reptar
19.04.04, 16:06
jfalek napisał
( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10067&w=10143044&a=11722096 ):
> Swego czasu miałem propozycje wspólnego układania zadań i wysyłania do
> redakcji. Cholera. Nie wiem dlaczego to trafiło do mnie. Przecież są tu
> i gdzie indziej dziesiątki innych forumowiczów. Pierwszą taką "ofertę"
> dostałem dość dawno, gdy nie było jeszcze żadnych hocków-klocków na forum,
> a pytania dotyczyły właśnie tych zadań drukowanych w Rozrywce. Bodajże ze
> dwa razy pomogłem w tych klockach, chociaż za nimi nie przepadam, w końcu
> dowiedziałem się kto zacz.
> Bardzo młody człowiek (18 lat), i to go usprawiedliwia. :))
> [...]
> A jednak są i tacy. Czy ktoś miał podobną "przygodę".
Rozumiem, że zwrócił się do Ciebie jako do kogoś zupełnie obcego, czy tak?
Pewnego razu, a było to gdzieś tak z 10 lat temu, zamieściłem kilka ogłoszeń
w tygodniku "Kontakt". Był taki. I w każdym numerze był kupon na darmowe
ogłoszenie. Hektotony ogłoszeń!
A jak darmowe, to i ludziska wykorzystywali to rozmaicie. Jedni serio, inni
z przymrużeniem oka. A ja lubiłem czytać zwłaszcza takie ogłoszenia jak
"Rogi sajgaraka-titaraka kupię". Czasem można się było pośmiać lepiej niż
przy rubrykach dowcipów w większości gazet.
Miałem kilka tych kuponów i napisałem, że chętnie podejmę się wykonania
jakichś krzyżówek. Szukałem dodatkowych źródeł dochodu.
Zbyt wielu zleceń to po tych ogłoszeniach nie miałem. Przyszło parę listów
z niewiadomą zawartością, za to za pobraniem (na szczęście byłem powyżej
przeciętnej jeśli chodzi o świadomość społeczną, więc takich przesyłek nie
odbierałem) i jeden, o którym tu napiszę.
Jakiś człowiek, z jednego ze śląskich miast, przysłał mi propozycję...
odpłatnego rozwiązywania krzyżówek. Wymienił tytuły czasopism, które będzie
mi przysyłał (jakieś chyba lokalne, bo nie znałem), wycenił pracę na ileś tam
groszy za każde jedno poprawnie wpisane słowo, wyliczył, ile to by było mniej
więcej słów i jaki z tego byłby dla mnie zarobek, i chyba jeszcze zastrzegł,
że w przypadku błędnego wpisania choćby jednego słowa całość kasy przepada.
Zdumiałem się!!! Do dzisiaj nie rozumiem, o co facetowi mogło chodzić.
Odpisałem mu, że nie mam ochoty pakować się w coś, co w najlepszym przypadku
przypomina "Stowarzyszenie Rudowłosych" Arthura Conan Doyla i na tym historia
się skończyła, tzn. więcej nie byłem nagabywany, choć wciąż pozostaje dla mnie
zagadką, dlaczego ktoś chciał płacić za rozwiązywanie.