Dodaj do ulubionych

Problem moralny

18.02.11, 23:48
Nie wiem, jak powinnam się zachować.
Syn mojej koleżanki i jednocześnie mój chrześniak (co jest ważne, bo czuję się za niego w jakimś sensie odpowiedzialna mimo, że to nie moja rodzina) wykazuje cechy związane ze spektrum autyzmu. Moja koleżanka jest pedagogiem (po pedagogice specjalnej) pracującym w klasie integracyjnej jako nauczyciel wspomagający. Niepokojące zachowania chłopca obserwowałam od samego początku: uwielbiał oglądać reklamy telewizyjne (właściwie tylko przy nich się uspokajał) i tracił zainteresowanie telewizorem kiedy się kończyły, do 18 miesiąca życia nie chodził, do czwartego roku życia nie mówił poza pojedyńczymi słowami, w wieku 2,5 lat nie potrafił zakomunikować rodzicom, że chce mu się pić, jeść itp., do 3,5 roku życia nosił pieluchy, na spacerach uciekał przed siebie nie ogladając się za rodzicami, nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, chował się w łazience i siedział tam przy zgaszonym świetle itd.
Rozmawiałam kilkakrotnie z koleżanką o swoich podejrzeniach (naprowadzałam ją na ZA) i nalegałam, aby udała się z synem do specjalisty. Bez rezultatu. Moje wątpliwości zbywała uśmieszkiem i zapewnieniami, że pracuje z synem indywidualnie.

Miałam nadzieję, że jak mały pójdzie do przedszkola to ktoś powie jej wprost o problemach syna. Ale chłopiec poszedł do 4-latków (do 3-latków się nie dostał i rok przesiedział w domuł) i nikt nie zwrócił mojej koleżance uwagi na jego zachowanie mimo, że na początku był agresywny wobec dzieci i koleżanka miała z tego powodu nieprzyjemności ze strony innych rodziców.
Zaczęłam podejrzewać, że to ja się pomyliłam w swoich spostrzeżeniach, a gdy zauważyłam
dziwne fobie mojego dziecka, pomyślałam, że to za karę, bo innym wmawiam ZA.
Odpuściłam.
Aż tu dzisiaj słyszę od wychowawczyni mojej córki (przy okazji omawiania problemów z zachowaniem małej) - chodzącej do tego samego przedszkola co chrześniak, że ona pracowała z tym chłopcem w grupie i według niej on "przejawia ewidentne cechy autyzmu".

No i co ja powinnam z tym zrobić? Żal mi chrześniaka, ale koleżanka ma chyba syndrom wyparcia, bo jak inaczej można wytłumaczyć zaniedbania z jej strony? Od razu zaznaczam, ze syna (razem z jego o rok młodszym bratem) oddaje na cały dzień do przedszkola tj. od 8.00 do 17.30. i jestem prawie pewna, że nie "pracuje" z nim w domu, bo postępów nie widać żadnych, a wręcz przeciwnie - młody odstaje coraz bardziej od rówieśników i nawet jego młodszy brat kręci nim na wszystkie strony.

Raczej nie przyznam się, co usłyszałam od przedszkolanki, bo koleżanka gotowa zrobić awanturę w przedszkolu o to, że nauczycielka rozmawiała o jej dziecku z obcą osobą.

Wałkować z nią temat, czy się nie wtrącać, bo to ostatecznie nie moje dziecko i nie moja sprawa?
Jestem ciekawa Waszych opinii, bo nie ma to jak spojrzenie z dystansu na sprawę, a ja niestety jestem emocjonalnie w nią zaangażowana.




Obserwuj wątek
    • stacha5 Re: Problem moralny 19.02.11, 02:07
      Jeżeli nie wiesz jak się zachować,na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie (to cytat:-))
      Ja bym porozmawiała z tatą lub babcią.A następnie odpuściła.Szkoda mi tego chłopczyka.
    • marika012 Re: Problem moralny 19.02.11, 09:37
      Koleżanka wie, że masz problem ze swoją córeczką?
      Ja bym powiedziała coś w stylu "Wiesz, myślałam że jestem jakaś przewrażliwiona, wszędzie widziałam autyzm, u Twojego syna u mojej córki". Dla świętego spokoju poszłam do psychologa/specjalisty/pani z przedszkola i okazało się że inni też widzą u mojej małej niepokojące zachowania. Będę ją diagnozować bo wiadomo im wcześniej dziecko otrzyma pomoc, tym większe szanse na prawidłowy rozwój". I nic bym już o synku koleżanki nie wspominała. Wyłącznie o swojej córce. Co zaniepokoiło SPECJALISTÓW, gdzie idziesz na diagnozę, jak ją wspomagasz.
      Może też podsuń książkę:
      www.konferencje-logopedyczne.pl/2,13,1,Sklep.htm
      ale też na zasadzie, przeczytałam i patrz moja córka to i to robi a tego i tego nie robi a powinna już dawno w tym wieku.
      I cały czas o swojej córce.
      Sądzę, że po takim "praniu mózgu" ;) koleżanka wkrótce dojrzeje, żeby porozmawiać o swoim synku.
    • mruwa9 off topic 19.02.11, 09:56
      zachowanie nauczycielki, omawiajacej problemy ucznia z innym rodzicem uwazam za karygodne. Takie zachowanie powinno grozic surowymi konsekwencjami dyscyplinarnymi. Bez litosci.
      • izzzzy Re: off topic 24.02.11, 13:51
        Generalnie masz rację. Ale to była trochę inna sytuacja.
        po pierwsze: to ja zainicjowałam rozmowę z nauczycielką poza terenem przedszkola (zaczepiłam ją na ulicy jak wychodziła z pracy);
        po drugie: tematem rozmowy była moja córka;
        po trzecie: w czasie rozmowy wyraziłam swój żal z powodu biernej postawy pedagogów i odgórnych zakazów w tym przedszkolu informaowania rodziców o problemach ich dzieci.
        po czwarte: to ja napomknęłam o moim chrześniaku, sama zaznaczyłam, że także uczęszcza do tego przedszkola, a potem sama (niepytana przez nauczycielkę) powiedziałam, o kogo konkretnie chodzi.

        A nauczycielka tylko potwierdziła moje obawy. Zupełnie spontanicznie i bez wgryzania się w temat. Gdyby powiedziała, że nie może ze mną o tym rozmawiać, po tym jak jej zarzuciłam, że nie zwróciła mojej uwagi na niepokojące zachowanie córki, tobym ją chyba zabiła wzrokiem...
        Oczywiście obie na koniec uzgodniłyśmy, że ta rozmowa zostanie tylko między nami.
    • myszewa Re: Problem moralny 19.02.11, 11:41
      Koniecznie porozmawiaj szczerze, dzięki takiej szczerej rozmowie zaczęłam dostrzegać niepokojące zachowania mojego synka.
      • calosciowezaburzeniarozwojowe Re: Problem moralny 19.02.11, 13:54
        Myszewa, jak rozumiesz tutaj szczera rozmowe?
        Podpinam sie pod watek, bo mam bardzo podobna sytuacje w rodzinie i tez dylemat, jak to rozwiazac. Zachety typu "a moze warto byloby pokazac dziecko specjalistom?" podczas omawiania deficytow dziecka , nie wzbudzily na razie motywacji rodzicow, a zmian na lepsze tez nie widac.
        • 3-mamuska Re: Problem moralny 19.02.11, 16:26
          Moze to dziwne,ale ja bym powiedziala tak.
          sluchaj nie chce zebys sie denerwowala ani byla na mnie zla,ale widze cos niepokojacego,i tu wymienic wszysko co widzisz.Powiedzialabym ze rozmawiam z toba tylko raz i nie chce zebys pomyslala, ze chce cie krytykowac jako matke ,ale widze poprostu z boku to co sie dzieje.A mama jest przyzwyczajona do zachowan dziecka ,i czasem wydaja sie ze poprostu ono/dziecko takie jest ,ze ma taki charakter itp.
          Normalnie bez pouczania,zrob to czy tamto.Ale jesli chcesz to moge ci podpowiedziec gdzie pojsc,albo bam ci namiar na forum i poczytaj tam,moze obce dziewczyny ci doradza.
          Wiedz ze jestem sklonna ci pomoc, jesli tylko bedziesz chciala,ale nigdy nie powiem ze mialam racje i a nie mowilam.
          Mniej wiecej cos w tym stylu.

          calosciowezaburzeniarozwojowe napisała:Zachety typu "a moze warto byloby pokazac dziecko specjalis
          > tom?" podczas omawiania deficytow dziecka , nie wzbudzily na razie motywacji ro
          > dzicow, a zmian na lepsze tez nie widac.
          A i mowic specjalisci,to rodzina moze odebrac ,ze dziecko jest glupie, niedoroziniete,i przyjmowac to personalnie,ze sa zlymi rodzicami .

          Pamietam jak pani logopeda wypytywala o mojego synka,i pytala o typowe objawy autyzmu (wiedzialm bo juz wczesniej o tym czytalam ,bo kolezanki syn ma autyzm i dowiedzilam sie o tym jakies 2-3 tygodnie wczesniej) to przyszlam do domu i do meza mowi ,ze tak glupia baba widzi u naszego synka autyzm,nie powiedziala tego wprost, ale pytala o to i tamto,idiotka jedna wmawia cos dziecku;
          to bylo w lutym 2 miesiace po jego 2 urodzinach,a juz w lipcu sami bylismy w osrodku diagnostycznym.Poprostu chodzac na grupy dla dzieci ,dotarlo do mnie ze synek jest inny.
        • myszewa Re: Problem moralny 19.02.11, 16:39
          Pewnie wszystko zależy od relacji jakie mamy z rodzicami dziecka... Mi uwagę na niepokojące zachowania dziecka zwróciła osoba, którą znam słabo i widujemy się rzadko, osoby "bliskie" nic nigdy nie mówiły (a przynajmniej nie wprost) a potem, po diagnozie nagle okazało się, że wszyscy coś tam niepokojącego widzieli. A może jestem zbyt mało domyślna i sugestie typu "moje w tym wieku już mówiły", albo "wnuczek sąsiadki jest w tym samym wieku i robi już to i to" - to ulubiony tekst mojej mamy, którym raczy mnie nawet teraz przy prawie każdej wizycie. Tymczasem jedna osoba powiedziała mi wprost "wiesz to że on w wieku 2 lat nie mówi to nie jest aż taki problem, moi też zaczeli w wieku 2,5, ale to, że on nie zwraca uwagi na innych ludzi, nie interesuje się dziećmi, biega na paluszkach...itd jest niepokojące i może warto by to skonsultować z psychologiem" - prosto i na temat. Bo ja naprawdę pewnych rzeczy nie dostrzegałam - ze mną kontakt wzrokowy był (i jest) super, tłumaczyłam sobie, że się wstydzi, że zmęczony, że nie ma kontaktu z dziećmi i dlatego się nimi nie interesuje i dopiero jak ktoś mi powiedział wprost, że zachowanie mojego dziecka odbiega od nawet szeroko pojętej normy dało mi to do myślenia. Oczywiście najpierw byłam oburzona, ale dziś jestem dozgonnie wdzięczna tej osobie. A na osoby, które "coś podejrzewały" ale nigdy słowem nic nie pisnęły byłam wściekła jeszcze długi czas. Ja wiem, że tu sytuacja może być ciut inna, bo piszecie, że rozmowy były, jeśli jasno i wyraźnie było powiedziane, że zachowanie dziecka jest niepokojące, a rodzice nie widzą problemu, to nic więcej zrobić nie można. Ale mówić zawsze trzeba, takie jest moje zdanie.
          • aga_sama Re: Problem moralny 19.02.11, 17:02
            Hmmm ja w relacjach społecznych jestem słaba.
            Do tego sytuację komplikuje fakt, że koleżanka izzzy jest pedagogiem specjalnym, pracuje w szkole integracyjnej i pewnie jakoś tam uważa się za specjalistę. Jakakolwiek wzmianka może sprawić, że poczuje się dotknięta matka, a dodatkowo odbierze to jako podważanie jej kompetencji zawodowych.
            Jak nie wiesz jak powiedzieć - mów prawdę.
            Ja bym powiedziała, że zauważyłam u swojej córki dziwne, niepokojące zachowania, porozmawiałam z przedszkolanką i ona też widzi. Powiedziałabym, że na wiele spraw przymykałam oczy, nie chciałam ich widzieć, ale cieszę się, że sama dojrzałam do zrobienia diagnozy. Zapytałabym koleżankę też o jej fachową opinię.
            Taki wstęp, sprowokowanie do rozmowy o zachowaniach autystycznych pomoże przejść od zachowań twojej córki do jej syna.
            A dopiero na końcu poinformowałabym, że zachowanie jej dziecka też jest dla mnie niepokojące i zachęciłabym do rozmowy z wychowawczynią.
          • renita1 Re: Problem moralny 19.02.11, 17:13
            Długo gryzłam się z myślami jak postąpić ze słabo znajomą sąsiadką, której dziecko dziwnie się zachowywało/zachowuje. Dziecko, wtedy 3,5 - 4 latek, bało się innych dzieci, od mamy oddalało się może na metr góra dwa, nie biegało, nie chodziło na plac zabaw, dziwnie chodziło, jakoś tak kołysząco i do tego jak się zamyśliło wykonywało dziwne, powtarzające się ruchy rękami, coś w rodzaju młynka. Raz tylko widziałam sąsiadke wieczorem na placu zabaw i zdziwiło mnie jak ona huśta syna - dosłownie jakby miał pół roczku a nie prawie 4. Delikatnie, niewysoko... Wywnioskowałam stąd, że on po prostu boi się wyższego huśtania. Ponieważ akurat chodziłam z moimi chłopakami na wczesne wspomaganie ( wada wzroku) więc stwierdziłam że podsunę jej ten pomysł. najpierw nic nie mówiłam , że widzę coś niepokojącego, mówiłam tylko o moim Kacperku, jakie widzę u niego postępy. Zero reakcji od strony mamy. W końcu, na jednym z kursów, zapytałam pani psycholog jak powinnam postąpić: czy odpuścić, czy powiedzieć całą prawdę. Doradziła żeby powiedzieć mamie co widzę ostrzegając jednak, że ta pani może się ode mnie odwrócić, więc miałam się dobrze zastanowić. Co tam, pomyślałam, w sumie to nie jest moja koleżanka, więc nic nie tracę, a ten chłopczyk może dużo zyskać jak mama się obudzi. Więc przy spotkaniu, najdelikatniej jak umiałam , wywaliłam kawę na ławę. Jak wspomniałam jej o dziwnym chodzeniu synka, to ta stwierdziła, że : to po dziadku, jego dziadek też się tak kiwa" ! Po prostu załamka. Próbowałam ją nakierować na specjalistów, nawet zaproponowałam jej , że ją zawiozę przy okazji jak będę jechać ze swoimi dziećmi ( chyba sytuacja materialna tam nie jest zaciekawa). Przy okazji dowiedziałam się, że niby na bilansie 4latka wyszło wszystko ok - ciekawe co za szarlatan go robił. W końcu skończyło sie na tym, że ona się zastanowi, a na dzień dzisiejszy jak mnie widzi i ma czas uciec, to mija mnie szerokim łukiem :). A , i jeszcze się łudzi, że jej synek, który w tym roku będzie miał już pięć lat, nie musi jeszcze iść do zerówki... Chciałam dobrze, wyszło jak wyszło, ale przynajmniej mam czyste sumienie...
            • lidqa Re: Problem moralny 19.02.11, 20:43
              Wg mnie nie jesteś w stanie nic zrobić :( Ty już jej powiedziałaś. Jak będziesz naciskać to wasze drogi się rozejdą. Jeśli to autyzm to nie da się od tego uciec. Wiadomo że szkoda- ale wydaje mi się że ona nie jest na to gotowa. A skoro jest pedagogiem to tym bardziej uważa że się zna i sobie jeszcze porównuje z innymi przypadkami- a wszyscy wiemy jak róźne są dzieci ze spektrum.

              Inna sprawa że ja też widzę teraz wiele zachowań tego typu a przecież nie każdy dzieciak który ma problem np z kontaktami to autysta. Może my jesteśmy troszkę przewrażliwione :( Ja na pewno jestem.
              • iska2009 Re: Problem moralny 19.02.11, 23:11
                Ale to chyba jest tak, ze kropla drazy skale. W zeszlym roku zadzwonila do mnie kolezanka, bliska kolezanka, ktora zna dobrze problem mojego synka i zdala mi relacje z wizyty u znajomych. Opisala mi zachowania dziecka tych znajomych i zapytala co ja o tym mysle, ze bo wg niej jest duzo powodow do niepokoju. Dalszy ciag historii wygladal standardowo, to znaczy ta znajoma sie obrazila na moja kolezanke, ze sie wtraca i wydziwia, ze oni sa pod opieka psychologa i ten psycholog nic nie widzi itd, a po jakims czasie sie okazalo, ze problem jednak jest i sa juz po diagnozie i maja terapie. Wiec chyba jednak warto sie narazic na chwilowe nieprzyjemnosci.
    • izzzzy Ręce mi opadły :( 24.02.11, 12:54
      Poczytałam Wasze wypowiedzi, przemyślałam sprawę i doszłam do winosku, że powiem koleżance wprost o moich problemach z córką i o tym, że bedziemy ją diagnozować, żeby za parę lat nie mieć wyrzutów sumienia, że coś zaniedbaliśmy, zamiast jej pomóc. Obiecałam też sobie, że ani słowem nie wspomnę w tym kontekście o jej synu, tylko dam jej czas na oswojenie się z tą informacją i dopiero później (jeżeli nie będzie z jej strony reakcji) jeszcze raz zwrócę jej uwagę na dziwne zachowania mojego chrześniaka.
      W poniedziałek odebrałam później niż zwykle dziecko z przedszkola, żeby się z nią spotakć i porozmawiać w drodze domu.
      Niestety, moja koleżanka jest jednak totalną kretynką, a ja czułam się jak w kabarecie :(
      Poniżej, streszczony przebieg rozmowy ( przypominam, że moja koleżanka jest po pedagogice specjalnej i pracuje w klasie integracyjnej jako nauczyciel wspomagający).

      ja (spokojnie): jutro Karoli nie będzie w przedszkolu, bo mamy wizytę u logopedy w poradni p-p, bo mała mówi głównie echolaljami, a przedszkolna logopedka nie zwróciła na to uwagi.

      koleżanka (przejęta): tak, echolalie są objawem zaburzeń mowy, więc warto w takich przypadkach konsultować się ze specjalistami. Dobrze, że zauważyłaś to u córki.

      ja (nadal spokojna): wiesz, oprócz echolali Karola wykazuje też inne dziwne zachowania, które bardzo mnie niepokoją, więc pojutrze mamy też spotkanie z fizjoterapeutką od SI.

      koleżanka (z entuzjazmem): mam książkę o SI. Jak chcesz mogę ci pożyczyć.

      ja (z naciskiem): niestety obawiam się, że są to nie tylko zaburzenia związane z SI, ale z całościowym rozwojem, więc będziemy też diagnozować córkę pod kątem zaburzeń ze spektrum autyzmu i ZA.

      koleżanka (w lekkim szoku): mam nadzieję, że diagnoza nie potwierdzi Waszych obaw, będę trzymać kciuki za pozytywny wynik! Polecam Synapsis, ważne żeby dziecko było zbadane przez specjalistów itd...

      ja (lekko poirytowana): właśnie, musimy się udac do specjalistów, bo psycholog przedszkolny nie zauważył problemu. Mam duży żal do przedszkola, że nikt mi nie zwrócił uwagi, że zachowanie córki odstaje od normy itd....

      koleżanka (ze zrozumieniem): a wiesz, że moja koleżanka, która ma już doktorat z pedagogiki specjalnej, też musiała walczyć o syna, bo wszyscy wokół jej mówili, że jest w porządku, a ona widziała, że syn nie rozwija się prawidowo. I miała rację, ale co się musiała nachodzić po lekarzach i tłumaczyć....

      ja (poirytowana i z naciskiem, łamiąc swoje postanowienie): G. przykro mi, ale pewne dziwne zachowania mojej córki widzę także u twojego syna i to z dużo większym nasileniem (tu wymieniłam kilka z nich). Pamiętasz, od dawna zwracałam Ci uwagę na to, co mnie w jego zachowaniu niepokoi, prosiłam, żebyście poszli z nim do specjalistów, ale niestety nic z tym nie zrobiliście.

      koleżanka (lekko urażona): ależ my byliśmy z nim u psychologa!

      ja (zdziwinona): masz na myśli psychologa przedszkolnego (chrześniak obserwowany był przez panią psycholog na początku jego uczęszczania do przedszkola - marzec/kwiecień 2010 - pod kątem agresywnych zachowań wobec rówieśników), czy o czymś nie wiem?

      koleżanka (z pewnością w głosie): właśnie tak, i pani psycholog nie zauważyła u niego żadnych dziwnych objawów. U neurologa też byliśmy i wszystko jest ok.

      ja (zdenerwowana, ale w miarę opanowana): na psychologa przedszkolnego bym nie liczyła, bo jestem w kontakcie z rodzicami chłopca, który skończył to przedszkole, którzy mi powiedzieli, że nawet jak ich syn miał orzeczenie o ZA, to ta pani psycholog, nadal nie wiedziała u niego problemu. U mojej córki też nic nie zauważyła, a jednak wychowawczynie Karoli potwierdziły, że ona zachowuje się inaczej niż rówieśnicy, kiedy je o to sama (!) zapytałam! Może więc porozmawiaj szczerze z nauczycielkami syna, bo niestety tacy "specjaliści" jak przedszkolna psycholog są w stanie uśpić czujność nawet najbardziej czujnego rodzica! Ja zrobię wszystko, żeby pomóc mojemu dziecku i jak najwcześniej zacząć terapię, jeśli okaże się to konieczne. I ty Kochana też nie czekaj, bo twój syn ma już 5 lat a im wcześniej się zacznie tym lepiej.

      koleżanka (z wytrzeszczem oczu): tak, tak...
      Pokiwała głową i zwiała.

      Krew się we mnie zagotowała. Długo nie mogłam dojść do siebie po tej rozmowie. I postanowiłam sobie, że to była moja ostatnia próba uświadomiania koleżanki i jeśli sama nie zacznie się pytać, nie będę już zaczynała tego tematu. Szkoda moich słów i nerów.
      Od tamtej pory nie widziałam się z nią i jestem bardzo ciekawa jak zareaguje jak mnie zobaczy.
      A za parę tygodni 5-te urodziny mojego chrześniaka....

      • gepardzica_z_mlodymi Re: Ręce mi opadły :( 24.02.11, 13:18
        Moim zdaniem, źle oceniasz swoją koleżankę.
        Powiem Ci, że osoby z "tematycznym wykształceniem" z reguły mają silniejsze mechanizmy obronne, jesli chodzi o nieprawidłowość rozwoju ich dziecka. Często się zdarza, że mają dużo bardziej rozszerzone widełki normy - coś o tym wiem:P
        A Twoja koleżanka ani Cię nie zjechała, ani nie wybuchła, nawet nie zaprzeczyła, tylko się usprawiedliwiała. Jeśli to autyzm, to od problemu nie ucieknie. Fakt, że dobrze jest zacząć wcześnie terapię ale ważne jest też, by rodzic do tego dojrzał, bo inaczej, gdy robi to bez przekonania, i tak niewiele specjaliści zrobią, bez jego współpracy.
        Ja dałabym czas tej dziewczynie - po prostu jeszcze nie zderzyła się z reakcją innych na zachowanie dziecka. Pewnie dopiero taki szok wywoła u niej reakcję i trafi w sposób celowany do zespołu diagnostycznego a nie psychologów/neurologów z "łapanki".
        • roggalique Re: Ręce mi opadły :( 24.02.11, 16:57
          gepardzica_z_mlodymi napisała:

          > Powiem Ci, że osoby z "tematycznym wykształceniem" z reguły mają silniejsze mec
          > hanizmy obronne, jesli chodzi o nieprawidłowość rozwoju ich dziecka.

          Ciekawi mnie, skąd taki wniosek wysnułaś, albo skąd masz takie informacje?:)
          Bo ja np. nie jestem w stanie przejść obojętnie obok żadnego dzieciaka, czy to własnego, czy jakiegoś z rodziny, czy też po prostu znajomego. Od razu mi się uruchamia analiza. Zapewne to kompletne wariactwo, ale co zrobić:)
          Z pewnością nie tylko nie mam mechanizmów obronnych, jeśli chodzi o nieprawidłowości u moich dzieci - ale wręcz przeciwnie. Dzięki temu, że akurat wiedzieliśmy na co zwracać uwagę, te nieprawidłowości, które niestety są, w tym część potwierdzona po prostu klinicznie przez lekarzy, udało się wcześnie zauważyć i podjąć pewne działania.

          pozdrawiam
          r.

          • gepardzica_z_mlodymi Re: Ręce mi opadły :( 24.02.11, 21:00
            Wiesz, pewnie nie ma co generalizować ale poznałam kilku psychologów i pedagogów, których dzieci nieprawidłowo się rozwijały a te osoby problem rozwiązywały "opłotkami", rozwiązując konkretne problemy ale unikając diagnozy zaburzeń ze spektrum A. Tyle, że nie były to osoby zajmujące się autystami, żadni klinicyści, ani terapeuci, a tacy bardziej psychologowie wychowawczy/pedagodzy (np. napotkana przeze mnie pani pracująca w ppp, gdy poszłam sie kiedys skonsultować przyznała się do czegoś takiego).
        • 3-mamuska Re: Ręce mi opadły :( 24.02.11, 21:46
          gepardzica_z_mlodymi napisała: > Powiem Ci, że osoby z "tematycznym wykształceniem" z reguły mają silniejsze mec
          > hanizmy obronne, jesli chodzi o nieprawidłowość rozwoju ich dziecka. Często się
          > zdarza, że mają dużo bardziej rozszerzone widełki normy - coś o tym wiem:P
          Tu sie moge z toba zgodzic,moze byc tak ze dziewczyna z racji awodu moze byc bardziej oporna na diagnoze u swojego dziecka.

          Jeśli to autyzm, to od problemu nie ucieknie.
          Wiesz ale nie wiem czy to do konca prawda,ze od tego nie ucieknie.
          Przeciez lata temu nie bylo diagnozy,a dzieci z problemami byly "glupkami,cofnietymi w rozwoju,huliganami,itp.I jakos ich przepchnieto przez podstawowke i szkole zawodowa.

          Znam taka rodzine, matka i corka i jeden z synow , zachowuja sie tak strasznie dziwnie.
          Pracuja jako sprzataczki bo z niczym innym sobie nie radza,jak ciezko sie znimi rozmawia.
          Dawno ich nie widzialm ,nie chce ich obrazac,ani wysmiewac,ale widac ze maja problemy z rozwojem i to bardzo.
          Jakos sobie w zycja radza,troche maja pomocy od panstwa i jakis ciagna.Ale mysle ze to wlasnie nie zdiagnozowane jakis zaburzenie.

