Wlasnie przydarzyla mi sie smieszna historia. Posluchajcie.
Mam do tlumaczenia troche przepisow kucharskich z angielskiego na polski i w
wielu przepisach (szczegolnie na zupy) pojawil sie nieznany mi skladnik o
nazwie "swede". Nie jestem za mocny w gotowaniu, mrozona pizza to moje hobby,
wiec nie wiedzialem co to takiego. Ufnie zajrzalem do 4-tomowego slownika PWN
i tu niespodzianka: slowo "swede" oznacza w nim tylko Szweda i nic innego.
Potrawy ze Szweda wydaly mi sie malo prawdopodobne.
Normalnie spytalbym na tym forum, ale akurat jestem swiezo po przeprowadzce i
nie mialem dostepu do sieci. Co robic? Ano wybralem sie do supermarketu i
zakupilem sobie takie "swede". Mialem to juz w domu, ale dalej nie wiedzialem
co to, bo nigdy wczesniej tego nie widzialem. Przekroilem wiec na pol i
zadzwonilem do mamy do Polski, opisujac jej to co mialem na stole najlepiej
jak umialem. No i wspolnym wysilkiem rozpoznalismy brukiew.
Tlumaczenie to fajna sprawa
Pulbek.
PS. Brukiew w slowniku PWN tlumacza na przerazajace slowo "rutabaga".