasta sam na wózku nie pokona.
        A mógłby.

        Co do biznesmenów...
        Wiadomo. My, prywatni terapeuci, mamy wille z basenami, jeździmy wyłącznie
        mercedesami najwyższej klasy, choroby i niepełnosprawności dzieci omijają nas
        szerokim łukiem, więc nic nie rozumiemy. Nie musimy nikogo rehabilitować, wozić
        na zajęcia, a nawet jak musimy, to nas stać bo już tyle zdarliśmy z innych, że
        nic nam nie straszne.
        Chiciałabym bardzo, żeby NFZ refundował zajęcia, które prowadzę, ale żebym mogła
        wówczas utrzymać ten sam standard pracy.
        • oleczek555 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 13:09
          nie można wszystkich terapeutów wrzucać do jednego kosza. są biznesmeni, ale my mieliśmy tyle szczęścia, że trafialiśmy(i trafiamy) na samych wspaniałych ludzi. niestety terapie nie są tanie(nad czym ubolewam), ale ja zawsze staram się widzieć drugą stronę- ci ludzie też muszą z czegoś żyć, wynajęcie odpowiedniego lokalu oraz załatwienie wszystkich opłat związanych z "biznesem" to nie jest pikuś i cena nie bierze się z kosmosu.
          z tym,że terapie nie pomagają nigdy w życiu się nie zgodzę, oczywiście nie dadzą pewnie efektów, jeśli wszystko zrzucimy na barki terapeuty. faktycznie najwięcej daje praca własna z dzieckiem, ale ta bez odpowiednich wskazówek też nie przyniesie korzyści.
          co do biznesmenów- wyobraź sobie rohatyna,że jak ja jeździłam z małą na bobatha i poprosiłam terapeutkę,że może byśmy się częściej spotykały, bo mam wolne, to ona mi odpowiedziała "ale ja nie chcę pani naciągać, nie widzę takiej potrzeby". zresztą zajęcia zawsze przedłużała, a nigdy nie prosiła o dopłatę. jak byłam u niej ostatni raz i mała zaczęła stawiać pierwsze kroczki, to w ogóle nie chciała ode mnie pieniedzy. nie można osądzać wszystkich- ja trafiłam na samych wspaniałych i nie chcę aby ktoś ich obrażał, bo nie zasłużyli na to. dzięki nim moje dziecko chodzi i lepiej funkcjonuje i zawsze będę im wdzięczna.
          • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 13:57
            Ależ ja nie miałam zamiaru nikogo obrażać! Ja tylko uważam, że ostatnio powstała
            moda, na różnego rodzaju terapie, co by się działo-leć na terapię. Pamiętam jak
            15 lat temu przyleciała do nas kuzynka - Polka z Australii i opowiedziała nam
            "wstrząsającą" historię ze swojego życia. Otóż rok chodziła na terapie, bo
            spotkała ją straszna trauma...! a mianowicie koleżanka z pracy wszystkich
            zaprosiła na na imprezą do siebie , tylko jej nie! To pono zachwiało jej
            poczuciem wartości, poczuła się odizolowana, wykluczona...itd. Powiedziałam jej
            wtedy, że ja , zamiast pchać ciężką kasę w terapie, sama zrobiłabym imprezę i
            tamtej nie zaprosiła.Byłoby po ptokach.Sądzę, że ludzie coraz częściej tracą
            wiarę w siebie, w to , że z wieloma problemami mogą poradzić sobie sami, stają
            się bezwolni, a rozwiązania swoich problemów szukają u innych- bo Ci inni mają
            wizytówkę - terapeuta.Rodzice dzieci autystycznych chcąc ,nie chcąc stają się
            najlepszymi terapeutami swoich dzieci, i gdyby wzięli się razem w kupę
            terapeutyzowaliby swoje dzieci o wiele lepiej, niż psycholog, dla, którego, też
            chcąc- nie chcąc, nasze dziecko jest przede wszystkim - klientem. Zgadzam się
            również z tym że są pasjonaci-terapeuci,dla, których celem nadrzędnym jest pomóc
            naszemu dziecku,tylko , że na ogół my- rodzice, przerażeni, zagubieni,
            nieszczęśliwi z powodu choroby naszego młodego, nie jesteśmy w stanie ocenić kto
            jest kto i na wszelki wypadek bierzemy co popadnie, latamy od Cygana do Pogana,
            z jednej terapii na drugą cud na ogół się nie zdarza.......Pozdrawiam
            • wiesia140 Re: Rohatyna odbierz pocztę 08.03.10, 15:27
              Rohatyno prosiłaś o przyjęcie na inne forum odbierz pocztę, samo
              zgłoszenie nam nie wystarczy , musisz napisać dlaczego chcesz być tam
              przyjęta, to warunek tego forum Ja również mam autystyczne dzieci .
              Pozdrawiam wszystkich rodziców tu piszących.
        • roggalique Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 15:40
          aj-o-a-n-n-a napisała:
          > Chiciałabym bardzo, żeby NFZ refundował zajęcia, które prowadzę, ale > żebym mogła
          > wówczas utrzymać ten sam standard pracy.

          Dokładnie. Ale to jest po prostu niemożliwe. Gdybym wyliczył sobie faktyczną, a
          nie rynkową stawkę za moje usługi, to nie tylko NFZ by splajtował, ale każdy
          system opieki zdrowotnej.

          Dobra, kończę to pisanie, bo mi się szampan ogrzewa niepotrzebnie.
          A nie lubię pić ciepłego szampana do astrachańskiego kawioru. To zbrodnia i
          nieszczęście:)

          pozdrawiam
          r.


    • aga_sama Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 06.03.10, 21:26
      Bardzo dziękuję Wam za tę dyskusję
      Jestem na początku drogi, daliście mi wiele do myślenia.
    • ania04011 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 08.03.10, 01:47
      Z pewnościa są wśrod terapeutów ci z prawdziwego zdarzenia, tylko
      jak ich odszukać? Wszystkie prywatne ośrodki twierdzą, że mają dobrą
      kadrę. My zupelnie przypadkowo znależliśmy dobrego psychologa
      dziecięcego, fachowca w swojej dziedzinie. Wcześniej odbyliśmy kilka
      wizyt i czułam, że dziecko nie jest w dobrych rękach. Tutaj nie są
      ważne pieniądze, ważna jest szybka i fachowa pomoc, bo czas ucieka,
      rzeczywiście na publiczną słuzbę zdrowia nie ma co liczyć. A może
      Pan "roggalique" będzie tak uprzejmy i podpowie nam w której poradni
      pracuje i podpowie poradnie godne polecenia? (jeżeli nie na forum,
      to moze na adres prywanty).
      • roggalique Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 08.03.10, 17:31
        ania04011 napisała:

        > A może
        > Pan "roggalique" będzie tak uprzejmy i podpowie nam w której poradni
        > pracuje

        Haha - nie uprawiam reklamy:) Ani na ogólnie, ani prywatnie - nie powiem!!:)

        > i podpowie poradnie godne polecenia?

        Myślę, że to inni rodzice wiedzą najlepiej, które ośrodki są dobre, a które nie.

        Może kiedyś Wy, rodzice, stworzycie jakiś internetowy ranking placówek godnych
        polecenia, wraz opisem plusów i minusów. Proszę przyjąć jakieś ramy, np.
        odnoszące się do tego co oczekujecie, stosunek ceny do jakości, szerokość i
        dostępność oferty (czas oczekiwania, koszty), wykształcenie i doświadczenie
        kardy, no różne takie, przecież to można ustalić - i heja:) Jest doba internetu,
        można wszystko:)

        Przygotowując taki ranking można np. opracować ankietę i rozesłać ją do ośrodków
        prosząc o wypełnienie - a potem weryfikacja przez klientów.

        Tak tylko podsuwam propozycję....
        r.

        pozdrawiam
        r.
        • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 08.03.10, 23:24
          ooo roggalique..... nieładnie....
          Dlaczegóż to, nie chcesz pomóc osobom z którymi dyskutujesz na forum...?
          Zanęciłeś nas swoja fachowością, już widzimy jak nasze dzieci pod Twoim
          przewodem otwierają się na świat,a teraz mówisz nie..? Czyli jak to jest,?
          chcesz pomagać czy nie? Czemu odmawiasz zwykłym ludziom dostępu do siebie,
          zwłaszcza tym , zawiedzionym i niezadowolonym z dotychczasowych działań
          psychologicznych na ich dzieciach..? To nie autoreklama, tylko odpowiedź na SOS
          , a Ty nie odpowiadasz, a nawet dalej- odmawiasz- a możesz pomóc. Zanim stanie
          się się to, co piszesz, czyli powstaną rankingi rodziców, ankiety,listy
          polecające, cenniki,plusy i minusy - konkretne dziecko, które oczekuje Twojej,
          być może właśnie pomocy - cofnie się o 100 lat..!!!

          Pozdrawiam
          • aj-o-a-n-n-a Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 08.03.10, 23:37
            rohatyna napisała:
            > To nie autoreklama, tylko odpowiedź na SOS
            > , a Ty nie odpowiadasz, a nawet dalej- odmawiasz- a możesz pomóc.

            hahaha, piękna sprawa.
            Wiesz, że tak sobie pozwolę na mały wtręt w dyskusję...
            Nigdy nigdzie nikomu nie pisałam, że np. metoda, którą pracuję jest warta uwagi.
            A dla bardzo obrzydliwego ataku ze strony użytkowników pewnego forum, gdzie od
            wielu lat piszę wyłącznie merytorycznie wystarczyło, że w profilu tegoż forum
            podaję swoje imię i nazwisko.
            Wykorzystując fakt, że nie chciałam pisać anonimowo, zarzucono mi w sposób
            wyjątkowo ohydny reklamę siebie i ośrodka w którym pracuję. I nie trafiało do
            użytkowników atakujących nawet to, że zaczęłam na tamtym forum pisać całe lata
            przed tym, nim zaczęłam pracować w zawodzie.
            Biorąc pod uwagę powyższe - nie dziwię się, że nikt rozsądny nie chce ujawniać
            swoich danych. Wybacz, ale terapeuci, specjaliści różnych dziedzin też mają
            prawo rozmawiać na forach, dyskutować o różnych kwestiach i tyle - po prostu.
            Wykorzystywanie tego jako argumentu - możesz pomóc, ale nie chcesz, bo nie
            chcesz się ujawnić - jest nie fair.

            • ania04011 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 00:36
              A może chociaż Pan "roggalique" wypowie sie na temat placówek, które
              biorę pod uwagę w swoich poszukiwaniach? Nie proszę przecież o
              podanie Pana imienia i nazwiska, ale tylko o nazwę poradni. Proszę
              się jeszcze zastanowić i dać szansę dotarcia do specjalistów. Z góry
              dziękuję. Szukam teraz np. terapii SI dla dziecka, bo w poprzednim
              ośrodku nie ma już dla nas miejsca nawet na 30 minut (tak nas "milo"
              potraktowali). Podobno mój maluch potrzebuje SI natychmiast i ma mu
              to pomóc.
            • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 00:44
              Joanno,
              Naprawdę przykro mi bardzo , że spotkałaś się z czymś takim- jak piszesz
              obrzydliwym. Nie odpowiadam za to co piszą , mówią i myślą inni
              ludzie...ba....czasem mam wrażenie , że nie odpowiadam za to co sama piszę ,
              myślę i mówię, bo targają mną przeróżne emocje, nie koniecznie pozytywne. Nie
              chcę być- jak piszesz- nie fair wobec roggalique.... ale jakby to rzec- stoimy
              po różnych stronach- My tu szarpiące się matki, zmieniające terapeutów, bo
              ciągle coś nie tak, natykamy się na niekompetencję " spychówę", na takich co
              odwalają swoją robotę. I nagle jawi nam się roggalique....Pisze z sensem i na
              temat, nie wymądrza się nadmiernie, ma poczucie ,że to co robi- to dobra robota
              i ma poczucie własnej wartości, oraz przekonanie , że zasługuje na niemałą kasę(
              sam tak pisze) , którą pobiera od swoich pacjentów, wie , że proponuje im
              solidne usługi i pomaga naprawdę ....dziwisz się, że ,znaleźli się chętni,
              którzy chcą skorzystać z jego usług..???Przecież tu chodzi o ich dzieci...! Ich
              zdrowie,życie i szczęście, czyli de facto -o wszystko. Co jest nie fair w tym ,
              że mają za złe, że nie chce podać nawet na prive swoich namiarów? Spójrz na to
              Joanno z innego punktu widzenia, zapominając o tym co spotkalo cCiebie
              Pozdrawiam
              • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 07:54
                rohatyna, rozumiem twoje argumenty, ale w tej sytuacji musze sie
                zgodzic z joanna. opisanych przez nia sytaucji na roznbych forach
                jest naprawde sporo:-( Rogalique moze byc swietnym specjalista, ale
                prawda jest taka, ze nie ma takiego, co by kazdemu dogodzil. Jesli
                jest dobry w tym co robi, to podopiecznych ma zapewne wystarczajaco.
                Czego oczekujesz? Ze stanie sie forumowym fachowcem, do ktorego
                kazdy bedzie mogl isc? Dzieci, ktorych rodzice na forum nie
                przesiaduja maja takie same prawo do dobrego specjalisty. No i co
                jesli nawet w tajemnicy podalby namiary komus na priwa, potem
                okazalo sie, ze nie ma dla tego dziecka i tak miejsca? Alo co gorsza
                wyszloby, ze postepy sa niewspolmiernie mniejsze od tych, ktorych
                spodziewala sie mama? Rozgoryczenie jest kiepskim doradca i wcale by
                mnie nie zdziwilo, gdyby ktos te zale potem wylal na forum podajac
                jeszcze namiary na rogaliqe i oceniajac go jednostronnie. dzieki
                temu, ze rogalique pozostje anonimowy, moze sluzyc OBIEKTYWNA rada i
                jego wypowiedzi sa WIARYGODNE. Jak powie cos "niewygodnego", to sie
                3 razy nad tym zastanowisz. Majac swiadomosc, ze pomaga w realu
                dzieciom z forum mogly by pasc niesprawiedliwe slowa typu : "i tak
                ci nie wierze, jakbym przyszla do twojej praktyki, to bys na pewno
                cos innego mowil".
                qrcze, ponoc autysci sa spolecznie niekumaci;)
                • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 15:11
                  Masz rację Tijgertje,Nie pomyślałam o tym w ten sposób-Roggalique- zwracam
                  honor-:)-:)-;)...A tak z ..drugiej strony... żal mi po prostu tych rodziców , co
                  tak się miotają i nie wiedzą , gdzie mają z tym swoim dzieckiem iść. Wiem coś o
                  tym , że rozgoryczenie jest kiepskim doradcą, bywam rozgoryczona naprzemiennie
                  ze złością-:)-:)-:)
                  Ania04011, jeśli jesteś z Warszawy,to mogę Ci podać takie miejsca,których na
                  pewno nie polecam i takie, które mogą ujść..-:), ale to też na prive. Jeśli nie
                  jesteś z Warszawy, niestety- nic nie wiem.
                  A tak na marginesie tijgertje, stałam się być może " społecznie niekumata", bo
                  czym jestem starsza, tym bardziej społeczeństwo zaczyna mnie nudzić ...i...jakoś
                  coraz mniej chce mi się mieć z nim do czynienia...a wiadomo przecież , że to
                  praktyka czyni mistrza...-:)-:)-:)
                  Pozdrawiam Was wszystkich ciepło
                  • kasia_de Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 15:29
                    ja jestem z Warszawy - możesz mi wysłać polecane/nie polecane
                    miejsca?
                    • iska2009 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 15:55
                      Ja tez jedna z tych matek miotajacych sie i stale poszukujacych -
                      jak bys byla tak miła - to i ja poprosze namiary na gazetowego.
                      dzieki
                      • szalicja Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 16:01
                        I ja też się miotam...Może ja też poproszę? Może to coś rozjaśni...
                        A czy te nasze wątpliwości wogóle kiedyś miną? Chyba nie...
                    • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 17:35
                      Kasiu, Iska, Szalicja- napiszę do Was na prive jutro, próbowałam dzisiaj,
                      wysmarowałam długaśny list i..kurcze nie zapisałam go i uciekł, mam jakiś
                      problem z przeglądarką i nie chciało mi wysłać. Cholerka będę musiała pisać od
                      nowa....
                  • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 09.03.10, 16:42
                    rohatyna napisała:

                    A tak na marginesie tijgertje, stałam się być może " społecznie
                    niekumata", bo
                    > czym jestem starsza, tym bardziej społeczeństwo zaczyna mnie
                    nudzić ...i...jako
                    > ś
                    > coraz mniej chce mi się mieć z nim do czynienia...a wiadomo
                    przecież , że to
                    > praktyka czyni mistrza...-:)-:)-:)

                    No wiesz, ale ja pisalam o sobie;) czasem jak czytam, co napisalam,
                    to sama uwierzyc nie moge, ze to moglo wyjsc spod mojej jlawiaturty,
                    hehe;-) A to co piszessz, to skads znam:/ Z wiekiem wiele rzeczy
                    przychodzi mi coraz trudniej, dopoki czlowiek sie uczy, to jakos tak
                    automatycznie sie miedzy ludzmi kreci, potem to juz sie musi
                    powysilac, ale do tego to sie musi chciec, a mi sie zazwyczaj nie
                    chce;)
          • roggalique koniec tematu z mojej strony 09.03.10, 14:50
            rohatyna napisała:

            > Zanęciłeś nas swoja fachowością, już widzimy jak nasze dzieci pod
            > Twoim
            > przewodem otwierają się na świat,a teraz mówisz nie..?

            Po pierwsze - nikogo do niczego nie zanęciłem i nie zanęcam.
            Dyskutuję na forum, bo mam do tego prawo, natomiast nie odpowiadam za Twoje
            interpretacje.
            Napisałaś wyraźnie, że jesteś zainteresowana darmową terapią, a ja Ci uprzejmie
            odpisałem, że to niemożliwe, więc odbieram Twój post jako prowokację.

            Po drugie - nie jestem też informatorem branżowym, nie zamierzam nikomu niczego
            polecać, ani też oceniać konkretnych placówek i osób. Wypowiadam się na
            konkretne tematy i o konkretnych zachowaniach.

            Jeśli komuś nie odpowiada, to nie musi czytać. A ja nie muszę pisać i w tym
            konkretnym wątku kończę się wypowiadać.

            Rozumiem pobudki, rozumiem, że najłatwiej wyżyć się na terapeucie i na niego
            wylewać swoje frustracje. Ale ja tutaj nie jestem niczyim terapeutą i nie mam
            najmniejszej ochoty bawić się w bzdurne prowokacje, niczemu nie służące.

            pozdro
            r.
            • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: do rohatyna 09.03.10, 18:47
              Ja tez chce poprosic o Twoje rekleksje i doswiadczenia z miejscami terapii.
              Jesli mozesz mnie dlaczyc do listy wysylkowej, bede wdzieczna.
              • czarna_ida Re: do rohatyna 09.03.10, 22:02
                Ja tez jestem chetna na te namiary i przemyslenia
                • mika76 Re: do rohatyna 12.03.10, 09:23
                  Jeśli to nie problem poproszę także o namiary i przemyślenia. Chętnie podzielę
                  się swoimi - choć my dopiero na początki drogi....
                  Z góry dziękuję :)
        • ojciec.karmiacy Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 11.03.10, 23:34
          > Myślę, że to inni rodzice wiedzą najlepiej, które ośrodki są
          dobre, a które nie

          a ja uważam, że najlepsi są terapeuci, którzy nie oceniają innych,
          tylko pracują. z ciekawości, też jestem ciekaw gdzie Pan pracuje,
          tak żeby się nie natknąć, jakby co:)
          • roggalique do ojca karmiącego 12.03.10, 09:20
            ojciec.karmiacy napisał:

            > a ja uważam, że najlepsi są terapeuci, którzy nie oceniają innych,
            > tylko pracują. z ciekawości, też jestem ciekaw gdzie Pan pracuje,
            > tak żeby się nie natknąć, jakby co:)

            Zakochałeś się we mnie, czy jesteś zwyczajnym frustratem nieumiejącym czytać i
            pisać ze zrozumieniem?

            Prosiłem, żebyś napisał kilka słów o terapii, z której korzystasz, gdyż mnie to
            zaciekawiło - nie raczyłeś, a zamiast tego używając języka wprost z
            północnopraskiego rynsztoku usiłujesz mnie obrazić. Człowieku - to jest forum
            tematyczne, tu się dyskutuje i ocenia różne rzeczy, wymienia informacjami, a nie
            przeklina i dopieprza do pieca, bo to możesz sobie robić na forum onetu, czy
            innego tlenu.

            Więc jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia, to skorzystaj z okazji by
            posiedzieć cicho.

            r.

            P.S. Chyba, że jednak się zakochałeś? Jeśli tak, to takie zaloty są dobre w
            podstawówce. Musiałbyś bardziej się postarać! Adieu!
            • ojciec.karmiacy Re: do ojca karmiącego 13.03.10, 23:40
              sorry. nie będę się tłumaczył, źle zrobiłem.
              pracują opcyjnie, są różnice - ale nie będąc u Kaufmanów nie jestem
              Ci wstanie powiedzieć jakie. Szukamy drogi, potem pokazujemy
              granice. zaczęliśmy od położenia wszystkiego na półki. teraz
              wchodzimy w coraz większe interakcje. Młody świetnie reaguje, ale to
              nie jest pełna niedyrektywność.
              pozdr:)
              • roggalique Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 13:10
                ojciec.karmiacy napisał:

                > pracują opcyjnie, są różnice - ale nie będąc u Kaufmanów nie
                > jestem
                > Ci wstanie powiedzieć jakie. Szukamy drogi, potem pokazujemy
                > granice. zaczęliśmy od położenia wszystkiego na półki. teraz
                > wchodzimy w coraz większe interakcje. Młody świetnie reaguje, ale to
                > nie jest pełna niedyrektywność.

                No i trzeba było tak od razu:) Teraz już wiem. Pełną "Opcję" ciężko jest
                prowadzić, sił i środków potrzeba sporo.
                Też jestem terapeutą stosującym więcej środków niedyrektywnych, niż
                dyrektywnych. Nie jestem zwolennikiem klasycznej ABA, moim zdaniem ogranicza
                możliwości dotarcia do rzeczywistych problemów dziecka autystycznego. Skupia się
                na objawach, nie na przyczynach, albo może inaczej - behawioryści gdzie indziej
                upatrują przyczyn, inaczej tłumaczą pewne objawy i inaczej je nazywają - w
                konsekwencji inaczej traktują.
                Inna sprawa, że niestety bywa, że sami terapeuci behawioralni nie stosują
                własnych założeń i terapia zamienia się w tresurę, w ramach której kształci się
                niefunkcjonalne umiejętności.

                Ale sporo założeń ABA - przede wszystkim ideę dostosowania środowiska,
                organizację miejsca i czasu, jak najbardziej popieram i stosuję.

                I tak jak pisałem wcześniej - wg mnie pewna doza dyrektywności jest niezbędna.
                Ograniczając się do podążania za dzieckiem Bóg wie, gdzie można podążyć:))

                pozdrawiam:)
                r.
                • ojciec.karmiacy Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 14:10
                  widzę to tak - na początku była właściwie pełna niedyrektywność,
                  oczywiście w play roomie. dopóki nie było kontaktu istotą było
                  przyłączanie się. potem, kiedy pojawił się kontakt, niedyrektywność
                  pozostała już właściwie tylko w ramach kierunku konkretnych
                  zabaw. "chcesz klocki? ok. Ale nie rzucamy klockami w kota, tylko
                  budujemy." Natomiast samo wychowanie jest już dyrektywne. I tu nie
                  ma zmiłuj się, ale jak chcemy dziecko zsocjalizować, to ono musi
                  znać normy społeczne. oczywiście stosujemy metody miękkie, co jest
                  zgodne z filozofią, ale zupełnie niewyobrażam sobie terapii
                  całkowicie niedyrektywnej.
                  • marychna31 Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 14:33
                    Ja tez mam kilka pytań (jeśli można):-
                    od jakiego wieku dziecko było poddane terapii? Czy w międzyczasie stosowane były
                    tez inne terapie jako wspomagające? Gdzie się odbywa terapia- w naturalnym
                    środowisku dziecka-dom, plac zabaw, domy rodziny czy na terenie ośrodka? Jak
                    często i jak długo trwaja poszczególne zajęcia. Jak układany jest program dla
                    dziecka (ile osób go układa, kto nadzoruje układanie i realizacje programu), jak
                    często program jest zmieniany (modyfikowany), kto nadzoruje i ocenia postępy
                    dziecka? Jak wyglądają pomoce w terapii, można je w necie gdzieś pooglądać (zeby
                    ewentualnie ponaśladować).
                    Ja dziecko reaguje na terapię? Co (rozwiązanie jakiego problemu) poszło
                    stosunkowo łatwo a co nastręcza trudności? Jakie konkretnie problemy terapia już
                    rozwiązała: np. fobie jedzeniowe, nadwrażliwości, stereotypie, przywiązanie do
                    schematów, rozwój mowy, kontakty z równiesnikami etc.?

                    Na razie tyle pytań bo muszę podać obiad:) ale pytań mam jeszcze mnóstwo.
                    Z góry dziękuję.
                    • ojciec.karmiacy Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 15:42
                      marychna31 napisała:

                      > Ja tez mam kilka pytań (jeśli można):-

                      Postaram się odpowiedzieć na tyle na ile umiem.

                      > od jakiego wieku dziecko było poddane terapii?

                      Zaczelismy kiedy mały miał 2,9.

                      >Czy w międzyczasie stosowane był
                      > y
                      > tez inne terapie jako wspomagające?

                      W programie terapeytycznym w czasie zajęć w pokoju jest też terapia
                      ręki, stymulacja taktylna, czasem ćwiczenia logopedyczne(odkąd mówi)
                      i masaże. Mamy też SI. Ale wszystko zaczeliśmy od razu po diagnozie
                      (wykonanej gdzie indziej).

                      >Gdzie się odbywa terapia- w naturalnym
                      > środowisku dziecka-dom, plac zabaw, domy rodziny czy na terenie
                      ośrodka?

                      Zajęcia z terapeutami są w playroomie w ośrodku, czasem jesteśmy
                      odwiedzani w domu. Ale w filozofii terapii pozostaję przez cały
                      czas. Każde wydarzenie, każda mrówka, każda pierdołka może coś nam
                      dać.

                      >Jak
                      > często i jak długo trwaja poszczególne zajęcia.

                      Zajęcia mamy obecnie 4 razy w tygodniu w sumie 11 godzin (2
                      logopeda, 2 SI, 1 grupowa, 6 terapia pedagogiczna (opcja))

                      >Jak układany jest program dla
                      > dziecka (ile osób go układa, kto nadzoruje układanie i realizacje
                      programu),

                      Na tych sprawach znam się nieco mniej. Jest 5 terapeutów, którzy co
                      miesiąc omawiają każde dziecko wyznaczając cele na teraz. Nie mam do
                      tego wglądu, ale spotykamy się z terapeutami co miesiąc i słyszymy
                      co zostało zrobione, co można zrobić, co chcielibyśmy teraz robić.
                      Możemy pytać, rozwiązywać problemy itd.

                      >ja
                      > k
                      > często program jest zmieniany (modyfikowany), kto nadzoruje i
                      ocenia postępy
                      > dziecka?

                      cele są wyznaczane teoretycznie co miesiąc. ale terapeuci omawiają
                      każdą sesje - sesje są nagrywane. Nadzór i ocena to też terapeuci,
                      ale ja sprawdzam to jeszcze w innym ośrodku (u psychiatry i
                      pedagoga).

                      > Jak wyglądają pomoce w terapii, można je w necie gdzieś pooglądać
                      (zeb
                      > y
                      > ewentualnie ponaśladować).

                      Zabawki są raczej proste. można się bawić wszystkim co nie jest
                      groźne;) czesto sami cos wymyslamy - tablica z pleksy na stojaku,
                      żeby rysować naprzeciw dziecka - kontakt wzrokowy.
                      tu jest dużo zabawek: www.hipolit.waw.pl/glowna.html

                      > Ja dziecko reaguje na terapię? Co (rozwiązanie jakiego problemu)
                      poszło
                      > stosunkowo łatwo a co nastręcza trudności?

                      Dziecko lubi terapeutów. Wie z kim ma zajęcia i dopomina się. Hmm...
                      stosunkowo łatwo poszedł trening czystości. sama komunikatywność
                      (niewerbalna) dość szybko ruszyła. Problemy są w obrębie dużej
                      motoryki (największe), ale jakby poprawiła się komunikacji to bym
                      nie narzekał (on gada cały czas, ale trudno z nim porozmawiać -
                      opowiedzi na pytania, to jest do zrobienia). Był problem ze wspólnym
                      polem uwagi, ale widzę, że jest lepiej.

                      >Jakie konkretnie problemy terapia ju
                      > ż
                      > rozwiązała: np. fobie jedzeniowe, nadwrażliwości, stereotypie,
                      przywiązanie do
                      > schematów, rozwój mowy, kontakty z równiesnikami etc.?
                      >
                      Problem z jedzeniem w ogóle (nie chciał jeść), był zupełnie
                      niekomunikatywny, wyłączony, ze sztucznym uśmiechem na twarzy,
                      zaczął rysować. Ze stereotypii wyszliśmy... ale ja nad tym
                      pracowałem już sam wczesniej (przez przyłączanie się i propozycje
                      adekwatnego użycia zabawek).

                      > Na razie tyle pytań bo muszę podać obiad:) ale pytań mam jeszcze
                      mnóstwo.
                      > Z góry dziękuję.

                      Nie wiem czy dość szczegółowo. Ale bardzo proszę.
                      • roggalique Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 20:00
                        ojciec.karmiacy napisał:

                        > Zaczelismy kiedy mały miał 2,9.

                        Serce roście, wczesna interwencja staje się powoli faktem w tym zacofanym kraju:)
                        My diagnozujemy nawet 15 mies. maluchy, rokowania są naprawdę dobre w tym wieku.
                        Sam prowadzę dzieciaczki przed 3 r. ż. i efekty jakie one osiągają są często
                        spektakularne, przynajmniej w porównaniu do dzieciaków, które trafiają do
                        terapii później (od 4 do... 18 r. ż. - sic!!).

                        > czasem ćwiczenia logopedyczne(odkąd mówi)

                        Ciekawi mnie jak to było z mową u Twojego dzieciaka. Jaką terapię komunikacji
                        mieliście? Czy może "samo" się stało?

                        > sama komunikatywność
                        > (niewerbalna) dość szybko ruszyła.

                        Chciałbym zapytać - na czym polegało wsparcie komunikacji? Odnośnie j.w.

                        Jeszcze raz zaznaczam, że nie pytam z wścibstwa, po prostu mnie to interesuje.
                        Fajnie jest poczytać o sensownych terapiach.

                        pozdro:)
                        r.

                        • ojciec.karmiacy Re: do ojca karmiącego 14.03.10, 20:23
                          roggalique napisał:

                          >
                          > > Zaczelismy kiedy mały miał 2,9.
                          >
                          > Serce roście, wczesna interwencja staje się powoli faktem w tym
                          zacofanym kraju
                          > :)
                          > My diagnozujemy nawet 15 mies. maluchy, rokowania są naprawdę
                          dobre w tym wieku
                          > .
                          > Sam prowadzę dzieciaczki przed 3 r. ż. i efekty jakie one osiągają
                          są często
                          > spektakularne, przynajmniej w porównaniu do dzieciaków, które
                          trafiają do
                          > terapii później (od 4 do... 18 r. ż. - sic!!).
                          >
                          ja też uważam, że wiek i elastyczność miały duże znaczenie... mogło
                          być wcześniej, ale pani psycholog kiedy mały miał 2 lata
                          powiedziała, że mały jest w normie rozwojowej...


                          > > czasem ćwiczenia logopedyczne(odkąd mówi)
                          >
                          > Ciekawi mnie jak to było z mową u Twojego dzieciaka. Jaką terapię
                          komunikacji
                          > mieliście? Czy może "samo" się stało?

                          samo się stało kiedy wszystkie zabawki wyszły poza jego zasięg;)
                          zaczeliśmy od gestów, potem były dźwięki, nieudane słowa
                          ("ololo"=samolot). Za każde słowo brawo i natychmiastowa reakcja.
                          Kiedy chcieliśmy wyraźniej udawaliśmy głupków - "ololo" co to jest
                          ololo? Młody się sprężał. Potem przechodziliśmy dalej. Młody
                          mówił "woda" bo chciał wodę. Dostawał, ale potem stwierdziliśmy, że
                          idziemy dalej. Czyli: "tak, tam jest woda, świetnie mówisz. Brawo!
                          ale jak chcesz wodę możesz powiedzieć: "Daj wodę". I tak poszło.
                          Znamy już kolory, rozróżniamy (czasem mylnie) prawo - lewo. bazujemy
                          na jego motywacji.

                          >
                          > > sama komunikatywność
                          > > (niewerbalna) dość szybko ruszyła.
                          >
                          > Chciałbym zapytać - na czym polegało wsparcie komunikacji?
                          Odnośnie j.w.
                          >
                          jak wyżej na motywacji - każdy krok i natychmiastowa reakcja, plus
                          akceptacja, plus mega brawa i uwielbienie. Wszyscy tak - rodzice i
                          terapeuci. Niestety już wiem, że u każdego dziecka działa to troche
                          inaczej... ale warto próbować.

                          > Jeszcze raz zaznaczam, że nie pytam z wścibstwa, po prostu mnie to
                          interesuje.
                          > Fajnie jest poczytać o sensownych terapiach.
                          >
                          ok. przeszedłem w tryb odpowiadania na pytania;)

                          > pozdro:)
                          trzymaj się:)

                          • roggalique komunikacja 14.03.10, 20:37
                            ojciec.karmiacy napisał:

                            > jak wyżej na motywacji - każdy krok i natychmiastowa reakcja, plus
                            > akceptacja, plus mega brawa i uwielbienie. Wszyscy tak - rodzice i
                            > terapeuci. Niestety już wiem, że u każdego dziecka działa to troche
                            > inaczej... ale warto próbować.

                            No, dokładanie. Powiem więcej - z mojego doświadczenia wynika, że rozwijanie
                            mowy werbalnej tylko w ten sposób, jaki opisujesz - sprawdza się niestety
                            rzadko. Częściej prowadzi do echolalii, perseweracji... Aspekt komunikacyjny
                            takich form jest żaden lub prawie żaden.

                            W mojej pracy basis to porozumienie z dzieckiem. Bez porozumienia nie ma
                            sensownej terapii, to moje zdanie.
                            Korzystam z dobrodziejstw komunikacji alternatywnej (piktogramy, PECSy, Makaton)
                            i wprowadzam to już podczas diagnozy:)

                            Najwięcej korowodów z komunikacją alternatywną jest nie z przygotowywaniem
                            pomocy, ale z RODZICAMI. Tak, tak. Wyjaśnienie rodzicom po co wprowadzamy
                            komunikację alternatywną trwa często dłużej, niźli nauczenie dziecka korzystania
                            z piktogramów czy innych pomocy, a nawet gestów.

                            A tymczasem niemówiące autystyczne dziecko to kosmita z Marsa. Ono nas nie
                            rozumie, my jego nie rozumiemy. Trudno mi sobie wyobrazić pracę z kosmitą z
                            Marsa nie osiągając z nim podstawowej płaszczyzny porozumienia.

                            pozdro:)
                            r.
                            • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 20:51
                              wiesz, trochę trudno mi konkurować z Twoim doświadczeniem. mamy za
                              sobą okres echolalii - młody powtarzał wszystko co przed chwilą
                              usłyszał. ale nie mów, że dzieci nie rozumieją. znam dziewczynkę,
                              która nie mówi nic, nie reaguje na polecenia, a kiedy jej rodzice
                              postanowili wyjechać i zostawić ją z dziadkami dziecko odmówiło
                              jedzenia. nie jadło do tej pory aż rodzice nie zrezygnowali z
                              wyjazdu. te dzieci nas rozumieją. a echolalia też bywa rozwojowa;)
                              pozdr:)
                              • roggalique Re: komunikacja 14.03.10, 21:05
                                ojciec.karmiacy napisał:

                                > wiesz, trochę trudno mi konkurować z Twoim doświadczeniem.

                                To zrozumiałe. Ale ja nie chcę Cię do niczego przekonywać:) Prowadzimy luźną
                                gadkę, ok?

                                > ale nie mów, że dzieci nie rozumieją. znam dziewczynkę,
                                > która nie mówi nic, nie reaguje na polecenia, a kiedy jej rodzice
                                > postanowili wyjechać i zostawić ją z dziadkami dziecko odmówiło
                                > jedzenia. nie jadło do tej pory aż rodzice nie zrezygnowali z
                                > wyjazdu. te dzieci nas rozumieją.

                                Ha, no tutaj to mogła być reakcja emocjonalna.

                                Bardzo dużo dzieci autystycznych nie rozumie mowy. Z prostej przyczyny -
                                problemy z myśleniem symbolicznym. A mowa to symbole. Inna prosta przyczyna -
                                nieprawidłowe przetwarzanie bodźców zmysłowych (słuch). Jeszcze inny powód -
                                CAPD, tzw. głuchota centralna.

                                Dziecko może znać np. 50 rzeczowników i 50 czasowników. Ale nadal nie rozumie
                                mowy.

                                Przykład (spod dużego palca). Na stole leży miś. A my siedzimy z dzieckiem na
                                podłodze. Inny miś jest w szafie. Mówimy "Przynieś misia z szafy". Dziecko
                                wstaje, podchodzi do stołu, bierze misia i wkłada go do szafy.
                                Korzysta z dostępnego schematu "(słyszę: miś + szafa) = (wykonuję) włóż misia do
                                szafy", bo taki schemat zna, bo jest najczęściej stosowany.

                                Nic dziwnego, że dziecko reaguje na polecenia typu "daj", "chodź", "siadaj",
                                "przynieś" etc. Słyszy je 100 razy dziennie i kojarzy o co biega. A często
                                wspomagamy się gestem, a gdzieś nas dziecko zaciągnie i już wszystko wiemy.

                                Zaznaczam - piszę o dzieciach z autyzmem, które mają trudności z rozumieniem
                                mowy werbalnej. Być może Twoje dziecko po prostu rozumie mowę - spoko, to tylko
                                się cieszyć:)

                                Ale - metody wizualne są pomocne przy uczeniu dialogowania, narracji (np. nauka
                                budowy zdań itp.)

                                > a echolalia też bywa rozwojowa;)

                                Jasne:) Mówię o echolalii w sensie stereotypii werbalnej, a więc takiej która
                                jest przetrwała, i nie służy, lub w małym stopniu służy do komunikowania się.

                                pozdro
                                r.
                                • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 21:18
                                  > Zaznaczam - piszę o dzieciach z autyzmem, które mają trudności z
                                  rozumieniem
                                  > mowy werbalnej. Być może Twoje dziecko po prostu rozumie mowę -
                                  spoko, to tylko
                                  > się cieszyć:)
                                  >
                                  nie tylko moje. po prostu załóż że dzieci Cię rozumieją. Stań się
                                  ich partnerem. zobaczysz różnicę.

                                  >
                                  > > a echolalia też bywa rozwojowa;)
                                  >
                                  > Jasne:) Mówię o echolalii w sensie stereotypii werbalnej, a więc
                                  takiej która
                                  > jest przetrwała, i nie służy, lub w małym stopniu służy do
                                  komunikowania się.
                                  >
                                  no u nas zanika... ufff

                                  > pozdro

                                  no i Tobie pozdr.:)
                                  • roggalique komunikacja/Feel the difference 15.03.10, 17:08
                                    ojciec.karmiacy napisał:

                                    > nie tylko moje. po prostu załóż że dzieci Cię rozumieją.

                                    To przywilej rodzica:) Możesz zakładać wszystko. Sercem:)

                                    Ja nie mogę! Badam dziecko i jeśli badania dowodzą niezbicie, że rozumienie mowy
                                    u dziecka jest opóźnione, lub wręcz "prawie-zerowe", to nie mogę zakładać, że
                                    mnie rozumie. Swoje założenia muszę opierać na faktach, nie mogę wysysać hipotez
                                    z palca:)

                                    Właśnie na tym polega cała zabawa w pracy z osobami ze spektrum, że nie da się
                                    niestety skorzystać w pełni z żadnej sztancy.

                                    A nawet będąc jak najbardziej "lajtowym" terapeutą - "antysztancowym" - nadal
                                    trzeba korzystać przede wszystkim z rozumu i narzędzi. Serce też jest niezbędne,
                                    ale z innych powodów...

                                    > Stań się
                                    > ich partnerem.

                                    Chętnie nim jestem. Chadzam z dzieciakami na kompromisy:)

                                    > zobaczysz różnicę.

                                    :)))) Feel the difference;)) Ano, właśnie - rodzic to rodzic. A terapeuta to
                                    terapeuta. Najważniejsze, że Twoi terapeuci wspierają Cię w byciu rodzicem. To
                                    najważniejsze. Ale wierz mi - oni bazują na narzędziach i na rozumie:) Inaczej
                                    nie byliby skuteczni w swojej pracy.

                                    pozdro
                                    r.

                                    • iska2009 Re: komunikacja/Feel the difference 15.03.10, 19:52
                                      A ja sie zgadzam z ojcemkarmiacym, ze nie mozna z gory zakladac, ze
                                      dziecko nie rozumie. Oczywiscie szanuje wiedze, doswiadczenie i
                                      narzedzia jakimi sie posluguja doswiadczeni diagnosci, natomiast,
                                      czasem jest po prostu tak, ze dziecku cos nie pasuje i po prostu
                                      terapeucie czy diagnoscie nie uda sie nawiazac kontaktu. Wtedy te
                                      wszystkie testy psu na bude sa, bo dziecko nie chce sie porozumiec,
                                      bo nie ma takiego zyczenia :))
                                      Znamy to z wlasnych doswiadczen...
                                      • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference 15.03.10, 20:22
                                        Twój wpis iska, przypomniał mi bardzo zabawną historię dotyczącą mojego synka ,
                                        jak był mały. Poszłam z nim na badanie IQ do poradni psychologicznej. Miał chyba
                                        z 5 a może 4 lata. Nudna jak flaki z olejem i znudzona Pani psycholog wyciągnęła
                                        test, mnie kazała wyjść, ale drzwi cienkie, z szybą - wszystko słychać. Test
                                        trwał godzinę i dwadzieścia minut, mały dodatkowa ma ADHD, więc szansa , że
                                        skoncentruje się tak długo, była równa zeru. I tak się stało. Po 10 minutach ,
                                        wszedł pod stół i udawał kota , bo tak mu się chciało.I już na żadne pytanie nie
                                        odpowiedział z sensem - jeno cokolwiek. Wynik testu był porażający. Pani
                                        psycholog , zamiast napisać , że dziecko nie współpracuje, i nie można określić
                                        IQ, napisała , że jej wychodzi 59.
                                        Zaczęłam się wtedy zastanawiać czemu tak naprawdę służy ten test.
                                        Jedno z pytań było " co zabieramy z domu, kiedy pada deszcz"??
                                        Mój Misiaczek na to -, że teczkę. Pytam Go potem w domu, czemu powiedziałeś
                                        teczkę...?? A on z wyraźną złością-" No to gdzie schowa parasol...???"

                                        Na szczęście. potem został zbadany na Pilickiej, innym zupełnie testem i 3
                                        ratach- wyszło ok -:)-:)-:)
                                        Pozdrawiam
                                      • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference 15.03.10, 21:22
                                        iska2009 napisała:

                                        > A ja sie zgadzam z ojcemkarmiacym, ze nie mozna z gory zakladac,
                                        > ze
                                        > dziecko nie rozumie.

                                        Hej, halo! Przecież pisałem, że właśnie NIC z góry nie zakładam. Po to diagnoza,
                                        żeby ustalić.

                                        > Oczywiscie szanuje wiedze, doswiadczenie i
                                        > narzedzia jakimi sie posluguja doswiadczeni diagnosci, natomiast,
                                        > czasem jest po prostu tak, ze dziecku cos nie pasuje i po prostu
                                        > terapeucie czy diagnoscie nie uda sie nawiazac kontaktu.

                                        W powyższym stwierdzeniu poruszyłaś 2 problemy występujące w diagnozie.

                                        1. Dziecku coś nie pasuje - ależ najczęściej dziecku coś nie pasuje podczas
                                        diagnozy. Przychodzi do obcego miejsca, zostaje skonfrontowana z obcym facetem
                                        lub obcą babą. Jest wkurzone/przestraszone/zestresowane/itd. lub wszystko to
                                        naraz. Dotyczy to zarówno dzieci w głębokim "bezkontakciu" jak i dobrze
                                        funkcjonujących Aspergerów.
                                        Toteż m.in. (przynajmniej my):
                                        - robimy zawsze 2 spotkania (nie dotyczy dgn. nozologicznej - wtedy jedno, jak
                                        Cię interesuję to wyjaśnię) - za drugim razem zazwyczaj jest lepiej, bo już nie
                                        jest tak obco...
                                        - staramy się wyjść naprzeciw preferencjom dziecka, tak, aby poczuło się jak
                                        najbardziej komfortowo. Jak trzeba - wprost przekupujemy:))
                                        - w razie co - jest rodzic, może uczestniczyć w badaniu, dziecko czuje się
                                        bezpieczniejsze,

                                        2. Diagnoście nie udaje się nawiązać kontaktu - spotykam się z tym naprawdę
                                        rzadko, lecz nawet jeśli nie uda się nawiązać kontaktu przez 2 spotkania to
                                        wtedy wniosek jest jeden - priorytetem w terapii jest nawiązanie kontaktu.
                                        Jeśli nie możemy zbadać rozwoju mowy - no to nie możemy, zbadamy później. Na
                                        takim etapie żadnych wniosków dotyczących umiejętności nie da się wysnuć (bo
                                        dziecko nie nawiązuje kontaktu).

                                        I jeszcze o tym, co napisała rohatyna - a propos testów psychologicznych itp.
                                        zabaw.
                                        Niestety problem jest częsty. Ostatnio rozmawiałem z pewnym psychologiem
                                        szkolnym w temacie jednego z naszych klientów. Pytał ów psycholog jakimi
                                        narzędziami diagnozujemy dzieci. No to mu opowiedziałem, pogadaliśmy sobie o
                                        problemie "testy standaryzowane vs. osoby ze spektrum", wyjaśniłem mu, że nam
                                        nie zależy, żeby określić liczbowo II dziecka, bo najczęściej nam to jest
                                        niepotrzebne, toteż testy standaryzowane wykonujemy rzadko, w wyraźnie
                                        uzasadnionych przypadkach. A psycholog na to, że on to rozumie, ale jako
                                        urzędnik oświatowy potrzebuje operować liczbami. Pomimo, iż zdaje sobie sprawę z
                                        wątpliwej faktyczności;) w ten sposób uzyskanych liczb.

                                        pozdro
                                        r.






                                        Wtedy te
                                        > wszystkie testy psu na bude sa, bo dziecko nie chce sie porozumiec,
                                        > bo nie ma takiego zyczenia :))
                                        > Znamy to z wlasnych doswiadczen...
                                        >
                                        >
                                        • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference 15.03.10, 21:47
                                          Ale słuchajcie,
                                          Czy wiecie, że niektóre poradnie do dziś posługują się testami z lat 50- tych???
                                          Np. dziecko ma nazwać przedmioty znajdujące się na obrazku, a tam piec kaflowy.
                                          przeciętne 4 czy 5 -letnie współczesne dziecko, w życiu nie widziało pieca
                                          kaflowego i pojęcia nie ma do czego służy.

                                          Na innym obrazku jest miska metalowa stojąca na taborecie, jak żywa wyjęta ze
                                          starej wersji Elementarza Falskiego.
                                          Prawidłowa odpowiedź- brzmi, to miska służy do mycia się.Sześcioletnie
                                          dziecko moich sąsiadów w zeszłym roku ,poddane temu testowi , powiedziało, że to
                                          naczynie na duuuużą sałatkę jarzynową. Za tę odpowiedź dostało minus.
                                          Poinformowany, że to służy do mycia, zdumiał się niepomiernie....W życiu nie
                                          przyszłoby mu do głowy, że w tym można się myć..!!!
                                          Tak , że diagnostyczne znaczenie tych testów - jest niestety zerowe.

                                          Pozdrawiam
                                          • aj-o-a-n-n-a komunikacja - założenia 15.03.10, 23:08
                                            Jeżeli mogę się wtrącić;)
                                            Szukając kontaktu z dzieckiem niemówiącym, jeżeli nie ma jednoznacznych dowodów
                                            na pełne rozumienie mowy werbalnej trzeba szukać innych sposobów na skuteczne
                                            skomunikowanie się. Jeżeli dziecko lepiej reaguje na wsparcie komunikatu
                                            werbalnego przez gest, czy obrazek - to najważniejsze. Korzystam z tego, co
                                            pozwala dziecku skuteczniej się komunikować. Niemniej zawsze zakładam, że
                                            dziecko wbrew pozorom może rozumieć więcej niż w początkowym kontakcie
                                            manifestuje. Z tej przyczyny na przykład - nie przeprowadzam wywiadów przy
                                            dzieciach. Nawet niemówiących. Nawet z "ciężkimi", genetycznymi diagnozami.
                                            • rohatyna Re: komunikacja - założenia 15.03.10, 23:48
                                              I to jest bardzo słuszne podejście Joanno,
                                              Mnie też się nie podobało, jak trafiłam do psychologa i wszystko odbywało się
                                              przy dziecku. Mój syn jest mówiący jak najbardziej i to bardzo wręcz pięknie, aż
                                              za pięknie- literacko. A zdarzyła nam się taka wizyta , że Pani psycholog
                                              wypytywała mnie o Niego, przy Nim. Miał osiem lat, dostał klocki do zabawy- a tu
                                              cały wywiad. Od poczęcia- do ośmiu lat. W pewnym momencie podniósł głowę i
                                              zapytał-" Mamo, czy ja tu jestem...??? "
                                              Symptomatyczne co...???
                                              • iska2009 Re: komunikacja - założenia 16.03.10, 11:43
                                                Dla mnie to jest tez bardzo niekomfortowa sytuacja mowic przy
                                                dziecku o dziecku. W ogole uwazam, ze jest to bardzo
                                                nieprofesjonalne. Ja zawsze jak gdzies ide z mlodym po raz pierwszy
                                                ide w "obstawie" i moje pierwsze pytanie brzmi - chce pan/pani
                                                najpierw porozmawiac ze mna czy poobserwowac dziecko? Nie godze sie
                                                na wywiad przy mlodym.
                                        • iska2009 Re: komunikacja/Feel the difference 16.03.10, 12:19
                                          Ja sie domyslam, ze nic z gory nie zakladasz :)) chodzilo mi o to (a
                                          nieprecyzyjnie sie wyrazilam),ze nawet jak z obserwacji przy uzyciu
                                          narzedzi :) wychodzi nam ze dzieć niekomunikatywny i nie rozumie, to
                                          moze byc niestety tylko wrazenie. Moje dziecie - jakkolwiek zdaje
                                          sobie sprawe z jego problemow i deficytow i bynajmniej ich nie
                                          bagatelizuje - jednak calkiem komunikatywny i ogolnie wiele rzeczy
                                          potrafi, na diagnozie postanowil nie powiedziec prawie nic,
                                          poslugiwal sie monosylabami, nie chcial sie niczym bawic, strzelal
                                          focha za fochem, na pytania nie odpowiadal, jak trzeba bylo cos
                                          wskazac - wskazywal cokolwiek. Zajmowal sie glownie soba, cala
                                          reszte majac w nosie :)) Ogolne zero wspolpracy :)))
                                          Potem mialam rozmowe z lekarzem i ona mi po prostu nie wierzyla, ze
                                          moje dziecko potrafi to, to i to. Twierdzila ze dziecko niewerbalne
                                          przeciez i w ogole o co mi chodzi :))) A nie byla to jakas pierwsza
                                          lepsza psycholog z poradni rejonowej, tylko bardzo, bardzo
                                          doswiadczona i zreszta przemila Pani doktor :))

                                          • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference 16.03.10, 22:45
                                            iska2009 napisała:

                                            > Ja sie domyslam, ze nic z gory nie zakladasz :)) chodzilo mi o to (a
                                            > nieprecyzyjnie sie wyrazilam),ze nawet jak z obserwacji przy uzyciu
                                            > narzedzi :) wychodzi nam ze dzieć niekomunikatywny i nie rozumie, to
                                            > moze byc niestety tylko wrazenie.

                                            Ech, no dobra. Niech Ci będzie. Ale ja tak nie uważam:)
                                            Wydaje mi się, że moje skromne doświadczenie pozwala mi jednak opierać się
                                            wrażeniom.

                                            > Potem mialam rozmowe z lekarzem i ona mi po prostu nie wierzyla,
                                            > ze
                                            > moje dziecko potrafi to, to i to.

                                            A to już jest inna para kaloszy. Ja generalnie uważam, że rodzicom należy
                                            wierzyć dopóty, dopóki fakty nie będą przeczyć ich słowom:)
                                            Rodzice jednak znają dziecko lepiej, chociaż z drugiej strony bywa, że ich
                                            informacje opierają się nie na faktach, ale na wyobrażeniu:)

                                            I to w dwie strony - niektórzy rodzice informują o rzeczach wprost niebywałych
                                            (in plus), a niektórzy deprecjonują niemal wszystko co dziecko potrafi i malują
                                            obraz czarny.


                                            • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference 16.03.10, 23:25
                                              Czyli konkludując- jeśli fakty przeczą rzeczywistości-tym gorzej dla
                                              faktów...-:)-:)-:)
                                              • iska2009 Re: komunikacja/Feel the difference 16.03.10, 23:55
                                                :))))

                                                U nas bylo tak, ze jedne fakty przeczyly drugim, lub tez ujmujac
                                                rzecz inaczej bylismy swiadkami dwoch sprzecznych ze soba
                                                rzeczywistosci :))

                                                Kilka tygodni przed diagnoza wlasciwa mlody mial diagnoze
                                                funkcjonalna, mysle, ze dosc rzetelna, dwie obserwacje, PEP, no i
                                                mialam mozliwosc podgladac jak to wyglada. Nie liczac wizyty u
                                                psychologa bylo to dla niego pierwsze tego typu doswiadczenie. Bylam
                                                w szoku jak wspaniale wspolpracuje z diagnostka. PEP-a zrobili za
                                                jednym zamachem. Bite 1.5 godziny wspolpracowal, odpowiadal,
                                                rozwiazywal zadania itd. Mam dokladny opis PEP-a i wiedzialam z czym
                                                sobie poradzil swietnie.
                                                No, a diagnozie lekarskiej bylo tak jak napisalam :)))
                                                Inna sprawa, ze rodzice miewaja bledne wyobrazenia o swoich
                                                dzieciach. Zle interpretuja ich zachowania, bagatelizuja. Tu sie
                                                zgadzam. Ja tez tak mialam i pewnie jeszcze nadal daleko mi do
                                                pelnego zrozumienia mojego dziecka, ale pewne rzeczy przyjelam do
                                                wiadomosci, nie dyskutuje z nimi, tylko probujemy nad tym pracowac.
                                            • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference 17.03.10, 01:14
                                              Wiesz co roggalique... na tę okoliczność i to co zrobiłeś i powiedziałeś
                                              wczoraj,powiem tak jak, mówiła moja babcia do swojego męża" Nie pij tyle Stefan..!"
                                              • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference 17.03.10, 08:39
                                                rohatyna napisała:

                                                > Wiesz co roggalique... na tę okoliczność i to co zrobiłeś i powiedziałeś
                                                > wczoraj,powiem tak jak, mówiła moja babcia do swojego męża" Nie pij tyle Stefan
                                                > ..!"

                                                rohatyna napisała:

                                                > Wiesz co roggalique... na tę okoliczność i to co zrobiłeś i powiedziałeś
                                                > wczoraj,powiem tak jak, mówiła moja babcia do swojego męża" Nie pij tyle Stefan
                                                > ..!"

                                                WTF? O co Ci chodzi? Pal sześć co powiedziałem, ale - co zrobiłem?

                                                r?


                                                • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference 18.03.10, 00:32
                                                  Na wątku - usuniętym przez Ciebie , czy nie przez Ciebie - nie nie wiem "
                                                  Warszawianki nie róbcie wioski"- wyrażałeś się najoględniej rzecz ujmując -
                                                  nieelegancko. No..ale trudno..
                                                  • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference 18.03.10, 08:50
                                                    rohatyna napisała:

                                                    > Na wątku - usuniętym przez Ciebie , czy nie przez Ciebie - nie nie wiem "
                                                    > Warszawianki nie róbcie wioski"- wyrażałeś się najoględniej rzecz ujmując -
                                                    > nieelegancko. No..ale trudno..

                                                    Ja nie mam możliwości kasowania wątków jako zwykły user. Kasować wątki może
                                                    administrator czy moderator. To taki z buźką obok nicka. O, coś takiego widzę
                                                    przy Twoim nicku:)

                                                    Nie przypominam sobie, abym kogokolwiek obraził w tamtym wątku lub napisał coś
                                                    niestosownego. Forum to nie czat.



                                                    pozdro,
                                                    r.
                                    • ojciec.karmiacy Re: komunikacja/Feel the difference 17.03.10, 21:27
                                      roggalique napisał:

                                      > ojciec.karmiacy napisał:
                                      >
                                      > > nie tylko moje. po prostu załóż że dzieci Cię rozumieją.
                                      >
                                      > To przywilej rodzica:) Możesz zakładać wszystko. Sercem:)
                                      >
                                      ja nie chcę już zagłębiać się w cały wątek długi i szeroki, bo nie
                                      wiadomo jaka awantura z tego wyjdzie, a tego nie chcemy.

                                      Powiem tylko, że mam opinie, że dziecko nie rozumie poleceń.
                                      I z drugiej strony mam zapewnienie terapeutów, że jeśli uwierzę w
                                      dziecko i wspólnie będziemy realizować program, to możemy wszystko.

                                      dziecko już mówi i rozumie polecenia. Może to jest jedno na milion,
                                      może dziesięć by tak mogło. Ja spróbowałem i miałem wsparcie w
                                      terapeutach.

                                      acha. Pani, która dała opinie o tym, że dziecko nie rozumie poleceń,
                                      po rewizycie, kiedy dzieck polecenia rozumiało, stwierdziła: "Ale
                                      Pan poświęcił dziecku 100% czasu?" i brzmiało to jak zarzut.

                                      każde dziecko jest zagadką.
                                      pozdr:)
                                      • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/eot 18.03.10, 08:55
                                        ojciec.karmiacy napisał:

                                        > Powiem tylko, że mam opinie, że dziecko nie rozumie poleceń.
                                        > I z drugiej strony mam zapewnienie terapeutów, że jeśli uwierzę w
                                        > dziecko i wspólnie będziemy realizować program, to możemy wszystko.

                                        Nie widzę w tym żadnej sprzeczności:)) Dokładnie tak samo bym Tobie powiedział.

                                        > dziecko już mówi i rozumie polecenia. Może to jest jedno na
                                        > milion,
                                        > może dziesięć by tak mogło. Ja spróbowałem i miałem wsparcie w
                                        > terapeutach.

                                        Wiele dzieci można nauczyć bardzo wiele.

                                        > każde dziecko jest zagadką.

                                        No chyba nic już dodać i nic ująć:)

                                        pozdro:)
                                        r.
                                        • ojciec.karmiacy Re: komunikacja/Feel the difference/eot 21.03.10, 02:33
                                          roggalique napisał:

                                          > ojciec.karmiacy napisał:
                                          >
                                          > > Powiem tylko, że mam opinie, że dziecko nie rozumie poleceń.
                                          > > I z drugiej strony mam zapewnienie terapeutów, że jeśli uwierzę
                                          w
                                          > > dziecko i wspólnie będziemy realizować program, to możemy
                                          wszystko.
                                          >
                                          > Nie widzę w tym żadnej sprzeczności:)) Dokładnie tak samo bym
                                          Tobie powiedział.
                                          >
                                          >
                                          > > dziecko już mówi i rozumie polecenia. Może to jest jedno na
                                          > > milion,
                                          > > może dziesięć by tak mogło. Ja spróbowałem i miałem wsparcie w
                                          > > terapeutach.
                                          >
                                          > Wiele dzieci można nauczyć bardzo wiele.
                                          >
                                          > > każde dziecko jest zagadką.
                                          >
                                          > No chyba nic już dodać i nic ująć:)
                                          >
                                          ej, to trochę nie fair jest... przed chwilą (w świecie relatywnie
                                          równoległym) mówiłeś, że tak to sobie jako rodzic mogę myśleć
                                          sercem. a tu chodzi o fandament filozofii, o szacunek do dziecka.
                                          które "nie musi się stawać człowiekiem, bo już nim jest". innymi
                                          słowy sukces ma wielu ojców;) to zakładasz, że wszystkie dzieci Cię
                                          rozumieją? czy idziesz w jakieś dziwne testy? My zakładamy, że
                                          wszystkie dzieci nas rozumieją.
                                          pozdr:)

                                          > pozdro:)
                                          > r.
                                          • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference/eot 21.03.10, 13:35
                                            Przypomina mi się na tę okoliczność stary dowcip
                                            7 letni chłopiec , niemówiący, je rosół- w pewnym momencie odzywa się"
                                            Mamo w rosole jest włos!"
                                            -Synku ! to ty mówisz!!!?? czemu do tej pory nie mówiłeś..?
                                            -Nie było włosa w zupie..!!
                                            • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/eot 21.03.10, 17:54
                                              rohatyna napisała:

                                              > -Synku ! to ty mówisz!!!?? czemu do tej pory nie mówiłeś..?
                                              > -Nie było włosa w zupie..!!

                                              Za czym miałby to przemawiać? Wg mnie to dokładnie obrazuje sposób myślenia
                                              dziecka autystycznego, który prowadzi do tego, że mowa (o ile się rozwija) ma
                                              wartość przede wszystkim imperatywną.

                                              A ludzie posługują się mową nie tylko po to, aby zgłaszać swoje potrzeby, czy
                                              wyrażać preferencje, prawda?

                                              To co uprawiamy na forum, to dialog.
                                              Rzeczy, które opisuję w ramach tego dialogu, to narracja.

                                              Dialog i narracja (a więc tzw. "mowa deklaratywna") to jest podstawa naszej
                                              międzyludzkiej komunikacji.

                                              Problemy z mową deklaratywną mają wszystkie osoby ze spektrum.
                                              Wysokofunkcjonujące osoby z Z.A. nie są wyjątkiem.

                                              Nie sztuka nauczyć dziecka artykulacji słów, czy nawet zgłaszania potrzeb
                                              słowami. To jest pikuś.
                                              Prawdziwe wyzwanie to uruchomienie, bądź poprawa funkcji deklaratywnych.

                                              Z dużego palca przykład - chłopiec, który nic nie mówił. W trakcie terapii mowa
                                              werbalna uruchomiła się, maluch od 3 r. ż. zaczął przechodzić wszystkie etapy
                                              rozwoju mowy: gaworzenie, pierwsze słowa, proste konstrukcje zdaniowe. Wreszcie
                                              zdania.

                                              Biedak nie umiał zrozumieć, czym jest pytanie i po co w ogóle pytać.

                                              On operował tylko zdaniami oznajmującymi lub żądającymi. Nie czuł potrzeby
                                              pytania kogokolwiek o cokolwiek.
                                              Nauczenie go samej umiejętności zadawania pytań trwało jakiś czas. A jak się już
                                              nauczył zadawać pytania, to potem długo pracowaliśmy nad spontanicznym
                                              zadawaniem pytań (a przecież neurotypowe dzidziusie pytają w pewnym momencie
                                              nieustająco "cio to?" pokazując paluszkiem...).

                                              I to jest różnica. Mowa a komunikacja.

                                              pozdro
                                              r.

                                            • ojciec.karmiacy Re: komunikacja/Feel the difference/eot 22.03.10, 01:05
                                              rohatyna napisała:

                                              > Przypomina mi się na tę okoliczność stary dowcip
                                              > 7 letni chłopiec , niemówiący, je rosół- w pewnym momencie odzywa
                                              się"
                                              > Mamo w rosole jest włos!"
                                              > -Synku ! to ty mówisz!!!?? czemu do tej pory nie mówiłeś..?
                                              > -Nie było włosa w zupie..!!

                                              a mnie przypmniałaś pewną anegdotę. nie jestem w stanie stwierdzić
                                              na ile jest prawdziwa, ale był sobie pewien chłopiec, który bardzo
                                              długo nie mówił. nie był autystyczny, tylko nie mówił. pewnego dnia
                                              wszyscy jego współdomownicy gdzieś musieli iść. Zaczęli się kłócić
                                              kto ma zostać z małym i w tej wrzawie o mały włos nie zgubili tego
                                              jak on powiedział: "ewentualnie moge zostać sam". tak od razu
                                              zdaniem im przywalił.:)
                                          • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 21.03.10, 17:41
                                            ojciec.karmiacy napisał:

                                            > ej, to trochę nie fair jest... przed chwilą (w świecie relatywnie
                                            > równoległym) mówiłeś, że tak to sobie jako rodzic mogę myśleć
                                            > sercem. a tu chodzi o fandament filozofii, o szacunek do dziecka.
                                            > które "nie musi się stawać człowiekiem, bo już nim jest".

                                            No dokładnie. Mam takie samo podejście. Stąd zawsze tłumaczę rodzicom, że
                                            powinni tak postępować z dzieckiem, aby ono osiągnęło "swój" maks. A nie
                                            "normalność". Bo co to jest normalność? Dziecko autystyczny nigdy nie będzie
                                            "takie-jak-inni". Będzie sobą.
                                            I nie ma sensu tego dziecka porównywać do innych dzieci, ba, nie ma sensu
                                            porównywać jednego dziecka z autyzmem, do drugiego dziecka z autyzmem. Każde
                                            jest inne, każde jest sobą.
                                            Ja dalej nie widzę żadnej sprzeczności ani w tym co mówię, ani w tym, co mówimy
                                            obaj do siebie:)

                                            > innymi
                                            > słowy sukces ma wielu ojców;) to zakładasz, że wszystkie dzieci
                                            > Cię
                                            > rozumieją? czy idziesz w jakieś dziwne testy?

                                            Niektóre dzieci nie rozumieją co do nich mówię. I to jest fakt bezsprzeczny. Ja
                                            akceptuję, dajmy na to, Norwega takim jakim on jest, ale nadal nie rozumiem tego
                                            co do mnie mówi. I wiem, że Norweg też nie rozumie, co ja mówię do niego.

                                            Chyba, że obaj mówimy po norwesku, albo po polsku, albo np. po angielsku. Jeśli
                                            porozumiemy się za pomocą jakiegokolwiek języka, to wtedy się lepiej zrozumiemy.

                                            > My zakładamy, że
                                            > wszystkie dzieci nas rozumieją.

                                            A ja zakładam, że nie ma takiego dziecka, z którym nie można by się w
                                            jakikolwiek sposób porozumieć.

                                            Każdego można nauczyć komunikowania się. Oczywiście na dostępnym dla konkretnego
                                            dziecka poziomie.

                                            Widzisz, ten fragment naszej rozmowy jest świetnym przykładem tego, na czym
                                            polegają zaburzenia komunikacji w autyzmie.
                                            Piszemy w jednym języku, ale widać, nie do końca się rozumiemy. Czyli jest
                                            spełniony tylko jeden warunek komunikacji, tj. umiejętność artykulacji słów.

                                            Zauważ, że wiele dzieci autystycznych potrafi mówić (w sensie artykułowania
                                            słów), ale nadal z wieloma z tych dzieci nie idzie się porozumieć, prawda?

                                            Ja rozumiem szacunek do dziecka w taki sposób, że staram się zrozumieć jego
                                            problemy i pomóc mu zafunkcjonować tak, aby ten dzieciak osiągnął "swój maks".
                                            A żeby zrozumieć jego problemy, jako specjalista, używam także różnych "dziwnych
                                            testów".

                                            pozdrawiam
                                            r.
                                            • ojciec.karmiacy Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 00:33
                                              roggalique napisał:

                                              > Widzisz, ten fragment naszej rozmowy jest świetnym przykładem
                                              tego, na czym
                                              > polegają zaburzenia komunikacji w autyzmie.
                                              > Piszemy w jednym języku, ale widać, nie do końca się rozumiemy.
                                              Czyli jest
                                              > spełniony tylko jeden warunek komunikacji, tj. umiejętność
                                              artykulacji słów.
                                              >
                                              no dobrze, ale jak sądzę nikt z nas nie jest autystyczny. Miecz
                                              obosieczny siecze w dwie strony. Skoro my nieautystyczni używając
                                              słów możemy się mijać, to co z autystycznymi?


                                              > Zauważ, że wiele dzieci autystycznych potrafi mówić (w sensie
                                              artykułowania
                                              > słów), ale nadal z wieloma z tych dzieci nie idzie się porozumieć,
                                              prawda?
                                              >
                                              Prawda, chociaż czym dzieci starsze, tym mniej z tym problemów.

                                              > Ja rozumiem szacunek do dziecka w taki sposób, że staram się
                                              zrozumieć jego
                                              > problemy i pomóc mu zafunkcjonować tak, aby ten dzieciak
                                              osiągnął "swój maks".
                                              > A żeby zrozumieć jego problemy, jako specjalista, używam także
                                              różnych "dziwnyc
                                              > h
                                              > testów".
                                              >
                                              rozumiem, że korzystasz z narzędzi, do których zostałeś przyuczony.
                                              ogranicza nas jedynie horyzont naszych myśli. stoimy w rozkroku
                                              wieloznaczności. Mniej i bardziej zaburzone dzieci. A czytałeś może
                                              Donne Williams? ona wprost pisze o tym jak nie rozumiała (czyli
                                              musiało się to zmienić).
                                              pozdr.


                                              > pozdrawiam
                                              > r.
                                              • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 11:26
                                                ojciec.karmiacy napisał:

                                                > no dobrze, ale jak sądzę nikt z nas nie jest autystyczny.

                                                Dasz głowę?;)))

                                                > Miecz
                                                > obosieczny siecze w dwie strony. Skoro my nieautystyczni używając
                                                > słów możemy się mijać, to co z autystycznymi?

                                                Dobre pytanie! Komunikacja to skomplikowana sprawa. Na komunikat składają się (w
                                                uproszczeniu):
                                                - wypowiedziane zdanie
                                                - kontekst w jakim zostało wypowiedziane
                                                - ton głosu jakim zostało wypowiedziane,
                                                - rozłożenie akcentów w zadaniu
                                                - gestykulacja i mimika, jaka temu towarzyszy

                                                A więc sporo zmiennych, które trzeba ogarnąć.

                                                "Po prostu świetnie napisałeś sprawdzian, no rewelacja, dałeś radę, bosko!"
                                                (taki sam tekst można wypowiedzieć zarówno, kiedy uczeń dostał "5", jak i wtedy,
                                                gdy dostał "2" - wyartykułowane zostają te same słowa, ale ich znaczenie w obu
                                                przypadkach będzie diametralnie różne).

                                                Ktoś kto myśli nadmiernie konkretnie, ma problemy z odczytywaniem sygnałów
                                                niewerbalnych (zaburzenia sensoryczne, trudności z kontaktem wzrokowym),
                                                deficyty Teorii Umysłu (o co drugiej osobie biega?), uszkodzoną centralną
                                                koherencję (co w tej sytuacji jest ważne? słowa? gesty? prozodia?) - ten ma
                                                olbrzymie trudności w rozpoznawaniu tych wszystkich zmiennych występujących w
                                                komunikacji.

                                                Doskonałym przykładem, by daleko też nie szukać - są żarty lub przysłowia. Dla
                                                wielu osób ze spektrum - to komunikaty kompletnie niezrozumiałe, bo opierające
                                                się na wielopiętrowości.

                                                "Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść" - jak powiedział jeden z moich
                                                dzieciaków to stwierdzenie jest bez sensu, gdyż więcej kucharek powinno
                                                oznaczać, że zrobią więcej jedzenia. Logiczne?;)

                                                > Prawda, chociaż czym dzieci starsze, tym mniej z tym problemów.

                                                Zapewne.

                                                > rozumiem, że korzystasz z narzędzi, do których zostałeś
                                                > przyuczony.
                                                > ogranicza nas jedynie horyzont naszych myśli.

                                                Dokładnie. Toteż informacje uzyskane za pomocą narzędzi nigdy nie są dla mnie
                                                wyrocznią. Biorę pod uwagę wszystko.

                                                > Donne Williams? ona wprost pisze o tym jak nie rozumiała (czyli
                                                > musiało się to zmienić).

                                                Zgadza się. Czasem zmiana następuję bardziej spontanicznie, a czasem trzeba się
                                                napracować.
                                                Zwróć uwagę, że wszystkie relacje ludzi autystycznych kręcą się wokół tego, że
                                                najbardziej cierpieli będąc niezrozumianymi.

                                                Kluczem jest porozumienie. A ludzie porozumiewają się za pomocą symboli. Litery,
                                                cyfry, słowa, zdania - to są symbole.

                                                pozdro
                                                r.
                                                • yula Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 12:06
                                                  Zgadzam sie z tobą, mam syna z ZA, raczej łagodne, chociaż swoje mamy.
                                                  Nauczyliśmy sie z nim zwracać uwagę na to co mówimy, nie używać przenośni
                                                  nieznanych mu, albo je tłumaczyć. Wszystko berze dosłownie, więc jak coś mi sie
                                                  wyrwie sarkastycznego to muszę sie upewnić że to zrozumiał. Sam ma trudności z
                                                  wyłapaniem sarkazmu i sie upewnia jak coś takiego słyszy. Mowa ciała jest dla
                                                  niego niezrozumiała, ton głosu słabo, orientuje sie że przesadził dopiero wtedy
                                                  kiedy jestem już w stanie gwałtownego wrzenia. Ale w ciągu tych 5 lat co on mówi
                                                  to sporo sie dowiedziałam na temat komunikacji, na własnej skórze, niestety
                                                  dalej sie uczę i szukam pomocy w tym :/
                                                • ojciec.karmiacy Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 23.03.10, 22:37
                                                  roggalique napisał:

                                                  > ojciec.karmiacy napisał:
                                                  >
                                                  > > no dobrze, ale jak sądzę nikt z nas nie jest autystyczny.
                                                  >
                                                  > Dasz głowę?;)))
                                                  >
                                                  masz rację, można powiedzieć że mniej lub bardziej to wszyscy jakoś
                                                  autystyczni jesteśmy.

                                                  a dalej dyskusja robi się trochę bez punktów odniesienia. ja tkwię w
                                                  przekonaniu, że nie możemy mówić o tym, że dzieci nie rozumieją. To
                                                  taki aksjomat. Z drugiej strony cały czas szuka się drogi i tu
                                                  wychodzi Twoje. Dzięki za wymianę zdań.
                                                  pozdr:)
                                            • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 01:03
                                              Wiesz roggalique..... z dziećmi autystycznymi na co dzień ( w sensie - nie w
                                              terapii ale w codziennym życiu )- jest tak:
                                              - wydaje się , że nie rozumieją prostych poleceń i prostych sytuacji , a raptem
                                              rozumieją dalekie przenośnie, komentując pewne wydarzenia z dojrzałością, daleko
                                              wybiegającą poza ich wiek i pozorne możliwości.
                                              Powiem taką historię związaną z moim Michałem, a Ty jako terapeuta , powiedz mi
                                              co o tym myślisz.
                                              -Michał ma 6 lat , nie jest już mały, idę z Nim na plac zabaw. On coś tam robi w
                                              piaskownicy - oczywiście w jednym końcu kupa dzieci - w drugim - On sam. Co Oni
                                              się przysuną - On się odsuwa. Tak , że odległość jest dla Niego cały czas
                                              bezpieczna.
                                              -Przestaję Go kontrolować wzrokiem- czytam książkę. W pewnym momencie- słyszę z
                                              piaskownicy straszny śmiech. Podnoszę oczy- widzę kupę dzieci zgromadzonych w
                                              jednym miejscu- Jego nie. Już wiem , że zrobił "coś głupiego" i śmieją się z
                                              Niego. Podbiegam. Patrzę- siedzi w tej piaskownicy całkiem goły.
                                              - Michał - mówię dlaczego się rozebrałeś?? ubierz się szybciutko... czemu to
                                              zrobiłeś??
                                              -Mamo- jest okropnie gorąco..!
                                              _ Szybko zaczynam szukać w "rozumie" jakiś logicznych argumentów, które miałyby
                                              udowadniać , czemuż by to ludzie nie mieli rozbierać się do naga , jeśli jest im
                                              gorąco- i mówię
                                              - Misiu, rozejrzyj się wkoło, czy widzisz kogoś , kto jest, goły ? kto jest bez
                                              majtek..?rozejrzał się bardziej przytomnie i mówi - nie....nie widzę..., więc
                                              pytam Go -jak myślisz..? czemu...?
                                              _ namarszczył się i pyta....nie jest im gorąco...???
                                              -Jest- mówię....ale wiesz co. ? bardzo,bardzo dawno temu , ludzie tak się
                                              umówili, że pokazywać buzię jest ładnie, pokazywać paluszki- ładnie, a pokazywać
                                              publicznie pupę i siusiaka- nie ładnie.
                                              I od tej pory wszyscy zakładają majtki, a ten co chodzi bez majtek , jest
                                              uznawany za tego co brzydko się zachowuje.
                                              - Acha , mówi Misiek- tak się umówili- to ok, ja też tak się MUSZĘ umówić, ale
                                              wiesz co mamo - głupio się umówili- bo mój siusiak jest duuuużo piękniejszy od
                                              mojego palca.....no ale co robić....(((

                                              Po tej sytuacji , pomyślałam sobie , że to On ma rację, a nie ja, no bo...jakby
                                              tu rzec....ten siusiak rzeczywiście piękny...-:)-:)-:)
                                              • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 10:53
                                                rohatyna napisała:

                                                > Wiesz roggalique..... z dziećmi autystycznymi na co dzień ( w sensie - nie w
                                                > terapii ale w codziennym życiu )

                                                Czy możemy zacząć używać argumentów merytorycznych w dyskusji, czy nadal mam
                                                czytać jak to g*** wiem, bo jestem jakimś tam terapeutą, a Ty przecież rodzicem
                                                i normalnie prawo moralne w Tobie, niebo gwiaździste nad Tobą!?
                                                Jak będziesz mnie traktować protekcjonalnie, to się będę jeżył.

                                                - jest tak:
                                                > - wydaje się , że nie rozumieją prostych poleceń i prostych sytuacji , a raptem
                                                > rozumieją dalekie przenośnie, komentując pewne wydarzenia z
                                                > dojrzałością, daleko
                                                > wybiegającą poza ich wiek i pozorne możliwości.

                                                No i?
                                                Intelekt i jego używanie to jedno, zdolności komunikacyjne - drugie.

                                                Wiele dzieci z Z.A. ma wysokie ilorazy intel. Szerokie zainteresowania. Głębokie
                                                przemyślenia.

                                                No i?
                                                Co to ma wspólnego z komunikacją?

                                                > Po tej sytuacji , pomyślałam sobie , że to On ma rację,

                                                To świetnie. Mógł sobie mieć rację i świętą słuszność.
                                                Tyle, że został za to "wynagrodzony" szyderstwem i pogardą.
                                                Co Ty na to?

                                                Załóżmy, że przyszłabyś do mnie na konsultację. Powiedziałbym Ci fachowo i
                                                rzeczowo co jest grane, co trzeba, czego nie trzeba - no pełna profeska. I
                                                mówiłbym do Ciebie trzymając nogi na biurku, zaś koszula rozchełstana i jeszcze
                                                siorbałbym sobie colę przez słomkę Ciebie nie częstując.
                                                (Bo kładzenie nóg wyżej poprawia powrót żylny, a do tego jest cholernie gorąco,
                                                więc warto rozpiąć koszulę. A gdybyś chciała napić się coli, to byś poprosiła.
                                                Skoro nie prosisz, to znaczy, że nie chce Ci się pić - logiczne, nie? Przecież
                                                nie będę odgadywał co Ci w głowie siedzi).

                                                Miałbym rację co do meritum, ale wyszłabyś i nigdy nie wróciła, bo poczułabyś
                                                się potraktowana źle.

                                                Rozejrzyj się dookoła - żyjemy w stadzie. Człek jest zwierzęciem stadnym, jak
                                                owca czy wilk. Stado ma swoje reguły, bardzo proste:
                                                - maszeruj, albo giń
                                                - kto nie z nami, ten przeciw nam
                                                - silniejszy zjada słabszego
                                                - ten jest piękny, kto jest duży, silny i mądry
                                                - ten kto jest duży, silny i mądry zdobywa najdorodniejszą samicę a
                                                najdorodniejsza samica łowi najlepszego samca.

                                                Te reguły są takie same od czasów pierwszego australopiteka, czy innej małpy.

                                                Na chodzenie sobie nago po piaskownicy (teraz to już metafora) może sobie
                                                pozwolić ktoś, kto jest gigantem. Einsteinem czy Gatesem. Takiemu nikt nie
                                                podskoczy. Ludzie usuną mu się z drogi, a ekscentryczny ubiór czy zachowanie
                                                skwitują "No dziwak, ale wiadomo - tacy są geniusze/artyści/milionerzy". I
                                                uśmiechną się, lecz nie będzie to śmiech pogardy.

                                                Geniuszy jest tyle samo wśród neurotypowych, co wśród nie-neurotypowych.

                                                A wracając do komunikacji. W swoim liście słusznie podkreśliłaś czasownik MUSZĘ
                                                (się umówić co do czegoś).

                                                No właśnie to jest sedno. To, czego my (jako dzieci) się uczymy intuicyjnie, w
                                                toku zabawy, codziennej aktywności - dzieci ze spektrum muszą nauczyć się w
                                                sposób, hmm... "szkolny".
                                                A więc wszystkich niepisanych reguł i konwenansów. Rozmawiania i nierozmawiania.
                                                Kooperacji. Itd.

                                                To dobrze, że jesteś dumna z syna, że uważasz go za kogoś wyjątkowego. Z
                                                pewnością jest wyjątkowy i będzie wyjątkowy. Ale mam nadzieję, że nauczył się
                                                wystarczający dużo tych głupich drobnomieszczańskich konwenansów, że już nie
                                                śmieją się z niego w piaskownicy.

                                                pozdro
                                                r.



                                                • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 19:52
                                                  No i co tu rzec..... masz rację....(
                                                • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference/zrozumienie 22.03.10, 22:28
                                                  A tak na marginesie....to co piszę to nie jest jakieś g*** jak byłeś uprzejmy
                                                  zauważyć- to moje życie. Nie chcesz o nim czytać - nie czytaj. Nie uważam Cię za
                                                  g*** terapeutę- wręcz przeciwnie-ale mówisz jakby to rzec-jak z książki. To jest
                                                  tak, jak czyta się wywody różnych znawców , np. o kąpieli noworodka. Gdyby
                                                  zwykły człowiek chciał się do tego dostosować, przygotowanie do kąpieli trwałoby
                                                  godzinę, kąpiel godzinę, pielęgnacja po kąpieli godzinę. przygotuj waciki,
                                                  przegotowaną wodę, myj osobno uszy, osobno oczy, tu szmatka , tu kropelki, tam
                                                  rumianek itp. Tymczasem wsadza się dziecko do wody, myje i trwa to 5 min. z
                                                  korzyścią dla dziecka i dla rodziców. Jesteś terapeutą- z tego co czytam-
                                                  dobrym, walisz wprost nawet smutne dla mnie prawdy, ale jesteś ...jak ta
                                                  książka.....

                                                  Pozdrawiam serdecznie
                                                  • roggalique Re: komunikacja/Feel the difference/eot2 23.03.10, 08:36
                                                    rohatyna napisała:

                                                    > A tak na marginesie....to co piszę to nie jest jakieś g*** jak
                                                    > byłeś uprzejmy
                                                    > zauważyć-

                                                    Czy mogłabyś uprzejmie wskazać passus, który skłonił Cię do wyciągnięcia takie
                                                    wniosku? Bo ja nie przypominam sobie, żebym zauważył kiedykolwiek, że to co
                                                    piszesz to jest "jakieś g***".

                                                    Nie wiem dlaczego, ale wciąż mam wrażenie, że próbujesz się mnie czepiać.

                                                    pozdro
                                                    r.
                                                  • rohatyna Re: komunikacja/Feel the difference/eot2 28.03.10, 01:02
                                                    Sorki, źle przeczytałam Twój post i źle go rozumiałam. Nomen omen - zaburzenia
                                                    komunikacji...))) Powiedz mi co robić. Chłopak się jąka. Logopeda mówi , że, da
                                                    radę nad tym pracować, ale chłopak odmawia pracy w domu - mówi, że wizyty u
                                                    logopedy zupełnie mu wystarczają i ze w domu pracować nie będzie. Logopeda na to
                                                    , że jeśli nie będzie pracował sam - cała terapia - psu na budę. Co robić..??
                              • rohatyna Re: komunikacja 14.03.10, 21:07
                                kurcze.... to czemu ja mam wrażenie , że mojemu dziecku nigdy nic tak naprawdę
                                nie pomagało???i że szedł swoim torem , mimo usilnych moich starań? Czyn to On
                                jest bardziej chory , czy ja bardziej głupia...??
                                • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 21:19
                                  może nie doceniasz super roboty, którą wykonało?
                                  • rohatyna Re: komunikacja 14.03.10, 22:05
                                    Doceniam, ale ta praca nie spowodowała, że nadaje się do tego świata. Wręcz
                                    przeciwnie - nie nadaje się ni kuta. Jak był dziwaczny i niezrozumiały dla
                                    innych - tak jest. Żadna terapia, postępy, nie zmieniły faktu, że jest inny, a
                                    Świat Go nie akceptuje. A przecież ja nie mogę go " wpasować "do innego świata ,
                                    bo Go nie znam. Kiedy umrę, On będzie musiał funkcjonować w TYM Świecie, a ni
                                    cholery nie potrafi,. mimo terapii, postępów, sukcesów itp.I nic mi nie pomaga
                                    wiedza o "miale ludzkim"w którym przyjdzie kiedyś żyć mojemu synowi, kiedy
                                    zabraknie Mu mojej opieki. I co z tego, że pozbył się echolalii, albo przestał
                                    się jąkać,skoro i tak jest" nieprzycięty" i śmieją się z Niego , a On cierpi???
                                    Ja mogę wypiąć cię na ten Świat i mieć Go w dupie, ( co zresztą czynię-:), ale
                                    On- Mój Syn, tak bardzo pragnie z Nim współpracować, a nie daje rady, bo co by
                                    nie zrobił - jest do kitu. Mają Go, za dziwaka, a koledzy , których posiada mają
                                    Go zapisanego w komórkach jako " psychol"
                                    • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 22:18
                                      doceniam ogrom Twojej pracy i doceniam ogrom pracy Twojego Syna.
                                      Jesteśmy w zupełnie innych punktach. Moje dziecko jest jeszcze małe.
                                      Nie jestem terapeutą, który powie Ci co zrobić aby... Ale stając w
                                      obliczu autyzmu, na długo przed diagnozą, oddałem mojemu dziecku
                                      szacunek i pozwoliłem mu sobą prowadzić. Tak, "dziecko może być
                                      swoim terapuetą". Pokazuje nam najlepiej czego mu trzeba. Nie
                                      potrafię postawić się w Twojej sytuacji... jestem jednak pewien, że
                                      dasz radę. Tak po prostu, z serca... Ostatbio przeczytałem gdzieś,
                                      że autyzm nie jest nawet zaburzeniem, jest innym modelem rozwoju...
                                      a tak poza tym, to Ty mogłabyś mnie uczyć. Pozdrawiam.
                                      • rohatyna Re: komunikacja 14.03.10, 22:45
                                        Dzięki za te słowa, ale ja niestety nie mogę Cię niczego nauczyć. Moja wiara w
                                        różnego rodzaju terapie, zgasła dawno temu, tak jak zaczęłam pisać na tym wątku,
                                        tak nadal nie wierzę w ich zbawienny wpływ, i nadal uważam , że to wyciąganie
                                        kasy od rodziców,którzy tak bardzo chcą pomóc swoim dzieciom. Przykro mi to
                                        pisać, nie chcę broń Boże od niczego Cię odwodzić,ale w przypadku autyzmu - los
                                        jest przesądzony.Twoje dziecko zawsze będzie inne, i zawsze będziesz cierpiał,
                                        że nie radzi sobie, w tym świecie tak jakbyś chciał.Te wszystkie terapie mogą Go
                                        " przesunąć " o pół stopnia, a Ty chciałbyś , żeby o dwa.....Jasne ....trzeba
                                        coś robić....ale w konsekwencji, czy robisz coś ,czy nie, nic to nie zmienia.
                                        Najwyżej mniej się jąka , albo bardziej, uważają , że jest "psycholem" albo
                                        mówią , że jest "mignięty", potrafi w sklepie zapytać " gdzie stoi cukier" ,
                                        albo sam go znajdzie , czyli tak naprawdę- nic się nie zmienia. Wiem , że
                                        narażam się roggaligue, i innym terapeutom, ale takie właśnie jest moje zdanie.I
                                        jest ono poparte wieloletnim doświadczeniem, i tak jak jak napisałam w którymś z
                                        wątków- gdybym miała tę kasę, którą wydałam na terapię mojego Misia- kupiłabym
                                        Mu teraz samochód- miałby z tego jakiś pożytek
                                        • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 22:58
                                          wiesz, za kasę z terapii to ja też już bym kupił samochód. nie jest
                                          tanio. ale... no właśnie jest ale. wczytałem się w książki Barrego
                                          Kaufmana i idziemy... Znam dorosłych autystów, którzy funkcjonują
                                          normalnie. Zajmują dobre stanowiska. Są zaradni. przeszkadza im
                                          nadwrażliwość, ale dają radę. i nikt nie mówi o nich "psychol".
                                          Jestem peewien, że i Was czeka ten lepszy świat. Nie ma sensu żebym
                                          Ci opisywał moje doświadczenia, bo Ty je znasz. uwierz, Twój Syn
                                          jest świetny i da radę. Dzięki Tobie, nie dzięki terapiom.
                                    • kasia_de Re: komunikacja 14.03.10, 22:55
                                      czytam, to co piszesz i oczywiście serce mi krwawi, ale wiesz, ja
                                      myślę, że teraz jest najtrudniejszy okres dla Twojego syna

                                      osoby w wieku lat "nastu" są najbardziej okrutne na świecie... ja
                                      wiem, że Twojemu synowi jest ciężko, ale to co go teraz spotyka
                                      niedługo się może skońćzyć... jest intelignetny, ma zainteresowania,
                                      wejdzie w krąg osób, które te zainteresowania podzielą (na
                                      studiach?) i wiele "dziwactw" zostanie mu wybaczonych...

                                      spotykam na swej zawodowej ścieżce takich dorosłych indywidualistów,
                                      że mogę się tylko domyślać, co przechodzili mając lat naście, a
                                      teraz radzą sobie a z wiekiem nauczyli się mieć w d... tępaków,
                                      którzy tylko włąsne stereotypowe postawy akceptują i uważają za
                                      właściwe...

                                      wiem, że jest ciężko, ale musicie przetrzymać ten najtrudniejszy
                                      czas...

                                      Może napiszę coś głupiego, ale może poszukaj sama synowi znajomych?
                                      mojej dalekiej kuzynki córka, zdrowa nastolatka, bierze udział w
                                      zajęciach dla dzieci z ZA. To jakiś program terapeutyczno -
                                      socjalizujący :-) Oczywiście, że wydają jej się ekscentryczni, ale
                                      rozumie dlaczego chłopak w jej wieku nawija bez przerwy o
                                      pociągach :-) i nie uważa go za głupka :-) więc można znaleźć
                                      sensowne osoby również w tej grupie wiekowej :-)
                                      • czarna_ida Re: komunikacja 14.03.10, 23:11
                                        Ja mysle ze nie ma znaczenia jaki to wiek, maly, nasto.. Jedni i drudzy okrutni,
                                        my dorosli tez tacy jestesmy, tylko jako dorosli potrafimy odnalezc ten nasz
                                        kawalek podlogi.. Swoja droge, lub jak to sie mowi, masz miekkie serce, to
                                        musisz miec twarda dupe..
                                        tez jestem na poczatku tej drogi, wyje, do ksiezyca. Jakie to trudne..
                                        • ojciec.karmiacy Re: komunikacja 14.03.10, 23:35
                                          czarna_ida napisała:

                                          > Ja mysle ze nie ma znaczenia jaki to wiek, maly, nasto.. Jedni i
                                          drudzy okrutni
                                          > ,
                                          > my dorosli tez tacy jestesmy, tylko jako dorosli potrafimy
                                          odnalezc ten nasz
                                          > kawalek podlogi.. Swoja droge, lub jak to sie mowi, masz miekkie
                                          serce, to
                                          > musisz miec twarda dupe..
                                          > tez jestem na poczatku tej drogi, wyje, do ksiezyca. Jakie to
                                          trudne..

                                          no jest ciężko, ale dziecko od tego poczucia nie zniknie. kochamy
                                          je, chcemy dla niego wszystkiego co najlepsze. zapomnijmy , proszę,
                                          o brakach. Cieszmy się z postępów. dzięki naszemu dziecku mamy
                                          szansę odkryć świat na nowo! kurcze... no... ja tu za dramo piszę?;)
                                  • katerina8 Re: komunikacja 23.03.10, 14:49
                                    Nie wiem dlaczego, ale niektóre wątki mają dziwną tendencję do nie
                                    lada rozbudowywania się :-).
                                    A tak na serio, Rohatyna, myślę, że wykonałaś kawał dobrej roboty,
                                    niezależnie od tego czy Ty miałaś większy wkład w rozwój syna, czy
                                    też dziecko szło swoją drogą. Rozumiem o czym piszesz, sama obecnie
                                    przeżywam kryzys z powodu dojrzewania mojego 12-latka z ZA. Na
                                    głowie staję, żeby wspomóc jego rozwój, a po jakimś czasie okazuje
                                    się, że nagle utkwiliśmy w jednym miejscu i ani rusz dalej lub
                                    zaliczamy poważny regres. Ale takie jest nasze życie, tak jak
                                    zaznacza roggalique, ZA to poważne ZABURZENIE i nie ma co się
                                    łudzić, że kiedyś całkiem zniknie. Ktoś z tym zaburzeniem może
                                    funkcjonować w miarę dobrze, nawet bardzo dobrze, ale zawsze to
                                    będzie osoba z ZA.
                                    Osobiście staram się wspomagać rozwój syna terapiami, choć ostatnio
                                    usłyszałam od bliskich mi osób opinię w tym temacie bardzo podobną
                                    do Twojej :-). Ale dobrze wiem, że sama nie ogarnę wszystkiego, jak
                                    też uważam, że wyłącznie zajęcia ze szkolną panią pedagog, z których
                                    notabene jestem zadowolona, nie wystarczą do rozwiązania naszych
                                    problemów. Dlatego nie wyobrażam sobie funkcjonowania mojego syna
                                    bez terapii, choć on często nie wykazuje nadmiernego entuzjazmu w
                                    stosunku do moich zamierzeń :-).

                                    Wracając jeszcze do określenia KLIENT, muszę przyznać, że też mi się
                                    ono nie podoba. Wg mnie trafne nie jest ani "klient" ani
                                    też "pacjent". Roggalique słusznie zauważył, że terapeuta nie jest
                                    lekarzem, ale też dziecko nie jest tak do końca "klientem", tylko
                                    tak naprawdę jest nim jego rodzic/rodzice :-). Dlatego proponuję
                                    określenie, które mi osobiście bardzo odpowiada : "PODOPIECZNY",
                                    czyli w tym przypadku ten, nad którym sprawuje się opiekę
                                    terapeutyczną.

                                    • roggalique Re: komunikacja 23.03.10, 15:40
                                      katerina8 napisała:

                                      > Dlatego proponuję
                                      > określenie, które mi osobiście bardzo odpowiada : "PODOPIECZNY",
                                      > czyli w tym przypadku ten, nad którym sprawuje się opiekę
                                      > terapeutyczną.

                                      Terapia to nie opieka, w każdym razie nie przede wszystkim.
                                      Podopieczny to może być na kolonii, albo w placówce opiekuńczej.

                                      Klient jest dobry bo zakłada współodpowiedzialność za efekt.
                                      Klient jest podmiotem, partnerem.

                                      Pacjent jest niżej niż lekarz. Poddaje się oddziaływaniom, ale ma na nie
                                      niewielki wpływ, albo żaden (np. pacjent psychiatryczny ubezwłasnowolniony).
                                      Podopieczny jest niżej niż jego opiekun.

                                      W naszym kraju słowo "klient" zostało spejoratyzowane.
                                      Możnowładcy mieli swoich klientów (wasali), w czasie wojen polskie rządy zawsze
                                      były czyimiś klientami (np. Aliantów), za komuny "klient nasz pan" też było
                                      figurą szyderczą, wiadomo, że to "prywaciarze" mieli klientów.

                                      W przypadku dziecka w terapii oczywiście klientem jest rodzic. Dziecko na
                                      szczęście pozostaje dzieckiem.

                                      pozdro
                                      r.
                                      • katerina8 Re: komunikacja 23.03.10, 16:21
                                        roggalique napisał:

                                        > W naszym kraju słowo "klient" zostało spejoratyzowane.
                                        > Możnowładcy mieli swoich klientów (wasali), w czasie wojen polskie
                                        rządy zawsze
                                        > były czyimiś klientami (np. Aliantów), za komuny "klient nasz pan"
                                        też było
                                        > figurą szyderczą, wiadomo, że to "prywaciarze" mieli klientów.

                                        Więc nie ma co się dziwić, że słowo "klient" spotyka się z taką , a
                                        nie inną reakcją rodziców. Dla mnie niestety ma ono właśnie wydźwięk
                                        spejoratyzowany i nosi pewną cechę bezduszności.

                                        > W przypadku dziecka w terapii oczywiście klientem jest rodzic.
                                        Dziecko na
                                        > szczęście pozostaje dzieckiem.

                                        Całe szczęście :-D.

                                        Pozdrawiam :-)


          • yula Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 09:40
            > a ja uważam, że najlepsi są terapeuci, którzy nie oceniają innych,
            > tylko pracują. z ciekawości, też jestem ciekaw gdzie Pan pracuje,
            > tak żeby się nie natknąć, jakby co:)

            naucz sie pan czytać ze zrozumieniem, uważam że roggalique ma racje, to rodzice
            powinny dzielić sie wrażeniami o ośrodkach. On chce zachować anonimowość by być
            bardziej wiarygodnym. Nie chwali siebie.
            A ja też chciałabym usłyszeć o terapii która tak pomogła pańskiemu dziecku
            • ojciec.karmiacy Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 14.03.10, 00:04
              pracujemy w opcji, potrafimy czytać ze zrozumieniem. kusi nas
              antypedagogika. ale naszym zdaniem zdaniem wszystkie terapie są tak
              samo wartościowe. wszystko zależy od przekonań. pozdrawiam:)
    • malgosia403 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 18:05
      Moi kochani,tak Was trochę podczytuję,bo szczerze mówiąc pisac nie mam
      siły-jestem wypluta psychicznie(sorry za słowa)...ale jeżeli ktoś by pomógl
      mojemu synowi-to obiecałabym ,,złote góry'',hahaha,nie dosłownie,lecz zapewne
      miałby taki ktoś wyzwanie ,Że HEJ!Wtedy mógłby powiedziec,że jest terapeutą
      pełną gębą i w pełni na tą nazwę zasługuje......a szampana to byśmy wtedy
      wszyscy pili...Proszę tylko o
      1.Pomoc przy opanowaniu koszmarnej fobii społecznej
      2.Przetłumaczenie,że terapie lub spotkania z innymi ludzmi ,,nie gryzą''
      3.Pomoc takiemu nastolatkowi,który kończy już liceum w rozwijaniu swoich
      zainteresowań,bo mój syn jest super inteligentnym i rozwijającym swoje
      zainteresowania chłopcem-uwielbia fotografie-jest w tym super,ma fajny
      sprzęt,jego konik to meteorologia-robi codzienne wykresy i zapiski pogodowe od
      4-ch lat-sprawdza 3,4 razy dziennie nowe uaktualnienia

      Cóż z tego,skoro boi sie wszystkich i wszystkiego....a ja już gadam do siebie ze
      zmęczenia psychicznego


      No i proszę,kto na ochotnika? Zapewniam,że bedzie o kimś takim głośno w
      mediach,bo będzie CUDOTWÓRCĄ!!!!

      A ja Was ściskam serdecznie,pa
      • malgosia403 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 18:09
        Aha,kto zna mnie i mojego syna,to będzie dla niego wszystko jasne,to co
        napisałam, a kto myśli,ze ja taka z choinki urwana, to niech znajdzie moje
        posty,bo uwierzcie nie chce mi się już wszystkiego opisywac....
        • iwpal Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 18:16
          >>>malgosia403 napisała:
          > Aha,kto zna mnie i mojego syna,to będzie dla niego wszystko jasne,to co>
          napisałam<<<

          Małgosiu, nie ma takiego mocnego, coby wyrwał dzieciaka z powikłania pt. fobia
          społeczna bez poradzenia sobie z tym, co lezy najczęściej u jej podłoża, czyli
          silną nadwrażliwością sensoryczną - np.dotykową i słuchową. To, co najbardziej
          Cie boli, to objaw, ale samego objawu sie nie leczy.
          Zdaje sie ze tego Twojego nobla to nikt nie dostanie.
          • aj-o-a-n-n-a Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 18:45
            >nie ma takiego mocnego, coby wyrwał dzieciaka z powikłania pt. fobia
            > społeczna bez poradzenia sobie z tym, co lezy najczęściej u jej >podłoża,
            czyli silną nadwrażliwością sensoryczną - np.dotykową i >słuchową
            A dodałabym jeszcze do tego zaburzenia procesów poznawczych i percepcyjnych,
            stawiam na centralną koherencję
          • malgosia403 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 18:49
            Dostaje już do głowy,tak pomalutku...dzieciak mały-boże, jakie to było
            łatwe,nawet bez diagnozy,teraz totalny kataklizm....a wiecie co najciekawsze?
            To,ze oprócz tej parszywej dodatkowej choroby u Łukasza,widoczny jest książkowy
            model Aspergera, w typie pasywnym, plus dodatkowe wszystkie możliwe
            zaburzenia-kurde i za jakie grzechy? Co? Przecież Asperger to zaburzenie,z
            którym można życ i to w miarę samodzielnie,pewnie,że jest się trochę
            ,,dziwakiem''indywidualistom,ale pracowac można i rodzinę można miec,a
            jakże.....to ASPERGER,jest baaaaardzo szerokim pojęciem i nie wolno sprowadzac
            wszystkich ludzi i dzieciaki pod jedną kreskę....
            • marychna31 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 19:17
              > Dostaje już do głowy,tak pomalutku...dzieciak mały-boże, jakie to było
              > łatwe,nawet bez diagnozy
              sęk w tym, że malutkiemu dziecku (nawet niemowlęciu) bardzo jest potrzebna
              diagnoza, nie po to żeby było łatwiej, tylko po to, żeby jak najszybciej
              rozpocząć optymalnie dobraną terapię, żeby w wieku Twojego Łukasza nie było już
              takich problemów.
              • malgosia403 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 19:23
                Ano,a sęk właśnie w tym,ze nikt,żaden z lekarzy ,nie potrafił mojemu synowi
                postawic takiej diagnozy,kiedy był malutki..to było jakieś 16 lat temu
                :-(((.Nawet najbardziej znani i cenieni psychiatrzy,super psycholodzy....dopiero
                w wieku 11,12 lat-to jednak TROCHĘ! za pozno...
                • marychna31 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 19:38
                  Małgosiu, oczywiście, że lepiej wcześniej niż później ale zawsze lepiej później
                  niz wcale:)

                  Wielkim szczęściem Twojego syna jest to, że ma wspaniałą matkę:) ale nawet
                  najwspanialsza matka nie jest alfa i omegą i nie znajdzie rozwiązania na
                  wszystkie problemy. Skorzystaj z podpowiedzi Iwpal i poszukaj (może dziewczyny
                  pomogą Ci znaleźć kogos blisko Ciebie) specjalisty od si.
                • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 19:41
                  No i wracamy, jak to się mówi " do parasola ". Czy z Łukaszem byłoby inaczej ,
                  gdyby zdiagnozowano Go wcześniej, i gdyby był odpowiednio prowadzony ? O tego
                  zaczął się ten wątek, czy może to - wszystko jedno i bez większego znaczenia bo
                  i tak byłoby tak samo - czy przeszedłby 1000 terapii czy ani jednej?? Poruszyłam
                  ten temat nie bezpodstawnie. To nic że mam nastolatka z ZA, i burzę się czasem ,
                  że nie jest tak jakbym chciała( choć nie jest źle). Mam przyjaciół w Stanach,
                  tam ZA diagnozowano dużo wcześniej i wielopłaszczyznowe terapie prowadzone są od
                  wczesnego niemowlęctwa. Mają 18- letniego syna , zdiagnozowanego bezbłędnie w
                  wieku 2 lat. i prowadzonego do tej pory, przez renomowane ośrodki. Zaopiekowany,
                  jak chyba żadne dziecko w Polsce I co, ?? było lepiej ,funkcjonował, chodził do
                  szkoły, a od roku zaczął się totalny regres. Z ZA - robi się pełny autysta.
                  Rodzice szaleją no i kto mi powie- czemu?
                  • malgosia403 Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 19:51
                    Też jestem w szoku,były po drodze jakieś terapie,a i owszem,pózno ale były-jak
                    Syn był jeszcze bardziej do ,,dogadania'',teraz prócz strasznej acz i
                    prawdopodobnej diagnozy postawionej mojemu aspergerkowi,choroby
                    dodatkowej-schizofrenii.....i kupy leków-niestety nieodzownych-wiem co
                    pisze.,syn zaczął robic się AUTYSTĄ,WYMALOWANYM-i teraz myślę czy to Asperger
                    czy Wysokofunkcjonujący Autyzm czy z kolei kichana schizofrenia z objawami
                    identyko co autyzm-do dupy z tym wszystkim-sorry...
                    • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 20:30
                      Malgosiu, podzial na autyzm i ZA ja w ogole uwazam za bezsensowny.
                      Autyzm, ZA, PDD-NOS to wszystko zaburzenia w spektrum autyzmu (tak,
                      klasyczny autyzm tez). Roznia sie obszarami zaburzen, ale nie
                      intensywnoscia i ktos z ZA moze byc znacznie bardziej zaburzony niz
                      ktos z klasycznym autyzmem. W przypadku twojego syna to chyba
                      wszystko po kolei sie ponakladalo:( Nie wymagaj od niego za duzo.
                      To, ze jest inteligentny nie znaczy, ze dla niego to ma jakakolwiek
                      wartosc. Ten wiek jest naprawde upierdliwy! Nie jestem terapeuta,
                      ale jesli chcesz sie powumieniac przemysleniami, to zapraszam na
                      priv. Pamietam twoje posty, ale to jednak dosc malo informacji, byc
                      moze bede mogla pozwolic ci spojrzec na wasze problemy z innej
                      strony. Jak chcesz pogadac, to zapraszam. szkoda chlopaka, a wiem,
                      ze tobie wcale nie jest latwiej.
                  • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 20:21
                    rohatyna napisała:
                    Rodzice szaleją no i kto mi powie- czemu?

                    Bo czuja sie bezsilni, nie rozumieja sytuacji... Ich syn
                    prawdopodobnie przechodzi to samo, dlatego sie zamyka. Autyzm u
                    niekjtorych to zycie na hustawce, czesto towarzysza mu depresje,
                    albo stany wygladajace jak depresje, z totalnego dola i zamkniecia
                    mozna nage wpasc w dlugotrwala euforie, z odludka mozna nagle niebyc
                    przez chwile samemu... I tego bysmy oczekiwaly od naszych dzieci.
                    Tyle,z e grawitacji nie da sie wylaczyc, hustawka kiedys poleci na
                    dol i z autystami jest to samo. Za sukces mozna uwazac dlugotrwaly
                    stan bez zmian, niemal za cud zmiany na plus a za smutna
                    rzeczywistosc regres. Regres jeszcze o niczym nie swiadczy, moze byc
                    przejsciowy o za jakis czas dzieciak nadrobi z nawiazka. Mam
                    nadzieje,z e zdajecie sobie sprawe,z e dojrzewanie u autystykow
                    zaczyna sie duzo pozniej? Bunty, ktore przechodza zdrowe 12-latki u
                    aspi maja miejsce w wieku 15-17 lat! Normalne w okresie dojrzewania
                    jest nowe ustawianie priorytetow, szukanie nowych autorytetow,
                    WATPIENIE we wlasne sily i wlasna wartosc, i mimo,z e specem nie
                    jestem, smiem twierdzic, ze to ostatnie najbardziej odbija sie na
                    autystach. Tak jak Malgosia pisze o Lukaszu... Mysle, ze u niego
                    nalozylo se na raz kilka problemow, a brak wiary we wlasne
                    mozliwosci spycha go do kata, gdzie czuje sie nieco bezpieczniej,
                    nosa nie ma odwagi wysciubic, bo mimo, ze wart wiecej od rowiesnikow
                    widzi ich mocne strony, ktorych on nigdy miec nie bedzie i ta
                    bolesna swiadomosc potrafi byc tak obezwladniajaca, ze zadna sila
                    nie da sie dostrzerc wlasnych mocnych stron. Jeszcze jedno, co sama
                    kilkukrotnie przerabialam i dopiero po jakims czasie potrafilam
                    nazwac: Wiecie, jak autystycy sa przywiazani do rytualow, stalych
                    schematow itp. Mi totalnie odbijalo i bylam juz tez na granicy
                    samobojstwa w momentach, gdy jakis okres w moim zyciu sie konczyl,
                    czy mial konczyc i szykowaly sie wieksze zmiany pelne niewiadomych.
                    Np wlasnie jak konczylam liceum, przechodzilam mega dola, jakims
                    trafem znalazlam sobie wtedfy pierwszego chlopaka i on stanowil
                    jakis staly element, ktorego sie trrzymalam rekami i nogami. To
                    samo, jak zaczelam chorowac, nazbieralo mi sie zaleglosci i w
                    rezultacie musialam powtarzac rok. Wtedy pol roku jechalam na
                    hydroksyzynie i w zyyyciu nikomu tego nie polece! Dlugasnego dola
                    mialam jak skonczylam intensywny kurs jezykowy, po pol roku kucia
                    dzien i noc nagle nie wiedzialam co ze soba zrobic. Najgorzej bylo
                    jak mlody sie urodzil, jakis czas pozniej przez jego chorobska
                    musialam zrezygnwac z pracy. Byl to dotychczas najgorszy okrez w
                    moim zyciu, pomogly leki i nowe hobby. Dopoki mam cos, czym moge sie
                    zajac i robie to dobrze i wiem, ze to nie jest cos przecietnego,
                    wierze we wlasne mozliwosci, to jest ok. baaardzo duzo daje wsparcie
                    otoczenia. Czasem drobnym komplementem, (nawet jesli idiotycznie na
                    niego reaguje, zamiast normalnie podziekowac) potrafie sie cieszyc
                    tygodniami:-) Nooo, wariatka;) Moj mlody ma dopiero 6 lat, ale jak
                    tak was czytam, mysle, przez co sama przechodzilam i widze jak
                    funkcjonuje mlody, to mysle, ze takich burzliwych okresow nie da sie
                    uniknac. Dziecko nie potrafi okreslic wlasnych uczuc, nie wie, co
                    sie z nim dzieje, prowadzi wewnetrzna wojne i nie jest w stanie
                    okazac tego na zewnatrz. Moze wybuchac, moze sie zamykac w sobie, w
                    sumie jednak potrzebuje ogromnego wsparcia i poczucia, ze nie jest
                    sam, mimo, ze w takich kresach narasta swiadomsoc, ze jest inny.
                    Mysle, ze czasem nie ma sensu nawet udowadniac, ze sie rozumie, co
                    sie w dziecku dzieje. Tego sie nie da zrozumiec i nastolatek o tym
                    wie (bo sam wiekszosci nie rozumie), warto jednak pokazac, ze kocha
                    sie go bezwarunkowo i niezaleznie od tego, jakie podejmie decyzje
                    moze liczyc na wsparcie najblizszych. I chwalic... Za kazdy
                    najglupszy drobiazg!
                    • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 21:20
                      tijgertje.....

                      Narażę Ci się....wiem o tym....Jezu....jestem straszna...!!! Nie chcę Cię
                      urazić- Wychowuję mojego syna z sugestią, że nigdy nie powinien mieć
                      dzieci....no bo po co powielać być może chore geny, po co powoływać na świat
                      młodych, którzy potencjalnie, lub więcej niż potencjalnie mogą być
                      chorzy...?.Przecież Oni w tym świecie mają szanse takie, jak za przeproszeniem
                      " Żydzi w okupację " jak mówiła moja św pam. pamięci babcia. Może jesteś
                      zamożna, masz możliwość zapewnienia młodemu dobrego życia, bez względu na to czy
                      jest chory czy nie. Ale inni nie... co ich czeka...?? Ja Cię jeszcze raz
                      przepraszam ....to nie do ciebie osobiście, ale odpowiedz mi.... czy mamy prawo,
                      wiedząc że jesteśmy chorzy , powoływać nowe, też chore życie..? Całkiem
                      świadomie? czy to egoizm , czy kolej rzeczy..?czy dobrze robię kierując mojego
                      syna na tory inne niż posiadanie potomstwa, bo nie chcę, aby nowy człowiek
                      borykał się z tym o czym tu piszemy..?? Czy ja jestem materialistycznie okrutna,
                      czy może czegoś nie rozumiem....?
                      • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 21:51
                        Rohatyna, mnie nie masz za co przepraszac;) Autyzm byl, jest i
                        bedzie, tyle, ze jego rozpoznawalnosc i mozliwosci sie zmieniaja.
                        Rozumiem twoja motywacje i rozumiem, ze mamy inne warunki. Ja mam
                        sporo mozliwosci juz chocby prze miejsce zamieszkania. W Wiatrakowie
                        rozpoznawalnosc autyzmu jest bardzo duza, nikt, komu bym nie
                        powiedziala o autyzmie mlodego nie reaguje ze zdziwieniem, zadziwia
                        mnie poziom wiedzy "zwyklych" ludzi. No i sporo dostajemy z
                        tubylczej organizacji zdrowia psychicznego, GGZ, za SI tez nie musze
                        placic itp. Autyzm jest dziedziczny, ale to,z e sie ma autyzm nie
                        daje zadnej gwarancji, ze tez bedzie sie mialo dziecko z autyzmem.
                        To jest jak loteria. Czy mozna sie wyrzec upragnionego potomstwa w
                        imie jakiegos tam ryzyka? Zwlaszcza obecnie, gdy poziom swiadomosci
                        niewiele, ale jednak wzrasta? Decyzje kazdy musi podjac
                        samodzielnie. Majac samemu autyzm czesto latwiej jest wychowywac
                        dziecko z autyzmem. Moj mlody juz sobie zone upatrzyl, martwi sie
                        tylko, gdzie bedzie mieszkac, jak beda miec 5 dzieci;) W sumie
                        dlaczego nie? Rozumiem, ze probujesz synowi uswiadomic, ze nie
                        decydujac sie na dzieci "oszczedza" los potomka, ale to on powinien
                        zdecydowac. To on musi znac ryzyko i byc swiadomym konsekwencji
                        podjetego wyboru i musi wiedziec, ze dziecko z autyzmem to moze byc
                        ogromna radosc, choc zazwyczaj oznacza to jeszcze wiecej problemow.
                        Moze jest na tyle silny, ze poradzi soie z wlasna "druzyna
                        futbolowa" i wychowa ich na wspanialych ludzi? To on musi wychowac
                        wlasne dzieci, nie ty. A pomyslalas, jak on moze odbierac twoje
                        sugestie? Autysci sa egocentrykami, czesto wrazliwszymi niz sie
                        otoczeniu wydaje i zbyt czesto biora wszystko to siebie. Jak sie
                        czuje twoj syn, jesli w twoim przekazie slyszy "wolalabym ,z ebys
                        sie nigdy nie urodzil". Czy sadzisz, ze jest przekonany o twojej
                        akceptacji i bezwarunkowej milosci? Wiem, ze rodzic chce dobrze, ale
                        jak nam zycie dokopuje, to stajemy sie pesymistami. Sama musisz
                        ocenic, na czym bazujesz swoje sugestie. swojemu synowi nie mam
                        zamiaru czegos takiego sugerowac. Mam zamiar go uswiadomic, jakie
                        moga byc plusy i minusy takiego wyboru i mam nadzieje, ze w takim
                        momencie mlody bedzie sobie zdawal sprawe, jaka wyjatkowa wiez nas
                        laczy. To, co jest miedzy nami jest niewiarygodne i wyjatkowe,
                        absolutnie niemozliwe w relacji z innymi, ktorzy nie sa w stanie
                        pojac jego myslenia. Nawet, jesli sa specjalistami, o czym sie
                        ostatnio na kursie przekonalam. Pamietaj, ze spoleczenstwo w dobie
                        szalenczego rozwoju internetu , gdzie np u nas mozna doslownie
                        wszystko zalatwic przez internet (wchodzi nawet projekt, ze
                        noworodki mozna rejestrowac on-line w gminach) staje sie samo z
                        siebie autystyczne. Czy za te 30-40 lat, kiedy twoje (hipotetyczne)
                        wnuki dorosna ktokolwiek bedzie widzial roznice miedzy autysta i nie-
                        autysta??? W zyciu bym sie mlodego nie wyrzekla i jego bezwarunkowa
                        milosc i ogromna radosc to najwspanialsze co mnie w zyciu spotkalo.
                        Gdyby mi zdrowie to umozliwilo nie wahalabym sie, zeby splodzic
                        jeszcze chociaz jakies blizniaki;) jezeli ktos nawet jest chory, ale
                        na tyle samodzielny, zeby byc w stanie wychowac dziecko, wedlug mnie
                        powinien miec prawo wyboru.
                        • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 12.03.10, 22:23
                          Nie ... ja mu nigdy nie przekazałam informacji - wolałabym aby się nie urodził -
                          wejdź na moją wizytówkę i zobacz Go- zrozumiesz. w naszej rodzinie nie było
                          problemu autyzmu, był problem cukrzycy, i do 27 roku zastanawiałam się czy
                          urodzić dziecko., bo może mieć cukrzycę.-:)A tu los spłatał mi takiego psikusa-
                          autyzm. Powiem tak-gdybym wiedziała, że z takimi problemami będzie się borykał,
                          a my z nim, nie zdecydowałabym się Go urodzić. Byłoby to lepiej przede wszystkim
                          Niego , a potem dopiero dla Nas gdyby się nie urodził. ...Ale jest...uwielbiamy
                          Go.... jaki dalej jego los...????
                          • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 13.03.10, 09:27
                            Rohatyna, ja nie twierdze, ze mu przekazalas, ze wolalabys, zeby sie
                            nie urodzil. Ale jak przeczytalam twojego posta, to pierwsze
                            przyszlo mi do glowy. Tu m.in wychodzi autyzm. Cos mowisz, wydaje ci
                            sie, ze przekaz jest jasny, a autystyk slyszy cos zupeeeelnieee
                            innego, co nawet do glowy by ci nie przyszlo, ze mozna jedno z
                            drugim skojarzyc;) Masz super syna, ktory w inny sposob patrzy na
                            swiat. Tobie moze sie wydawac, ze jego zycie to jedna wielka
                            meczarnia, ale on moze to zupelnie inaczej widziec. Zycie to wzloty
                            i upadki i w zasadzie nikt nie powinien rodzic dzieci, bo taaakie
                            tragedie je moga spotkac, ze trudno to rozumem ogarnac. Nawet, jak
                            sie urodzi zdrowe, to wystarczy, ze gdzies sie przewroci, zlapie
                            jakiegos niegroznego wirusa, ktory bedzie miec tragiczne w skutkach
                            komplikacje, znajdzie sie w niewalsciwym miejscu na ulicy itd...
                            Ludzie nawet mimo zmagania sie z problemami bywaja bardzo
                            szczesliwi. Sama tez stanelam przed wyborem, bo bardzo chcialam miec
                            drugie dziecko. Tyle, ze kolejna ciaza to dla mnie gwarancja wozka
                            do konca zycia. Gdyby to bylo pierwsze dziecko, to bym sie
                            zdecydowala, jednak dla mlodego oznaczaloby to tak ogromne zmiany,
                            ze nie sadze,z eby sobie z tym poradzil. Zwlaszcza, ze ani ja ani
                            maz nie mamy absolutnie zadnej rodziny, na ktora moglibysmy liczyc.
                            Moj maz, jak uslyszal od lekarza "wyrok" o dzieciach nawet slyszec
                            nie chce i ja go rozumiem. Myslelismy o adopcji, ale wedlug
                            przepisow moj maz jest za stary:-( Zycie plaka nam psikusy rozne,
                            ale gdybanie niec nie da. moi rodzice twierdza, ze dali mi
                            wszystko... Ja twierdze, ze moje zycie zaczelo sie w momencie, jak
                            sie z domu wynioslam. Widzisz, punkt widzenia jednak zalezy od
                            punktu siedzenia;)
                            • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 13.03.10, 16:33
                              tijgertje

                              Twoje wypowiedzi i korespondencja z Tobą , jest dla mnie bardzo cenna. Ułatwia
                              mi to zrozumienie mojego syna. Dlatego proszę- napisz mi dlaczego tak źle
                              wspominasz dom rodzinny i kontakty z rodzicami? Musnęłaś ten temat wcześniej,
                              ale ogólnikowo, napisz więcej szczegółów. To nie wścibstwo z mojej strony, ale
                              Twoje wspomnienia, przemyślenia, odczucia z tamtego czasu, pomogą mi być może
                              uniknąć takich samych błędów wobec mojego Miśka, jakie popełnili Twoi rodzice
                              wobec Ciebie. Czekam niecierpliwie.
                              Ja też myślę , że daję mojemu synowi wszystko ( jeśli w ogóle można dać
                              wszystko-:)). A może się mylę, może właśnie Go tłamszę, może powinnam robić coś
                              zupełnie innego i inaczej..??
                              • tijgertje Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 25.03.10, 11:49
                                rohatyna, maila dlugasnego na poczte gazetowa ci wyslalam;)
                  • marrapog Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 18.03.10, 10:25
                    rohatyna napisała:

                    Mają 18- letniego syna , zdiagnozowanego bezbłędnie w
                    > wieku 2 lat. i prowadzonego do tej pory, przez renomowane ośrodki. Zaopiekowany
                    > ,
                    > jak chyba żadne dziecko w Polsce I co, ?? było lepiej ,funkcjonował, chodził do
                    > szkoły, a od roku zaczął się totalny regres. Z ZA - robi się pełny autysta.
                    > Rodzice szaleją no i kto mi powie- czemu?

                    Ja powiem. Kolejne szczepienie które jest oczywiście "całkowicie bezpieczne".
                    • rohatyna Re: Do rohatyna i innych dziewczyn 18.03.10, 20:03
                      aaaaa..... To jest całkiem możliwe...... nie przyszło mi to do głowy.....Zapytam
                      , jak będą dzwonić....Dzięki za sugestię
                      • mm1501 Mam ich wszystkich gdzieś 24.03.10, 12:44
                        Od listopada wyciągnięto ode mnie już ze 2tys. Zawiodła mnie logopeda w
                        prywatnym gabinecie - miała zadzwonić kiedy następna wizyta i nie zadzwoniła,
                        nie odbiera telefonów. Zawiodła mnie ceniona pani psychiatra, która odwołała
                        zaplanowana wizytę nie ustalając terminu następnej. W prywatnej przychodni już 3
                        razy odwoływano mi terapię, jeszcze mi się nie udało.
                        W czasie całego tego bałaganu doszła moja kolejka w poradni na Narbutta i jestem
                        bardzo zadowolona z tego jak potraktowano mnie i moje dziecko. Nigdy więcej
                        prywatnych poradni
                        • roggalique Re: Mam ich wszystkich gdzieś 24.03.10, 14:53
                          mm1501 napisała:

                          > Nigdy więcej
                          > prywatnych poradni

                          Powiem szczerze, że zgrzytam zębami czytając opisy takich perypetii.
                          Wydawać by się mogło, że komu jak komu, ale prywatnemu przedsiębiorcy powinno
                          zależeć na zadowoleniu klienta. Przynajmniej ja tak rozumiem biznes.

                          Z drugiej strony takie traktowanie ludzi świadczy o tym, że placówek dla dzieci
                          ze spektrum jest stanowczo za mało. Mała podaż, przy wielkim popycie sprawia, że
                          konkurencja jest niewielka i to rozleniwia.

                          Przykro mi, że tak trafiłaś. Zapewniam, że mogłaś trafić lepiej.

                          pozdrawiam
                          r.
                          • czarna_ida Re: Mam ich wszystkich gdzieś 24.03.10, 21:54
                            Dołoże do tego swoje trzy grosze :) Byłam u 4 prywatnie psychiatrów i
                            psychologów,zaczynało się o państwo maja fanaberie, potem to adhd, potem długo
                            długo nic, potem ze jesteśmy rodzina niewydolna wychowawczo. Straszono nas
                            opieka społeczną, domem dziecka.Ostatnia diagnoza może byłaby fajna i skończona,
                            gdyby nie mała łyżka dziegciu w beczce miodu.. O co bym się nie zapytała ,
                            proszę do terapeuty ! To gdzie ja byłam ? Tak samo pytanie o agresje, nie nie
                            ma czegoś takiego, a potem mały wrzut w google i co ? Psychiatra która nas
                            diagnozowała, opublikowała cały artykuł na temat agresji u dzieci z autyzmem. A
                            ja już miałam wizje ze faktycznie coś ze mną jest nie tak.Tak jest ze wszystkim,
                            gdzie bym nie poszła, to muszę udawać głupka, albo być o krok przed. Bo się
                            zapomina powiedzieć o ważnych sprawach, dla mnie i mojego dziecka, a potem
                            fundamentalne pytanie'' a myomy Pani to nie mówili o tym ???
                            • iska2009 Re: Mam ich wszystkich gdzieś 24.03.10, 22:31
                              Mysle, ze wiekszosc z nas ma podobne doswiadczenia rowniez z
                              prywatnymi placowkami. Ja tez. Ale coz, jesli na obserwacje dziecka
                              przeznacza sie dwie godziny, a na omowienie diagnozy z rodzicami az
                              jedna, to moim zdaniem, w wielu przypadkach nie ma ani materialu aby
                              postawic rzetelna diagnoze, ani tez nie ma czasu aby omowic z
                              rodzicami wszystkie aspekty tejze diagnozy. No bo co to jest
                              godzina.
                              A powodem jest faktycznie popyt przewyzszajacy podaz. W rezultacie
                              mamy ceny z kosmosu, a jakosc...no wlasnie taka, z jaka sie
                              spotykamy. Zreszta jesli chodzi o osrodki terapeutyczne, sytuacja w
                              wiekszosci przypadkow jest analogiczna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka