aniani7
25.05.25, 21:16
Od trzech dni jestem u matki i dziś mi się ulało. Schemat właściwie zawsze jest ten sam. Wpadam do niej w piątek i zaczynam sprzątanie, sobota to cały dzień sprzątania + zakupy, przy tym ciągle mi marudzi, żebym została jak najdłużej, ale już zaczyna wychowywanie, komunikuje o 18:30 - o 19tej idziemy spać. Zgadzam się, bo jestem skrajnie wymęczona. Po północy sąsiedzi zaczynają czymś mocno rzucać, budzę się wściekła, bo wiem, że matka może zrobić mi pobudkę nawet o 5tej. Tym razem zlitowała się i pobudka była o 6tej, stoi nade mną i oczekuje, że powiem jej, czy chcę kawę. W ciągu dnia przywożą jej obiad, zaczyna narzekać, że ma do pierwszego tylko 500 zł i żebym jej dała 100 zł dla pana, ktory ten obiad przywozi, jako napiwek. Mówię, że nie mam, stwierdza, że jestem bardzo skąpa, jak wujek C i kiedy nie jest się dla ludzi dobrym, to oni też nie są dobrzy. Nie wiem, czy już mu parę stówek nie dała, bo to w jej stylu. Potem próbuję ściszyć głośny dziwięk włączanego telewizora, wpada w histerię, że za chwilę przyjdą sąsiedzi mnie opieprzyć, tłumaczę, że chętnie porozmawiam o tym, dlaczego w tym budynku zawsze jest głośno w okolicach północy, bo tak jest, pewnie dziś też ktoś będzie rzucał jakąś piłką lekarską. Oczywiście w okolicach 18tej zaczyna się cyrk, że idziemy spać, ale teraz jeszcze wymyśliła, że nauczy mnie modlić się za wszystkich zmarłych, bo nie umiem. No miałam ochotę babsko odstrzelić. Jutro wyjeżdżam i zawsze odczuwam przy tym ogromną ulgę. Z jednej strony żal mi, że starsza kobieta jest sama i ewidentnie samotna, ale nie mogłabym z nią mieszkać, bo oszalałabym i albo tylko ją zabiła, albo też siebie. Ona całe życie tak mnie wkurzała, zawsze była czołobitna w stosunku do obcych, dla rodziny natomiast prezentowała typ Hitlera, zresztą wykrzyczałam jej to w twarz, kiedy miałam 6 lat. Ukarała tak, że przez kilka dni mnie nie zauważała. Byłabym typową eksteawertyczką, ale każde słowo wypowiadane przy obcych było oceniane i to negatywnie, dlatego stwierdziłam, że lepiej przestać się odzywać. Wszyscy myśleli, że jestem taka nieśmiała i... dobrze wychowana. Oddałabym ją do jakiegoś ośrodka, ale najpierw musiałabym ubezwłasnowolnić, a ona w sądzie tak łatwo się nie podda.Potem opiekunki dziwiłyby się, jak tej słodkiej staruszeczce córka się nie udała, bo taki miły, ugodowy człowiek mógłby przecież bez problemu mieszkać z rodziną.
Tak chciałam się tylko wypisać.