18.01.17, 12:22
Czy któraś z Was miała takie sytuacje z dzieckiem i jak sobie radziłyście? Syn 3l2m. Podejrzewam ZA, diagnozowanie zaczynamy za 2 tyg. Histerie to nie nowość u nas, ale tak jak wczesniej zdarzały sie lepsze i gorsze dni, tak ostatnio sa same gorsze. Sytuacja z dzis. Syn pierwszy raz od dawna obudził sie bez krzyku, w dobrym humorze. Spał prawie 12 godzin, wiec w końcu sie wyspał. Poprzytulalismy sie, pyta sie czy jest cos do jedzenia. Mowię ze zaraz bedą placki. Podchodzi do stołu i widzi mleczko sojowe waniliowe. Dlaczego waniliowe? On chce czekoladowe. Mowię, ze rozumiem, ale my mamy tylko waniliowe. On nie che, mama zrób zeby było waniliowe! Kup! Wyczaruj! Udaje ze czaruje, ale on i tak twierdzi ze to waniliowe, nie bedzie pił! Tata przynosi placki. Nie chce! Nie Brdzie jadł! Niedobre sa! Rzuci plackami! I prawie spycha talerz ze stołu. Ja mowię, ze nie pozwolę mu rzucić bo jedzeniem sie nie rzuca a na placki moze sobie nałożyć wybrany miod lub syrop klonowy. Nie! On nie chce! On chce cos innego. Pytam co by chciał? Cos innego! Cos innnnnnegoooo! Tutaj troche zaczęłam tracić cierpliwosc, wiec wyszłam do kuchni a został z nim tata. Zaproponował mu popularnego ostatnio tosta z miodem. Nie! On chce cos innego! Przyszli do kuchni, zeby syn sobie wybrał. Wybrał musli, ale jak je zobaczył w środku to nie! On tego nie chce! W końcu stanęło na toście. Tata wkłada tosta do tostera. Syn krzyk ze on chce juuuuz,on nie lubi czekac! Nie bedzie czekał! Siada przy stole, nakłada miod, ale cos tam mu jeszcze nie pasuje, nie ten miod! On chce pomarańczowy! Tata przyniósł pomarańczowy. Tata mowi, ze idzie sie kapać i jak wróci bedą sie ubierać i szykować do przedszkola niezależnie czy syn zje czy nie. Syn siada. Nakłada miod, ale miod sie nie odrywa od łyżki! Nie moze nałożyć! Tłumacze ze jest lepki i tak sie zachowuje. I zeby nałożył na łyżkę wiecej to mu skapnie. Ok, tak zrobił. Mam mu podać mleko sojowe ktore stoi na brzegu stołu, przy czym ja siedzę 3 m dalej na łożku. Mowię, zeby wziął sobie bo jest bliżej. No i tu płacz/krzyk i prezenie sie: mamo podaj! Dlaczego nie podajesz! Podaj mlekoooo! Mleko jest dalekoooo! Podaj mamo podaj! Znow siada Moja cierpliwosc, biorę mleko i stawiam energicznie przed nim tak ze troche sie wylewa. On wpada w histerie, rzuca sie na łóżko i płacze, krzyczy. Wraca maz i mowi ze juz czas śniadania minął i teraz sie szykują do wyjścia. Syn płacze ze nie on nie chce bo jest głodny, chce zjesc i żebym go przytuliła. Siadamy i go tule przez pare minut. Maz mowi, zeby szybko zjadł jak chce bo zaraz wychodzą. Syn siada, ale zauważa, ze mleko sie wylało! On chce nowe! Nie chce tego!! mowie, ze tata juz założył szalik i zaraz bedzie i w końcu zjada. Akurat ta sytuacja moglabyc podyktowana głodem, ale takich akcji mamy duzo i nie tylko o jedzenie. Wczoraj takie płacze histerie trwały od 17-19.30. Wydaje mi sie ze czesto wynikają one ze zmeczenia. Ostatnio zamiast około 12 godzin, spi 10-11, budzi i budzi sie o 5:/ nie wiem czemu, bo staramy sie go kłaść przed 19. Poza tym odkad odstawiłam go od piersi 3 tygodnie temu rano krzyczy ze jest głodny, ale nic proponowanego nie chce. Ostatnio tylko te tosty (tost jest ostry! Mama ja sie skalecze krawędziami! Zabierz krawędzie! Ja chce jeszcze jeden miod! Itp. Itd. Wczoraj histeria tez była w dużej mierze z głodu, nie chciał usiąść do obiadokolacji i tak sie zaparł ze nie zjadł, wiec dzis pewnie głodny sie obudził. Zreszta wiecie co? Mnie juz czasem jest wszystko jedno jaki jest powód, ja bym chciała po prostu nie słyszeć krzyków od rana. Córka budziła sie kilkanaście razy w nocy, wstaje zmeczona i nie mija 5 minut i krzyk i awantura....czy po tej diagnozie ktoś mi da wskazówki jak sobie z nim radzić? Bo choc czytam masę książek na temat wychowania moje metody jakos nie działają a i cierpliwosci nie starcza:( jak to powiedział moj maz, dzien spędzony z rodzina nie powinien byc taki wyczerpujący psychicznie:(
Obserwuj wątek
    • agata_abbott Re: Histerie 18.01.17, 12:36
      Ten fragment z podawaniem napoju, to przerabiałam parę razy z Ewą - histeria, bo nie chcę jej pomóc, a jej samej nie chce się sięgnąć ręką.
      W takiej sytuacji jak Twoja - wytłumaczyłabym raz co i jak (dlaczego nie ma mleka czekoladowego albo dlaczego miod się nie odrywa od łyżki) i zostawiłabym młodego samego sobie. W sensie: do jedzenia jest to i to, tamtego nie ma, możesz sobie wybrać z tego, co jest, a jak nie to nie. Bez zagłębiania się w tłumaczenie po dziesięć razy, bo to nie ma sensu. Pokazałabym, że przedstawiłam wszystkie opcje i więcej opcji nie ma, a ja nigdzie po inne jedzenie nie pobiegnę. Z doświadczenia z córką wiem, że u niej takie podejście skutkuje - to znaczy jednego wieczoru jest histeria, ale później już wie, że nie ma za bardzo pola do dyskusji.
      Kiedyś opisywałam tu histerię związaną z rozbieraniem się po przyjściu z przedszkola i myciem rąk. Przez jakiś tydzień każde przyjście do domu wiązało się z 15-30 minutami leżenia na podłodze w korytarzu i wycia, ale później już było coraz lepiej. Teraz biegnie bez większej dyskusji (no, czasami jest z tego powodu histeria - wczoraj na przykład była, ale wczorajsza histeria była akurat też częściowo spowodowana innymi czynnikami).
      • biankao Re: Histerie 18.01.17, 19:10
        Agata, a mozesz podlinkować ten wątek o rozbieraniu? Ja ostatnio miałam podobna sytuacje. Wszystko zaczęło sie od histerii, ze babcia była na spacerze z siostra kiwdy wrocil z przedszkola. Potem gdy weszliśmy do domu nie mógł rozpuść suwaka i w ryk. Krzyczy ze ja nam rozpiąć. Ja ze mu pomogę, na to on ze ja mam sama tozrobic. I spodnie mu zdjąć! I płacz i po podłodze sie tarza. Ja nie wiem co robic. Myśle sobie tak: okej, jest zmęczony po przedszkolu, rozczarowany ze nie ma babci, bezpieczniki mu sie przepaliły pomogę mu. Ale kurczę, jak bede mu tak usługiwać to sie przyzwyczai ze wszystko osiągnie krzykiem. Ale ponoć dzieci nie wymuszają, tylko nie panują nad emocjami.... Co robic.... Aaaaa;) no i nie wiem...chciałabym jakas instrukcje obsługi....
        • agata_abbott Re: Histerie 18.01.17, 19:28
          Zaraz spróbuję poszukać:) To był jeden mój post w czyimś wątku:)
          Ale w takiej sytuacji ja robię tak: pomagam troszeczkę, w tych sprawach, które widzę, że sprawiają Ewie w danym momencie realną trudność (bo jest zdenerwowana) - czyli na przykład rozpinanie zamka. Ale zostawiam jej zawsze coś do zrobienia, żeby nie było, że robię wszystko od a do z. Pokazuję, że sama też musi coś zrobić.
          Takich histerii zresztą było więcej - o różne rzeczy. Np. najpierw o to, że ona chce na ręce jak wysiadamy z samochodu i idziemy do mieszkania. Wprowadziłam konsekwentną politykę nie brania jej na ręce - czasami trochę czasu spędziłyśmy w garażu, ale wyszłam z założenia, że jak ją tak codziennie będę nosić, to nie skończę do podstawówki, a kręgosłup mi od tego totalnie siądzie:) I nauczyła się, że nie ma co do mnie startować z takimi prośbami. Czasami pomarudzi, czasami trochę dłużej idziemy do windy, czasami jest lekki płacz (zmęczona jest, rozumiem to), czasami mówię, że tylko kawałeczek do windy, a później tylko kawałeczek do mieszkania. A, i chwalę, jak już się jej coś tam uda przejść czy w ogóle zrobić - że jest dzielna, odważna i w ogóle super:) Później były moje prośby o to, żeby coś ze sobą z samochodu wzięła - chociaż swoją maskotkę albo plecak. Też trochę czasu nam zajęło wytrenowanie tego.
          Reasumując: jesteś konsekwentna, przygotowujesz się na kilka dni ryku pod tytułem "nie będę się rozbierał", i chwalisz za każdą samodzielnie zdjętą rzecz. I czekasz, aż obiekt się dostosuje do zasad gry:)
          • agata_abbott Re: Histerie 18.01.17, 19:46
            To było chyba w tym wątku - przeczytaj cały, myślę, że padło w nim dużo cennych rad:) forum.gazeta.pl/forum/w,10034,162730076,162730076,jak_wytlumaczyc_innym_ZA.html#p162821688
    • baba_za_kolkiem Re: Histerie 18.01.17, 12:40
      Biankao sklonowałaś moje dziecko! :)

      A propos napadów głodu po obudzeniu: u nas to jest jeden z ważniejszych tematów, i nasza mądra (moim zdaniem) terapeutka uzmysłowiła mi, że synek budzi się z niskim cukrem. Stąd częste
      - jęki zaraz po obudzeniu po nocy, mimo że się wyspał,
      - jęki po drzemce i pierwsze zdanie po drzemce, po spaniu - "socek!".

      U nas jest to ewidentne, widzę już po zachowaniu synka, kiedy spada mu cukier (co nie musi być jednoznaczne z głodem, ale często jest) i proponuję wtedy coś jak banana, szklanka gęstego soku, batonik musli. Wypróbuj to, polecam, nie walcz z jękiem narzekając, upominając tylko daj mu szybko coś słodkiego (ale nie zwykły cukier, cukierki itd.).

      Wyręczanie się mną i moimi rękami - standard. Sok stoi obok niego, ale ja mam przyjść z łazienki i mu podać. Królewicz :)
      Histerie, że coś idzie nie po synka myśli, nie tak jak się spodziewał, w przypadku odmowy lub porażki - standard, kiedyś kilka - kilkanaście dziennie, dziś kilka tygodniowo.
      Brak umiejętności opisania czego chce, sprecyzowania życzenia - u nas standard ("mamo ja chce coś!" i weź się człowieku domyśl, czego on chce... kiedyś się domyślałam, teraz wiem, że trzeba inaczej).
      Nieakceptowanie jedzenia napoczętego, rozlanego, ułamanego, nadgryzionego, zlewek w kubku (nalanie resztek soku z kartonu nie akceptuje, za każdym razem musi być nalana "pełna" porcja) - standard u nas.

      A co po diagnozie - jeśli traficie na mądrą terapeutkę, psychologa czy kogo tam jeszcze - to tak, dostaniesz wskazówki. Ale u nas te wskazówki to ok. 30% sukcesu, pozostałe % to 30 % rozwój synka i jego samego proces uczenia się, rozumowania, rozwój poznawczy, a ostatnie 40% (a już miałam napisać 30%) to moje postępowanie z nim.
      • agata_abbott Re: Histerie 18.01.17, 12:50
        >Ale u nas te wskazówki to ok. 30% sukcesu, pozostałe % to 30 % rozwój synka i jego samego proces uczenia się, rozumowania, rozwój poznawczy, a ostatnie 40% (a już miałam napisać 30%) to moje postępowanie z nim.

        Baba: nie wiem, czy ja to już to kiedyś pisałam, ale badacze zajmujący się autyzmem doszli już do wniosku, że u małych dzieci największe postępy są wtedy, kiedy rodzic nauczy się postępować z dzieckiem:) To rodzic na początku powinien przejść trening, nie dziecko.
        • baba_za_kolkiem Re: Histerie 18.01.17, 13:08
          Do takiego wniosku doszłam i ja sama, ale bałam się go wypowiedzieć na głos.
          Pewnie wielu rodziców w pewnym momencie tak miało, że "musze, musze, musze", zacznę to, zacznę tamto, stolik, materiały, stymulacja, rozwój.....
          A tu zonk, dziecko chce skakać lub się bawić....
          Mijały dni, ja się gryzłam, miałam poczucie straty czasu, dni lecą ma my co, ani żadnej terapii, ani nic, tylko zabawa, zabawa, zabawa, najczęściej na podłodze w jego pokoju, i to co 30 sekund inna, wymyślana naprędce przez syna, bo ja po dniu pracy już nie miałam siły na inwencje twórcze...
          i tak mijały dni, tygodnie, syn się rozpogodził, zaczął się bawić ZE MNĄ, podchwytywać wtrącane moje pomysły, dzieli się uwagami, zaczyna prosić o pomoc (choć póki co stale muszę mu o tym przypominać) zamiast się rzucać na podłogę z krzykiem, wariujemy, turlamy się, tańczymy i jak trzeba to skaczemy....
          I po iluś tygodniach zauważyłam, że to najlepsza terapia. Syn się nie daje zagonić do lepienia z ciastoliny przy stoliku, ale naklejać guziki z ciastoliny na drzwi szafy to już uwielbia, pod warunkiem że drzwi szafy są drzwiami do autobusu!
          Po prostu od kiedy ja wiem, co robić, na czym polega jego kłopot w rozumieniu świata, odkąd spojrzałam jego oczami, dopasowałam do niego - wiele zaczęło się zmieniać.
          • agata_abbott Re: Histerie 18.01.17, 13:21
            :) No właśnie, bo to wcale nie chodzi o to, żeby rodzic odwalał całą terapię:)

            Taki przykład: wieczorem oglądamy bajkę, później bajka jest gaszona, i trzeba iść spać. Kiedyś był ryk i histeria, teraz jest spokojnie, ale ciągle Ewa po tym zgaszeniu telewizora trochę się boczy, kładzie na kanapie, wolałaby jeszcze się nie kłaść. No i kiedyś zaczęliśmy jej proponować różne zabawy: "a może polecimy do łazienki rakietą kosmiczną?", "może pojedziemy na koniu?", "może popłyniemy w takiej drewnianej skrzyni, jak zwierzaki z Madagaskaru?". I to jest rozrywka, to jest fajne! Z reguły jest tu nam niezbędna siła pociągowa w postaci taty, który bierze Ewę na plecy/za nogi/na ramiona i ją te kilka metrów przenosi, ale to jest fun, bo to jest zabawa w coś, co już w jakiejś bajce widziała. Więc z jednej strony - transportujemy się do łazienki bez ryków, a z drugiej strony, bawimy się w udawanie. Same plusy:)
          • biankao Re: Histerie 18.01.17, 19:03
            Baba, a mozesz opisać co zmieniło sie w Twoim podejściu? Najlepiej na jakimś przykładzie. Jakbyś zareagowała kiedyś a jak reagujesz teraz. Bede wdzięczna.
            • baba_za_kolkiem Re: Histerie 19.01.17, 09:44
              Biankao tego się nie da opisać jednym przykładem, zmieniła się cała filozofia życia, postrzeganie świata, priorytety, rozumienie dziecka.
              Najogólniej mówiąc, wcześniej byłam chodzącym, sfrustrowanym, znerwicowanym wrakiem człowieka, który wątpi w to, że powinien być matką, że jest w stanie zrozumieć swoje dziecko. Byłam po prostu, po ludzku zła na siebie i na niego, nigdy nie wiedziałam, kiedy wybuchnie, dlaczego i po co, a po jego histeriach moje reakcje były zupełnie nieprawidłowe, nakręcały to wszystko.
              Nie da się tego opisać jednym przykładem. Zresztą nie wiem czy chcę tak publicznie dawać wyraz swojej niekompetencji, bezradności.
              Ale proszę, oto jeden z przykładów.
              Synek wchodzi do domu, szarpie chustkę, który go drapie i gryzie w szyje, jęczy i siłuje się z nią, chce szybko zdjąć. Jest ubrany w kurtkę, czapkę, jesienne ubranie. Ja wołam do niego: poczekaj, poczekaj zaraz ci zdejmę, on zaczyna akcje rzutów, jęków, bo szalik jest zawiązany. Nie daje rady go zdjąć, a ciągnąc na siłę zaciska go bardziej i jest coraz bardziej sfrustrowany i znerwicowany. Ja podnoszę głos "człowieku, poczekaj, już ci pomagam", łapie za jego szalik, ale on jest już tak wściekły, że leży na podłodze i wierzga nogami, krzycząc "nie, nie, nie!!!". Potem nagle wstaje i biegiem do drzwi, taki spocony, rozchełstany w tych rzeczach, jeden amok na twarzy, ja się za nim drę "poczekaj, xxxx, wracaj tu rozbierzemy się! zpstaw te drzwi!..." a w tym momencie on już jest w swojej akcji. Trzasnięcia drzwiami do sypialni RAZ! patrzy na mnie wściekły, amok, ostentacyjnie trzaśnięcie DWA! Futryna aż drży. Ja krzyczę już zdenerwowana "szlag mnie trafi, zostaw te drzwi, odejdź mi od tych drzwi!!!" i chwyt za ramie, odciągam go od drzwi, bo przy futrynie już tynk odpada.
              Ten krzyczący "nie, nie, nie!" stawia opór w ten sposób, że robi się bezwładny, kładzie się na ziemi, więc ja tego kloca odciągam po ziemi, kilka metrów od drzwi, jak worek piasku. Nadal wierzga nogami, krzyczy, osmarkany. Kucam przy nim, proszę żeby wstał to się rozbierzemy, pomogę mu się rozebrać. Leży i ryczy. Niemal siłą odwijam mu chustkę z szyi, jest cały mokryk, spocony, spłakany. Zostawiam go do uspokojenia, leży. Ja stoje i mówie "jak będziesz chciał to odwiąze ci szalik, wstań", w tym czasie zdejmuje mu buty z nóg. Od wstaje i rzuca butami, sru but leci przez salon w strone okna. Sru drugi but leci w strone telewizora.
              Po minucie patrzy na mnie uspokojony. Ja stoje nie ruszam się. Podchodzi do mnie, i cicho prosi "rozwiąż....".

              Taka sytuacja.
              Tragedia z mojego punktu widzenia.

              To co teraz robie inaczej:
              1. Nie zakładam mu szalika gryzącego, zakładam polarowy, bez metki drapiącej go po szyi, zawiązuje nie za ciasno tylko tak otulam.
              2. W momencie, kiedy syn jest w dobrym humorze, bawi się, proponuje mu zabawe w ubieranie szalika, czapki, bawimy się ze w domu jest mróz a potem nagle ciepło, przemycam ćwiczenie zdejmowania szalika. Ćwiczymy przed lustrem w przedpokoju, kiedy krzyczy "ja sam!" daje mu zdjąć samemu, sama też zakładam szalik i udaje że nie mogę zdjąć, zamiast szarpać powtarzam na głos "ty szaliku, pokonam cię, rozwiąże cie i zdejme, a potem znów założe, szaliku czy ty jesteś wężem ssssss...", w zabawie zawiązujemy i odwiązujemy szalik, w tym czasie ja sto razy powtarzam "szalik czasem się nie chce rozwiązać, trzeba pomału spróbować jeszcze raz, szarpanie go zaciska, trzeba powoli...".
              3. Następnym razem, kiedy wracamy do domu, już na korytrarzu z uśmiechem, pogodnym głosem zagaduję "jak wejdziemy to będziemy zdejmować wszystko, bo w domu jest ciepło, w domu nie ma mrozu, zdejmiemy szalik i czapkę, spróbujesz sam? ja będę patrzeć, czy ty już potrafisz, ciekawe czy ten szalik się da nam dziś rozplątać, co? bo inaczej będziemy musieli w nim spać! czy spi się w szaliku?? nieeee, musimy go zdjąć, najlepiej przed lustrem". Po wejściu do domu nie denerwujemy się, tylko rozwiązujemy pomału szalik. Po sukcesie, nawet z moją pomocą wołam hura, mamy szaliki zdjęte, super!"

              I tak mijają nam dni. Poprawa wiąże się z tym, że praktycznie każdą frustrującą go sytuację staram się oswoic.

              Dużo dała ogólna stopniowa zmiana całego mojego podejścia, zamiast miny cierpiętnicy i znerwicowanej matki staram się być dla niego po prostu miła, mieć maksimum zrozumienia dla jego kłopotów, niedogodności, nie zmuszam go do niczego, co miałby zrobić wbrew sobie.
              Takich sytuacji jak ta z chustką na szyi, czy u ciebie z miodem, jest milion w ciągu dnia. Jeśli zaczniesz je zmieniać, stopniowo, choć trochę, zmieniając podejście, syn się uspokoi, będzie mniej sfrustrowany. A u nas te frustracje się nakręcały, w tym sensie, że sfrustrowanie jedną sprawą powodowało, że frustracja innym drobiazgiem urastała do histerii, choć wcale nie była tego warta. Ja to rozumiem tak, że syn widząc mnie wiecznie cierpiącą, znerwicowaną sfrustrowaną, sam był zdenerwowany "mama mnie nie rozumie a ja nie rozumiem jej, jestem z tym sam i ona mi nie pomoże bo mnie nie rozumie".

              Kluczem jest np. odejście od tłumaczenia w nerwach, w czasie histerii, a w zamian rozkminianie sytuacji stresogennej w momencie, kiedy synek się bawi, jest w dobrym humorze.

              Jeśli syn dię denerwuje na miód, że nie chce się odkleić od noża i macie z tego powodu histerie zrobiłabym tak:
              1. Kupiła miód w stanie ciekłym, lejący, są też miody które są w opakowaniu jak keczup, a nie w słoiku.
              2. Kiedyś w zabawie zaproponowałabym mu np smarowanie miodem kanapki, naleśnika, jeśli on nie chce jeść, to niech posmaruje tobie, lalkom, tacie itd. Powtarzaj wtedy w zabawie "ojej co za miód, ale on się klei! miód się często klei do noża prawda?? ależ on jest klejący!" Ważne, żeby tego klejenia się miodu doświadczył NIE wtedy, kiedy jest głodny, sfrustrowany, zdenerwowany, ale żeby przerobić tę sytuację w zabawie, oswoić ją.
              3. Przy innych okazjach przypominać ten klejący miód, np. zabawa ciastoliną "ojej ale ta ciastolina mi się przykleiła do palca, jak miód, pamiętasz? miód też się tak klei prawda?", "ojej zobacz jak mi się dżem przykleił do łyżki, nie chce skapnąć, podobnie ja miód prawda?"

              U nas taka strategia działa, tzn trudne sytuacje są oswajane w "dobrych" momentach, po kilku dniach temat jest oswojony.

              Generalnie i frustracje/histerie i spokój i dobry humor są jak kula śniegowa, wokół jednej histerii zaraz narasta druga, a potem trzecia i czwarta i jest ich coraz więcej. Tak samo jest z dobrymi momentami, jeśli uda ci się uzyskać jeden, na kilka minut, wesoły, dobry moment, spróbuj się nie poddawać jakimś wyskokiem w międzyczasie, tylko szukaj okazji do kolejnego dobrego momentu, np. przy kąpieli w wodzie, podczas zakładania piżamki, przy usypianiu, w codziennych czynnościach. U nas zmiana działa się (i nadal dzieje) powoli, stopniowo, ale ta pierwsza radykalna zadziała się w tydzień, dwa po tym, jak dowiedziałam się, że to nie moja wina, bo synek może po prostu ma ZA.

              Miałam nie pisać dużo, ale się rozpisałam, po prostu te emocje nadal we mnie żyją, a jak czytam co piszesz to widzę nas sprzed pół roku, koszmarne czasy to były. Dlatego cię rozumiem.

              • helenaizuza Re: Histerie 01.02.17, 11:35
                no to ja cię podziwiam, serio. I zazdroszczę. Ja nie daje rady tak za każdym razem. Nie mam siły po prostu :-( Zwyczajnie nie nadążam i często nie jestem w stanie przewidzieć. Poza tym, to co piszesz to jest ogromny wysiłek przy dziecku, które histeryzuje nie raz w tygodniu tylko 100 razy dziennie i jak staram się rozładować i przetrzymać oraz przewidywać, wybucham gdzie indziej np. w pracy niestety :-(. No i nie ukrywam, że posiadanie na stanie takiego dziecka odbija się niestety negatywnie na całym moim życiu. I mimo, ze serce mnie boli jak to piszę, to niestety jest to prawda :-(. Najwyraźniej do dupy ze mnie matka. No i nika musze zmienić, bo jest zbyt identyfikowalny na takie wynurzenia.
                • baba_za_kolkiem Re: Histerie 01.02.17, 13:20
                  Nie jesteś złą mamą, nigdy tak nie myśl. Być może potrzebna jest wam pomoc terapeutyczna, bo co to znaczy posiadać takie dziecko, wiemy tylko my. Tu nie sprawdzają się porady koleżanek, rodziny itd., tu jest potrzebna pomoc specjalisty. Gorąco cię do tego namawiam. Ja z przerażeniem myślę o tym jak to ma wyglądać dalej, synek rośnie, jest coraz większy i silniejszy. Dziś rzuca poduszkami i krzesełkiem mamut, trzaska szufladami. Co zrobi jak będzie miał lat 10? 12? 15? Będzie robił dziury w ścianach i rzucał meblami? Nie może tak być, nie chce żeby tak było.
                  Nie mam żadnego życia poza opieką nad nim, inne mamy trzy-czterolatków żyją, chodzą gdzieś, mają swoje zajęcia, spotykają się. Ja w wakacje tylko siedziałam w domu i walczyłam z synem, i teraz znów się nam to zaczyna. Jestem podłamana, ale muszę walczyć o siebie bo tylko jeśli ja z sobą dam radę, to i z nim. Przecież nie chodzi o to, żeby przeżyć, tylko żeby żyć.
    • jhoan Re: Histerie 18.01.17, 13:35
      Pewnie dzieci z autyzmem/ZA są trudniejsze, ale opisane przez Ciebie sytuacje są normalne dla dziecka w tym wieku. Może dzieci z ZA trudniej przyswajają zasady i trudniej je wyezgekwować, ale mój młodszy syn bez żadnych objawów ZA, całkowicie książkowe dziecko, też ma teraz taki okres. I jest strasznie to denerwujące. Nie ta bluzka, nie z tym kanapka, nie ta herbata, nie mogę założyć butów bo jestem zmęczony, itp.. Czasem ulegam, ale wiem, że nie powinnam :) Ubranie sam wybiera, chyba że się grzebie a czas wyjść do przedszkola, wtedy jest awantura :)
      Ale po starszym, który ma trochę cech ZA, wiem, że to minie.
    • biankao Re: Histerie 19.01.17, 09:35
      Kolejny kiepski poranek. Spał 12 godzin, potem tulaski i nie minęło 5 min a tata zapala mała lampkę. Krzyk straszny: tata wylaaacz! Nie chce światła! Wylaaaacz! Mówimy, ze po ciemku nic nie widac i potrzebujemy lampki. Nieeee! Nie chce! Chce zeby było ciemnoooo! Krzyki, rzuca sie na łożku. Ja w końcu ide do kuchni zrobic mu sniadanie, zostaje sam w pokoju i wrzeszczy: tatooo! Przyyyyjdz, wyłącz lampkę! Tatusiu, czemu nie przychodzisz?!!!! Krzyki niemiłosierne. W końcu maz poszedł i mu wyłączył te lampkę, krzyk ustał ale nie na długo. Jak myślicie, czy zle zrobiłam ze go samego zostawiłam? Czuje sie winna gdy go tak zostawiam bo on potem wykrzykuje zeby przyjść do niego, ale mam tam siedzieć i patrzeć jak on sie wije? I wciąga mnie w dyskusje o tych lampkach? Czy tata powinien był wyłączyć te lampkę, bo moim zdaniem pokazał mu ze wystarczy pokrzyczeć a wszyscy zrobią co chcesz:/
      • agata_abbott Re: Histerie 19.01.17, 09:36
        Myślę, że dobrze uprzedzić, że będzie włączał lampkę. I przedstawić racjonalny powód.
        • baba_za_kolkiem Re: Histerie 19.01.17, 09:58
          Dokładnie, u nas najlepiej sprawdza się zawsze podanie bardzo prostego, do bólu racjonalnego powodu, dlaczego coś robimy.
          Po pierwsze, od razu zaznaczam, ze dziecko z ZA również należy wychowywać, nie chodzi mi więc o to, żeby się z nim cackać "bo bidulek ma ZA", ale chodzi mi o to, żeby w twoim podejściu było jak najbardziej racjonalne podejście i ale też jak najbardziej szacunek do dziecka!

          W sytuacji z lampką zrobiłabym tak:
          - przed zapaleniem lampki mówię "ojej jak tu ciemno, nic nie widać, zapalimy lampkę." albo "ojej jak tu ciemno, jak myślisz co można zrobić żeby coś widzieć? żeby nie wpaść na scianę? może zapalimy lampkę?"
          - jeśli on woła nie, nie chce światła uzasadniam racjonalnie próbując zrozumieć, dlaczego nie chce, może go razi? "a czemu nie chcesz? razi cię światło? to wiesz co, zakryj paluszkami oczy, ja pstryknę bo muszę widzieć drogę do łazienki, a ty powoli rozsuwaj paluszki / odkrywaj kocyk itd. żeby cie nie raziło tak nagle, ja muszę włączyć lampkę bo musze wstać i iść do łazienki a po ciemku nie widzę drogi, może tak być? tak się umawiamy?"
          U nas to by zadziałało, może bez wielkiego entuzjazmu, ale dałoby się włączyć lampkę.
          Wyjście i zignorowanie go u nas nakręca dziecko, znów wracamy do frustracji "no tak, mama mnie nie rozumie, musi wyjść bo mnie nie chce zrozumieć, nie wie o co mi chodzi i nie lubi tego, mama mnie nie lubi". Lepiej wg mnie jest poświęcić minutę lub dwie dla rozładowania sytuacji, w myśl zasady, że to dobre doświadczenie, ten dobry moment będzie początkiem tej kuli śniegowej.

          A na drugi dzień po obudzeniu, spróbowałabym przez kilka dni teraz oswajać temat lampki, aż sama zobaczysz, że włączenie jej nie jest już stresogenne. Po prostu po obudzeniu się wróciłabym przy przytulaskach do tego tematu" jeszcze się poprzytulamy, ale potem trzeba wstawać, a jest tak ciemno, tata będzie szedł do łazienki i rozbije nos, co by tu można zrobić? może lepiej zaświecić lampkę?? bo jak tata będzie wyglądał z rozbitym nosem??"
          Biankao ja wiem, że to trudne jak jest cię w takiej matni, tych histerii, tego niezrozumienia, ale musisz spróbować, zobaczysz że będzie lepiej.
          • aerra Re: Histerie 19.01.17, 21:53
            Aha, z mojego doświadczenia jednak wynika, że taka pytająca forma nie jest dobra. Uprzedzić, wyjaśnić, oczywiście. Ale nie pytać, czy dziecko się na to zgadza, o ile naprawdę nie jesteśmy przygotowani na odpowiedź przeczącą. Bo co będzie jak odpowie: Nie, nie lepiej. Nie, tata nie rozbije nosa, nie chcę zapalać i już.
            Poza tym, dziecko musi się nauczyć, że jednak nie zawsze on decyduje.
            • baba_za_kolkiem Re: Histerie 20.01.17, 08:46
              Potwierdzam, ja bardzo często zwracam się do dziecka w formie pytającej, nie wiem czemu to robię, chyba nawyk, ale faktycznie dwie panie psycholog niezależnie od siebie zwróciły mi uwagę, że pytając małe dziecko w sytuacji, kiedy tak naprawdę nie chcę pytać a oznajmić fakt, wprowadzam mu zbyt dużo niepewności, zamęt. Lepiej zwracać się oznajmująco w sytuacjach konkretnych, informując.
      • baba_za_kolkiem Re: Histerie 19.01.17, 10:16
        Chciałabym dodać jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Rozmawiałam kiedyś z bardzo mądrym terapeutą o tym, że synek mój akurat miał dłużej trwający okres, kiedy on musiał robić wszystko, musiał panować nad każdym naszym ruchem, każdą czynnością w domu. Sterroryzował mnie w ten sposób, że dochodziło już do paranoi (i histerii oczywiście), bo synek starał się za wszelką cenę wyprzedzić każdy mój ruch i go wykonać. Nie wiem, czy jasno to opisuję.
        Np. kiedy szłam włączyć pranie - on musiał wsadzić pranie, i włączyć pralkę. Kiedy szłam zrobić sobie płatki na mleku - on biegł, wbiegał przede mnie krzycząc "ja! ja! ja chciałem!" i musiał pierwszy otworzyć lodóbwkę, wyjąć mleko, odkręcić mleko, nalać, zakręcić mleko, odstawić do lodówki. I tak każda czynność. Jeśli go w czymś uprzedziłąm - histeria na 15 minut, np. kończyłam odkurzanie i wyjęłam automatycznie kabel z gniazdka. Histeria "ja chciałem!!!! ja chciałem!!!" i natychmiast rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami.
        Pamiętam taki weekend, kiedy przepłakałam prawie dwa dni, bo mnie to przerażało, każdą czynność synek chciał wykonać za mnie, pierwszy i tak się w tym zapentlał, zatracał, że już sam nad tym nie panował.
        I terapeuta, z którym rozmawiałam, powiedział mi, że odciąganie go od tego, odmawianie mu i odwracanie uwagi NIC NIE DA. Bo to jest objaw, skutek, a nie przyczyna. Jak wyeliminujemy przyczynę, on przestanie mieć / odczuwać ten przymus zrobienia wszystkiego.
        Okazało się po dalszej rozmowie, że synek działał tak, bo stwarzał sobie wówczas poczucie panowania nad sytuacją. I żeby takiemu działaniu zapobiec, należało najpierw zwiększyć jego poczucie bezpieczeństwa, a wtedy synek nie będzie musiał już sobie tego bezpieczeństwa zapewniać w taki sposób, panując nad wszystkim, co się dzieje w domu.
        I to jest prawda, stwierdzam to na dziś. W momencie, kiedy daje dziecku większe poczucie bezpieczeństwa, nasilenie tych przymusowych działań, tego kontrolowania wszystkiego, tego terroru znacznie się zmniejszyło.
        Ale to poczucie bezpieczeństwa u nas to: zapowiadanie zmian, oswajanie z nowościami, plany dnia i tygodnia, itd.
        Dziecko mające poczucie bezpieczeństwa OGÓLNIE, szybciej zaakceptuje zmiany planu.
        Bo zmian nie da się uniknąć, nie unikniesz w życiu niespodzianek, a to dla aspiego samo zło. Chodzi więc o to, żeby cała reszta, poza tą niespodzianką dawała mu poczucie bezpieczeństwa, wtedy ta jedna zmiana, nie sfrustruje go aż tak bardzo.

        Chodzi mi Biankao o to, że musi się zmienić wszystko dookoła, cała atmosfera wokół dziecka, twoje i męża podejście, otoczenie, zrozumienie, żebyś dała radę z synkiem, żeby wam się poprawiło funkcjonowanie.
        Sama diagnoza, którą dostaniesz, nie odwali za ciebie roboty, ani nie zrobi tego terapeuta. Da ci jedynie wskazówki, ale to ty musisz stworzyć dziecku dobre warunki do nauki, do rozwoju.
    • aerra Re: Histerie 19.01.17, 21:45
      Myśmy też przerabiali takie histerie, ale w zasadzie bardzo krótko. Raz - byliśmy bardzo wrednymi rodzicami, którzy nie reagowali na ryk, który miał coś wymusić.
      Dwa, dość szybko udało mi się wyłapać, że (oprócz sytuacji ewidentnego wymuszania, które występują na pewnym etapie, zupełnie tak samo jak u neurotypowych dzieci) młody reaguje tak nerwowo na sytuacje, które go zaskakują. Staraliśmy się zatem go nie zaskakiwać. Bardzo źle było zwłaszcza w momencie, kiedy musiał zakończyć jakieś działanie, a on nie doszedł do jakiegoś tam końca, który sobie założył. I tutaj świetnie sprawdził się dzwonek, minutnik. Było powiedziane, że za 15 minut koniec, za 10 minut koniec, za 5 minut koniec, dzwonek i faktycznie kończył bez awantury. Tylko też trzymaliśmy się tego twardo. Nie mogliśmy pozwolić na żadne wyjątki, bo każdy wyjątek z miejsca stawał się precedensem.
      Poza tym wszystko co dało się zaplanować, było zaplanowane i jasno określone.
      Teraz, jak jest już starszy, wystarczy z góry określić czas i te dwie minuty przed końcem przypomnieć, że czas zakończyć dane działanie i tyle. A i wyjątki, jeśli są odpowiednio uargumentowane (logicznie i w naprawdę wyjątkowych sytuacjach), mogą się zdarzyć. Nadal irytuje się, jak są jakieś zmiany planu, ale przyjmuje do wiadomości, że nie zawsze wszystko da się zaplanować.
      U was na pewno tak łatwo nie będzie, bo przyzwyczailiście go, że histeria i krzyk działa i rodzice może nie są zadowoleni, ale robią to czego on zażąda. A odzwyczajenie od tego wcale nie będzie takie proste, bo nawet w przypadku neurotypowego dziecka nie byłoby to łatwe, a z naszymi dziećmi jest trudniej. Ale da się, tylko nieco wolniej i nieco więcej samozaparcia trzeba, no i zrozumienia z czego wynikają konkretne zachowania.
      • baba_za_kolkiem Re: Histerie 20.01.17, 08:50
        Tak, to także dobra rada, sprawdza się u nas. Kupiłam w Rossmannie mały timerek i sprawdza się w wielu sytuacjach, kiedy trzeba zakończyć jakąś czynność. Trzy czwarte stresu dziecka odpada, jeśli jest uprzedzone, coś jest zapowiedziane. Czasami myślę że dla takiego malucha duża klepsydra byłaby jeszcze lepsza, bo dziecko wówczas widzi upływ czasu, ale timerek też spełnia swoją rolę.
        Niestety ja jestem czasem mało konsekwentna, i po trzech minutach, kiedy zadzwoni, daję się namówić na kolejne dwie minuty, ale cóż, nikt nie jest doskonały :)
        Jak nie mam timerka, to po prostu ostrzegam ileś minut przed, po kolejnych kilku znowu, i znowu. Przewidywalność, brak niespodzianek, uprzedzanie, trzymanie się planów, które dziecko zna wcześniej a najlepiej ustali z tobą - w naszym przypadku klucze do sukcesu.
    • helenaizuza Re: Histerie 23.01.17, 10:41
      Wiesz co, będę niepopularna, bo za dzieckiem podążać trzeba i z szacunkiem i bla bla bla. Ja nie wiem czy moja córka ma ZA czy inne zaburzenia czy jest całkiem zdrowa. Raczej mimo wszystko obstaje, ze nie jest zaburzona. Wiem natomiast na 100%, ze robiła takie akcje (dokładnie tego typu jak Twój syn i inne typu, ze ona chciała wcisnąć przycisk w windzie i chciała, żeby bluzka miała ciapki a nie gwiazdki i żeby rower jechał bez pedałowania, i żeby jogurt był malinowy, a nie truskawkowy i żeby w święto otwarli sklep bo ona chce lizaka i żeby lalka leżała krzywo a nie prosto i żeby tata jechał prosto a nie skręcał i sto miliardów innych bo ona chce), ze miałam po kokardki i na sama myśl, ze mam z nią czas spędzać robiło mi się słabo. To chyba nie tak powinno być, bo szacunek to należy się obu stronom chyba, a matka nie jest podnóżkiem i robotem od spełniania zachcianek, bo dzidziuś się nie daj Bóg traumy nabawi. Otóż, powiedziałam basta. jak zaczynała wrzaski, jak chciała jogurt czy coś tam, a nie było, mówiłam: to idź do sklepu i kup. I tak za każdym razem. Jak cyrki przy posiłki, mówiłam - koniec głowa mnie boli, nie chcesz nie jedz. Idź do swojego pokoju, bo od wrzasków boli mnie głowa. Spokojnie i bez wrzasku. Jak wrzeszczała, żeby jej podać coś co miała pod nosem, mówiłam sama sobie weź, bo nie jestem służącą. Jak chciała czegoś niemożliwego, ja kontrowałam i chciałam, żeby ona zrobiła cos niewykonalnego, np.,. żeby sprawiła, żeby przestał padać deszcz. Ona na to, ze nie umie, a ja dalej w zaparte, jak to nie umiesz, JA CHCE. W końcu mówiłam, ze tak jak ona nie potrafi czegoś sprawić, tak jak nie potrafię sprawić tego, co ona chce.U nas zadziałało i jest duuuużo lepiej. Młoda ma teraz 4,5, ale jak zaczynałam, miała ok. 3. najpierw był zdziwienie i niedowierzanie, potem bunt, a potem zaczęła łapać, ze nie jestem wróżka i ze tez odczuwam zmęczenie, głód i dyskomfort. I powiem tak, to co robi Twój syn i, sadząc z opisu, robiła moja córka to hardkor, to terror w czystej postaci, kompletnie niszczący rodzinę. I nieważne, ze terrorysta jest nieletni czy ma ZA - nie możecie tańczyć jak Wam zagra, skakać nad nim i dostarczać mu co sobie zażyczy, bo utrwalacie mu w głowie, ze to jest norma, ze tak ma być, ze jesteście robotami od wykonywania poleceń. No nie jesteście i on musi się o tym dowiedzieć, nawet jeśli to mu się nie spodoba.
      Tak jestem okrutna, wiem (już odkładam na psychoterapeutę dla dziecka :P), ale w końcu w domu jest ok (wieczny wrzask może wpędzić w nerwice, mnie prawie wpędził) i dziecko jest coraz fajniejsze i to nie tylko kwestia tego, ze wyrasta z pewnych zachowań (to tez), ale tez dlatego, że dostaje określone komunikaty - matka tez czuje, matka tez się złości, pewnych rzeczy się nie da, a od wrzasku boli głowa .
      • agata_abbott Re: Histerie 23.01.17, 11:06
        Weź jednak pod uwagę fakt, że histerie osoby z ZA/autyzmem mogą wynikać z czegoś innego niż histerie zdrowego dziecka. Dlatego strategia, która działa na zdrowe dziecko, niekoniecznie musi zadziałać na dziecko zaburzone.
        • aerra Re: Histerie 23.01.17, 12:47
          Tak, mogą. Ale też nie muszą. I nie zawsze wynikają.
          I to do nas - rodziców - niestety należy zadanie nauczenia się, kiedy histeria wynika z "JA CHCĘ!", a kiedy z tego, że dziecko jest przestymulowane i jest to po prostu reakcja na jakieś bodźce, które dla nas są nieistotne, a dla dziecka niemożliwe do zniesienia. Czy też jakiś inny powód, który ma swoje podłoże w zaburzeniach. I wtedy owszem - zgadzam się - nasza reakcja musi być nieco inna. Ale to nie znaczy, że mamy lecieć i spełniać wszystkie życzenia z kosmosu, bo inaczej będzie histeria i wrzask, tylko odkryć powody takiego zachowania i zlikwidować je, zneutralizować albo oswoić.
          Tak jak pisałam, myśmy też przerabiali. Serce mi się krajało jak wył i się zanosił, ale miałam pewność, że jak ustąpię, to będziemy to powtarzać do zakichanej śmierci. I taką totalną histerię odstawił 3 razy w przeciągu 2 tygodni. A potem się nauczył, że to nie działa.
          Ale każdy przypadek jest inny, a ja miałam o tyle łatwo, że dla mnie było oczywiste, kiedy to histeria, bo chce, a kiedy dzieje się coś, co ma zupełnie inne podłoże, bo zwyczajnie było to widać.


        • helenaizuza Re: Histerie 23.01.17, 13:19
          Biore, ale czym się różny histeria JA CHCĘ u zdrowego i zaburzonego? I jedno i drugie chce równie mocno i jedno i drugie traktuje przedmiotowo wykonywacza poleceń. I co zaburzonemu szwankuje teoria umysłu, a niezaburzony jest niewychowanym potworem? Nie - i jedno i drugie uważa, ze rodzic ma moc sprawcza i może spełniać zachcianki. I jedno i drugie może zrozumieć i powinno, ze to tak nie działa. I jedno i drugie funkcjonuje w społeczeństwie. I w jednym i w drugim przypadku nadskakiwanie (może to, a może tamto, a może jeszcze coś innego i tak za każdym razem) i znoszenie wrzasków nie robi dobrej roboty. Zresztą aktualnie te wszelkiego rodzaju zaburzenia są bardzo szerokie i nie ma jednego wzorca. Jazdy mojej córki nie różnią się specjalnie od jazd dzieci autystycznych opisywanych m.in. tu, na forum, wiec może i jest zaburzona ale niezdiagnozowana?
          • baba_za_kolkiem Re: Histerie 23.01.17, 13:32
            helenaizuza napisał(a):

            > Biore, ale czym się różny histeria JA CHCĘ u zdrowego i zaburzonego?

            Tym, że u zaburzonego histeria wynikająca z braków teorii umysłu nie wynika z JA CHCE, tylko z
            - ja CHCIAŁEM a ty nie wiedziałaś! (np. nacisnąć guzik w windzie, klamkę w drzwiach, inny sok)
            - ja chciałem a oni już poszli! (np. przywitać się, pożegnać się),
            - chciałem ale przecież nie takie! (np. wafelek ma odłamany róg),
            - zadawanie pytania bez podania kontekstu i frustracja, bo mama nie rozumie o co chodzi (pytanie "który autobus" powtarzane 16 razy, bez mojej "prawidłowej" odpowiedzi).

            Do tego dochodzą histerie z takich powodów jak:
            - hałas (np. śpiewanie grupy przedszkolaków, wiertarka u sąsiada),
            - odmowa (dziewczynka nie chce siusiu wtedy co synek),
            - porażka (nie złapałem piłki, ja też chciałem złapać piłkę!!!).

            Nie chodzi o to, że NT dzieci nie histeryzują, ale chodzi o powód i częstotliwość tych histerii. Mój syn histerie zaczął tuż przed drugimi urodzinami a zmniejszyły się teraz (ma 3,5), przyznaj że jest różnica do "mój miał trzy histerie w dwa tygodnie i mu przeszło".
            Oczywiście, że po drodze przeszedł i "zwykły" bunt dwulatka, i inne typowe dla wszystkich dzieci etapy rozwoju i uczenia się. Ale jednak uważam, że takie nasilenie histerii jak u nas to jednak jest ewenement.

            O ile mogę reagować, tak jak to opisujesz (ukrócać) histerie z powodu zachcianek "bo ja tak chce" (to jest sprawa bezdyskusyjna) o tyle, jak ukrócić histerię np. na dźwięk wiertarki? Na klejący się miód? Na to, że chciał się przywitać, ale jak przyszło co do czego, schował się za moją nogą a potem, jak znajomi poszli to na witanie już było za późno? Jak to ukrócić? Nie da się, można tylko działać WYPRZEDZAJĄC histerię a potem tolerować, wspierać, przytulić, wykazać zrozumienie, i wprowadzić działanie eliminujące na przyszłość, np. ćwiczyć witanie się, rozmawiać o klejącym miodzie itd.
            Taka jest różnica moim zdaniem między ZA a NT.
            • agata_abbott Re: Histerie 23.01.17, 13:49
              Do tego też dochodzi histeria dziecka, które nie komunikuje dobrze. Kiedyś zajęło mi piętnaście minut, żeby dojść do tego, czemu córka nagle reaguje histerią na wkładanie kurtki (którą wcześniej wielokrotnie miała na sobie). Nie potrafiła mi tego wytłumaczyć.
              • baba_za_kolkiem Re: Histerie 23.01.17, 13:53
                To też znamy, histeria poranna przy zakładaniu kurtki, po czym okazało się (jak amok się skończył), że kurtka za bardzo szeleści (w histerii synek krzyczał że jest klejąca...).
              • helenaizuza Re: Histerie 24.01.17, 15:20
                ale moja tez tak reaguje. I co jest potworem, bo nie ma ZA? Nie, jest mała i jej coś nagle zaczęło przeszkadzać i jej się to nie podoba. Zresztą nie o tym mowa w wątku głównym. Nie o takie histerie chodzi.
            • aerra Re: Histerie 23.01.17, 23:29
              Wybacz babo_za_kolkiem, ale nie ma różnicy. Tzn różnica jest jedynie taka, że myśmy histerie przetrzymali, a nie poddali się jej i DLATEGO to przeszło. Bo jakbym te "3 razy w 2 tygodnie" odpuściła, to też mielibyśmy 3 lata takiego zachowania. Albo 10 lat. Więcej pewnie nie, bo wątpię, żebym to wytrzymała nerwowo.

              I to nie znaczy, że poza tymi przypadkami histerii moje dziecko nie miało też ataków paniki - miało. I miewa nadal, chociaż na szczęście już dużo rzadziej. Ale ja od początku odróżniałam jedno od drugiego i szukałam sposobów jak sobie z tym radzić zanim to się rozpęta do granic niemożliwości. Czasami skutecznie, czasami mniej.
              I jak na wiertarkę specjalnie wpływu nie mamy, chociaż też da się to obejść (myśmy kupili słuchawki ochronne, takie zwyczajne, bhp), tak z czymś takim jak miód jest prosta piłka - jak coś powoduje takie akcje to to eliminuję i już. Do momentu dopóki tego nie przepracujemy. Przeżyje bez tego przez jakiś czas.

              Bo dzieci szybko się uczą, nie ma znaczenia czy histeria wynika z "ja chcę", czy jest to atak paniki, który PRZERADZA się w histerię i którego podłożem jest zaburzenie. Skoro wrzask pomaga znaleźć rozwiązanie, to będę wrzeszczeć. Proste. A do tego wyładuję emocje, z którymi mam problem i się nagromadziło. Same plusy, przynajmniej doraźnie i na pierwszy rzut oka. A to za małe dzieci jeszcze, żeby drugi i trzeci rzut oka robić i analizę późniejszych efektów.

              Dlatego owszem, przepracowywanie takich sytuacji, zrozumienie, oswajanie konfliktów jak najbardziej. Ale to nie znaczy, że mam aprobować to, że jak sobie nie radzimy, to można wrzeszczeć, kopać i rzucać rzeczami (jak w opisie założycielki wątku).
              No i poza tym sytuacje, które dla nas są trudne, to też świetny materiał terapeutyczny i pokazowy ;) Pokazujemy dziecku, jak my radzimy sobie w takich warunkach. Że dla nas też nie wszystko jest łatwe i czasem nie dajemy rady. Że każdy miewa takie sytuacje i to normalne, trzeba poszukać wyjścia i nieraz zdarza się tak, że trudno jest je znaleźć.

              I jeszcze - tak, zupełnie inaczej jest z dziećmi niemówiącymi, nie komunikującymi się. U nas tego nie było, w ogóle. (Ale u założycielki wątku też tego nie ma, bo sądząc z opisu, jej dziecko mówi całkiem nieźle jak na ten wiek, zdecydowanie lepiej niż moje w tym wieku.) I normalnie jakbym mogła sobie z przeszłości dać medal, to dałabym za to, że uparłam się (mimo sprzeciwu rodziny, oskarżeń o wydziwianie i postępujące wariactwo), żeby u młodego stosować język migowy dla dzieci. Nie było jeszcze wtedy mowy o jakichkolwiek zaburzeniach, o PECS w ogóle nie miałam pojęcia (zresztą jakbym wiedziała, to raczej później). Ale dzięki temu od małego (zaczęliśmy jak młody miał 7 miesięcy) dziecko wiedziało, że jest łatwiej, jak on mi pokaże o co chodzi. I chyba dlatego później to było bardziej naturalne. Z mową w sumie nie było wielkich problemów, zaczął mówić ciut później niż wynika z tabelek, ale w sumie jeszcze w normie. Akurat na tym polu norma jest dość szeroka ;)
              • agata_abbott Re: Histerie 24.01.17, 10:31
                Odniosę się do ostatniego akapitu (w pozostałych kwestiach i tak Cię pewnie nie przekonam, że jednak różnica jest:)): moje dziecko przez jakiś czas było niemówiące, wprowadziliśmy PECS, później zaczęła mówić. Teraz mówi, gorzej, niż rówieśnicy, ale mówi. Ale brak dobrze rozwiniętej mowy to nie jest jedyny problem - problemem w takiej sytuacji jest też brak komunikacji albo zaburzona komunikacja.

                Pisałam kiedyś o tym na blogu, pozwolę sobie wkleić fragmenty. Poniżej lista rzeczy (na podstawie publikacji prof. Pisuli), z którymi osoby ze spektrum mają problem (również osoby z ZA, czyli jak najbardziej mówiące):

                1. Gesty, intonacja, melodia, rytm wypowiedzi, ekspresja mimiczna, postawa ciała, kontakt wzrokowy (które decydują o efektywnym porozumiewaniu się w określonym kontekście społecznym).
                2. Rozumienie żartów, metafor i idiomów,
                3. Naprzemienny udział w rozmowie.
                4. Organizowanie informacji w sposób zrozumiały dla rozmówcy.
                5. Dostrzeganie oraz naprawianie błędów komunikacyjnych (np. wyjaśniania lub udzielania dodatkowych informacji, gdy rozmówca nie zrozumiał komunikatu).
                6. Komunikowanie się w celu dzielenia zainteresowań lub podtrzymania interakcji.

                Prof. Pisula podaje również kilka cech mowy/komunikacji, które mogą być charakterystyczne dla autystów:
                1. Ograniczenie mowy do wyrażania swoich potrzeb i nazywania przedmiotów pojedynczymi słowami.
                2. Mowa rzadko jest wykorzystywana do komentowania wydarzeń, dzielenia się z kimś odczuciami, doświadczeniami, do przekazywania informacji, wyrażania intencji i zamiarów.
                3. Posługiwanie się językiem w sposób schematyczny i mało elastyczny, tendencja do dosłownego interpretowania wypowiedzi.
                4. Częste są stereotypie językowe, echolalie i zamienianie zaimków (głównie osobowych).
                5. Dążenie do bardzo precyzyjnego wyrażania swoich myśli (w przypadku osób z ZA oraz wysokofunkcjonujących autystów)

                Zauważ, że minimum kilka wyżej wymienionych punktów potrafi znacząco utrudnić dojście do tego, co jest właściwie przyczyną histerii.

                Wspominałam wyżej o jednej sytuacji, w której to Ewa zaczęła ryczeć, że nie chce włożyć kurtki (jak wychodziłyśmy z przedszkola). Kurtkę miała na sobie wielokrotnie, samo wyjście z przedszkola nigdy nie było dla niej niemiłe, więc pozornie nie było powodu, żeby tak reagowała. Ale widać było, że coś jej sprawia problem, i to duży. Ale nie mogła mi wyjaśnić - w takich sytuacjach, mimo, że mówi w miarę dobrze i rozumie dużo, to sama nie potrafi wytłumaczyć sytuacji - jedynie odpowiada na pytania. Tak więc wszystko zależy od tego, czy ja zadam odpowiednie pytanie - a żeby zadać odpowiednie pytanie, to po pierwsze, trzeba jednak uznać, że histeria jest spowodowana czymś dla dziecka istotnym (a nie tylko "ja chcę/nie chcę"), a po drugie - mieć świadomość, co potencjalnie może dziecku sprawić problem. Trochę to przypomina zabawę w "20 pytań":)
                Ostatecznie okazało się, że problemem była metka wszyta w kurtkę. Wcześniej jakoś tak się składało, że Ewa albo miała coś innego pod spodem, albo miała zakładaną pod kurtkę bluzę, albo miała inną kurtkę - tak że nigdy ta metka nie dotykała jej gołej skóry. Tym razem kombinacja ubrań sprawiła, że metka dotknęła skóry i tak ją uwierała, że ubranie kurtki nie wchodziło w grę.
                • aerra Re: Histerie 24.01.17, 12:16
                  Ale zgadzam się. Tylko zauważ, że każde dziecko jest jednak inne. Zresztą my też jesteśmy przecież różni. ZA to ZA, to spektrum. I nie każdy ma każdy problem, tylko niektóre występują, a inne nie. Dlatego ta lista jest jakimś tam zbiorem, który nie musi wystąpić w całości (i nie występuje) u każdego.

                  I jasne - to nie jest tak, że komunikacja jest prosta, nawet między dorosłymi, neurotypowymi ludźmi, potrafiącymi się, przynajmniej teoretycznie, wysławiać poprawnie i prowadzić rozmowę ;)
                  Młody ma problemy z komunikacją tak ogólnie, chociaż w tej chwili na przykład echolalie jestem w stanie wykryć tylko ja, a i to nie wszystkie (bo ja wiem co on czyta i ogląda, więc wiem skąd pochodzą konkretne wyrażenia). Nikt inny, łącznie z psychologiem, tego nie wykryje, bo on stosuje to umiejętnie, w odpowiednich sytuacjach. Z innymi punktami też jest różnie. Ale to 7-latek. To zupełnie inny pułap niż 3-4 latki. I inne też wymagania ;)
                  A myśmy od początku wymagali (i sami też to stosowali), żeby mówić o wszystkim, wyjaśniać jemu i on nam jak najwięcej. Tłumaczenie, o czym już tu w wątku parę osób w sumie pisało - że mama nie jest wróżką i nie zgadnie (i zabawy typu niech on zgadnie o czym teraz myślę ;) - bardzo dobrze to się sprawdza z rysowaniem, bo moje dziecko jeszcze kilka lat temu potrafiło się ze mną kłócić, że wcale nie myślę o tym o czym mówię, że myślę, tylko o tym o czym on mówi, że myślę - przy rysunkach miał dowód na kartce ;) ) towarzyszyło nam od 2 roku życia. A wcześniej, naprawdę, to było tak niesamowite, jak niespełna roczne dziecko pokazywało czego chce (i nawet nie chodzi o to, czy faktycznie tego chciało, ale widziało powiązanie - znak->reakcja) i miało z tego taką frajdę, że umie, że może pokazać i my załapiemy. I taki sposób komunikacji powodował, że siłą rzeczy trzeba było dopytać. Dlatego ja miałam wbudowane te "20 pytań do...". Chociaż w przypadku małych dzieci, to chyba każda komunikacja jest bardziej wymagająca ze strony rodziców i zadawanie pytań w sumie chyba każdy powinien mieć w tym pakiecie.

                  Ale tu chodzi o co innego. O to, że nie pozwalamy, żeby histeria nakręcała się i zaczynała od wrzasku. Wrzask nie pomaga, u nas to jest podstawowa zasada. I naprawdę, jeśli wie, że wrzaskiem nic nie uzyska, i wie, że spróbujemy zaradzić coś, jeśli tylko będziemy wiedzieć o co chodzi (i mama nie jest wróżką ;) ), to ta komunikacja jest łatwiejsza.
                  • agata_abbott Re: Histerie 24.01.17, 12:38
                    Jasne, wszyscy są inni. I zgadzam się z tym, że nie można w nieskończoność dawać przyzwolenia na histerię, wierz mi, ja też go nie daję. Nieraz opisywałam tutaj, jak zostawiałam wyjącą córkę w korytarzu, zanim nauczyła się rozbierać i myć ręce po powrocie z dworu:) Ale podejrzewam jednak, że autorka mogła już tych najprostszych (bo najbardziej uniwersalnych metod) popróbować, i najwyraźniej nie na wiele jej się to przydało. Dlatego pewnie trzeba cofnąć się kilka kroków, zastanowić, skąd te histerie mogą wynikać, i próbować im zapobiegać. Tłumaczyć, dociekać, uprzedzać wiele sytuacji. To naprawdę dużo daje.

                    Przyznam szczerze - nigdy nie zmieniłam podejścia do histerii u mojej córki, bo w sumie od zawsze posiadamy to samo, które skutkuje. Ale widziałam skokowy spadek liczby histerii w momencie, w którym wprowadziliśmy jej komunikację alternatywną (kiedy jeszcze nie mówiła). Czytam też posty Baby_za_kolkiem - jej zmiana podejścia chyba bardzo dużo dała.

                    Reasumując: są histerie i histerie:) Są takie, które olewam, czyli robię tak jak Ty. Ale robię to wtedy, kiedy dokladnie znam przyczynę histerii i wiem, że to jest taka w stylu: "ja chcę/nie chcę". Jeśli nie wiem (a histeria już się pojawiła) - zakładam, że to jest coś innego, i próbuję rozwiązać problem.

                    Mam wrażenie, że moje dziecko czuje się na tyle bezpiecznie (pod wieloma względami), że histerii typowo "autystycznych" ma naprawdę niewiele. Tak szczerze - nie pamiętam, keidy miała jakąś większą (to chyba była ta z kurtką właśnie). Jej histerie to takie typowe dziecięce histerie, na które właśnie można zareagować tak jak radzisz - to w większości przypadków jest jednak najlepszy sposób.

                    Ale jednak nie radziłabym w ten sposób reagować matce, której dziecko urządza histerie kilka-kilkanaście razy dziennie, a matka wie, że dziecko może mieć zaburzenia ze spektrum. Bo w zmniejszeniu liczby histerii im to pewnie nie pomoże, ale wzbudzi tylko w dziecku poczucie niezrozumienia i frustracji.
              • baba_za_kolkiem Re: Histerie 24.01.17, 12:35
                aerra napisał(a):

                > myśmy histerie przetrzymali, a nie poddali się jej i DLATEGO to przeszło. Bo jak
                > bym te "3 razy w 2 tygodnie" odpuściła, to też mielibyśmy 3 lata takiego zachow
                > ania. Albo 10 lat.

                U nas w tej chwili od dwóch dni mamy histerie znowu, i to z powodów JUZ DAWNO PRZEPRACOWANYCH, i co teraz? Po tygodniowej infekcji mamy powtórkę z rozrywki, trzaskanie drzwiami bo klocek upadł, rzucanie się na podłogę bo sok się rozchlapał...
                I co? Nie odpuszczałam, przepracowałam, było 3 miesiące spokoju i mamy wszystko z powrotem.
                I co masz na myśli pisząc "nie poddaliśmy się histerii?". Kiedy synek rzuca się na podłogę, bo sok się rozchlapał, reaguję spokojnie, pokazuję, że można wytrzeć, a on nadal leży na podłodze i wyje, i trwa to 20 minut, chociaż sok dawno powycierany... I co dalej? Nie poddałam się histerii, i nic z tego nie wynikło na dany moment, za pół godziny była kolejna, bo ciastolina odpadała od szyby...
                Książkowych porad polecanych na forach już naprawdę wiele przerobiłam.

                > z czymś takim jak mió
                > d jest prosta piłka - jak coś powoduje takie akcje to to eliminuję i już. Do mo
                > mentu dopóki tego nie przepracujemy. Przeżyje bez tego przez jakiś czas.

                Tzn eliminujesz miód.... OK... jest spokój, do momentu, kiedy w przedszkolu podadzą miód :) Albo dżem, dżem też się klei. I co? Eliminujesz dżem, i co dalej? A jak pojedzie do babci, każesz nie podawać dżemu i miodu? Aż tu nagle tam tara tam, masło jest za zimne i się klei! I co teraz? Eliminujesz masło?
                Moim zdaniem nie tędy droga, ale każdy powinien mieć strategię na swoje dziecko. Jeśli u was się sprawdza OK (tylko ciekawa jestem jak to rozwiązujesz w praktyce). Ja bym wolała oswoić temat, i np. wprowadzić smarowanie miodem przez tydzień codziennie, żeby co dzień się kleiło. I jednocześnie o tym rozmawiać.

                Inna histeria, która u nas była latem codziennie, to była histeria na podwórku, codziennie dzień w dzień, po kilak rzutów, siadanie na ziemi, kopanie, uciekanie itd. Bo kolega nie zamienił się na rower, bo kolega odjechał, bo koledze nie powiedział cześć, bo koleżanka nie robiła siusiu wtedy co on, bo koleżanka siedzi na huśtawkę zwrócona w drugą stronę...I jak eliminujesz tu histerie? Zamykasz w domu na 3 miesiące? Bo wracałam z synem pod pachą do domu całe lato, od maja do sierpnia. Przepraszam ale jak wspominam ten czas... i ktoś mi mówi "nie dopuszczam do tego, eliminuję histerie, przetrzymuję histerie..." to ja już sama nie wiem. Jak się przetrzymuje histerię codziennie po kilka razy, jeśli trwa ona miesiącami?

                > Bo dzieci szybko się uczą, nie ma znaczenia czy histeria wynika z "ja chcę", cz
                > y jest to atak paniki, który PRZERADZA się w histerię i którego podłożem jest z
                > aburzenie. Skoro wrzask pomaga znaleźć rozwiązanie, to będę wrzeszczeć.

                I na serio uważasz, że dziecko wrzeszczy z rozpaczą w oczach, bo nie przywitało się z kolegą, bo w ten sposób szuka rozwiązania??? Dla mnie to jest czysta frustracja.

                > Dlatego owszem, przepracowywanie takich sytuacji, zrozumienie, oswajanie konfli
                > któw jak najbardziej. Ale to nie znaczy, że mam aprobować to, że jak sobie nie
                > radzimy, to można wrzeszczeć, kopać i rzucać rzeczami (jak w opisie założycielk
                > i wątku).

                Bicie, kopanie - zgoda, od razu zwracamy uwagę na to, że tak nie wolno. Nie wolno tego ignorować.


                > I normalnie jakbym mogła sobie z przeszłości
                > dać medal, to dałabym za to, że uparłam się (mimo sprzeciwu rodziny, oskarżeń o
                > wydziwianie i postępujące wariactwo), żeby u młodego stosować język migowy dla
                > dzieci.

                Za to również dałabym ci medal, poważnie, bo jestem szczerze za propagowaniem alternatywnych metod komunikacji. Włożyliście w to na pewno mnóstwo wysiłku, ale miało to wymierny skutek u syna. Może dlatego właśnie inne histerie szybciej wam mijały.
                • aerra Re: Histerie 24.01.17, 14:42
                  Wiesz, nie znam Twojego dziecka, zakładam, że jednak Ty znasz je lepiej ;)
                  Piszę co zrobiliśmy u nas - a przede wszystkim - że u nas to działało, bo zaczęliśmy od samego początku. Potem też się da, tylko jest trudniej. I nie jest tak, że moje dziecko jest takie super idealne i wszystko mamy przepracowane. Nie mamy, jeszcze sporo przed nami. Ale akurat tę konkretną sprawę przerobiliśmy. I moim zdaniem, reakcja teraz na sytuacje kryzysowe, w przypadku MOJEGO dziecka, wynika właśnie z metod jakie podjęliśmy na samym początku.
                  I też już pisałam - u nas jest tak, że każdy błąd się mści i to mści bardzo. Bo młody jednorazową akcję wpisuje z automatu do programu standardowego. I ja wiem - bo nie ze wszystkimi sprawami nie udało nam się tak, żeby zapobiec na starcie - że jakby nie te początki, to miałabym w domu sytuację bardzo podobną do tej, którą opisuje biankao.

                  I - to do agaty_abbott - ja nie olewałam histerii, ja je mega mocno przeżywałam ;) I tłumaczyłam i starałam się przepracować i cuda na kiju, ale DOPIERO jak się uspokoiliśmy ;)
                  Z klasycznych i totalnych histerii autystycznych to mieliśmy w zasadzie tylko przypadek w przychodni przy pobieraniu krwi. Ale mieliśmy pecha trafić na kiepską pielęgniarkę, która jeszcze na dodatek zaczęła się na to moje biedne dziecko drzeć. I bardzo ważne i pilne badania, które wtedy po prostu trzeba było zrobić. I z dziecka, które do tamtej pory spokojnie dawało sobie pobrać krew zrobiło mi się dziecko, które reaguje paniką na samo wspomnienie o przychodni lekarskiej czy widok dowolnej pielęgniarki. Ale przepracowaliśmy ;) I krew pobieramy regularnie, chociaż na szczęście nie bardzo często, bo dwa razy do roku.

                  A co do wrzeszczenia - o wyładowaniu emocji też pisałam ;) Tylko, że może to i efektywna metoda, ale nieco za efektowna, nieprawdaż? Zwłaszcza dla otoczenia.
                  Wiem, że łatwo się mówi, ale u nas zwyczajnie działało zmuszenie go do zastanowienia się i przeanalizowania sytuacji. Czy [to konkretne zachowanie] pomaga rozwiązać akurat ten problem? Nie, nie pomaga. A co mogłoby pomóc w takiej sytuacji? To, to, to albo to. Tylko, że to da się zrobić, jeśli nie trzeba przekrzykiwać wrzasków ;) Mamy schematy działania w sytuacjach kryzysowych. I moje dziecko wie (chociaż czasem jeszcze trzeba mu o tym przypomnieć), co ma zrobić jak zaczyna się dany problem.
                  I tak - jakbym miała taką sytuację, że na placu zabaw młody rzuca mi się na ziemię to wyeliminowałabym plac zabaw. Nie zamykając dziecka w domu, ale zwyczajnie planując spacer inaczej. I pracując nad tym, pracując, pracując, pracując. Przy czym u nas akurat była sytuacja odwrotna, jakbym zmusiła moje dziecko do pójścia na plac zabaw, gdzie są inne, obce, małe dzieci, to byłaby pewnie histeria. Nie zmuszałam, bo wiedziałam z czego to wynika. Socjalizowaliśmy się inaczej i jednocześnie oswajaliśmy place zabaw.

                  I jeszcze jedno. Wychodzę z założenia, że jeśli chcę, żeby młody miał szansę na normalne życie w społeczeństwie to MUSI się nauczyć radzić sobie z takimi problemami. Musi. Bo nie zawsze będziemy w pobliżu, żeby reagować. Jest mu trudniej niż neurotypowym dzieciom, ale to znaczy tylko tyle, że musimy więcej pracować.
            • helenaizuza Re: Histerie 24.01.17, 15:40
              Wiesz, moim zdaniem wszystkim małym dzieciom szwankuje teoria umysłu (no większości) i są przekonane, ze skoro one chcą to tak ma być i już. I będzie i cały świat o tym wie. I przecież nie postuluje, żeby dziecko do kąta postawić, bo jest niegrzeczne, tylko dac jasno do zrozumienia i wyprowadzić z błedu, ze nie czytam w myślach, nie jestem wróżką, nie jestem służąca, nie lubię krzyku (nie każe być cicho, jeśli chce niech krzyczy, ale daje komunikat, ze mi to przeszkadza i jeśli wybiera krzyk, niech krzyczy w swoim pokoju). A jeżeli chodzi o histerie z powodu przestymulowania czy wiertarki - to dotyczy dzieci z zaburzeniami SI, również tych NT. I takie histerie to zupełnie inna bajka. Staram się wtedy usunąć źródło, jeśli mogę, staram jakoś pomóc np. zdejmując gryzące rajstopy czy inna kurtkę. Wydaje mi się, ze watek główny czego innego dotyczy. Innych histerii, histerii typu "rób to czego żądam" i "ma być tak jak chcę". Można mówić, ze to z powodu ZA i znosić to, ale moim zdaniem na dłuższą metę to niewykonalne. Ja ukrócam tak jak pisałam. W prostych słowach daje jasny komunikat, często na przykładach, ze to niewykonalne. U nas histerii było po kilka czasem kilkanaście dziennie i ja nie zakładam złej woli mojej córki. Rozumiem, ze jej się zdaje, ze ja czytam w myślach i mam moc sprawcza, ale nie godzę się na takie reakcje i wyprowadzam z błędu. Uważam, ze takie postępowanie jak biankao utwierdza jej syna w błędnym przekonaniu, ze cały świat jest i będzie taki jak on chce.
              • agata_abbott Re: Histerie 24.01.17, 15:59
                No ukrócasz tak jak Ci się podoba, skutkuje - super.
                Ja ukrócam inaczej, u mnie też skutkuje.
                A co poskutkuje u dziecka biankao - tylko ona może to określić, metodą prób i błędów.
                • helenaizuza Re: Histerie 24.01.17, 16:03
                  Ja chyba babie za kółkiem odpowiadałam na konkretnego posta, tak mi się cos widzi. I chyba to jasne, ze tylko autorka jest w stanie ocenić, co odpowiada jej i jej rodzinie
                  • baba_za_kolkiem Re: Histerie 25.01.17, 11:40
                    Helenaizuza z twoich postów bije jakieś takie negatywne nastawienie, w sumie nie znam cie takiej z Małego dziecka, czy coś się stało? Jeśli się pomyliłam, lub nie chcesz odpowiadać - spoko.
                    Ja dziś mam małą załamkę, jakiś taki dół złapałam po dzisiejszym poranku, chyba mam chwilowo wszystkiego dosyć, znów mieliśmy poranne akcje typu "ciastko się ułamało" i to była jakaś kropla przepełniająca kielich. Czasem już tracę nadzieję, że z moim synem kiedyś gdzieś normalnie wyjdę.
                    • helenaizuza Re: Histerie 01.02.17, 11:19
                      masz racje babo, jestem nerwowa. Nic konkretnego się nie wydarzyło. Ot, mam po kokardki wiele rzeczy. Po prostu stan ciągłego napięcia i zmęczenie spowodowane i praca i dzieckiem + niekoniecznie cudowny stan zdrowia mojego sprawiają, ze się we mnie gotuje i cała tajemnica :). Liczyłam, ze z wiekiem moje dziecko wyrośnie z pewnych zachowań, a tu nici :( Ja mam już alergie na wrzask i takie reakcje. Czuje, ze mi czaszka eksploduje wkrótce od tłumienia różnych emocji. No dość mam już i tyle, przy czym, autyzm czy ZA moim zdaniem nie wchodzi u nas w grę, wiec nawet ciężko o mi o tłumaczenie jej w ten sposób, a i wyrozumiałość mniejsza. Coraz rzadziej mam siłę na "rozładowywanie" trudnych sytuacji i się spinam, żeby nie wybuchnąć. No i jeszcze te KOSZMARNE zaburzenia SI, z którymi ciężko żyć. Dzisiaj pół godziny zakładania skarpetek, bo uwierają, cisną, bo nie i wrzask od samego rana, potem regulowanie szelek od spodni narciarskich, bo za luźno, bo za ciasno, bo nieee taaaak. Wczoraj tez wrzaski o bajki, o mycie, o piżamę, o wstążki do przedszkola (maja jakieś przynieść). Podsumowując: wieczór z wrzaskami i poranek również. Nawet nie łudzę się, ze dzisiaj będzie lepiej :( I te rozmowy: z: mamo a możemy pójść tam gdzie wtedy, ja: gdzie? z: no tam (już podniesionym głosem), ja: no nie wiem niestety, z: mamooo, wiesz, musisz wiedzieć (już wrzeszcząc).
                      Niedługo jedziemy na narty i już mi słabo na sama myśl, a powinnam się cieszyć przecież :/. I wyrzuty sumienia, ze się nie czesze :/. No to mi się ulało :(.
                      • baba_za_kolkiem Re: Histerie 01.02.17, 12:12
                        Napiszę teraz krótko, bo mam mało czasu: łączę się w bólu, my mamy powrót do starych letnich koszmarnych czasów, wczorajsze popołudnie ryczałam w łazience.
                        Nie wiem, czy to infekcja, pogoda, czy jeszcze inny czort, ale mam to samo co ty, po kokardę wszystkiego. Bo guzik od zmywarki, bo kubek, bo sok, bo to, bo tamto, bo sramto.
                        Też już czasami żałuję, że nie mam możliwości wzbić się w powietrze i ulecieć gdzieś daleko i tak sobie polatać po świecie.
              • baba_za_kolkiem Re: Histerie 25.01.17, 11:32
                Być może w swoich wypowiedziach faktycznie zbyt daleko odeszłam od konkretów w poście startowym. Jak najbardziej, spełnianie każdego kolejnego życzenia bez zastanowienia się, refleksji, prowadzi donikąd i tak naprawdę szkodzi dziecku.
                To o co mi chodziło, to tylko to, że stawianie dziecka do pionu nie zawsze zaradzi histeriom.
                Bo tej reakcji na mleko waniliowe czy miód nie sprawdzisz, dopóki znów nie podasz. A jak tym razem histerii nie będzie, to nie wyklucza, że za miesiąc znów nie wróci.
                • aerra Re: Histerie 25.01.17, 21:26
                  babo(za_kolkiem) przecież sama pisałaś, że podłożem histerii nie jest konkretnie ten jogurt, miód czy ciastko, tylko coś co wynika z zaburzenia ;)
                  U nas były awantury - nie histerie, bo do histerii już nie dochodziło ;) - o to, że nagle zaginęły ulubione ludziki. Po czym okazywało się, że sam je odłożył gdzie indziej, a one powinny się teleportować w swoje stałe miejsce, a jakoś paskudy nie chciały tego robić. I mimo tego, że czasami wystarczył naprawdę rzut oka, żeby je znaleźć, to przekraczało to możliwości mojego dziecka. Przynajmniej wg niego wtedy. Ale ja nie miałam ochoty latać za każdym razem i szukać, gdzie to znowu walnął, zależy mu, żeby były na miejscu to ma je na to miejsce odkładać. A jak ich nie ma to trzeba ich poszukać. I dopiero po wstępnym szukaniu może wołać o pomoc. Ale żeby działało musieliśmy opracować schemat ;) Ludzika nie ma tam gdzie ma być, co trzeba zrobić? Po pierwsze przypomnieć sobie kiedy i gdzie się nim ostatnio bawiło (i tu 50% szans, że się znajdzie ;) ) Jeśli ten krok nie dał rezultatów to szukamy - po pierwsze w szufladzie z ludzikami, może wypadł ze swojej przegródki. Po drugie w pudłach z klockami, może został tam wrzucony przypadkiem, po trzecie... i tak dalej. I dopiero któryś z kolei krok to POPROSZENIE o pomoc mamę czy tatę. Nie wrzask, tylko ma przyjść i poprosić. (Ok, zgadza się, mój jest starszy - wcześniej jak był młodszy ta pomoc była szybciej, na początku w zasadzie od razu, ale miał się uspokoić i przyjść powiedzieć o co chodzi).
                  Przerabialiśmy lejącą się podczas mycia głowy wodę do oczu (i w ogóle ciapanie czymkolwiek po buzi), przerabialiśmy brudzenie się (a tu to mamy spektakularne efekty, a na początku bywało bardzo blisko histerii jak tylko na koszulce/spodniach/skarpetkach znalazła się kropelka czegokolwiek), wspominane już pobieranie krwi, obcinanie włosów, ubieranie swetra, który trzeba wciągnąć przez głowę, koszulki z nadrukiem, itp...
                  I po raz kolejny będę się upierać - dopóki nie wyeliminuje się nawyku wrzasku, jak tylko coś nie pasuje, to straszliwie ciężko jest osiągnąć jakieś efekty. Przynajmniej u nas.
                  U nas działa ogólny schemat rozwiązania, podstawą jest "co się dzieje i co można zrobić, żeby to zmienić?", być może u innych dzieci będzie inaczej.
                  • aerra Re: Histerie 25.01.17, 21:36
                    Aha - i jeszcze (jak mi tu brakuje możliwości edycji, cholera), przyjść i powiedzieć o co chodzi to nie znaczy, że od małego wymagaliśmy super rozwiniętych zdań, poprawnej polszczyzny i idealnej wymowy. Ale chociaż hasło: Mama, pomóż, ludzik zginął. Wtedy można było dopytać, podrążyć. A nie wrzask: NIE MA, NIE MA, DAJ MI!
                  • baba_za_kolkiem Re: Histerie 26.01.17, 09:54
                    Widzę, że mamy wiele wspólnych tematów (woda do oczu, kremowanie buzi, brudzenie się - u nas masakra, za każdym razem wołanie w panice żeby powycierać a czasem płacz! no i zakładanie bluzy/swetra przez głowę - bardzo nie lubi)....
                    Problem u nas polega na tym, co nie tylko ja zauważyłam, że u synka ten czas między iskrą zapalną a wybuchem jest chyba mierzony w milisekundach, pracuję nad tym, żeby te reakcje nie były tak wybuchowe, tak emocjonalne, i czasem się udaje a czasem nie. Mam nadzieję, że trochę też pomoże nam upływ czasu i syn z czegoś jednak "wyrośnie", mam taką nadzieję. Dziś np. rano już było super, spokojne wyważone dziecko... Wczoraj jedna katastrofa, z każdej byle głupoty...
                    Zauważyłam też, że baaaardzo wiele zależy od mojego nastawienia, oczywiście im bardziej jestem oazą spokoju, tym bardziej te emocje da się wyciszyć, pracować nad nimi, ale ja sama niestety tez mam dość krótki ten zapalnik i muszę bardzo nad sobą panować, żeby nie okazać zniecierpliwienia, rozdrażnienia itd. No nie jest lekko.
      • baba_za_kolkiem Re: Histerie 23.01.17, 11:06
        Helenaizuza, masz wiele racji w tym co piszesz, podobną myśl miałam na myśli pisząc, że dziecko z ZA, jak każde inne, też należy wychowywać. A tym bardziej, że dzieci z ZA mają jakby większą skłonność do dyrygowania i mniejsze zrozumienie, że inni nie będą jak podczas musztry wykonywać ich poleceń, to jeszcze bardziej warto im uświadamiać, że świat nie zawsze tańczy jak one zagrają, już teraz, żeby potem nie zderzyły się ze ścianą.
        Przyjęłaś strategię reakcji na akcję, u nas to powodowało moje wykończenie się, i przyjęłam teraz bardziej strategie zapobiegaj zamiast leczyć, to tak w wielkim skrócie. Każdy musi sam sobie ustalić, co w przypadku jego dziecka sprawdzi się najlepiej.

        "Problem" dzieci z ZA polega na tym, że mają tych histerii dużo więcej i w większym nasileniu, niż dzieci NT, tak wynika z moich obserwacji. U nas ten okres histerii był taki, że nie było jak wyjść z domu, całe nasze funkcjonowanie było bardzo utrudnione. Jest to ten rozmiar i częstotliwość, która każdemu obrzydziłaby życie. Pewnie jest to taki etap w życiu każdego lub większości 3-4 latków, pytanie - jaka jest częstotliwość tych histerii i z czy z tłumaczenia dziecko wynosi jakąś naukę.

        Moim zdaniem reagowałaś całkiem OK, ja też teraz powoli, kiedy te histerie się zredukowały do powiedzmy "normalnych" rozmiarów, także pozwalam sobie po prostu na reakcje w stylu "nie krzycz bo mnie bolą uszy", "no możesz leżeć ale zobacz, nic to nie daje, nic to nie pomaga, ja ide na herbatę, jak będziesz chciał coś mi powiedzieć, to przyjdź, jestem tam w salonie".
        Wcześniej taka moja reakcja NIC nie dawała, a jedynie jeszcze gorszy wściek, jeszcze więej frustracji, jeszcze większe nerwy, i koło się zamykało. U nas to naprawdę nie sprawdzało się wcześniej, potęgowało te negatywne emocje, ten poziom frustracji był nie do wytrzymania dla synka.

        A co do bycia czarodziejem czy wróżką - my dostaliśmy wręcz takie zalecenie od terapeutów, żeby w codziennych, zwykłych sytuacjach, podczas rozmowy, zwracać synkowi uwagę na to, czy coś jest zależne od nas czy nie. Żeby dziecko nauczyło się oceniać, na ile ma moc sprawczą a na ile nie. Także i tu twoje odbicie piłeczki w postaci prośby o deszcz także wpisywało się w te działanie.
        Myślę, że taka strategia to nie jest zarezerwowana tylko dla ZA, można ją z powodzeniem stosować u wszystkich dzieci, które mają kłopot z zaakceptowaniem tego, że coś nie idzie po ich myśli.

        A jeszcze co do "podążania z szacunkiem" - wiele osób myli to z pozwalaniem dziecku na wszystko, to po prostu błąd. W moim zachowaniu obecnie jest dużo więcej szacunku do syna, niż kiedyś, kiedy zrezygnowana ryczałam na kanapie z twarzą w dłoniach a on sam się tarzał po dywanie w konwulsjach, lub kiedy niosłam go pod pachą krzyczącego jak zarzynane prosię do domu z podwórka.
        • helenaizuza Re: Histerie 23.01.17, 13:26
          Ja babo, reaguje intuicyjnie. Po prostu. Reaguję tak, bo chce by dotarło no i by skończyć, uciąć wrzaski o wszystko, bo nie ukrywam byłam już na skraju w pewnym momencie i wolałabym, żeby nikt nigdy nie poznał moich myśli z tamtego okresu. A czy moja ma ZA czy nie to hmmmm, okaże się jeszcze. Na pewno jest nadpobudliwa, nadruchliwa i ma zaburzenia SI - silne i to jeszcze mieszankę nadwrażliwości z niedowrazliwosciami. I u nas natężenie awantur było silne - do tego stopnia, ze utrudniało życie. nadal szału nie ma, ale szybciej dociera i szybciej odpuszcza.
          • baba_za_kolkiem Re: Histerie 23.01.17, 13:37
            Rozumiem cię, naprawdę. Jak wygląda życie w takiej atmosferze, jakich własnych myśli musi się matka wstydzić i bać - wiem to doskonale. W zasadzie, zgadzamy się co do meritum moim zdaniem. Tylko trzeba wziąć poprawkę na każde dziecko.
            Był czas, że tłumaczyłam wielu osobom nasze histerie, nasze życie, szukałam porad, pomocy, bo już nie dawałam rady. I wszyscy wtedy tylko "stawiaj granice, nie daj sobą rządzić, musisz z tym skończyć, owinął cię wokół palca, robi z tobą co chce, jak ty możesz do tego dopuścić, olewaj to, pokaż że nie może tobą rządzić, że histeria nie działa to skończą się histerie...", znam to na pamięć! Tylko, że u nas to się w większości nie sprawdzało. Nie każda histeria jest z zachcianki, z chęci postawienia na swoim, po prostu.
            • agata_abbott Re: Histerie 23.01.17, 13:47
              I, chciałabym dodać, pomogły dopiero rady innych osób, które z autystami miały do czynienia:)
              • helenaizuza Re: Histerie 24.01.17, 15:45
                wiesz, syn biankao nie ma jeszcze diagnozy, to po pierwsze, a po drugie skąd wiesz czy i jakie zaburzenia ma moje dziecko. Bo nie ma papierka?
                • agata_abbott Re: Histerie 24.01.17, 15:57
                  A czy ja się odnoszę do zaburzeń Twojego dziecka? A biankao podejrzewa u swojego dziecka konkretną diagnozę, zwraca się o pomoc na forum Inny Świat, pyta o rady rodziców dzieci z autyzmem - więc te rady będą jednak dotyczyły strategii postępowania z dzieckiem ze spektrum.
            • helenaizuza Re: Histerie 24.01.17, 16:00
              Ależ ja w ogóle się nie upieram, ze moje dziecko chce postawić na swoim, bo ma chytry plan przejęcia władzy w domu. Ja nie mam potrzeby pokazywania jej miejsca w szeregu. Jestem przekonana, ze każda histeria ma jakaś przyczynę. Ja nie olewam wrzasków, ja informuję, ze nie jest tak jak jej się wydaje. Kontruje. Nie po to by wyznaczyć granice, tylko po to, by uzmysłowić. I jeśli tak bardzo chce mleka czekoladowego, to nie upieram się, ze nie - mówię, nie ma, ale jak chcesz to idź i sobie kup. Jak chce tosta, to dostaje tosta, ale jak zaczyna wyc, bo nie taki tylko inny, to mówię - nie chcesz to nie jedz, a nie latam i podstawiam kolejne pozycje. I wtedy jest oczywiście różnie - wcale niekoniecznie akceptacja, ale ja naprawdę NIE MAM SIŁY na takie skakanie. Ne mam tez ochoty, bo takie nadskakiwanie pogłębia cała sytuację. Przeczytaj jeszcze post startowy - spełnianie kolejnych i kolejnych żądań dziecka nie ukróciło histerii - cel nie został osiągnięty. Ba, dziecko nie otrzymało komunikatu, ze to nieakceptowalne, ze pewnych rzeczy się nie da. Dostał zielone światło na takie zachowanie.
              I serio, ja wiem, że histerie sa różne. Ja nie zawsze postępuję identycznie. Oceniam sytuację i nie oczekuje od dziecka, żeby zaakceptowało coś, czego zaakceptować nie potrafi (odgłosy, drapiące ubrania), albo gdy płacze z frustracji, bo cos nie wyszło czy zmeczenia. To inna kategoria
    • baba_za_kolkiem Re: Histerie 06.02.17, 13:03
      Chciałabym na kanwie tego wątku zapytać o wasze zdanie, być może są tu mamy, które miały podobne zachowania dziecka.
      Jesteśmy pod opieką terapeutyczną, ale mam albo coś ze mną jest nie tak, i nie umiem z tej pomocy skorzystać, albo nie rozumiem tych przekazów, albo ta opieka trwa jeszcze za krótko, albo już sama nie wiem....
      Czy może mi ktoś napisać jak wg was powinnam zareagować na agresję dziecka??

      Już pomijając histerie, chodzi mi konkretnie o zachowania agresywne, o trzaskanie szufladami, rzucanie wszystkim. Mam wrażenie, że nic się nie sprawdza, nie możemy wyjść z tego zaklętego kręgu.

      Np. w wyniku czegokolwiek, frustracji zwykle, odmowy, porażki, dziecko zaczyna rzucać wszystkim co wpadnie w jego ręce.

      Przykład: chce sok taki, którego nie mamy. Prosi o sok. Ja mówię: nie mamy takiego, mamy inny. Proponuję inny. Synek, powtarza że chciał inny. Zaczyna się nakręcać, zaczyna krzyczeć.
      I od razu biegnie np. do stolika, na którym stoją różne rzeczy i zaczyna nimi rzucać: przez pokój lecą pudełko, miseczka z orzechami, kubek z kawą, talerz z kanapkami, pilot od TV, kartki z pracami plastycznymi itd. No nie wszystko na raz, ale to taki przykład. Słowem, leci wszystko.

      Wczoraj zrobiła mu kolację, niosę do stolika, okazało się, że nie ma tego soku, który chciał, od razu podbiega do mnie i chwyta talerz i rzut talerzem w dal. Całe kanapki poleciały.

      Jak powinnam zareagować? Ja już jestem tym załamana, od tygodni codziennie zbieram różne rzeczy, leci wszystko.
      Zamiast rzucania przedmiotami, jest podbiegnięcie do mnie i uderzanie ręką ale łapię rękę i mówię, że nie wolno. Czasem zadziała, czasem nie.

      Wczoraj na odmowę czegoś od razu podbiegł do dużej, szerokiej kuchennej szuflady, którą moja mama akurat otwierała, i pchnął nią z całej siły, przytrzasnął mojej mamie rękę. :(

      Co robić, kiedy dziecko demoluje mieszkanie? Rozumiem, że do tego nie powinno dochodzić, pracujemy nad tym, ale co robić w momencie kiedy dochodzi? Mam wrażenie, że u nas to eskaluje.

      a) milczeć i udawać, że nie widzę?? nie da się, kolacja na dywanie, sok na dywanie, pilot rzucony w okno - no nie mogę nie zareagować.
      b) prowadzenie rozmowy - nie ma sensu, jest tylko frustracja, która rośnie.
      c) złapać delikwenta i zastosować holding??? na tak małym dziecku wydaje mi się to przemocą :(
      d) zastosować terapię szokową: krzyknąć? Kilka razy tak zrobiłam (wiem, nie ma się czym chwalić) ale jak tu się nie wściec, jak 3 raz w ciągu 3 h dziecko demoluje mieszkanie??

      Może osoby ze spektrum, które już tyle razy mi pomogły, podpowiedzą coś.
      Ja wiem, że mój syn jest wtedy nieszczęśliwy, że to emocje. Ale na Boga, nie mogę mieć demolowanego domu co chwilę...
      Jak go nauczyć, żeby nie bił i czy on jest w stanie zrozumieć, że np. rzucając talerz z kanapkami powoduje, że nie ma kanapek, i że ja je musze zrobić jeszcze raz? Że to mnie wykańcza?
      Czy upodobał sobie ten sposób reakcji, bo widzi, że to mnie doprowadza do zdenerwowania??? Czy on chce tej mojej reakcji, czy jej nie chce (bo mam wrażenie , że moja reakcja go nakręca), całkowite ignorowanie nie mieści mi się w głowie, bo przecież nauczy go, że taki sposób na wyrażenie frustracji jest w porządku? Poza tym jest to niebezpieczne, bo on np. podbiega do kuchenki i chce rzucić gorącym akurat czajnikiem czy patelnią, szarpie drzwi lustrzane od szafy, które mogą pęknąć i się rozbić.

      Napiszcie coś, błagam, bo ja już nie wiem co robić.
      • magda19877 Re: Histerie 06.02.17, 13:39
        Napisze może jak to wyglądało u nas.
        Mój syn miał taki okres ze denerwowało go wszystko, nie ten sok, nie te ciastka, jak odpakowalam kinderka a on chciał to zrobić a najbardziej jak mu coś nie wyszło albo spadło. I w tym momencie jak mu coś np spadło to wydawałam jakiś śmieszny dźwięk typu uuuups, ajajaj i wtedy zaczynał się śmiać . Wiadomo zdarzały się jeszcze napady krzyków ale coraz rzadziej a dzisiaj juz prawie w ogóle ich nie ma. Jak teraz mu coś spadnie to sam mówi np uuuups. Co do odmowy czegoś to ja go zagaduje. Przyklad: daje mu np zupę pomidorowa a on nie chce bo wolałby ogórkowa to wtedy ja zaczynam mu coś opowiadać byle co ze np ma taki fajny kolor, że jak zje to będziemy się zaraz czymś fajnym bawić cokolwiek żeby nie wrzeszczal. Cały czas do niego coś mowie żeby tylko nie zaczął się skupiać na swojej frustracji. Co do krzyków bo też mi się to zdarzylo, u nas nie działa a jest jeszcze gorzej a jak mu pokazuje że go rozumiem jednocześnie nie skupiając się na negatywnych odczuciach ale stopniowo je odsuwajac i zastępuje je jakimiś pozytywnymi.
      • agata_abbott Re: Histerie 06.02.17, 17:28
        U nas agresja w zasadzie nie istnieje, wiec nie dodam nic z własnego doświadczenia. Ale w takim wypadku szukałabym jednak pomocy u terapeutów behawioralnych, skoro inne strategie nie działają. Agresja jest sporym problemem, bardzo utrudnia Wam funkcjonowanie w domu i bardzo utrudni mu funkcjonowanie na zewnątrz, trzeba szybko nauczyć go (Was) sobie z nia radzić.
      • brynhildr Re: Histerie 06.02.17, 20:27
        Piszemy, piszemy, traktat napisaliśmy...
        Dlaczego wszyscy boją się dotykać swoich dzieci w celu innym niż pogłaskanie po główce? Nie, nie należy bić, szarpać, potrząsać, „klapsować” ale należy umieć zabezpieczyć dziecko przed skutkami własnej działalności – i to nie jest przemoc. Nie „stosować holding”, po prostu przytrzymać. Łapiesz dziecko z tyłu (ja chciałabym być łapana z tyłu), jeśli to możliwe – razem z rękami, przyciskasz do swojego ciała. Nie zrobisz w ten sposób krzywdy.

        Co jest trudne dla dziecka podczas demolowania mieszkania: otóż, kiedy już zaczynamy, to trudno nam skończyć dlatego, że kiedy skończymy, nastąpi Ciąg Dalszy. Nastąpi, prawda? Płaczesz, pociągasz nosem, tłumaczysz, wychowujesz. Wylew emocji (Bardzo dużo normalnych dla NT sposobów okazywania emocji to dla nas wylew – za dużo danych miękkich) rodzica to działanie nieracjonalne, dziwne, niepokojące, nie wiemy, jak na to reagować, zwłaszcza, gdy jesteśmy małymi dziećmi. Boimy się tego. (Alternatywa: Albo nas to bawi i chcemy więcej) Im większy bajzel zrobię, tym bardziej matka będzie zszokowana i zamiast wylewać sobie w mojej obecności, pójdzie grzecznie do łazienki i tam będzie szlochać i krzyczeć. A gdyby spróbować bez ciągu dalszego? Trzymasz go. On wyje, wije się, a ty trzymasz. Jeżeli sumienie nie pozwala Ci się nie odzywać – poinformuj go drewnianym tonem, że będziesz go trzymać, dopóki nie przestanie wić się i wrzeszczeć. Opisz zachowania, nie emocje. Nie mów, że trzymasz, dopóki się nie uspokoi (albo, co gorsza – nie wyciszy) – bo te słowa mają w sobie coś, co działa jak czerwona płachta. Nie mów, że widzisz, że jest zły, bo może to zupełnie inne uczucie. Jak mu przejdzie, to go puść i zajmij się ofiarą (czyli mieszkaniem i sobą). Pozamiataj, powycieraj, na zaczepki odpowiadaj z martwą twarzą i oczami utkwionymi w ścierce „teraz sprzątam”. Włącz sobie radio, nalej sobie wódki „zmęczyłam się sprzątaniem, teraz odpoczywam”. Syn nie jest osobą dramatu ani stroną w sprawie. Nie obrażaj się, nie fochuj, udzielaj spokojnie informacji, w których występujesz tylko ty. Robisz sobie rzeczy zupełnie nie związane z dzieckiem. Nie ma ciągu dalszego, nie ma interakcji, nie ma nic. Nie ma żadnego wzmocnienia – ani pozytywnego, ani negatywnego – wcześniejszego zachowania.

        Nie licz na to, że dziecko teraz nauczy się respektować twoje uczucia jako osoby. Że przestanie cię bić, bo to boli, że przestanie robić rozwałkę, bo to ci sprawia przykrość. Natomiast może przestać robić dane rzeczy, gdyż one wyłączają matkę i robią ją bezużyteczną i dość nieciekawą (Tak, wiem, jak to wygląda. Ale to tylko wypreparowany mechanizm. Cała żaba jest fajniejsza, niż wypreparowana, podobnie cały autyk jest milszy, niż przykład, na którym tłumaczę). On nie zrozumie, że pewnych rzeczy się nie robi, za to można mu to wtłuc do głowy na pamięć. cdn
      • brynhildr Re: Histerie 06.02.17, 20:31
        Dygresja o socjalizacji, bo bez tego trudno wytłumaczyć wtłukiwanie. Otóż parę razy już wypowiadałam się sceptycznie o socjalizacji, o zachęcaniu do zabaw z dziećmi, przebywania z dziećmi, o nauce z dziećmi itp. I każdy zdrowy terapeuta czytając to, złapie się za głowę. Przecież tu chodzi o kształtowanie umiejętności społecznych, nie można ich nabywać, siedząc w kącie. Tylko że niejednokrotnie czytam tu opis dziecka, które nie umie się socjalizować. No nie umie. I socjalizowanie takiego dziecka ma dokładnie taki sam sens, jak uczenie gry na harfie metodą „masz i graj”. Dziecko tak sobie siedzi w tej klasie i w tej rodzinie i strzela na oślep zaobserwowanymi lub autorskimi zachowaniami , bo nie wiem, które, gdzie i kiedy pasują. Twoje dziecko jest małe i powinno się socjalizować głównie w rodzinie – obserwować reakcje mamy, słuchać pouczeń mamy, przyjmować konsekwencje od mamy. Ale mu nie idzie, bo prawdopodobnie jest niezdolne/częściowo zdolne do socjalizacji (nabywania cywilizowanych zachowań). Trzeba go uczyć. Nie tylko teorii umysłu, emocji itd. ale przede wszystkim zainstalować mu systemy awaryjne.

        Dziecko jest za małe i za aspergerowe, żeby szybko wdrożyć procedurę właściwego zachowania w chwili kryzysu. Łatwiej jest (moim zdaniem) zastosować procedurę nie robienia niczego. Żeby dobrać reakcję do braku soku, trzeba przejrzeć cały wachlarz, to zajmuje czas, a mózg jest dodatkowo zajęty brakiem soku. Wyjąć STOP, a dopiero potem szukać rozwiązania jest łatwiej. Podczas procedury STOP nie wpakujesz się w żadne kłopoty.

        Ja uczę się tak, że wkuwam na pamięć kartki. Proste kartki z prostymi komendami (np.: kartka na lato dla zaawansowanych „To niczyja wina, że jest gorąco” albo kartka na zakupy w Auchanie „Mogłaś pójść do Lidla” - i już nie gryzę) Oryginalne kartki dawno nie istnieją, ale ja pamiętam, jak wyglądały. Kiedy się uczę nowej ważnej kartki , to ją zapamiętuję, a potem mam nastawiony alarm w telefonie i np., co 2 godziny muszę przywołać obraz kartki. Jak byłam młodsza, to rysowałam różne grafy i schematy z relacjami między ludźmi i z tym, czego ludzie ode mnie oczekują. Teraz takie rzeczy umiem robić sobie w głowie, na szybko – ale nie na tyle szybko, żeby nie potrzebować procedury STOP. W każdym razie, kiedy już umiałam różne rzeczy na „sucho” - z życia, z TV, z książek, tyle, że świadomie przyswajane – mogłam zacząć się socjalizować.

        Nie za bardzo wiem, jaką formę wkuwania dobrać dla tego konkretnego małego dziecka. Żarówiasty znak drogowy zamiast kartki? No i czy to w ogóle jest dobra droga, mózgi są różne. Nawet nie proponuję, żeby zapytać terapeutę, bo obawiam się, że to jest – według oficjalnej nauki – straszna herezja. Cóż, na mnie działa.

        O, jeszcze tak pomyślałam: a gdyby skupiać się na tym, co jest? W ogóle nie mów, czego nie ma. „Chcę jabłkowy!” ”Jest pomarańczowy” „Chcę na talerzu!” „Jest miska”. Do przyswojenia – jedna informacja. Nie dwie – że czegoś nie ma, a coś jest. cdn
      • brynhildr Re: Histerie 06.02.17, 20:33
        A teraz rzut kartoflem. Bo tak siedzę i się zastanawiam, jak to możliwe, że ZA wyprodukowało Twojego syna – demolkę i niezwykle grzeczną mnie. (Tzn – oczywiście, że robiłam fajerwerki. Długie i intensywne. Ale niezbyt częste. I tylko ustne. Nigdy niczego nie zrzuciłam, nikogo nie uderzyłam i nie przycięłam szufladą. Ogólny obraz mnie to tzw. niewidzialne dziecko.) I wiesz, co – ja sobie nie przypominam, żeby stosowano wobec 3-4 letniej mnie jakiekolwiek celowe zabiegi wychowawcze. Za moich czasów do przedszkola chodziły te dzieci, które musiały. Ja nie musiałam. Żyłam sobie na dywanie i robiłam konstrukcje albo czytałam. Mama była w pracy, babcia gotowała, sprzątała i sprawdzała, czy jeszcze żyję. W sumie nic nie trzeba było ze mną robić – materiał do konstrukcji był i był on dobry, nie potrzebowałam nowego. Opowiadać mi niczego nie trzeba było, bo czytanie było lepsze i w tym samym czasie mogłam pobrać więcej treści. Wystarczyło zapewnić mi tekst drukowany w dużych ilościach, cokolwiek – gazety, podręczniki, książki dla dowolnej grupy wiekowej. Wypuścić na dwór – proszę bardzo. Należało dostarczyć mi kawałek trawnika i usiąść na ławce. Po godzinie byłam dokładnie w tym samym miejscu i analizowałam trawę. Mogłam też chodzić w kółko. W sumie byłam niezmiernie zaniedbanym dzieckiem (co sobie chwalę). Ograniczona ilość bodźców, znane, niezmienne środowisko, duża autonomia w organizacji czasu, większość życia spędzona na własnych sekwencjach i samodzielnie planowanych czynnościach… Jeszcze raz podkreślam – rzut kartoflem. Prawdopodobnie ja i Twój syn to zupełnie inne osobowości, temperamenty, charaktery. A może jednak…
        • biankao Re: Histerie 06.02.17, 20:56
          Dzieki za uwagi. Wszystko biorę do przemyślenia. Jeszcze czekamy na oficjalna diagnozę, ale juz wiemy jaka ona bedzie. Zarówno psycholog jak i psychiatra były zgodne, ze syn nie ma ZA. najwyrazniej gryzienie/popychanie/ciągniecie za włosy z sympatii to nic dziwnego, zarówno jak jego zainteresowanie lampami, przedłużaczami i wszystkim co ma wtyczkę oraz ponadprzeciętna mowa o problemach z regulowaniem emocji nie wspomnę. Ważne, ze patrzył Panią w oczy i die ładnie bawił w to co mu proponowały... Ech...
        • marta75b Re: Histerie 06.02.17, 22:38
          a ja sobie mysle tak - jak ten swiat sie zmienił... wiem, ze w obecnych czasach miałabym orzeczenie, chodziłabym na zajecia SI, Tus itd itp.
          Za takie zachowania, jak u Twojego syna byłaby "krótka piłka"- dostałabym od swojej Aspergerowej mamy porządne lanie. Ile to sie człowiek bez winy nacierpiał- w przedszkolu dzieci były zniechęcane prze nauczycielke do zabaw ze mną, bo ciagle wymiotowałam na obiedzie od zapachu. Mama raz w tygodniu targała mnie autobusem do koscioła, po 15 min. zaczynałam wymiotowac, jechało sie 45, a potem w drugą stronę :( . Na WF ciagłe uwagi,komentarze nauczyciela, wysmiewanie dzieci- i nie było zmiłuj sie. Czy to było dobre? Absolutnie nie. Ale to nie oznacza, ze w becnych czasach mamy robic z Aspergera dyrektora. Nie wiem, ile dziecko ma lat, ale takie cos jest niedopuszczalne, ja bym tego nie zniosła. Moze teraz po prostu jest za małe, niedojrzałe emocjonalnie, ale takie zachowanie należy tępić. Kiedy ja, jako dziecko, w złosci waliłam głową w ścianę, moj tata robił dokładnie to samo. Wiedziałam, ze to na niego nie działa i przestałam tak robic.
          Moj syn nigdy nie miał az takich histerii, ale tez potrafił mi dac popalic. byłam cierpliwa, dostosowana do niego do czasu, gdy urodził sie mały brat. Potem nagle okazało sie, ze nie umiem tej 2 ogarnąc, bo starszy ciagle domaga sie uwagi, krzyczy,nie daje małemu spac itd. Wkoncu pare razy nie wytrzymałam i wybuchłam, był armagedon. Skutek? Okazało sie, ze starszy (lat 5,5)
          - potrafi mowic cicho
          - potrafi przeprosic
          - wie, kiedy zrobił cos złego i sam przychodzi przeprosic, ubiegając moją reakcję
          - duzo lepiej czyta moją mimikę, niz przypuszczałam
          - zaczał sie sam bawic (!!!) ( a niedawno zaliłam sie tutaj, ze nie potrafi sie sam zając)
          -potrafi czekac na swoją kolej (typu "pobawimy sie, jak J. zasnie, a teraz bądz cicho)
          Pare awantur w stylu "przemęczony dorosły Asperger" a skutek wychowawczy jak po latach terapi.
          Moze nie mam sie czym chwalic, ale chodzi mi tez o to, zebyscie nie brali nas- autystków za idiotów, my rozumiemy duzo wiecej, niz sie wydaje.
          Z drugiej strony moj komentarz moze byc nie na miejscu, jesli Twoje dziecko jest duzo młodsze od mojego, albo ma duzo większe ADHD, albo duzo bardziej nasilone cechy autystyczne.
          • marta75b Re: Histerie 06.02.17, 22:40
            Duzo literówek mi sie wkradło, przepraszam :)
      • biankao Re: Histerie 06.02.17, 21:37
        Babo, to co ja napisze to bardziej na zapobieganie, ale moze zadziała u Was. U nas ostatnio działają pacynki/maskotki. Mamy kilka popularniejszych maskotek w ktore wcielam sie ja i synek lubi sie z nimi bawić i rozmawiać. Mam wrażenie, ze w ten sposób kompensuje sobie brak kolegów i koleżankom. Dzieki nim łatwiej mi tez zapobiec jakiejś histerii. Np. Gdy juz sie zaczyna denerwować, ze sam sie nie rozbierze, mowie, ze bocianek czekał na niego cały dzien i tęsknił. Przylatuje bociankiem i dopytuje sie jakie ma buty, bo my bocianki nie nosimy butów, jak sie je zdejmuje, gdzie wkłada itd. Syn zaczyna pokazywać i sie przestaje denerwować, bo wdaje sie w rozmowę z bociankiem. Ostatnio zabieram nawet jakas maskotkę do przedszkola na wszelki wypadek, gdyby trzeba było ratować sytuacje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka