krotki
22.05.07, 08:17
Modernizacja na koszt państwa
2007-05-22 02:13
Budżet dołoży do remontów starych domów
Czy państwo będzie dopłacać do remontów starych domów? Takie rozwiązanie
przewiduje ustawa o wspieraniu remontów i termomodernizacji. Projekt
przygotowany przez Ministerstwo Budownictwa trafi dziś do uzgodnień
międzyresortowych - pisze "Wall Street Journal Polska" DZIENNIKA.
Zgodnie z założeniami ustawy - obok Funduszu Termomodernizacyjnego, który
dopłaca do inwestycji polegających na ocieplaniu budynków, powstanie Fundusz
Remontowy.
Będzie on dofinansowywał budynki mieszkalne, których użytkowanie rozpoczęło
się przed 14 sierpnia 1961 roku. Chodzi o to, żeby pomoc państwa skierować do
właścicieli najstarszych, w domyśle najbardziej zdewastowanych budynków.
Warunkiem uzyskania dotacji ma być zebranie wkładu własnego w wysokości 20
proc. kosztów remontu i uzyskanie od jednego z banków komercyjnych
współpracujących z Bankiem Gospodarstwa Krajowego kredytu na sfinansowanie
pozostałych 80 proc.
Osoba legitymująca się takim kredytem będzie miała prawo wystąpić do BGK o
wypłatę premii przeznaczanej na remont budynku, a także instalacji
doprowadzających do niego wodę lub gaz.
Jej wartość ma być uzależniona od kosztów remontu. Zgodnie z założeniami
ustawy - wyniesie równowartość 25 proc. łącznych kosztów obsługi kredytu, ale
nie więcej niż 30 proc. wydatków na remont.
Poza Funduszem Remontowym będzie działał także Fundusz Termomodernizacyjny
(refinansowanie dotyczy 20 proc. wartości kredytu).
Z obydwu rodzajów dotacji skorzystają wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe,
gminy, a także prywatni właściciele kamienic lub domków jednorodzinnych.
Nowością w tej układance jest także dodatkowa premia dla właścicieli domów
zamieszkałych przez lokatorów z tak zwanego kwaterunku. Będzie ona wyliczana
na podstawie wzrostu uwzględniającego okres, w którym mieszkanie podlegało
przepisom ograniczającym prawa właściciela oraz amortyzację.
"Chcemy, by był to rodzaj zadośćuczynienia dla osób, które nie mogły korzystać
ze swojego majątku" - mówi Piotr Styczeń, wiceminister budownictwa.
Zupełnym novum, które ma wprowadzić ustawa, są przepisy pozwalające
właścicielom książeczek mieszkaniowych na wykorzystanie przypisanego do nich
wkładu mieszkaniowego i premii gwarancyjnej.
Budżet miałby dopłacać do remontów instalacji gazowej i elektrycznej do kwoty
zarezerwowanej na książeczce. W budżecie są już na to pieniądze.
Z obsługą dwóch pozostałych funduszy też nie powinno być problemu. Fundusz
Termomodernizacyjny działa od kilku lat i w ubiegłym roku blisko 2 tysiące
podmiotów otrzymało od niego dotacje w wysokości ponad 106 mln zł.
Ministerstwo Budownictwa planuje, aby w przyszłym roku na sfinansowanie wypłat
z tytułu premii termomodernizacyjnej, remontowej i specjalnej, dla
poszkodowanych właścicieli kamienic, zarezerwować 400 mln zł.
Stworzy to dźwignię finansową, która wpompuje w rynek około 1,5 mld zł. Biorąc
pod uwagę dane samorządów, które tworzą w starych budynkach użyteczności
publicznej, na przykład w byłych komendach policji lub koszarach, mieszkania
socjalne, doprowadzenie zdewastowanego budynku do stanu używalności kosztuje
od 1,5 - 1,7 tys. zł za metr kwadratowy.
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że półtora miliarda może sfinansować
remont nawet 20 tys. dwupokojowych mieszkań.
Zdaniem Jana Korniłowicza, eksperta rynku mieszkaniowego z Instytutu Rozwoju
Miast, pomysł resortu budownictwa jest dobry. Ale niewystarczający. W Polsce
jest około miliona mieszkań wymagających natychmiastowego remontu.
"Koszty takiej operacji nawet trudno szacować. Byłyby ogromne. Skalę problemu
widać w takich miastach jak Łódź czy Bytom. Całe ich połacie są pokryte
zrujnowanymi budynkami mieszkalnymi" - mówi Jan Korniłowicz.
Tyle, że ani gminy, ani prywatni właściciele nie palą się do ich remontowania.
"To będzie trwać, dopóki nie znikną podpierane drewnianymi belkami mury. Chyba
dopiero seria katastrof budowlanych zmusi właścicieli do działania" - mówi Jan
Korniłowicz.
Niewykluczone, że część rzeczywiście czeka na fizyczny koniec swoich
nieruchomości. Położonych w atrakcyjnych częściach dużych miast ruder nie
opłaca się remontować po to, żeby przez następne dziesięciolecia ich lokatorzy
płacili niewielki czynsz, skoro sam grunt pod rozpadającym się budynkiem jest
wart setki tysięcy lub miliony złotych.
Eksperci zwracają uwagę, że w ostatnim czasie debatę o rynku nieruchomości
zdominował temat budowy nowych mieszkań. Niesłusznie. Według różnych szacunków
z polskiego rynku ze względu na stan techniczny każdego roku ubywa 10 - 30
tys. lokali mieszkalnych.
W sytuacji, kiedy do użytkowania oddaje się 100 - 120 tys. mieszkań rocznie to
realny problem. "Zwłaszcza że osoby mieszkające w rozpadających się budynkach
zwykle nie są w stanie samodzielnie zapewnić sobie dachu nad głową" -
podkreśla Jan Korniłowicz.
Poza funduszami: termomodernizacyjnym i remontowym budżet dotuje także budowę
mieszkań socjalnych o obniżonym czynszu. W ciągu najbliższych 6 - 8 lat ma ich
powstać około 150 tys.
Radosław Omachel
« wstecz