sakada
25.10.12, 19:35
Witam wszystkich.
Chciałam opisać moje doświadczenia ze szkołą Igora z ostatnich kilku miesięcy. Czuję się jak w jakimś koszmarnym śnie i jestem ciekawa czy kogoś z Was - rodziców autików spotkało coś podobnego. Mianowicie Igor od września zaczął chodzić do szkoły podstawowej, kolejny raz do zerówki. Jest to zerówka z integracją, taką samą klasę skończył w poprzednim roku tyle, że w przedszkolu. Na początku odbyłam rozmowę z Panią dyrektor, wicedyrektor i pedagog. Panie miały w rękach opinię z przedszkola, z poradni, od terapeuty. Powiedziałam od razu o wszystkich złych zachowaniach Igora i o tym, że często choruje. Wszyscy byli super pomocni i przyjaźnie nastawieni. Po kilku pierwszych tygodniach zaczęły się problemy. Że Igor ma zachowania autoagresywne, że Pani wspomagająca nie miała nigdy do czynienia z autystystykami i nie wie jak sobie radzić. Igor też miał sporą absencję - choruje na górne drogi oddechowe często i o tym też wspominałam. Zaczęły się problemy, że za mało chodzi do szkoły, że nie chce pracować, rzuca zabawkami. Na wszystkie absencje miałam zwolnienie od lekarza - o zachowania Igora też informowałam Panie (nauczycielki) od początku. Potem było coraz gorzej. Byłam notorycznie wzywana do Pani dyrektor, która przestała już być miła. Co chwilę powtarzała, że "za moment będzie miała tutaj tabun rodziców", że "zupełnie nie taki obraz dziecka miała jak go przyjmowała do szkoły", "że ją oszukałam". Najgorsze dopiero miało przyjść. Igor ma podwyższony poziom cukru. Nie jest to jeszcze cukrzyca, ale są wahania (glukoza 126 czasem 107 innym razem 100 - jesteśmy w trakcie diagnozowania problemu). Syn z tego powodu czasami podsypiał jak był w szkole (w przedszkolu to się też zdarzało). Za drugim razem jak spał na zajęciach dostałam od Pani dyrektor telefon, że jak się natychmiast nie zjawię to ona wzywa pogotowie. Bo tu się dzieje "coś bardzo złego". Doskonale wie, że dojazd do szkoły zajmuje mi około godziny. Zamówiłam taksówkę. Leciałam na złamanie karku. Znowu rozmowa, że: "zaraz będzie miała tabun rodziców" (z powodu spania?) i że ona nie wiem gdzie ma Igora umieścić (?). Kobieta mnie ewidentnie nas znosi, czuje, że chce się nas pozbyć z placówki. Jak idę do szkoły Igorem to tylko czekam na nowe pretensje. Czuje się zaszczuta i aż mnie mdli ze stresu. Co ja mam robić? Proszę o rady.