Dodaj do ulubionych

Macie czasami przebłyski nadziei ...?

04.08.10, 15:48
że może jednak coś się odkręci, że to się jakoś rozwikła, zniknie?
takiej nadziei irracjonalnej, naiwnej, bo przecież jest diagnoza, i
specjaliści mówią co widzą... My mamy diagnozę CZR z obserwacją w
kierunku ZA. Mały ma 3,5 roku i czasem sobie myślę - ciekawe jak to
będzie jak mały będzie miał np. 6 lat... Zwłaszcza jak synek ma
fajny dzień i czasem wydurnia się tak zwyczajnie po ludzku;) albo ma
jakieś fajne teksty i dialoguje z nami i dopytuje o coś dociekliwie,
ale w nawiązaniu do konkretnej rzeczywistej sytuacji z danego
momentu. Takie moje bujanie w obłokach kończy się boleśnie, bo jak
nastąpi jakaś syna "akcyjka", to dostaję kubeł lodowatej wody na łeb
i widzę wszystko jasno. Ale... znowu za jakiś czas tak na niego
patrzę i... te myśli wracają. Tylko zaznaczam, że to nie ma nic
wspólnego z negacją diagnozy, brakiem akceptacji zaburzonego dziecka
itp.
Obserwuj wątek
    • mruwa9 juz nie... n/t 04.08.10, 16:37
    • roseanne Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 04.08.10, 16:47
      17 lat - nadzieja nigdy nie znika,
      racjonalizm przewaza
      realizm dobija
      • lillyofthevally Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 04.08.10, 17:25
        jest..
        musi byc!!!!


        ja zazwyczaj wszystko w czarnych kolorach widze... ale jak jest
        popawa to się mile rozczarowuję :P


        chcialabym.. bradzo chciala..
        teraz boje sie jak cholera.. bo syn idzie do 1 klasy- szkoly
        masowej...
    • tijgertje Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 04.08.10, 18:11
      Ze sie odkreci, rozwikla, zniknie? Nie. Autyzm sie albo ma, albo
      nie. Nie licze na to, ze sie zmniejszy, ale WIEM, ze z autyzmem
      mozna zyc i mimo, iz rozwoj i nauczanie czegokolwiek dziecka
      autystyczneo kosztuje mase wysilku, to zawsze jest szansa na
      rezultat w postaci lepszego wykorzystywania wlasnych potencjalow i
      ukrywania niedoskonalosci, ktore moga stwarzac problemy. Rok temu z
      hakiem naszym sporym zmartwieniem bylo ciagle napiecie u mlodego,
      ciagle machal rekami i robil dziwne miny okropnie napinajac buzie,
      dzieci w szkole sie go baly. Teraz lepiej nad tym panuje, spina sie
      tylko w sytuacjach bardzo stresujacych, choc kark i ramiona ma
      napiete caly czas:/ diagnoze zarowno u mnie jak i mlodego
      zaakceptowalismy z mezem. dzisiaj nawet maz mnie zaskoczyl.
      Pojechalismy do zoo, ja ostatnio odwyklam od tlumow i po godzinie
      glowa mi pekala, ledwie wloklam noga za noga. Maz wspanialomyslnie
      dziecku wytlumaczyl, ze z mama tez sie musi liczyc i wyszlismy z
      zoo. w samochodzie natychmiast padlam, ale potem po zmiane planow
      mielismy bardzo udane popoludnie. ani mlody ani ja nie bedziemy
      funkcjonowac jak NT, nasze mozgi sa inne, ale bardzo duzo uczymy sie
      rozumowo. da sie naprawde duzo osiagnac, bye nie naciskac za mocno,
      bo wowczas dziecko moze sie ttlko bardziej zamknac we wlasnej
      skorupie. Jakims cudem mimo, ze nigdy nie bylam otoczona tlumem
      znajomym mam calkiem spore grono dorych przyjaciol. Znajomosci
      zawieram dosc ostroznie, ale jakims cudem swoj do swego chyba
      ciagnie, bo przyjaznie sie z kilkoma "dziwakami", jak to ich
      otoczenie twierdzi, co wcale nie znaczy, ze przyjaznie NT sa lepsze
      od naszych pod jakimkolwiek wzgledem.
    • jan.kran Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 00:08
      Nie rozumiem pytania. ZA nie jest chorobą poniewaz chorobę można wyleczyć. Jest
      zaburzeniem trwającym całe życie.
      Natomiast naszym wyborem , otoczenia NT , jest wybór jak pomożemy Obcemu i jak
      będziemy z Nim żyć.
      U nas dziękuję znakomicie , Liliowy jest cudny i wspaniały ale wysiłek jaki
      wkladamy w to żeby z Nim funkcjonować jest ogromny.
      Dla mnie i siostry Obcego życie z Nim to codzienne ... co ja mówię ... co
      godzinne wyzwania a zarazem niesamowite wzbogacenie naszego świata:))))

      Wlaśnie córka przyleciala dziś z Monachium do Oslo ... matko ale to była akcja
      żeby Liliowy Ją odebrał z lotniska ... ja byłam w pracy ...
      A teraz ja klikam a z tyłu NT i Obcy cos tam sobie opowiadają i jest tak miło:)))
      • czarna_ida Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 08:39
        na co ? Ze za dotknieciem rozdzki stanie sie cud? Nie..
        Dla mnie koszmar to czy sie nie pogorszy, nie bedzie regresu i jak
        sobie dalej poradzi? Jak na razie tak daleko nie wybiegam, ale
        podświadomośc robi swoje.
        Najgorsze jest to ze mimo ze sie tlumaczy najblizszej rodzinie, iles
        razy z rzedu, to i tak jest o kant d. No co Ty przeciez on wyrosnie,
        tak wyrosnie ze spodni, butow, zapomni ze jest druga babcia,
        dziadek, i pra babcia i pra dziadek.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 09:26

      Gdzieś tak do 5 r.ż. to nawet miałam nadzieję, że to nie autyzm, że
      to tylko opóźnienia rozwojowe, zaburzenia SI itp.
      Teraz wiem, że autyzm to wyzwanie na całe życie.
      Ale ciągle mam nadzieję, że uda się: że syn ukończy szkołę, będzie
      samodzielny, będzie miał przyjaciół. Jakoś trudno mi uwierzyć, że
      mógłby założyć szczęśliwą rodzinę ale kto wie jak to się potoczy...
      Mam nadzieję na coraz lepszą komunikację z nim, nauczenie go wielu
      umiejętności.
      Gdyby nie ta nadzieja, nie dałabym rady przeżyć nawet jednego dnia.
      Choć regresu boję się bardzo.
      • jan.kran Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 10:20
        Robicie jeden podstawowy błą∂. Najważniejszy jest Aspie , rodzeństwo Obcego , i
        Wy sami.
        Na rodzinę bliższą i dalszą nalezy położyć patyk. Jeżeli się chce wychować
        dziecko autystyczne to całą energię trzeba skierować na Niego i Jego rodzeństwo
        i zadbać o siebie.
        Trzeba być egoistą.
        Co mnei obchodzi co ciotka lub siostrzenica stryja albo też Pani Ziuta z
        drugiego piętra myśli o moim dzicku?
        Moja filozofia jest prosta. Próbuję wytłumaczyć na czym polega zaburzenie mojego
        dziecka. Jak do danej osoby dociera i jest zainteresowana , ok , jak nie to
        odpuszczam.
        U mnie w Rodzinie Mamusia i Brat Starszy są ok , Bratostwo Młodsze nie do końca
        akceptuje i rozumie Obcego ale mają bdb kontakt z Nim.
        Wiem że uważają mnie za przewrażliwioną na punkcie syna histeryczkę ale się
        lubimy i szanujemy.
        Ja czasem próbuję Im coś przmycić na temat Liliowego i są efekty , niewielkie
        ale są.
        Natomiast ja nie jestem misjoniarką Aspergera i jak ktoś uważa że moj syn jest
        dziwny , ekscentryczny a ja jestem powaloną mamusia to niech sobie tak myślą...
        • czarna_ida Re: jan 05.08.10, 11:56
          To nie tak ze polozyc laskę na rodzinę.. Bo to nie wujki i ciotki.
          To moi rodzice, dziadkowie, siostra. Oni wogole nie widza problemu i
          nie ma sprawy. Nie jest tak ze ja powiem ze cos wynika z jego
          zachowania, oni tego nie sa wstanie zrozumiec czy zaakceptowac. A
          moje problemy gdzies tam blakną.. Bo jak rodzielic sukcesy dziecka
          od terapii i fiksacji ?? Tego nie ma?
          • jan.kran Re: jan 05.08.10, 12:32
            Jak nie widzą problemu to nie drąż.
            Wiem że łatwiej powiedzieć niż zrobić ale ja bym powiedziala wprost że dziecko
            ma ZA , podrzuciła literaturę i powiedziała że sama masz dośc problemu z
            zaburzonym dzieckiem żeby się jeszcze dodatkowo z Nimi szarpać.
            Bo taka jest prawda.
            Stoisz w rozkroku między Rodziną a dzieckiem.
            Nie kłóć się , nie dyskutuj , nie przekonywaj tylko rób swoje a w międzyczasie
            powli Ich edukuj.
            Mój Brat Numer Dwa np. zadzwonił do mnie do Norwegii żeby powiedzieć mi że jast
            audycja w radio polskim o ZA.
            A potem komentarz Jego był taki że owszem audycji wysłuchał ale generalnie te
            wszystkie aspergery i inne dysleksje to wymysł i trzeba by się ostro za dzieci
            wziąść a nie wyszukiwać..
            Ale jednak audycji wysłuchał , ewidentnie widzi że Obcy jest inny ale jakoś
            słowo autyzm mu nie przechodzi przez gardło w stosunku do Siostrzeńca...
            Po ponad dwóch latach jednak coś zaczyna kumać...
            Trzymaj się i pozdrawiam:)
            Ula
            • gorawka Re: jan 05.08.10, 12:42
              No tak, tylko z tym drążeniem problemu to jest tak. Ty sama nie
              chcesz go drążyć, ale starasz się jedynie wyjaśnić, że dane
              zachowanie dziecka nie wynika z jego złośliwości tylko z zaburzenia,
              a teściowa na całej linii neguje to "niby" zaburzenie i mówi do
              dziecka -że jest "nierozumny" albo "dzikus" (co mi syn potem
              powtarza)- nóż się otwiera w kieszeni. Albo zostaje z nim, bo musimy
              coś mężem razem pilnego załatwić (na wyjścia swobodne, rozrywkowe
              itd nigdy sobie nie pozwalamy), to po powrocie babcia ewidentnie
              odreagowuje na nas swoje niezadowolenie z powodu wnuka, jeśli mały
              miał zły czas. No niestety, ja jej go na lepszy (w jej mniemaniu)
              egzemplarz nie wymienię...
              • jan.kran Re: jan 05.08.10, 13:19
                Bardzo dobrze Cię rozumiem...
                Tatuś Obcego , sam ZA , ma podobne reakcje ...
            • czarna_ida Re: jan 05.08.10, 14:56
              Moja rodzina, wcale nie widzi tematu, nie ze ja drąże, czy się
              awanturuje. Nie. Ode mnie sie wymaga zebym jeszcze na nich uwagę
              skupiala. Tu nie ma problemow mojego dziecka, gdzies posrednio moich
              wynikających z innych spraw, sa ich problemy, ktore powinny byc na
              pierwszym miejscu. To mysle ze to sie nie zmieni, juz do konca.
      • jan.kran Re: Gepardziaca:) 05.08.10, 10:31
        Ja miałam takie momenty że chciało mi się wyć...
        Potem zaświtała mała nadzieja że Obcy zda maturę. Mała nadzieja...

        Był okres że nie miał w ogóle kolegów ... ciężko było.
        Teraz , kiedy otrzymał pomoc ze szkoły i ja zrozumiałam jak funkcjonuje jest bdb.
        Ma od ponad roku grupę kolegów ... nawet ośmielę sie powiedzieć bardzo bliskich.
        Wszyscy NT ale rozumieją się bdb.

        Maturę zdał tak że zdjąl buty nauczycielom , cenzorom pozaszkolnym , pedagogowi
        i psychologowi.
        Po prostu znakomicie.
        Musi jeszcze zrobić roczny kurs matematyki a potem studia.
        Każdy co innego poleca... znajomi i nauczyciele i pedagog.
        Muzykologię , dziennikarstwo , literaturoznastwo , reżyserię ...
        Podobno może w kazdym z tych kierunków się wykazać:)

        Tak że nie traćcie nadziei bo Aspie mają potencjał tylko trzeba go wyszarpać...
        • gorawka Jan Kran 05.08.10, 14:09
          Jeeej, ale super (i z kolegami i z tą maturą, perspektywą studiów).
          Bardzo Twojemu synowi gratuluję (to że Tobie, to rozumie się samo
          przez się:) To naprawdę wspaniałe. A na marginesie - masz już 20 lat
          doświadczenia... fiu fiu! Ja dopiero raczkuję. Chylę czoła przed
          matkami, które postawiły sobie jakieś cele i mimo tego, że "czasem
          chciało się wyć" dopięły swego.
          • jan.kran Re: Jan Kran 05.08.10, 14:53
            Gorawka wlaśnie nie mam tak długiego doświadczenia:(
            I to jest mój ogromny problem bo syn został zdiagozowany trzy lata
            temu ...
            Za tym stoi długa historia czemu tak późno i ja już to wygryzłam ale nie było
            lekko bo poczucie winy mnie zżerało.

            Natomiast od niedawna jest bdb choc nielekko ale pierwszy rok po diagnozie to
            też nie był latwy czas...
            Ja po prostu znalazłam lub też znajduję kluczyk do syna...
            Ale mam ogromne szczęście ze Obcy jest fajny , ja mam pomoc i godziny pracy
            dostosowane do Niego.
            Choć czasem chciałabym mieć wolny weekend albo popołudnie i nie szarpać się po
            nocach w fabryce ale coś za coś:)
    • gorawka Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 10:26
      Dziękuję Wam wszystkim za podzielenie się Waszymi punktami widzenia.
      Pisząc tego posta miałam pełną świadomość jego naiwności, ale... no
      miałam potrzebę wyartykułować gdzieś te myśli. Wczoraj np. było
      takie popołudnie, że ja tego Aspergera (jeszcze nie zdiagnozowanego,
      ale "obserwowanego w kierunku") widziałam u syna w pełnej krasie,
      więc w ogóle nie ma co mówić, że zniknie, rozwieje się jak
      dotknięciem różdżki. Wiem o tym. Ale ponieważ my diagnozę CZR mamy
      od niecałych dwóch miesięcy, więc jak jest z synem czasem całkiem
      dobrze, to tak te naiwne myśli mi się kołaczą, że to może nie
      autyzm... Znowu tu się odkrywam zupełnie przed Wami, że się do
      takich myśli przyznaję. Rozum mi mówi: moje dziecko ma zaburzenia ze
      spektrum i wiem o tym, wiem, że tego nie da się wyleczyć, trzeba
      mocno działać, żeby pomóc mu pokonać jego trudności (i zaczęliśmy
      działać od razu - na drugie dzień po diagnozie mały był już na
      pierwszych zajęciach), ale... serducho zaczyna czasem szemrać po
      cichu swoje. Nie to że będzie cud, ale że czasem zdarzają się te
      pomyłki w diagnozach, że może jakieś inne zaburzenia dają zbliżony
      obraz. No takie ludzkie marzenia, huśtawka... Gdzies był wątek, że
      ktoś się wtydzi, gdzieś, że kogoś to strasznie boli, a ja napisałam,
      że czasem się łudzę, co nie znaczy, że przesłania mi to obraz
      rzeczywistości. Ot, co.
      • jan.kran Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 10:53
        Gorawka , ja uważam że najwazniejsze to pytać i rozmawiać...
        Trzymaj się , lepiej wiedzieć szybko co dziecku jest i Mu pomóc ...

        Ja już tak się tak nauczyłam funkcjonować z Obcym że nawet nie zauważam choć
        nie ukrywam że nie jest lekko ... ale za to często wesoło a na pewno interesująco:o)
      • czarna_ida Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 14:59
        Ale pisanie, juz o doroslych autystach i Aspie, radzacych sobie daje
        swiatelko, mysle ze wielu z nas na poczatku tej drogi, pomaga, ze
        nie bedzie beznadziejnie. Czego mi wlasnie brakuje u mojej rodziny,
        takiego ludzkiego wspolczucia. Oparcia.
        • jan.kran Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 15:08
          Ida , oparcie to my mamy u ludzi którzy albo maja podobne problemy albo
          zaskakująco nie u Rodziny tylko u osób stojących z boku.
          Moje wszystkie przyjaciółeczki i znajome i Ich mężowie i dzieci mniej więcej
          kumaja o co chodzi ... rodzina owszem ale nie zawsze...
          Co do dorosłych Aspie to tatuś Liliowego , sam Obcy jest znakomitym lekarzem ze
          specjalizacją i doktoratem ale jest nieszczęśliwym człowiekiem.
          Dlatego ja się skupiam na tym zeby syn był zadowolony a dopiero potem
          wykształcony:))
        • malgosia403 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 13.08.10, 19:23
          Ida,dorośli Aspi-mój Boże....mam,19 letniego.....Boże zmiłuj się nade mną
      • zanetka84 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 16:01
        My jesteśmy na początku drogi diagnozowania. Wstępnie CZR z cechami autystycznymi. Córa za 10 dni skończy 2 latka. A Twój post jakby wyjęty z mojej głowy...
        • marika012 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 18:16
          zanetka84 napisała:
          CZR z cechami autystycznymi


          Któż Ci dał taką diagnozę wstępną? Autyzm to inaczej CZR. Nie ma czegoś takiego
          jak CZR z cechami autystycznymi.
          • gomado Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 20:30
            Ja mam wieczna nadzieje, ale nie na to ze z tego "wyrosnie" ale ze
            bedzie dobrze funkcjonowal i przede wszystkim bedzie szczesliwy.
            JanKran- jestem Twoja fanka. Dokladnie tez tak do tego podchodze jak
            Ty. Przejelam filozofie Opcji i jest mi z tym dobrze.
            Ostatnio czytuje autobiografie osob z ZA np Stephen Shore, Daniel
            Tammet i to daje mi wskazowki jak mam z synem postepowac. Jeszcze
            chetnie bym przeczytala cos Grandin albo Kaufmana. Macie moze
            pozyczyc?
            Buduje mnie tez niestety nieszczescie innych, lubie chodzic do
            osrodka rehabilitacyjnego gdzie wiekszosc dzieci jest w gorszym
            stanie niz moje. Wstyd to mowic ale to chyba naturalne.
            • aagawek Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 20:34
              Ja mam gdzieś "Byłam dzieckiem autystycznym" Grandin. Wprawdzie skan zdobyty od
              pewnej blogowej mamy, ale da się czytać bez problemu. Jak chcesz, odszukam,
              skseruję i wyślę Ci pocztą.
              • gomado Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 20:52
                Super, jakby to nie byl problem dla Ciebie to bardzo chetnie.
                Sprobuje wyslac Ci na poczte moj adres.
          • gorawka Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 11:31
            Widzisz Mariko, to właśnie zależy od lekarza. My dostaliśmy CZR, a
            pani doktor na przekazaniu diagnozy powiedziała: ale to nie autyzm,
            zobaczymy jak to się po terapii rozwinie. Rozumiem, że w domyśle
            chodziło jej o to, że to nie "autyzm głęboki" i że może się to
            rozwinąć np w Aspergera albo pozostać CZR.
        • gorawka Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 11:28
          No tak, to pewnie charakterystyczne dla nas - początkujących.
          Dziewczyny z dłuższym stażem, u których klamka już niejako zapadła,
          mogą nie rozumieć tej naszej (jeszcze) bujanki.
    • niki129 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 21:40
      Witam, kiedys bywałam tu nawet często potem ... niestet z braku
      czasu i problemow z mlodym odciełam sie od komputera.
      My juz mamy 2 diagnozy ...Gorawka ja Cie doskonale rozumiem, czuje
      sie podobnie a szczegolnie wetdy gdy widze u Tosia poprawe, gdy
      panie w przedszkolu mowia ze "niebo a ziemia " miedzy tym co bylo a
      jest teraz... Mielismy diagnoze od Kozielec - wystawiona na potrzeby
      przedszkola integracyjnego, wizyta trwala 15min "ogledziny" przez
      nia 5 min a rozmowa z nami z 10. Potem slyszalam wszedzie ze to nei
      ZA ze moze jakies zaburzenia ukl. nerwowego, nadpobudliwosc, ADD,
      ADHD... I caly czas zylam nadzieja ze to moze nie ZA . Zapisalam sie
      na dignoze na Sobieskiego , czekalam 1,5 roku Powiedzialam na
      wizycie o mich niedowierzaniach, zachwianiach emocjonalnych, ze to
      wszytsko dla mnie nie jest wiarygodne. Wiec panie psycholozki i
      psychiatra poswiecily nam 4 mieisace -lacznie chyba 5 spotkan z
      mlodym i 3 ze mna. Jak powiedziala pani psycholog dlatego ze mialam
      takie watpliwosci, chca dac mi pewnosc co do diagnozy jaka postawia.
      Postawily ...ZA Pocieszajace było to iz powiedzialy mi ze on dobrze
      rokuje, ze z obserwacji i wywiadow dołaczonych przeze mnie wynika iz
      szybko robi postepy (zalaczylam opinie pan z przedskzola, psycholog,
      reedukator, logopedo, terapeutow SI) i to co je bardzo cieszy widza
      ze jest dzieckiem bardzo "zaopiekowanym" widza ze robie dla niego
      wszystko co jest mozliwe.
      Ja kraze juz tak od keidy skonczyl 2.5 roku a ma juz 6 - wiecznei
      slyszalam ze jestem przewrazliwiona, ze bunt 2-3-4 latka A jak
      uslyszalm diagnoze to wylam w nieboglosy. I tez czasem mysle o
      cudach jak ide spac..wiem ze to glupie ale tak juz mam. Mam tylko
      jedno marzenie zeby byl szczesliwym czlowiekiem. Jest chlopcem o
      wielkim serduszku, jest wrazliwy, czesto okazuje nam swoje uczucia
      do nas, jest taka mala przylepa. Nie znioslabym gdyby zycie -ludzie
      go skrzywdzili. Chodzil do gr integracyjnej w przedszkolu i byly tam
      cudowne dzieci - niektore nawet przynosily na swoje ur cukierki
      bezglutenowe dla niego, albo landrynki dla wszystkich bo Antos nie
      je czekolady. Teraz sa wakacje, zakonczyl przedszkole idzie do
      szkoly do zerowki a kilka dni temu zadzwonila mama jednej z jego
      przedszkolnych kolezanek ze Wiki chce porozmawiac z Toskiem , ze
      stesknila sie za nim. Poplakalam sie ze wzruszenia i w takich
      chwilach mysle ze nei bedzie zle, ze jak bede z nim pracowac to duzo
      rzeczy uda mi sie go nauczyc.
      A co do rodziny...rodzice moejgo meza maja 72 lata i pukaja sie w
      czolo co ja robie, ze mi sie w glowie poprzewracalo juz , ze ludzie
      w tej warszawie to glupieja Tesc nie przestrzega diety , z
      premedytacja daje mu np. loda w wafelku a nie na patyku. Ale to ze
      mlody dostaje wysypki i ma dziury na rekach ... przejdzie (ma
      chorobe duringa) Brat moejgo meza mowi z emnie porabalo tak dziecko
      katowac dla swojej przyjemnosci!!! a siostra meza jak jej
      pwoiedzialam o diagnozie pwoiedziala ze ona studiowala pedagogike
      specjalna i wie co to autyzm i ZA i to sa moje wymysly bo chyba
      takich dzieci nei widzialam nigdy!!!!! (teraz mysli inaczej,
      podkresla moje zaangazowanie w rehabiltacje, ze widzi roznice w
      zachowaniu ...ale potrzebowala na to 3 lat, mimo tego ciesze sie ze
      inaczej teraz to postrzega). Do szalu doprowadzaja mnie osoby
      postronne ktore krytukuja zachowanie Toska np. teraz na wakacjach
      mlody dostal histerii (pierwszej od 1,5 roku - juz o nich
      zapomnialam) a jedna mloda mamusia wrecz z odraza powiedziala ze jak
      to moze byc zeby taki duzy chlopiec sie tak zachowywal, cos
      okropnego ... Ja staram sie olewac - nie tlumaczyc, moze i zle ale
      jak ktos jest az tak bezposredni to albo udaje ze nie slysze albo
      zadaje cios w tym samym stylu.

      Teraz mamy trudny okres ..niezdecydowanie, braku umiejetnosci
      podejmowania decyzji... albo jest zal ze nie umie sie zdecydowac co
      by chcial albo wybiera to co mlodszy brat. Moze sie wydawac smeiszne
      ale widze ze dla niego to bardzo powazny problem , bardzo placze ,
      nakreca sie i zaczyna ze nic nei umie, do niczego sie nie nadaje
      (tekst pana od karate!!! mlody chodzil 2 miesiace w przedszkolu na
      karate, pan go tak tresowal ze dziecku siadla samoocena NIC NIE
      UMIEM MAM SLABE RACZKI, NOZKI JESTEM JAK MALA DZIDZIA -oczywiscei
      jak mi pwoiedzial odrazu go wypisalam i na szczescie dla tego pana
      nie udalo mi sie go spotkac w przedszkolu nigdy!) Serce mi peka z
      zalu i staram sie nad tym pracowac u niego.Jest niby lepeij ale
      teraz np. wybiera cos innego niz Stas i za chwile dodaje ALE MAMO
      NASTEPNYM RAZEM WYBIORE TO CO STAS DOBRZE , NASTEPNYM RAZEM
      PAMIETAJ!!!!

      Peweni taka cicha nadzieja ze bedzie kiedys dobrze nigdy mnie nie
      opusci... dobrze to dla mnie ze da sobie rade w zyciu beze mnie,
      bedzie szczesliwy, da sobie rade w tym trudnym swiecie.
      pozdrawiam Was wszystkich.
      Moje dziecko w trakcie teo maila powiedzialo ze swojego pokoju do
      mnie 25 razy MAMO KOCHAM CIE ...to taka forma upewnienia sie ze
      jestem ;) ...tuz obok
      • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 05.08.10, 23:06
        A ja mam dokladnie tak samo jak autorka watku - nie, ze zaburzone dziecko
        ozdrowieje i zapomnimy o wszystkim, tylko, ze to moze pomylka w diagnozie, a
        synek po prostu taki indywidualista. Mam podstawy, by diagnozie nie do konca
        zawierzac (choc to ja sama temat zaburzen rozwojowych u mojego dziecka
        wypatrzylam), mielismy 2 wykluczajace sie, potem ta jedna, ktora mowila o tym,
        ze czr brak, zostala zmieniona na potwierdzajaca ich istnienie, wiec specjalisci
        nie sa tacy pewni.
        No i mam podstawy sadzic jednak w glebi ducha, ze "taka uroda" (paradoks
        pewnien, bo nie cierpialam wprost jak mi tak lekarze mowil, kiedy zglaszalam
        pierwsze swoje obserwacje), bo maz podobno byl bardzo podobny w dziecinstwie,
        nigdy do momentu postawienia diagnozy u dziecka nie podejrzewalabym go o
        zaburzenia autystyczne, a teraz jak zaczynam sie roznym kwestionm od tej strony
        przygladac, to zaczynam i to podejrzewac. Wiec moze ja sobie to wymyslilam i
        specjalistom wmowilam ;-).
        Tak czy inaczej, rozumiem Cie doskonale autorko watku i mam identycznie.
        • aga_sama Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 10:19
          Ja mam wszelkie podstawy, żeby myśleć, żeby mieć nadzieję, że diagnoza była błędna!
          Zimą usłyszeliśmy na Sobieskiego, że syn ma zaburzenia rozwojowe do obserwacji w kierunku zespołu aspergera. Już tydzień później, bardzo dobra genetyk z tego samego szpitala, naukowo zajmująca się zaburzeniami autystycznymi stwierdziła po kilku godzinach, że jej to wygląda na ADHD, żaden asperger.
          Podobnie panie w nowym przedszkolu - być może nie super wykształcone, ale za to z doświadczeniem, podejściem, zaangażowane, dokształcające się w kierunku ZA - on ma "zespół niespokojnej dupy" śmieją się.
          Ale całkowitą dezorientację wprowadziła diagnoza z synapsis - brak cech zaburzeń autystycznych, brak cech wskazujących na ZA, możemy Wam wpisać zaburzenia rozwojowe w wywiadzie...
          No i co Wy na to? Przez kilka miesięcy żyłam ze świadomością, że moje dziecko ma aspergera, a tu proszę - podobno najlepsi specjaliści w tym kraju wyprowadzają mnie z błędu. Twierdzą, że mam zdrowe dziecko!
          Rozmawiałam o tym z alergolog młodego, która zna go połowę jego życia i jest najlepszym pediatrą, z jakim się spotkałam. Poradziła podetrzeć się papierkami, bo nieważne są choroby, tylko przypadki, konkretne dzieci.
          Moje dziecko jest inne. Staram się myśleć, że nie gorsze. Ma deficyty, staramy się je niwelować. Problemy nie znikną, przepracujemy jedne, pojawią się drugie.
          • marika012 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 11:08
            U nas dwie diagnozy i dwa różne opisy tego samego dziecka. Jednak obydwie
            wskazują na spektrum autyzmu.

            W Scolarze stwierdzili że syn nie ma fiksacji i słabo mówi (dlatego diagnoza
            CZR). Dr Skotnicka (diagnoza ZA) napisała, że fiksacje młody ma (co ja
            potwierdzam bo je widzę codziennie) i mówi dobrze tylko ma tendencje do mutyzmu
            i dlatego mało się odzywa. Mamy wyciągać od niego informacje. I co się okazało
            po takim wyciąganiu.... żyłam w przekonaniu że młody nie zna imion dzieci z
            klasy, nie pamięta co robił w szkole itp. bo nasze pytania zbywał "nie wiem".
            Kiedy zaczęliśmy go ciągnąć za język okazało się że on wie, ma dużą wiedzę,
            swoje głębokie przemyślenia, tylko gadać z nikim nie chce :)

            Ja nie myślę, czy diagnozy są błędne czy nie. Jest problem i próbujemy go
            pokonywać.

            Aga_sama napisałaś tak jakby to było lepiej że dziecko ma ADHD nie ZA. Dla mnie
            to jeden grzyb. I tak potrzebne są terapie, turnusy, te same koszty i mnóstwo
            czasu dla dziecka.
            • aga_sama Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 09:33
              Marika
              ADHD lepsze od ZA? Tak twierdzi kilka osób, które mają styczność z młodym, nie ja.
              Dla mnie jeden pies, jak to się nazywa.
              Ale w moim otoczeniu ADHD jest postrzegane jako dysfunkcja rodzicielska. Ot
              rozwydrzony bachor i już.
              A Aspi jest oryginalny, dziwny, interesujący...
              Może to dlatego, że w około wielu niezdiagnozowanych o cechach autystycznych.
              • roseanne Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 20:39
                jedno aspi, drugie adhd - zdecydowanie adhd latwiejsze w zyciu
                przy zmianach dietetycznych - organiczne i wykluczanie wszelkich sztucznych,
                bardzo mocna terapia zajeciowa i rytualy doprowadzily przez kilka lat do prawie
                typowej nastolatki, owszem zywiolowej i bardzo otwartej, ale tego nie mam ochoty
                z niej eliminowac zadna sila, to ona i koniec
                leki miala tylko przez jakies 3 miesiace, za duzo bylo klopotow niz warto

                jak najbardziej ineteresujaca jest :)

                adhd nie trzeba tlumaczyc "normalnosci"ukladow i ukladzikow spolecznych, bialych
                klamstw itd itp,

                no latwiej, nie kamieniujcie mnie
      • gorawka Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 11:41
        Niki129 - jak ja Ci dziekuje za tego posta. Własciwie musiałabym go
        na nowo przepisac, bo takie sa własnie moje uczucia. I ten strach
        przerazajacy, zeby nikt go kiedys nie krzywdzil, nie wysmiewal
        sie,zeby synek byl szczesliwy. On ma tez niska samoocene, choc taki
        jeszcze maly (3,5) i tak bardzo staramy sie go dowartosciowac, a on
        w trudnych sytuacjach powtarza: nie umiem. Tego pana od karate
        rozerwalabym na strzepy. Ja mam jeszcze mysl taka: co bedzie jak my
        z mezem odejdziemy z tego swiata. Syn jest jedynakiem. Cale nasze
        zycie musimy nakierowac, zeby nauczyc go wejsc w ten swiat NT i sie
        przystosowac, ale kto go kiedys przytuli, pocaluje, zaakceptuje w
        kazdym kawalku. Jasne, moze sie tak zycie potoczyc, ze ktos taki
        (taka) sie znajdzie, ale jesli nie... ???
        • niki129 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 12:18
          Gorawka nasz Antos ma brata jest miedzy nimi roznica wieku 2 lata i
          2 miesiace. Stas jest mlodszy ale bardzo rozsadny, dojzaly jak na
          swoj wiek. Oni bardzo sie kochaja, bawia razem, jeden o drugiego tak
          bardzo sie troszczy. Jak np. pokrzycze Staska to Antek sie na mnie
          obraza, albo mi mowi DLACZEGO KRZYCZYSZ NA MOJEGO BRATA To samo jest
          w druga strone, tylko ze Stas nie jest tak bezposredni. Bardzo bym
          chciala zeby tak bylo miedzy nimi cale zycie, wtedy wiedzialabym ze
          Tosiek ma kogos na kogo moze liczyc, ze Stasiek sie nim zajmie w
          trudnej chwili. Decydujac se na 2 ciaze nie wiedzialam ze Antek ma
          ZA Postanowilismy z mezem ze jak mlody bedzie mial 1,5 roku to
          postaramy sie o "siostrzyczke" :) Wyszedl braciszek - starsznie
          cierpialam bo jestem jedyna dziewczyna w rodzinie, same facety
          dookola i marzylam o corce:) - i teraz Bogu dziekuje za niego bo to
          jest najwieksza forma terapii dla Toska. Stas go wrecz na sile
          angazuje we wspolne zabawy, zadaje mu ptania, dzieki niemu Tosiek
          zaczal bawic sie ludzikami , odtwarzac sytuacje zyciowe, bawic sie w
          sklep, kosmos, rycerzy itp zawsze byly tylko pociagi :) Stas bardzo
          pilnuje Toska , ja np. mlody zaczyna glupie zaabwy mydlemw plynie,
          zaglada do szuflady z niebezpeicznymi narzeziami to slysze jak Stas
          mowi ANTOS MAMA NIE POZWALA TEGO ROBIC, NIE MOZNA TAK a jak nie
          slucha go to przybiega do mnie i mi mowi. To taki maly stroz. I ten
          fakt daje mi taka mala nadzieje ze Antek ma kogos takiego, ze w
          przyszlosci ma na kogo liczyc. Oczywiscie to wszytsko tez zalezy od
          tego jak ja ich bede traktowac. Stas jest idealem, wszedzie chwalony
          za zdolnosci, zachowanie, roztropnosc a Antek... niestety zawsze cos
          Juz sie nauczylam ze zawsze w przedszkolu pierwszego odbieram Stasia
          tak na pokrzepienie swij duszy ;) a potem Toska, wiec nawet jak cos
          jest zle inaczej juz to odbieram :)
          Tosiek idzie teraz do szkoly, do klasy integracyjne, przez 1 2 lata
          dzieciaczki sa w odrebnym skrzydle bez kontaktu ze starszymi
          dziecmi -0 i 1 klasa. Bardzo boje sie o to co bedzie dalej,
          chociazby dlatego ze on BARDZO ulega wplywom ...mimo ze wie iz nie
          wolno pewnych rzeczy robic. W czercu kolega kazal mu nasikac na
          deske w lazience przedszkolnej i to zrobil, kazal mu nasikac na
          trawnik - zobil to On wie ze tak nie wolno, mowi ze rozumie itp ze
          nei bedzie juz tak robil i nagle dostaje takiej glupawki ze nie
          panuje nad tym. Tego sie boje, ze latwo go bedzie naklonic do tych
          zlyh rzeczy a dzieci ...sa specjalistami w wyczuwaniu takich "ofiar"
          i beda to wykorzystywaly. Ja wiem ze ja zawsze przy nim bede na
          miare mozliwosci ale zawsze tzn. tyle ide bede na tym swiecie i na
          ile mi pozwoli a reszta...
          Do tej pory jakos sie tak nam udawalo ze w przedszkolu bylo super,
          panie podziwialy mnie za zaangazowanie, czas posiwecony dziecku i
          dzieki temu inaczej tez traktowaly Toska , mialy wiecej tolerancji,
          rozmawialy ze mna, mowilysmy sobie jak zaradzic pewnym rzeczom. Jak
          byl 3 latkiem wyrzucono go z jednego przedszkola bo gryzl jednego
          chlopca ...nawiazalam kontakt z mama tego chlopca, umwoilysmy sie na
          spiotkanie z dzieciakami a nastepnego dnia pani dyektor pokazala mi
          pismo ktore ta mama przyniosla rano. Jedno zdanei mam do dzis w
          glowie ZE MOJE DZIECKO JEST ZAGROZENIEM ZYCIA I ZDROWIA DLA JEJ
          DZIECKA I RZADA USUNIECIA GO Z PRZEDSZKOLA. I takich ludzi sie boje,
          bo oni lekka reka moga wyrzadzic mlodemu krzywde, takich co dziaalj
          za plecami, nie maja odwagi cywilnej porozmawiac, powiedziec w oczy
          co czuja. Teraz mlody chodzi do tego przedszkola na dyzur, wszyscy
          go pamietaja mimo ze byl tam 3 lata temu tylko 2 miesiace i kazda z
          pan mowi mi ze to nie jest to samo dziecko, ze peiknie slucha bajek,
          ze ladnei sie bawi, ze jest posluszny, ze jest NORMALNY Ja wiem ze
          on ma duzo deficytow i owszem jest normalny ale jest inny. Takie
          opinie daja mi wiare, sile i nadzieje ze moze bedzie tak ze dzieki
          terapii , naszej uwadze on zacznie dorownywac rowiesnikom. I moze
          ktos sobie myslec NAIWNA alez prosze, nie obraze sie ;) ale dzieki
          tej nadziei ja cos robie, mam wieksza motywacje bo inni widza
          poprawe. Moj maz kiedys sie zapytal " askad ty wiesz ze to dzieki
          tej intergacji , czyterapii jest poprawa, moze on porpstu jest
          starszy, wyrosl z pewnych zachowan" - wiecie ja nawet tego nie
          analizuje, pewnie czesci zachowan sie wyuczyl, czesc to SI a czesc
          to dojzal. Co to za roznica, jest lepiej i tego sie trzymam. Mysle
          ze dojzal to napewno moj maz ktory kiedys jak uslyszal ze mlodego
          chce zapisac do przedszkola integracyjnego powiedzial ze co ja
          robie, bedzie chodzil z uposledzonymi dziecmi (nie mial swiadomosci
          ze chodza tam tez dzieci zdrowe)teraz po 2 latach powiedzial ze to
          najlepsze co dla niego zrobilismy :) I to tez daje mi nadzieje.
          • gorawka Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 06.08.10, 12:55
            Jeszcze raz wielkie dzieki - czytalam z zapartym tchem. Super, ze
            macie drugiego synka i mam pełną świadomość jak wspaniałymi
            terapeutami są zdrowe dzieciaczki. Ale nam juz chyba zabraknie
            odwagi... choc bardzo bym chciala. Ale wiekowo jestem już dosyć do
            przodu (niestety tak jakoś wyszło, że późno to macierzyństwo
            przyszło). Boję się zwyczajnie potencjalnych zagrożeń...
            przeróżnych.Pozdrawiam bardzo ciepło.
            • monna16 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 10.08.10, 22:45
              Mam przebłyski nadziei... zwłaszcza teraz, kiedy syn zachowuje się jak aniołek.
              Ciągle słyszę: tak mamusiu, oczywiście mamusiu, kocham cię itp. Wykonuje każde
              polecenie jest grzeczny i wydaje się być taki poukładany. Aż trudno mi w to
              uwierzyć, przecież nigdy mój autysta się tak nie zachowywał.
              Mimo wszystko cały czas boję się zerówki, boję się czy sobie poradzi...
    • andevi Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 11.08.10, 22:53
      dziewczyny, wlasnie takiego watku mi bylo trzeba:) Czytam Wasze
      wypowiedzi, chlone - to lepsze niz lektura opracowan nt autyzmu! A ze
      mieszkamy w Holandii, to i lekture mam niestety tylko po holendersku...

      Trafilam niedawno na inna strone, gdzie tez jest forum rodzicow dzieci z
      autyzmem. Tematy typu leczenie z autyzmu, biomedycyna, homeopatia
      klasyczna i inne cuda nie widy. Wypowiedzi rodzicow typu "moje dziecko
      mialo autyzm, ale dzieki profesorowi XY jest juz CALKOWICIE wyleczone". No
      i wlasnie przesciganie sie w dawaniu sobie rad typu wejdz na diete taka
      czy siaka, zrob biorezonans, odczul bio-czymstam, odtruj organizm R34 czy
      innym specyfikiem... No wybaczcie, kto tym ludziom robi wode z mozgu?????

      Jeszcze nigdy zaden pediatra w Holandii mi nie powiedzial, ze dzieci
      autystyczne sa uczulone na gluten, mleko czy cukier i ze musza byc na
      jakiejs specjalnej diecie.Owszem, robilam swego czasu synowi testy
      alergiczne, bo my oboje z mezem alergikami jestesmy.Syn nie ma zadnej
      alergii! A odloty miewa. Co do zywienia mojego 4-latka: tez najchetniej
      jadlby slodkie i trzy rzeczy na krzyz. Ale i zdrowe niejadki tak miewaja:)
      Terapeutka mi tu podpowiedziala, jak z dzieckiem pracowac, by mu
      ROZSZERZAC diete, a nie ja OGRANICZAC. No i dzis mielismy maly-wielki
      sukces: sniadanko z jajkiem i kanapka z wedlina zniknely w calosci z
      talerza, co jeszcze tydzien temu byloby nie do pomyslenia.

      Dziwie sie temu pedowi do diagnozy.Dlaczego w Polsce wydaje sie diagnozy
      juz 2-latkom???? Sama jestem pedagogiem i wiem, ze w wieku rozwojowym
      dziecko zmienia sie jak w kalejdoskopie, strasznie trudno zaobserwowac
      cos, a coz dopiero w trakcie nawet godzinnego przebywania sam na sam z
      dzieckiem. W Holandii diagnozowane sa dopiero 6-7 -latki, i to tez nie tak
      hop siup.Dziecko poddawane jest programowi diagnostycznemu, ktory trwa
      kilka miesiecy do pol roku, maglowane jest na wszystkie strony.

      Jak to wyglada u nas? Synek wlasnie skonczyl 4 latka.W wieku 2,5 lat
      poszedl do przedszkola. Wychowawczynie zaobserwowaly cos niepokojacego w
      jego zachowaniu, pediatra opiekujaca sie dzieckiem tez przemaglowala go
      przy okazji bilansu 3-latka i wyslala na badania bardziej specjalistyczne
      z podejrzeniem zaburzen rozwojowych. Zapisalismy dziecko na te badania,
      wystaralam sie ze swojej strony o logopede, no i od stycznia tego roku
      dzialamy w kierunku. Mamy sasiadke, ktora jest terapeuta pracujacym z
      dziecmi i doroslymi z autyzmem, i to ona nam powiedziala, ze widzi jasno,
      ze zarowno synek, jak i moj maz, jak i tesciowa to autysci.Diagnoza w
      naszym wypadku nie otwiera zadnych drzwi, nie daje przywilejow, ot,
      potwierdza to, o czym juz wiemy.

      Synek od kilku tygodni uczestniczy w programie diagnostycznym, ktory z
      zalozenia ma trwac pol roku.Zajecia sa w malutkiej grupce (troje dzieci w
      tej chwili), dwie wychowawczynie. Dzieci maja robione rozne testy w formie
      zabawowej, sa obserwowane w roznych sytuacjach i przez dlugi okres czasu.
      Zajecia sa dwa razy w tygodniu po trzy godziny dziennie. Swoja droga wiem,
      ze proces akceptacji u rodzicow faktu, ze dziecko jest inne trwa wlasnie
      ok.pol roku:) Rodzice otrzymuja pomoc pedagogiczna w domu w trakcie
      trwania programu, moga tez codziennie porozmawiac z wychowawczyniami czy
      miedzy soba wymienic doswiadczenia w trakcie polgodzinnej rozmowy przy
      kawie, gdy sie dzieci przyprowadza na zajecia. Atmosfera rodzinna,
      bezpieczna. Program ma na celu nie tyle wystawienie diagnozy, co
      skierowanie dziecka do odpowiedniej szkoly czy na odpowiednia terapie.

      Jest wiele roznych osrodkow i insrtytucji zajmujacych sie malymi dziecmi,
      drogi roznych rodzicow i dzieciaczkow sa inne, Tijgertje np przeszla inna
      droge, choc panstwo to samo i problem podobny. Ja w kazdym razie jestem w
      tej chwili bardzo zadowolona z tego, co dostalismy, choc wolalabym wiecej:)
      Synek ma bardzo intensywne zajecia, reaguje na nie dobrze, widze znaczna
      poprawe, ruszyla mowa, rozwija sie socjalnie.Oczywiscie ma lepsze i gorsze
      dni. Nadal moczy sie w nocy albo robi kupe tuz przed zasnieciem w lozku,
      wiec pieluchy sa konieczne.Na szczescie jest z tych mikrusow, na ktorych
      pieluchy jeszcze w zwyklych sklepach kupic mozna:)Poprawilo sie jedzenie,
      nie ma juz walk nad talerzem. Przemeblowalismy mu pokoik, zaakceptowal
      zmiany i bardzo polubil swoje nowe lozko (sam je sobie wybral na
      internecie).Jest fanem schodow i wdrapywania sie na wszelkie slupki, wiec
      lozko ze schodkami to jest to! A jest to niezwykle funkcjonalny mebel, bo
      spanie jest na gorze, a pod spodem jest wysuwane biureczko i blok z
      glebokimi szufladami oraz dosc miejsca na materacyk, na ktorym w dzien
      moze sie zdrzemnac czy polozyc sie i wyciszyc z ksiazka czy przy muzyce.
      Zaczal bawic sie z dziecmi na placykach zabaw.Nie narzuca juz swojej
      woli,a wlasnie nasladuje dzieci, choc w grupie obserwacyjnej to on jest
      szefem i rozstawia pozostale dzieci po katach:)
      Jest inny, ale wiem, ze w zyciu sobie poradzi. Ma to po mnie, hehe.Wierze
      w to dziecko, i wiem, ze nasza wiara wlasnie jest mu potrzebna. No i ma
      brata,3 i pol roku mlodszego.Gorawka, ja rodzilam starszaka majac 36 lat,
      a maluszka majac 40, i jeszcze planujemy co najmniej jedno dziecko. Nie
      boj sie, daj synkowi rodzenstwo, poki plodna jestes:) U mnie przy obu byly
      komplikacje przy porodzie, ciaze przechodzilam jednak wspaniale i
      rodzilam naturalnie.U starszego byly brudne wody plodowe, mlodszy porod
      wywolywany oksytocyna w 38 tygodniu ciazy.Obaj sa dorodnymi, slicznymi
      dzieciaczkami. A autyzm jest w rodzinie meza dziedziczny, jak sie okazuje
      i nie ma nic wspolnego z wiekiem, w ktorym rodzilam.
      • gomado Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 11.08.10, 23:33
        O jakim robieniu wody z mozgu Ty piszesz? Skoro ktos pisze ze to
        pomoglo to widac tak jest. Ty poszlas droga jaka opisujesz, ja tez
        rehabilituje ale wlasnie dzieki tym niewiadomoczym syn moj zrobil
        najwieksze postepy.
        • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 00:19
          Andevi, mozesz cos napisac o sposobach, dzieki ktorym udalo Ci sie naklonic do
          jedzenia rzeczy wczesniej niemozliwych.
          Piszesz, ze syn nie ma alergii, ale zapewniam Cie, ze nie mozesz tego wiedziec
          na 100% (podejrzewam, ze robilas testy tylko na alergie typu I, a ich negatywny
          wynik nie wyklucza calkowicie, ze alergia moze byc). ja po moim tez bym sie nie
          spodziewala, zreszta wlasnie testy na alergie typu I tez mnie uspokoily na jakis
          czas, ale wlasnie po wprowadzeniu diety bezglutenowej i bezmlecznej synek zaczal
          nas zaskakiwac przyspieszonym rozwojem. No i paradoksalnie dzieki tym
          ograniczeniom, zaczal jesc normalniej, tzn. przekonal sie do szeregu rzeczy,
          ktorych wczesniej nie chcal tknac - diete ma teraz nieporownywalnie bardziej
          urozmaicona, wczesniej chetnie jadl tylko mleko i pieczywo wlasnie. Je duzo
          lepiej, ale ja bym chciala, zeby jeszcze mniej klopotu z tym bylo (nie chce np.
          jesc zup, a to by mi bardzo kwestie kulinarne ulatwilo), stad moje pytanie do
          Ciebie o sposoby :-).
          • niki129 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 09:54
            Dziewczyny ja apropo alergii Robilam Toskowi i skorne i z krwi NIC
            NEI WYKAZALO a on mial rany na calym ciele, chorowal 8 razy w ciagu
            roku, grozila mu astma Plakac mi sie chcialo chodzilam od lekarza do
            lekarza NIKT NEI WIEDZIAL o co chodzi. Roztocza kurz , mleko nie
            mleko wszystko na czuja odstawialam. Trafilismy do dr niezurawskiej
            i ona tylko popatrzyla na niego i mowi PROSZE PANIE WEDLUG MNIE TO
            CHOROBA DURINGA ale prosze zrobic badania w tym kierunku Noi wyszlo
            ze tak - dzieko mialo tak ksiazkowe objawy ze dziwilam sie ze przez
            3 lata nikt tego nie zauwazyl. Odstawilismy gluten, cukier, neiktore
            warzywa i jest cudownie. Od 1roku i 3 miesiecy nei brakl
            antybiotyku, mial ze 2 razy katar, skora jest gladka , jest
            cudownie. No i uwazam ze jest tez poprawa w zachowaniu, nie ma juz
            histerii, napiec, wyciszyl sie , uspokoil.
        • tijgertje Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 11:01
          gomado napisała:

          > O jakim robieniu wody z mozgu Ty piszesz?

          wiem, o czym andevi pisze, bo mam podobne odczucia. To nie to, ze
          dieta czy cos tam nie pomaga, ale robieniem ludziom wody z mozgu
          jest twierdzenie, ze AUTYZM MOZNA CALKOWICIE WYLECZYC.
          Nie mozna. Chyba, ze transplantacja mozgu. I tu chyba jest pies
          pogrzebany, bo w Holandii cala pomoc dla rodzicow i dzieci z
          autyzmem ma na celu zaakceptowanie, ze jest to przypadlosc na cale
          zycie i NAUCZENIA cala rodzine lepszego funkcjonowania, nie dawania
          zludnej nadziei ze probujac mase niesprawdzonych i nieudowodnionych
          medycznie tarapii mozna bedzie dziecko wyleczyc. Uwazam, ze im
          szybciej zaakceptuje sie autyzm w rodzinie i zacznie pracowac nad
          tym, jak wykorzystac jego mozne strony (bo takich jest troche) uczac
          cala rodzine jak radzic sobie z barierami, ktore sawia w zyciu, tym
          latwiej bedzie mozna bedzie byc szczesliwym z tym, co sie ma. Sama
          widze po sobie, ze cwiczenia pomagaja, ale nie ma tak, ze mozna w
          pewnym momencie stwierdzic, ze cos tam sie wyleczylo. Cwiczyc i byc
          swiadomym swoich mozliwosci i ograniczen trzeba byc cale zycie i
          osobiscie nie widze sensu niekonczacych sie eksperymentow na
          dziecku, ktore moze i przynosza chwilowe rezultaty, sadzie ze tylko
          swiadomosc i akceptacja tego KIM sie jest daje szanse na bycie
          szczesliwym, nie tylko podobnym do "normalnych" ludzi.
          • czarna_ida Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 15:45
            Nie jest dla mnie dziwne to ze chcemy miec zdrowe dziecko za wszelka
            cene.Tez juz slyszalam ze w Katowicach jakis lekarz, daje 100%
            wyleczenia z autyzmu wlasnie przy pomocy diety bm,bg. Mozna wierzyc
            we wszystko, tylko czy aby te restrykcyjne diety potem nie odbiją
            sie na dziecku ? Moze sie mylę..Ale czy ktoś napisał jak te diety
            czyszczą nam kieszenie ? Zaraz bede zjedzona, ze to dla zdrowia
            itd.. Ja rozumiem, tylko gybym tak stosowala wszystkie terapie, te
            diety, to nie wiem ale i 7 etatow by mi nie pomogło. Zeby utrzymac
            dziecko i rodzinę. Mam jedno dziecko, ale jak ma ktos wiecej dzieci?
            To co wtedy ? Reszta rodziny ma jesc trawę lub suchy chleb dla
            konia? Modlic sie zeby 6 w lotka trafic, lub dostać spadek z
            zagranicy? Moja doba ma tylko 24 godziny.
    • klafuti Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 16:27
      mam nadzieje,że moje dziecko teraz 8 letnie będzie mialo szczęście
      poznawać fajnych kolegów, koleżanki, bo na tym etapie rówieśnicy sa
      już baardzo ważni.Poza tym mam nadzieje,że nie zwariuje i nie poddam
      się a czasami myśle że to jednak nieuchronnie nastąpi ;)np. kiedy po
      raz 1240 odpowiadam na to samo pytanie dotyczące
      aktulanie "przerabianej" pasji..
      Z zaciekawieniem czytam jak radzicie sobie z informowaniem o
      diagnozie i edukacją szeroko pojętej rodziny i znajomych. W naszym
      przypadku od małego "wiedzieliśmy" że nasz syn delikatnie to ujmując
      jest WYJĄTKOWY :)
      Rodzina diagnoze przyjęła z niedowierzaniem, część i tak wie swoje,
      to my roddzice po prostu "żle" wychowujemy nasze dziecko. Dla
      większej części bliskich nam i tak synek pozostanie wyjątkowym
      intelektualistą...
      Chciałam zapytac o być moze delikatna sprawę ale to dla mnie ważne,
      jak radzicie sobie małżeńsko z wyznwaniem jakim jest wychowanie
      dziecka z ZA czy autyzmem - to zapewne jeszcze trudniejsze choć
      daleka jestm od genralizacji, każdy na swój sposób przecież
      doświadcza tych trudności. Czy to umacnia wasze bycie razem, czy
      rozwala waszą relacje, czy radzicie sobie z pomocą rodziny czy
      przeciwnie dźwigacie się sami ??co robicie,żeby nie dać sie
      zwariować?
      • tijgertje Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 17:19
        Duzo zalez od samych ludzi i celow, ich sytuacji i celow, jakie
        sobie stawiaja.
        Nas jest troje. Ja z ZA/HFA, syn z klasycznym autyzmem i maz NT.
        Gdybym za wszelka cene usilowala wyleczyc mlodego to z naszego
        malzenstwa pewnie dawno juz by nic nie zostalo. Maz dzieki diagnozom
        bardzo duzo zrozumial i oboje przestalismy walczyc z wiatrakami,
        wspieramy sie nawzajem i dzielimy obowiazki, kazdy robi to, co
        potrafi lepiej, rowniez w stosunku do dziecka. Dla mlodego to ja
        jestem najlepszym terapeuta, bo nikt nie zna go tak dobrze i nie
        rozumie jego sposobu myslenia. Maz bardzo to docenia i nie szczedzi
        mi komplementow, jesli np uda mi sie uspokoic rozwrzeszczanego,
        grozacego wrecz samobojstwem 6-latka. Ja potrafie w takiej sytuacji
        zachowac zimna krew i wyjasniam sytuacje nie tylko dziecku, ale i
        mezowi. Diagnoze mamy gdzies od roku i ten rok byl najlepszy w
        naszym 8-letnim malzenstwie, ale zdaje sobie sprawe, ze bardzo duzo
        zalezy od nastawienia i nasz przyklad jest chyba bardziej wyjatkiem
        niz regula. Co robimy? Nie wchodzimy sobie w droge tam, gdzie z gory
        wiadomo, ze prowazi to do konfliktu;) Np maz chocby sie gotowal
        widzac sterte papierzyskow na stole nie ruszy moich papierow;) Moja
        wlasnosc jest swieta i nikt nie ma prawa mi niczego "posprzatac", co
        maz zrozumial i powstrzymuje sie mimo najlepszych checi, ale latwo z
        tymi moimi "zasadami" nie ma. kazde z nas oprocz malzenstwa i
        dziecka ma tez wlasne hobby. On samoloty wojskowe, ich zdjecia i
        podroze fotograficzne, na ktore ja nie krece nosem i w zyciu nie
        powiem glosno co o nich mysle, ja muzyke, instrumenty, orkiestre,
        decpuage czy szydelko, na co maz nawet okiem nie mrugnie, jak na
        wakacjach kupuje sterte nowych papierow, ktorych i tak pewnie
        miesiacami nie rusze;) Wspieramy sie tam, gdzie zdwojone sily sa
        potrzebne, ale zostawiamy sobie troche miejsca na swoje wlasne
        sprawy. Tacie tylko troche zal, ze mlody samolotami nie
        zainteresowany i chetniej pojdzie ze mna do teatru niz z nim na
        wycieczke samochodowa;) Podzial obowiazkow zarowno w domu jak i przy
        dziecku pozwala nam odsapnac. Mysle, ze jest to bardzo wazne, ale
        niczego nie da sie osiagnac, jesli obie strony nie sa zaangazowane i
        w pelni otwarte na partnera. My musimy sie wspierac. Ja jestem
        finansowo zalezna od meza, on beze mnie nie poradzilby sobie z
        mlodym. Rodziny nie mamy zadnej w okolicy, a ta daleko tylko nam
        rzuca klody pod nogi. Nasza najwieksza sila jest chyba umiejetnosc
        cieszenia sie z drobiazgow i syn jest dla nas wspanialym, wyjatkowym
        chlopcem, nie autystycznym przypadkiem. Znamy jego ograniczenia i
        dzieki temu tylko bardziej cieszymy sie z drobiazgow, starajac sie
        zapewnic mlodemu szczesliwe dziecinstwo.
        • klafuti Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 20:28
          bardzo dojrzale to macie poukładane,poorganizowane.z całego serca
          wyrazy zazdrości ;) ide trenować na moich Panach ;)
          • czarna_ida Re: klafuti 12.08.10, 22:43
            nie radze sobie ot tak po ludzku. Po prostu.
        • 3-mamuska Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 12.08.10, 20:30
          Nie mam, bo nie chce miec, na tym etapie kocham innosc mojego synka.
          Wiem ze kiedys moze to sie zmienic,ale tylko jesli "stan synka sie
          bardzo pogorszy" chodz nie sadze zeby sie zmienilo to ze bardzo go
          kochamy ze to ze jest inny zaakceptowalismy, bezgranicznie.
          Mam nadzieje ze dla niego nauczy sie funkconowac, zeby mogl zyc wmiare
          normalnie i wierze w to bo synek jest madrym kochanym i usmiechnietym
          dzieckiem.Jego czasem ciezsze zachwania nie sa bardziej meczace niz
          fochy naszej starszej corki,bo ona czasem daje nam bardziej popalic.
    • malgosia403 Re: Macie czasami przebłyski nadziei ...? 13.08.10, 10:44
      Zero nadziei-już za pózno na jakąkolwiek nadzieje.Dojrzewanie i dodatkowe
      choroby spowodowały koniec nadziei,całkowity regres i sprawa beznadziejna.
      • klafuti Re: do małgosi 13.08.10, 16:46
        małgosiu,może to nie na miejscu, ale czy Ty, nie dziecko masz jakieś
        wsparcie psychiczne? smutny Twój post i choć nie znam i nie
        smiałabym oceniać twojej sytuacji to może niezależnie od trudności
        jakie teraz przeżywasz można Cię jakoś "pocieszyć" internetowo?
        trzymam kciuki,że Wasza sytuacja przejściowa i zacznie się polepszać
        • malgosia403 Re: do małgosi 13.08.10, 17:02
          Kochana jesteś :-))),ale zrobiłam się już taka znerwicowana i słaba, a denerwuje
          mnie to,bo wiem,że muszę sobie jakoś radzić.Łukasz skończył liceum,a dalsza
          nauka nie wchodzi w rachubę-za bardzo jest chory.Całe dnie spędzamy w domu,syn
          boi się wychodzić.Starałam się o jakiegoś asystenta lub wolontariusza dla
          niego,czekam na odpowiedz,lecz wydaje mi się,że nic z tego nie będzie.W MOPS-ie
          powiedziała mi babka,że na dzień dzisiejszy(było to z 2,3 miesiące temu),nikogo
          odpowiedniego dla syna nie mają....a mi się marzy jakiś młody,wesoły
          człowiek,który by mógł poświęcić dla syna trochę czasu-oczywiście ktoś
          odpowiedni,który może chociaż trochę wyciągnąłby mojego ,,małego'' z tego
          marazmu :-(((.Ja przyznam się szczerze, też mogłabym skorzystać-no opadłam z
          sił,w końcu 19-sto latek nie potrzebuje ,,mamuśki'' bez przerwy....Kurde,tak
          tęsknie za przeszłością-wszystko było dużo łatwiejsze :-((((.
          • 3-mamuska Re: do małgosi 13.08.10, 17:31
            Hej ,tak pomyslalam sobie,ze moze w jakims hospicjum (przeprasza z gory za ta
            sugestje) ,mogalbys znalesc kontakt do osob mlodych chcacych pomagac.
            Chodzi o to ze tam tez mlodziesz pomaga i latwiej znalesc kontakty,lub jakis
            ksiadz czy siostra zakonna.
            Bo babka z urzedu nie ma w papierkach i juz ,a tam czesto sa ludzie ktorzy sa
            chcetni i moga cie skontaktowac z jakimis osobami,ktore beda wstanie pomoc.I
            dojrzali do tego zeby pomagac,a tak na ulicy ciezko kogos spotkac.
            Moze tez jakies fundacje.
            Nie gniewaj sie na mnie ,poprostu wpadl mi do glowy taki pomysl z tym
            odwiedzaniem w domu.
            Jesli zrobilam ci przykros to opieprz mnie konkretnie nie krepuj sie .
            Pozdrawiam.
            • malgosia403 Re: do małgosi 13.08.10, 17:58
              :-)))),no co Ty! A za co ja mam opieprzać,hehehe.Dzięki za każdy pomysł.Może jak
              zorganizuje kiedyś jakiś wolny czas i jak skończą się wakacje, to pochodzę
              trochę w takie miejsca-masz rację...a może dadzą mi jakiś namiar :-)))
              • klafuti Re: do małgosi 13.08.10, 18:24
                małgo pomyśl o sobie przede wszystkim, musisz mieć siłe działać!
                Twój syn skończył liceum czy jest jakaś szansa na prace? dalsza
                nauke? nie wierze,że jesteście pozostawieni sami sobie.
                znalezienie osoby dla dorosłego ZA nie mam pojęcia jak to
                zorganizować, ale może wśród jakiś fundacji, organizacji ( mam na
                mysli wolontariat) sama o tym myslałam nie wiem czy inne dziewczyny
                mają z tym doświadcznie, trzeba rozeznać, założe wątek...
                • andevi Re: do małgosi 13.08.10, 22:40
                  Pozwole sobie sie wtracic. Jestem ZONA osoby zaburzonej, nie tylko MATKA
                  diagnozowanego obecnie 4-latka. Pisalam o synku, nie pisalam o mezu... A i jego
                  innosc musze zaakceptowac, i z nim musze sie nauczyc zyc. Patrze na moja
                  tesciowa i meza, na ich relacje. Kobieta nie tylko autystyczna, ale i
                  uposledzona umyslowo.Wychowala jak umiala, a ze nie umiala, to i efekty sa. Moj
                  maz nigdy nie byl zdiagnozowany, nigdy nie chodzil na zadne terapie, zadnych
                  diet nie robil, no chyba jedna: cola + chipsy + fastfood + slodycze bez
                  ograniczen. W wieku 10 lat mial powazna nadwage, wtedy lekarz wymusil diete i
                  dziecko MUSIALO jesc pomidory m.in.. Jest nieprzecietnie inteligentny, i tym
                  nadrabia.Zrobil doktorat z ekonomii, ale w zawodzie nie jest w stanie pracowac
                  wlasnie ze wzgledu na braki w dziedzinie kontaktow spolecznych i komunikacji.
                  Gdy ich poznalam, maz przypominal warzywko. Calkowicie uzalezniony emocjonalnie
                  i finansowo od rodzicow (facet mial wtedy 30 lat!), trzy lata na bezrobociu, bo
                  tatus mu wpieral, ze on ze swoim wyksztalceniem do czarnej roboty sie nie
                  nadaje, a on po prostu przy kazdej rozmowie kwalifikacyjnej odpadal z powodu
                  nieumiejetnosci pracy w zespole. Ambicja rodzicow i nieumiejetnosc pogodzenia
                  sie z faktem,ze ich syn jest zaburzony, wyrzadzila mu wielka krzywde.

                  Maz odzyl dopiero po smierci tescia. Sytuacja sie zmienila. Zaciagnelam go na
                  terapie, wprowadzilam do wspolnoty w kosciele, gdzie ktos z zewnatrz mu pokazal
                  inny model rodziny, ale latami to trwalo, nim do meza dotarlo, ze mozna zyc
                  inaczej. Pobralismy sie,zmobilizowalam go, by szukal pracy.Znalazl bardzo
                  szybko.Co prawda nie dyrektorskie stanowisko w Shell, ale zaczal
                  pracowac.Fizycznie. Mial staly rytm, pojawily sie struktury. Zaczal wierzyc w
                  siebie, ze cos potrafi w zyciu osiagnac.Mial zone, ktora w niego wierzyla i
                  wspierala, urodzil mu sie syn, zaczal zarabiac wlasne pieniadze i odkladac, mial
                  nawet jakies przyjaznie w pracy. Po kolejnym roku dostalismy wlasne mieszkanie.
                  W miedzyczasie byla jeszcze walka na noze z mamuska, ale na dzis sytuacja
                  wyglada o niebo lepiej. Dystans, samodzielnosc i finansowa, i emocjonalna, meza
                  jakos juz nie ciagnie do tego, by sie mamusce spowiadac.Zrobilismy razem kilka
                  terapii rodzinnych, mamy niewielu co prawda, ale oddanych i szczerych
                  przyjaciol, ktorzy wspierali, no i chyba to, ze dobralismy sie jak w korcu maku.
                  On akceptuje mnie jaka jestem, (a latwa nie jestem!), ja akceptuje jego, choc
                  lubie czasami pozrzedzic tak po kobiecemu:)Mamy podobny uklad jak u Tijgertje:
                  maz pracuje i zarabia, ja wychowuje dzieci, woze na zajecia i robie wszystko w
                  temacie terapii. Zgrany z nas zespol.
                  • malgosia403 Re: do małgosi 13.08.10, 22:49
                    :-)))),kochana,podajmy sobie rękę-ojciec Łukasza też jest Aspi-oczywiście bez
                    diagnozy...kto dawniej w to się bawił....
                  • gorawka Do Andevi 13.08.10, 22:58
                    Andevi, jesteś fantastycznym człowiekiem - nie mam słów...
                  • gepardzica_z_mlodymi mąż Aspi 14.08.10, 09:51
                    Silna Andevi jesteś!
                    Ja świadomie nie weszłabym w 'problem'. W życiu mi do głowy nie
                    przyszło, że mój przyszły małżonek jest z innej planety. Fakt,
                    piekielnie inteligentny i z dużą wiedzą był ale też, gdy go poznałam
                    miał grono oddanych przyjaciół, zajmował kierownicze stanowiska,
                    przez pierwsze lata lubił podróżówać ze mną.
                    Wszystko się zmieniło, gdy zmienił pracę, przeprowadzilismy się do
                    innego miasta i urodziło się dziecko. Nastąpiły trudności z
                    przystosowaniem się. Oczywiście, co się dzieje zorientowałam się
                    dopiero, gdy u drugiego syna zaczęłam w trzecim roku życia
                    podejrzewać zaburzenia ze spektrum. Wtedy olśniło mnie też co do
                    teściowej - kobiety wybitnie inteligentnej ale zgorzkniałej,
                    pesymistycznej i mało komunikatywnej. Zaczęłam myśleć o rozstaniu,
                    bo np. podczas tygodniowej delegacji potrafił ani razu się do mnie
                    nie odezwać. A ja pragnęłam związku z wymianą emocjonalną, żeby
                    czasem na czyimś ramieniu się wypłakać, czy oprzeć. A tu napotykałam
                    niezrozumienie "Ale o co chodzi?". No, diagnoza synka dała i mnie, i
                    mężowi większy wgląd w problemy a przede wszystkim pokazała, że to
                    nie zła wola ale ślepota emocjonalna - uczymy sie teraz z tym żyć.
                    Chociaż czasem nadal mam ochotę uciec, do rycerza na buałym koniu;P
                    • jan.kran Re: mąż Aspi 14.08.10, 14:41
                      Andevi opisałaś mojego exa... Tylko u mnie to byla wielka miłość
                      a potem wieloletnie piekło zakończone szczęśliwym rozwodem osiem lat temu.
                      Córka NT przypłaciła zaburzenie tatusia chorobą, kończy czwarty rok
                      psychoterapii , trzy lata 3 x wtygodniu , ostatni rok 2 x i bierze od kilku lat
                      leki.
                      Ma stany depresyjne i lękowe ale jest lepiej.
                      Natomiast nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło bo mój syn ma o wiele
                      lepszy start niż ojciec i wiem jak Go wychowac żeby w miarę ok funkcjonował.
                  • klafuti Re: do andevi 14.08.10, 15:59
                    andevi dzieki ze otworzyłaś sie ze swoja historia.jeżeli udało sie
                    Wam stworzyć zgrany zespół to naprawde mozńa Tobie/wam pogratulować,
                    bo lekko to nie mieliście.Jakie to ważne i jakie trudne
                    jednocześnie,żeby umiec w zdrowy sposób odciąć sie od uwikłania
                    emocjonalnego z domem rodzinnym kiedy zakładamy własną rodzinę.
                    kurcze skąd taka determinacja w Tobie? naprawde kobietom powinni
                    pomniki stawiać! a dla Ciebie order z ziemniaka przynajmniej:)( to
                    taki mój żart zawsze tak mówie w sytuacjach kiedy ktoś mi bliski
                    zrobi coś ważnego, przełamie się, odblokuje itp.).HIstoria Twojego
                    mąż jest bardzo przejmująca ( jego dzieciństwo, relacja z
                    Matką, "cudowni" lekarze),jak to się stało,że udało mu się zrobić
                    doktorat? dlaczego nie został na uczelni aż mi się cisną na usta
                    takie pytania.przepraszam za ciekawość, ale własnie dla ZA często
                    jedyną ścieżka jest kariera naukowa, praca badawcza, pisanie
                    artykułów jakieś badania itp. napisz coś wiecej jak teraz zawodowo
                    sobie radzi czy wykształcenie mu pomaga w zdobyciu pracy? jakie są
                    twoje refleksje?
                    • andevi Re: do andevi 15.08.10, 23:50
                      Moj maz jako dziecko byl badany pod katem zaburzen ze spektrum, ale diagnozy nie
                      postawiono. Zostawiono sprawe otwarta, podejrzewam.Od tesciowej sie nie dowiem,
                      jak to bylo, maz sam nie pamieta, bo byl malutki, a tesc, ktory zapewne
                      najwiecej mialby tu do powiedzenia, juz nie zyje.Znalam go tylko pol
                      roku.Podejrzewalam, ze z moim chlopakiem jest cos nie tak, probowalam jego ojca
                      wypytac, ale zaprzeczal jakoby syn byl Inny .Poza tym bariera jezykowa, ja
                      pytalam po angielsku, tesc odpowiadal po holendersku, a mezus tlumaczyc
                      bynajmniej nie chcial.
                      Z jakichs strzepkow rozmow, niedopowiedzen, no i wlasnej obserwacji
                      wnioskowalam, ze czlowiek ma problemy, ale uwazalam, ze to wina wychowania
                      przede wszystkim.Nigdy w zyciu nie podejrzewalam, ze maz moze byc autystyczny.
                      Tesciowa predzej podejrzewalam o debilizm niz o spektrum. Tak wiec wchodzac w
                      malzenstwo nie bylam swiadoma z czym mam do czynienia, maz rowniez nie.Dopiero
                      przy okazji diagnozowania naszego starszaka wyszlo szydlo z worka. Maz jednak
                      nie chce sie przebadac i nie uznaje tego, ze jest Obcy. Dobrze mu z drugiej
                      strony z tym, jaki jest, wiec nie ma co grzebac. Ma odpaly jednak, no i moja w
                      tym glowa i zmartwienie, jak sobie z nim radzic.Malucha moge jeszcze wziac za
                      chabety i wyniesc do innego pokoju, by sie uspokoil, no ale z chlopem 100kg
                      zywej wagi juz raczej nie poradze...
                      Rozpoznaje w nim to samo, co w synku, te same reakcje, ataki paniki i przymus
                      wykonania czynnosci do konca. Kupno butow czy spodni, przymierzenie tego w
                      sklepie powoduje, ze malo nie zemdleje ze strachu.Chodzi w jednych portkach caly
                      rok, az do zdarcia, i nie daj Boze ich wyprac, bo sie wscieka, ze mu nie wyschna
                      i na jutro miec nie bedzie.Kupilam mu wiec dwie inne pary w tym samym rozmiarze,
                      na zmiane. Nie, nie nalozy ich, bo... nie leza wygodnie! Bielizne musi miec
                      wciaz taka sama, ten sam kolor, podobnie z recznikami.Nie zalozy za Chiny
                      koszuli z dlugim rekawem czy swetra z wloczki, bo go gryzie. Ubiera sie
                      nieadekwatnie do pogody.Zawsze musi miec ze soba kurtke, chocby nie wiem jaki
                      upal byl na dworze. Czy lato czy zima chodzi w tych samych pantoflach, do
                      zdarcia. Jako ze ma bardzo szeroka stope, kupuje buty o trzy numery za duze,
                      wiec czlapie jak Chaplin. To takie codzienne dziwactwa. Sztuccow nie umie
                      trzymac, nie posluguje sie nozem.W domu rodzinnym wogole nie jadalo sie przy
                      stole, tylko na kanapie, nad gazeta, trzymajac talerz w powietrzu albo na
                      brzuchu, w pozycji pollezacej. Do dzis maz nie moze zrozumiec, ze wspolny
                      posilek to rowniez sytuacja socjalna, i ze mi na tym zalezy, by jesc razem i
                      przy stole. Zawsze ma problemy z gazami, bo lyka jak kaczka, obiad pochlania w 5
                      minut, bo mu szkoda marnowac czasu na tak prozaiczna czynnosc jak napelnienie
                      zoladka.
                      Mamuska gotowala zawsze mamalygi z jednego gara, a jesli byl to obiad typu
                      ziemniaki, warzywa i mieso, to kroila mu miesko drobniutko i mieszala wszystko
                      na papke, fuuuuuj! Bardzo czesto jedzono tam palcami, np frytki, skrzydelka,
                      jakies snacki frytowane.

                      Maz ma umysl scisly, jest bardzo dobrym strategiem.Ambicjajego ojca bylo, by
                      mial najlepsze stopnie,maz zarabial w ten sposob na uwage i milosc ojca. Nauka
                      szla mu latwo. Skonczyl wiec studia, a nawet robil dwa fakultety. Potem jednak
                      tuz po studiach, gdy dostal prace w renomowanej firmie, zaczely wychodzic braki
                      w sferze socjalnej. Do tego jeszcze szef go oszukal na wysokosc miesiecznych
                      poborow, tatus zalozyl sprawe w sadzie, i tak sie synek pare lat procesowal i
                      nakrecal, nie szukajac innej pracy, albo udajac, ze szuka. Powiedzialam o tym
                      tesciowi, ze niepokoi mnie to, ze ich syn calymi dniami, a raczej nocami siedzi
                      na komputerze, ze jest to uzaleznienie.Tesc zaprzeczyl mowiac, ze przeciez on
                      musi pracy szukac, ze pisze podania i wysyla przez internet. Klitus bajdus.Maz
                      mial na drzwiach swojego pokoju lancuszek, zamykal sie od srodka i albo gral w
                      gry strategiczne, albo siedzial na datingsites, albo ogladal porno. Wychodzil ze
                      swojej jaskini tylko po to,by wziac sobie cos z maminej mamalygi (jadl tez przed
                      komputerem).
                      Dlaczego nie zostal na uczelni? Tez nie wiem.Mowi, ze nigdy nie umialby
                      poprowadzic klasy czy wykladu, ze nie nadaje sie do pracy nauczycielskiej.A ja
                      mysle, ze tesciowi chodzilo o wielka kase, ktora synus mialby zarabiac jako
                      dyrektor przedsiebiorstwa, a wiec mial byc dyrektorem, a nie
                      gryzipiorkiem.Podobnie negowal talenty corki.Dziewczyna jest naturalnym talentem
                      plastycznym, ale miala byc w zamyslach tatusia pielegniarka. Zrezygnowala ze
                      szkoly pielegniarskiej po pierwszej probie zrobienia zastrzyku... No i zawsze
                      darla koty z ojcem.
                      Moje refleksje? Ksztalcic przede wszystkim rodzicow, zanim sie zacznie
                      terapeutyzowac dziecko. Bo o tylek potluc wysilki terapeuty, gdy rodzice
                      zaprzeczaja, albo nie daj Boze niszcza to, co na terapii sie osiagnelo.
                      • szalicja Re: do andevi 16.08.10, 10:12
                        Oj matko. Wystarczy wyjechać na urlop i nie bywać tu przez dwa tygodnie a tu
                        takie wątki tasiemce się tworzą. Co do mnie:
                        żyję nadzieją i wiarą w młodego. Chwytam się jak lwica pazurami KAŻDEJ
                        pozytywnej opinii, KAŻDEGO nowego pomysłu co do tego, co naprawdę jest młodemu.
                        Ostatnio był pomysł na ADHD z cechami, ktoś nawet rzucił cechy aspergera, choć
                        to mi akurat nie pasuje. Nadzieja daje mi siłę aby rano wstać z łóżka. Wiara w
                        to, że za pół roku, za rok czy za dwa znów będzie trochę łatwiej, że coś się
                        zmieni na plus, że z czasem będzie mniej terapii a więcej czasu i pieniędzy na
                        atrakcje. Tym żyję. Nawet, jeśli to naiwne, głupie (ktoś pomyśli) bo może
                        powinnam stać twardo na ziemi, to wolę tak tym bardziej, że rokowania są dobre.
                        Obok tego walczę za zaburzeniami, czyli wierzę, że będzie ok ale nic nie
                        pozostawiam własnemu biegowi. Nie daję się zwariować na najnowsze metody,
                        terapie i inne cuda wianki, ale próbuję co i raz czegoś.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka