us_mama
13.02.09, 17:57
Jestem mama 17-latka, ktorego dwa pierwsze lata szkoly byly dla nas
obojga pieklem. Wczoraj przypadkowo dowiedzialam sie o ZA i ciesze
sie ze znalazlam to forum. Mam charakter "detektywa" i chcialabym
dowiedziec sie wiecej.
U mojego syna pierwsze objawy pojawily sie w przedszkolu - byl
bardzo niezdyscyplinowany, ale chodzil tam tylko na kilka godzin,
nie socjalizowal sie z innymi dziecmi, odmawial uczestniczenia w
zajeciach grupowych, ale jakos tak chyba nikt nie nadal temu
wlasciwej powagi.
W domu byl grzeczny, posluszny, godzinami czytal encyklopedie,
atlasy, ale lubil tez komiksy (Kaczory Donaldy). Nigdy nie chcial
nic narysowac, ale poniewaz spedzal duzo czasu z babcia, emerytowana
nauczycielka, to byl do tego zmuszany, ale byla to droga przez meke -
licytowal sie o kazda kreske ktora musial postawic. Nie umial
trzymac kredki, olowka i do dzis trzyma strasznie dziwnie. Nie
cierpial wychodzic na dwor, nauka na rowerze trwala latami i nigdy
nie nauczyl sie porzadnie - jak mial jezdzic namowiony przeze mnie
lub dziadka to musialo byc dokladnie ustalone ile okrazen po ulicy
ma przejechac i nie przejechal nigdy ani centymetra dodatkowo. W
szkole pierwsza walka z kolega zdarzyla sie pierwszego dnia i od tej
pory byla codziennoscia. Chodzil po klasie, glosno rozmawial (nie z
kims ale glosno mowil przeszkadzajac w lekcji), wychodzil z klasy.
Na wf-ie odmawial wszelkich cwiczen. Dzieci oczywiscie mu dokuczaly,
co czesto zle sie dla nich konczylo - chlopiec, ktory powiedzial ze
kolezanka jest "narzeczona" mojego syna zostal tak pobity, ze nie
chodzil do szkoly przez tydzien, mimo, ze byl dwa lata starszy i
duzo wiekszy. Moje wywiadowki w szkole trwaly od godziny 17 do 20
lub 21. Syn komunikowal sie w taki sposob: "Mamusiu, a wiesz ze
dinozaury ..............." Pod koniec pierwszej klasy zaprowadzilam
go do psychologa ale on odmawial rozmowy z psychologiem. Zrobiono mu
test na inteligencje i na wszystkie konkretne pytania udzielal
odpowiedzi i rozwiazywal zadania, ale kiedy przychodzily pytania
typu "co to jest przyjazn" odpowiadal: "nie bede o tym rozmawial".
Pani psycholog zaproponowala grupe terapeutyczna, ale czekalismy na
nia chyba z rok. Jego dwuletnia kariera w "normalnej" skonczyla sie
tym, ze mi powiedziano, ze niestety po wakacjach ma juz tam nie
wracac bo jest niebezpieczny dla otoczenia. Z tego, co wiem to kazda
agresja w stosunku do rowiesnikow byla sprowokowana bo on nikogo nie
zaczepial.
Cale szczescie ze Pani Dyrektor zaproponowala zapisanie go do
Oddział Dziennej Terapii Dziecka w Środowisku Samodzielnego
Wojewódzkiego ZPZPOZ na Mokotowie. Tam byl oporny jezeli chodzi o
terapie ale mnie bardzo pomogla moja terapia, oraz uswiadomienie ze
inni rodzice maja czesto nawet trudniej. Przez dwa lata odpoczelismy
oboje od stresu szkolnego, ale ten osrodek konczy sie na IV klasie,
syn wrocil do swojej poprzedniej szkoly i klasy. Bylo o wiele lepiej
ale tez niezbyt wesolo. Dalej nie mial kolegow, wdawal sie w bojki,
przeszkadzal w lekcjach - ale w duzo mniejszym stopniu. Mimo, ze z
wielu przedmiotow mial taka sama wiedze jak nauczyciel, dostawal
troje. Na koniec sie od niego wyzwolili bo nie mieli obowiazku
przyjac go tam do gimnazjum.
W czasie wakacji wyprowadzilismy sie do USA. I tu zdarzyl sie cud.
Nagle skonczyly sie problemy, doceniono jego niesamowita wiedze. Z
wlasnej inicjatywy zapisal sie na zajecia sportowe i jak na kogos
kto nigdy sie nie "ruszal" i mial troje z wf-u radzi sobie
rewelacyjnie, ma kolegow, wymienia sms-y, niby normalnie, ALE DALEJ:
nigdy nie patrzy rozmowcy w oczy, jak go przedstawiam moim znajomym
to jest mi wstyd bo sprawia wrazenie jakby mial to w nosie, na
pytania odpowiada jednym slowem. Ciagle przerywa rozmowy innych
osob, NIGDY nie zainicjowal kontaktu z zadnym rowiesnikiem, ma
kolegow bo spedza duzo czasu w szkole a tutaj dzieci sa bardzo
otwarte i przyjaznie nastawione. Nie umie rozmawiac przez telefon.
Jak dzwonimy do Polski np. zlozyc babci zyczenia to wyglada to tak:
najpierw jest szkolenie, zawsze te same instrukcje, a potem taki
rezultat:
Odbiera dziadek i mimo, ze syn jest uczony ze ma sie przywitac i
zamienic pare slow to zaczyna tak:
"jest babcia ?"
jak podejdzie babcia to bez zadnego wstepu wali:
"wszystkiego najlepszego z okazji urodzin"
i wg niego sprawa jest zakonczona.
Czy moj syn ma ZA ? A jezeli uwazacie, ze tak to czemu z 5 czy 6
psychologow, ktorzy sie na przestrzeni lat nim zajmowali plus 2
psychiatrow nikt tego nie zdiagnozowal ? Generalnie nie
zdiagnozowali niczego konkretnego, nikt mi nigdy nie powiedzial co
mu konkretnie jest. Syn uwaza ze on ZA mial, ale to bylo w
przeszlosci, wg niego teraz juz nie ma i rowniez nie ma problemow z
nawiazywaniem kontaktow chociaz wie, ze sam nigdy pierwszy nie
nawiazal z nikim zadnego kontaktu.
Bede wdzieczna za wszelkie opinie i komentarze.