07.12.16, 09:24
Musze sobie ponarzekac.
syn, 5 lat,ZA. od małego czekałam na moment, kiedy moje dziecie usiadzie na dywanie z autkiem w rece, jak inni chłopcy, a ja spokojnie napije sie kawy. poniewaz syn ma nadwrazliwosc wzokowa, zapowiadalo sie pieknie - reagował entuzjazmem na kazda zabawke, która zobaczył.
na poczatku kupowalimy autka, pojazdy - zainteresowanie było, ale tylko w sklepie. kupilismy składana kolejke z elektrycznym pociagiem - nic.
Pomyslałam - klocki go zajmą! Kupiłam, składałam z nich domy, roboty, zwierzatka- patrzył z zainteresowaniem, sam nic. Mysle- moze za mało sprany manualnie? To kupiłam klocki drewniane- budowałam, wymyslałam- efekt jak wyzej.
Ciastolina, plastelina, zestawy kuchenne- popatrzec jak mam robi -fajnie, samemu- nic.
Interesował sie ksiązkami, bajkami w TV, zaczełam wiec kupowac postacie z bajek. Mysle sobie- usiądzie, bedzie odgrywac scenki, bedzie sie fajnie bawił. Psinco, potrzebna mam jako narrator, samemu nic.
Pomyslałam - pojdzie do przedszkola, kolegi mu trzeba, bede miała spokoj, wybawi sie. I psinco, wspolpracowac jak równy z równym nie umie, nasladownictwa zero, potrzebuje albo narratora, albo sam jest narratorem i koniec.
Kredki, kolorowanki- był taki moment, przeszło.
Laptop edukacyjny- zapomnij!
trampoina- tylko z mama.
A ja mam juz dosc!
Interesuje sie Angry Birds. Zobaczył takie figurki w sklepie, scene zrobił, na podłodze sie kładł. Nie kupiłam wtedy, mowie"Moze Mikołaj przyniesie?". Mikołaj wczoraj przyniósł, rozłozył je, popatrzał 5 minut i tyle zabawy. W koncu dołaczyłam sie, wyjełm inne zabawki Angry Birds, zaczełam cos tam budowac, na drzewie ptaszki układac, to sie zainteresował, dołaczył. Jak prestałam- zaczał biegac w kołko i tyle normalnej zabawy.
Wolałabym juz mu film na płycie kupic, czy koszulkę z motywem, jest to jakos wykorzystane... Ale co, jak sie na zabawki uprze?
czekam kiedy zacznie czytac, lubi rozne gazetki dla dzieci, ksiazki, moze wtedy odsapne?
moje pytqanie brzmi: skoro nie ma szans na normalna zabawe, to kiedy ON PRZESTANIE SIE BAWIC? ja mam juz dosyc tego bałaganu, deptania porozwalonych zabawkach, a jeszcze rodzina prezenty przynosi...
gdy byłam dzieckiem - człowiek jedna zabawke miał i i ja szanował, a tu taka rozpusta.
Obserwuj wątek
    • agata_abbott Re: o zabawie 07.12.16, 11:22
      Ale nie rozumiem - narzekasz, że się nie bawi, a na koniec narzekasz, że się bawi i zabawki rozrzuca? :)
      • baba_za_kolkiem Re: o zabawie 07.12.16, 11:56
        Wg mnie to ona rozrzuca zabawki, bo on się nie bawi :) Rozrzuca a potem nie sprząta :)

        A tak na poważnie, to wg mnie zawsze się będzie bawił po swojemu, a to ty możesz podjąć próby nauczenia go, żeby odłożyć zabawkę zanim się weźmie następną. Nie wiem, na ile to jest u Twojego synka możliwe, na ile on się zastosuje, może jakiś system naklejek za sprzątanie czy coś, czy sprzątanie razem, choć u nas działa tłumaczenie praktyczno-logiczne "Nie możemy tu rozłożyć pociągu bo jest bałagan (leżą auta), jak posprzątamy auta to będziemy mieli dużo miejsca na pociągi".

        A co do samej zabawy, może nie wybiegaj tak daleko w przeszłość a skoncentruj się na dniu dzisiejszym. Niech DZIŚ pozbiera po sobie (po was :)) zabawki, niech DZIŚ się czymś zajmie...

        U nas zabawa tak samo, sam tylko minutę dwie, jeśli w ogóle, tylko autami, najbardziej lubi skakanie na łóżku (mama ze mną!) i puszczanie aut (mama ze mną!).

