felix.lynx
05.12.02, 16:49
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że świat muzyki country trochę przy pomocy
zewnętrznych czynników, ale także (a może nawet głównie) na własne życzenie
alienuje się ze społeczeństwa i ze świata kultury. Tworzy się festiwale
(raczej: festiwaliki) country, które przyciągają niewielki grono widzów. Z
drugiej strony Mrągowo trafia w ręce TVP 2 i traci zupełnie swój pierwotny
charakter. Może więc nadzszedł czas, żeby zacząć tworzyć silne lobby na rzecz
przywrócenia w Polsce szacunku do muzyki country?
Na czym miałoby to polegać? Proste. Jest moja fundacja, która z największą
ochotą zorganizuje każdą imprezę PROMUJĄCĄ muzykę country. Trzeba tylko
znaleźć mecenasów i sponsorów (bo bez nich ciężko będzie). Ja zajmę się
szukaniem dotacji i subwencji w Unii i w naszych organach rządowych. Wszystko
będzie miało podstwy formalne (Fundacja).
Jeżeli nagle pojawi się tu i ówdzie ktoś, kto zacznie potencjalnym sponsorom
mówić o koncertach country (błagam, unikajcie plenerów - sale robią lepsze
wrażenie na biznesmenach czyli nuworyszach), to jego szansy są znikome. Ale
jeżeli takich zapaleńców będą dziesiątki... Jeżeli zaczniemy pisać listy do
stacji radiowych i telewizyjnych, że domagamy się country, jeżeli nie
będziemy się wstydzili country... Mamy duży potencjał, więc obudźmy go.
Obudźmy w sobie siłę, która pozwoli nie poddawać się i w końcu zwyciężyć.
Żeby nie byc gołosłownym: zakładam kolejną fundację o celach identycznych z
poprzednią. Jeżeli każda z fundacji dostanie w ramach tylko jednego
programu "Kultura 2000" tylko najmniejszą dotację, czyli 30 000 euro, to już
będziemy za te pieniądze mogli zaprosić kilku artystów z Europy Zachodniej i
zrobić z nimi dodatkowy dzień w Mrągowie. Warto?
Od trzech miesięcy zachęcam do zakładania fundacji, których celem będzie
promocja muzyki country. I co? Jakoś nikt nie dołączył, nikt nie zapytał jak
to zrobić. Garthanko, czy umiesz wytłumaczyć tę totalną bierność? A może ci
co tak kraczą o swojej miłości do country, kochają country ale (wybacz) ...
inaczej?
R.J.