finka9 27.10.16, 11:44 Czy spotykacie się z niechęcią rówieśników w stosunku do Waszych dzieci ? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
marigold222 Re: Niechęć..... 27.10.16, 12:51 często nawet. I z wyśmiewaniem. Różnie na to młoda reaguje- czasem olewa, czasem jest jej przykro a czasem to wywołuje w niej agresję Odpowiedz Link
renata.36 Re: Niechęć..... 27.10.16, 17:07 Spotykamy się czasami i uczymy sie z tym życ. Reakcje mamy takie same jak córka marigold222. Odpowiedz Link
finka9 Re: Niechęć..... 28.10.16, 11:24 U mnie jest podobnie. Mam pytanie - Jak sobie z tym radzicie ? , Jak reagujecie jeśli jesteście świadkami takiej sytuacji ?, Jak tłumaczycie to dziecku i jak je wspieracie ? Odpowiedz Link
marta75b Re: Niechęć..... 29.10.16, 16:46 Moj na razie jakby nie rozumie, ze mogą sie z niego smiac, moze jest za mały (5,5 l.) Raz sie z niego kumpel smiał, to był zdziwiony i nie rozumiał, dlaczego sie smieje. Ja nie interweniowałam wtedy, bo to nie była szczegolnie przykra sytuacja, a potem znowu sie bawili. Wolałabym, zeby młody miał wiecej refleksji nad samy sobą. Kiedy byłam dzieckiem, nikt mnie szczególnie nie bronił przed wysmiewaniem przez dzieci, nikt mi nic nie tłumaczył i brnełam w te maliny dalej :) Czasem to było nawet przykre i niesprawiedliwe, bo byłam karana i wysmiewana za cos, na co nie miałam wpływu - wymioty w przedszkolu, czy słaba motoryke i koordynacje na WF. W sumie to pamietam najbardziej, o innych tam-głupotach nie mysle, po prostu dzieckiem byłam i nie wiedziałam,jak sie zachowac, i tyle. Odpowiedz Link
wanderratte Re: Niechęć..... 01.11.16, 11:24 Dzieci nie mam i mieć nie zamierzam, ale mam ZA, więc napiszę, jak to wyglądało w moim przypadku. A wyglądało to tak, że od około IV klasy podstawówki do mniej więcej końca ogólniaka rówieśnicy mnie nienawidzili lub mną gardzili. Z pełną wzajemnością. Z dorosłymi problemy miałum dużo mniejsze. Szczególnie z tymi, którzy nie mieli nade mną żadnej władzy. Przy czym niechęci polegającej na tym, że inne dzieci nie chciały się ze mną bawić, generalnie nie zauważałum. Nie zauważałum, bo zbyt byłum zajętu walką o przetrwanie. Ot, hierarchia potrzeb: dopóki nie zaczęli się mnie bać na tyle, by przestać mnie bić, nie interesowało mnie, czy mnie lubią, czy nie. A potem to ja nie lubiłum ich. A do tego od VI klasy podstawówki miałum naprawdę świetnego kumpla do gier i zabaw: 486 DX taktowany zegarem 66 MHz, z 8 MB pamięci RAM i kartą graficzną SVGA. Fakt, że dobrze pamiętam konfigurację swojego pierwszego własnego peceta, a z przypomnieniem sobie nazwisk dzieci z mojej klasy mam problemy, chyba sam w sobie nieco mówi o tym, jakie były moje relacje z rówieśnikami. Chyba, bo AFAIK większość ludzi bardzo wielu rzeczy nie pamięta. Raz na jakiś czas jednak spotykałum kogoś, z kim od razu przypadałuśmy sobie do gustu. Np. na jednej olimpiadzie przedmiotowej spotkałum chłopaka, z którym od razu zaczęłuśmy gadać. I przegadałuśmy naprawdę sporo czasu. Niestety, to były parszywe czasy bez internetu, więc kontakt nam się urwał. Potem spotkałum go już tylko raz, kompletnym przypadkiem. I znów z nim długo gadałum. Co w oczywisty sposób pokazuje, że nigdy nie brakowało mi żadnych tzw. umiejętności społecznych. Ot, nie miałum kontaktu z innymi przedstawicielami swojego gatunku (z gatunkiem ludzkim przestałum się identyfikować już w podstawówce, pomimo już wtedy obecnej, ale czysto intelektualnej świadomości, że na poziomie DNA jestem człowiekiem). Odpowiedz Link