          Chlopiec moze byc w szkole ten ostatni na koncu,ciagniety z klasy do klasy.Chodz oczywoscie nie zycze mu tego.
          Mysle ze na swiecie jest wiele osob nie zdjagnozowanych i jakis sobie radza gorzej lub lepiej.
          • lidqa Re: Ręce mi opadły :( 25.02.11, 07:12
            Ja pamietam swoją reakcję na takie sugestie- u mnie akurat sugerowało przedszkole. I tez nie powiedziałam "dziekuje oczywiscie ze sprawdzimy to wszystko" tylko ze to nie jest autyzm i co oni mi tu mowią. Czas jakiś minął i poszlam do poradni. Ale to wszystko nie szło szybko i z dużym oporem. Twoja kolezanka nie chce zeby jej dziecko mialo AZ i tak reaguje. Kto chce??? Moim zdaniem wazniejsze jest czy się zbierze i pojdzie do poradni za jakis czas czy nie.
    • monna16 Re: Problem moralny 25.02.11, 15:23
      Izzzzy pewnie Ci tym nie pomogę, ale muszę się przyznać że mam podobny problem. W moim przypadku też chodzi o chrześniaczkę (w połowie stycznia skończyła 2 lata). Mała jest córeczką mojej siostry (!) i od samego początku też zastanawiałam się jak powinnam postąpić - w końcu to bliska rodzina. Sytuacja wyglądała tak. Od kilku miesięcy widzę u małej cechy które moim zdaniem przemawiają za zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Na początku delikatnie sugerowałam że Mała robi tak samo jak mój syn, że on też nie mówił, że krzyczał w autobusie, chodził i do tej pory chodzi na palcach, miał "alergię" na innych ludzi itp, itd. Były to takie luźne rozmowy o dzieciakach. Spotykamy się dosyć często, u rodziców, przyjeżdżają do nas, my jeździmy do nich, widzimy się na każdej rodzinnej imprezie. Moja siostra ciągle uskarża się, że jej mała jest niegrzeczna, w każdym kącie jej pełno, krzyczy bez powodu, ucieka na spacerach itd. Jednym słowem zawsze wysłuchuję jej narzekań i pretensji do całego świata że mała jest taka "niegrzeczna". W końcu miałam tego dość. Powiedziałam jej wprost, że jak patrzę na małą (zabawy, zachowanie, mowę), to tak jakbym patrzyła na mojego syna kiedy był w jej wieku. Maglowałam ją kilka razy żeby poszła do psychologa z dzieciem. Wielkim problemem dla niej było umówienie się na wizytę... bo jak? one do psychologa? ale po co? Namówiłam też mamę żeby przy każdej nadarzającej się okazji podsuwała jej pomysł pójścia z małą po poradę do specjalisty. Po pół roku takiego nagabywania poszła. Opowiedziała psycholożce o problemach mojego syna, jego zachowaniu i zachowaniach jej córki. Pani psycholog po godzinnym przebywaniu z małą sam na sam stwierdziła, że ona tutaj autyzmu nie widzi, że mała jest absorbująca, ma problemy z mową i wysłała do logopedy! U logopedy jeszcze nie byli, wizyta za 3 tyg. Kilka dni po ich wizycie u psycholożki miałam wizytę z synem w Ośrodku dla Osób z Autyzmem do którego żadnego skierowania nie potrzeba, więc pytam siostrę, czy może dla pewności umówić ją tak dla sprawdzenia (wykluczenia autyzmu u małej). Umówiłabym dzieciaki na ten sam dzień, w podobnych godzinach, pojechałybyśmy jednym samochodem (bo to dość daleko) i byłoby jej raźniej. Na co odpowiedziała mi, że nie i na razie da spokój, bo psycholog wysłała ich do logopedy! Myślałam że mnie krew zaleje. Przecież w tej samej poradni na pierwszej wizycie też nam powiedzieli że u młodego autyzmu nie widzą... a jednak ma! Pytali skąd mamy takie przypuszczenia (zasugerowały nam wychowawczynie w przedszkolu - mały był w 4-latkach) i tylko dla tego dały nam namiary na ośrodek (tak dla świętego spokoju) do którego jeździmy do dziś. To też nie przekonało mojej siostry, która stanowczo stwierdziła że zostaje przy logopedzie. Szkoda mi tej małej, w końcu to moja chrześniaczka, córka mojej siostry, której nieba bym przychyliła. Ale co zrobić? Ręce mi już opadły. Zaczynając diagnozowanie teraz miałaby szansę na wczesne wspomaganie rozwoju od września, gdyby moje przypuszczenia się potwierdziły. Zaczynam myśleć, że moja siostra sama potrzebowałaby pomocy specjalisty, bo moim zdaniem nie dojrzała jeszcze emocjonalnie do bycia matką (i nie dlatego że nie chce posłuchać mojej rady). Dla niej cały czas najważniejsze jest to czy mała jest pięknie ubrana, czy jeździ fajnym wózkiem i czy ona (siostra) ładnie wygląda, ma dobrze zrobiony makijaż i ile jeszcze schudnąć (a nie waży nawet 50kg!). I weź tu człowieku przemów takiej do rozumu!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka