Oczywiscie jak to zwykle bywa, po tak dlugiej drodze, nie bylo mowy o spaniu w ciagu dnia - totez jak padlam wczoraj wieczorem to spalam jak zabita 10 godzin... ufff...
Tym namietnym sprzataczom powiem... dzisiaj u mnie ostatni dzien bez deszczu, wiec od rana "pracowicie" wlaczylam pralke

potem "pracowicie" wywiesze pranie w ogrodku...
W ogole kolejne dni beda bardzo pracowite i dlatego wlasnie do konca bajzel nie zostanie uporzadkowany

w kazdym razie nie przez najlblizsze trzy tygodnie

czy kogos to u mnie w domu szczypie? nikogo - tylko burek zza plota sie tym interesuje