nawet jesli nie chce - poswiecilam mu caly dzien juz czesc nocy - zbiesil sie i tyle...
Wrocilismy do poczatkow - a tam... Norton - zawalidroga, ktorego trzeba wywalic, jakies cuda, ktore byly fabrycznie wgrane i oczywiscie znowu sie pojawily... pierwsze wejscie, to kilka godzin uzerania sie z tym co trzeba wyrzucic, potem z tym co byc musi, a on chce albo nie za bardzo...
Jednym przycisnieciem klawisza mozna wywalic wszystko.... a juz mnie oczka bola od tej roboty...i po co? dzisiaj odbiore mojego nowszego od tego starego i nie bedzie mi juz potrzebny....do czasu kiedy znowu nie pojawi sie jakas "bakteria"....
W kazdym razie pan mi obiecal, ze jutro bedzie juz na pewno calkiem sprawny...
Dobranoc Kalejdoskop....