sewerynki
03.08.10, 08:29
Mój syn ma 7 lat. Stare wpisy w archiwum. Oczywiście ma ZA. Ale miałam
wrażenie że jesteśmy mile do przodu, byłam nieustannie zaskoczona jego wiedzą,
wrażliwością, postępami, tym jak świetnie sobie radzi, ile rzeczy poszło do
przodu lub zniknęło. Praktycznie wydawało mi się że jest zdrowy, albo
przynajmniej taki jak inni, nie do rozpoznania przez obce osoby że jest coś
nie tak. I pojechaliśmy na wakacje. Było super, żeby nie zakłamać sytuacji.
30h podróż autem, nie ma sprawy, nowe miejsce, morze, basen - nie ma sprawy.
Nie byliśmy sami. To wielki ośrodek, mnóstwo Polaków, kilkoro bliżej poznanych
rozmów. I teraz się wyżalam, tzn. gdzieś to muszę napisać.
Jednak nie jest taki sam (ale dlaczego w ogóle ma to dla mnie takie
znaczenie?) nie nawiązywał specjalnie kontaktu z innymi dziećmi i tego nie
potrzebował, lepiej bawił się z siostrą w pokoju niż z innymi na zewnątrz, był
po prostu inny, dziwny, nietypowy. Zamęczał wszystkich dorosłych lub
odstraszał młodszych swoimi opowiadaniami o kościołach na całym świecie,
rysował tylko kościoły, opowiadał o historii Polski, płakał że tęskni na
ojczyzną, każda burza doprowadzała do płaczu nie do opanowania. Były też
dobre, nowe rzeczy, nurkowanie, zero strachu przed wodą, "obcy" opisali go
jako "starego-młodego" poważnego chłopca, nie jak dziecko ale wrażliwego, mega
kulturalnego gentelmena z ogromną wiedzą o świecie, uczącego się bułgarskiego ....
W czym problem? Sama nie wiem. Nie mogę wyjść z niewłaściwego założenia że
tylko mój wariant szczęśliwości jest prawdziwy, może on nie potrzebuje
przyjaciół do szczęścia tak jak ja, a ja jakoś nie mogę tego zaakceptować.
Dzięki za wysłuchanie.