bulczanka
29.06.11, 17:57
Jak wiecie kocham jeździć na rowerku. Jeżdżę kiedy i gdzie tylko mogę. Nawet jadąc do Tesco (do którego ma bardzo blisko) wsiadam na koło. Jak też wiecie niedawno weszły nowe przepisy nieco ułatwiające życie rowerzystom.
No i tu jest problem. Kierujący samochodami nadal nas nienawidzą. Sprawiają wrażenie jakby nie znali nowych zaleceń. A może nie chcą ich znać?
Tak czy owak dzisiaj w kilku miejscach postanowiłem sprawdzić czy ktoś faktycznie mną się przejmie. Raz zjechałem na środek skrzyżowania (można przeca). Najpierw usłyszałem klakson a następnie okrzyk "posuń sie k...a!". No to się lekko posunąłem. Po kilkunastu minutach obok mnie pojawił się (na rowerze) kolega. Kawałek tak właśnie jechaliśmy - obok bo MOŻNA. Niestety kolega po kilku klaksonach i obelgach w stylu "co robisz k...a?!" musiał wyrównać do krawężnika. Pożegnałem się z nim w centrum. Następnie zjechałem na chodnik i pomknąłem nim bo droga w remoncie a ja nie chciałem tkwić w korku. Chodnik przecinał jakiś wjazd. Ja jednak jechałem myśląc że skoro jestem na chodniku (bo mogę) i jadę prosto to skręcający do wjazdu samochód zwolni i poczeka aż przejadę. Nie zaczekał. Skręcił z piskiem opon i wrył się metr przede mną. Prawie przeleciałem przez kierownicę. Pieszy idący za mną mruknął jedynie pod jego adresem "debil". Tamten zrobił to z piskiem ponieważ z naprzeciwka już nadjeżdżały auta. Miałyby pierwszeństwo gdyż jechały prosto.
Dojechałem i jak widać jestem zdrów.
Kiedy zaczniemy się szanować na drogach? Kiedy zmotoryzowani przestaną szpanować przed rowerzystami swoimi gabarytami i mocą? Czemu nie chcą zaakceptować tych na których są skazani i których będzie coraz więcej (droga benzyna, zwrotność, możliwość uniknięcia korku, moda na zdrowy styl życia)????