Dzień dobry,
polecono mi to forum. Pozwolę sobie wkleić treść wątku, który założyłam gdzie indziej. Z góry bardzo dziękuję za odpowiedzi.
Moja daleka „kuzynka” (cudzysłów, bo naprawdę daleka rodzina od str. mamy) była ostatnio mieście, gdzie mieszkam, i wpadła do nas. Poznała mojego faceta. Potem już w rozmowie ze mną w cztery oczy stwierdziła, że nawet tygodnia by nie wytrzymała z takim milczącym facetem i „jak my w ogóle żyjemy”.
Nie chodzi o to, że zabraniam komuś myśleć tak czy inaczej, ale po co tak komentować; poza tym chodzi też o sposób, w jaki to zostało wyrażone: ocena cudzego życia jakby z politowaniem. Bardzo mnie to zirytowało, mimo że wiem, że mój mężczyzna jest, jaki jest, nie lubi poznawać nowych ludzi i w nowym towarzystwie przy pierwszym spotkaniu przeważnie milczy. A propos: skutek jest taki, moje znajome są w większości wręcz zachwycone tym, że np. mój facet przy spotkaniu dziecka wręcz z rąk nie wypuszcza - nie wiedzą, że obecność dziecka to dla niego wytchnienie, bo nie musi tyle udzielać się w rozmowie i wypada to naturalnie

Tak czy inaczej te niemiłe uwagi nie przeszkodziły tej osobie poprosić mojego faceta o pewną przysługę; to jest rzecz, o którą nie prosi się w takich relacjach (= prawie żadnych) jak nasze.
Ale nie o to chodzi. Pytanie: czy wg Was mam rację, że komentarz tej osoby był po prostu niekulturalny? (Posprzeczałam się o to z mamą)