        Najdłużej go zajmuje jednak szperanie w rzeczach użytku codziennego, może wypróbuj? U nas aktualnie na topie jest stacja pogodowa z lidla (pstrykanie) i czajnik bezprzewodowy (otwieranie i zamykanie). Może daj mu coś domowego.
        No tylko że Twój synek starszy, to nie wiem czy mu to przypadnie do gustu.
        • baba_za_kolkiem Re: o zabawie 07.12.16, 11:58
          Oczywiście, nie wybiegaj tak daleko w przyszłość miało być.
    • aerra Re: o zabawie 07.12.16, 12:44
      Mój też do pewnego czasu chciał robić wszystko ze mną. Zabawa tak, ale mama (albo tata) z nim.
      Małymi kroczkami ;) Chciał, żebym mu zbudowała coś z Lego? Ok, to budujemy, ale razem. Jak za trudne budowanie, to niech wyszukuje potrzebne do kolejnego etapu klocki. Niech chociaż trochę zbuduje, nawet jeśli na całość nie wystarcza sił/skupienia to troszkę, albo na zmianę, trochę dziecko, trochę rodzic. Nie chce budować wcale, to nie, to ja też nie buduję. Nie ma tak, że tylko ja. Tak samo z innymi zabawkami.
      A poza tym - nie ma tego wszystkiego trochę za dużo?
      Bo też to przerabialiśmy parę lat temu - on taki biedny, nie bawi się, to co tylko chciał to się kupowało, nawet jeśli nie od razu, to właśnie na urodziny/mikołaja/cokolwiek. A on chciał wszystko - oczami ;)
      Druga sprawa - mimo wszystko od początku pilnowaliśmy tego, żeby po sobie sprzątał (skutki były różne, ale w końcu się wyrobił ;) ), przestaje się bawić jednym, to schować, zanim weźmie drugie. Przy czym "zanim" nam nadal czasami nie wychodzi, jest to raczej "hej! Skończyłeś z tymi ludzikami, to schowaj, a nie bierzesz następne" i wtedy dopiero chowa ;) )
      • marta75b Re: o zabawie 07.12.16, 15:15
        Nie, nie o sprzataniu miał byc ten post, przepraszam, ze tak wyszło. On miał byc o tym, ze syn chce zabawki, ale "oczami" własnie, wcale sie potem nimi nie bawi. Jak miał 3 lata- chciał autobus. Nie bawił sie ani 10 minut. Potem chciał tablet - 5 minut zabawy. A teraz sie uparł na zestaw, z podobnym skutkiem. To sa nieraz drogie rzeczy, a potem sie walaja po kątach. Ja go ucze zabawy, juz ponad 5 rok sie z nim bawie, i nic, NIC go nie nauczyłam, zero samodzielnej zabawy. To mnie frustruje. dlatego marze sobie, ze jak bedzie starszy, bede mu kupowac np. czasopisma, on bedzie czytał, a ja sobie posiedze i pomysle o byle czym.
        • marta75b Re: o zabawie 07.12.16, 15:16
          Po prostu fajnie, jak bedzie starszy, przestanie sie bawic, a ja pozbede sie tych zabawek i do widzenia.
          • ellenai1 Re: o zabawie 07.12.16, 21:46
            Mój ma 5, 2 ms, typowy autyzm wysokofunkcjonujący. ja myslę, że tak od 2 lat darowałam sobie zahcęcienie go do jakiejś zabawy, nie wiem ,czy kiedykolwiek zaskoczy, więc już mam to gdzieś;) W sumie bawią go dwie rzeczy tylko- rysowanie wentylatorów (potrafiłby caaaały dzień chyba) i skakanie na trampolinie. A, no i jeść. To są jego rozrywki. więc za zabawkach dużo oszczędzam, ale wprwadziliśmy mu stopniowo gdy karciane i planszowe (np. dobble, bystre oczko). Co dzień ma do odbębnienia trochę rzeczy z terapii w domu. A sam to się rzadko bawi, jak nawet coś rysuje, to musi mi mówić co i zadać 20 tys tych samych pytań :P
    • chocolatemonster Re: o zabawie 07.12.16, 22:49
      Ech...Moja zaba tez nie chce się bawić sama. Jest bardzo absorbująca i powoli juz nie daje rady bo człowiek chciałby czasem coś poczytać i obejrzeć w ludzkich porach a nie kiedy gadzior raczy zasnąć. Teraz ma etap 'eksperymentów naukowych ': misie haribo w misce z wodą ('bo się powieksa'),misie e misce z soczewica ('bo czy one to przez noc zjedza'),mieszanie kolorów farb ,mieszanie kosmetyków w łazience ('zobacz, jaka fajna paciuga')itd. Potrafi się fajnie bawić ale i tak za chwile angażuje kogoś z domowników (np robi desery z klocków lego i trzeba udawać, że się je i piac z zachwytu). Czasem gdy się zajmie czymś to szybko robie herbatę i siadam w kąciku z książką i po 5 min jest 'choooodz się ze mną bawić! '. Ech...
      • eraz-lilipop Re: o zabawie 08.12.16, 00:16
        Mój wraca ze szkoły i 16 i chce się bawić z mama . Mówię że się pobawimy o 18 i później 2 godziny bawimy się domkiem dla lalek , gramy , układamy i nie daj Boże żeby mamie się siku zachciało. O 20 licytacja się zaczyna ja mowie idziemy do łazienki za 10 min , młody mówi ze za 100 minut ;)
        Nieraz bawi się sam ale woli w towarzystwie :) . Mnie tam cieszy ze dziecko mnie wola do zabawy ,choć dla mnie to trochę męczące bo bawić się nie umiem , lepsze to niż jakby miał sam bawić się cały czas .
        • chocolatemonster Re: o zabawie 08.12.16, 01:00
          Pewnie, że cieszy tylko brakuje czasu dla siebie. Martwi, ze nie umie sie bawic z rówieśnikami.
          • eraz-lilipop Re: o zabawie 08.12.16, 08:07
            Gdzies trenować musi ;) przed wejściem w grupę rówieśniczą.
            Mój też ma 5 lat ( prawie) .
            • marta75b Re: o zabawie 08.12.16, 11:19
              Dobrze, ze ktos mnie rozumie i ma tak, jak ja. Tak sobie mysle, ze jemu te wszystkie zabawki sa niepotrzebne, potrafi ich uzywac bardzo symbolicznie- np. gra planszowa moze byc "kraina" gdzie mieszkaja jakies ludziki, grający bączek budzikiem, itd,itp, czyli w sumie mogłby sie bawic w 100 zabaw jedną zabawką. Jemu jest potrzebne towarzystwo.
              Ja sobie tez powoli te zabawy odpuszczam. Przedtem, jak mi go dziwnie w przedszkolu opisali (tzn.jedna charakterystyka dla WSZYSTKICH autystyków), to sie dwoiłam i troiłam, zeby sie dziecko "otworzyło"(gada non stop, wg opinii- niemowa), bawiło w odgrywanie ról (w domu tylko takie zabawy, on jest postacia, ja jestem postacia- wg przedszkola- nie umie), zeby sie bawiło z kims (sam nigdy nie chciał) i mi sie dziecko rozkokosiło jeszcze bardziej- tylko baw sie ze mną i baw, i rozmawiaj. A tu problem jest, zeby np.on przyłaczył sie do zabawy innych (nawet mniej lubianej), zamiast "otwierac" zechciał dostosowac i wspołpracowac, dał dojsc do słowa koledze...
              Bawie sie mniej, bo i tak nie robi sie od tej zabawy bardziej uspołeczniony, to jest dla niego jedynie przyjemnosc, a nie nauka.
              Czekam z utesknieniem na koniec tych zabaw, rozmowca jest nawet nienajgorszym (słucha z zaciekawieniem, zadaje pytania), to moze na tym polu zacznie kiedys odnosic sukcesy towarzyskie?
              • holina Re: o zabawie 08.12.16, 13:56
                U nas świetnie sprawdziło się zapraszanie do domu dzieci. Najpierw jeden kolega, potem drugi, trzeci i tak dalej. Kolega z przedszkola, podwórka, dziecko sąsiada, przyjaciół. W rezultacie młody też był zapraszany do kolegi i bywało, że po przedszkolu miałam czas dla siebie. Zamykali się w pokoju i układali puzzle, grali, czy budowali z lego. Początki były trudne bo zdarzało się, że kolega bawił się sam a mój w innym pokoju. Ale z czasem jednak te zabawy były wspólne. I tak jest do teraz. Raz kolega, raz do kolegi. Myślę, że dziecku nawet z ZA, do radości nie potrzebny jest cały pokój zawalony zabawkami, a kolega który się z nim pobawi. Przecież to nie jest tak, że nasze dzieci nie potrzebują zupełnie żadnego towarzystwa. A to, że Twój synek nie chce się bawić sam, tylko woli z Tobą to dobry znak. Znaczy, że potrzebuje towarzystwa do wspólnych zabaw. U nas też sprawdziło się chowanie zabawek na jakiś czas.
                Jak znudził się tymi w pokoju, to je pakowaliśmy na strych i przynosiliśmy te ze strychu, i tak
                na zmianę.
              • brynhildr Re: o zabawie 08.12.16, 20:10
                Deficyty wyobraźni. Łatwo jest zobaczyć na półce atrakcyjną zabawkę i wstępnie wyobrazić sobie, jak fajnie byłoby ją mieć. Łatwo jest wstępnie rozpisać role dla planszy i bączka. Łatwo jest włączyć się do zabawy z innymi. Trudno jest prowadzić dalej scenariusz. Mama jest potrzebna jako scenarzysta, podpowiada sposób użycia nowej zabawki, "prowadzi" akcję zabawy w role. Mama jest przewidywalna (wiadomo, że nie zrobi krzywdy, podąży za dzieckiem, zna upodobania) więc bezpieczna. Praca na cudzym skrypcie jest zwykle dla nas trudna, najwyraźniej Twój jest na tyle czytelny i jasny dla syna, że współpracuje z Tobą chętnie. To już nie działa z rówieśnikami. Przewidywanie - gdy się nie umie przewidywać - w którą stronę idzie scenariusz zabawy - to mordęga. Dlatego ja osobiście nie cierpiałam "bawić się z dziećmi", nie robiłam tego i żyję. Nie, nie był mi nigdy potrzebny do szczęścia kolega, z którym można się pobawić. Owszem, miałam wyobrażenie kolegi idealnego, z którym mogłabym się bawić, ale konstrukt myślowy, który stworzyła moja ograniczona wyobraźnia nie miał prawa istnieć i nie istniał, a dostępny materiał się nie kwalifikował do roli kolegi. Mogłam "bawić się z dziećmi" dopiero u progu okresu dojrzewania w warunkach ustrukturyzowanych i przewidywalnych, gdzie nie trzeba się niczego domyślać (harcerstwo, gry z regułami, wykonywanie określonych czynności mających dać określony efekt pożądany przez wszystkich).
                Ja akurat bawiłam się w Konstrukcje - czyli ustawiałam różne rzeczy w celu ustawiania różnych rzeczy, tracąc zainteresowanie Konstrukcją po jej ukończeniu, gdyż nie widziałam dla niej żadnych zastosowań. Zabranie mi zabawek skutkowałoby pewnie tym, że bawiłabym się dywanem. Dywan był w kratkę i spędziłam na nim cale wczesne dzieciństwo, sprawiając wrażenie upośledzonej umysłowo. Cała dalsza rodzina zakwalifikowała mnie już do kategorii "dziecko debilne", ale wysypałam się z tym, że umiem czytać i dali spokój.
                Natomiast Twój syn, jak sadzę, jest:
                - zbyt inteligentny, żeby mordować w kącie latami tę samą układankę/ odtwarzać ten sam scenariusz
                - zbyt cienki wyobraźniowo, żeby dodać warstwę fabularną do zabawek
                - i - niestety - zbyt pobudliwy/niezintegrowany sensorycznie/coś tam innego, co powoduje, że musi być w ruchu - żeby bawić się Konstrukcją i dywanem. Cokolwiek to jest, pewnie młody pan jest dodatkowo kinestetykiem (mózg pracuje wtedy, gdy ciało jest w ruchu).
                Praca nad wyobraźnią jest trudna. Ja na starość uparłam się, że popracuję nad swoją i dla jaj wysłałam kiedyś opowiadanie na konkurs literacki. Owszem, wygrałam książkę, ale przez tydzień mnie mdliło (nie od książki, tylko od robienia czegoś sprzecznego z naturą, czyli od wyobrażania sobie). I teraz pewnie nasuwa się pytanie - co robić? Sorry - odpowiedź brzmi: nie wiem.
                • marta75b Re: o zabawie 09.12.16, 11:07
                  Lubię Twoje wypowiedzi, Brynhildr.
                  Wyobraznie to on moim zdaniem ma: skutkiem tego jest bieganie. Z pozoru to wygląda bezsensownie, ale ja wiem, ze on sobie cos wtedy wyobraza, bierze udziiał w jakiejs akcji, dialoguje w myslach lub czasem na głos. I wtedy nie potrzebuje do tego zabawek, odpowiedniego miejsca, wystarczy sama wyobraznia. Ale w uspołecznieniu to nie pomaga.
                  Dobrze, ze napisałas mi o tym dziecku kinestetycznym, to wiele tłumaczy, w sumie ja tez kiedys byłam kinestetyczna.
                  On dodoaje warstwe fabularną, ale nie do zabawek, ale do samego siebie- tzn odgrywa rolę. Czasem zabawki sie przydadza- np. jak bawi sie w sklep i mi je sprzedaje, lub gotuje, lub własnie- tak jak Ty, cos konstruuje bezsensownego, ale zwykle sa niepotrzebne.
                  Ze znalezieniem kolegi jest ostatnio trudniej, niz sie zapowiadało. Gdy miał 4 lata, chodzilismy na place zabaw, tam bawił sie z dziecmi, zapraszał je do zabawy, zapraszałam tez jego kolegów. Ale potem cos, w okolicy 5 r.ż., sie sypnęło. Tak, jak by dzieci stały sie dla niego za mądre. Najlepszy kolega go odrzucił, ostatnio nawet go zbił- nie wiem, czy mam sie dalej pchac w ta przyjazn? Mnie to drazni jako matkę, bo ani od mojego nie inteligentniejszy, za to cwanszy, ale z buta mojego traktuje. A syn nadal go wpomina z sympatią.
                  W stosunku do innych dzieci, bardziej przyjaznych, syn zrobił sie buc. Nie chce wspołpracowac, bywa bez powodu niemiły..Dzieci go wołają do zabawy, a on nie chce, bo jest dla niego np. nudna.
                  Zapraszam dzieci, moze nie tak czesto, jak trzeba, ale tez rodzice pracują, nie zawsze maja czas.
                  Drazni mnie np. jedna kwestia- bawimy sie autami, mały synek i starszy syn. Jedno auto to dziecinny jezdzik, a drugie- skrzynia. Ja mowie- Adasiu, ty jezdzij jezdzikiem, a ja bede małego pchała w skrzyni. I jest "NIE", bo on chce w skrzyni, i nie rozumie, ze młodzy braciszek jezdzikiem sa nie pojedzie, a 2 naraz ich nie popchne. Albo proponuje zabawe w taniec- i znowu nie, muzykę wyłącza. Nie chce sie dostosowac i koniec. Mysle, ze to jest kwestia jakiejs dojrzałosci, zrozumienia ze musi czasem sie dostosowac, ustąpic, bo bez tego nie bedzie wcale zabawy. Moze z czasem zrozumie, nastąpi przełom?
                  • brynhildr Re: o zabawie 09.12.16, 18:29
                    Wyobraźnia: nie mówię, że nie masz racji odnośnie Twojego syna. Ja też zawsze uchodziłam za dziecko z bujną wyobraźnią. W rzeczywistości byłam dzieckiem z genialną pamięcią, a poza tym potrafiłam bardzo efektownie "zawiązać" akcję, ale nie potrafiłam jej prowadzić odpowiednio długo, by starczyło na zabawę. I robiłam dokładnie to, co Twój syn - chodzenie w kółko i "wyobraźnia" - u mnie to było czysto odtwórczym porządkowaniem rzeczywistości, coś jak sen: mózg wywalał wszystko z całego dnia, bardzo chaotycznie, w formie dialogów, opisów, "ról". Co sprawiało wrażenie owej warstwy fabularnej, ale nią nie było. Wyobraźnia to ciężka praca. Podobnie ciężką praca była dla mnie zabawa z dziećmi. Jeżeli Twój syn odbiera to podobnie - no to też nie chce współpracować i jest niemiły. Zabawa z innymi jest jak wycieranie rzygów i święta z nielubianą teściową. Trzeba mieć czysto w domu, trzeba w święta spotkać się z rodziną, trzeba bawić się z dziećmi. Owa osławiona zabawa z dziećmi to maksimum wytężania uwagi, świadome zwracanie uwagi na każdy sygnał, który normalny człowiek wychwytuje odruchowo. To jakby mieć w pokoju pełnym szkła obce, sprawne ruchowo i znacznie upośledzone dziecko i być w pełni odpowiedzialnym za jego bezpieczeństwo. Nie wiadomo, co zrobi, nie wiadomo, gdzie pójdzie, moment nieuwagi - i fontanna krwi. Zabawa z dziećmi była dla mnie równie komfortowa.
                    Jeździk - kwestia dojrzałości? Aha. Oczywiście, że zrozumie. Ja rozumiałam w swoim czasie cykl Krebsa i reakcję fermentacji alkoholowej. Co nie znaczy, że pokochałam bimber i że wzruszam się, oddychając tlenem. On teoretycznie wie, że dany pojazd jest dla danej grupy wiekowej. Ale nie wyobraża sobie, jak to jest być małym, słabszymi i mieć krótkie nóżki, nie wyobraża sobie, jak to jest byc matką, uspokajającą wyjącego niemowlaka, pozbawionego zabawy skrzynią, on nie wyobraża sobie, jak to jest budować relację z bratem, on WIE, że chce się bawić w sposób aktualnie zaspokajający jego potrzeby - teraz i zawsze. Co to za zabawa, która polega na dostosowaniu się i ustąpieniu? To nie lepiej, żeby każdy bawił się w swoim kącie po swojemu?
                    • baba_za_kolkiem Re: o zabawie 09.12.16, 18:40
                      Ile ja bym dała gdyby synek usiadł i się bawił.
                      Ale on gdy jest z dziećmi staje się dyktatorem i jest apodyktyczny. A jak ktoś go nie posłucha to jest wielki płacz. Chyba dopiero się uczy ze lepiej mu będzie bez dzieci...
                      albo uczy się reguł.
                      Sama nie wiem : zbliża go to do dzieci czy oddala?
                  • brynhildr Re: o zabawie 09.12.16, 18:40
                    PS - jeżeli ktoś odrzuca i bije, traktuje z buta: sorry, to jest Twoja definicja przyjaźni? Jest bardzo łatwo poświęcić rzeczywiste dobro dziecka dla swojej wizji socjalizacji. Jako małe dziecko, już kiedyś tu pisałam, "płaciłam" za wejście do grupy rówieśniczej najniższym miejscem w hierarchii. Wymagano tego ode mnie i ja to robiłam i w mojej ocenie wyrządziło mi to krzywdę, na szczęście nietrwałą. Teraz Ty się pobaw wyobraźnią: "mój mąż mnie odrzuca, traktuje z buta, ostatnio mnie zbił, ale ja wciąż go kocham, co robić, droga redakcjo"? Czy odpowiesz dorosłej kobiecie - tak, pchaj się dalej w ten związek, należy być w związku, być może nie wyrwiesz już nigdy żadnego chłopa?
                    • marta75b Re: o zabawie 09.12.16, 21:39
                      Odnosnie tej "przyjazni"- mnie tez to wkurza, najchetniej dałabym sobie spokoj, ale synek wciaż wspomina kolege, dlatego nie wiem, jak sie zachowac. Ja mam taki charakter, ze wole byc sama, niz z kims, to mnie zle traktuje, wiec nikogo nie chce socjalizowac na siłe, ale z drugiej strony nie chce go tez separowac.
                      Moja mama- asperger miała koleznakę, i ta kolezanka ciągle jej cos docinała, sama nie wiem, na ile swiadomie. Mowiłam do mamy, ze wolałabym siedziec sama niz męczyc sie w takim towarzystwie, ale mama nie chciała zrywac znajomosci, bo lubiała sie czasem spotkac z ta osobą i było to dla niej lepsze, niz chwilowa "samotnosc". Dlatego sie miotam, co robic z tym kolega.
                      Nie chce go socjalizowac na siłe, ale widze, ze on chce miec kolegów, lubi sie bawic z kuzynami, chce, zeby mu Dzieciatko przyniosło żywego chłopczyka Ben 10... Chce sie bawic, ale dostosowac sie nie chce.
                      Napisałaś :"Co to za zabawa, która polega na dostosowaniu się i ustąpieniu?"
                      Ja to troche porównuje do seksu- gdyby ktos dał dokładne wytyczne, jak ma wygladac seks i kazał by sie do tego stosowac, to połowa ludzi by z tego seksu zrezygnowała. Bo po co robic cos, z czego przyjemnosci nie ma? Podobie jest z zabawa- zabawa ma bawic i koniec, inaczej staje sie zadaniem edukacyjnym. Ja to rozumiem, tyle, ze on chce sie bawic, wiec troche sie musi nagiąc. To nie taka tragedia jezdzic na jezdziku, kiedy mały brat siedzi w skrzyni...
                      Odnosnie wyobrazni- tu chyba masz racje, nie mam nic do dodania.
                      • marta75b Re: o zabawie 09.12.16, 21:49
                        Ach, jeszcze jedno. Pisałas, ze Cie dalsza rodzina za uposledzoną miała. Hmmm, przyznam sie, ja czasem tez miałam takie mysli w stosunku do syna, jak bardzo psocił, albo robił cos totalnie "z kosmosu" (np nasikanie na scianę w łazience kolegi).
                        Ale dzis w przedszkolu zaczepiła mnie jego pani z zajec indywidualnych i powiedziała, ze SYN JEST BARDZO INTELIGENTNY, KSIĄZECZKI ROZWIĄZUJE BEZ POMOCY, WŁASCIWIE JEST NAJINTELIGENTNIEJSZYM DZIECKIEM W GRUPIE (gdzie sa starsze dzieci od niego) I JAK CZASAMI COS POWIE, TO ONA NIE WIE, CO ODPOWIEDZIEC, TAKIE TO JEST MĄDRE I ODKRYWCZE, trallala! I ze widzi dla niego bardzo dobra przyszłosc, studia, itd, itp :)
                        Podbudowałam sie, bo czasami to sie o niego martwię. I co zrobic z taką bestią, na normalnych zajeciach nie usiedzi, trzeba go nianczyc i pilnowac, a indywidualnie rwie do przodu hen przed grupę? Ciezkie to życie.
    • tijgertje Re: o zabawie 10.12.16, 08:42
      Przypuszczam, ze on po prostu nie wie, co robic z zabawkami. Z synem było podobnie. Jeszcze jak był niemowlakiem odkryłam, ze on sie nie bawi, on bada, eksperymentuje i odkrywa. Zabawki elektroniczne typu telefon z guzikami i przypisanymi im zadaniami to było cos fajnego do czasu az zapamiętał wszystkie możliwe sekwencje i zaleznosci. Farby? Super sprawa do badania co wyjdzie z mieszania kolorów, to samo z plastelina i rożnymi wyciskamy, ale zeby cos stworzyć? Mowy nie ma! Moj młody autami nigdy sie nie bawił, nie wiedział, co z nimi robic, no bo co to za frajda, jak sie auto pcha tu czy tam? Pol sekundy zajęło odkrycie, ze koła sie kręcą, no i co z tego? Garaż jakiś czas był fajna zabawka, bo robił eksperymenty sprawdzając co jak sie z podjazdu toczy :P to samo z kulodromem, przez jakiś czas bawił sie godzinami, potem juz wiedział co i jak i zero zainteresowania. Z wiekszością zabawek po prostu nie wiedział, co robic, jak raz cos zrobił to pamiętał i powtarzanie tej samej czynności było bez sensu. Sprawdzało sie znaczne ograniczenie zabawek. U nas strzałem w dziesiątke okazały sie wszystkie planszówki, bo wynik za każdym razem jest inny i oczywiscie mama musi do nich byc, choc troche trwało, zanim nauczył sie akceptować przegrana. Ale np w warcaby w pare tygodni wszystkich poza mna potrafił ograć ;) to samo np z uno. Świetna zabawka długo była jenga, bo nie dość, ze trzeba było ciut pokombinować, to tak fajnie sie waliła :) klocki? Zapomnij. Jako 5-latek składał zestawy lego dla 12-latków, wg instrukcji złożył wszystko, ale co z tym potem robic? Albo jaki jest sens składać drugi raz? Budować cos samemu? Ale co i jak? No nie da sie i juz. O dziwo proste, drewniane deseczki kapla dluuuuugo go zajmowały, miał książki z przykładami konstrukcji, po jakimś czasie nauczył sie je kombinować po 2-3 razem i juz mu sie możliwości zwiększyły. Idealne okazały sie książeczki z rożnymi zadaniami. Miał zajęcie, jesli wiedział konkretnie co i jak ma zrobic.
      • marta75b Re: o zabawie 10.12.16, 21:33
        Po dzisiejszym dniu znowu dochodze do wniosku, ze syn ma wyobraznie i to nie jej brak sprawia, ze nie chce sie bawic zabawkami. Rysował takie ludziki wg wzoru, całe bajki na ich temat wymyslał, a potem bawilismy sie w potwory i to on był narratorem i wymyslał, co mamy robic. Tyle, ze zabawki, jak zwykle, potrzebne do tego nie były, jedynie latarka do szukania po piwnicy. On potrzebuje życzliwego towarzystwa o podobnych zainteresowaniach.
        Tijgretie, moj syn jest w zabawie troche podobny do Twojego, nie wie, co robic z zabawkami, tyle, ze nie sprawdza az tak ich funkcji- tablety, telefony wcale go nie interesowały, bo trzeba myslec. Z klockó budowac wcale nie umie, ja zreszta tez, lego to dla mnie czarna magia.
        Pocieszam sie, ze całkiem fajny z niego rozmowca, dzis cały dzien przegadalismy, zadaje ciekawe pytania, ma fajne spostrzezenia. Etap zabawy kiedys sie skonczy, a rozmawiac mozna całe życie :)
        • marta75b Re: o zabawie 11.12.16, 23:38
          Dzis przyszedł do nas kolego syna. Syn zrobił taki cyrk, ze matka po 45 min. zabrała dziecko i wyszła. Koniecznie chciał pokazac koledze ulubioną reklame bajek (na któej sie od tyg zafiksował), tamtego to nie interesowało. Syn wpadł w histerie, zbił tamtego,zabawki mu wyrywał...
          Tamten chłopczyk proponował kilka zabaw, w ktore moj lubiał sie bawic jako młodsze dziecko (kiedy wydawało mi sie,ze problem jest malutki, pare kroków i bedzie norma), ale nie - ma byc ogladanie bajki i koniec. Po prostu wstyd mi za moje dziecko, mam ochote to olac, w koncu nie ma obowiązku miec kolegów, przyjaciól, to jest przywilej i na to trzeba umiec zapracowac. Po co ja sie staram, niech siedzi i lampi sie w jedna reklamę, jak taka jego wola, tyle, ze niech mnie nie zmusza do zabawy potem.
          Sama nie wiem, czy tłumaczyc tej mamie, ze to ZA? pogorszyc sytuacji juz chyba bardziej sie nie da, syn i tak wyszedł na dziwadło i histeryka.
          Nie wiem , co sie stało, on kiedys nie miał takich fiksacji, był bardziej wszechstronny, interesował sie ogólnie "bajkami, postaciami, grami,słowem, fabułą"- a teraz jak sie na czyms jednym zawiesi, to koniec. Trwa to moze z tydzien , czasem dłuzej, ale wtedy wałkuje jeden temat, zamęczyc potrafi.
          • tijgertje Re: o zabawie 12.12.16, 07:25
            Marta, oczywiscie możesz zakładać, ze etap zabawy kiedyś sie skończy, wiec nie warto sobie tym głowy zawracać, ale po pierwsze zabawa to podstawowy element procesów poznawczych u dzieci, po drugie sytuacje, ktore opisałaś powyżej bedą na porządku dziennym przez kolejne 15 lat. Bez zabawy nie ma mowy o rozwoju społecznym i wprawdzie w Holandii da sie juz żyć w ogóle nie wychodząc z domu, ale w Polsce realia sa inne i nie zapominaj, ze nie bedziesz w stanie zamknąć dziecka w czterech ścianach. I tu niestety Cie nie pocieszę, przy ZA największe problemy wychodzą zwykle dopiero w okresie szkolnym, wiec możesz teraz olać sprawę i fajnie z dzieckiem gadać, ale za jakiś czas nie dość, ze nie bedzie w stanie nawiązać kontaktu z innymi dziećmi, ale ryzykujesz, ze dzieci po prostu nie bedą rozumiały, co Twój syn mówi, co tylko pogorszy sytuacje. Możesz czekać az pójdzie na studia, bo wtedy jest jakas szansa, ze trafi na jakies bratnie dusze, ale jesli nie będzie pracować nad umiejętnościami społecznymi, w tym zabawa, to kolejne lata bedą dla niego istnym piekłem, a i Ciebie niewiele ominie. Moj syn ma prawie 13 lat, w tym wieku dzieci nadal sie bawią, zabawa przybiera inne formy, ale to właśnie zabawa jest punktem wyjścia do nauki i odkrywania świata. Kasper pewnych umiejętności nie opanował i nigdy tego nie zrobi, choćbyśmy na głowie stanęli i zaklaskali uszami, ale kontakt z rówieśnikami jest nieporównywalnie lepszy niz gdy miał 4-5-6 lat. Do 6 lat jeszcze dzieciaki jego dziwactwa akceptowały, potem wszystko sie na łeb na szyje posypało. Trzeba było lat, zeby wyprostować niektóre rzeczy i niezłe sie nakombinowalam, zeby znaleźć ludzi mogącym sprostać jego potrzebom, ale choc młody zawsze mniej lub bardziej bedzie odstawać, to odnieśliśmy sukces na tyle, ze sam ze sobą czuje sie dobrze i dzieki temu radzi sobie z porażkami w kontaktach z innymi, bo tych całkowicie nigdy nie da sie wyeliminować. Tez jest wygadany ( choc nikt by nie pomyślał, ze to kiedykolwiek bedzie możliwe, jak miał 3-3,5 roku), ale dopiero teraz, gdy trafił do klasy w szkole średniej z mocno wyselekcjonowanym towarzystwem i najwyższej inteligencji to jego gadulstwo i słownictwo, jakiego używa przestało byc bariera w kontaktach z innymi. Mimo, ze swietnie dostosowuje poziom do innych, to jednak regularnie mieliśmy sytuacje, ze dzieciaki autentycznie gapili sie na niego, jakby gadał po chińsku.
          • aerra Re: o zabawie 12.12.16, 11:22
            Marta, niekiedy z fiksacjami z wiekiem bywa coraz gorzej i mogą się przerodzić w obsesje. Zwłaszcza jeśli dziecko tak się w nich blokuje i zawiesza.
            U nas w pewnym momencie doszło do tego (fiksacja na temat alfabetu i liczb), że na spacery chodziliśmy wg numeracji budynków na osiedlu. Tą samą trasą i ani kroku w bok. A jaka tragedia była (za każdym razem!), bo nr 13 to pusta działka i nie ma tabliczki z numerem. Cholera, nosiłam ze sobą kredę, żeby mu to 13 na chodniku narysować i żeby miał odhaczone...
            W sklepie jak zobaczył literki (literki-magnesy, literki z pianki, literki płatki śniadaniowe, literki - foremki) to dostawał histerii, bo on musi takie mieć. A potem histerii, bo w zestawie brakuje Q. Albo, że literki są w innym kolorze niż powinny. Młody miał wtedy coś koło 3-4 lat.
            Tylko, że u nas fiksacje nie trwają tygodnia, a lata i miesiące.
            Borze szumiący, jak ja to sobie przypomnę, to aż mi słabo ze szczęścia, że mamy to już dawno za sobą.
            Mamy za sobą w sensie takim, że już jest w stanie zrozumieć (no, może nie zrozumieć, ale przyjąć do wiadomości), że nie każdy mu się interesować tym, czym on się interesuje i że nie należy ludzi tym zamęczać - bo fiksacje same w sobie nie zniknęły. Ale rozszerzyły się tematycznie i sprawy z nimi związane są traktowane mniej kategorycznie ;) Są właśnie bardziej fiksacjami, bez tego elementu obsesyjnego.
            A jak widzimy, że zaczyna się to pojawić i przeszkadzać w funkcjonowaniu nie pozwalamy na zapędzenie się w kozi róg i staramy się przekierować tę fiksację na nieco inne tory.
            I, niestety, dopóki trochę nie ogarniecie takich zachowań, będzie mu trudno - i siłą rzeczy dla was, jego rodziców, też to będzie dużym utrudnieniem - funkcjonować z grupie rówieśniczej. I to nie tylko w kontaktach 1-1, ale też w grupie w przedszkolu, w klasie w szkole, w grupie na dowolnych zajęciach. A, nawet jeśli nie jest obowiązkiem posiadanie najlepszego przyjaciela, tak w miarę poprawne funkcjonowanie w klasie już tak.
            • marta75b Re: o zabawie 12.12.16, 21:37
              Ja wiem, ze powinnam mu pomoc w uspołecznianiu, tylko jak? Jestem podłamana wczorajszym dniem, zabroniłam oglądac rekalamy bajki i dzis grzecznie oglądał Świnkę Peppe :)
              Na usprawiedliwienie mogę powiedziec, ze wirusa załapał, a jak jest wirus, to zawsze mu sie pogarsza i zachowania autystyczne nasilają.
              Dzis rozmawialismy w łozku przed spaniem i chciał wszystkih przepraszac, przypominał sobie jakies zdarzenia z przeszłosci i pytał, czy ma tą osobę przeprosic. Ja tez dzis sie niefajnie zachowywałam, okrzyczałam go porzadnie, ze sie ubierac nie umie, tylko biega po domu, ze ciągle psoci. Po prostu mam dosyc, bo wkładamy tyle pracy, kazdy sie nad nim pochyla- psycholog, terapeuta si, logopega, oligofrenopedagog, ja z nim duzo pracowałam, rehablitacje dodatkową załatwiłam, na suplementy kasę wydaję, sama w dziurawych butach chodze... a efekty marne. Jeszcze rozumiem, jak cos zrobi, bo nie wie, ze tak nie wypada- gorzej, jak sie zachowuje jak buc i dobrze wie, ze jest niegrzeczny. Tego jest tyle- problem z ubieraniem, bieganie po domu, skakanie po łozku kiedy przewijam młodszego brata, skakanie po malym łozeczku brata (szczebelki juz trzeszcza), kopanie kazdego przedmiotu który spadł, kiedy staram sie go podniesc (wcale tego nie zauwaza, po prostu kopie i kopie), nie sprzatanie zabawek, rzucanie kurtki i ubran na podłogę pod nogi zamast powiesic,obsikiwanie dookoła ubikacji- a ja tylko zakazuje, sprzatam, naprawiam. Mam dosyc, tez chce pozyc, film obejrzec, ksiazke czasem przeczytac, a nie jak jakis robot od 7 rano do 23 i kawa pita w biegu, a w domu wieczny bałagan. Kiedys taki niegrzeczny Asperger dostałby porzadnie w d..ę, a teraz kazdy sie caca, a matka juz zajechana pscyhicznie, na skraju załamania nerwowego. Moze kiedy wroce do pracy, troche sie odseparuje, to inaczej na to spojrzę?
              Narazie odechciało mi sie uspołeczniania, zwłaszcza, ze kolegów zniechęcił, to na siłe prosic nie bede,zeby znowu zrobił potem cyrk.
              • marta75b Re: o zabawie 12.12.16, 21:46
                Tijgretie, moj syn to jednak nizsza połka, jesli chodzi o intelekt, w stosunku do Twojego syna. Tematy, o jakich rozmwaiamy, nie są az tak filozoficzne, specjalistyczne, jak sobie wyobrazasz. Gadamy o bajkach, filmach,o dzieciach z przedszkola, zdarzeniach z przeszłosc, o tym, co kto lubi... To nie sa jakies scisle naukowe tematy, tylko takie na luzie, jak chyba wszystkie dzieci, i wtedy rozmawia sie fajnie. Co do jezyka, to młody jest dosyc dziecinny, niby czasem uzyje trudnego słowa, ale nie mowi jak dorosły, bardziej jak 4- latek. Troche ma składnie dziwna, sepleni i tyle. Nie wzbudza dystansu, ale bywa tez smieszny ( w negatywnym znaczeniu tego słowa) w swych wypowiedziach, nietypowy. Na moj gust to bedzie wybierał kolegów wsrod dzieci "głupszych" od siebie, w takim towarzystwie sie społecznie odnajdzie. Ja tez wolę ludzi prostszych, wtedy nie martwie sie tym, jak sie zachowac.
                • holina Re: o zabawie 13.12.16, 12:38
                  Marta, ja zawsze uważałam i uważam że ZA nie zwalnia nas rodziców z wychowywania i stawiania dziecku pewnych granic. To, że Twój syn ma CZR to nie znaczy, że ma nie sprzątnąć swoich zabawek, nie podnieść rzuconej na podłogę kurtki, czy ma nie kopać w przedmiot, który akurat chcesz podnieść. Musisz wyznaczyć pewne granice, i nie patrzeć ciągle przez pryzmat tego, że dziecko jest zaburzone. Oczywiście są pewne zachowania, jak skakanie czy bieganie po łóżku, które można tłumaczyć nadpobudliwością, ale chyba się zgodzisz, że Twój syn ma ręce i nogi i może posprzątać zabawkę, którą np zostawił na stole.
                  Mój syn jest nauczony pewnych zasad. I zawsze jak wychodzą od niego koledzy wie, że musi posprzątać swój pokój, ponieważ to byli jego goście, których sam zaprosił. Po prostu kilka razy zrobił scenę, że nie posprząta, więc mówię do niego, że mogę mu ewentualnie pomóc, ponieważ faktycznie bałagan jest duży, ale nie będę go wyręczać. Oczywiście pisk... bo on chce bajkę teraz, więc mu powiedziałam, że w takim razie biorę worek, pakuję zabawki i wynoszę je na strych. ( dwa razy tak zrobiłam ) i w prawdzie był płacz, ale od tej pory, a miało to miejsce jak miał około 4 latka, raczej zawsze sprząta. Oczywiście są wyjątki, znajomi z dziećmi wychodzą późno, syn jest zmęczony, więc wtedy mu pomagam i we dwoje ogarniamy pokój, albo jeśli na drugi dzień ma na późniejsza godzinę do szkoły bądź jest sobota / niedziela robi to rano. Jeśli Ty nauczysz syna zasad, które chcesz aby były przestrzegane w waszym domu, będzie wam się naprawdę lepiej żyło. Bo w tej chwili wyłania się obraz rozpuszczonego do granic możliwości dziecka ( wiem, że ma ZA ) i znerwicowanej przez to mamy. Długo tak nie pociągniesz. :-(
                  Pamiętaj też, że w całym tym rozgardiaszu i kołowrotku, nie można zapominać o sobie. Piszesz, że sama chodzisz w ,, dziurawych butach ,, a wcześniej pisałaś, że Twój syn ma cały pokój zabawek ( tak mi się gdzieś rzuciło ). Zrób też coś dla siebie, Ty też jesteś ważna. Oczywiście nie można oszczędzać na terapii dziecka, ale musisz też mieć jakieś przyjemności, chwilę dla siebie. Może niech mąż, babcia czy ktoś z rodziny zajmie się dziećmi w weekend, spotkaj się z koleżankami, wyjdźcie na kawę, piwo, do kina czy na cokolwiek. Albo z mężem gdzieś, czy razem się umówcie z grupą przyjaciół. Nie wiem, zrób to co lubisz. Nie można dać się też zwariować. Mi bardzo pomogło zdystansowanie się do tego wszystkiego. Owszem, ZA zawsze będzie gdzieś tam w naszym życiu, ale staramy się normalnie żyć, normalnie wychowywać swoje ,, czasem inne ,, dziecko, nie patrząc na wszystko przez pryzmat ,, bo on ma zespół aspergera ,, i uwierz mi, że żyje nam się o wiele, wiele lepiej :-)
                  • marta75b Re: o zabawie 13.12.16, 14:22
                    Ja własnie to w nim widze- wrzeszczace, rozwydrzone dziecko.
                    Syn ma dodatkowo ADHD. Kiedy był mały, trzeba było go non stop pilnowac- biegał choc nie umiał, wszystko zrzucał, nie było na niego sposobu. Dodatkowo był taki strachliwy, mamina przylepa, wzbudzał wspołczucie.
                    Kiedy w przedszkolu mi powidzieli, ze to autyzm, nie wiem czemu skojarzyłam to sobie z moim kuzynem- powiedzmy Krzysiem. W obecnych czasach Krzys miałby autyzm i lekkie uposledzenie, wtedy jego matka miała go po prostu za "niepodarzone dziecko" i tresowała od niemowlaka. Bardzo biedny, wystraszony chłopiec, chodzacy za mna krok w krok i nie umiejący nawiazac kontaktu. Pomyslałam- beda mi mojego Adasia dzieci bic, a on biedny nie bedzie nawet wiedział, o co chodzi. Zdwoiłam wysiłki w terapii zabawy, kazdą chwile poswiecajac dziecku, sprzatałam i gotowałam kiedy spał, a tak to cały dzien pod Adasia. Moze w pewnym momencie nie było to juz potrzebne? Moja przerazenie wzmogła opinia, która mi wystawili w przedszkolu, a ktora nijak nie pasowała do syna (przestawili go własnie jako taką niesmiała niemowę). Na usprawiedliwienie dodam, ze jest bardzo nadpobudliwy i trzeba go ciagle pilnowac.
                    A z obowiazkami - no nie da sie, ja bym go katowac musiała. Wczoraj tak sie wsciekłąm, ze mu zabawki połamałam (to stare, nieuzywane) i wyrzuciałam do kosza. Ryczał jak szatan. Dzis ten sam problem, w pokoju bałagan, a dziecko biega w kolko po domu i nie ma bata.
                    Z rozbieraniem - on wbiega do domu jak dzik, zrzuca wszystko z siebie i zaczyna broic, nie wiadomo czy sprztatac, czy go pilnowac. Chyba mu te ubrania zaczne wyrzucac na dwor, moze cos zrozumie. I to jest setki razy, moje awantury NIC, NIC nie daja, jakby zapominał po minucie. No po prostu musiałabym go lac jak jakas patologia.
                    Przeciez asperger to nie musi byc jakis wariat, moja rodzina same As-y, spokojne, własnie milczki, ugodowe, a tu taki diabeł. mysle, ze ADHD jest gorsze od ZA i nie wiem, do jakiej szkoły on sie nada, bo o masowej coraz czesciej przestaje myslec.
                    Pomocy nie mam znikąd, wiec na wyjscie nie ma szans.
                    • holina Re: o zabawie 13.12.16, 14:36
                      A czy w przedszkolu robi tak samo jak w domu ?
                      Tzn. Czy wbiega jak szalony ze spaceru z kolegami, rzuca kurtkę na podłogę, czy gdzie tam popadnie, skacze po krzesłach, dzieciom po głowach, nie sprząta rozrzuconych przez siebie zabawek, ogólnie nie stosuje się do żadnych zasad ?

                      ADHD podobno często idzie w parze z ZA. Ja też nie jestem zwolenniczką bicia, czy tresowania dziecka, wręcz uważam, że jeśli rodzic się awanturuje, krzyczy, czy stosuje jakieś tresury, to tylko i wyłącznie szkodzi dziecku. 5 latek to już naprawdę spory chłopczyk, który powinien już rozumieć gdzie są granice, ( tym bardziej, że z tego co napisałaś on doskonale wie, kiedy jest niegrzeczny ) ale to rodzic powinien je wyznaczyć. Skąd on ma wiedzieć, że zabawki trzeba posprzątać, skoro jest pewien że Ty zawsze zrobisz to za niego.
                      • marta75b Re: o zabawie 13.12.16, 16:20
                        W przedszkolu jest podobnie, w tym roku sie polepszyło troche. Kopie bezwiednie zabawki, którymi sie dzieci bawią, kurtka byle gdzie, az go panie postraszyły, ze ja mu posprzatają. On wie, ze jest niegrzeczny - zazwyczaj. Bywa, ze czasm np wyje i wygaduje głupoty, a potem mnie pyta "mamo, czy to było smieszne?"
                        Bylismy u lekarza z młodszym, cała droge starszy biegł pod nogami, przewracał sie, krzyczał, a pod koniec omal nie zwymiotował z tego wysiłku. W gabinecie buczał, pokrzykiwał, tak, ze trudno było małego zbadac w hałasie. Duzo złego robi tez ten wirus, na codzien nie ma takiego ZOO, bo bym zwariowała. A z wychowaniem on jakby nie myslał, nie panuje nad soba - np. je i biega przy stole, robi bałaagan, za chwile biega po domu i rozrzuca wszystko, co jest pod reką, za chwile skacze po lozku. trudno mi to na szybko opisac. Np. jak miał 3,5 roku pojechalismy nad odkryty basen. Schodki po których siue wchodziło byly sliskie i sie przewracał głową do wody, ale nie wyciągła wniosków, gnał do wody, ja go asekurowałam, łapałam itd, upominałam - na nic. Jakby był głuchy, w swoim swiecie. Przewrócił sie, wrzask, za chwile to samo. To trudno nawet opisac. Do 3 r.ż. nie mozna z nim było isc pieszo, bo biegał bez sensu jak zombie w horrorze (przed wypatrzeniem ofiary), wyjscie do sklepu odpadało, tylko wózek. Tego jest tyle, ze to nawet trudno opisac, np wyciagnie zabawkę, ja nawet nie zderzą go upomniec zeby schował, a on wyciaga 5 innych, rzucając bezwiednie na podłoge te, które go nie interesują.
                        Albo np usypiam małego i wrecz go błagam "bądz 5 minut cicho, potem sie pobawimy"- i nie potrafił tego wykonac, pomogło kilka mega- awantur, któe zrobiłam w wakacje (schudłam w tych mękach 8 kg w 6 tyg>), teraz sie stara byc ciszej, ale nie umie. Mam nadzieje, ze z grubsza sobie wyobrazasz, jak to wyglada. A przy tym potrafi byc niemiły, a pozniej załuje. Jakby nie do konca panował nad swoim zachowaniem. On nie chce byc taki straszny, on po prostu nad tym nie panuje.
                        • holina Re: o zabawie 13.12.16, 16:41
                          A robiliście diagnozę pod kątem ADHD ? Bo ewidentnie masz do czynienia z nadpobudliwością ruchową. Mi psycholog powiedziała, że ADHD właśnie często idzie w parze z ZA. Może jakieś terapie wyciszające ? My obecnie chodzimy na biofeedback. W prawdzie jest to metoda, która ma poprawić koncentrację uwagi, ale pacjentami są też dzieciaki właśnie z nadpobudliwością. Na razie chodzimy krótko, więc trudno mówić o jakiś zaskakujących efektach, ale my też zmagamy się z trochę innym problemem niż wy, zresztą mój synek jest starszy ma niespełna 7lat.
                          • marta75b Re: o zabawie 13.12.16, 18:00
                            Jeszcze nie diagnozowalismy - tzn ja mysle, ze to ADHD i ze to kwestia formalnosci. Psychiatra, podczas diagnozy ZA nie chciała dac leków, bo dziecko nie jest agresywne, a poza tym powiedziała, ze te zachowania wynikaja z zaburzen SI. Biofeedbeku zapisanego nie mamy, to dopiero daja dla dzieci szkolnych w naszej poradni.
                            • holina Re: o zabawie 15.12.16, 10:40
                              Może faktycznie wirus tez zrobił swoje. Każdy człowiek czy to mały, czy duży jak jest chory, to często nie ma na nic ochoty, o wszystko go denerwuje. Może sprobujcie raz jeszcze z kolegą, ale jak synuś wyzdrowieje. Najlepiej w weekend, jak będzie wypoczęty. Początki zawsze są trudne, ale z czasem jest coraz lepiej. :-)
                              • marta75b Re: o zabawie 15.12.16, 13:40
                                Mam nadzieję. Przes tezn tydzien syn tak mi dał w kosc, ja juz nie wiem, co jest kwetią zaburzenia, a co kwesitią charakteru czy wychowania. Oto jak wygladał wczorajszy dzien
                                7:30 Syn budzi sie, oczywiscie wrzeszczy, kopie, rzuca sie po łozku, wykrzykuje cos bez sensu z zacisnietymi ustami, skacze- taka jego zabawa, to chyba objaw zaburzenia. Potam zaczyna biegac po domu- tak do godz 9. Ja w tym czasie ogarniam małego (pieluchy, ubieranie, karmienie, antybiotyk) kuchnię (czasem zasne i wieczorem zostawiam bałagan), robie sniadanie - nie moge sie starszym zając. syn mogłby posiedzic w tym czasie w kuchni, mam tam puzzle, magnesy na lodówkę, literki na lodówkę, kolorowanki, ksiązeczki, takie pinezkowe układanki (do połowy rzeczy nie trzeba miec umiejetnosci manualnych czy specjanej wiedzy)można by razem spedzic czas, ale on woli biegac.
                                9 godz. Mąz puszcza synowi bajkę, coby przestał biegac. Oglada bajkę, ja chodze po domu za małym i go pilnuje.
                                10:30 - usypiam małego, starszy poltora godziny gapił sie w TV, z przerwa na wklejanie naklejek do albumu (po nadzorem i z pomocą męza) Robie zapiekanki, starszego niemal siła targam do kuchni, zając sie niczym nie chce. Oczywiscie przedtem zmuszam go niemal siła, zeby sie ubrał, bo sam by nigdy na to nie wpadł. Ubieranie trwa ok 20 min.
                                12- pilnowanie małego, syn biega po domu w kolko. W koncu, po ponad godzinie biegania puszczam mu gre na komputerze. Nie ma sznas, zeby sie zaczał sam bawic, czy zajął zabawkami (DLATEGO TAK MNIE WNERWIA ICH KUPOWANIE, BO TYLKO JE ROZWALA) Do gry mnie ciągle woła. Ja jestem coraz bardziej nerwowowa.
                                14: obiad, syn niemal kąpie sie w zupie pomidorowej (charakter, wychowanie?), trzeba go siła przebierac (chyba charatkter?). Spieszymy sie na rehabilitacje, ja sie ubieram, młody, zamaiast ubierac, ucieka po domu. Taksówka czeka, a ja go gonie i na siłe ubieram buty itd. Nerwy mi puszczaja, krzycze na niego, dostaje szalikiem po głowie. Podczas ubierania nie wspołpracuje, jesli ubiera buty sam, to bez rozpinania, na siłe i niemal je rozwala, to kwestia czasu. Długo nie umiał, słaby manualnie, słaba koncentracja, ale teraz zrobił sobie z tego zabawe i nie pomagaja moje awantury.
                                15- wracamy do domu pieszo, kawał drogi. W domu biega do 18, ja pilnuje małego. 18- bajki, kąpiel, 20- usypianie.
                                Jak to wytrzymac, ten ciagły wrzask, bieganie? Dzis jest lepiej, wirus ustępuje, ale i tak niczym sie nie potrafi zajac. To po co mu zabawki, skoro popatrzy na nie 5 min. i idzie biegac? To mnie boli.
                                Ja czasem mysle, czy on upośledzony jest, ale panie w przedszkolu mowią, ze pod wzgledem intelektu jest w czołowce grupy. Jestem nim podłamana. Przy tym zrobił sie rozczeniowy, niemiły, nie chce sie dostosowac.
                                Ja mam dosc, ja tez jestem troche asperger. Jestem nadwrazliwa słuchowo, nawet odkurzacza nie uzywam, a tu od rana wrzask i bieganie. Lubie porządek, a tu ciagły rozpier...Mam zainteresowania, bez mozliwosci ich realizacji, chocby godzina dla siebie.
                                Co to za życie.
                                On potrafi byc tworczy w zabawie, cos wymyslic, ale potrzebuje wspołpracownika, który mu sie podłozy (czyli inne dziecko włąsciwie odpada) i szybko sie nudzi, co chwile chce innej zabawy.
                                nie wiem, co bedzie z tym moim dzieckiem, czy zawsze bedzie biegac? Przeciez samoobsługa po podstawa, a on nadal nie potrafi sie ogarnąc z ubieraniem, jedzeniem, organizacją zabawy...
                                • marta75b Re: o zabawie 15.12.16, 14:29
                                  I to nie jest tak, ze ja syna odrzucam. ja go wołam "chodz do pokoju, poukładamy pociag", albo "chodz do kuchni, ja nakarmie J., a ty poukładaj magnesy" Ale nie, mamy sie bawic TYLKO W TO, CO ON CHCE" i ma byc 100 procent mojej wspołpracy i zabawiania. Nie dostosuje sie, nie ustąpi.
                                  On sam o sobie mowi,ze wie, ze jest niegrzeczny, aqle na ile nad tym panuje?Nie wiem.
                                  miał byc lekki watek, a zrobił sie ciezki klimat..
                                  • baba_za_kolkiem Re: o zabawie 15.12.16, 15:38
                                    Sprobuj narysować tarczę zegara i zaznacz przy liczbach rysunkiem czynność. Ten rysunek powiieś obok prawdxiwego chodzacego zegara. O tej godzinie robimy to. Zobacz ktora godzina? Co będziemy robić potem? Od tej do tej jest zabawa. Od tej do tej rehabilitacja. O tej obiad. U nas takie plany się sprawdzają, synek na początku sceptycznie ignorowal ale z czasem już sam zaczyna spoglądać, woła mama co było? Skreslamy!
                                    Rysujemy każdy dzień oraz plan tygodnia. Synek sam sobie podchodzi i sprawdza.
                                    jeśli twój nie zna cyfr to nic, niech patrzy gdzie jest grubszą wskazówka.
                                  • agata_abbott Re: o zabawie 15.12.16, 16:03
                                    Moja córka jest przez swoje terapeutki określana eufemistyczne: "silny charakter":) I kiedyś one stosowały taką zasadę, że wchodziły na zajęcia z Ewą z konkretnym planem i listą przygotowanych zabaw. Oczywiście Ewa połowę tych zabaw olewała, do reszty podchodziła, ale średnio zainteresowana. Większość zajęć - walka, żeby coś konkretnego zrobiła. No i w pewnym momencie panie zmieniły taktykę. Przychodzimy, Ewa wbiega do pokoju, zawiesza oko na jakiejś zabawce, pani jej tę zabawkę daje i na tej podstawie "w locie" wymyśla cały scenariusz zajęć. Wie, co powinna zrobić/co poćwiczyć, ale wchodząc na te zajęcia z Ewą nie wie, w jaki sposób będzie to robić. Np. kiedyś Ewa wybrała chyba straż pożarną, więc była zabawa tematyczna w strażaków, segregowanie jakichś tam sprzętów, których używają strażacy, rysowanie wzdłuż kropek czegoś tam, wyklejanie plasteliną na kartce wody, która leci z węża. Ewa jest potwornie uparta i jak się zafiksuje na jakiejś zabawce/sprzęcie, to nie popuści - ale malutkie ustępstwa są możliwe, i na tej bazie można naprawdę wiele osiągnąć.

                                    Zreszta, podobnie jest w domu. Ostatnio np. ciągle by chciała "oglądać bajkę ze smokiem" (Mulan). Bajki są tylko wieczorem. Zaproponowanie czegoś kompletnie innego powoduje obrazę majestatu i usztywnienie się na wszystko. Ale my ją wtedy sposobem: "bajka będzie wieczorem. Może puszczę piosenki z Mulan i ulepimy smoka z ciastoliny?" No i w większości przypadków to już ją satysfakcjonuje.
                                    Myślę w ogóle, że takie drobne wprowadzanie zmian do utartych zabaw/rytuałów trenuje otwartość na zmiany. Coś jak historia Baby o wciskaniu przycisków w windzie (swoją drogą - jak tam Wam idą te rytuały?:))). Ewa lubi odgrywanie scenek z bajek, ale ciągle staramy się w nich coś zmieniać, co chwilę każdy ma inną rolę, role odgrywamy my albo jakieś pluszaki... Ewa widzi, że to jest śmieszne, jak ona jest np. Księżniczką Poppy (ostatnio byliśmy na Trollach;)), ale lubi, jak Poppy jestem ja, tata albo któraś z tych maskotek. Bo każde z nas odgrywając daną rolę (lub odgrywając ją daną maskotką - to już jest wyższa szkoła jazdy, bo się gra np. Tygrysem, który gra jakąś księżniczkę:)) wplata coś nowego, innego, charakterystycznego - i to jest śmieszne.
                                    (no i pozwala mi się dowartościować, bo w sumie dosyć często to ja jestem jakąś księżniczką, co mnie cieszy, bo w moim wieku mogłabym w zasadzie podpadać pod kategorię "zła macocha" ;)))
                                    • baba_za_kolkiem Re: o zabawie 17.12.16, 21:57
                                      agata_abbott napisała:

                                      > Coś jak historia Baby o wciskaniu przycisków w windz
                                      > ie (swoją drogą - jak tam Wam idą te rytuały?:))).

                                      Nam? :)
                                      Otóż po dzisiejszym dniu stwierdzam, że u nas do żadnego, absolutnie żadnego tematu nie można się zbytnio przywiązywać. Kiedy jednego dnia rytuały są silne, innego nagle zanikają a wychodzą inne tematy.
                                      Ostatnie dni rytuały są znacznie ograniczone, przymus robienia wszystkiego ograniczony do kilku rzeczy, bez problemu akceptowane wciskanie guzika przeze mnie, otwieranie i zamykanie przeze mnie. Synek tez daje się do wielu rzeczy przekonać, stał się bardziej elastyczny.
                                      Dzisiejszy dzień to nie wiem co mu się stało, ale pod względem funkcjonowania to była w ogóle niemal rewelacja. Niemal. Poza dwoma elementami.
                                      1. Syn skakał dziś bardzo, bardzo dużo. Zawsze miał potrzeby sensoryczne, ale dziś to było jakieś apogeum. Rano po obudzeniu skakał na materacach w sypialni (spimy na materacach na podłodze), przysięgam, ponad godzine, skakał jak nakręcony, uśmiech od ucha do ucha, skoki, rzuty na łóżko, różne figury, oproty, non stop skakanie. Potem szedł do mnie do kuchni - skacząc. Rozmawia ze mną - podskakuje, za każdym razem jest to tzw ciężki skok, całymi siłami pięty w ziemię. Każdy, każdy posiłek dziś zjedzony skacząc na krześle. Podczas siedzenia na kanapie cały czas skakanie pupą na kanapie. Cały dzień skakanie. Pod wieczór przyszła sąsiadka z dołu, przeprasza że przeszkadza, ale to skakanie ją wykańcza. Mnie też. Synek robi to nieświadomie. Bawimy się w rzucanie piłką, wieczorem, mówię Nie skacz... przestaje na 3 sekundy, i rzucając ze mną piłke zaczyna skakać. Skakał podczas ubierania i rozbierania, mycia zębów. Cały dzień mocne skoki, takie w wdeptywaniem w ziemię.
                                      Jestem w szoku, nie wiem skąd TAK SILNA potrzeba tego rodzaju stymulacji, chciał też żeby go obejmować i ściskać.
                                      Na szczęście lada dzień zaczynami SI.
                                      2. Kolejny zaskok. Cały dzień echolalie. Powtarzane zdania, cytaty, po kilkanaście razy. Zdania od czapy, nie związane z tematem rozmowy czy aktualnej czynności. Przez cały dzień z kilkanaście razy usłyszałam pytanie "Co potrzebujesz a co zamawiamy?" w różnych sytuacjach, nie w trakcie zabawy, autentycznie mnie pytał i oczekiwał odpowiedzi, próbowałam skierować rozmowę ciągnąc ją dalej, ale za chwilę znów "Co potrzebujesz a co zamawiamy?". Do tego inne cytaty z wypowiedzi dorosłych osób lub z bajki.

                                      Ale, kolejny ogromny zaskok, synek cały dzień w świetnym humorze, cały dzień się bawił fajnie, naprawdę baraszkował, bawił się, śmiał, nawet wymyślał historyjki, co naprawdę praktycznie się nie zdarza. Bawił się w jazdę autobusem, zabieranie ludzi na przystanku, wsiadanie i wysiadanie itd.
                                      Niestety kiedy wzięłam figurke Georga i udawałam go, to nie podchwycił tego, kiedy zaproponowałam mu, ze teraz on może udawać Georga, zupełnie nie wiedział jak i co i wrócił do aut. No nic, i tak się super bawił, i był szczęśliwy.
                                      Tylko to skakanie. Dziś jakieś apogeum.
                                      Ale rytuały faktycznie prawie w tej chwili odpuściły. Za to w rozmowach się zrobił strasznie monotematyczny, tylko autobusy i wycieraczki.
                                      Kiedyś myślałam, że synek to i tamto, lubi robi to, nie lubi, nie robi tamto. Teraz już wiem, każdego dnia i tygodnia jest inny repertuar i do niczego nie można się za bardzo przywiązywać.
                                • holina Re: o zabawie 15.12.16, 14:43
                                  Dziewczyny w innym wątku pisały o planie dnia. Nie wiem na ile sie to u was sprawdzi, ale może warto spróbować. U nas tez bardzo mogły uśmiechnięte / smutne buźki. Za cały tydzień uśmiechniętych, młody mógł wybrać sobie w niedziele nagrodę. Oczywiście nie zabawkę. Pomysły były różne. Wspólny spacer na lody, czy do kina, mógł wybrać sobie cel podróży. Np Mc Donalda czy coś innego. Może sprobujcie ustalic, że do 10.00 zajmuje się sam sobą ( niech sam wymyśli sobie zabawę ) a po tym czasie, jak położysz młodszego, będziesz do dyspozycji dla starszego i wówczas będzie mógł wybrać sam sobie aktywność / zabawę z Tobą. Ważne, żeby te wybory ( nagroda, zabawa ) należały do niego. Dzieci uwielbiają decydować. Do tego plan dnia. O 10.00 robimy to, o 12.00 tamto, o 13.00 jeszcze coś innego itd....
                                  Gdzieś czytałam, że komuś to bardzo pomogło okiełznać takiego nadpobudliwego szkraba. Może i wam się uda. No i ja bym pochwała połowę tych zabawek. Zistawilabym tylko te, które mogą być interesujące. Po miesiącu zrobić wymianę. Może ma ich za dużo i sam nie wie w co / czym się bawić.
                                  • eliska7 Re: o zabawie 15.12.16, 15:42
                                    Holina ma rację, grunt to organizacja i wprowadzenie jasnych zasad. Spiszcie z synkiem zasady co można a czego nie można w domu, powiescie gdzieś w widocznym miejscu. Dobra jest też tablics motywacyjna i podsumowanie każdego dnia. Spróbuj też wprowadzić minutnik na ubieranue, rozbieranie, jedzenie. Ja bym dawała małe nagrody każdego dnia. Np granie w grę, bajka to nagroda. Na koniec tygodnia nagroda duża jak podała Holina. Aspergery lubią zazwyczaj jasne zasady i trzeba to wykorzystać. Trzymam kciuki.
                                    • eliska7 Re: o zabawie 15.12.16, 15:44
                                      Nagrody oczywiście zgodnie z tablicą motywacyjna, jeśli zdobędzie danego dnia określoną liczbę punktów.
                                • aerra Re: o zabawie 15.12.16, 22:43
                                  Nie obraź się, ale jak on ma nie biegać i szaleć, jak tyle czasu siedzi przed telewizorem i przy komputerze?
                                  Nie uważam, żeby całkiem należało to odciąć, ale jeśli zaczyna rano i siedzi przed telewizorem aż 1,5 godziny plus jeszcze komputer z grą, to potem jest zwyczajnie przestymulowany i musi się jakoś wyładować.
                                  • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 13:16
                                    Nie mam czasu odpowiedzic, postaram sie wieczorem cos odpisac. Pozdrawiam, dziekuje za odpowiedzi.
                                  • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 13:21
                                    Nie siedzi az tyle, właczam, jak na prawde juz nie daje rady a mały biega jak wariat. Na codzien jest moze godz. TV, a komputera jeszcze mniej. Zwykle jest w przedszkolu, potem rehablibitacje lub zakupy, potem zabawa i od 19 do 20 bajki. w weekendy odlada tez rano, zeby nie biegał przez ten czas gdy ogarniam reszte, a nie moge go zajac. Jesli nie patrzy na bajki, a ja sie nim nie zajmuję, to biega. To nie tak, ze najpierw bajki,a potem w skutku bieganie, jest na odwrót, bieganie, a potem ja puszczam bajki, zeby mu tego biegania nie utrwalic (o moja naiwnosci)
                                    • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 13:54
                                      Wirus mija. Dzis syn biega tylko troche, chce SAM kolorowac, bawi sie klockami. Ostatnie dni- od niedzieli do wczoraj to był horror.
                                    • aerra Re: o zabawie 16.12.16, 15:29
                                      Utrwaliłaś za to odwrotnie ;) Jak biega, to wie, że mama dla świętego spokoju włączy bajki. Dzieci SĄ sprytne. NT i ZA, nie ma to znaczenia, takich rzeczy uczą się momentalnie ;)
                                      Pisałaś o zaburzeniach SI, a migający kolorowy ekran plus dźwięk to coś co pięknie potrafi zaserwować taką dawkę bodźców, która dla osób z problemami sensorycznymi jest zwyczajnie za duża. Widziałam to po moim dziecku. Czas na komputer (telewizora nie mamy w ogóle) ma ustalony i rzadko pozwalamy go przekraczać, ale widzę różnicę na przykład po wizycie u kuzyna, gdzie telewizor (5-latek ma "swój" telewizor w pokoju) chodzi non-stop. Widzę, dosłownie, widać jak mocno jest potem przestymulowany, drażliwy, nie umie się skoncentrować. I widzę też różnicę w niedzielę, która u nas jest dniem bez komputera, dla wszystkich, nie tylko dla dziecka, rodziców też ;) Paradoksalnie, najtrudniej było chyba przestawić się mężowi (no, nie powiem, mnie też czasem kusi, ale zasada to zasada ;) ), młody marudził przez pierwsze 2 miesiące, potem się przyzwyczaił.


                                      • holina Re: o zabawie 16.12.16, 15:59
                                        Ale Marta wyraźnie pisze, że syn ma włączane bajki / gry na 1 godz dziennie. Nie dajmy się też zwariować. Ludzi mają TV w domu, i oglądają. Bez przesady!!! Nikt tu nie mówi o włączonym na cały regulator TV przez cały Boży dzień. Mój syn oglądał bajki i ogląda i nie widzę jakiegoś skrzywienia u niego z tego powodu. U nas jak przyjdą znajomi z dzieciakami, to niektóre ganiają z synem, niektóre lampią się w TV, który ma włączone bajki w sypialni. U nas w zerówce dzieciaki bardzo często nawiązywały relacje, gdzie tematem były właśnie bajki. Mój syn uwielbiał te pogaduchy na temat odcinków Lego star wars, opowiadali sobie z chłopakami o różnych scenach. Akurat miał wtedy dużo do powiedzenia, bo obejrzał kilka odcinków z tej serii.
                                        Ja tam synowi pozwalam czasem na bajkę ( teraz już starszy więc mniej ogląda ), czy na grę w komputerze. Czasy są jakie są, Nie znam ani jednego dziecka, które ma całkowity zakaz na bajki czy gry, albo takiego ( tu mowa o rówieśnikach ), które nie wie lub nie grało w Minecraft.
                                        Nie mam zamiaru wyrzucać TV z domu, co nie oznacza że gdybym zauważyła jakiś nadmiar tych gier / bajek to na pewno bym zareagowała. Zresztą problem dotyczy jedynie okresu jesień / zima bo później dzieciaki i tak wolą pobiegać po dworze, pokopać piłkę niż lampić się w TV, ale godzina dziennie , po wszelkich zajęciach, odrobionych lekcjach, i innych obowiązkach, nie powinna wpłynąć jakoś drastycznie na rozwój dziecka. Zresztą sama lubię wieczorem z kubkiem gorącej herbaty obejrzeć ciekawy program czy film, więc dlaczego mam pozbawiać tej przyjemności swojego dziecka.
                                        • aerra Re: o zabawie 16.12.16, 16:09
                                          A gdzie ja pisałam, że uważam, że trzeba całkiem wyeliminować telewizję czy komputer?
                                          A Marta pisała, że godzinę, tak, ale wcześniej, że półtorej plus jeszcze komputer dodatkowo. A w weekendy również rano.
                                          To jej dziecko i będzie tak je wychowywać jak chce. Nawet jeśli uzna, że dobrym sposobem jest posadzenie dzieciaków na cały dzień przed ekranem ;) Ale jeśli pisze o problemach z sensoryką i wymienia takie objawy, które wg mnie (i tylko na postawie opisu, bo przecież jej dziecka nie widziałam na oczy) świadczą o tym, że dziecko jest przestymulowane, to piszę co ja bym zrobiła. I jakie kroki podjęłam u swojego dziecka i siebie. A ona zrobi, to co uważa za najlepsze dla siebie i swoich dzieci.
                                          • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 16:21
                                            bByło poltorej wczoraj, bo sobie nie umiałam dac rady - mały ma dodatkowo zapalnie pluc, biegam z lekami, probiotykami, co chwile wymiouje swluzem, wiec sie z praniem wyrobic nie umiałam. a starszy NIE UMIAŁ SIE SOBĄ ZAJĄC, TYLKO BIEGAŁ, BIEGAŁ, BIEGAŁ, mimo, ze wołałam go do innych zajec. W normalne dni jest godzina dziennie. Jak on tak biega i wrzeszczy, to mi małego budzi, potem mały płacze i ja juz nie daje roady psychicznie, tez krzycze i robi sie rodzina patologiczna. W normalne dni jest godzina dziennie, w weekendy w sumie 2, bo wychodzimy do sklepu, na plac zabaw, bawie sie z dzieckiem, mąz go zabiera na basen, do MC donalda itp, wiec nie ma tyle czasu na TV. Teraz nie moge wyjsc, bo mały chory, a starszego nie umiem zajac w domu (kazdą minutę), bo on sam, jak juz pisałam, nie bawi sie wcale.
                                            Narzekałam, ze nie umie ubrac butów, ze ubiera je na siłe i je rozwali. Stało sie, dzis zostały rozwalone, pekł szew na 5 cm. miał je miesiac, drogie buty, a ja sama w jesiennej kurtce i butach przeciekajacych. to co, mam 5,5 latkowi buty ubierac, skoro sam nie chce (tj. cisnie na siłe i mogę go nawet zbic w nerwach, za chwile to samo, bo mu sie rąk uzywac nie chce. Pewnie mnie tu skrytykujecie, ale ja mam dosyc). musiałam sie wyzalic, znowu chce mi sie płakac.
                                            • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 16:33
                                              Podkreslam, ze dzis z bieganiem lepiej- prawie wcale nie biegał, moze w sumie 10 minut, bo mu wirus minął. Ale inne problemy zostaja. Troche to gmatwam, ale mam ogolnie bardzo dziwną i trudną sytuacje zyciową, moze niektórym sie wydawac, ze histeryzuję, cos zmyslam, ale na moim miejscu kazdy miałby dosc. No bajek dzis wcale nie było, bo nie było potrzeby właczania, wolał ze mna rozmawiac, bawic sie kiedy młodszy spał.
                                              • holina Re: o zabawie 16.12.16, 17:00
                                                Marta, tu wcale nie chodzi o to, żeby ktoś kogoś krytykował. Myślę, że każdy będąc w Twojej sytuacji w pewnym momencie powiedziałby MAM DOŚĆ!!
                                                Wszyscy jesteśmy ludźmi, i każdy ma czasem lepszy i gorszy dzień, tak samo z dzieckiem. Jeśli faktycznie Twój synek przechodził jakiś regres spowodowany chorobą, to może teraz nastanie lepszy czas, i synek się trochę uspokoi. Najważniejsze to znaleźć złoty środek. Pisałyśmy wcześniej o planie dnia dla starszego. Może warto spróbować. A z ubieraniem, to może wykorzystuj każdą wolną chwilę na zabawę w ubieranie / przebieranie, zakładanie czy zdejmowanie butów. Ja wiem jak to jest kiedy człowiek się spieszy, wtedy wyręcza dziecko we wszystkim. Ustal z synkiem takie zasady, że zakładacie tablicę czynności. Za każde samodzielne ubranie, rozebranie się, namalowanie rysunku, za samodzielną zabawę, itp (ogólnie za każdą czynność, którą wykona samodzielnie ) dostaje 1 punkt. A za określoną liczbę punktów będzie mógł wybrać sobie nagrodę. Tak samo za każdy grzeczny dzień dodatkowo uśmiechnięta / smutna buźka. U nas się to bardzo sprawdziło. Nie daję oczywiście gwarancji,że i u was ta metoda się sprawdzi, ale ja uważam, że warto próbować wszystkiego. Będzie dobrze. Dziecko z ZA też da się wychować :-)
                                                • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 17:07
                                                  odpisze wieczorem :)

                                                  • marta75b Re: o zabawie 16.12.16, 21:46
                                                    Odpowiadam po kolei:
                                                    Agata, metody opisane przez Ciebie stosowałam długi czas, z bardzo dobrym skutkiem. Syn lubiał sie bawic w wiele zabaw, chciał do towarzystwa które samo w sobie było dla niego atrakcja, był przyjacielski. wszystko zmieniło ie, gdy urodził sie młodszy i przestalismy podążac za starszym, bo stało sie to po prostu niewykonalne. Przedtem cały dzien spedzałam z A. na zabawie, nauce, spacerach, razem oglądalismy bajki, rozmawialismy o nich. Sprzatałam wieczorem, tak samo z gotowaniem. Teraz mam duzo wiecej sprzatania (mamy dom), duzo wiecej prania, gotowanie, zakupy dla 5 ludzi - wszystko na mojej głowie. Małe dziecko to duzo obowiazków, duzo wiecej zakupów, duzo wiecej prania... Do tego dochodzi przebieranie pieluch, karmienie ( a mały oporny, jak na młodego autystyka przystało, wiec to trwa), pilnowanie raczkującego bąbla.I w tym momencie przestałam byc dyspozycyjna i nadszedł czas, zeby to starszy sie dostosował: zabawa, kiedy mały spi ( i to tez nie sa jakies super stałe pory, niestety), zabawa przy stole lub w pokoju, zamiast biegania po całym domu łącznie z zimną piwnica... a starszy nie chce. Wycofuje sie i biega. Wczoraj bawilismy sie w pociag składany, mały sie obudził, przyniosłam go do pokoju i był koniec zabawy, bo starszy sie wycofał (ja probowałam to ciągnac dalej). Nie chce wspołpracowac i koniec, i przeniosło sie to chyba na relacje z kolegami. Moze z czasem starszy zrozumie, ze traci na takim zachowaniu, ze czasem to on musi sie dostosowac, moze to z czasem pozytywnie wpłynie na jego charakter... nie wiem. Byłoby cudownie, gdyby obok był ktos, jakas babcia, ktora np zabrałaby małego na spacer, a ja w tym czasie ze starszym. Czasem tak jest, mały zostaje z nianią, a my po rehabilitacji idziemy do kawiarni, czy na spacer- ale to jest za mało, to by musiało byc codziennie. A ja nie mam znikąd pomocy, mąz wezmie starszego np na basen, do sklepu, ale młodszego sie "boi".
                                                    Moja kuzynka ma autystycznego syna, ale tam dziadkowie zaangazowani, pomoc z dwóch rodzin i młody gna do przodu. A tu ja sama, obowiazków po uszy i 3 autystyki w rodzinie (bo moja mama tez autystyk, tyle ze spokojny, ugodowy, pomocny w miare umiejętnosci- ale nia tez sie opiekowac musze, bo ma demencje)
                                                    Z planem dnia- jesli mały jest w przedszkolu, to jest i plan dnia. Ja sobie wszystko ogarniam, młodszy wyspany i potem jest czas na zabawe, jak wszyscy zdrowi to spacer, troche bajek, troche czytania czy innej edukacji i dzien mija. Najgorsze sa dni wolne i tu planu dnia sie nie da zrobic, bo nie wiem, ile mały bedzie spał, czesto nie umiem sie wyrobic z obowiazkami. To jak mam robic plan, z którego sama nie bede umiała sie wywiazac (np. godzinami zabawy, posiłków) W wakacje zafundowałam sobie horror, bo miałam ich obu na głowie, a starszy syn sie nie zajmie. Teraz chce go na czesc wakacji wysłac do przedszkola, a potem spacer, plac zabaw itd, bedzie to zdrowsze dla wszystkich.
                                                    Z tablica motywacyjna dobry pomysł.
                                                    Z ubieraniem - on juz wszystko umie (moze poza trudniejszym zamkiem błyskawicznym w kurtce), on nie chce i nie widzi powodu, zeby sie ubierac. Traktuje to jako zbędna fanaberie mamy, w dodatku nudna.
                                                    Ogolnie martwi mnie jego charakter. Ostatnio ciagle mowi,z jest niegrzecznym dzieckiem, jakby sobie to do głowy wbił i teraz działal zgodnie z tą "dyrektywa". Ja mu powtarzam, ze potrafi byc grzeczny, podaje przykłady, ale on jakby sie utożsamia z "byciem niegrzecznym", czasem wrecz zachowuje jak aktor- jakby odgrywał rolę "zmierzlucha". Moze w tym moja wina, ze go krzyczałam za często,ale ja nie wyrabiam psychicznie czasem. Mysle powaznie o tabletkach na uspokojenie dla siebie.
                                                    Cieżkie to zycie, mały tez znowu jakis regres przechodzi, ostatnio gdzies tu sie chwaliłam, jak mowa sie rozwija, a teraz nagle nic nie umie w ksiazeczce pokazac z sensem, wszystko jest "le"(lew)...
                                                    Przydałaby sie jakas rodzina, normalna mama co pocieszy,ktos do pogadania, a nie ze wszystkim sama,bez szansy na wyjscie z domu bez dzieci, na jakąkolwiek rozrywkę. Czy mnie jeszcze cokolwiek dobrego w życiu spotka?
                                                  • biankao Re: o zabawie 17.12.16, 12:23
                                                    Marta, dobrze cię rozumiem. U mnie tez dwójka: syn 3 lata, córka 8 miesiecy. Syn tez z gatunku tych energicznych co sie nie pobawią sami. Zabawy wymyślać potrafi, ale z samodzielna zabawa juz jest gorzej. U nas tez pogorszyło sie odkad jest siostra, syn zaczął rozrabiać i buntować sie. Ubieranie sie to tez u nas masakra, nawet prosto nie ustoi jak mu cos zakladam (przelewa mi sie prez ręce, kładzie sie, ucieka) o samodzielnym ubraniu to nie wspomnę, w ogóle go to nie interesuje - prędzej na spacer nie wyjdzie niz spróbuje sie sam ubrać. Wczoraj latał z gola pupa, bo odmawiał ubrania majtek i spodni po tym jak sie zalał podczas zabawy woda...ale ponieważ to nie był pierwszy raz to postanowiłam sie tym nie stresowac, tylko zakomunikowalam, ze nie usiądzie tak do jedzenia. Pobiegła tak ze 20 min a gdy nastała pora posiłku poprosił o pomoc przy ubieraniu. Dla mnie masakryczny był czas jego choroby gdy tydzien był w domu. Rozrabial, był nieznośny i nic nie działało: prośby, krzyki absolutnie nic. Od tej pory postanowiłam odpuścić, bo tak to u dzieci jest, ze jak widza ze ich zachowanie wzbudza nasza silna reakcje to je powtarzają. Czasem mi sie udaje zachować dystans i nie brać do siebie jego zachowania i wtedy jest naprawdę lepiej. Czasem po ludzku puszczają mi nerwy:/ uwazalabym na twoim miejscu z ocenianiem zachowania syna (grzeczny, niegrzeczny, dobry, niedobry itp.) bo tak jak zauwazylas nie przynosi to nic dobrego. Dzieci działają impulsywnie, wiedza co robią, ale nie wiedza dlaczego. Często ich trudne zachowania wynikają ze zmeczenia, głodu czy nudy np. Gdy sa chore. Ja tez jak jestem głodna to potrafie wybuchnąć bo robie sie wtedy nerwowa, czy to znaczy ze jestem niegrzeczna? W ogóle ciekawe jest, ze my dorośli choc sami nie lubimy byc oceniani wciaz oceniamy dzieci i przypinany im jakies łatki: grzeczny, niegrzeczny, ładnie je, łobuz, bałaganiarz itp.
                                                  • marta75b Re: o zabawie 20.12.16, 22:17
                                                    Dzis i synek wyznał, ze nie lubi chodzic do przedszkola, bo go tam dzieci biją i nikt go nie lubi.
                                                    Najgorsze w tym jest, ze ja te dzieci rozumiem. Teraz, kiedy jest młodszy synek, bardzo wyraznie widac, jak starszy nie potrafi sie dostosowac, wspołpracowac. Jak mają go lubiec koledzy, skoro własnej mamie daje tak w kosc, ze ma ochote zadzwonic sama na siebie za policję, zanim go zamorduje?
                                                    syn po prostu zachowuje sie jakby nie myslał- w przedszkolu depcze dzieciom zabawki, wygłupia sie, wyje -nie zwracajac uwagi na reakcje, w domu biega, nie sprzata po sobie, nie potrafi awet sie sam ubrac bez bata nad głową, ubran odwiesic... Nie umiem go nauczyc, nie pomagają kary i nagrody, jest tak impulsywny, ze nie panuje nad tym.
                                                    W zabawie nie wspołpracuje- teraz nawet ze mną, nie stara sie przypodobac. Nie zwraca uwagi na swoj wyglad- moze chodzic wysmarowany keczupem, brudzac wszystko dookoła- a samemu o tym nie wiedząc.
                                                    chciałam go uchronic przed odrzuceniem, nauczyc podstawowych zasad zycia w grupie, na spokojnie, po dobroci- ale tak sie nie da. On chyba musi sie porzadnie sparzyc, i to kilkakrotnie, zeby zaczac myslec nad sobą i swoim zachowaniem. Gorzej, jak calkiem zrazi sie do ludzi, nadal nie widzac swoich wad.
                                                    Jako nauczycielka powiem, ze autystyk- introwertyk, inteligentny, ma lepsze szanse na znalezienie przyjaciól, a jesli ich nie szuka, to nikt mu specjanie nie dokucza, zyje sobie na obrzezu grupy, ale zwykle nie jest ofiarą. Najgorzej mają takie typy, jak moj syn- wygadane, natrętne, nie rozumiejace zasad i chcace wejsc w grupę na swoich zasadach. To sie zawsze zle konczy.
                                                    Ja juz nie wiem, jak mu pomoc, ja jednak byłam inna- naiwan, ale bardzo miła, ogólnie wstyd było sie ze mna zadawac, ale miałam tez swoich wielbicieli- kolezanki, które o mnie zabiegały,bo byłam ugodowa,"bezpieczna". Moja mam nie miała umiejetnosci społecznych, nabyła je w poznym wieku, ale nie była nadpobudliwa czy natrętna, po prostu stała obok. Reasumując, czasem sie od grupy dostało za ten autyzm, ale nie codziennie, jak u mojego syna.
                                                    dorosli autystycy- powiedzcie, czy on kiedys cos zrozumie, czy sie nauczy choc minimalnej wspołpracy albo chociaz nie psucia zabawy? Zeby chociaz z boku stał, a nie na srodku wszystko psuł ( w przenosni i dosłownie).
                                                    Jak syn wraca z przedszkola, to ja juz jestem niespokojna, bo wiem, ze bedzie natychmiast wymagał mojej uwagi, ze mam mu cos właczyc np. albo w cos sie bawic, w ogloe nie zwracajac uwagi na to, jaka jest sytuacja (np. ze w tym momencie smaze kotlety). Jak go tego nauczyc- czy tylko krzykiem (bo po dobroci czy z lekką irytacją sie nie da), czy z czasem zrozumie sam?
                                                  • ellenai1 Re: o zabawie 21.12.16, 09:58
                                                    Nie jestem terapeutą, mogę Ci tylko powiedzieć to, co mi mówiła moja terapeutka, jak mój nie stosował się do zaleceń "grupowych" i płakał i narzekał, jak miał coś robić, przez co "rozwalał" zajęcia. Mi powiedziano, że jeżeli dziecko nie potrafi się bawić z jednym dzieckiem, to nie będzie się potrafił bawić tym bardziej w grupie. Najpierw musi się nauczyć bawić /z regułami/ w rodzicem, na TUS z jednym dzieckiem, a dopiero później można myśleć o grupie. Co dzien w domu staramy się bawić w gry karciane lub krótkie planszowe, w których musi-siłą rzeczy- przestrzegać reguł. No i załątwiliśmy TUS z jednym dzieckiem 2x tyg po 30 minut, nauczył się zabawy z jednym dzieckiem.
                                                    Powodzenia!
                                                  • marta75b Re: o zabawie 21.12.16, 11:15
                                                    Ja sie z nim bawie- nie tyle, co kiedys, ale z godzinę dziennie juz tak. W przedszkolu psycholog robi mu "tus" z jednym kolegą. Gry planszowe ida nam srednio, nie lubi ich, nudzą go, ale bawimy sie w udawanie. Średnio sie do mnie dostosowuje. Czasami potrafi sie fajnie bawic z kolegą, czyli gdzies ma te umiejetnosci, wiedze, ale czasami to horror. Ja tu widze tez jego charakter- znam sporo autystyków, aspergerów i wiekszosc z nich to fajni ludzie, chcacy sie dostosowac, czesto pomocni i zyczliwi.
                                                    W nocy mi płakał przez sen, ze go dzieci bija, ze nie chce isc do przeszkola. Żal mi go, po swietach zrobie mu przerwe do środy, ale potem to jzu musi isc, bo nas wykonczy. Mały nie zdrowieje, non stop katar, 3 tydzien antybiotyku, musi sie wyspac, trudno, starszy musi przezyc jakos te 5 godzin w przedszkolu. Jak by był inny, usiedział przy stole, pobawił sie na podłodze, dał roddzinie pozyc, to bym go na cała przerwe switateczna zabrała, al nie da sie...
                                                    Dzis pogadam z jego pania, o co chodzi z tym biciem.PS. Jedne buty rozwalił, ma nowe- rozbiera tak samo, bez rozpinania. I mozna krzyczec, tłumaczyc, pokazywac- jak grochem o scianę.
                                                  • ellenai1 Re: o zabawie 21.12.16, 15:41
                                                    A syn nie ma nauczyciela wspomagającego, co by nie pozwolił na to, by inne dzieci go biły-a przy okazji mógłby zahamować chociaż część zachowań destrukcyjnych syna?
                                                    I jak wygląda ten tus, co on tam robi? I kooperuje z chłopcem tam, czy lubi tego chłopca?
                                                  • brynhildr Re: o zabawie 21.12.16, 13:27
                                                    Dostosować, współpracować, dostosować, współpracować, dostosować, współpracować... Taa...

                                                    Mnie nie trzeba tłumaczyć, jak ważne jest dostosowanie i współpraca, socjalizacja, więzi międzyludzkie, relacje interpersonalne, ja, jako osoba dorosła, to wszystko na poziomie intelektualnym bardzo dobrze rozumiem. Rozumiem też wskazówki terapeutów i dążenia rodziców do uspołecznienia, a przynajmniej ucywilizowania dziecka. Oczywiście, że rozumiem.

                                                    I nic z tego nie wynika.

                                                    Tutaj mamy dwie sprawy:
                                                    Procesy hamowania w mózgu Twojego syna nie działają tak, jak trzeba. Neuropsycholog ze mnie żaden, doświadczeń osobistych w tym zakresie nie mam także, nie będę się wypowiadać więc w temacie „czy się nauczy chociaż niepsucia zabawy”. Natomiast pozwolę sobie stwierdzić, że „czy z czasem zrozumie sam” jest myśleniem życzeniowym, zakładającym, że absorbujące otoczenie zachowania Twojego syna wynikają z prostych mechanizmów nierozumienia treści. No on nie rozumie, ale jak zrozumie, to będzie postępował inaczej. Chodzi tylko o to, żeby zrozumiał. Ja też generalnie rozumiem, że wykonanie przewrotu nie może mnie zabić, ale rozumienie nic mi nie daje, bo nie mam (w dużym uproszczeniu) tego kawałka mózgu, który pozwala mi ów przewrót zrobić. U.ebało mi i już mi nie odrośnie. Twojemu synowi u.ebało (też w dużym uproszczeniu) procesy hamowania. On rozumie, albo zrozumie, że powinien je mieć, ale ich nie ma. No sorry, Ty masz, Twoja mama miała, nawet ja mam, on nie ma. I generalnie rozumiem Twoje podejście „rozumieniowe”, u mnie intelekt w pewnym momencie przejął kontrolę nad świrem i sprawuje się w tej roli świetnie, u Ciebie pewnie też, ale u Twojego syna jest czynnik, który przegrywa z intelektem. Pewnie można coś z tym zrobić, ale ja się nie znam.

                                                    Dygresja obuwnicza: Brak kawałka mózgu odpowiadającego za normalne rozpinanie butów dzielę z Twoim synem. „Postaw nogę po ludzku, złap rzep, pociągnij w odpowiednią stronę, poluzuj pasek” to cztery czynności. Do tego należy panować nad resztą ciała i ubrania. Podobno pamięć robocza ludzi z ASD mieści max 3 operacje. Moja preferuje jedną: „pozbyć się butów”. Myślisz, że mało razy szarpałam się z obuwiem, oczywiście koniecznie podtrzymując jedną ręką zsuwającą się z ramienia torebkę? Bo tak jest oczywiście „szybciej” niż powieszenie torebki na kołku, zdjęcie kurtki i rozsunięcie zamka w bucie. Jeżeli można pominąć planowanie serii czynności, to ja to robię. Nie macham rączkami, nie kiwam się i rozumiem przenośnie, coś z tego świra muszę w końcu mieć, nie? I owszem, krzyczano na mnie i mi tłumaczono. Efekt – zerowy. cdn
                                                  • brynhildr Re: o zabawie 21.12.16, 13:28
                                                    Oczywiście kwestie związane z deficytem procesów hamowania rzutują też na „minimalną współpracę”. Natomiast rozpatrując współpracę i dostosowanie już w sposób oderwany od ADHD i pochodnych jestem zmuszona stwierdzić, że i jedno i drugie jest do de. Mając do wyboru współpracę, dostosowanie i – co za tym idzie – jakąś relację międzyludzką oraz samorealizację zawsze wybieram samorealizację. To ładnie wygląda: „samorealizacja” - w praktyce jest to każda czynność wykonywana indywidualnie, którą postrzegam jako dobrą dla siebie. W dzieciństwie to było wpatrywanie się w dywan. Pojechałam kiedyś na wakacje ze znajomymi, pogoda była ładna, miejscowość atrakcyjna turystycznie, nie było zgrzytów ani konfliktów, a ja przez cały tydzień myślałam tylko o tym, jak świetnie bawiłabym się w pojedynkę, co teraz mogłabym robić, gdybym nie musiała się trochę dostosować i jak byłoby fajnie, gdybym nie musiała współpracować. Relacje interpersonalne nie są dla mnie żadną rekompensatą konieczności współpracy i dostosowania. Oczywiście, rozumowo biorąc, relacje z bratem, z którym się mieszka pod jednym dachem są istotne, trzeba będzie te stosunki ustawić, żeby w domu jakoś się układało, potem można będzie pożyczać od niego forsę i angażować do remontu chałupy. Jednakże zabawa polegająca na dostosowaniu się do potrzeb młodego nie jest zabawą. No nie jest i już. Co w tym zabawnego? Udział brata z zabawie nie jest jakąś wartością dodaną. To, że mały się cieszy, że w domu przez chwilę jest spokój w żaden sposób nie wynagrodzi (no, mnie by nie wynagrodziło) faktu, że Obcy wtargnął na mój dywan. Ja mam dostosowanie i współpracę opanowane zadaniowo. Ok. Zadanie start, współpracuję, bo trzeba (ludzie bywają użyteczni, trzeba czasem mieć jakichś w odwodzie, albo takie są zasady, np. w szkole) zadanie stop, ufff.

                                                    To jest oczywiście mechanizm „wypreparowany”, żeby był czytelniejszy, bez poprawki na relacje z konkretniejszym zabarwieniem emocjonalnym, czy na schematy wyuczone do wyrzygu tak, że już zinternalizowane - ale wydaje mi się, że jako dziecko traktowałam wszystkich ludzi bezwzględnie przedmiotowo, czyli jak wyżej.

                                                    No i oczywiście to ja, 11 punktów w teście czytania z oczu, są ludzie z ASD bardziej prospołeczni.

                                                  • marta75b Re: o zabawie 22.12.16, 09:07
                                                    postaram sie niedługo odpisac, jak ogarne dom i dziecko
                                                  • marta75b Re: o zabawie 22.12.16, 11:51
                                                    Pani w przedszkolu powiedziała, ze dzieci sie po prostu bawią w popychanie i niekt A. specjalnie nie bije. Poza tym skarzy na jego zachowanie. We wrzesniu było super, nie biegał, pracował na zajeciach, nawet bawił sie na podłodze zabawkami, a teraz tylko biega w kólko, koncentracji zero. Na TUS z psychologiem i kolegą nie chce wspołpracowac- czyli podobnie jak w domu, kiedy zaprosiłam kolegę.
                                                    Ja juz nie wiem, od czego to zalezy- raz jest fajny,mądry, koleżenski, bawi sie z kolega, a potem przychodzi jakis regres i d,pa :(. Czy to zalezy od wirusa, pory roku, czy to czynniki psychologiczne, czy neurologiczne, czy psychiatryczne,czy wszystko naraz?
                                                    Nauczyciela wspomagajacego nie ma, to jest przedszkole integracyjne, sa 2 panie na grupe i ta 2 z nim pracuje.
                                                    Brynhild, ja to rozumiem, co napisałas, ale nie mogę całkiem uspołecznienia odpuscic, bo dziecko do szkoły pojdzie i mi go inni koledzy zeżrą :(. Ja rozumiem, ze on moze nie chciec, ze go nudzi zabawa, ale, do licha, niech nie gryzie reki, gdy ktos ja do niego wyciąga. Mam tylko pare zyczen
                                                    - zeby był samodzielny, ogarnał sie i nie wymagał ciagłej pomocy, był niezalezny po prostu
                                                    - zeby jako- tako funkcjonował w grupie, klasie
                                                    - zeby miał tego jednego, dwóch dobrych kolegów
                                                    Teraz to mi go zal po prostu, budzi mi sie w nocy i pyta "mamo, czy ty na mnie krzyczysz?", albo "mamo, ty mnie bron, bo mnie bija". Odpuszcze sobie, nie bede zmuszac do ubierania, sprzatania zabawek, co bedzie to bedzie. Widocznie te zachowania są od niego niezalezne.
                                                    Powaznie sie zastanawiam nad lekami na koncentracje. Narazie ma 5 lat, moze jak pojdzie do szkoly, bo bez tego chyba nie da rady.
                                                  • ellenai1 Re: o zabawie 22.12.16, 19:52
                                                    Marta, ja mam takie same oczekiwania co do swojego- ale na jedno stawiam, by musiał się dostosować do grupy i nie przeszkadzał innym.

                                                    Ty znasz swoje dziecko najlepiej i wiesz, jaki ma potencjał. Ja uważam, że zawsze trzeba w dziecko wierzyć, szczególnie, jeżeli widzisz też te dobre strony, tzn. ze potrafi się bawić z innymi, potrafi być koleżeński itp.Czyli potrafi, skoro to robi. Akurat ma na to ochotę, a innego dnia- nie. Ale potrafi :) Pytanie, jak doprowadzić do tego, by częściej był właśnie współpracujący- nie wiem.

                                                    Ale, jak słusznie zauważyłaś, na zachowanie Twojego syna może mieć wirus, zmęczenie itp. To nie jest tak, że tylko nasze dzieci mają problem z dostosowaniem się, czasem zwykłe neurotypowe potrafią rozwalać zajęcia, że hoho. Pytanie, na ile u Twojego syna na jego zachowaniem a wpływ zaburzenie, a na ile jego stan emocjonalny. Na to nie wiem, czy znajdziesz odpowiedź :) Bo - ma rodzeństwo, jest długo w przedszkolu, do którego nie lubi chodzić (tak wynikało z wcześniejszych wypowiedzi), często musi się sam bawić, mamę ma tylko na godzinę dziennie, każdy wymaga od niego pewnie masę rzeczy, no i te terapie... To by sfrustrowało nawet neurotypowe dziecko. A nasze dzieci to frustruje o wiele bardziej często. Smutne jest to, że prawdopodobnie wyjścia nie masz i on też musi sobie jakoś z tym poradzić, a ma tylko 5 lat i czuje się źle w przedszkolu, w którym spędza większość czasu. A w domu -zdenerwowana mama,która każe mi sprzątać, krzyczy na buty, itp... Ciężko by było w takich warunkach funkcjonować nawet NT dziecku, naprawdę. To tylko 5latek. Odpuść mu trochę, i tak ma ciężko :) Mój ma 5,3 i z ubieraniem idzie mu kiepsko nadal. Ale zaczyna sam buty wkładać, śpiewając cyfry do 100 i prawie nie patrząc, co robi i którego buta gdzie wkłada...

                                                    Co do gier. Mój też nie lubi planszówek, akcpetuje w sumie tylko czasem jedną- z literkami, że jak wchodzi na pole, to musi coś powiedzieć na jakąś literkę. Poza tym w gry karciane toleruje tylko Dobble, które kupiliśmy na święta. Na inne gry ciężko go namówić, zazwyczaj przez przekupstwo, pobawimy się w tą grę i oglądniesz na chwilę "bajke" czy pójdziemy po coś. O dziwo, namówić go ciężko i z jękami, ale jak zagra, to wygląda, jakby się dobrze bawił.

                                                    Co do bicia. Panie w przedszkolu mówią, że dzieci się bawią w popychanie. "Bawią" w popychanie. Ja rozumiem, że dzieci w wieku przedszkolnym po sobie skaczą, walą się poduchami po głowie, popychają się chichocząc się głośno. Takie są dzieci. Ale... w pewnym miejscu jest dziecko, które ma też swoje granice. I ja bym te panie zapytała, czy podczas tej zabawy mój syn też się śmieje i bawi. Bo to, co jest zabawą dla innych dzieci, niekoniecznie jest zabawą dla Twojego syna. Dla niego to może być bicie, bo inne dzieci przekraczają jego granice. Jeżeli taka "zabawa" nie podoba się Twojemu synowi, to to-do cholery jasnej- nie jest zabawa i nie powinna mieć miejsca. A pisałaś, że Twój syn się budzi z płaczem i nie chce iśc do przedszkola, bo go biją. Bo może ta zabawa neurotypowych dzieci jest dla niego biciem. I pani w sali nie powinna pozwolić, jeżeli Twój syn się na nią nie zgadza, bo jest to naruszenie jego przestrzeni osobistej i tyle. Tak jak innym dzieciom nie pasuje, że Twój syn niszczy zabawki innym. I takie coś powinno być m.in na TUS, by nauczyć Twojego syna szanowania innych granic, ale też ich swoich.

                                                    Piszesz, że ma TUS z panią psycholog i słyszysz, że syn nie współpracuje z chłopcem na TUS. Szczerze powiedziwaszy, to ja sie nie dziwię, bo mój też by nie pracował, jakby była tam tylko jedna osoba dorosła. A czy Twój syn lubi tego chłopca? I jest zawsze ten sam chłopiec? Czy pani psycholog pokazała Ci plan tych zajęć, jakie cele zamierza osiągnąć? Dlaczego ich nie osągnęła? Jakie zachowania Twój syn przejawiał, które uniemozliwialy wsółpracę? W przypadku mojego syna, to na TUS jestem ja lub mój mąż,w zależnosci od tego, kto może- bez tego, by go nie pani prowadząca nieogranęła, znaczy się, byłoby jej ciężko zrealizować to, co ma w planie. Paln jest przygotowywana w porozumieniu/ konsultacją ze mną i razem współpracujemy, by wszystko przebiegło sprawnie. Umieściliśmy tam kilka zabaw, które wiem, że mój syn lubi, np. z chustą animacyjną, aby lubił tam chodzić, i lubi na razie. Do przedszkola chodzi tylko na 2 godziny, jakby miał zostać więcej, to by nie wytrzymał chyba, bo całkowicie się w grupie nie odnajduje póki co.

                                                    Nie wiem, czy leki na koncentracje coś tu pomogą. Z Twoich ostatnich postów wynika, że dziecko baardzo przeżywa swój pobyt w przedszkolu i Twoje zdenerwowania na niego. Ciężko mu pewnie wiecznie spełniać czyjeś wymagania- z przedszkola i od mamy w domu. Wiecznie ktoś coś wymaga, to jest frustrujące i w końcu może prowadzić do zachowania "mam to wszystko gdzieś", bo ileż można wiecznie próbować zadawalać kogoś, kto jest wiecznie niezadowolony...Bo on- może wg swojego mniemania- może myśli, że się baardzo stara...
                                                  • marta75b Re: o zabawie 23.12.16, 11:11
                                                    Troche odpusiłam, nie chce byc wredną jedzą.
                                                    Odnosnie przedszkola- ja juz mu lepszych warunków nie zapewnie, ze względu na to, ze jestem sama, mąz w pracy, a tu jeszcze 2 innych osób do obrobienia. Gdyby był ktos, kto by mi go dowoził, angazował sie, to bym mu TUS w Honolulu załatwiła, a przedszkole najlepsze jakie jest, i jazde konną, i wyjscia na basen razem... Wystarczyłby jedne zaangazowany dziadek, dyspozycyjna babcia. Ale nie ma. Znam dziewczyny ktore jezdza z dziecmi na Tus-y do osrodków, na zajecia, itd, ale tam jest jedno dziecko i cała rodzina zaangazowana, matka jezdzi samochodem. A u nas lipa- matka nie- kierowca, mały brat tez ze spektrum - tak to widze i chora babcia, i mąz non stop w pracy :(.
                                                    Przedszkole jest na miejscu, 5 minut od domu, pracuja tam z nim. Ja po namysle nie dziwie sie, ze on tak biega- abstrahując od wirusów i ADHD- on sie tam po prostu nudzi. Nie ma kolegi, dzieci sie bawia w popychanie, sam bawic sie nie umie. Te 5 godz.co tam jest, to jest te minimum. Niedługo wracam do pracy i wcale nie wiem, jak to zorganizuje, chyba będe musiała mu przedłuzyc pobyt, albo sama nie wiem. Tzn bede go odbierac wczesniej, kiedy sama wczesniej wróce z pracy, ale nie wiem, jaki bede miała plan (szkoła), na co zgodzi sie moja niania...
                                                    Z zabawą z synem - ja sie staram, ale mały mi nieraz krótko spi, zwłaszcza teraz, w chorbie. zaczynamy sie baic, a tu mały sie budzi i koniec. Maz zabiera starszego na zakupy, rozmawia z nim, ale nie umie sie z nim bawic w to, co ja (odgrywanie ról).
                                                    Wczoraj w przedszkolu było lepiej, zobaczymy, co dzis. Ja juz stwierdzam, ze co bedzie, to bedzie, głowa muru nie przebiję.
                                                  • marta75b Re: o zabawie 24.12.16, 00:57
                                                    Dzis mi tego starszego całkiem zal. W przedszkolu grzeczny, ale znowu była bojka, a pani na to nic. Bawic sie z nim nie mam czasu, bo mały ciągle ryczy w chorobie. Czytam mu ksiązeczke, a mały ryczy, trzaska szafkami, szufladami, nie zabawi sie- choc jak jest zdrowy, to potrafi. Taka robota z tymi małymi i większymi autystykami :(
                                                  • berdebul Re: o zabawie 05.01.17, 23:22
                                                    Pismo do pani, z prośba o ukrócenie popychania i bicia.
                                                    Jeżeli nie pomoże, to dyrekcja, kuratorium. Twoje dziecko jest bite, a Ty nie reagujesz?
                                                    Twoje dziecko jest autystyczne, ma dopiero 5 lat i smażenie kotletów może mieć w odwłoku, tak jak całe inne dostosowywanie do kogoś. Jest małym dzieckiem, nawet jeżeli ma brata, który jest jeszcze mniejszy.
                                                    Starszy będzie przywlekał wirusy z przedszkola, czy nie lepiej poczekać aż młodszy podrośnie, zamiast użerać się z dwójka małych, chorych dzieci?
                                                  • marta75b Re: o zabawie 09.01.17, 23:36
                                                    Dzis rozmawiałam z panią, okazuje sie, ze głowny "przeciwnik" mojego synka juz nie chodzi z nimi do grupy. Z drugiej strony syn tez aniołkiem nie jest, sam potrafi byc niemiły...
                                                    Postaram sie spędzac z synem wiecej czasu, widze, ze jest zazdrosny o młodszego, który jest bardzo absorbujący. Chyba bede czesciej zamawiac nianie do małego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka