Dodaj do ulubionych

Przy wspólnym stole

04.01.17, 19:07
Powiedzcie mi proszę, czy / lub jak zareagować na opisane poniżej sytuacje, bo szczerze powiedziawszy nigdy wcześniej nie miałam okazji się w takiej znaleźć.

W związku z długą nieobecnością w kraju mam wiele zaległości w departamencie spotkań rodzinnych. Podczas mojej nieobecności młodsza siostra znalazła tego jedynego i zaręczyła się. Z wielką radością i ciekawością zaprosiłam nowo upieczonych narzeczonych do siebie na kilka dni, żeby sie lepiej poznać i spędzić wspólnie czas.

Narzeczony siostry wydaje się być sympatycznym młodym człowiekiem, bardzo w niej zakochanym, co mnie cieszy oczywiście. Jest jednak jedno ale... otóż przy stole, podczas wspólnych posiłków, młody pochłania absolutnie wszystko, co na tym stole się znajdzie i wygląda to tak, jakby nie jadł od tygodnia.

Przez cały ich pobyt, bez względu na ilość potraw na stole, po posiłku zmiataliśmy puste półmiski, wszystko zostało wyczyszczone przez narzeczonego, który nie pyta nawet, czy ktoś z obecnych ma ochotę na ostatki, sam zgarnia wszystko jak leci.

Siostra zdaje sobie z tego sprawę, trudno zresztą nie zauważyć. Sama zaczęła temat, kiedy byłyśmy sam na sam, tłumacząc, że narzeczony zachowuje się tak a nie inaczej, bo 'w domu tego nie ma', znaczy się jego rodzina żyje bardzo skromnie i oszczędnie a on lubi pojeść.

Z jednej strony rozumiem młodego i trochę mu współczuję. Natomiast z drugiej strony, kiedy ostatniego dnia przygotowałam wielką patelnię ulubionej potrawki, z nadzieją, że odgrzejemy sobie coś na podwieczorek, a ten wsunął 3 pełne talerze, zostawiając na patelni wielkie nic, to prawie zemdlałam z wrażenia. Podobnie wygląda sprawa z kawą i ciastem - tartę, którą upiekłam młody zaliczył sam, minus po kawałku dla pozostałych troje. Nie ukrywam, że tutaj mnie zmierziło odrobinę, reszta gości siedziała o przysłowiowym suchym pysku przez resztę wieczora.

O ile doceniam humorystyczny aspekt sprawy, o tyle sytuacja z ciastem zniesmaczyła mnie, bo resztę wieczora siedzieliśmy o kawie i tylko kawie. Nie spodziewałam się, że ciasto zaliczy jedna osoba a reszta będzie się przyglądać... Nie byłam przygotowana na taką ewentualność.

Siostrę kocham i uwielbiam, mamy świetny kontakt. Mam za sobą już 2 takie wizyty, za każdym razem wyglądało to tak samo.

Zastanawiam się, jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości i jedyne co przychodzi mi do głowy, to częstowanie jak w restauracji, wydzielając porcje. Jednak na samą myśl czuję się z tym nieswojo. Oczywiście można nie zapraszać, ale jak już wspomniałam, mam z siostrą zaległości kosmiczne, poza tym uwielbiam jej towarzystwo i nie wyobrażam sobie ograniczać spotkania w domu ze względu na wiecznie głodnego narzeczonego.

Forumowicze, jak żyć??
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:23
      Zachowanie młodego może mu przynieść dość wymierne szkody w przyszłości (oficjalne okazje typu służbowe spotkania przy posiłkach). Rozumiem, że żył skromnie, ale to kompletnie nie usprawiedliwia jego zachowania - może nadrabiać braki, ale, na litość boską, nie kosztem innych. Wygląda to tak, że podczas posiłków dba wyłącznie o siebie. Ciekawe, czy on zdaje sobie z tego sprawę? Warto, żeby ktoś bliski mu to delikatnie ale stanowczo uświadomił.

      Porozmawiałabym z siostrą o tym, nie akcentując swojej krzywdy (którą niewątpliwie wyrządził ci jako gospodyni), ale skupiając się na pozostałych, którzy nie mogli liczyć na dokładki oraz właśnie na tym, że powinien pracować nad sobą. Mówiłabym wyłącznie o swoich uczuciach, bez żadnego wartościowania. Czyli:" wiesz co, to jest super chłopak i widać, że między wami dzieje się coś fajnego, ale było mi bardzo przykro, kiedy zmiótł cała potrawkę, którą chciałam poczęstować wszystkich. I prawie chciało mi się płakać, kiedy..." itd w tym stylu. "Martwię się o niego, takie zachowanie może mu w przyszłości przysporzyć kłopotów. Zastanawiam się, co można by zrobić, żeby zachowywał się inaczej?"
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:44
        Bene, dziękuję za odpowiedź.
        Przy pierwszej wizycie zamurowało mnie i kompletnie nie wiedziałam, jak się zachować, nie miałam śmiałości, w końcu to spotkanie po latach + poznawanie nowego członka rodziny. Sprawę przemilczałam.

        Przy drugim spotkaniu, jako że trochę już się poznaliśmy i wyraźnie dystans się skrócił, mąż wraz z siostrą zaczęli żartobliwie komentować jego wilczy głód. Były to żarty bardzo delikatne, bez chamskich uszczypliwości, coś w stronę 'przy Tobie nic się nie zmarnuje'. Z zaciekawieniem obserwowałam reakcje młodego, który raz: jak się okazuje, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę, przytakując, że 'nic marnować się nie powinno', i dwa: 'jak dają to biorę / jem'.

        Nie chcę oceniać na wyrost, bo to świeża znajomość i niewiele tak naprawde o sobie wiemy, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że to zwyczajny brak szacunku, do tego świadomy, z podtekstem ja jestem biedny i mnie się należy. Mam nadzieję, że przesadzam...
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:56
          Całkiem możliwe, że to cynizm i wykorzystywanie sytuacji. Całkiem możliwe też, że to odreagowywanie jakiejś bardzo parszywej traumy. Słyszałam parę naprawdę potwornych historii o głodnym dzieciństwie, to naprawdę może skrzywić człowieka. Więc: póki co, moim zdaniem lepiej powstrzymać się od oceniania. Przeprogramować optykę na problem-do-rozwiązania i raczej na tym się skupić.

          Jeśli to coś poważnego, twoja siostra zwiąże się z chłopakiem na dłużej i doroślej, to równiez ona może mieć z jego powodu problemy (pojawią się sytuacje, w których będzie dziewczyną 'odkurzacza' albo wręcz 'tego chama, co wszystko zżera'). Z tym mogą się wiązać bardzo określone konsekwencje typu ośmieszenie, pogarda, wstręt i - dla chłopaka - problemy w pracy (wyobraź sobie kolację z udziałem pracodawców...). Warto mu to uświadomić. Jej zresztą też. To, wbrew pozorom, nie jest mała sprawa.

          Jeśli jakieś rozmowy siostry z chłopakiem (bo tak sobie wyobrażam rozwiązanie problemu) nie poskutkują, ale nadal będą razem, ty jako gospodyni powinnaś przejąć inicjatywę, za gościa dbając o dobrostan innych gości. Czyli albo wydawanie gotowych porcji i proponowanie dokładek, zaczynając od starszych i kobiet. Miło, ale stanowczo ("zaraz dojdziemy do ciebie, Pawełku, jeszcze dziadkowie i twoja narzeczona, pozwolisz?" I TY trzymasz łyżkę do serwowania. "Nałożyłabym ci więcej, ale jeszcze ja i mój mąż, chyba nie chcesz, żebyśmy siedzieli głodni?"- retorycznie).

    • ewa_2009 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:30
      Tłumaczenie, że "w domu nie ma" jest bez sensu. Rozumiem, jeśliby chodziło o pieczeń z dzika czy szynkę z kangura. Ale jeśli w ten sposób konsumuje wszystko, co zobaczy to na pewno nie o to chodzi. A siostra nie powinna wybierać się z nim na wczasy all inclusive.
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:34
        Przypomina mi to raczej historie ludzi, którzy doświadczyli autentycznego, długotrwałego głodu, np więźniów obozów koncentracyjnych. Historia wydaje się być niewiarygodna, ale nadal są w kraju ludzie, którzy głodują.
      • licziliczi Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:37
        "A siostra nie powinna wybierać się z nim na wczasy all inclusive."
        Umarłam smile. A ja bym się właśnie wybrała - może gdyby pochorował się z przejedzenia, to łakomstwo by mu przeszło wink.
        Świetny temat wink
        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:57
          A jaka ma sylwetkę? Bo jeśłi jest szczupły to za takim apetytem moga się kryc poważne problemy zdrowotne typu nadczynnośc tarczycy. Jeśłi wrecz przeciwnie to jest uzależnienie od jedzenia które nie wróży na przyszlośc nic dobrego.
          Jeśłi on się zachowuje tak tylko w gościach kiedy jest dobre jedzenie to jest tak żle wychowany (i odporny na biesiadną socjalizację), mało tego zwyczajnie egocentryczny.Ja bym siostrze odradziła narzeczonego.Ciężko mi uwierzyć w te historię.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:04
            A tak jeszcze przy okazji. Oczywiście zachowanie młodego jest niedopuszczalne niemniej wydaje mi się że jako osoba po pobycie za granicą odzwyczaiłaś się od polskiej tradycji szykowania ilości jedzenia jak dla pobliskiej jednostki wojskowej .Wygląda na to że większośc gospodyń u których bywa młody tej tradycji wciaz hołduje i jego apetyt spotyka się tam raczej z podziwem i zachętami niż z szokiem i brakami na stole.Czyli młody nie ma dostatecznych sygnałow i motywacji żeby się zmienic, byc może.
            • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:19
              Baba, wiesz, myślałam o tym, że faktycznie może to jednak ja nie sprostałam zadaniu i jako gospodyni nie zadbałam o gości jak należy... trochę pomieszkam, to mnie życie zweryfikuje jak należy wink

              Masz też rację co do odwiedzin w inych domach - moja mama na ten przykład jest zachwycona, że młodemu tak smakuje jej kuchnia - tutaj trafiłaś w sedno.
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:11
            Młody w tej chwili jest normalnej budowy. Nie jest chuderlakiem, ale też nie należy do osób 'przy kości'. Wiem jednak, że kiedyś był dość pucułowaty i schudł głównie dlatego, że zaczął trenować bieganie, jest maratończykiem. W tej chwili nie biega ze względu na stawy, ale bardzo dużo chodzi. Będąc u nas znikał sam na długie spacery po lesie.

            Raczej nie będe siostrze robic tego typu uwag, choć nie ukrywam, że troche się o nią martwię. Sama nie chciałabym usłyszeć czegoś podobnego zwłaszcza, że ta znajomość moja z nim jest bardzo świeża i nie mam prawa oceniać ich związku.

            Może faktycznie, jak mówicie dziewczyny, młody ma problemy zdrowotne lub na tle psychologicznym.

            Wiem, jak ta historia brzmi... sama nigdy wcześniej nie spotkałam sie z czymś takim.
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:17
              No tak kawa na ławe to pewnie że nie, ale delikatne zwrócenie uwagi na pewne aspekty które sa o wiele ważniejsze od znikającego jedzenia (nieliczenie się z innymi) byłoby naprawde wskazane. Bo ziarenko watpliwości się zasieje, może kiedyś zakiełkuje. Ja naprawdę wolałabym mieć misia grubaska, który lubi jeść ale przy tym i gotuje i częstuje i innych zachęca niż takiego wysportowanego sobka nie widzącego niczego poza czubkiem własnego nosa czy tam gęby jak kto woli.
        • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:01
          Licziliczi, niedoczekanie z tym pochorowaniem.
          Ha! I to jest zagadka, jak on to robi, mieszkalismy razem tydzień między świętami a Nowym Rokiem i uwierz mi, ten człowiek ma żołądek ze stali.
          • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 02:40
            A ile lat ma ten wołoduch? wink Ja mam córki, a że dziewczyny jadają niewiele to nie jest dla nikogo tajemnicą, ale moje koleżanki - mamy chłopaków skarżyły się, że nie mogą zaspokoić apetytów swoich żarłocznych potomków. Co by nie przygotowały to dali radę wszystko wciągnąć jak odkurzacze, bez oglądania się na resztę rodziny. Podobno chłopcy między 17 a 23 rokiem życia składają się głównie z żołądków. Potem to mija i znowu zaczynają przypominać ludzi wink
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:11
              Hmmm Matti, jako osoba mająca w klasie e średniej szkole i w grupie studenckiej samych kolegów - mogę częściowo przyznać Ci rację, ale tylko częściowo, bo to bywa przypadłość pewnej grupy chłopców. Mój przyjaciel najstarszy stażem - od prawie 30 lat - tak miał. Naprawdę bardzo dużo jadł będąc osobą szczupłą o nieuprawiającą żadnego sportu - tak zwyczajnie miał smile Ale nie przypominam sobie, by zdołał zjeść wszystko bez oglądania się na innych, po prostu jadł więcej niż reszta. Nie pochodził z biednej rodziny dodam. Teraz od dawna mu to przeszło, to znaczy, na pewno je więcej niż ja np., ale nie tak dużo jak kiedyś. Mam też kolegę w moim weku, który nie wiem ile jadł jako młody człowiek, ale obecnie na serio je jak odkurzacz. Np. w restauracji zamawia sobie standardowo dwie porcje danego dania i zjada do czysta - on również nie pochodzi z biedy nijakiej i jest szczupły. Podobnie jak moja kolezanka, szczupluteńka dziewczyna, która je ma to mówią jak chop z gruby - ogromne ilości. Jest zdrowasmile
              • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:07
                Koleżanka, mama dwóch nastolatków płci żarłocznej wink opowiedziała mi kiedys taką oto historię...
                Wpadła po pracy do domu i zabrała się do przygotowania obiadu - wrzuciła do wrzątku jakąś kaszę czy ryż, pokroiła ogórki na mizerię i sięgnęła do lodówki chcąc wyjąć garnek z przygotowanym wczoraj gulaszem. Garnka w lodówce nie było, znalazł się, oczywiście, ale w zmywarce, PUSTY! Do pożarcia mięcha w sosie dla czterech osób przyznał się starszy, wtedy jakoś tak 17-18 letni syn. Przyszedł wcześniej ze szkoły, był głodny to podgrzał sobie stojącą w lodówce "RESZTKĘ ZUPY" i zjadł z chlebem. Podobno zupkę pochwalił ale z żalem stwierdził, że było jej mało.
                Z kolei jeśli chodzi o różnicę w ilości spożywanej żywności w Polsce i zagranicą, to przypominają mi się takie dwie charakterystyczne sytuacje. Pierwsza, bardzo dawno temu gdy moja przyjaciółka wychodziła za mąż, za Holendra. Wesele odbyło się w Polsce, przygotowane przez rodziców panny młodej i jak najbardziej w polskim stylu. Pamiętam przerażenie w oczach pana młodego i gości z jego strony w chwili zasiadania za stołami. Miałam wrażenie, że zaraz ktoś zacznie macać zawartość półmisków i salaterek w nadziei, że to tylko plastikowa dekoracja. Druga sytuacja to w Czechach. Często tam bywam u siostry ciotecznej, która wiele lat temu wyszła za Czecha. Normalnie głodna tam nie bywam bo siostra prowadzi dom po polsku, ale zostaliśmy kiedyś zaproszeni do ich znajomego na imieniny czy też urodziny, nie pamiętam. Przed wyjściem siostra zrobiła kanapki i zachęcała do zjedzenia bo późno wrócimy i będziemy głodni. Ja z natury jadam mało, a tu imieniny, przecież nieładnie będzie jak nic tam nie będę w stanie spróbować. Na tych imieninach był 1 (słownie:jeden) pieczony kurczak z jakąś sałatką ziemniaczaną, kruche ciasteczka, słone paluszki, jakieś cukierki i na szczęście owoce. Do tego wszystkiego 11 osób.
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:47
                  smile No nie zauważam, by Polacy az tak dużo jedli w porównaniu z innymi nacjami ...Raczej to, że Polacy mają zwyczaj napychania gości. Tymczasem już przed II wojną poradniki SV mówiły, że np. na podwieczorek nie wypada podawac nic poza ciasteczkami, ani buszetkami, bo podawanei ich sugeruje, że goście nie jedli obiadu i nie mają zamiaru jesc kolacji.
                  Ja jak wspomniałam mało jem ogólnie, ale mój eksio je normalnie, tyle, ze oboje jesteśmy wege. Jakiś czas temu na wspólnym wyjeździe na Słowacji zechcieliśmy spróbować haluszków. Pani kelnerka mówiąca doskonale po polsku ze zrozumieniem porzykjęła to, ze chcemy bryndzowki z masłem, a nie skrawarkami, ale zadała dziwne pytanie czy porcje mają być dla dorosłych czy dla dzieci. Żadnych dzieci z nami tam nie było. No ...dla nas, dla dorosłych. Już po 1/3 z każdej miseczki (ok 250 gramów) skumaliśmy o co szło w pytaniu - danie jest tak syte, ze nie daliśmy rady nawet połowiesmile Dodam,. że będąc głodnymi. Było to pyszne, ale no za syte smile Tak samo w Czechach nie jestem, w stanie zjeść standardowej porcji z trzech knedlików ...
                  • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 16:45
                    kora3 napisała:

                    >nie wypada podawac nic poza cia
                    > steczkami, ani buszetkami,

                    A co to są te buszetki? Bo nie znam.

                    > danie jest tak syte, ze nie da
                    > liśmy rady Było to pyszne, ale syte

                    Koro, wybacz, ale bardzo Cię proszę - danie może być jedynie sycące - syty wyłącznie człowiek.
                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 17:05
                      A ja znam słowo sytne-danie sytne, starsi ludzie jeszcze uzywaja.
                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 10:04
                        Młodzież mawia też "syto/e" - ale syte - w sensie - ale fajne. Jest to jednak uzycie tego wyrazu slangowe smile
                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 09:58
                      Buszetkami przed wojną nazywano w PL małe kanapeczki - na raz do ust.
                      Co do reszty - tak, masz racjęsmile
                    • kora3 Aquo ;) 09.01.17, 10:07
                      aqua48 napisała:
                      > Koro, wybacz, ale bardzo Cię proszę - danie może być jedynie sycące - syty wyłą
                      > cznie człowiek.

                      Jakkolwiek masz racje co do dania, to z wytłuszczoną częścią Twej wypowiedzi się nie zgodzę smile Syte może być także zwierzę smile - vide porzekadło: I wilk syty i owca całasmile
                      • aqua48 Re: Aquo ;) 09.01.17, 10:22
                        kora3 napisała:

                        > Jakkolwiek masz racje co do dania, to z wytłuszczoną częścią Twej wypowiedzi si
                        > ę nie zgodzę smile Syte może być także zwierzę smile - vide porzekadło: I wilk syty i
                        > owca całasmile

                        Masz rację.
                        • kora3 Re: Aquo ;) 09.01.17, 11:04
                          a słyszałaś kiedyś młodzieżową "sytość" ?smile Ja np. od córki koleżanki wiem, że mam heh syty telefon smile - wpadłabyś na to?smile
                  • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 01:30
                    kora3 napisała:

                    >Tak samo w Czechach nie jestem, w stanie zjeść standardowej porcji z trzech knedlików ...<

                    Wbrew pozorom kuchnia słowacka i czeska bardzo się różnią. Czesko-morawska jest bliższa austriackiej, nawet niemieckiej. Słowacka jest bliższa nam, chociażby haluszki, właśnie. Potrawa słowacka, którą po naszej stronie granicy zamówimy raczej bez problemu w Czechach właściwie niejadana. Tam królują ziemniaki pod postacią wszelkich knedli, placków, sałatek i zapiekanek. Pod względem kaloryczności obie kuchnie przewyższa chyba tylko kuchnia Ukraińska, oni nie znają takiego słowa jak dieta wink przekonałam się w czasie ostatnich wakacji. Trzy plasterki knedlika raczej zjem ale w restauracjach podają przeważnie pięć smile Jest jedna potrawa, która łączy te dwa kraje, dla mnie w sposób nieprzyjemny. Utopenec - może jadłaś? małe specjalne serdelki w słoiku z dodatkiem cebuli, papryki zalane marynatą na bazie octu. Dla mnie nie do przyjęcia przede wszystkim dlatego, że nie jadam niczego z octem bo jest obrzydliwy, natomiast mój mąż uwielbia i na widok utopenca mógłby się tak zachować jak bohater tego wątku smile Czesi potrafią jeść to nawet na śniadanie, brrrr...
                    • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 01:38
                      Jednak z tym utopencem musisz uwierzyć mi na słowo bo chyba nie istnieje utopenec wege big_grin
                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 10:00
                        No ... wiem co to jest nie jadam z oczywistych przyczyn. smile
                • kora3 I jeszcze wspomnieniowo 08.01.17, 14:56
                  Wspomniany tu już mój najstarszy stażem przyjaciel jako młody osobnik nie tak jedzący, jak żrący poza tym, ze potrafił pochłonąć wszystko czego inni nie zjedli - nie z ich talerzy niedojadki, tylko np. pół tortu gdzie każdy zjadł po kawałku już na więcej nie miał ochoty smile miał też niecodzienną manierę polegającą na no jakby tu powiedzieć, oszczędzaniu talerzy. na mojej 21-nce na jeden talerz nałożył sobie kawałek tortu, brzoskwinię w zalewie, kawalek śledzia w occie oraz SALATKE ziemniaczaną .... Na takie pomieszanie smaków koleżance obok wszystko się do gardła podniosło. Dodam, że S tak robił w swoim towarzystwie bliskim, poza nim - niesmile dziś się zarykuje, gdy mu to "wypominamy" smile
                  • matylda1001 Re: I jeszcze wspomnieniowo 08.01.17, 18:05
                    Coś podobnego widziałam na promie ze Świnoujścia do Malmo. To była Dunka, młoda, wielka jak gdańska, rzeźbiona szafa z kryształowym lustrem nakładała sobie przysmak za przysmakiem i układała talerze na tacy. Gdy talerze przestały się już mieścić zaczęła na nie dokładać wszystko inne, zupełnie "nietematycznie" Pomyślałam sobie, że ktoś ze znajomych z którymi będzie to jadła powinien jej pomóc. Jak poszła wreszcie do stolika i się zorientowałam, że ona jest SAMA to o mały figiel nie straciłam apetytu. Potem usiadłam tak, żeby mieć na nią (dyskretnie) oko, dzięki czemu mogę stwierdzić, że dała radę smile No, ona na pewno nie z tych co to szkoda ich karmić bo i tak nic po nich nie widać wink
                    • kora3 Re: I jeszcze wspomnieniowo 09.01.17, 10:13
                      Tu przynajmniej apetyt przełożył się na masę smile
                      Mój przyjaciel obecnie - w tym roku skończy 45 lat - ma budowę normalną, ale wówczas był szczupły, nawet za szczupły. Miałam też takiego kolegę w pracy, który lat mając 35 był zwyczajnie chudy. Jadł nieprawdopodobnie jak na tak szczupłą osobe dużo. Nie ze jakos nieładnie jadł, czy innym wyjadał, ale no gdy pierwszy raz byłam z nim w formowym bufecie myślałam, że nabrał innym albo do domu na wynos smile Kiedyś kolega inny, stale walczący z nadwagą skwitował go: - Adaś, codziennie widzę Cię, jak normalnie żresz. Chyba co zarobisz, to przeżerasz. I żeby z ciebie był choć jakiś chłop na schwał! Gdzie ty chłopie to "chowasz"". A Adaś na to spokojnie "Mnie wszystko idzie w szare komórki" smile
    • koronka2012 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:19
      Rozumiem cię doskonale, bo sama też natknęłam się na takie "odkurzacze". I nie chodzi przecież o to, że komuś się żałuje, ale o taki brak wyczucia i myślenia o innych, no i stawianie gospodarzy w głupiej sytuacji.

      Znam pana, który jest w stanie pochłonąć WSZYSTKO, ile by tego nie było - i podobnie jak w tym przypadku zdaje się nie zauważać, że to co na stole przygotowane jest dla iluś osób, nie dla niego jednego. Kiedyś na rodzinnym przyjęciu zaraz po wejściu rzucił się na jedzenie i zjadł wszystko co było przeznaczone dla ok 10 osób. Reszta skosztowała tylko tyle zdążyła zanim on się dorwał do stołu.

      Osobiście takie zachowanie odbieram jako brak kultury, bo przecież nie widmo głodu mu przyświecało. To jest jakieś .... kompulsywne i wcale nie ma związku ze skromnym trybem życia (mój znajomy nie oszczędza).

      Na twoim miejscu nakłoniłabym siostrę do zwrócenia mu uwagi że tak się nie robi, bo to jest po prostu odbierane przez otoczenie jako brak ogłady. Skoro aluzje jak widać nie działają, to chyba jedyna droga.
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:47
        Dzięki za komentarz Koronka.
        Chyba czeka mnie trudna rozmowa z siostrą. Z drugiej strony, skoro nikt wcześniej nie zwrócił mu uwagi, to mam wrażenienie, że zostanę odebrana jako ta wredna zołza, co właśnie żałuje głodnemu, jak napisałaś.

        Matka Młodego pochodzi z wielodzietnej rodziny, było ich w sumie 13ro w domu - można sobie wyobrazić ile pracy i pieniędzy kosztuje wykarmienie tylu osób. Może faktycznie tutaj tkwi problem. O rodzicach oprócz tej informacji nic więcej nie wiem.

        Pytając młodych o to, jak organizują sobie posiłki (oboje studiują) dowiedziałam się, że jadą głównie na makaronach i pierogach, raczej standardowo, z tego co sama pamiętam z czasów studenckich.

        Sama jestem wegetarianką, ale specjalnie dla nich przygotowałam grecką moussakę, której młody nigdy wcześniej nie jadł. Sos beszamelowy, którego zrobiłam dość dużo i schowałam do lodówki, Młody wyżarł zaraz po obiedzie, na zimno...

        Cieszę się z jednej strony, że się chłopak nie krępuje, ale z drugiej moja lodówka jeszcze nigdy nie była tak czysta po świętach smile
        • koronka2012 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:51
          Powiem szczerze - wątpię w teorię o nadganianiu braków żywieniowych z dzieciństwa. Dlatego, że w rodzinach wielodzietnych nauka dzielenia się jest niejako wymuszona okolicznościami.

          Zachowanie chłopaka i tego pokroju osób jest bardzo niewłaściwe - nawet bliska relacja nie usprawiedliwia wyżerania komuś zawartości całej lodówki. Bo przecież to zachowanie nie wynika z głodu - jeśli ktoś zjada 2-3-4 takie porcje, którą najedli się pozostali - i rzuca się dalej na jedzenie, to jest raczej zaburzenie odżywiania (może to być reakcja na stres). Poczytaj o kompulsywnym objadaniu się. Czy w domu z siostrą też jada takie chore ilości?

          Pomyśl o tym w ten sposób - ty przymykasz oko jako rodzina, ale inni - znajomi, koledzy z pracy - tego nie zrobią. Chłopak zyska opinię buraka, który nie potrafi się zachować.
        • agulha Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 00:33
          Jak to było z tą lodówką? Zapytał, czy może masz jeszcze coś do jedzenia? Zapytał, czy masz może jeszcze ten sos? Powiedział, że głodny? Czy wsadził głowę do lodówki, coś zauważył i zeżarł?
          Jeśli to ostatnie - jest skreślony. Jeśli pozostałe - może należy odpowiadać spokojnie: mam, ale nie dam, ponieważ przygotowałam to sobie na jutro. Kropka.
        • liisa.valo Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 01:34
          Ale jak? Sam wszedł do lodówki i zjadł?
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 12:47
          parasympatyczna napisała:

          > Chyba czeka mnie trudna rozmowa z siostrą. Z drugiej strony, skoro nikt wcześni
          > ej nie zwrócił mu uwagi, to mam wrażenienie, że zostanę odebrana jako ta wredna
          > zołza, co właśnie żałuje głodnemu, jak napisałaś.

          Nie wydaje mi się. To twoja siostra, więc jest co najmniej tak fajna, miła i troskliwa, jak ty wink
          Wystarczy, żebyś uruchomiła wszystkie swoje uczucia do niej i całą troskę i na tym się skupiła, a nie wyjdziesz na żadną zołzę. Stawiam, że obie się popłaczecie ze wzruszenia i rozmowa skończy się na siostrzanym obściskiwaniu się smile

          > Matka Młodego pochodzi z wielodzietnej rodziny, było ich w sumie 13ro w domu -

          No, to dość istotny fakt w rozumieniu sytuacji. Zapewne w takim domu mogła istnieć rywalizacja o jedzenie i dzieci miały zakodowane, że jeśli nie dorwą się i nie - wybacz - pożrą, ile się da, jedzenie zostanie pochłonięte przez kogoś innego. I zapewne takie tradycje, prawdopodobnie nieświadomie, zaszczepiła swoim dzieciom - zwłaszcza jeśli i w jej nowym domu się nie przelewało. Drugie pokolenie traumy - odziedziczonej.

          Narzeczony jednej z moich ukochanych przyjaciółek, z zamożnego inteligenckiego domu, jadł jak głodny pies. Nie miałam innego skojarzenia - facet siadał nad talerzem, pochylał cały tułów, żeby mieć jak najbliżej i w tempie błyskawicznym żzerał wszystko, co na tym talerzu było, prawie nie gryząc, łykając wielkie porcje z przeładowanego widelca. My ledwo zaczynaliśmy, on już wyskrobywał resztki. Intrygowało mnie to, bo poza strefą stołu był świetnie wychowany, miał wszechstronną wiedzę i wyrafinowany dowcip. Okazało się, ze jego rodzice oboje przeżyli wojnę i doświadczyli wielu traumatycznych sytuacji, w tym głodu i sytuacji niemal śmierci głodowej.

          Wiem, że dla niektórych tego typu historie (dziedziczenie lęków i traum) może brzmieć szamańsko i niewiarygodnie, ale to się po prostu zdarza (czytałam parę badań, które to potwierdzają). Co w sytuacji narzeczonego twojej siostry jest tym gorsze, bo trudno z tym walczyć (tego typu rzeczy przekazywane są na głębokim, nieświadomym poziomie). Moim zdaniem, jeśli ma się coś zmienić, należy potraktować to behawioralnie - zmiana z zewnątrz uruchomi mechanizm zmian wewnątrz. Czyli przedstawić rachunek zysków (całe mnóstwo) i strat (zero) jeśli narzeczony zechce zmienić zachowanie. Zero ocen, same akty i uczucia plus autentyczna troska.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 13:16
            Jednak przeszukiwanie cudzych lodówek i innych zakamarkow w poszukiwaniu jedzenia nie a się nijak do nieracjonalnego pożerania z talerza czy nawet z półmisków na stole.To jest calkiem osobna kategoria zachowań. Wierzę nie tyle w dziedziczenie traum co w podswiadowe zaszczepianie własnych lęków. Jeśli w rodzinie tego czlowieka naprawdę brakowało jedzenia i jego zachowanie przy stole jest kompulsywne to i tak powinien cos z tym zrobic-udać się na jakąs terapię na przykład.Nie wierzę natomiast że nie można się powstrzymać przed przeszukiwaniem komuś mieszkania.
            • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 15:13
              > Nie wierzę natomiast że nie można się powstrzymać przed przeszukiwaniem komuś
              > mieszkania.

              Mieszkania nie przeszukiwał, z pewnością zajrzał do lodówki i na kuchenkę, to wszystko, o czym wiemy. Zjadanie na zimno beszamelu z lodówki świadczy o tym, że gość ma jakieś dziwne zaburzenia odżywiania, to nie jest zachowanie osoby zdrowej, w dodatku obżartej.

              Myślę, że w tej sytuacji warto powstrzymać się od ocen, czyli nawet sugerowania, że zachowanie chłopaka to celowe, cyniczne działanie. Przyklejanie do tego zachowania jakiejś łatki to po prostu strata energii, kompletnie niepotrzebna. Warto się skupić na tym, czy sytuacja może - i, jeśli tak, to jak - się zmienić.
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:57
                Toz ja o żadnym cynicznym działaniu nie pisałam tylko o zwykłym braku podstawowej kindersztuby. Zagładanie komus do lodówki to jest element przeszukiwania, bo jeśłi do lodówki zajrzał to i do szafek jak najbardziej mógł(zreszta nie mamy pewnośći czy sam zajrzał ja tylko tak teoretycznie napisałam). Co do brania książek z półek otwartych to nie mam nic przeciwko wrecz sprawia mi to frajde ale ja jeśłi chodzi o książki dziwna jestem.
                • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 17:04
                  Jeśli facet ma nietypowe zaburzenia odżywiania (wygląda mi to na jakiś dziwny nietypowy BED, Binge Eating Disorder, czyli nałogowe obżeractwo), to nie chodzi o brak dobrych manier. Tzn równie dobrze można o brak manier oskarżyć alkoholika w ciągu. Tymczasem to jakby inny porządek.
                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:17
                    Ludzie którzy mają to zaburzenie są w pelni tego świadomi bo bardzo utrudnia im życie. No ale jeśłi nietypowy przypadek występujacy tylko z okazji wizyty u kogoś,nie wiem, nie znam się. Nadal szperanie po cudzej kuchni mi do obrazu nie pasuje.Polecam na YT Secret Food Diary
                    • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:49
                      Dyskutowałabym. O zaburzeniach odżywiania akurat wiem bardzo dużo z własnego doświadczenia. Mnóstwo dziewczyn zaprzecza, że ma jakikolwiek problem (czasem do momentu, w którym jest za późno...). Dokładnie tak samo, jak z każdym innym nałogiem.
              • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:30
                Kochane moje!
                Muszę sprostować z tym wyżeraniem z lodówki smile Trochę się zagalopowałyśmu tutaj. Niejasno się chyba wyraziłam.

                Młody wyżera to co na widoku i na stołach. Nigdy przenigdy sam nie buszował po lodówce. Wspomniany beszamel, który miał starczyć na 'później' został przełożony do kubeczka w celu wystygnięcia, po czym schowany do lodówki. W tym czasie jeliśmy obiad. Po skończonym posiłku siostra zapytała, czy może spróbować samego sosu, oczywiście zgodziłam się i sama podałam jej łyżeczkę. Młody korzystając z okazji wziął łychę i kubeczek dokończył już sam smile
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:46
                  Aha, czyli nie jest tak żle.
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:27
        Może dasz namiar na tego pana , moja siostra chętnie go zaprosi na Święta. Ma duża rodzinę wraz ze szwagrem uwielbiają gotować.Dyzurny dowcip w czasie przyjęc-no kiedy ta kompania wróci z poligonu bo lodówki nie są z gumysmile
    • milamala Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 00:49
      Mysle, ze rozmowa z siostra, ktora moglaby delikatnie napomniec ukochanego powinna rozwiazac sprawe. Tyle ,ze siostra powinna zrozumiec, ze cos powinna z tym zrobic a nie usprawiedliwiac "bo on taki juz jest". A jak to nie pomoze to niestety trzeba abys wprowadzila zwyczaje holenderskie i nakladala po kawalku, bo inaczej bedziecie glodowac.
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 11:03
        No wlaśnie-mnie tez zaskoczyła postawa siostry.Oczywiście że podstawa dobrego związku jest akceptacja różnic i dziwactw sa jednakowoż pewne granice. Mogę zaakceptować np że mój partner w gościach mało co się odzywa, głównie słucha bo on tak ma-nikogo nie uraża ani klopotu nie robi. Cos tak rażącego jak wyjadanie komuś z lodówki (w sumie nie wiem jak było ale być może buszował i co znalazł to pochłonął) albo opisane zjedzenie niemal całego ciasta na stole na początku spotkania towarzyskiego jest naruszaniem ogólnie znanych zasad życia społecznego i jako takie nadaje sie tylko do korekty.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 12:52
          Mnie siostra nie zaskoczyła smile

          Jeśli to początkowy etap związku - pierwsze pół roku do kilkunastu miesięcy - to znajduje się pod wpływem hormonów, które zniekształcają jej widzenie. Niektórzy naukowcy twierdzą, że stan pierwszej miłosnej euforii (zwykle 6-10 pierwszych miesięcy) przypomina euforię, występującą u ludzi zaburzonych neurologicznie. Poza tym, u ludzi mocno zakochanych ośrodek w mózgu, odpowiedzialny za krytyczne spojrzenie jest w stosunku do osoby kochanej wyłączony. Widzisz wady, ale je bagatelizujesz.

          Dlatego właśnie należy się odwołać do faktów, nie ocen faktów. Uświadomić zagrożenia (towarzyski ostracyzm, problemy w pracy, problemy ze zdrowiem). I pracować na faktach i emocjach.
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:21
            Związek liczy już prawie dwa lata, więc pierwsze koty za płoty.
            Ja jestem bardzo luźna babka i wiem też, że za taką postrzega mnie moja siostra. Wszyscy wiedzą w rodzinie, że mam dość ponaciągane we wszystkie strony mechanizmy akceptacji różnych dziwactw. Co nie znaczy znowu, że akceptuję wszystko jak leci i można mi wejść na głowę. Jednak jestem ostatnia, która się bierze za moralizatorstwo czy stawianie do pionu lub udzielanie życiowych rad. Być może młody juz też o tym wie.

            Wasze opinie zwróciły moją uwagę na fakt usprawiedliwiania zachowań niestosownych. Zapaliła mi się czerwona lampka. Musze to jeszcze przemyśleć. Coś zdecydowanie jest na rzeczy tutaj.
            • a.nancy Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 13:34
              I przez dwa lata siostra nie zauważyła, że jej chłopak wszystko wyżera? Nie zdarzyło jej się ANI RAZU powiedzieć mu, żeby przystopował? Rozumiem pierwszy miesiąc znajomości, ale po dwóch latach powinni mieć temat dawno obgadany, ona ma prawo kopać go pod stołem a on powinien wiedzieć, ZA CO smile
    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 08:57
      Pomijając to, że taki wilczy apetyt może być objawem choroby (warto sprawdzić, oczywiście nie tysmile) - zachowanie narzeczonego siostry może zaowocować dlań kłopotami. Ciebie to tylko zniesmaczyło, bo jesteś osobą bliską jego ukochanej, ale ja się tak będzie młody człowiek zachowywał w towarzystwie dalszym, służbowo np. to nie będzie już tak wesoło.
      Na twoim miejscu zwyczajnie uświadomiłabym to siostrze. Nie ma tego w domu, powiadasz? Głoduje znaczy? Mowa o dorosłym człowieku, który ma narzeczoną? Bo jakby to było dziecko patologicznych rodziców, które w domu nie ma dość jedzenia,. to byłoby to wytłumaczenie takiego zachowania - raz ze dziecko, dwa, ze głodne. Ale to dorosły facet - bez jaj, że "nie ma w domu"
      • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:29
        Nie wyobrażam sobie sytuacji gdy ktoś bez pytania wyżera z cudzej lodówki potrawy przygotowane na później. Tu wzięłabym na stronę młodego i powiedziała zdecydowanie, że przekroczył uprawnienia gościa i że nie jest sam, a posiłki są przygotowane dla wszystkich obecnych nie tylko dla niego. Jak widać nie umie się opanować, a może nie czuje takiej potrzeby, powody nie są istotne. Niech siostra zacznie nad nim pracować i zorientuje się szybko czy pan rokuje, czy zawsze będzie niedożywionym głodomorem za którego będzie się mocno wstydzić przy każdej okazji towarzyskiej.
        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:39
          Wiesz, ja mam przynajmniej kilka takich osób (i ich domów), gdzie mogę sobie wziąć sama co zechce z lodówki i oni u mnie też. Wynika to zwyczajnie z bliskości. jednocześnie nie jest to przecież standardowe i o ile dopuszczalne, to właśnie dlatego, ze z kimś ma się takie zasady. Tu jednak nie ma takich zasad - gośc buszował w lodówce siostry swej narzeczonej, którą to siostrę ledwie poznał! Być może jak wiele osób gośc sobie przetransponował jakieś "lokalne zwyczaje" ze swej rodziny czy grona przyjaciół na rodzinę narzeczonej.

          choć jestem osobą asertywną rozumiem biernośc gospodyni - czasem człowiek na bezczelność zbaraniejesmile poza tym, no wiesz, mówi się, ze jedzenia się nikomu nie załuje ...
          Wg mnie kolegę narzeczonego powinna utemperować jego narzeczona - jako bliska osoba po prostu
          • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 10:18
            kora3 napisała:

            > Wiesz, ja mam przynajmniej kilka takich osób (i ich domów), gdzie mogę sobie wz
            > iąć sama co zechce z lodówki i oni u mnie też.

            No ale to jest kompletnie POZA zasadami s-v, prawda, i nie dotyczy każdego kogo zapraszasz?


            >- gośc
            > buszował w lodówce siostry swej narzeczonej
            > mówi się, ze jedzenia się nikomu nie załuje
            > Wg mnie kolegę narzeczonego powinna utemperować jego narzeczona

            Moim zdaniem nieżałowanie komuś jedzenia, nie ma nic wspólnego z zasadami s-v. Które to mówią, że o tym co jest na stole w ilości jak również rodzaju decyduje wyłącznie gospodarz, nie gość. Buszowanie komuś po zamkniętych szafach, szafkach, czy kuchni w ogóle jest niedopuszczalne. Nawet wyciąganie cudzych książek z otwartego regału nie mieści się w dobrym zachowaniu.
            Z narzeczonym z pewnością powinna porozmawiać jego sympatia i uzmysłowić mu, że jego zachowanie jest nieakceptowalne, ale za siebie odpowiada on sam. I on sam osobiście również może narazić się na krytykę jeśli te zasady łamie i narusza cudze granice.

            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 10:28
              aqua48 napisała:

              >
              > No ale to jest kompletnie POZA zasadami s-v, prawda, i nie dotyczy każdego kogo
              > zapraszasz?


              Aquo, no błagam Cie smile przecież SAMA TO NAPISALAM !!!!

              >
              > Moim zdaniem nieżałowanie komuś jedzenia, nie ma nic wspólnego z zasadami s-v.

              A czy ja cos wspomniałam, ze ma? Wspomniałam, że tak sie mówi - tyle.

              > Które to mówią, że o tym co jest na stole w ilości jak również rodzaju decyduje
              > wyłącznie gospodarz, nie gość. Buszowanie komuś po zamkniętych szafach, szafka
              > ch, czy kuchni w ogóle jest niedopuszczalne. Nawet wyciąganie cudzych książek z
              > otwartego regału nie mieści się w dobrym zachowaniu.


              Oczywistosci napisałaś smile

              > Z narzeczonym z pewnością powinna porozmawiać jego sympatia i uzmysłowić mu, że
              > jego zachowanie jest nieakceptowalne, ale za siebie odpowiada on sam. I on sam
              > osobiście również może narazić się na krytykę jeśli te zasady łamie i narusza
              > cudze granice.


              Znów oczywistośc smile
              >
        • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 02:02
          On nie wyzera z cudzej lodowki, zwroc uwage.

          Minnie
          • zmija_w_niebieskim Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:38
            No jak nie wyżera? Cytuję : Sos beszamelowy, którego zrobiłam dość dużo i schowałam do lodówki, Młody wyżarł zaraz po obiedzie, na zimno...
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 09:53
              No właśnie - można rozumieć to tak, ze sam się hmm poczęstował. Bo inaczej byłoby, gdyby padło "zrobiłam więcej schowałam do lodówki, ale młody zapytał o dokładkę, więc dałam, a on wyżarł na zimno"
              • nchyb Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 16:34
                Ale autorka wątku później wyjaśnia że wcale nie schował sosu do lodówki i często wałach nim siostrę i dopiero wtedy chłopak go zjadł... z kubeczki, nie z wielkiego gara, czyli pewnie za dużo go nie było...
                • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 16:55
                  Co nie zmienia faktu, że wyjadanie (po obiedzie!) zimnego sosu beszamelowego, czyli czegoś w rodzaju wytrawnego budyniu, to gwóźdź do trumny, jeśli chodzi o zachowanie chłopaka. Ekscentryzm do kwadratu.
                  • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:05
                    autorka wątku podała do spróbowania, nie krzycząc, ze reszta ma zostać na potem...
                    elegancji tu nie było, ale gwoździa trumiennego również... chyba, ze chłopak wyrwał swojej narzeczonej ten kubeczek z ręki i żarł,nie zważając na protesty dziewczyny i jej siostry...
                    • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 17:19
                      Zjedzenie łyżeczki to spróbowanie, wyżarcie całego kubka - na pewno nie.
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:00
                  hmm wobec tego przepraszam, nie czytałam wszystkiego, a początkowy wpis tak zrozumiałam - nie tylko ja, z tego co widze wink
                  • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:06
                    ano na początku tak to autorka przedstawiła i dopiero potem sprostowała...
    • mocno.zdziwiona Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 13:03
      Abstrahując od zachowania tego chłopaka, wydaje mi się, że wpadłaś w pułapkę goszczenia. Siostra to najbliższa rodzina i sądzę, że przy kolejnej wizycie warto zmienić zasady. Niech sami zrobią zakupy, niech przygotują dla wszystkich. Zobaczysz czy nadal zachowanie chłopaka będzie takie samo. Jestem też za opcją wydzielania w takim przypadku. Nałożyć każdemu po porcji i schować. Na przeszukiwanie lodówki reagować stanowczo. To czy chłopak wyjdzie na buraka czy nie, by mi zwisało. Ważne, że w moim domu ja mam się czuć dobrze. A zwracać uwagę siostrze? Po co, przecież ona to widzi i akceptuje. Jeśli jest jej głupio, sama powinna z chłopakiem pogadać, nie ma co jej brać "na dywanik". Ale jego temperować, kulturalnie, ale dobitnie.
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 19:01
        No to teraz padniesz, jak CI opowiem smile
        Młody, po którejś tam nasiadówce wyskoczył z tematem zadowolony z siebie jak dziki przy truflach, że zrobi nam wszystkim na wieczór pizze. Oczy otworzyły mi się szeroko, myśle sobie, ja to chyba jestem jakaś podstawowo wredna i nieufna, chłopak mi się tu sam do gotowania wyrywa a ja go o najgorsze podejrzewam... natychmiast wróciłam do siebie, jak po propozycji zrobinia pizzy padło pytanie - a drożdże macie smile smile smile No nie mieliśmy niestety tongue_out

        Ale tak już abstrahując od reszty, on taki pomocny jest ogólnie. Po obiedzie pozmywa, tależe wysuszy i poskłada. Jak przestawiałam sztućce, które pomieszał chowając do szuflady, to przeprosił tłumacząc się, że nie wiedział, że mają być posegregowane. No aż mi się głupio zrobiło, że przy nim je sortowałam... Drewna na opał naniósł. Pieskowi zabawkę przywiózł w ramach prezentu, razem z mężem dostaliśmy po książce. Zawsze dziękuje za gościnę i zaprasza do siebie. Jest bardzo grzeczny i układny, szkoda mi się go robi nawet jak czytam, ja dziewcznyny tutaj po nim jadą. Zdecydowanie nie jest żadnym kartoflem czy innym burakiem. On poprostu żre za 10ciu. Tylko wink


        • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 19:03
          Oczywiście taleRZe zmywa się znaczy.
          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:47
            Nononieno, jeśli wszedł w długotrwały związek z twoją siostrą, bo musi być po prostu fajnym facetem. Z akurat takim egzotycznym problemem. Tym bardziej warto zadziałać jakoś miło - dla dobra rodziny, siostry i młodego smile
        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 20:42
          No to ma jakies zaburzenie z tym jedzeniem skoro pod innymi względami jest w porządku. Martwi tylko fakt że siostra ignoruje rzeczywisty problem, można popracować nad sobą , nawet z pomoca terapeuty.Tu nie chodzi o to ile je tylko kiedy zobaczy dobre rzeczy wyłacza mu się cała ogłada.
    • angeka2 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 14:04
      Miałam w dzieciństwie etap biedy i jedzenia w kółko placków ziemniaczanych albo ziemniaków z jajecznicą, braku mozliwości zjedzenia czegoś innego, czasami czekania na kolację aż tata wróci z wykombinowanymi skądś pieniędzmi, bo w domu nie było dosłownie nic.

      Coś zostaje w człowieku, bo teraz MUSZĘ mieć jakikolwiek zapas w zamrazalniku, w słoikach,, cokolwiek, natomiast kiedy przychodzą do nas goście i ich częstuje, to COŚ się we mnie pojawia. Coś bardzo dziwnego, czego nie potrafię dokładnie nazwać - w domu rodzinnym nie częstowało się nigdy niczym nikogo, bo samym nam brakowało. Teraz częstowanie gości jedzeniem wzbudza we mnie jakiś rodzaj uczucia, którego nie potrafię określić. Oczywiście częstuję, prygotowuję posiłki dla gości, ale gdzies głęboko siedzi może to lęk, może coś w rodzaju: zjedzą u nas, nie bedziemy mieć, będziemy głodni, nie zapraszaj w porze obiadu/kolacji, schowaj (!)

      Ale ja tłumię te emocje i funkcjonuję raczej normalnie.
      W dzieciństwie bałam się też, że ktoś odkryje, że jesteśmy biedni. No skądś mi się to wzięło, więc w gościach mówię, że nie jestem głodna, nie umiem poprosić o jedzenie albo dokładkę.

      Nawet nie zdawałam sobei sprawy z tego póki nie przeczytałam tego wątku smile
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 15:26
        Polecam:
        www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=przetwarzanie+nie%C5%9Bwiadome
        www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=dziedziczenie+emocji
        To - oczywiście z zachowaniem proporcji: pl.wikipedia.org/wiki/Syndrom_KZ
        itd itd
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:08
        Przykro mi, że masz takie doświadczenia Angeka... większość z nas jednak nie docenia tego, co ma.
        To, o czym piszesz, kiedy odmawiasz jedzenia w towarzystwie przypomina mi mojego nieżyjącego już dziadka, także po przejściach w dzieciństwie, wojennych niestety.

        Bene, sugerujesz dziedziczenie emocji. To bardzo ciekawe. Traumy jak najbardziej są dziedziczone, rozmawiałam kiedyś o tym z pewną panią psycholog. Aż dziw bierze, ile rzeczy można dostać w pakiecie genetycznym.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 22:46
          To dziedziczenie pozagenetyczne (=epigenetyczne), ale naukowcy do tej pory spierają się, czy ono istnieje (może coś kręcę, za mało wiem na ten temat). Raczej, myślę, chodzi tu o wpływ systemu (czyli nieświadomy na bardzo głębokim poziomie) wzorzec, wdrukowywany podczas procesu wychowania. Takie sprawy często nie wychodzą na jaw, bo poddani traumie nie chcą do nich wracać, tym bardziej straszyć dzieci przeżytymi koszmarami. Jednocześnie przekazują te emocje w 'magiczny' (poza-werbalny i pozaświadomy) sposób. Dużo takich historii jest na przykład w opowieściach drugiego albo nawet trzeciego pokolenia 'dzieci Holocaustu', czyli dzieci i wnuków wojennego pokolenia Żydów, którzy przeżyli wojnę.

          Bardzo jestem ciekawa, jak się ta twoja niebywała historia skończy. Odpływamy (tzn ja odpływam) coraz dalej, a przyczyna problemu młodego może być dość trywialna wink
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 08:05
            Tak, dokładnie tak to interpretuję i jest to dla mnie bardzo wiarygodne.Małe dzieci wyczuwaja nastroje rodziców nawet jeśłi rodzice staraja jakichś uczuć i lęków nie okazać empatycznym dzieciom sie udzielają.Dziecko wyrasta, świadomie nie pamięta ale to w nim tkwi tak jak w opisanej przez Angekę historii. Ona odtwarza lęki swojej matki choc nie ma żądnych logicznych podstaw do tych lęków bo zaprasza gości sama, narobi się przy kuchni i gdyby goście tego nie zjedli byłoby jej przykro.
    • akle2 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:00
      Może ma duże zapotrzebowanie kaloryczne smile
      A może właśnie normalne, a to Wy jecie jak ptaszki?
      Ciężka sprawa, bo ten głodomór może wbrew pozorom być bardzo dobrym kandydatem na męża i ojca.
      Moja rada: gotować mniej, jak on was odwiedza. Po prostu. Albo coś taniego, podroby na przykład smile
      • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:21
        akle2 napisała:

        > Ciężka sprawa, bo ten głodomór może wbrew pozorom być bardzo dobrym kandydatem
        > na męża i ojca.

        Dla mnie ktoś kto MUSI zjeść wszystko ze stołu nie czekając na innych, oraz w obcym domu wyjada z lodówki, NIE jest dobrym kandydatem ani na męża ani na ojca. Potem będzie dziecku wyżerał..
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:39
        Akle, ja faktycznie jem jak ptaszyna. No chyba że ciasto domowe zapachnie, wtedy uruchamiam wszystkie inhibitory, żeby nie zachowywać się jak bohater z mojego wątku wink

        A tak na poważnie, jak ktos już wcześniej zasugerował, może faktycznie moja wizja uginającego sie od jedzenia stołu dla kogoś innego jest raptem zakąską... Nie wiem już sama, ale wkrótce nastąpi okres rewizyt, więc będę miała idealne okazje do weryfikacji i porównania.



        • e-kasia27 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 21:24
          Obawiam się, że tak może być, że dla ciebie dużo, to dla niego nic.
          Weźmy na przykład tę tartę, którą opisałaś na początku.
          Tarta, to cieniutkie ciasto. Jaką mogła mieć średnicę ta upieczona przez ciebie?
          30 cm? 50 pewnie nie? - taką ilość ciasta mój syn chuderlak, nie grzeszący wzrostem, potrafi zjeść na przekąskę przed obiadem na który pochłonie kopiaty talerz makaronu i 5 kotletów, a za godzinę przyjdzie sprawdzić, czy jeszcze coś z obiadu zostało, bo głodny.
          A ta wielka patelnia potrawki? Jeśli trzy talerze zjedzone przez młodego załatwiły całą zawartość patelni, to znaczy, że to nie jest żadna wielka patelnia! Ile tej potrawki było na głowę? Dwie łyżki?
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:12
            kasia, dzieki
            tarta fakt - 30cm, z kremem brulee, wiem, ze wszyscy przepadaja za nia, moze faktycznie za malo tych slodkosci - punkt dla Ciebie - chociaz wiele osob, które jej próbowalo mówi, że to ciacho choć pyszne, to na raz, bo bardzo mdłe ze wzgl na jajeczny krem - młodemu to nie przeszkadzało wink

            ALE nie moge się zgodzic co do potrawki - patelnia największa jaka mam, kazdy z nas mial pelen talerz + młody zjadl 3 dodatkowe porcje - moj maz jest 2x wiekszy od mlodego, padl po obiedzie i nie wierzyl w to, co się działo smile
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:16
              Ile ma ta patelnia? To nie jest przypadkiem WOK?
              • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:23
                baba, ale mi tu wiwisekcje urządzacie, aż poleciałam zmierzyć tongue_out
                40 cm, głęboka patelnia, taka trochę wokowata, ale do konca WOK to nie jest - a to taka istotna informacja?
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 07:43
                  Po prostu ciekawa byłam, sama lubie gotować, ale nie widziałam nigdzie patelni płaskiej na której możnaby ugotować 6 solidnych porcji czegokolwiek. zatem jest to cos pomiędzy patelnia a rondlem co juz brzmi sensownie. Zwróć uwagę że w niektórych postach przewija sie watpliwość czy aby to co Ty uważasz za wielki talerz jedzenia w rzeczywistości nie jest talerzykiem do przystawek dlatego dobrze doprecyzować co kto rozumie.Rozumiem problem bo mialam opasową teściowa która rzeczywiście jadla bardzo mało.Potrafiła podać w charakterze mięsa do dania głównego jedna kaczke na 9 osób. Nie była skąpa, zaznaczam miała taka wizję porcji.Uważała mnie za fenomen medyczny bo 1/3 średniej kaczuszki to nie był dla mnie zaden problem (a nosiłam rozmiar 38-40).
            • salsa.lover Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 09:45
              parasympatyczna napisała:

              > kasia, dzieki
              > tarta fakt - 30cm, z kremem brulee, wiem, ze wszyscy przepadaja za nia, moze fa
              > ktycznie za malo tych slodkosci - punkt dla Ciebie - chociaz wiele osob, które
              > jej próbowalo mówi, że to ciacho choć pyszne, to na raz, bo bardzo mdłe ze wzgl
              > na jajeczny krem - młodemu to nie przeszkadzało wink
              >
              > ALE nie moge się zgodzic co do potrawki - patelnia największa jaka mam, kazdy z



              Ale przecież tu zupełnie nie chodzi o rozmiar tarty czy patelni!

              Chodzi o to, że przy stole siedzą też inne osoby i poczęstunek jest DLA WSZYSTKICH.
              Choćby nie wiem jak małe było to ciasto, choćby nie wiem jak głodny był to po prostu dość chamskie jest zjedzenie wszystkiego ze stołu nie oglądając się na innych gości.
              I tu jest sedno. Przestańcie już go usprawiedliwiać, że może biedny, może chory, może za mało ugotowane. Dorosły i w miarę kulturalny człowiek powinien być się w stanie opanować.

              Sama jestem z osób, które mają taki metabolizm, że mogę jeść i jeść i nie wiem gdzie to wszystko idzie. Zdarza się często, że jak idę w gości czy na przykład na jakiś firmowy bankiet to jedzenia jest mi za mało i MOGŁABYM zjeść dwa razy tyle. Ale nie robię tego. Normalne chyba. Jestem w gościach, są inni ludzie, jedzenie jest dla wszystkich, nie tylko dla mnie.
              Jak dorosły człowiek może tego nie ogarniać?
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:22
                IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś. Młody czlowiek ma duży apetyt i jest U KOGOŚ.Tu jest ta róznica. Dojadanie na mieście-kontrowersyjne jednak , trzeba to robic w miarę dyskretnie tak żeby nie zasugerować skąpstwa gospodarzom Dlatego uważam że osoba z bardzo duzym apetytem nie powinna takich zaproszen na kilka dni przyjmować o ile nie jest to naprawdę bliska rodzina która wie o co chodzi i skarmia zapychaczami.
                • salsa.lover Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 14:59
                  baba67 napisała:

                  > IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś.

                  A nie, nie nie. Napisałam, że jak idę W GOŚCI lub na bankiet.


                  > Młody czlowiek ma duży apetyt i jest U KOGOŚ.Tu jest ta róznica.

                  Ale cóż to za różnica? Jest U KOGOŚ. W GOŚCIACH. Nie u siebie w domu. Wypada się jakoś zachować.
                  I wiesz, nawet u siebie w domu nie wypada samemu wyżreć na przykład całego ciasta, gdy jest jeszcze na przykład rodzeństwo, rodzice.

                  Duży apetyt nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Brak hamulców i nie liczenie się z innym owszem.

                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 15:56
                    salsa.lover napisała:

                    > > IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś.
                    >
                    > A nie, nie nie. Napisałam, że jak idę W GOŚCI lub na bankiet.

                    Ale nie chodzi o to czy impreza odbywa się u kogoś w domu czy w restauracji, tylko o czas. Jeśli idziesz gdzieś na parę godzin, to możesz zjeść zawczasu. Jeśli gościsz gdzieś kilka dni, to nie najesz się na zapas przed.

                    > I wiesz, nawet u siebie w domu nie wypada samemu wyżreć na przykład całego cias
                    > ta, gdy jest jeszcze na przykład rodzeństwo, rodzice.
                    >
                    > Duży apetyt nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Brak hamulców i nie liczenie
                    > się z innym owszem.

                    Z tym chyba nikt nie próbuje polemizować. Dyskusja dotyczy tylko tego co ma w praktyce zrobić człowiek o nieprzeciętnie dużych potrzebach żywieniowych kiedy jedzie na kilkudniową wizytę.
                    • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 18:35
                      pavvka napisał:

                      >Dyskusja dotyczy tylko tego co ma w p
                      > raktyce zrobić człowiek o nieprzeciętnie dużych potrzebach żywieniowych kiedy j
                      > edzie na kilkudniową wizytę.

                      Nie powinien się w ogóle na takie wizyty z nocowaniem u kogoś wybierać jeśli nie jest w stanie ani zapanować nad swoim apetytem ani niepostrzeżenie dożywiać się na mieście.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:14
            Nawet gdyby dla 5 osób do kawy było podanych 5 delicji to i tak nie usprawiedliwia zjadania wszystkich przez jednego gościa (bo to przeciez malutko) No malutko, możemy sobie pomyślec o skapstwie gospodyni ale zwracamy uwage na współbiesiadników.O tym tak naprawde jest wątek.
            • zmija_w_niebieskim Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:47
              DOKŁADNIE!!!! Nic już dodać nie potrafię.
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 22:51
        Miałam kiedyś przyjaciółkę, która jadła jak ptaszek i takie też porcje podawała na przyjęciach. Właściwie przyjątkach. Ale nawet nad tymi doprawdy mikroskopijnymi porcyjkami ludzie certowali się po polsku, tzn bez zachęty ze strony gospodyni nie brali dokładek i pilnowali, żeby nie zgarnąć ze stołu (stoliczka) tyle, żeby zabrakło dla innych.

        Jeśli to maratończyk, to może rzeczywiście mieć duże zapotrzebowanie na kalorie, ale nadal jego beztroska jeśli chodzi o aprowizację innych, teoretycznie przyszłej rodziny, jest zastanawiająca.
        • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 02:42
          Mialam to samo napisac - moze twoja wizja "wielkich mich z zarciem" to dla mnie spodeczki od herbaty ledwie do polowy wypelnione.
          jesli do tego jestes wege, (ty Korciu nie jestes wege?) to nic dziwnego ze od ciebie wychodzi sie glodnym. ja MUSZE zjesc MIESO, mnie zadna fasola ani orzechy ani jajka ani szpinaki ani tofu nie zapchaja na dlugo, nawet jesli zjem tego kilka kilo. NIE i juz.
          natomiast kawalek steka wolowego albo piers z kurczaka z salata, nawet bez ziemniakow,
          to juz owszem zapelni mnie na kilka godzin.
          Co do porcji jeszcze, to mialam taka ciocie ktora byla pewna ze "ogromna porcja" to trzy cieniutkie plastereczki szynki i pol kromki chleba big_grin
          kobiecina sie owszem sama tym najadala az po gardlo, ja niestety dopiero zaczynalam przekasac : )

          Polecam wiec zastanowic sie nad faktem iz potencjalny szwagier to mlody zdrowy rosly FACET, jesli do tego np pracuje fizycznie lub uprawia sport lub w ogole jest aktywny fizycznie to ma zapotrzebowanie kaloryczne calkiem spore, i przypatrzec sie uwaznie ile on jest w stanie pochlonac - i stosownie podawac.

          Przecietny 30 lat mezczyna spala pomiedzy 2400 - 3000 i + kalorii dziennie (srednia 2600 kal), zaleznie od stylu zycia (bardziej siedzacy czy bardziej intensywny) i stosownie od tego je.
          Taki np Michael Phelps zjada 12.000 kalorii gdy bierze udzial w kompetycji. wyobrazasz sobie ile trzeba zjesc aby miec z czego to spalac? oczywscie on to je w ciagu dnia, i zdrowo, niemniej aby wyobrazic sobie ile to jest z jedzeniem o jak nawiekszje zawartosci kalorycznej to np to taka ilosc junk food:
          czekoladowe nalesniki, slodkie mieszanki mleczne, omlet z 5 jajek i w ogole smazone i tluste

          Aby moc spalac 2600kal to trzeba co najmniej tyle zjesc.
          Maratonczyk przebiegajacy 40km potrzebuje zjesc 2500 kal, przebiegajacy wiecej - odpowiednio wiecej. jedzenie tez nie moze byc byle jakie a konkretne produkty bo biegacz potrzebuje konkretny budulec, inny niz np ciezarowiec.
          To moze byc mily i jakze uprzejmy gest z twojej strony, Para, wyszukac w 'guglu' co jedza dlugodystansowi biegacze i pod tym katem gotowac.
          I dopiero po tym jak jedzenie nadal bedzie znikac w bezwglednym, egoistycznym tempie ze stolow, mozna pomyslec czy to tylko kwestia zbyt malych porcji....

          Minnie
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 08:15
            Minnie ale rzecz cała nie tkwi w tym że on duzo je. To jest cecha osobnicza. Mój chudy dziadek wtranżalał aż miło ale nie widziałam żeby przy stole wyjadał wszystko z półmiskow nie patrząc na innych wspólbiesiadników. Owszem, jest możliwe że osoba wege która je jak ptaszek ma kompletnie nie przystająca do rzeczywistośći wizję uginającego sie stołu zdolnego nasycić gości i rzeczywiście sa osoby które muszą zjeść mięso żeby się najeść. Niemniej skromny poczestunek nie zwalnia od towarzyskiej ogłady. Prawidłowe zachowanie wołoducha goszczonego przez eteryczna wegeteriankę to lunchowa wizyta w pobliskiej kebabowni plus zajście do cukierni.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 08:29
            Minnie-kocham Twoje linki i Twoje anglicyzmy-brzmia cudowniesmile
            • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:32
              baba67 napisała:
              > Minnie-kocham Twoje linki i Twoje anglicyzmy-brzmia cudowniesmile

              A dziekuje Babo, tos zrobila mi przyjemnosc smile
              jak lubisz moje anglicyzmy, to chyba by ci sie podobalo jak mowi moja corka. ona mowi dobrze po polsku ale widac ze "tu rodzona". np ona sie dobrze czuje "w tym warzystwie", albo jej zdaniem "to jest nieciekawe warzystwo" : )
              bo mysli ze 'towarzystwo' to dwa osobne slowa big_grin
              oczywscie poprawiam ja, ale i tak zapomina : )
              strasznie lubie jej polski

              Minnie
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 07:29
                smile
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:53
            Minniemouse, dzieki za komentarz.
            Owszem, jestem wege, ale nie narzucam swoich 'fanaberii' swoim gościom. Zawsze jest potrawa mięsna. Sniadania, kolacje, przekąski przygotowuję i dla siebie - jarskie i dla gości - z mięsiwem. Kupuję szyneczki, piekę mięsa, podaję na gorąco i na zimno, robię sosy jarskie oraz mięsne. Dużo to pracy, ale zależy mi na tym, żeby moi goście czuli się komfortowo.

            Podpytałam jeszcze siostry i wiem, że u młodego w domu na stole jak jest mięso, to jest święto. A jak już jest święto, to każdy ma swój 'skrawek' (cytat siostry) mięsa i do widzenia pani Gienia.

            Wygląda na to, że matka młodego nie specjalnie przejmuje się zapotrzebowaniem swojego pierworodnego sportowca. I tutaj ponownie pada fraza klucz - bo u nich się nie przelewa.

            Młody chyba zwyczajnie korzysta z okazji kiedy się tylko nadarzy i nie czuje skrępowania wyznając zasadę, jak dają to biorę.

            Z Waszych komentarzy wynika - wg. mnie słusznie, jak teraz na to patrzę, że problem tkwi nie w młodym, ale w najbliższych (siostra), którzy przyzwalają i tym samym utrwalają braki we wspomnianej kindersztrubie przy stole.
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:08
              Czy on jest z jakiejś patologii ?Rodzina na granicy nędzy? Bo ja tego nie kleję. Dorosły facet, zaręczył się , ma czas na uprawianie sportu a nie ma na zarobienie na swoje potrzeby żywieniowe?Pochodzi z biednej rodziny i polega na tym co mu uboga matka poda na stół?
              • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:47
                Ej ej. Biedni, to nie oznacza, że patologia. To _naprawdę_ nie to samo. Jest całe mnóstwo wiejskich domów, w których się tak żyje. Mięsa się nie kupuje, bo 'jest swoje', więc mięso sie je, jeśli zabije się którąś z kur albo zarżnie świnię. Na codzień dieta jest monotonna, bo roboty dużo, pomysłów mało (dieta tradycyjnie chłopska, czyli kaloryczna i mało wyrafinowana i monotonna), noi trzeba oszczędzać. I tyle.
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:00
                  No to nie jest patologia ale życie w okolicy minimum biologicznego. Bo co innego wegetarianin ktory nie je mięsa ale odżywia sie racjonalnie a co innego dom gdzie sie na okrągło podaje ziemniory i kluchy jako podstawę jadlospisu.
                  • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:15
                    Przeciwna jestem przyklejaniu metek.
                    Raczej po prostu w tym akurat domu, jak w wielu domach potomków ludzi niezamożnych, nie ma wielkiej kultury kulinarnej. Ani ciągotek do nowości, ani eksperymentowania, ani odmiany. Kuchnia jest smaczna, ale monotonna, bo przygotowanie posiłków ma być związane z jak najmniejszym obciążeniem - finansowym i czasowym. Co, oczywiście, nie oznacza, że nie jest to pyszne (bardzo często jest). Tyle że nudne. Ktoś tak wychowany może albo do końca życia domagać się posiłków, których głównym składnikiem są ziemniaki, albo rzuca się na wszystko, co jest trochę inne, bo to dla niego nowe i superatrakcyjne.
                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:31
                      Albo i jedno i drugie-w domu domaga się jak najtańszego jedzenia i oburza kiedy żona chce gotować w jej rozumieniu normalnie bo to za drogo,za to w gościach rzuca sie na wszystko inne. I cos mi sie wydaje ze mamy do czynienia z przypadkiem mieszanym. Bo znam osobe z niezamożnego domu choc nie ze wsi.Zaczęła zarabiac jeszcze na praktykach i niemal wszystko wydawała na rozne dobre rzeczy (wczesne lata 90te) -pizze, chinszczyzne , bary salatkowe. faza trwała prawie 2 lata potem się wyprowadziła z domu.
                      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:39
                        Wiesz, to mi przypomina historię (autentyczną, przeczytaną we wspomnieniach jakiegoś terapeuty) pewnego milionera-biznesmena, który kiedyś stracił szansę na wielomilionowy kontrakt, bo szukał przez pół godziny darmowego miejsca na zaparkowanie wozu i spóźnił się na spotkanie. Facet z tego powodu trafił na terapię, podczas której zaczął się uczyć, jak korzystać z pieniędzy smile Wywodził się z nędzy, był self-made manem i dopiero ten szok uświadomił mu, jak głęboko jego dzieciństwo się w niego wżarło i jak unieszczęśliwiało i jego, i jego bliskich.
                        (Zmienił się wink )
                        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:49
                          Tak, rzeczywiście, tez czytalam te ksiązkę-to był przypadek kompulsywnego skąpstwa.Oprócz doświadczen ogólnych miał tez ojca który calkiem aktywnie mu taka postawę wzmacniał (trzeba oszczędzać na cięzkie czasy bo one przychodza zawsze).
                          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 16:35
                            HA! Tutaj kudos dla mojego męża, który jako pierwszy zwrócił mi na to uwagę. Powiedział, że młody mu pachnie skapstwem i moja siostra powinna mieć oczy szeroko otwarte.

                            Jeden skromny wątek a tyle ciekawości się od Was naczytałam smile
                            • mallard Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 20:05
                              parasympatyczna napisała:

                              > kudos

                              ???
                              • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 20:10
                                a tak mi się wymsknęło, już tłumaczę:

                                kudos
                                ˈkjuːdɒs/

                                noun: kudos
                                praise and honour received for an achievement.

                                czyli pochwała, uznanie po ichniemu, w języku potocznym
                              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:10
                                mallard napisał:
                                > parasympatyczna napisała:
                                > kudos

                                > ???

                                No kudos, czyli oba kciuki do gory, slodka Kolejowa Kaczuszko smile

                                Minnie
                                • minniemouse Re:Sir Nigel Mallard 07.01.17, 00:12
                                  ps
                                  specjalnie dla ciebie Mallard:

                                  https://home.bt.com/images/statue-of-steam-train-designer-sir-nigel-gresley-ducks-mallard-issue-136405002455110401-160405135005.jpg

                                  Minnie
                                • mallard Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:42
                                  minniemouse napisała:


                                  > No kudos, czyli oba kciuki do gory,

                                  A
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:05
            Jestem wege Minnie i jem faktycznie ogoolnie b. mało - w porównaniu z innymi. Ale moje zasady czy upodobania kulinarne nie sa przenoszone na moich gości i domownika. smile Mój partner jest mięsożerny (acz nie tylko mięso dlań istnieje) nie odmówi tez ciasta od czasu do czasu. Rzadko urządzam imprezy w domu w sensie jakichś ważnych okazji - bo te raczej w lokalach. Ale urządzają nawet niewielkie spotkanie w domu zawsze liczę się z gustami kulinarnymi gości. Nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś był u mnie głodny. smile
          • a.nancy Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 13:39
            > Aby moc spalac 2600kal to trzeba co najmniej tyle zjesc.

            ale NARAZ?
            • pani_libusza Re: Przy wspólnym stole 25.01.17, 19:28
              wink
        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 16:59
          A siedzieli na krzesełeczkach domyślam się big_grin
    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 09:48
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Nie wierzę w to, co czytam. Zastanawiacie się nad wielkością posiłków, kalorycznością, tarczycą, maratonami itd. (???).
      Ja jednak uważam - i zdania nie zmienię, że ten człowiek jest pod tym względem po prostu źle wychowany. Dodam - BARDZO źle wychowany. NIC nie tłumaczy takiego zachowania się przy stole, niemyślenia o innych, zaglądania do cudzej lodówki. Jest to kompletny brak zasad, nieznajomość kindesztuby, mówiąc krótko straszne, buraczane podejście i osobiście spaliłabym się ze wstydu przed ludźmi mając takiego partnera. Nawet gdyby posiadał - jak pisze Autorka - milion zalet.
      • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 10:12
        Autorko, pytasz, co zrobić... Nie pozostaje Ci nic innego, jak porozmawiać najpierw z siostrą i to w taki sposób, żeby jednak wyraźnie przedstawiła narzeczonemu niestosowność jego zachowań.

        Ale powiem Ci, co JA bym zrobiła. OSOBIŚCIE bym mu to powiedziała, oczywiście na osobności. Wiesz dlaczego? Bo to u MNIE, w MOIM domu i to MNIE postawił w niezręcznej sytuacji wobec pozostałych gości. Sama piszesz, że to już niemal członek rodziny, więc nie miałabym oporów. Jest dorosły i nie ma co go usprawiedliwiać na silę i czekać nie wiadomo jak długo na zmianę jego postępowania. Nie wiesz kiedy i czy w ogóle siostra z nim porozmawia ani czy będzie potrafiła wpłynąć na tę zmianę. Natomiast jest to jednak dorosły człowiek i mimo wszystko lepiej chyba, żeby ktoś z rodziny uświadomił go, w jak prymitywny (nie oszukujmy się) sposób się zachowuje, zanim to zrobi ktoś z zewnątrz, jakiś partner biznesowy , ktokolwiek. Nie wyobrażam sobie, że jeszcze raz jako gospodyni byłabym postawiona w tak niefortunnej sytuacji przy stole wobec gości (wyżarte jedzenie)ani że jeszcze raz panoszyłby mi się w kuchni.
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:07
        On jednak nie zaglądał nigdzie.
        • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:26
          Tak wiem, doczytałam. Ale już samo zachowanie przy stole jest poniżej wszelkiej krytyki.
          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:41
            Z wrogim nastawieniem (prywityw, źle wychowany) NIC nie zdziałasz. Chyba, że miałabyś "szczęście" i okazałoby się, że siostra istotnie obdarzyła intensywnym i długotrwałym uczuciem źle wychowanego prymitywa.

            Noi, jak na razie, rozmawiamy tu o podejściu w ramach s-v, a obcesowe - zwłaszcza w sytuacji braku informacji - ocenianie czyjegoś zachowania to pogwałcenie co najmniej kilku ważniejszych zasad kindersztuby. Jeśli się doda do tego brak życzliwości i pewnego rodzaju agresję, którą można wyczytać między linijkami twojej wypowiedzi (mam wrażenie, że nie nadinterpretuję, widząc tu gniewny ton), to mamy stanowczo materiał do pracy.
            • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:54
              Chyba nie myślisz, że w takim tonie rozmawiałabym człowiekiem twarzą w twarz. A może myślisz, trudno. Zapewniam jednak, że byłabym znacznie łagodniejsza niż tu, aczkolwiek na pewno stanowczo przedstawiłabym swój punkt widzenia.
              Poza tym, o jakim braku informacji piszesz? Informacji akurat mamy aż nadto odnośnie zachowania się tego chłopca przy stole.
              Moje słowa odbierasz jako wrogie tylko dlatego, że nie szukam na siłę usprawiedliwienia dla niekulturalnego zachowania się dorosłego człowieka. Zachowania, które jednak ma wpływ na cały wieczór i na wszystkich uczestników spotkania. Człowieka, który łamie zasady.
              Moje nastawienie - wrogie czy nie - nie ma tu nic do rzeczy. Forum i wyrażanie na nim swoich myśli (na dodatek czysto teoretycznie, gdyż nigdy nie byłam nasz szczęście w takiej sytuacji), to jednak co innego niż bezpośrednia konfrontacja, nie uważasz?
              • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:02
                Nie mam pojęcia, w jakim tonie byś rozmawiała.
                Mam pojęcie, że wrogie, obcesowe nastawienie nie pomoże w okazywaniu troski i życzliwości, choćby się starać.

                Jak napisałam w tym wątku, moim zdaniem należy się skupić na problemie i jakby emocjonalnie go odciąć od jego właściciela. Trochę tak, jakbyśmy odcięli narośl z pięknej twarzy i dokonywali jej histopatologii. Nie człowiek jest problemem (autorka wątku zresztą pisze, że nie jest - przeciwnie, poza stołem jest ujmujący i uroczy), ale jego problem jest problemem. Tylko takie podejście w tej delikatnej (chodzi o ukochanego siostry) sprawie. Nazywanie go prymitywem jest, jak już napisałam nie na miejscu, i, jak już napisałam, jest kompletnie nie konstruktywne.
                • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:14
                  A ja się powtórzę: to, że jego ZACHOWANIE nazwałam NA FORUM prymitywnym, to nie znaczy, że wygłosiłabym mu tę "złotą myśl" prosto w twarz.

                  Autorka zapytała, co zrobić w tej sytuacji. Napisałam, że powinna porozmawiać z siostrą, nieprawdaż? Dopiero poniżej dodałam, co JA bym zrobiła w tej sytuacji, ale to wymaga od gospodyni/gospodarza nieco odwagi i rozumiem, że nie każdy umiałby czy chciałby to zrobić, bo łatwiej pozostawić problem osobie, która jest niejako najbliżej delikwenta. Czyli partnerowi, któremu być może jeszcze trudniej (paradoksalnie) byłoby to wyartykułować.

                  Ponadto uważam, że jako gospodyni byłabym odpowiedzialna za dobre samopoczucie i pełny żołądek wszystkich gości i dlatego to ja bym poruszyła z nim NA OSOBNOŚCI ten temat.
                  To, co mnie zadziwia na tym forum to diagnozowanie problemu tego chłopca jako niemalże medycznego...
                  • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:30
                    Ależ ja już napisałam, że obojętnie od tego, co byś człowiekowi powiedziała prosto w twarz, agresywne, obcesowe i obraźliwe myśli by ci nie pomogły w przeprowadzeniu z nim konstruktywnej rozmowy pełnej taktu i życzliwości. Ludzie takie rzeczy czują, nawet jeśli się ich nie werbalizuje. Więc po co się tak jeżyć na starcie, nie rozumiem? Dla mnie to kompletnie bez sensu. Tym bardziej, kiedy się takie obcesowe sądy umieszcza w 'dobrej radzie na forum s-v'. To nie to miejsce, imo.

                    Jest taki błąd poznawczy, jak perspektywa aktora-obserwatora. Z grubsza oznacza to, że ludzie mają tendencję do oceniania błędów innych jako skutku ich cech wewnętrznych (w tym przypadku: źle wychowany, prymityw, burak). Najczęściej przy tym swoje błędy opisują jako konsekwencję przyczyn zewnętrznych (zmęczona byłam, mąż mnie wkurzył, auto nie odpaliło).

                    Do przemyślenia, bo w twoich postach tutaj dużo CIEBIE. Kapitalikami.
                    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:39
                      O moja droga... Najwyraźniej ja nie mogę napisać, co sądzę na jakiś temat, mimo, iż moje słowa nie są wygłoszone personalnie, tylko czysto teoretycznie i anonimowo na forum, natomiast Tobie jakoś nie przeszkadza ocenianie mnie i moich myśli jako agresywnych, obcesowych i obraźliwych wink
                      Zalecam nieco konsekwencji.
                      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:32
                        liliawodna222 napisał(a):

                        > O moja droga... Najwyraźniej ja nie mogę napisać, co sądzę na jakiś temat,

                        W żadnym miejscu nie odbieram ci prawa głosu. Co więcej, uważam takie zachowanie za bezsensowne. Skąd więc taki wniosek, nie rozumiem.

                        mimo
                        > , iż moje słowa nie są wygłoszone personalnie, tylko czysto teoretycznie i anon
                        > imowo na forum,

                        Ależ ja _po_prostu_ uważam, że to co piszesz, jest w tej sytuacji mało konstruktywne i w związku z tym mało sensowne. Poza tym - niegrzeczne. Uaargumentowałam to, mam wrażenie, parokrotnie. W czym więc problem?

                        natomiast Tobie jakoś nie przeszkadza ocenianie mnie i moich my
                        > śli jako agresywnych, obcesowych i obraźliwych wink

                        Błąd - nie oceniam ciebie, bo cię nie znam, poza tym staram się unikać oceniania ludzi - jeśli trzeba skupiam się raczej na ocenie ich czynów. W twoim przypadku twojego tu pisania. To o wiele sensowniejsze, bo i grzeczniejsze, i otwierające potencjalnie pewien grunt pod dyskusję albo przemyślenia.

                        Twoje tu pisanie w stosunku do osoby, o której wiesz jedynie odrobinę, jest imo emocjonalnie mocno na wyrost. Strzelanie z armaty do wróbla, w dodatku domniemanego.

                        W sytuacji, w której niewiele wiemy o podmiocie rozmowy, zgodne z s-v i konstruktywne jest rozważanie różnych opcji i powstrzymanie się od ocen. Ty prezentujesz tu podejście zgoła inne i popierasz je jeszcze - na domiar złego - zdziwieniem, że można inaczej. Imo to perspektywa wyjściowo nierokująca, niegrzeczna i dość, bez obrazy, ograniczona.
                        • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:54
                          Nie wiem czemu uważasz się za autorytet tego forum. Naprawdę. Jesteś niekonsekwentna i robisz dokładnie to samo, co mi zarzucasz.
                          Oczywiście - nie odbierasz mi prawa głosu, ale narażasz na epitety. Uściślę - wyrażając moją opinię, jestem narażona na Twoją bardzo nieprzychylną delikatnie mówiąc ocenę. Teraz dopisałaś, ze jestem "bez obrazy" (!!!) ograniczona. No istna kultura, rzeczywiście!

                          Piszesz, że oceniasz nie mnie, a moje czyny. A dlaczego oceniasz MNIE? Czy to w ogóle o mnie dyskusja w tym wątku? Poza tym wracając do tematu, ja zrobiłam to samo, nie zauważyłaś?? Nie napisałam , że ten mężczyzna jest prymitywem czy burakiem, tylko jego zachowanie jest prymitywne. BO JEST.

                          Nie pisz, że starasz się nie oceniać ludzi, bo cała nasza dyskusja w tym wątku jest dokładnie TWOIM OCENIANIEM MNIE. I to tylko dlatego, że OŚMIELIŁAM się napisać, to co myślę o jakimś nieznanym NAM facecie, oczywiście na podstawie tego, co Autorka nam przekazała, a przekazała wbrew pozorom sporo informacji. Tymczasem ja nie Ciebie oceniam, bo nie to jest tematem wątku. Oceniam postępowanie osoby opisanej w założycielskim poście.

                          Ps. Rozumiem, że konsekwentne niestosowanie wielkiej litery w dyskusji ze mną w zwrotach grzecznościowych jest celowe. A tak autorytatywnie wypowiadasz się na temat kultury...
                          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:32
                            liliawodna222 napisał(a):

                            > Nie wiem czemu uważasz się za autorytet tego forum.

                            Nie uważam się. Wygląda na to, że tak sobie to wymyśliłaś i z tym wymyśleniem dyskutujesz.

                            > mówiąc ocenę. Teraz dopisałaś, ze jestem "bez obrazy" (!!!) ograniczona. No ist
                            > na kultura, rzeczywiście!

                            Nigdzie nie napisałam, że jesteś ograniczona. Delikatnie ujmując: mijasz się z prawdą. W celó?

                            > Piszesz, że oceniasz nie mnie, a moje czyny. A dlaczego oceniasz MNIE?

                            Nie oceniam ani ciebie, ani CIEBIE. Wskazuję to, co według mnie w twoich prezentowanych tu poglądach jest szkodliwe w sytuacji autorki wątku. Dyskutuję z twoja opinią nt najlepszego podejścia do sytuacji, opisanej przez autorkę.

                            Czy to w
                            > ogóle o mnie dyskusja w tym wątku? Poza tym wracając do tematu, ja zrobiłam to
                            > samo, nie zauważyłaś?? Nie napisałam , że ten mężczyzna jest prymitywem czy bu
                            > rakiem, tylko jego zachowanie jest prymitywne. BO JEST.

                            Istotnie, przepraszam, mój błąd. Co nadal nie zmienia mojej opinii, że twoje, ultraemocjonalne i pełne ostracyzmu podejście do problemu jest, po pierwsze niegrzeczne, po drugie - niekonstruktywne, po trzecie - wyjściowo pozbawione życzliwości. I po czwarte - mocno nadmiarowe. I z tego powodu każdy, kto by ew poszedł za twoją radą, nie rozwiązałby problemu. Przeciwnie.

                            > Nie pisz, że starasz się nie oceniać ludzi, bo cała nasza dyskusja w tym wątku
                            > jest dokładnie TWOIM OCENIANIEM MNIE. I to tylko dlatego, że OŚMIELIŁAM się na
                            > pisać, to co myślę o jakimś nieznanym NAM facecie, oczywiście na podstawie tego
                            > , co Autorka nam przekazała, a przekazała wbrew pozorom sporo informacji. Tymcz

                            Nigdzie nie oceniam ciebie, jedynie to, co tu prezentujesz. Nie kłam, bo to męczące. Nie podoba mi się to, bo to nieuczciwe i nie ma sensu. Jeśli nadal zamierzasz mijać się z prawdą, wypisuję się z tej dyskusji. Tłumaczenia, że nie jestem wymyślonym przez ciebie wielbądem odkładam na inną okazję.

                            > asem ja nie Ciebie oceniam, bo nie to jest tematem wątku. Oceniam postępowanie
                            > osoby opisanej w założycielskim poście.

                            Jak już dobrych kilka razy napisałam powyżej, właśnie w tym tkwi problem. ... .

                            > Ps. Rozumiem, że konsekwentne niestosowanie wielkiej litery w dyskusji ze mną
                            > w zwrotach grzecznościowych jest celowe. A tak autorytatywnie wypowiadasz się n
                            > a temat kultury...

                            Problem prezentowany na forum n-ty raz, bez rozwiązania. Dla mnie forum to rozmowa, w rozmowie nie używam wielkiej litery w zaimkach. Poza tym - wiele razy spotkałam się z osobami, które piszą 'Ty, Tobie' wielką literą, a szacunku dla rozmówcy mają za grosz, konfabulując, kłamiąc i używając innych niehonorowych metod dyskusji. Wielka litera jako oznaka szacunku to bardzo często epistolograficzny frazes.
                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:32
                    Bo to wygląda na jakieś zaburzenie. Mamy do czynienia z rzucającą się w oczy niekonsekwencja -chłopak jest układny, chętny do pomocy (czyli nie jakiś egocentryczny sobek) na widok jedzenia na stole traci hamulce, przestaje zauważać potrzeby innych.
                    Innym wyjaśnieniem jest że w innych miejscach gdzie gościł ZAWSZE na widok wyjedzonych półmisków gospodyni z radosnym uśmiechem leciała je ponownie napełniać(bo tak zachowuje się większość pań w pewnym przedziale wiekowym w Polsce),na miejsce zjedzonego ciasta pojawiały sie następne a znikanie jest pozytywnie komentowane (no ciesze się że smakuje). Do gościa nie dotarło że siostra narzeczonej jest innym rodzajem gospodyni-po pierwsze młodsza, po drugie gotująca nie po polsku lekkie wegetarianskie potrawy, po trzecie przygotowująca ilosci racjonalne albo nawet (tego nie wiemy) może wg swego postrzegania wielkośći porcji.Może on jadł dużo bo byl pewien że zaraz półmiski napełnią się znowu?
                    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:48
                      baba67 napisała:

                      > Bo to wygląda na jakieś zaburzenie. Mamy do czynienia z rzucającą się w oczy n
                      > iekonsekwencja -chłopak jest układny, chętny do pomocy (czyli nie jakiś egocent
                      > ryczny sobek) na widok jedzenia na stole traci hamulce, przestaje zauważać potr
                      > zeby innych.
                      > Innym wyjaśnieniem jest że w innych miejscach gdzie gościł ZAWSZE na widok wyje
                      > dzonych półmisków gospodyni z radosnym uśmiechem leciała je ponownie napełniać(
                      > bo tak zachowuje się większość pań w pewnym przedziale wiekowym w Polsce),na mi
                      > ejsce zjedzonego ciasta pojawiały sie następne a znikanie jest pozytywnie komen
                      > towane (no ciesze się że smakuje). Do gościa nie dotarło że siostra narzeczonej
                      > jest innym rodzajem gospodyni-po pierwsze młodsza, po drugie gotująca nie po p
                      > olsku lekkie wegetarianskie potrawy, po trzecie przygotowująca ilosci racjonaln
                      > e albo nawet (tego nie wiemy) może wg swego postrzegania wielkośći porcji.Może
                      > on jadł dużo bo byl pewien że zaraz półmiski napełnią się znowu?
                      >

                      Może. Ale co my tu właściwie wyjaśniamy? WY USPRAWIEDLIWIACIE jego niekontrolowane i nieeleganckie zachowanie przy stole. Kulturalny człowiek nie rzuca się na jedzenie, nakłada sobie skromną porcję, nie je szybko i łapczywie, no i zawsze myśli o tym, żeby jedzenia starczyło dla innych. Dla mnie to oczywiste, to się wynosi z domu. On tego nie wyniósł. Może to i nie jego wina, jeśli nie został tego w domu nauczony, ale człowiek uczy się również poprzez obserwację innych osób w różnych sytuacjach. Dziwne, że do tej pory sam się nie zreflektował, skoro taki miły i jak sądzę - inteligentny. Przykra sytuacja dla tej siostry.
                      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:01
                        Nie usprawiedliwiam tylko próbuję dociec przyczyny. Wg Ciebie profiler usprawiedliwia mordercę? Napisałam wyrażnie i to nawet nie raz-zachowanie do korekty, wskazany terapeuta jeśli zaburzenie, jeśli bezmyślnośc lub brak kindersztuby stanowcza reakcja narzeczonej a nawet i siostry narzeczonej.
                        • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:08
                          No tak, ale w założycielskim poście Autorka nie pytała o przyczyny takiego zachowania - co oczywiście nie oznacza, że forumowicze nie mają prawa dociekać, co stoi za takim niecodziennym zachowaniem. Odniosłam tylko wrażenie, że zatraciły się proporcje i że skoncentrowaliście/łyście się na tych przyczynach, a w momencie, gdy ja - przyznaję - dość ostro oceniłam postępowanie tego mężczyzny, to rozmowa zeszła na mnie (bene-gesserit). Tymczasem ja TAKZE już w moim pierwszym poście odpowiedziałam Autorce, że siostra powinna z narzeczonym porozmawiać.
                          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:35
                            Nikt nic nie usprawiedliwia.

                            Rozmowa nie zeszła na ciebie - dyskutowałam z sensownością prezentowanej przez twoje pisanie postawy i sensownością rad, które dajesz z tejże, imo niekonstruktywnej perspektywy. To się bezpośrednio wiąże z problemem.

                            Tylko źli lekarze leczą objawy, gwiżdżąc na przyczyny.
                          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:37
                            Ale właśnie od przyczyn zależy jak z taka osoba postępować. Inaczej postępuje się z kimś kto ma zaburzenia o podłożu nerwicowym a inaczej z kimś komu zwyczajne brak kindersztuby.Dorosły facet, w domu się nie przelewa to się w gościach najada zamiast zarobić i zadbać o siebie sam?Te dwa przypadki są zupełnie różne.
                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:42
                              No tak Babo, ale wątkodawczyni nie jest ani specjalistą w dziedzinie by ocenić co jest podłożem takiego zachowania, ani osobą na tyle bliską gościowi, by z nim o tym szczerze pogadać. Dlatego dywagowanie skąd ów problem u młodego człowieka nie zaprowadzi jej do rozwiązania.
                              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:54
                                No to pozostają techniczne rozwiązania.Nie zapraszać siostry z narzeczonym kiedy sa inni goście. Kiedy juz nie ma innego wyjścia-nakładać jedzenie do mniejszych pólmisków, sukcesywnie je napełniać częstując przy tym innych gości samemu.Można obmyślic takie potrawy które podaje sie każdemu bezpośrednio na talerz -pieczeń, lazanię -i znów ie wykłądac wszystkiego na stół tylko zrobic drugi rzut dokladek(jedzmy bo stygnie). Wymaga to od gospodyni dodatkowego wysiłku(latania w te i wewte) ale wszyscy goście sie załapią. Pewnie że Watkodawczyni nie jest specjalistką ale jest siostrą i jako siostra ma prawo stanowczo zwrócić uwagę siostrze na nieakceptowalnie społecznie zachowanie narzeczonego. Co siostra zrobi z tym to jej sprawa, ale udawanie że jest ok bo on taki jest i w rodzinie się nie przelewa jest robieniem krzywdy i siostre i chłopakowi.
                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:59
                                  Ja bym miast stawiania sprawy na ostrzu noza zwyczajnie pogadała z siostrą, jako bliska osoba, by ta wpłynęla na narzeczonego smile Gospodyni słabo znajaca gościa ma słuszne opory przed powiedzeniem mu w stosownej sytuacji "Prosiłabym, byś nie wyjadał wszystkiego ze stołu" - blsikiej osobie takei cos powiedzieć jest łatwiej, zręczniej
                                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 12:24
                                    To że trzeba powiedzieć siostrze wsadzanie głowy w piasek skończy się bardzo niemiło to poza dyskusją.
      • akle2 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:43
        I co w związku z tym? Jest źle wychowany, nie ulega wątpliwości, ale czy z tego powodu autorka ma się wyrzec kontaktów z siostrą? A co będzie po ślubie? Skłócona rodzina? Tamta raczej pójdzie za swoim chłopem, bo jednak póki co, coś ją przy nim trzyma i to coś jest widocznie silniejsze niż poczucie obciachu. Moim zdaniem leczenie powinno być tylko objawowe, zapraszać jak najrzadziej i stawiać na stole krakersy, ewentualnie przeznaczyć jakąś porcję warzyw z podrobami "na straty" wink Dorosłego faceta raczej się nie wychowa, a każdy ma jakieś wady.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:49
          > Dorosłego faceta raczej się nie wychowa, a każdy ma jakieś wady.

          Przeciwnie - do trzydziestki ludzie są dość plastyczni. Postawy utrwalają się później, co zresztą nie oznacza braku szans na zmianę. Dowiedzione naukowo.
        • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:55
          akle2 napisała:

          > I co w związku z tym? Jest źle wychowany, nie ulega wątpliwości, ale czy z tego
          > powodu autorka ma się wyrzec kontaktów z siostrą? A co będzie po ślubie?

          Hm, w tej sytuacji zastanawiałabym się raczej co będzie na weselu. Do jedzenia dla gości, bo jak młody się przypnie.. a przecież być może będzie również i jego rodzina z podobnym podejściem?
          • akle2 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:59
            smile
            • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:25
              macie racje, fakt bycia sportowcem, biegaczem, wielkie zapotrzebowanie na kalorie, moze subiektywnie wielkie porcje okazujace sie porcjami malymi (a w rzeczywistosci porcje po prostu normalne) - to wszystko nie ma znaczenia JAK WYPADA zachowac sie przy stole.
              Zeby z glodu skrecalo nie wyzera sie do gola z talerzy, a zanim zezre sie ostatni kawalek TRZEBA zapytac "moze ktos z panstwa/was ma ochote na ....." a najlepiej to sie opanowac i zostawic bo moze wlasnie gospodarze maja nadzieje cos sobie odlozyc na jutro na sniadanie.

              Nie ma usprawiedliwienia dla zachowania chlopaka, sa najwyzej wyjasnienia, co nie jest jednoznaczne.

              Nie wiem, moze corka powinna porozmawiac otwarcie z chlopakiem na ten temat i ustalic jakies reguly zachowan, ktore on bedzie przestrzegal przynajmniej bedac "w gosciach" i u jej rodziny zeby nie przynosic jej wstydu. inaczej zaczna sie konflikty. no chyba ze sama zobojetnieje i nie bedzie jej to przeszkadzac...

              Minnie
              • pavvka Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 03:08
                minniemouse napisała:

                > " a najlepiej to sie opanowac i zostawic bo moze wlasnie gospodarze maja nadzie
                > je cos sobie odlozyc na jutro na sniadanie.

                Akurat z tym kawałkiem się nie mogę zgodzić. Jeśli się podaje coś na stół, to należy liczyć się z tym że zostanie zjedzone, i wg moich doświadczeń przynajmniej w Polsce większość gospodyń cieszy się jeśli całe podane jedzenie zniknie, bo to oznacza, że gościom smakowało.
                • akle2 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 14:52
                  Dokładnie.
                  Ja bym zaryzykowała częstowanie wydzielonymi porcjami, czyli kawałek ciasta podany od razu na talerzyku ("ojej, tak mi przykro, nie mam więcej, przed wami byli tu dziś jeszcze Iksińscy i też im bardzo smakowało"). Druga opcja: nagotować ziemniaków lub makaronu z jakimś sosem z torebki, niech wcina ile da radę, nie zbiednieję od tego.
                  Żeby było jasne: nie pochwalam takiego zachowania, jakie prezentuje ten kawaler, też bym nie chciała, żeby partner - przyszły mąż - przynosił mi wstyd w towarzystwie. Ale zachowanie gospodarzy, którzy patrzyliby na ręce i odliczali, ile zjadłam, również nie licowałoby z sv. Jakbym czuła taki wzrok na sobie, to już bym do takich osób w gości nie poszła, nawet jeśli te wizyty byłyby okazjonalne.
                • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 15:28
                  pavvka napisał:

                  >wg moich doświadczeń przynajmnie
                  > j w Polsce większość gospodyń cieszy się jeśli całe podane jedzenie zniknie, bo
                  > to oznacza, że gościom smakowało.

                  Tyle, że tu zniknęło w paszczy JEDNEGO gościa. Nie wiemy czy innym zdążyło posmakować..
                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 16:27
                    aqua48 napisała:

                    > Tyle, że tu zniknęło w paszczy JEDNEGO gościa. Nie wiemy czy innym zdążyło posm
                    > akować..

                    A czy ja gdzieś napisałem że to dobrze że jeden gość objadł wszystkich pozostałych? Co do tej sprawy, chyba wszyscy są zgodni i nie ma potrzeby po raz kolejny powtarzać tego samego. Moja polemika z Minnie dotyczyła jednego, wyraźnie zaznaczonego stwierdzenia.
              • akle2 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 14:39
                Nie, no jasne, niech weźmie szwagra na stronę i włoży mu do głowy kingersztubę. Późniejsze kwasy w rodzinie i być może zerwane więzi (efekt kuli śniegowej, nagle wszystko obu stronom zacznie przeszkadzać), to w końcu pikuś, bo SV zostanie zachowane.

                Dulszczyzna, to mało powiedziane.
      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:13
        Dokładnie - masz rację. Wszelkie zaburzenia metabolizmu, skądinąd możliwe, nie tłumaczą takiego zachowania u kogoś o niezaburzonej percepcji. Mowa o młodym mężczyźnie, który jest studentem - nie wierzę, że nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem odstaje od przyjętych norm. A ze odstaje zauważa wszak jego narzeczona. Mowa tu o światłych ludziach, więc jeśli wilczy apetyt gościa ma podłoże zdrowotne, to wiedza z grubsza jak to potwierdzić i leczyć.
        Nawet jeśli jak sugerują niektórzy autorka, która sama niewiele je czestije zbyt małymi dla gości ilościami jadła nie wypada zachowywać się jak ten człowiek.
        Na marginesie - miałam okazję kiedyś siedzieć na imprezie z wyszynkiem obok pary, którą znałam wcześniej z widzenia - była to pani ordynator jednego ze szpitalnych oddziałów i jej maż - samorządowiec i dyrektor pewnej placówki. sami z siebie opowiadali, że gdy idą na jakąś imprezę połączoną z jedzeniem to ... nie jedzą do jej czasu, żeby na niej więcej zjeść! To było w lokalu i niczego nikomu nie zabrakło, ale na Baala, zachowywali się jak troglodyci, albo ludzie konający z głodu - naprawdę było zenujące.
    • yoma Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 13:25
      Nie kumam problemu.

      Jeśli gospodyni wystawia na stół wielką patelnię potrawki, to rozumiem, że potrawka jest do zjedzenia. Gdyby gospodyni chciała, żeby pół potrawki zostało do odgrzania na podwieczorek (???), toby schowała pół potrawki.

      Jeśli gospodyni wystawia tartę, to rozumiem, że tarta jest do zjedzenia. Gdyby gospodyni chciała, żeby pół tarty zostało na później... etc.

      A może młody wychowany w kulturze, że nie wolno zostawiać na stole, bo a) marnuje się, b) sugeruje gospodyni, że było niesmaczne?
      • koronka2012 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 13:53
        Ale czego nie kumasz?

        Potrawka/ciasto jest do zjedzenia - ale dla WSZYSTKICH gości, nie dla jednego. Adekwatnie do ilości gości należy sobie nałożyć tyle, żeby wystarczyło dla pozostałych.

        Nie wydaje ci się, że sytuacja, kiedy jeden gość rzuca się na jedzenie i sam pochłania większość nie dając szansy innym na poczęstowanie się - jest co najmniej nie na miejscu?
      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:06
        Pewnie, ze jest do zjedzenia Yomo, tylko normalny gośc liczy się także z innymi gośćmi - proste. Wątkodawczyni nie idzie o to, że wystawione na stół jedzenie zniknęło zeń, tylko o to, ze zjadł je praktycznie jeden gość zmuszając innych do obejścia się smakiem, a gospodynię stawiając w niezręcznej sytuacji, kiedy z powodu wilczego apetytu jednego gościa resta wychodzi głodna. Uprzedzając, tak - mając gości należy liczyc się z tym, że ktoś może jesc więcej - ale są granice. trudno np. zapraszając 2 osoby na obiad nagotować tyle żeby starczyło dla 10 bo ktoś może jeść tyle, ze przewidziane powiedzmy 2 dokładki na głowę pożre sam smile
        • yoma Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:17
          Sorry, ale rozumiem, że jedli wszyscy, a młody zjadł, co zostało. Wątkodawczyni wyraża zdziwienie, że do kuchni powędrowały puste półmiski - czyli spodziewała się, że gość kulturalnie (?) powstrzyma się od żarcia i będzie można resztę odgrzać. Skąd biedny gość miał to wiedzieć, stoi na stole, to do zeżarcia...

          Następnym razem trzeba w półmicvh wbić
          • yoma Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:20
            przepraszam

            Następnym razem trzeba w półmich wbić tabliczkę NIE ŻREĆ DO SYTA, POŁOWA MA ZOSTAĆ! i będzie jasność smile
            • break_my_fall Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 15:21
              Nie do końca młody zjadł to, co zostało, bo na stole było ciasto przeznaczone dla wszystkich. Każdy zjadł po kawałku, a chłopak wciągnął resztę od razu, bo autorka pisze, że potem przez cały wieczór siedzieli przy samej kawie. Mieli sobie nałożyć na talerze po 3 kawałki na później? Ja bym się chyba zapytała w pewnym momencie, czy może zamówić mu pizzę wink
              Widzę tutaj też winę siostry, która się tylko przygląda, bo to właśnie ona powinna go dyskretnie hamować. To nie jest zachowanie, które można usprawiedliwiać biedą czy czymkolwiek innym.
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:26
            No nie, ja odebrałam sprawę inaczej - wszyscy zjedli to, co mogli jeszcze "złapać" nim zdołał pochłonąć to narzeczony siostry. Sa ludzie jedzący wolniej, sa jedzący szybciej. Do tego jeśli ktoś nałoży sobie na talerz połowę zawartości półmiska, to już przecież reszta z jego talerza nie zje smile
            Podobnie jak Ty uważam, ze gospodarz powinien wykładać na stół ile uważa i nie liczyć, ze zostanie smile a gdy wszystko zniknie cieszyć się i dolozyć. ALE są granice zwyczajnie - nie wypada wyjadac w gościach niczego co nawet bardzo nam smakuje nie licząc się z tym, że ktoś inny reż mógłby chcieć skosztować...

            Nieco OT - jasne są osoby skąpe, albo też bez wyobraźni, które same mało jedząc na stół dają tyle co kot napłakał. Znałam taką osobę z dalszej rodziny - na pelen stół ludzi wykładała dosłownie z 10 plasterków wędliny smile - zawsze podkreślają, ze dlatego by się "nie zeschło" - tylko, ze jak ludzie to zjedli to nie pojawiały się nowe plasterki smile - chyba po to by się nie zeschły smile No, ale trudno - nie wypadało nałożyć sobie przez trzy osoby po 3 plastry do sałatki nie licząc się z innymi. W efekcie zwykle z tych minimalistycznych porcji coś zostawało smile Ale no tak wypada zwyczajnie - najeść się w domu, albo nie bywać ...
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:36
            Potrawy po to sa podawane na półmiskach żeby trakcie trwajaćego powiedzmy 40 min obiadu goście sobie mogli dokladac. I tak to funkcjonuje , normalni biesiadnicy zatem nie nakladają sobie na talerz od razu calej porcji tylko po trochu bo to nie stołówka przecież. Mlody człowiek wyjadł wszystko z półmisków nie dając szans gościom na dolożenie sobie.To nie było tak że goście zakończyli konsumpcje a młody dojadł co zostało. W takim wypadku rzeczywiście gospodyni sama sobie winna że postawiła na stole wszystko co nagotowała.
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:51
              Trudno Babo mieć do niej o to pretensje - też tak robię. Jeśli cos z tego co nagotuje dla gości mam zamiar zostawić dla nas, to tej części tej części nie wystawiam na stół - to co wystawiam z założenia jest do zjedzenia
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 15:22
                Alez ona własnie wystawiła wszystko co nagotowała licząc że zostanie i miala pretensje że nie zostało. Historia z potrawka była w rodzinnym gronie zdaje sie i tu Watkodawczyni nie ma racji w swoich pretensjach. W rodzinnym gronie nikt się nie certoli, nakłada sobie tyle ile zwykle je bo posiłek to żadna celebracja. Zostało to młody wciągnął, tu bym się nie czepiała.
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 15:44
                  babo, p[od tym względem, że pretensje o to, że nic nie zostało dla niej (jej rodziny) na później - wg mnie masz racje - nie tylko w bliskim gronie - wystawiasz na stół - ;icz się z tym, ze zostanie zjedzone
    • mim_maior Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:56
      Tu nie ma żadnych zawiłości, żeby o tym takie sążniste posty pisać. Sv nie pozwala rzucać się na jedzenie i opychać przy stole jakprosię. Sv nie dopuszcza też, żeby gospodarz wyliczał gościom, ile zjedli i zrzucał na nich winę, że zabrakło jedzenia. Również za plecami. To błąd gospodarza, gdy zabraknie i jeśli to się z jakiegokolwiek powodu zdarzy, powinien dyskretnie i szybko uzupełnić braki na stole. A następnym razem lepiej planować przyjęcie. Podsumowując: 1:1.
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 15:43
        Pytanie, ile trzeba by nagotować, żeby i nasycili się wszyscy - i młody, i reszta gości. Jestem tego dziko ciekawa, w którym miejscu ten chłopak powiedziałby 'dosyć, więcej nie zmieszczę' smile

        1:1 na pewno nie, nikt nie jest przygotowany na gotowanie dla 12 osób, jeśli gości 6.
        • yoma Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 15:55
          No to młody zeżarł, co było i wcale się nie domagał, żeby mu ugotować jeszcze 6 porcji, nieprawdaż?
          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 16:08
            Czli: łaskawy gość jednak smile

            Mnie o jakiejś traumie i zaburzeniach odżywiania przekonała historyjka o zimnym beszamelu. Gargantuiczny, czy jak chcą tu niektórzy - zdrowy apetyt zdrowym apetytem, i że mu smakowało też ok. Ale zimny beszamel to nie jest przysmak - przeciwnie. To trochę tak, jakby ktoś usiadł nad garnkiem smalcu bez dodatków i go zjadł. Lekko niepokojące.
            • yoma Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 20:47
              Może nie znał tego i mu posmakowało, zresztą to zdaje się siostra pierwsza zaczęła wyżerać beszamel z lodówki?

              Kocham to forum. Chłopak zdrowy, może ciut brakuje mu manier, a forum już zdiagnozowało zaburzenia odżywiania i zespół stresu pourazowego, w dodatku dziedziczny. Lol big_grin
              • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 23:36

                'Zdiagnozowało'? Diagnozuje specjalista, i to, zaręczam - nie na podstawie paru lakonicznych zdań. A trauma to nie to samo, co PTSD, coś ci się potentegowało rozpaczliwie.

                Poważnie, pozostaje ci tylko życzyć gości, którzy jedzą za czworo. Najlepiej ośmioro takich sztuk naraz smile
                • yoma Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 07:52
                  >Diagnozuje specjalista

                  No właśnie smile

                  Po prostu nie zapraszam więcej gości, niż mogę wykarmić. Albo zaznaczam, że zaproszenie obejmuje herbatkę i herbatniczki. W każdym razie jak już zapraszam, to nie żałuję.
                  • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 09:06
                    yoma napisała:

                    >nie zapraszam więcej gości, niż mogę wykarmić. Albo zaznaczam, że zap
                    > roszenie obejmuje herbatkę i herbatniczki.

                    Ale gości się nie "wykarmia". Ani też wygłodzeni goście nie przychodzą do kogoś "najeść się". Nie na tym polega wizyta według zasad s-v. Wizyty składa się przede wszystkim w celu towarzyskim, a posiłek jest jedynie okazją do wspólnego siedzenia przy stole, kosztowania potraw i rozmowy, a nie do zaspokajania czyjegoś wilczego głodu. Osoba siedząca przy stole i napełniająca żołądek będzie złym gościem, bo nie będzie miała czasu na rozmowę.
                    • yoma Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 10:20
                      A zgoda. Ale skoro kol. Bene z wrodzoną życzliwością życzy mi żartych gości, to sv wymaga grzecznej odpowiedzi smile
                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 10:40
                      Widzisz Aquo jak wiem o co chodzi Yomie ...I hoc w tym konkretnym przypadku się z nią nie zgadzam, to ogólnie ma rację, tylko wg mnie ten przypadek rozumie opacznie.
                      Otóż mam wrazenie, że Yoma odczytała sytuację w ten sposób, że wątkodawczyni jest niezadowolona,iż po przyjęciu nie zostało jedzenie, które sama mogłaby np. nazajutrz zjeść.
                      Tego rodzaju niezadowolenie gospodarza nie byłoby niczym uprawnione - przyznasz. Wystawiasz na stół, licz się z tym, że zostanie zjedzone. Ba, ciesz się tym, ze zostaje zjedzone, to znaczy, ze smakowało. Wystawianie na stól z nadzieją, że goście nie zjedzą byłoby - przyznasz - absurdalne, a pretensje do gości, że zjedli - także przyznasz chybasmile - niegrzeczne.
                      Ja jednak sądze, jak wspomniałam, że Yoma odczytała wpis Parasympatycznej opacznie. Wg mnie wątkodawczyni nie szło o to, że zjedzone zostało to co podała, tylko, że zostało zjedzone w większości przez jedną osobę, która swym apetytem nie dała szansy innymsmile

                      I tu płynnie przechodzimy do kwestii "wykarmienia gości" - sadzę, że Yoma miała na myśli to, że organizując spotkanie z jedzeniem należy liczyć się z tym, że bywają ludzie o różnych poziomach apetytu i możliwościach ze tak powiem. Wydaje się to oczywiste, ale ...Myśle,ze szło jej o to, że powinna spodziewać się, iż ktoś może się hehe legitymować apetytem większym i być na to przygotowaną. Generalnie tu się z nią zgadzam, ale oczywiście, sa granice. No bo trudno zakładać, że jaki gość zje sam blachę ciasta - chyba, że się o kims zapraszanym wie, że ma taki "spust" - zakłada się raczej, że pi razy drzwi każdy zje po 3 kawałki. Pi razy drzwi - bo gośc X nie zje wcale, gość Y zje, ale jeden, za to Z - łasuch cztery i jakoś tam się to wyrówna.

                      Co do irytacji Yomy wink "diagnostyką" na forum smile - trochę ją rozumiem...Uprzedzając - jasne - tego typu napady apetytu mogą być objawem jakiejś choroby/schorzenia i rzeczywiście nie od rzeczy byłoby wątkodawczyni podpowiedzieć, by może naprowadziła siostrę na ten temat przy okazji rozmowy z nią o zachowaniu jej narzeczonego. Czasem ludzie mając coś takiego "od zawsze" nie myślą o tym, że jest to związane z jakimś schorzeniem i nie radzą się lekarza, szczególnie, gdy im to jakoś życiowo nie przeszkadza. ALE tylko tyle, dywagacje co to mogłoby być, skąd i tak dalej nie mają sensu...

                      Nie zgadzam się z Yomą, że chłopak zachowuje się normalnie pod względem SV. Nie, nei zachowuje się i wszystko jedno co jest przyczyną takiego zachowania - jest dorosły i zapewne zna normy społeczne - zatem wie, że nie wypada samemu wyjeść wszystkiego co jest nie oglądając się na innych gości. Jak już gdzieś napisałam, w rodzinnym/przyjacielskim gronie jego zachowanie może budzić neiskak, albo wesołość, ale w kregach np. zawodowych bardzo źle rzutować
                      • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 11:08
                        kora3 napisała:

                        >.Myśle,ze szło jej o to, że powinna spodziewać się, iż ktoś może się hehe legitymować apetytem większym i być na to przygotowaną<

                        To zawsze należy brać pod uwagę, szczególnie w sytuacji gdy kogoś gościmy po raz pierwszy, no, ale załóżmy, że mimo wszystko możemy czegoś nie przewidzieć. Jeżeli natomiast w czasie drugiej wizyty występują braki na stole to już spora wpadka gospodarzy. Trudno, nalezy zaspokoić potrzeby gościa nawet jeśli tenże przekroczył normy korzystania z gościnności, albo go... nie zapraszać.
                        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 11:24
                          Tu masz rację akurat w pełni. WIEDZĄC o kimś, ze zachowuje się tak jak narzeczony siostry zapraszając go należy liczyć się z koniecznością przygotowywania więcej jadła, ewentualnie nie zapraszać go. Ja bym była za szczerą rozmowa z siostrą w temacie - w bliskich relacjach dopuszczalne.


                          A tak w ogóle Matti, to abstrahując od tego gościa, bo go nie znam smile - jest całkiem niemało ludzi, dla których "gościna" gdzieś jest okazją do napychania się - serio sad Bywam często na różnych galach, bankietach i ze smutkiem to widzęsad I mowa jak się domyślasz o ludziach nieubogich, rzekłabym nawet, ze ponad przeciętnie sytuowanych, często wykształconych i zajmujących eksponowane stanowiska. Potrafią rzucic się na szwedzki stół np. jakby nie jedli z miesiącsad Ja naprawdę jestem w stanie pojąć, ze ktoś zgłodnieje po 1,5 godzinnym koncercie rozpoczynającym się o 16.00, ale żeby aż tak wygłodnieć, zakładając, że przecież o takiej porze większość ludzi jest po co najmniej lunchu, o ile nie obiedzie, to wzbudza moje zdumienie. Jasne, to wszystko jest tam na stolach, żeby to zjeśćsmile I raczej tego typu stoły robione są tak, że przynajmniej w pierwszym/drugim rzucie nikomu nic nie zabraknie, a dokładki i tak nie bierze się więcej niż 2 razy, ale ...No żal patrzeć na to, jak ludzie nie cierpiący na co dzień głodu zachowują się, jakby z niego umierali właśnie ...
    • bcde Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 14:28
      Narzeczony zachował się niezgodnie z s-v, ale i ty się nie popisałaś jako gospodyni, bo jedzenia było po prostu za mało na 4 osoby. Najlepszym empirycznym dowodem, że jedzenia było za mało, jest to, że jedna osoba była w stanie bez problemu zjeść większość (i się nie pochorować). Nie sądzę, że narzeczony siostry zapragnął akurat u ciebie w gościach bić rekord Guinessa w jedzeniu, natomiast sądzę, że po prostu był głodny. Gdyby trafił się ktoś jeszcze z takim apetytem, to jedzenia byłoby za mało nawet dla 2 osób.
      Jako kobieta, w dodatku mało jedząca, mierzysz ilość jedzenia swoją miarką i nie przewidziałaś, że młody mężczyzna może zjeść dużo więcej od ciebie, czy siostry.
      Odradzam rozmowę z siostrą na ten temat, bo możesz usłyszeć od niej "trzeba było przygotować więcej". Jesteś na to gotowa?
      • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 03:59
        Bcde, po raz kolejny jestem zachwycona twoja trafna analiza i zgadzam sie z toba w 100 procentach. idealnie olsniles w fakcie iz obie strony zachowaly sie nielegancko czyli tak gosc jak i gospodyni, a czemu, juz wyjasniles i to jak doskonale!.

        Nie zgadzam sie tylko z opinia iz nie warto rozmawiac z siostra. Warto.
        poniewaz ktos musi chlopakowi powiedziec iz glodny nie glodny - nie wyjada sie do czysta talerzy bedac w gosciach.
        jesli jego wlasna dziewczyna (byc moze przyszla zona) po tym wzgledem go zaraz nie wychowa, to przewiduje wieczne niesnaski na tym tle. tej hydrze trzeba uciac leb natychmiast. uslyszenie "trzeba bylo przygotowac wiecej" to maly pikus. wtedy sparuje: "masz racje, na drugi raz przygotuje piec razy tyle, ALE ..."

        Minnie
        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 08:26
          A mnie wcale analiza Bcde nie wydaje się trafna smile Bo analizę tej oparł na tezie "Jako kobieta, w dodatku mało jedząca, mierzysz ilość jedzenia swoją miarką i nie przewidziałaś, że młody mężczyzna może zjeść dużo więcej od ciebie, czy siostry." - sorry, ale to tak, jakby nasza wątkodawczyni właśnie opuściła żeński zakon zamknięty i nie miała nigdy okazji obcować towarzysko z młodymi mężczyznami. smile Stawiam dolary przeciw orzechom, że miała okazję smile
          Błędne jest tu założenie, że chłopak jadł normalne ilości - z opisu wynika, ze nie. Że jedzenia było za mało? No możliwe, ale na to wcale nie wskazuje fakt, że chłopak zdołał wszystko wyjeść - jakby przyjmować takie założenia, to na 5 osób trzeba by przewidywać 10 litów zupy - na przykład.
          Poniekąd zdaje się wątkodawczyni wspomniała, ze siostra bez jej inwencji "usprawiedliwiała" chlopaka, że tak robi bo nie ma tego w domu - czyli siostra ma świadomość, ze jej narzeczony pod tym względem odstaje od innych, w tym najpewniej także - o dziwo - rówieśników.
          Siostrzane relacje pewnie pozwalają na to, żeby młodsza odpowiedziała na sugestie starszej "to trzeba było przygotować więcej" - tylko, ze starsza mogłaby rzec "to trzeba było nie trzymać go wcześniej zamkniętego w piwnicy o samej wodzie"...

          Zgadzam się natomiast z tym co napisałaś w temacie rozmowy z siostrą- zachowanie chłopaka może rodzinę zniesmaczać albo rozśmieszać, ale w życiu zawodowym wielkie żarcie np. na biznesowym bankiecie może d zdyskwalifikować.
          • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:02
            >>A mnie wcale analiza Bcde nie wydaje się trafna

            a mnie tak, i czyja racja bardziej racjniejsza? wink
            ja mam podobne zdanie - zderzenie nieeleganckiego nieumiarkowania w jedzeniu i myślenia o sobie z za małą ilością pożywienia na stole... i jeszcze te marzenia autorki o tym, że goście zostawią jedzenie ze stołu, by zostało na potem...
            jak coś ma zostać na potem, to się na stół tego nie podaje... imo...
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:43
              Nchyb, zmuszasz mnie do powtarzania się smile Bo już napisałam: ze jak się wystawia cos na stół to należy się liczyć z tym, że zostanie zjedzone i cieszyć się, ze zostało - znaczy smakowałosmile
              Tu się zgadzamy bezspornie...
              Jednak z ta za małą iloscią się nie zgadzam - z opisu wątkodawczyni. TRZY pełne talerze potrawki na raz to jest ogromna ilość jedzenia nawet dla młodego mężczyzny i nic dziwnego, że przecietna osoba nie ogrania tak wielkiego żarcia. Zwroc uwagę, ze nikomu tej potrawki nie zabrakło, czyli inni tez zjedli swe normalne porcje (bez szans na dokładkę- fakt), ale no mało kto przewiduje, że gośc zje TRZY pełne porcje dania! Dokładka raczej kojarzy się z ...dołożeniem sobie jeszcze trochę smile, a nie taka iloscią...
              Moja siostra je normalnie, ale w ciąży miała etap heh obżarstwasmile U mojej mamy w domu zawsze było za dużo jedzenia na stole, nigdy za mało. Pamiętam jak raz podczas obiadu wziela sobie jeszcze raz pelny talerz rosołu smile i jej mąz zbaraniał, że można tyle zjeść na raz. A wielkie to jest chłopisko smile Perspektywa, ze ona zaraz po tym zje drugie danie przyprawila go o ból brzucha hehe. Ale oczywiście nie zjadla - bo normalnie nie zmiescila smile
              • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 13:37
                talerz talerzowi nie jest równy...
                widziałam dania obiadowe podawane na talerzach deserowych, danie wydawało się większe, bo talerza mało wystawało wink
                Koro, 2 pełne talerze rosołu czyli prawie samej wody z makaronem ewentualnie warzywkami, to ja na obiad przed drugim, będąc po np długim spacerze po mrozie - zjem bezproblemowo, więc nie widzę to powodu do zbaranienia...
                po prostu kwestia porównania z własnymi możliwościami... jeden je więcej, drugi mniej, a dobra gospodyni zadba, by dla wszystkich starczyło i nie marzy o chowaniu połowy na zaś...

                przy okazji - na Sylwestra podano zupę gulaszową - w wazie kilkulitrowej. Zupa gęsta, zawiesista, pełna mięsa i warzyw. 3 znajomych panów opróżniło ją w niespełna godzinę...
                panowie nie z gatunku tuczników...
                jakieś danie czasem przypasuje i będąc głodnym czasem można zjeść sporo - w odczuciu innych bardzo bardzo dużo...
                i dlatego warto zawsze podczas imprez tego typu podawać zapychacze, potrawka z ryżem, ziemniakami chlebem itp szybciej zapycha... wink
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 14:01
                  Nchyb, masz zwyczajnie mocno rozepchany żołądek - sorry. Dwa talerze rosołu z makaronem zjedzone raz za razem - bo w godzinę, z przerwą to może nie - to ogromna ilość! I nie chodzi już teraz o kaloryczność a o pojemność zoładka. No weź wypij na szybko 0,7 litra wody mineralnej. Kalorii nie ma wcale, ale powinna czuć się pełna, po pochłonełaś duza objętość.
                  Jasne, może wątkodawczyni podała do potrawki spodki od filiżanek - wszystko jest możliwe smile - dla mnie talerz to talerz, talerzyk to talerzyk, spodek to spodek - i stąd trzymam się tego co pisze wątkodawczyni. Jasne, zawsze może być tak, ze jakas potrawa na stole wszystkim posmakuje na maksa i choć było dość na normalne porcje dla wszystkich + dokładka, to z drugą dokladka jest krucho, bo pierwszą wszyscy wzięli.
                  Ale tu sytuacja wygląda na inną i tego się trzymajmy.
                  Jak wspomniałam mój kolega P. i moja koleżanka H - oboje szczupli i drobni - on 45 lat ona 38 jedzą GÓRY jedzenia - GÓRY. P standardowo zamawia sobie dania od razu dwie porcje - najróżniejsze - od karkówki z grilla, poprzez pierogi, wyobrazasz sobie wchłonąć na jedno posiedzenie dwa kotlety wiedeńskie z dwiema porcjami ziemniaków? H ma technikę "domawiania" - a ja bym jeszcze to zjadła ...smile - zwykle cos innego niż jadła wcześniej. I wszystko grasmile Tylko, ze oni sa naprawdę ewenementami - normalnie ludzie nie jedzą takich ilości!
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 08:16
        Przypominam że Watkodawczyni ma męża domniemuje że z normalnym apetytem. Nawet wziąwszy pod uwage że mąż jest starszy i już tak nie wciąga to i tak horyzonty parasympatycznej w tym względzie nie są takie wąskie. Czy potrawki przygotowała za mało? No właśnie chyba przypadkiem przygotowała tyle co trzeba.
        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 08:29
          Dokladnie Babo, jak napisałam do Minnie, teza Bcde zakłada, że wątkodawczyni właśnie opuściła po latach przebywania żeński zakon zamknięty - nie widziała ile jedzą mężczyźni a z dzieciństwa - nie pamiętasmile
          • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 10:59
            zakonu może nie opuściła, ale może po prostu ma do czynienia głównie z mało jedzącymi? znam takich sporo, dla nich osoba normalnie jedząca - nie obżerająca się, ale i nie dziubiąca jak wróbelek - jest obżartuchem... po prostu mierzą innych swoją miarką i tyle...

            dla mnie również w tym wątku, z poszczególnych postów autorki wątku wynika,że nastąpiło zderzenie:
            z jednej strony egoizmu, nieliczenia się z potrzebami innych ze strony chłopaka z po prostu za małą ilością jedzenia na stole...
            może to wynikać /ta ilość, a nie brak wychowania i egoizm chłopaka/ z wieloletnim pobytem za granicą, co trochę zmienia jednak spojrzenie na gościnność w wydaniu polskim...
            znam np Francuzów, którzy u siebie na wieczorny posiłek proszony podadzą mini przystaweczkę, małe ciepłe danko i mini tartę podzieloną na wiele osób i dla nich to po prostu normalne, tak się tam gości zaproszonych. Przy czym te same osoby na wizycie w PL widząc zastawiane "po naszemu" stoły - z jednej strony są zaskoczone, z drugiej jedzą do upadłego...

            więc nie trzeba tu zakonu, by przygotować za mało pożywienia dla normalnie jedzących, co nie zmienia sytuacji, że chłopak zachował się nieelegancko...
            ale już o tym wyżeraniu z lodówki nie piszcie, bo to nieprawda, co w końcu przyznała autorka wątku...
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:06
              Nie znam młodego męzczyzny (a mąz Watkodawczyni może mieć ok 30) który by dziubał. A znałam i drobnych panów.
              • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:09
                znam i to nie mało... m.in. moje starsze dziecko, lat 22 np... młodszy dziennie potrafi zjeść więcej /nie obżerając się/ niż starszy przez kilka dni... przy czym obaj wysocy i szczupli...
              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:34
                Babo, ludzie mają różne apetyty i metabolizm, ale ogólnie tak - mężczyźni statystycznie jedzą więcej niż kobiety, młodsi więcej niż starsi, uprawiający sport więcej niż nieuprawiający, pracujący fizycznie więcej niż pracujący umysłowo.
                Nic zatem dziwnego, że narzeczony siostry wątkodawczyni jadłby więcej niż ona sama - to raczej normalne. Niemniej to trzy pełne talerze potrawki na raz - jak pisze wątkodawczyni - to jest bardzo dużo i tyle. I jakbym ja widziała kogoś takiego to też uznałabym ze bardzo dużo je smile Ostatnio byłam w porze kolacyjnej u koleżanki, która ma dziecię - lat 19, 198 cm wzrostu, 115 kg wagi. Dziecię lubi zjeść i zjadło talerz kopytek z serem i ze skwarkami. P czym wzięło sobie dokładkę, połowę talerza smile Jak dla mnie bardzo dużo, ale przeceiz mam swiadomosć ze to młody człowiek, jeszcze rosnie smile do tego uprawia sport i ogólnie no duzy jest chłopiec. Ale już 3 talerze wzbudziłyby nie tylko moje ale i pewnie jego mamy zdziwienie ...
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 14:03
                  Talerz to może byc taki do przystawek i do dan głównych. Jedno i drugie nazywa sie talerz bo talerzyk jest deserowy.Specjalnie zapytałam naj wygląda ta wielka patelnia na której zmieściło sie 6 porcji potrawki. I na moje oko to tam 6 porcji mogło tam byc ale gigantyczne to raczej nie były.Gośc podjadł porządnie ale żeby tak do rozpęku to niekoniecznie.
                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 14:10
                    Babo, ale gdzie jest napisane, ze porcje mają być GIGANTYCZNE? Ja często zamawiam w restauracjach gdzie to możliwe pół porcji, bo wiem ze więcej nie zjem zwyczajnie. Ale ini zamawiają zwykle normalnie i najadają do syta standardową porcja- nie malutka, ale i nie gigant. wyjątki pot. wspomniani kolezanka i kolega sa właśnie WYJATKAMI. smile
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 11:24
              A mnie dalej wydaje się ta teza błędna. Owszem, sa ludzie ogólnie mało jedzący - np. ja. smile Ale przecież na Baala, wychowałam się w jakiś domu, obracałam i obracam wśród ludzi. i owszem mój przyjaciel w młodości zjadający połówkę dużego tortu wydawał mi się osobą bardzo dużo jedzącą, a koleżanka zjadająca powiedzmy dwa kawałki - nie. O dziwo mój przyjaciel WSZYSTKIM wydawał się duzo jedzącym z bardzo prostej przyczyny - bo naprawdę bardzo dużo jadl - nie tylko w porównaniu ze mna, ale no z wszystkimi smile
              Podobnie teraz - wszystkim hmm wydaje się ze mój kolega zamawiający normalnie w restauracji dwa dania dla siebie - dużo je. Nie inaczej wydaje się w przypadku koleżanki zjadającej pizzę max solo. smile Z opisu wątkodawczyni - wielka patelnia potrawki na 4 osoby nie wydaje się być zbyt małą ilością pożywienia, chyba ze trafi się gośc jedzący naprawdę bardzo dużo. Trzy pełne talerze potrawki - z opisu wątkodawczyni - to jest BARDZO dużo na jedno posiedzenie.
              O tym wyżeraniu z lodówki to jak sama wątkodawczyni przyznała, tak niejasno napisała, ze można było tak zrozumieć. Ale już wyjaśniła i nie ma co do tego wracać.
              Natomiast pomijając to, ze są osoby z natury swej po prostu dużo jedzące, to sa też i takie, które idąc w gości czyu na imprezę z wyszynkiem zwyczajnie nastawiają się na to, że opchają się po gardło sad
              • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 13:54
                >>Trzy pełne talerze potrawki - z opisu wątkodawczyni - to jest BARDZO dużo na jedno >>posiedzenie.

                dla CIEBIE, a dla mnie już nie /przy czym nie jestem mężczyzną i nie biorę udziału w konkursie na najgrubszą Polkę/, i jak widać chłopaka siostry autorki wątku również nie...
                litrowy garnek żurku z dodatkami zjem jednorazowo bez problemu big_grin no potem nie zjam całej blachy ciasta, bo podzielę się nią z synem młodszym i mężem więc po 1/3 dużej blachy na deser możemy zjeść smile

                ale - nie na proszonym obiedzie u obcych, by zabrakło dla innych...
                ale już u rodziny, która z jednego garnka dania nie zamierza robić zapasów na tydzień, dwa - tak...
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 14:06
                  Ok rozumiem, tylko jak sadze Twoja rodzina zna Twe możliwości i bliscy znajomi pewnie też.
                  Tu chłopak był właśnie U OBCYCH - widziana drugi raz w zyciu siostra narzeczonej JEST OBCA ...
                  • nchyb Re: Przy wspólnym stole 10.01.17, 16:19
                    Cały czas podkreślałam nieeleganckie zachowanie chłopaka...

                    Co do możliwości- nie są IMO nadzwyczajne tylko normalne a nie dla skurczonych żołądkowe i tyle...
                    • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 00:31
                      Nie wiem czy zwróciłyście uwagę (bo ja dopiero teraz) na pewien, myślę istotny szczegół. Młodzi nie zostali zaproszeni na kolację przed którą żarłoczny młody człowiek powinien najeść się we własnym domu i nie robić sobie wstydu w towarzystwie ale na kilkudniowy pobyt, w czasie którego musiał się zadowolić tym, czym został ugoszczony przez gospodarzy. Jeżeli to rzeczywiście facet mający większe potrzeby żywieniowe to ja go rozumiem, mógł być po prostu głodny. Co zrobiłby w takiej sytuacji Twój kolega, Korciu? ... przeprosiłby zacne towarzystwo i poszedłby do restauracji czy zamówiłby pizzę? Wiem, wiem smile i jedno i drugie zachowanie nie do przyjęcia, więc trudno, pozostaje tylko to, co na stole.
                      A w sumie "jem mało - jem dużo" to pojęcia względne, Nchyb mi to uświadomiła smile Dwóch talerzy rosołu nie zjem na pewno, ale to tylko dlatego, że zup nie jadam w ogóle, albo sporadycznie jak nie wypada odmówić. Po prostu zup nie lubię ale podobną objętość czegoś co mi smakuje dałabym radę od czasu do czasu pochłonąć smile dwa kawałki nieprzesłodzonego tortu to jak przysłowiowa bułka z masłem, a mandarynki to mogę w każdej ilości smile No i nie wypadałoby może napisać że jadam mało, gdyby to czasami nie był mój jedyny posiłek na dobę smile
                      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 07:01
                        Totez napisałam że o te potrawke (bo to posiłek domowy byl) bym sie nie czepiała.Zostało przygotowane, postawione gośc miał prawo domniemywać że do zjedzenia. Mamy to jednak do czynienia z jakims przyjęciem i tu nie ma usprawiedliwienia dla wołoducha. Można poczekac az się goście najedzą (co nietrudno zauważyć) i pod koniec przyjęcia(albo i po wyjściu gości) sobie poprawić.
                        • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 13:07
                          baba67 napisała:

                          > Mamy to jednak do czynienia z jakims przyjęciem<

                          Jakie tam przyjęcie, Babo... Normalnie, goście przyjechali na kilka dni, siostra z narzeczonym. Gospodyni przyrządza posiłki i zasiadają za stołem w czwórkę - gospodarze i goście. Wszyscy nakładają sobie porcję, sądzę że takie, jakie są w stanie zjeść a młody zjada resztę. I tak podobno przy kazdym posiłku, czyli gospodyni szybko powinna się zorientować, że jedzenia jest za mało. Jak gospodyni zauważyła, że w czasie śniadania poszło wszystko, co podała, to na kolację powinna podac więcej a nie ubolewać, że nie zostało nic na później.
                          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 13:22
                            Matyldo, przy tarcie byli goście, wyrażnie jest to zaznaczone.Co do pozostałych posilkow to rzeczywiśćie nie wiem.Bo jeżeli była sama rodzina i posiłek byl zwyczajny to młody po prostu duzo jadł.
                            • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:28
                              baba67 napisała:

                              > Matyldo, przy tarcie byli goście, wyrażnie jest to zaznaczone<

                              Babo, teraz TY oddajesz się radosnej twórczości? smile Mam ochotę napisał to samo, co do Pavki.
                              A tu masz cytat:
                              "tartę, którą upiekłam młody zaliczył sam, minus po kawałku dla pozostałych troje"
                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 15:38
                                Matyldo - fakt niektórzy mylą szczegóły, ale NIEISTOTNE szczegóły. Nieistotne jest czy rzecz działaby się w innym kraju, jak ktoś tam pomyślał - wątkodawczyni zaprosiła na kilka dni - zatem rzecz działa się nie w miejscu zamieszkania młodych. Czy w kraju, czy za granica - nie ma znaczenia - prawda? Wazne, że najpewniej młodzi i gospodarze wychodzili z domu - chyba pare dni nie siedzieli kamieniem ?

                                Tak samo tu - nie ma znaczenia czy u gospodarzy byli jeszcze inni goście poza młodymi. Młody pan zachowywał się jak u siebie w domu, ewentualnie w domu bliskich sobie osób. Wiem, wiem - to siostra i szwagier jego ukochanej, ale na Baala - widział ich wówczas pierwszy raz w życiu!
                                Ja matkę mego partnera poznałam, gdy już dobrych parę lat byliśmy razem. W sumie znaliśmy się telefonicznie i ze skypa, ale to jednak co innego niż osobiście. I spotkawszy ja osobiście po raz pierwszy, drugi czy trzeci nie zachowywałam się wobec nie jak teraz i vice versa, ani w jej domu tak jak teraz i vice versa. Wydaje się to raczej oczywiste, prawda? Podobnie synowie mego partnera tak się nie zachowywali, jak teraz, choć i oni i matka byli nie tak u mnie tylko, jak u swoich najbliższych też - syna i ojca. Dziś biorą sobie co chcą z lodówki, swiezy ręcznik z komody itd. - wtedy - nie.
                                Tak więc - masz rację co do tych szczegóow jako takich, natomiast dla samej heh fabuły nie mają znaczenia
                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 09:15
                        Co zrobiły mój kolega - zależy ...Od tego w jakich relacjach byłby z gospodarzami. Jeśli w bliższych zaproponowałby pewnie, ze zrobią z zona zakupy np. Jeśli w dalszych - pewnie pod bule pretekstem wyciągnąłby towarzystwo na miasto i ...o włoska knajpa, uwielbiam włoskie jedzenie, a wy? Zapraszam.

                        Mało - dużo jest tak samo Matti względne, jak tanio i drogo. ALE - no są pewne standardy. Widać to choćby po restauracyjnych standardowych porcjach, prawda? jednak norma jest 0,25 litra zupy a nie 0,5 czy litr. Jednak normą jest 250-300 gramów mięsa, a nie 0,5 kg czy kilogram.
                        To, ze są osoby jedzące więcej na jedno posiedzenie - jasne, są, ale jednak stanowią mniejszość. Jest taka sieć knajp z jadłem, gdzie normalna porcja jest 2 razy większa niż w innych miejscach i jakoś WSZYSCY, którzy mieli okazję tam bywać o tym mowią smile

                        Od czasu do czasu Matti, to i ja potrafię zjeść znacznie więcej niż normalnie jadam, gdy mi coś bardzo zasmakuje. Kluczowe jest tu owo "od czasu do czasu" smile
                        I żeby jasnośc była - nie przeszkadzają mi osoby, które więcej jedzą, ani normalnie, ani jako goście - jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby mi na spotkaniu w domu (przyjęcia urządzamy raczej w lokalach) brakło jedzenia - także gdy goszczą u mnie wspominany kolega i kolezanka razem (parę razy się zdarzyło). Tylko, ze w ich przypadku ja WIEM, że trzeba przygotować znacznie więcej niż NORMALNIE, bo normalnie - ludzie tyle co oni - nie jedzą :_)
                        • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 12:45
                          kora3 napisała:

                          >pewnie pod bule pretekstem wyciągnąłby towarzystwo na miasto i ... o włoska knajpa, uwielbiam włoskie jedzenie, a wy? Zapraszam. <

                          I tak trzy razy dziennie... śniadanie, obiad, kolacja... ? a może Autorka wcale nie mieszka w mieście? a jak mieszka to może nie było pretekstu do wyjścia na miasto? a może wyszli i żarłoka zachwycił widok restauracji ale towarzystwo zrobiło wielkie oczy... jak to tak, dopiero jedli obiad?

                          > Jest taka sieć knajp z jadłem, gdzie normalna porcja jest 2 razy większa niż w innych miejscach i jakoś WSZYSCY, którzy mieli okazję tam bywać o tym mowią smile<

                          Karczma "Bida"? pasowałaby bo i sieciówka i porcje jak dla prosiaka na cały dzień smile i rzeczywiście, kto był chociaż raz to nigdy nie zapomni (i wróci przy najbliższej okazji smile) ale to absolutny wyjątek na tle tego z czym miałam do tej pory do czynienia. Wszędzie są porcje dla ludzi chociaż potrafią różnić się wielkością, nawet bardzo. Kiedyś w Krakowie w okolicach Starego Miasta... jeden pieczony ziemniaczek w dwóch częściach, coś tam z grilla wielkości plasterka suchej "krakowskiej" i łyżka od zupy surówki. Prosto z tej restauracji poszliśmy na zapiekanki sad

                          > także gdy goszczą u mnie wspominany kolega i kolezanka razem (parę razy się zdarzyło). Tylko, ze w ich przypadku ja WIEM, że trzeba przygotować znacznie więcej niż NORMALNIE, bo normalnie - ludzie tyle co oni - nie jedzą :_) <

                          No i tak powinno być. Wydaje mi się, że tego wątku wcale by nie było, gdyby Autorka rozumiała gościnność w podobny sposób jak Ty, czyli jedyny prawidłowy.
                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 13:21
                            matylda1001 napisała:
                            >
                            > I tak trzy razy dziennie... śniadanie, obiad, kolacja... ? a może Autorka wcale
                            > nie mieszka w mieście? a jak mieszka to może nie było pretekstu do wyjścia na
                            > miasto? a może wyszli i żarłoka zachwycił widok restauracji ale towarzystwo zro
                            > biło wielkie oczy... jak to tak, dopiero jedli obiad?


                            Matti, zapytałaś co zrobiłby mój kolega - to ci powiedziałam. Mój kolega jest zmotoryzowany, wiec to, ze ktoś nie mieszka w miescie nie robi nań wrazenia smile Towarzystwo może robic wielkie oczy - za swoje może jest nawet co 15 minut, nie? smile Na pewno nie zjadłby wszystkiego "w gościach" nie licząc się z innymi - proste.

                            > Karczma "Bida"? pasowałaby bo i sieciówka i porcje jak dla prosiaka na cały dzi
                            > eń smile i rzeczywiście, kto był chociaż raz to nigdy nie zapomni (i wróci przy na
                            > jbliższej okazji smile) ale to absolutny wyjątek na tle tego z czym miałam do tej
                            > pory do czynienia.


                            smile miło, smacznie, ale bardzo za dużo jak dla mnie smile

                            Wszędzie są porcje dla ludzi chociaż potrafią różnić się wie
                            > lkością, nawet bardzo. Kiedyś w Krakowie w okolicach Starego Miasta... jeden pi
                            > eczony ziemniaczek w dwóch częściach, coś tam z grilla wielkości plasterka such
                            > ej "krakowskiej" i łyżka od zupy surówki. Prosto z tej restauracji poszliśmy na
                            > zapiekanki sad


                            Ale to też jak z knajpą powyżej - rzadkość. Matti - ja bardzo często z oczywistych względów jem "na miescie" nie tylko w swoim miescie i widzę jakie są porcje - zwykle standardowe ...


                            > No i tak powinno być. Wydaje mi się, że tego wątku wcale by nie było, gdyby Aut
                            > orka rozumiała gościnność w podobny sposób jak Ty, czyli jedyny prawidłowy.


                            Hmmm ale ja nie znając kogoś od strony wielkiegoapetytu też na dzień dobry nie gotowałabym kotłow nie wiedząc, ze ktoś tak je smile
                            • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:44
                              kora3 napisała:

                              > smile miło, smacznie, ale bardzo za dużo jak dla mnie smile<

                              To przede wszystkim. Najgorszy pierwszy raz , teraz już wiem, że trzeba brać jedną porcję na dwoje. lubię taki wystrój, chociaż w "Bidzie" mam wrażenie, że zaraz mi spadnie do talerza jakaś pajęczyna wink Nie wyobrażam sobie jak oni odkurzają te wszystkie rupiecie, i kiedy bo karczma jest czynna 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. .

                              > Hmmm ale ja nie znając kogoś od strony wielkiegoapetytu też na dzień dobry nie
                              gotowałabym kotłow nie wiedząc, ze ktoś tak je smile <

                              Autorka wiedziała, opisała kilkudniową wizytę (wiele posiłków podała w tym czasie), na dodatek już drugą. Wychodzi na to, że nie potrafiła wyciągnąć wniosków z pierwszej.
                              No i żeby nie było... nie pochwalam złego zachowania przy stole, szczególnie cudzym ale wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji - zbombardowałabym go żarciem smile tak, podałabym tyle, że nie dałby rady tego 'zutylizować'. W razie nieszczęścia wiedziałabym jak mu pomóc smile

                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:53
                                No tu pewnie popełniła błąd co nie zmienia faktu ze chłopak zachowuje się źle.
                                Jak już pisałam do Ciebie - są ludzie, którzy wyjście w gości czy bankiet traktują jako oszczędzanie na jedzeniu sad Nie raz i nie dwa to widziałam, nie tak w wykonaniu moich gości akurat, ale właśnie na różnych bankietach itp. I już nie idzie o to, że kogoś "obeżrą", bo na takich imprezach zwykle nie braknie jedzenia, ale o to jak to wygląda.
                                Niektórzy posuwają się jeszcze dalej sad Byłam nie tak dawno na otwarciu kolejnego w miescie kina - sieciówki. Wchodziło się na imienne zaproszenia, był suty szwedzki stół, potem przewidziano przedpremierowy pokaz filmu, na któty każdy z zaproszonych mógł sobie za darmo wziąć picie, popcorn, nachosy itd. Przykro było Matti patrzeć, jak niektórzy wracają po 4 razy po kolejny mega wielki kubełek popcornu, czy kolejny napój lub co ta innego. Wcale nie było takich ludzi mało sad A zaproszona była tzw. smietanka sad dno i sto metrów mułu sad
                          • pavvka Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 13:29
                            matylda1001 napisała:

                            > I tak trzy razy dziennie... śniadanie, obiad, kolacja... ? a może Autorka wcale
                            > nie mieszka w mieście? a jak mieszka to może nie było pretekstu do wyjścia na
                            > miasto? a może wyszli i żarłoka zachwycił widok restauracji ale towarzystwo zro
                            > biło wielkie oczy... jak to tak, dopiero jedli obiad?

                            Jeżeli przyjechali na kilka dni, to mało prawdopodobne żeby przez ten czas non stop siedzieli w domu. Raczej naturalne jest że przy okazji takiej wizyty chce się gdzieś wyskoczyć, coś zobaczyć, zwłaszcza że mówimy o wizycie w obcym kraju. I siostra z chłopakiem nie są przywiązani powrozem do gospodarzy, w czasie takiego kilkudniowego pobytu spokojnie mogą czasem gdzieś wyskoczyć tylko we dwójkę, a przy okazji coś zjeść (przynajmniej chłopak). Trzy posiłki dziennie niekoniecznie, ale jeden większy w środku dnia bez problemu.
                            • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:23
                              pavvka napisał:

                              >zwłaszcza że mówimy o wizycie w obcym kraju>

                              W jakim znowu obcym kraju! Czy nie lepiej przeczytać raz a porządnie i wiedzieć o czym się rozmawia?
                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:27
                                Niewazne Matti - w swoim czy własnym - nie wierzę, że pare dni siedzieli kamieniem w domu smile
                                • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 14:47
                                  To akurat nieważne ale jednak dobrze jest czytać trochę staranniej. Nie trzeba potem prostować.
                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 15:14
                                    A to tak,
                              • pavvka Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 16:14
                                matylda1001 napisała:

                                > W jakim znowu obcym kraju! Czy nie lepiej przeczytać raz a porządnie i wiedzieć
                                > o czym się rozmawia?

                                Wątkodawczyni napisała tak:

                                "W związku z długą nieobecnością w kraju mam wiele zaległości w departamencie spotkań rodzinnych. Podczas mojej nieobecności młodsza siostra znalazła tego jedynego i zaręczyła się. Z wielką radością i ciekawością zaprosiłam nowo upieczonych narzeczonych do siebie na kilka dni, żeby sie lepiej poznać i spędzić wspólnie czas."

                                Ja to odczytuję tak, że zamieszkała za granicą i zaprosiła siostrę z narzeczonym do siebie. Może błędnie.
                                • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 22:37
                                  pavvka napisał:

                                  > Ja to odczytuję tak, że zamieszkała za granicą i zaprosiła siostrę z narzeczonym do siebie. Może błędnie.<

                                  Błędnie smile Nie miałam złych zamiarów ale teraz widzę, że za ostro mi wyszło, wybaczysz?
                                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 23:00
                                    Wybaczam smile Ale jesteś pewna że błędnie? Bo ja tu widzę dwie możliwości: albo wróciła do kraju i ich zaprosiła, albo zaprosiła do obcego kraju, gdzie nadal mieszka. Czy były jakieś dodatkowe informacje, które pozwalają wykluczyć drugą opcję?
                                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 07:30
                                      Ja zrozumiałam że ona wróciła, ale oczywiście mogła nie wrócić co nieco zmienia postac rzeczy. Gdyby Watkodawczyni mieszkała w Szwecji lub Norwegii to ja czarno widzę wychodzenie na miasto na posiłki pary studentów. Inne kraje zachodnie (może z wyjątkiem Niemiec gdzie jest nieco taniej ) też trudno.Nawet w krajach o cenach porównywalnych głupio robić samodzielnie wypady na pizze a zapraszac gospodarzy to za duze obciązenie dla studentów. Reasumując
                                      Opcja nr 1 Młody człowiek je dużo bo tak ma i gospodarze powinni mieć to na uwadze zapraszając go na kilkudniowy pobyt. Podawać góry zapychaczy z sosem mięsnym i sałatkami warzywnymi na bazie majonezu.
                                      Opcja nr 2 Młody człowiek je bardzo dużo tylko tam gdzie sa dobre rzeczy bo traktuje jest skąpy i traktuje gościne jako okazje do darmowej wyżerki-rada ta sama -zapychacze.
                                      Poniewaz maniery gościa pozostawiaja wiele do życzenia nie zaprasza sie w czasie wizyty innych gości, bo ich obecność wymaga kosztowniejszych dań których trzeba nagotować góry.
                                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 08:11
                                        Babo, wszystko jednio przecież ...
                                        czytałaś co pisała wątkodawczyni? Ja tak już teraz. Na aluzje ze strony narzeczonej i gospodarzy chłopak, a nie qrtyna, nie CHŁOPAK, tylko młody mezczyzna (o tym za moment) reagował "jak dają to jem" itp. Gdyby choć powiedział "To takie pyszne, nie potrafię się oprzec" ...
                                        Z rozpedu piszemy tu 'chłopak" ale chłopak to nastolatek...To jest dorosły facet, a nie dziecko. Dorosły człowiek panuje nad sobą, nawet w sytuacji niekomfortowej dlań.

                                        wiem Babo, ze dobrze pamiętasz czasy PRL-u...Ja wówczas tak nie cierpiałam jak inni, mięsa nie lubiłam i unikałam, słodyczy też. W pewne wakacje wraz z dwoma kolegami z mej klasy ze szkoły wyjechaliśmy do NRD w ramach takiej akcji nauczania jezyka. W Niemczech już wcześniej bylam, ale w RFN i u znajomych. Nie jestem osobą, która dużo je i nigdy nie bylam, ale miałam wrażenie, że ludzie u których gościłam jedzą w nocy, gdy ja zasnę smile Przez bite 3 tygodnie "leciałam" na chlebie z dżemem i ziemniakach z surówką, bo nie dałam rady tknąć ohydnego miesa jakie podawali. Mieli gdzieś to, ze ja tego nie jem ...Schudłam 3 kilogramy, co przy mojej ówczesnej wadze było ogromem smile Jak wróciłam do domu, to dwa dni jadłam smile
                                        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 08:30
                                          Czyli Twoim zdaniem osoba która tak na że je bardzo dużo albo powinna zrobic sobie kilkudniowy post (kiedy sa dobre rzeczy na stole-Ty nie lubiłaś tego co podawali a to duża róznica) albo takich zaproszen nie przyjmować, albo wybrac się tam z własną spora kasą i dożywiać sie na mieście z gospodarzami (jak zrobiłby Twój znajomy zapewnie dobrze zarabiający)? Bo ja bym optowała za nieprzyjmowaniem zaproszeń do momentu kiedy szwagierka będzie rzeczywiście szwagierką ew kiedy przestanie sie byc studentem i będzie można za własną kasę zaprosić gdzieś gospodarzy. Bo jeśłi facet je tyle bo dobre i po prostu się przejada to oczywiście powstrzymać sie powinien.
                                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 12:56
                                            baba67 napisała:

                                            > Czyli Twoim zdaniem osoba która tak na że je bardzo dużo albo powinna zrobic so
                                            > bie kilkudniowy post (kiedy sa dobre rzeczy na stole-Ty nie lubiłaś tego co pod
                                            > awali a to duża róznica)


                                            Babo, to co podawali nie nadawało się do zjedzenia - mało która 13 -latka lubi "mieso" w postaci plastra słoniny smile

                                            albo takich zaproszen nie przyjmować, albo wybrac się
                                            > tam z własną spora kasą i dożywiać sie na mieście z gospodarzami (jak zrobiłby
                                            > Twój znajomy zapewnie dobrze zarabiający)?


                                            Czy mój znajomy jest dobrze zarabiający? no źle pewnie nie zarabia, znam zarabiających lepiej, ale w końcu po to ciężko pracuje, żeby mieć z tego kasę, nie? Dożywiac się można nie za zaraz wielkie pieniądze Babo. Jakić kebab czy zapiekanka to sa grosze o najpewniej gospodarze zaraz po oniedzie podziękowaliby za taką przyjemność smile więc ...
                                            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 13:30
                                              No tym bardziej latwo Ci było "pościć". Przeciez nikt Twojemu znajomemu nie wypomina zarobków chodzi o to że dla studenta 15 zl (bo taki kebab je wołoduch) to sa pieniądze. Na kebab sie nie zaprasza chyba że do jakiejś restauracji z kebabem a to nie jest 15 zl .a nawet jakby się zapraszało-no szczytem dobrego wychowania nie jest oświadczyc po obiedzie u gospodarzy że idziemy na kebab i zapraszamy smileja właściwie nie widzę innego wyjścia jak nie korzystac z tego rodzaju zaproszeń albo pokątnie kupować sobie składniki na kanapki(wersja student-chudopachołek).
                                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 13:42
                                                Babo, ale nie trzeba zaraz iśc do restauracji. Można na spacerze widząc budke z kebabem powiedzieć - Oooo kebab, lubię, zjadłbym - kupic i zjeść smile Głowe dam, ze reszta nawet zapraszana przez chłopaka bedąca swiezo po obiedzie odmówiłaby.

                                                Co do reszty, piszesz Babo trochę jak sądze ze wspomnień o czasach swojego dziennego studiowania. smile Teraz są inne czasy, wielu studentów dorabia i zarabia. Z całym szacunkiem dla tego chłopaka, ale no qrcze, jak on na jedzenie dla siebie nie ma, to pomysł, by się z nim wiązać jest co najmniej ryzykowny, nie uważasz?
                                                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 13:49
                                                  O tak, od początku tak napisałam.facet ma energie na włóczenie sie po lasach a nie ma żeby zarobić na porządne jedzenie dla siebie tylko skapi a na widok porzadnego jadła małpiego rozumu dostaje? W domu nie ma? To niech zarobi!
                                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 15:15
                                                    Otóż to ...
                                    • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 12:30
                                      pavvka napisał:

                                      >Czy były jakieś dodatkowe informacje, które pozwalają wykluczyć drugą opcję? <

                                      Były:

                                      "baba67 04.01.17, 20:04
                                      A tak jeszcze przy okazji. Oczywiście zachowanie młodego jest niedopuszczalne niemniej wydaje mi się że jako osoba po pobycie za granicą odzwyczaiłaś się od polskiej tradycji szykowania ilości jedzenia jak dla pobliskiej jednostki wojskowej .Wygląda na to że większośc gospodyń u których bywa młody tej tradycji wciaz hołduje i jego apetyt spotyka się tam raczej z podziwem i zachętami niż z szokiem i brakami na stole.Czyli młody nie ma dostatecznych sygnałow i motywacji żeby się zmienic, byc może.


                                      Re: Przy wspólnym stole
                                      parasympatyczna 04.01.17, 20:19
                                      Baba, wiesz, myślałam o tym, że faktycznie może to jednak ja nie sprostałam zadaniu i jako gospodyni nie zadbałam o gości jak należy... trochę pomieszkam, to mnie życie zweryfikuje jak należy wink

                                      Masz też rację co do odwiedzin w inych domach - moja mama na ten przykład jest zachwycona, że młodemu tak smakuje jej kuchnia - tutaj trafiłaś w sedno."

                                      (podkreślenia moje)

                      • felisdomestica1 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 13:29
                        Skoro siedzial u nich kilka dni, to zapewne znał drogę do spożywczego.
                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 11.01.17, 08:59
                      No wiesz, z całym szacunkiem, ale no raczej jada się jeden talerz zupy, niż dwa na raz - nie? smile
                      Nie gniewaj się - nie ma w tym nic złego, że ktoś może dużo zjeść i mu to nie szkodzi i nie czuje dyskomfortu.
                      • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 00:15
                        Koro, z calym szacunkiem - ponownie, nie masz dzieci, nie masz syna w wieku 25-35 lat, to i nie wiesz ile moze zjesc w tym wieku mlody lubiacy sport np plywajacy na desce albo grajacy w tenisa albo jezdzacy na nartach itp albo chociaz pracownik fizyczny.
                        ja mam corke w tym wieku i meza -robola to miewam i jej kumpli u siebie oraz widze po wlasnym robolu ile moze pochlonac aktywny fizycznie facet w tym wieku. (tzn ile moze pochlanac robol w wieku 60 lat). dwa talerze zupki?, naprawde???, co to jest dla kogos kto codziennie ciezko pracuje fizycznie, podnosi po 50kg - 100kg kilka razy dziennie??,
                        albo biegacz uprawiajacy maratony??
                        doprawdy, dla mezczyzn spalajacych tyle kalorii takie dwa talerze zupki to jak dla ciebie czy dla mnie dwa kubki mleka. wez sie powaznie zastanow Korciu

                        To jest Mike Holmes, kanadyjski budowlaniec, chyba nie powiesz mi ze tej gorze miesni wystarczy talerzyk zupki na obiad. moze na pierwsze sniadanie tak, oprocz jajecznicy z pieciu ekstra-wielkich jajek, hmm..

                        ile on je???

                        Zobacz ile musi NA RAZ na obiad zjesc Ryan Lochte podczas olimpiady:
                        zaledwie 10 tysiecy kalorii
                        jeszcze raz o Phelpsie

                        Dieta biegacza oczywscie jest inna, powtorze, poniewaz bieganie ma inne wymagania. nie mozna miec obciazonego zoladka tuz przed biegiem bo mozna sie ekhm.. zalatwic w trakcie, wiec wazne sa etapy co i kiedy. niemniej spalajac przcietnie 3-3.5 tys kalorii bedac aktywnym potrzeba tyle tez zjesc. przyklad sniadania pewnego biegacza gdy przygotowuje sie do zawodow:
                        — trzy cale jajka plus trzy bialka, do tego czarna fasola ze szpinakiem, zolty ser, salsa i bulka tego typu, w PL chyba nie ma takich
                        gdy przygotowuje sie do maratonu - je dwa obiady w odstepie czasu. oprocz lunchu i kolacji i przekasek itd

                        a ty - dwa talerze zupki to za duzo lolol

                        Minnie
                        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 07:13
                          Minnie, skończ z tymi wycieczkami, bo to jest naprawdę bardzo niegrzeczne, pojmij to wreszcie. Tak, nie mam dzieci, bo ich nie chciałam mieć i potrafię korzystać z antykoncepcjismile
                          A teraz ad rem - ja Minnie 10 lat swej edukacji spędziłam TYLKO z młodymi mężczyznami tak w szkole jak i na uczelni, jak i poza nimi - w tamtym okresie nie miałam w zasadzie koleżanek, poza jedną. Sama jako młody człowiek uprawiałam sport, ale inny niż moi koledzy - poza jednym. Nie rób ze mnie idiotki - pomimo tego strasznego upośledzenia w postaci nieposiadania dzieci WIEM, ze młodzi mężczyźni potrafią jesc dużo więcej niż kobiety, czy mężczyźni starsi od nich - statystycznie rzecz jasna.
                          Mam też kolegów w różnym wieku uprawiających sporty i nie, pracujących fizycznie (tak po polsku i grzecznie mówi się o kimś o kim ty mówisz "robol") i nie i wiem u licha ile jedzą, ale tylko jeden z nich - szczuplak lat 40 + je za 3 osoby. Reszta je NORMALNIE - pewnie ci wydatkujący energie może częściej, może bardzie kalorycznie, ale korytami i kotłami.
                          Wątpie być miała szersze grono znanych Ci na co dzień ludzi niż ja, wliczając w to młodych mężczyzn smile
                          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 07:41
                            Ja nie rozumiem o co sie kłócicie zupełnie bez sensu bo obie piszecie to samo-sa ludzie którzy naprawde dużo jedzą. Kłócic to sie można o to jakie sa obowiązki gospodyni zapraszającej taka osobe na kilkudniowy pobyt kiedy to głupio dożywiac się na mieście.Można tez podyskutować nad tym czy osoba jedząca bardzo dużo i mająca tego świadomość powinna w ogóle przyjmować takie zaproszenia o ile nie pochodza od bliskiej rodziny.A Ty Korciu sie tak nie rzucaj, Ty nie masz dzieci ja nie mam kota każdy czegos nie ma i każdy ma jakies ograniczenia percepcyjne.Ale nie trzeba mieć syna żeby wiedziec ile młody facet potrafi wciagnąć.
                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 07:57
                              Babo, ja się nie rzucam, tylko nazywam rzeczy po imieniu. Minnie wiele razy wobec mnie stosuje ten "argument" całkiem od czapy - sama dobrze wiesz. A jakbym miała roczne dziecko - niejadka to wg niej wiedziałabym w temacie więcej, mniej? a jakbym miała córkę anorektyczkę ? No właśnie ... Ten argument jest od czapy, bo ... nie trzeba mieć dzieci czy ich nie mieć, żeby WIDZIEĆ ze sa ludzie bardzo mało i bardzo dużo - z różnych względów jedzący. DLATEGO akurat tu ten "argument" uważam za czysto złośliwy protekcjonalizm.

                              Słusznie zauważasz na końcu, ze nie trzeba mieć syna itd. Owszem, bo wbrew temu co Minnie się być może zdaje - ludzie jedzą także poza swoimi domami. Głowe dam, że mam kobntakt z młodymi mężczyznami (różnymi) smile częściej niż ona i częściej mam okazje z nimi jadać. więc jej pitolenie jest po prosyu , jak nierzadko, złosliwością i tyle.
                              • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 10:44
                                kora3 napisała:

                                > A jakbym m
                                > iała roczne dziecko - niejadka to wg niej wiedziałabym w temacie więcej, mniej?
                                > a jakbym miała córkę anorektyczkę ? No właśnie ... Ten argument jest od czap
                                > y, bo ... nie trzeba mieć dzieci czy ich nie mieć, żeby WIDZIEĆ ze sa ludzie ba
                                > rdzo mało i bardzo dużo - z różnych względów jedzący.

                                Przede wszystkim jest kompletnie nie na miejscu bo savoir-vivre NIE PRZEWIDUJE, żeby goszcząc, czy podejmując osobę, która stosuje dietę 12000 kalorii, czy z jakiegokolwiek innego powodu je znacznie więcej niż przeciętna, dostosowywać ilość podanego jedzenia do tej osoby i JEJ potrzeb. Odwrotnie, to taka osoba powinna się dostosować do pozostałych i nie jeść więcej niż inni, a kiedy jest po posiłku głodna może spokojnie dojeść na mieście, lub skrócić wizytę. Savoir-vivre mówi i jest to jedna z głównych zasad - aby nie przyciągać do SIEBIE uwagi otoczenia, nie ambarasować SWOIMI potrzebami innych, nie wymagać specjalnego traktowania dla SIEBIE.
                                Dlatego też (nawiązując do innego wątku) osoba nieroztropna, zwalająca w gościnie u kogoś na innych troskę o swoje potrzeby o które spokojnie może przy odrobinie odpowiedzialności zadbać sama, a także wymagająca uwagi oraz myślenia za nią nie zachowuje się grzecznie.
                                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 10:52
                                  Czyli wg Ciebie jedzący dużo z natury narzeczony nie powinien przyjmować takiego zaproszenia ew dożywiać się na mieście(o ile rzecz sie dzieje w Polsce bo już nie wiem)?
                                  • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 11:21
                                    baba67 napisała:

                                    > Czyli wg Ciebie jedzący dużo z natury narzeczony nie powinien przyjmować takieg
                                    > o zaproszenia ew dożywiać się na mieście(o ile rzecz sie dzieje w Polsce bo już
                                    > nie wiem)?

                                    Tak, jeśli przyjmuje zaproszenie do kogoś na kilka dni to wiedząc, że je ponad miarę, a nie potrafi się powstrzymać powinien dojadać na mieście, żeby nie robić swoją osobą kłopotu gospodarzom, albo po prostu nie przyjmować zaproszenia na dłużej do cudzego domu, mieszkać osobno i żywić się samodzielnie tak jak jest przyzwyczajony, a dopiero po swoim sowitym obiedzie przyjąć zaproszenie na drugi normalny..
                                    Ja jestem zdania, że goszczenie kogoś w prywatnym domu z nocowaniem ZAZWYCZAJ rodzi kłopoty, bo po prostu - ludzie mają rozmaite nawyki i przyzwyczajenia, które dla innych są kłopotliwe.
                                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 11:35
                                      Tez tak myślę.
                                  • majaa Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 11:25
                                    No właśnie, to trudna sprawa.
                                    Siostra z narzeczonym to studenci, generalnie im się nie przelewa, więc żeby zapełnić żołądek narzeczonego jadają na co dzień głównie produkty mączne, jak napisała autorka. W sumie w tej sytuacji to się nawet chłopakowi nie dziwię, że jak przyjechał do "szwagierki", gdzie dostaje jakieś wypasione potrawki i tarty, to go trochę poniosłowink
                                • genny1 Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 13:07
                                  Wiele lat temu znałam młodego człowieka, który zjadał nieprawdopodobne ilości. Ale naprawdę gigantyczne. Był chudy jak szczapa. Nie wiem, może był chory, nieważne. Po ślubie ów młodzieniec zamieszkał u żony, teściowa gotowała obiady. Biedny miś tak się wstydził swojego apetytu, że wracając z pracy zachodził najpierw do piwnicy, zjadał słoik albo dwa dżemu lub konfitur i dopiero wtedy szedł na obiad
                                • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 03:17
                                  aqua48 napisała:

                                  Przede wszystkim jest kompletnie nie na miejscu bo savoir-vivre NIE PRZEWIDUJE,
                                  żeby goszcząc, czy podejmując osobę, która stosuje dietę 12000 kalorii, czy z
                                  jakiegokolwiek innego powodu je znacznie więcej niż przeciętna, dostosowywać ilość podanego jedzenia do tej osoby i JEJ potrzeb.


                                  dla uscislenia, owe przykladowe diety wraz z iloscia kalorii (Lochte, Phelpsa i inne) byly podane tylko jako przyklad wylacznie by pokazac ile mlody lub fizycznie pracujacy mezczyzna (a zwlaszcza uprawiajacy sport, zalezy tez jaki i kiedy) jest w stanie faktycznie zjesc.
                                  Bynajmniej nie mialam zamiaru twierdzic tym iz to ma byc wskazowka ile i co komu serwowac "w gosciach".

                                  Juz wczesniej zreszta zgodzilam sie iz podajac do stolu nalezy rozwazyc czy przypadkiem sami nie jemy malo, i wtedy podawac wiecej niz wymagaja nasze potrzeby,
                                  a jesli sami jemy duzo to przez wzglad na innych ograniczyc wlasna zarlocznosc.


                                  Przyklady diety wraz z linkami, powtorze, byly przytoczone tylko i wylacznie po to,
                                  aby pokazac iz "dwa talerze zupy" dla przecietnego mlodzienca i fizycznego to jest naprawde nic.
                                  Po prostu, zgodnie z twoja uwaga Aquo, bedac u kogos, albo w towarzystwie, albo z roznych innych wzgledow - bywa iz nie je sie dwoch talerzy zupy nawet jak sie naprawde moze, i tyle.
                                  Zatem zaobserwowanie iz nasz 30-letni znajomy zjadl tylko jeden talerz zupy w naszym towarzystwie a od reszty sie odzegnuje "nie moge, naprawde, dziekuje!" jeszcze o niczym nie swiadczy.
                                  co innego we wlasnym domu.

                                  Minnie
                                • kora3 Aqio, taka drobna uwaga 14.01.17, 12:48
                                  A propos tego innego watku, wiemy którego smile
                                  Otóż jest różnica miedzy sytuacją zwyczajną, a szczególną. I o tym mowa i w tamtym, i w tym częściowo watku.
                                  Sytuacja, gdy ktoś normalnie, bez żadnych emocji wychodzi w srodku nocy - bo np. idzie do pracy - jest sytuacja zwyczajną. Sytuacja gdy ktoś wychodzi cały w nerwach - szczególną.
                                  O to rozbija się cała sprawa
                                  • aqua48 Re: Aqio, taka drobna uwaga 14.01.17, 12:52
                                    kora3 napisała:

                                    > Sytuacja, gdy ktoś normalnie, bez żadnych emocji wychodzi w srodku nocy - bo np
                                    > . idzie do pracy - jest sytuacja zwyczajną. Sytuacja gdy ktoś wychodzi cały w n
                                    > erwach - szczególną.

                                    Cóż Koro, dorosły człowiek panuje nad nerwami. Savoir-vivre zaleca kontrolowanie własnych emocji. Ktoś kto daje się im ponieść zazwyczaj jest postrzegany jako osoba niegrzeczna.
                                    • kora3 Re: Aqio, taka drobna uwaga 14.01.17, 13:00
                                      hmm no różnie z tym bywa...Bo i emocje i ich manifestowanie jest różne. Klasyczny przykład - placz nad trumna osoby najbliższej na pogrzebie ...Przed II wojną swiatowa SV uznawał to za zachowanie poza SV. Na plącz był czas w domu, w gronie naprawdę najbliższych, a pogrzeb to uroczystość publiczna i nie wypada...Stąd tez poniekąd popularność czarnych woalek...Coz, gdy czasem ciężko było i najlepiej wychowanej osobie powstrzymać łzy sad Dziś SV nie jest już w tym względzie tak restrykcyjny ...
                                      Podobnie bywa w innych sytuacjach , sama zresztą czasem to zalecasz, nie zawsze z sensem, ale czasem tak - czasem lepiej wstać i wyjść, niż dać się np. sprowokować do ostrej wymiany zdań czy łez.
                          • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 12.01.17, 23:51
                            kora3 napisała:
                            Minnie, skończ z tymi wycieczkami, bo to jest naprawdę bardzo niegrzeczne, pojmij to wreszcie. Tak, nie mam dzieci, bo ich nie chciałam mieć i potrafię korzystać z antykoncepcji

                            Koro nie chcialam byc niegrzeczna, naprawde. jesli zrobilam ci przykrosc to przepraszam, bardzo. naprawde swoje uwagi wynosze z dawnego doswdiaczenia kiedy mama mowila o mojej bylej nauczycielce z liceum "ona tego nigdy nie zrozumie bo nie ma wlasnych dzieci".
                            to nie ma byc przytyk do bezdzietnosci - ktory bardzo dobrze rozumiem i wcale nie uwazam bezdzietnosci za cos gorszego od "dzietnosci' - tylko stwierdzenie faktu iz naprawde ci co wlasnych dzieci nie maja nie maja takiego biezacego, na wskros doswiadczenia jak rodzice.
                            Po prostu byc z kims, opiekowac sie kims kto zlamal noge to jednak nie to samo co samemu zlamac noge. nigdy nie bedzie.

                            ja Minnie 10 lat swej edukacji spędziłam TYLKO z młodymi mężczyznami tak w szkole jak i na uczelni, jak i poza nimi

                            to byl tylko wycinek zycia z nimi. i tak doglebnie nie mialas okazji zobaczyc jak naprawde wyglada ich zycie "od wewnatrz" tak, jakbys miala dorastajacego syna w domu - zrozum to.

                            Wątpie być miała szersze grono znanych Ci na co dzień ludzi niż ja, wliczając w
                            to młodych mężczyzn


                            jakby tak bylo to nie pisalabys "dwa talerze zupy to za duzo nawet dla takiego mezczyzny" - bo bys po prostu wiedziala ze to nieprawda, i tyle Koro.

                            Minnie
                            • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 00:35
                              minniemouse napisała:

                              > Koro nie chcialam byc niegrzeczna, naprawde<

                              Wierzę, że nie chciałaś ale pomyśl, są kobiety, które nie chcą mieć dzieci i mówią o tym otwarcie, są takie co bardzo chcą ale nie mogą ich mieć i też mówią o tym wprost. Są też takie co bardzo by chciały mieć, nie mogą a mówią, że bardzo nie chcą. Łączy je jedno - żadna z nich nie ma dzieci, a Ty nie możesz wiedzieć na którą z tych kobiet trafiłaś.


                              -
                              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 02:17
                                Ale tu wiem na pewno, bo Kora mowila otwarcie, i na tym sie opieram. no ale moze masz racje wiec postaram sie wstrzymywac choc pewnie beda zeby mi zgrzytaly wink

                                M
                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 12:23
                                  Ależ Minnie, jakkolwiek Matti ma rację OGÓLNIE, to w tym akurat przypadku gdyby ten argument był w jakikolwiek sposób merytoryczny, to wobec mnie mógłby paść. Bo właśnie wiesz, ze nie ma dzieci z wyboru i mnie taka uwaga nie zaboli. I nie zabolała, tylko zniesmaczyła, a zniesmaczyła bo właśnie była kompletnie pozbawiona logiki.
                                  Równie dobrze mogłabym ja użyć wobec Ciebie, czy Matti "argumentu" jaki w poscie do niej prześmiewczo przytoczyłam - jeśli nie macie młodego kochanka nie znacie możliwości młodego mężczyzny, także w zakresie żywienia się smile Nie ma znaczenia, że miałyście w młodości chłopaków w adekwatnym do waszego wówczas wieku, nie ma znaczenia, ze Wasi mężowie też kiedyś byli młodzi, ze macie dzieci jedzące - to tylko wycinek i już pewnie nie pamiętacie jak to jest smile końcu nie ma znaczenia, że macie okazję np. biznesowo jadać z młodymi ludźmi. TYLKO jeśli masz młodego kochanka i gotujesz dlań wiesz co potrafi smile
                                • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 12:32
                                  minniemouse napisała:

                                  > Ale tu wiem na pewno, bo Kora mowila otwarcie<

                                  Nie siedzisz w duszy Kory i nie możesz mieć pewności, że nie chodzi o wariant trzeci "Są też takie co bardzo by chciały mieć, nie mogą a mówią, że bardzo nie chcą" Znam w realu co najmniej dwa takie przypadki. Macierzyństwo lub jego brak to bardzo delikatna sprawa, łatwo wyrządzić komuś zupełnie niezamierzoną przykrość. Dlatego lepiej tego tematu w ogóle nie poruszać, nigdy.
                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 12:47
                                    Uważam Matyldo, ze nie masz jednak racji. Wszystko zależy od sytuacji i relacji miedzy ludźmi. Nasza relacja jest tylko forumowasmile, ale ja wcale nie ukrywam faktu, ze bezdzietna jestem z wyboru i jest mi z tym bardzo dobrze. W sytuacji, gdy nie masz wobec kogoś takiej pewności - masz rację, należy unikac tego typu argumentów.
                                    Tylko, że w tym przypadku nie szło akurat o sam fakt użycia tego argumentu, tylko o uzycie go od czapy - po prostu.
                                    Pewne rzeczy sa takimi, które trzeba przezyć, by je poznać. Np. w tym przypadku - no trudno osobie bezdzietnej wiedzieć co to jest troska/strach o swoje dziecko, duma z niego, zal z powodu jego niepowodzeń, radość z jego sukcesów. I to jest bezsporne. Tak samo trudno rodzicowi dziecka zdrowego wiedzieć co znaczy życ ze świadomością, ze jego dziecko umiera, albo nigdy nie będzie sprawne.
                                    Natomiast sa pewne rzeczy, do których nie trzeba mieć dzieci by mieć wiedzęsmile Tak samo Marri, jak ktoś nie ma kota ale wie, że koty linieją i wychodzą z nich włoski, które trzeba sprzątać - ze już tak obrazowo. albo ktosik nie ma psa, ale no przecież wie, że psa należy wyprowadzać na dwórsmile bo preceiz nie ma ktoś tych zwierzaków, ale bywa w domach gdzie sa, widuje ludzi je wprowadzających itd.
                                    • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 13:18
                                      kora3 napisała:

                                      > Uważam Matyldo, ze nie masz jednak racji.<

                                      Wolałabym nie mieć, ale wiem, że mam, niestety... Jest wiele kobiet bezdzietnych z konieczności, które z uśmiechem na ustach twierdzą, że taki jest ich wybór a potem płaczą w samotności. Prawda wychodzi przeważnie przy okazji. Tak jak u mojej koleżanki, która skończywszy 45 lat popadła w depresję na tle nieposiadania dziecka. Zawsze twierdziła, że oboje z mężem nie chcą mieć dzieci. Opowiadała o tym nawet niepytana. Potem okazało się, że bardzo chciała i przez wiele lat walczyła z mężem, który zagroził rozwodem w przypadku ciąży. Egoista miał już dziecko z poprzedniego małżeństwa i realizował się jako tatuś. W końcu przyszedł moment kiedy dotarło do niej, że jest już za późno, przestała walczyć sama z sobą i wylała z siebie żal. Tak więc mam rację, Koro. Nie twierdzę, że w Twoim przypadku tak jest, ale w każdym lepiej być ostrożnym niż wyrządzić komuś przykrość.

                                      Co do argumentu... Oczywiście, że to zły argument. Przecież niekoniecznie trzeba wpaść pod pociąg, żeby wiedzieć że jest ciężki wink
                                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 13:41
                                        Matti, zapewne sytuacje są różne. Ja z kolei znam kobietę, która wcale nie chce i nigdy nie chciała mieć dzieci, i która w pewnym momencie swego życia zaczęła kłamać, ze nie ma, bo nie może mieć (fizycznie). a to dlatego, że pewna grupa ludzi, z którymi przestawać musiała nie akceptowała takich wyborów - wolała więc ucinać temat niemoznoscią i cześc.
                                        W tym konkreynym przypadku - jak wspomniałam - Minie abslotnie mnie i zadnych moich uczuc nie uraziła smile
                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 12:12
                                Matti - ogólnie masz rację, bo wszak nie tylko piszemy my, ale i nas ktoś czyta smile
                                Mnie akurat w żaden sposób to nie uraziło, tylko nie lubię argumentów heh niemetaforycznych. A ten taki jest - jak nie masz dzieci nie znasz się ile jedzą młodzi mężczyźni smile - nie widzisz, ze to głupie?
                                Nie wiem jakiej płci sa dzieci Minnie, ale założmy do Ciebie. która masz córki mogłabym napisać w takim jak Minnie tonie - Matti, nie masz młodszego o 20 lata kochanka, to nie wiesz ile jedzą młodzi mężczyźni smile że koledzy córek, że zięciowie - to jakiś tylko wycinek - jakbys miała młodego kochanka wiedziałabyś co potrafi - w kwestii apetytu rzecz jasna smile Pod tym względem wypowiedź Minnie byłą zwyczajnie głupia smile
                                • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 13:39
                                  kora3 napisała:

                                  > jakbys miała młodego kochanka wiedziałabyś co potrafi - w kwestii apetytu rzecz jasna smile<

                                  I nie tylko, Korciu... nie tylko... big_grin

                                  Nie, no... jasne że to żaden argument. Gdyby tak miało być to najpierw zmysł obserwacji musiałby u człowieka ulec degradacji, jak ogon. Tak już jest, że większość wiedzy jaką posiada człowiek pochodzi z teorii a nie z praktyki.
                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 13:48
                                    matylda1001 napisała:
                                    >
                                    > I nie tylko, Korciu... nie tylko... big_grin


                                    smile
                                    >
                                    > Nie, no... jasne że to żaden argument. Gdyby tak miało być to najpierw zmysł ob
                                    > serwacji musiałby u człowieka ulec degradacji, jak ogon. Tak już jest, że więks
                                    > zość wiedzy jaką posiada człowiek pochodzi z teorii a nie z praktyki.


                                    I tak i nie - bo np. Ty jako osoba wykształcona medycznie i pracująca w zawodzie masz większa wiedzę praktyczną w zakresie jakiejś choroby, niż ktoś kto na te chorobę choruje. Bo taki ktoś dobrze zna swój przypadek pewnie, ale inne już - niekoniecznie.

                                    Nasze doświadczenie jednostkowe nie jest wyznacznikiem wiedzy - a o ile jest to bardzo rzadko. Jest cały szereg sytuacji w życiu, które mieliśmy okazję przezyc i podchodzimy do nich zupełnie inaczej niż ktoś inny w sytuacji adekwatnej. Zależy to od bardzo wielu czynników, od okoliczności sprawy, naszego do nniej podejścia, swiatopogladu i także doświadczenia.
                                    Tu mowa wszelako o bardzo banalnej rzeczy, o czyms co pierwsza lepsza osoba normalnie wychodząca z domu od dzieciństwa ma okazję obserwować. I tu naprawdę nie potrzeba mieć synów, córek, braci, sióstr, zięciów, kochanków, mezow, ani nie trzeba być dietetykiem, lekarzem czy pracować w gastronomii, żeby wiedzieć, że statystycznie więcej jedzą mężczyźni niż kobiety, więcej ,młodsi niż starsi, więcej systematycznie wydatkujący energię niż niewydatkujący.
                                    • kora3 Dpdam jeszcze Matti 13.01.17, 13:59
                                      Dodam, że banalnośc takich obserwacji az bije po oczach, dlatego "argumentacja" Minnie mnie zniesmaczyła.
                                      A najbardziej rozwalił mnie teks o "wycinku" w postaci tego, że od 15 do 25 roku życia praktycznie przebyłam wyłącznie w męskim gronie rówieśników - nie tylko na zajęciach szkolnych i uczelnianych, ale także w czasie wolnym smile Ba,. czas jakiś na studiach mieszkał u mnie mój przyjaciel, opisany tu S., który w tamtym okresie NAPRAWDE bardzo dużo jadł.
                                      I powiem Ci, że jak nas odwiedzali moi koledzy z roku (a działo się to czasem no codziennie), to jego spust do jedzenia w nich także budził zdumienie, a byli to medyczni młodzi w jego wieku i jak sadze także w wieku opisanego tu bohatera smile
                                      Sodam, ze wszyscy mi mężczyźni na pewno jedli więcej niż ja, a także więcej niż swoje dziewczyny koleżanki czy siostry, ale nie tak dużo jak S. i dlatego właśnie na temat jego wielkiego żarcia krążyły anegdoty smile
                                      Człowiek potrafiący solo zjeść pizze max czy niemal cały duzy tort nie zdarza się kochana na każdym rogusmile
                                      • minniemouse Re: Dpdam jeszcze Matti 14.01.17, 00:45
                                        kora3 napisała:
                                        A najbardziej rozwalił mnie teks o "wycinku" w postaci tego, że od 15 do 25 rok u życia praktycznie przebyłam wyłącznie w męskim gronie rówieśników - nie tylko na zajęciach szkolnych i uczelnianych, ale także w czasie wolnym smile Ba,. czas jakiś na studiach mieszkał u mnie mój przyjaciel, opisany tu S., który w tamtym
                                        okresie NAPRAWDE bardzo dużo jadł.


                                        Koro, nie gniewaj sie ale osobiscie mam powazne watpliwosci co do twoich zdolnosci obserwacyjnych, o czym zreszta juz dawno ci mowilam.

                                        Człowiek potrafiący solo zjeść pizze max czy niemal cały duzy tort nie zdarza się kochana na każdym rogu

                                        Nie wiem jakie u was sa pizze max. moj maz moze zjesc sam duza pizze bez problemu.
                                        duza pizza ma u nas srednice ok 35 cm srednicy. lubi prosta, z 3-4 skladnikami - ser, pieczarki, kielbasa pepperoni, zielona papryka. extra duza by miala ze 40cm ale moze jakby nie jadl caly dzien (od sniadania to 18-19-tej) to by dal rade i temu. naprawde zadne aj awj. wileu facetow to potrafi.
                                        papryke, jako dodatkowy topping, zamawia sie osobno

                                        teraz zobacz jakie ilosci zarcia ludzie w stanie w ogole zjesc. to zobaczysz ze podwojny obiad w polskich talerzykach to naprawde nic, ale to nic. badz cierpliwa, bo warto. ostrzegam tylko ze gosc obrzydliwie je....:

                                        gyoza to sa smaczne japonskie pierozki wypelnione miesem z wieprzowiny i jakimis warzywami. tu supersized:


                                        rety!! skoro ludzie potrafia TYLE i wiecej zjesc ....

                                        Minnie
                                        • kora3 Re: Dpdam jeszcze Matti 14.01.17, 09:52
                                          Minnie, weź się zmów nie kompromituj - mój zawod ten aktualnie wykonywany od kilkunastu lat polega na obserwowaniu m,in. Jakoś jak widzisz sobie radze, wiec sorry, ale twoje zdanie no to wiesz... smile
                                          • minniemouse Re: Dpdam jeszcze Matti 14.01.17, 23:06
                                            kora3 napisała:
                                            > Minnie, weź się zmów nie kompromituj - mój zawod ten aktualnie wykonywany od kilkunastu lat polega na obserwowaniu m,in.

                                            Tak Korciu, wiem, pamietam. naprawde nie chce robic ci przykrosci, ale... . wiem, wiem tez, iz jako dziennikarz powinnas wlasnie umiec obserwowac. niemniej po potwornie licznych poprawkach jakie musze wprowadzac po tobie moje zdanie pozostaje niezmienione. bardzo przepraszam ale takie mam zdanie. klaniam sie w pas i ponownie przepraszam.. https://www.cosgan.de/images/smilie/frech/s015.gif

                                            Minnie
                                            • kora3 Re: Dpdam jeszcze Matti 15.01.17, 10:32
                                              Ty pracujesz w polskiej gazecie w korekcie? smile
                                    • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 12:03
                                      kora3 napisała:

                                      > I tak i nie - bo np. Ty jako osoba wykształcona medycznie i pracująca w zawodzie masz większa wiedzę praktyczną w zakresie jakiejś choroby, niż ktoś kto na te chorobę choruje. Bo taki ktoś dobrze zna swój przypadek pewnie, ale inne już - niekoniecznie<

                                      I tak i nie, Korciu smile Większą wiedzę praktyczną to ja mam w leczeniu danej choroby ale większą wiedzę praktyczną w chorowaniu ma jednak pacjent. Dlatego to ja pytam pacjenta co mu dolega a nie on mnie smile Ja wiem jak człowiekowi pomóc, ale co on czuje, lepiej zrozumie ten, kto doświadcza podobnego cierpienia. Moja wiedza o jego cierpieniu jest (na szczęście) czysto teoretyczna. Wiedzę praktyczną należałoby więc rozumieć tu jako osobiste doświadczenie, reszta to teoria.
                                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 12:27
                                        I tak i nie - bo wiedza praktyczna może być także rózna - może dotuczyć tylko sievie samego - i wówczas jest wiedzą o ...sobie, a może dotyczyć szerszej grupy i wówczas jest wiedzą o grupie.
                                        Obrazowo i w temacie... Ja już jako małe dziecko jadłam bardzo mało za to często. Znacznie mniej niż inne oseski i znacznie częściej niż one. Moja mama nie miała rodząc mnie i karmiąc doświadczenia smile, ale miała je moja babcia, która żeby było zabawniej była oddziałową na dziecięcym oddziale (ale nie na neonatologii). W mig zorientowała się, ze jem mniej i częściej niż PRZECIĘTNE dziecko. Jest tego przyczyna somatyczna, którą teraz łatwo zdiagnozować, wówczas nie było to latwe, ale no dało się smile

                                        I tak ja, z własnego doświadczenia wiem, że jem mało i często - jest to moje osobiste doświadczenie, które nic nie wnosiłoby w wiedze ogólną, gdybym nie miała okazji obserwować innych. Bo dzięki tej obserwacji wiem, ze pod tym względem odstaję od normy.

                                        Inny przykład, w klimacie lubianym przez Minniesmile Moja siostra miała stosunkowo ciężki poród, dlugi i połączony ze stymulacją szyjki macicy (nie życzyła sobie chemii, chyba, ze byłaby nieodzowna - jej prawo) - opisywała poród jako ogromny ból, na tyle duzy, że ma opory teraz mieć drugie dziecko.
                                        Jej koleżanka rodziła pierwsze swoje dziecko jak moja siostra - około 30- stki. Wg jej relacji poród to nic takiego smile - owszem, boli, ale do wytrzymania (jej słowa) i trwa krótko ...Czy któraś z nich kłamie, koloryzuje? No nie - jako nie tylko matka, ale i medyk doskonale wiesz, że raz porody bywają różne, dwa - ludzie mają rózny próg bólu, trzy kobiety rózna budowę itd.
                                        Osobiste doświadczenie jest siłą rzeczy doświadczeniem subiektywnym - w żaden sposób nie jest wyznacznikiem dla innych w adekwatnej sytuacji ....

                                        Ktoś, kto nie ma osobistego doświadczenia, ale ma wiedzę czerpaną z obserwacji - jak np. Ty w przypadkach chorób - ma wiedze zwyczajnie bardziej obiektywną.
                                        Bo gdyby moja mama nijak nie obserwowała swiata to posiadając mało jedzące dziecko - mnie - powinna uznać, ze no dzieci mało jedzą i często i tyle. Ale jakoś no wiadomo, że ja pod tym względem ODSTAJE od normy, tak? czyli moja matka mając osobiste (jako matka) doświadczenie tak naprawdę myliłaby się opierając TYLKO na swoim dziecku, nieprawdaż?

                                        Z tych obserwacji mniej lub bardziej naukowych ukuło się pojęcie NORMY. To pojecie pozwala nam na ocenę, czy ktoś jest za szczupły, za gruby, za mało/za dużo je/, za mało/za dużo pije, za mało/za dużo wydala, za mało/ za dużo śpi. Bez tej normy nie budziłoby w nas niepokoju, że ktoś dorosły śpi 14 godzin na dobe - co bywa objawem choroby nierzadko. Bez tej normy nie wiedzielibyśmy że NADMIERNE pragnienie bywa objawem choroby itd.
                                        • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 23:32
                                          kora3 napisała:
                                          Inny przykład, w klimacie lubianym przez Minniesmile Moja siostra miała stosunkowo ciężki poród, [....] - opisywała poród jako ogromny ból,
                                          Jej koleżanka rodziła pierwsze swoje dziecko jak moja siostra - około 30- stki
                                          Wg jej relacji poród to nic takiego
                                          Osobiste doświadczenie jest siłą rzeczy doświadczeniem subiektywnym - w żaden sposób nie jest wyznacznikiem dla innych w adekwatnej sytuacji ....


                                          Korciu, zapominasz o jedynej istotnej rzeczy - obie osobiscie doswiadczyly porodu.
                                          nie ma znaczenia ze jedna bardziej druga mniej - obie OSOBISCIE go przeszly. wiedza jakie to uczucie. wiedza co to jest rodzic. kobieta ktora nie rodzila nie ma pojecia ani jak "ledwo boli" ani jak "okropnie boli" - a z boku to mozna tylko patrzec i wspolczuc i wiedziec ZE boli, ale nie wiedziec CO TO ZA BOL.

                                          btw "inna budow, inny prog bolu, inny porod" Korciu to nie ma znaczenia. POROD BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BOLI, zeby nie wiem jak kombinowac. przypadki lekkiego porodu typu "kichnela i urodzila" sa nietypowe, tak samo jak powazne komplikacje sa nietypowe. pomiedzy sa przecietne porody ktore bola plus minus podobnie czyli bardzo.

                                          btw Korciu nie jestem medykiem ani nie bylam, mam tylko lekarzy w rodzinie smile

                                          Z tych obserwacji mniej lub bardziej naukowych ukuło się pojęcie NORMY.

                                          No wlasnie Korciu, i rzecz w tym ze dla facetow pracujacych fizycznie badz uprawiajacych pewne rodzaje sportu dwa talerze zupy + drugie danie to wlasnie norma.
                                          Byc moze nie w twoim kregu, po prostu. ale norma.

                                          Minnie
                                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 10:40
                                            [i]minniemouse napisała:
                                            >
                                            > Korciu, zapominasz o jedynej istotnej rzeczy - obie osobiscie doswiadczyly [
                                            > /i]porodu.
                                            > nie ma znaczenia ze jedna bardziej druga mniej - obie OSOBISCIE go przeszly


                                            No i co z tego wynika? że obie opisują inaczej - z własnego doświadczenia. a tymczasem lekarz czy położna w życiu "obsługujący" setki porodów mogą powiedzieć jaki jest najbliższy NORMY ...

                                            . w
                                            > iedza jakie to uczucie. wiedza co to jest rodzic. kobieta ktora nie rodzila nie
                                            > ma pojecia ani jak "ledwo boli" ani jak "okropnie boli" - a z boku to mozna
                                            > tylko patrzec i wspolczuc i wiedziec ZE boli, ale nie wiedziec CO TO ZA BOL.


                                            Ale co z tego? Co to ma do rzeczy? Jaki związek z jedzeniem? Nawiasem mówiąc - wiesz - istnieją "porody przez CC" - które tak naprawdę są operacjami. Nie czuje się bólu, bo jest się w znieczuleniu. Te kobiety nie sa matkami, które mają dzieci urodzone przez CC?


                                            " btw "inna budow, inny prog bolu, inny porod" Korciu to nie ma znaczenia. POROD
                                            > BARDZO BARDZO BARDZO BARDZO BOLI, zeby nie wiem jak kombinowac. przypadki lekki
                                            > ego porodu typu "kichnela i urodzila" sa nietypowe, tak samo jak powazne kompl
                                            > ikacje sa nietypowe. pomiedzy sa przecietne porody ktore bola plus minus podobn
                                            > ie czyli bardzo.


                                            aaaaaaa zatem jest jakaś ogólna norma, tak? No to zastanow się skad się ona wzięła? Z doświadczenia - nie tak rodzących, jak lekarzy i reszty zespołów medycznych.

                                            >
                                            > btw Korciu nie jestem medykiem ani nie bylam, mam tylko lekarzy w rodzinie smile


                                            A co to ma do rzeczy?

                                            > No wlasnie Korciu, i rzecz w tym ze dla facetow pracujacych fizycznie badz upra
                                            > wiajacych pewne rodzaje sportu dwa talerze zupy + drugie danie to wlasnie norma
                                            > .
                                            > Byc moze nie w twoim kregu, po prostu. ale norma.
                                            >


                                            To raczej może w Twoim kręgu smile
                                            • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 23:19
                                              kora3 napisała:
                                              - istnieją "porody przez CC" - które tak naprawdę są operacjami. Nie czuje się bólu, bo jest się w znieczuleniu. Te kobiety nie sa matkami, które mają dzieci urodzone przez CC?

                                              sa matkami ktore nie maja pojecia jak boli porod.

                                              aaaaaaa zatem jest jakaś ogólna norma, tak? No to zastanow się skad się ona wzięła? Z doświadczenia - nie tak rodzących, jak lekarzy i reszty zespołów medycznych.

                                              no naprawde, Koro...uncertain
                                              przeciez nie lekarze wiedza jak boli tylko te co rodzily. to na podstawie ICH odpowiedzi jakas norme okreslono. lekarze (ktorzy nie rodzili) NADAL nie maja pojecia jak boli, nawet ta norma, zauwaz.

                                              btw Korciu nie jestem medykiem ani nie bylam, mam tylko lekarzy w rodzinie
                                              > A co to ma do rzeczy?


                                              fatalnie. i ty sie dziwisz ze ja nie wierze w twoje zdolnosci obserwacyjne....:
                                              No nie - jako nie tylko matka, ale i medyk doskonale wiesz, że raz porody bywają różne, dwa - ludzie mają rózny próg bólu, trzy kobiety rózna budowę itd.

                                              To raczej może w Twoim kręgu

                                              dokladnie tak. moze powinnas wreszcie przyjac do wiadomosci ze swiat sie nie konczy na czubku twojego nosa, i choc o tym nie masz pojecia to gdzies tam dwa talerze zupy do obiadu sa normalne dla ciezko harujacych i cwiczacych facetow.

                                              Minnie
                                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 07:36
                                                Minnie, weź się nie kompromituj - ja dałam przykład mojej siosty, niwwielkiej osoby, jedzącej w normie, która w ciązy jadła więcej, a ty zaraz z ceizko pracującym i cwiczącym chłopem ... Gdzie w tym wątku jest napisen, ze ten chłopak uprawia sumo i gdzie jest napisane, ze ciężko fizycznie pracuje na tych studiach ? Zalinkuj, bo nie doczytałam ...
                                                smile
                                                • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 11:01
                                                  kora3 napisała:
                                                  Gdzie w tym wątku jest napisen, ze ten chłopak uprawia sumo i gdzie jest napisane, ze ciężko fizycznie pracuje na tych studiach ?
                                                  > Zalinkuj, bo nie doczytałam ...


                                                  no ja cie bardzo przepraszam ale tak, pisalo ze cwiczy maraton.
                                                  ale musze isc spac, jutro poszukam. dobranoc??

                                                  Minnie
                                                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 11:20
                                                    minniemouse napisała:

                                                    > no ja cie bardzo przepraszam ale tak, pisalo ze cwiczy maraton.

                                                    ĆwiczyŁ. Oto dokładny cytat:

                                                    Młody w tej chwili jest normalnej budowy. Nie jest chuderlakiem, ale też nie należy do osób 'przy kości'. Wiem jednak, że kiedyś był dość pucułowaty i schudł głównie dlatego, że zaczął trenować bieganie, jest maratończykiem. W tej chwili nie biega ze względu na stawy, ale bardzo dużo chodzi. Będąc u nas znikał sam na długie spacery po lesie.
                                                  • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 12:01
                                                    Autorka już się chyba poddała wink, w każdym razie ja też przeczytałam, że JEST maratończykiem. Może nie biega, ale jeśli bardzo dużo chodzi i ćwiczy coś innego, to jego zapotrzebowanie kaloryczne może być większe niż przeciętnej osoby.
                                                    Mam wśród znajomych osoby uprawiające sporty, ale nawet biegając w maratonach nie pochłaniają wszystkiego jak odkurzacze. Przeciwnie, dbają o to, co jedzą.
                                                    Tu opis faktycznie pasuje jak ulał do osoby, która albo w dzieciństwie głodowała, albo ma jakieś zaburzenia. Stawiam na zaburzenia, bo cała ta historia tak się układa – miał nadwagę, potem zaczął trenować. Stawy mogą niedomagać z powodu zbyt ciężkich treningów, być może miał z nimi kłopoty już wcześniej. Do tego znam ludzi, którzy z przejadania się przeszli do bardzo restrykcyjnego dbania o formę. To kwestia wcale nie nowa, że niektórzy nie potrafią znaleźć złotego środka i czy chodzi o brak dbania o siebie czy o zdrowe życie – zawsze wpadają w szpony ekstremizmu.
                                                    Ja na miejscu autorki, jeśli jeszcze nas czyta, postarałabym się delikatnie na ten temat porozmawiać z siostrą.
                                                  • minniemouse Re: Dzieki Pavvko!... 16.01.17, 23:19
                                                    ... za podanie cytatu smile

                                                    Młody w tej chwili jest normalnej budowy. Nie jest chuderlakiem, ale też nie należy do osób 'przy kości'. Wiem jednak, że kiedyś był dość pucułowaty i schudł głównie dlatego, że zaczął trenować bieganie, jest maratończykiem. W tej chwili nie biega ze względu na stawy, ale bardzo dużo chodzi. Będąc u nas znikał sam na długie spacery po lesie.

                                                    no!. a ja dodam od siebie iz puculowatosc imo wskazywalaby na raczej przekarmianie i objadanie sie w dziecinstwie (choc niekoniecznie warzywami i chuda proteina) niz glodowanie, a dlugie spacery na świeżym leśnym powietrzu doskonale moga pobudzic apetyt u mlodego mezczyzny na tyle iz bez problemu wtrabi dwa talerze zupy.

                                                    Summa summarum, niezaleznie czy dwa talerze zupy to normalne czy nienormalne, czy chlopak ma/mial zaburzenia, czy cwiczy/cwiczyl czy tylko jest glodomorem, czy burger to lunch czy obiad i czy to zawsze smieciowe jedzenie
                                                    - W GOSCIACH nalezy wstrzymac sie od wymiatania polmiskow do czysta, i basta.

                                                    W tej konkretnej sytuacji siostra z siostra powinny sobie porozmawiac (jak to sie czyni normalnie w normalnej rodzinie gdy pojawiaja sie problemy i problemiki) i ustalic jak sie ustosunkowuja do tej syutacji. w ich zasiegu, bo co siostra nr 1 czyli ta z chlopakiem robia i jak sie zachowuja poza domem siostry nr 2 (czyli tej goszczacej u siebie kubkiem sosu wink ) - to juz nijak sprawa siostry nr 2. To wylacznie prywatna sprawa siostry 1 i jej chlopaka.

                                                    Minnie
                            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 09:40
                              2 talerze zupy plus drugie to i dla mnie nie był problem jeśli byłam bardzo głodna w wieku 25 lat. A gruba wcale nie byłam.
                              • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:13
                                baba67 napisała:

                                > 2 talerze zupy plus drugie to i dla mnie nie był problem jeśli byłam bardzo g
                                > łodna w wieku 25 lat. A gruba wcale nie byłam.
                                >
                                Nie chodzi o to czy można z łatwością wciągnąć dwa talerze zupy i trzy kotlety, bo można i z tym się wszyscy zgadzamy. Chodzi o to, że NIE WYPADA na proszonym obiedzie jeść więcej niż przeciętna porcja - czyli - jeden talerz zupy i jeden kotlet do drugiego dania. NAWET jeśli kotletów jest więcej niż gości.
                                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:16
                                  No wiem ale ja nie o tym. Kora Twierdzi ze dwa talerze zupy to strasznie dużo.
                                  • mim_maior Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:28
                                    To jest świetne podsumowanie całego tego forum: "Kora twierdzi, że dwa talerze zupy to strasznie dużo" big_grin big_grin big_grin
                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 12:16
                                    Babo, powiedz mi ile znasz osób w wieku dowolnym jedzących STANDARDOWO obiad x 2 ? Nie z przerwą parugodzinną, że jeden w pracy a drugi w domu tylko na raz. Tak uczciwie. Ja znam dwie takie osoby i obie budzą zdumienie. smile
                                    Bo tak normalnie to ludzie jedzą jeden talerz zupy/innej przystawki + jedno drugie danie. Jedni w całości zjedzą, inni zostawią, ale zamawianie razy 2 NIE jest standardem - po prostu. podobnie jak nie jest przyjętym zachowanie opisane tu zachowanie chłopaka. Nawet mając wilczy apetyt nie wypada się tak zachowywać.
                                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 20:11
                                      2 obiady to może nie ale płeć męska w przedzile 16-30 jedząca 2 talerze zupy plus bardzo solidne drugie plus spory kawał ciasta to naprawde wieku znałam, a i sama też sobie nie żałowałam.2 obiady to jest dużo ale takie osoby ISTNIEJĄ zatem dlaczego ów mlody człowiek miałby do tego grona nie należeć? Dlaczego z góry zakładać że nie?
                                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 20:26
                                        Alez nie zakładamy, że nie może należeć, tylko - jeśli należy - to należy do osob jedzących b. dużo, a nie jak sugerujesz standardowo dla młodych ludzi w tym wieku - proste.
                                        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 20:31
                                          Ja tylko sugeruję ze 2 talerze zupy to nie jest żadne dziwo w pewnym wieku.
                                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 21:46
                                            Wiesz, tak się być może złośliwie sklada, że mam przyjaciółke posiadającą na wyposażeniu synka prawie 2 metru wzrostu, 115 kg wagi trenującego nie wyczynowo, ale jednak sport. W tym roku skończy 20 lat - czasem mam okazje widzieć ile je i znacznie więcej niż ja i jego mama oraz nieci więcej niż nasi koledzy w wieku 38 i 42 lata o podobnej posturze doń. Jednakowoż dziś mając okazję zapytałam jego mamę czy wg jej obserwacji 2 pełne talerze zupy suto okraszonej makaronem z jednoczesną perspektywą zjedzenia zaraz potem 2 dnia (a tak było z moją siosrrą w opisanym przypadku) uznałaby za dużo mało czy normalnie w wyginaniu swego dziecka powiedziała, ze uznałaby za dużo jednorazowo - w perspektywie paru godzin - za normalnie, ale nie na raz. Pewnie ona się tez biedna nie zna, bo ma tylko jedmo dziecię - jakby miała 8 -śmioro przegląd mógłby być inny smile
                                            • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:12
                                              Wybaczcie, ale zmierzamy w stronę absurdu i to z dużą prędkością. Ludzie jedzą różnie, czasem mniej, czasem więcej, ale te opisane tutaj ilości nie są normalne albo są na granicy normalności, także w kontekście 'objadania' wszystkich i wyjadania wszystkiego jak leci. Rozumiem napady wilczego apetytu, nawet w młodym wieku, ale są to z reguły sytuacje okresowe i nawet wtedy ludzie nie pochłaniają jak odkurzacze wszystkiego jak leci. Moje dziecko uwielbia schabowe i jest w stanie zjeść 2 na raz a jest małym chłopcem, ale już nie zjadłby tak innych potraw. Tu jakbym czytała o odkurzaczu, który wciąga wszystko, bez wyjątku, nawet sam sos... łyżkami.
                                              Temat delikatny ale ja bym jednak stawiała na jakieś zaburzenie a nie na brak wychowania czy towarzyskiego zorientowania się.
                                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:24
                                                No widzisz, a niektórzy uważają taki zarcie smile za normę...
                                                Rennie - ludzie sa bardzo rózni - sa tacy, którzy normalnie bardzo dużo jedzą, są tacy, którzy okazję wykorzystują do najadania się - niestety to prawda i widziałam to nie raz.
                                                my tu dyskutujemy o zasadach prawidłowego zachowania się. jeśli zachowanie chłopaka jest podyktowane zaburzeniami, to jest poza oceną pod katem SV - oczywiste.
                                              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 23:53
                                                renn.ie77 napisała:
                                                Moje dziecko uwielbia schabowe i jest w stanie zjeść 2 na raz a jest małym chłopcem, ale już nie zjadłby tak innych potraw.

                                                Bo jest jeszcze maly. a wez pod uwage faceta wieku 55+ ktory pracuje ciezko fizycznie, nieraz 18 godzin (workaholic). myslisz ze nie da rady zmiesc dwoch srednio gestych zupek typu ogorkowa i zakasic sznyclem z porcja ziemniakow i zalozmy surowka z kiszonej kapusty?
                                                sprawdzilam ile maja nasze przecietne miski na zupe - 236.588 ml. to duzo? a ile maja polskie?

                                                Minnie
                                                • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 00:01
                                                  Minnie, z opisu autorki zrozumiałam, że ten facet je jak odkurzacz. Mnie wydaje się to dziwne i nie chciałabym skupiać się tutaj na dyskusjach o tym kto ile może zjeść. Chodziło mi tylko o to, że ludzie zazwyczaj lubią coś bardziej lub mniej a nie wszystko, bez wyjątku.
                                                  • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 01:31
                                                    renn.ie77 napisała:
                                                    Minnie, z opisu autorki zrozumiałam, że ten facet je jak odkurzacz.

                                                    a to to tak.

                                                    nie chciałabym skupiać się tutaj na dyskusjach o tym kto ile może zjeść.

                                                    jak to zwykle i normalnie w dyskusji bywa, w watku tworza sie podwatki na rozne inne pobocze tematy. np, Kora niechcacy zainicjowala podwatek pt "czy 2 talerze zupy to nienormalne czy nie" smile
                                                    z tym, ze, obowiazku brania udzialu w dowolnym temacie naturalnie nie ma.
                                                    niemniej jesli juz dodasz swoj glos w jakimkolwiek, musisz sie liczyc z tym ze bedzie, a w kazdym razie moze byc - jakis odzew. wtedy juz pozostaje wylacznie w twojej gestii reagowac dalej, lub nie.
                                                    Ponadto, jak to w dyskusji bywa, tematy sie moga mieszac, nakladac na siebie itp i np dla mnie w miare wazne jest aby moj punkt widzenia byl jasno zrozumiany.
                                                    Jesli wiec obawiam sie ze nie jestem dobrze zrozumiana - uscislam o co mi chodzi. niekiedy mam wrazenie iz mimo juz raz wyjasniania, ktos inny mnie nie zrozumial, stad te powtorki.

                                                    Minnie
                                                  • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 01:47
                                                    Tak i wątek robi się gastronomiczny wink.
                                                    Jak napisałam - apetyty mogą być różne, to oczywiście wiem, ale rzadko chyba zdarza się, że ktoś wciąga wszystko jak leci, dlatego zastanawiałabym się jednak nad jakimś problemem związanym z jedzeniem, niekoniecznie zaś związanym z dobrym wychowaniem. Coraz więcej dzieci ma różne zaburzenia związane z jedzeniem, a w końcu kiedyś wyrastają na osoby dorosłe.
                                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 11:06
                                                    renn.ie77 napisała:

                                                    > Tak i wątek robi się gastronomiczny wink.
                                                    > Jak napisałam - apetyty mogą być różne, to oczywiście wiem, ale rzadko chyba zd
                                                    > arza się, że ktoś wciąga wszystko jak leci


                                                    No jasne, także osoby dużo jedzące wybierają jednak to, co lubia do jedzenia - przypadek kogos kto tak bardzo lubi wszystko jest hmmm dość dziwny
                                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 11:04
                                                  W PL standardowa porcja zupy w restauracji to 250-300 ml. W domu możesz mieć jakie chcesz naczynia - proste.

                                                  Komoletnie nie zrozumiałaś przykładu Renn.ie - ta, no jej synek je dwa schabowe (czasem) bo jest mały, jak dorosnie będzie zjadał całego dzika na raz, jak Obeliks....smile
                                                  No nie Minnie, ona dala doskonały przykład zbliżony do tego z moją siostrą w ciąży - dziecko tego je dużo, bo BARDZO TO LUBI.
                                                  Tak się powołujesz na to bycie matką w swoich wszelakich wnioskachsmile, a nie wiesz, że dzieci tak mają, że potrafią naprawdę dużo zjeść tego co lubią, nawet ogólnie będać niejadkami? No to faktycznie doświadczenie masz po nomen omen - byku.

                                                  Dziecko Rennie tyle zje konkretnej potrawy! Bo ja LUBI! Pewnie po takim jedzonku nie je już nic wicej w tym czasie i pewnie innej potrawy - takiej którą lubi przeciętnie w takiej ilości by nie zjadło.

                                                  Rennie ma sporo szczęścia, ze jej dziecko lubi tak bardzo potrawę treściwą że tak powiem, Bo często dzieci lubią tak bardzo słodycze, chipsy, czy lody i potrafią tego zjeść bardzo dużo kosztem potem obiadu czy kolacji, których "napchane" tymiż już zjeść nie chcą. Dziw, ze tego nie wiesz, naprawdę
                                                  • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 23:01
                                                    kora3 napisała:
                                                    No nie Minnie, ona dala doskonały przykład zbliżony do tego z moją siostrą w ciąży - dziecko tego je dużo, bo BARDZO TO LUBI

                                                    to i tak bardzo duzo, a pointa nie lezy w tym ze je az tyle bo bardzo lubi tylko ile moze zmiescic.
                                                    czepiasz sie slomki.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 07:30
                                                    Minnie, po polsku to Ty jak tonący - brzytwy się chwytaszsmile
                                            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 07:32
                                              Twoja siostra zjadła jedno danie. Dwa talerze zupy i jedno drugie danie-tak wynikało Twojego postu.O podwójnym 2 daniu nie było mowy. Manipulujesz.
                                              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 09:54
                                                Nie czytasz uważnie, a ja to dokonale pamiętam - siostra zjadla dwa takerze pełne zupy i miała zamiar zjeść 2 damie, ale zwyczajnie go nie zmieściła. smile Zalożenia miała jefdnak takie, ze zje i to tak zdumiało mego szwagra smile
                                                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:17
                                                  Ale NIE ZJADŁA.
                                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:26
                                                    No ic dziwnego smile ale wszak deklarowała, ze zje, DLATEGO szwagier się zdziwił. Nie jest to idiota smile i wie, że kobiety w ciaży mają czasem większy apetyt niż niecięzarne smile i miewają go czasem na konkretnego coś czego sa w stanie zjeść naprawdę dużo. Ale no znał swoja zone i zwyczajnie wiedział, że po zjedzeniu prawie litra rosołu z makaronem NIE ZMIESCI już 2 dania zaraz po smile
                                      • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 00:03
                                        baba67 napisała:

                                        > 2 obiady to może nie ale płeć męska w przedzile 16-30 jedząca 2 talerze zupy plus bardzo solidne drugie plus spory kawał ciasta to naprawde wieku znałam, a i sama też sobie nie żałowałam.2 obiady to jest dużo ale takie osoby ISTNIEJĄ za tem dlaczego ów mlody człowiek miałby do tego grona nie należeć? Dlaczego z góry zakładać że nie?


                                        ja tak samo, ja widze ile moj ciezko fizycznie pracujacy maz je. bez zupy to on wtraci dwa kotlety wielkie jak dlon bez problemu z kopa ziemniakow (na naszych amerykanskich talerzyskach) do tego tez wielka micha salaty bez zajakniecia. on je tyle ze nieraz sie denerwuje ze i swoje zje, i moje skubnie, i corki, i zaraz poleci takze psu wyzrec jego chrupki wink


                                        Na sniadanie zjadl np dwie pajdy chleba, dwa jajka sadzone smazone na boczku i 4 plastry owegoz boczku ( u nas boczek wyglada tak)
                                        mniammm mniammm


                                        Chociaz przyszlo mi glowy wlasnie ze moze to jest jeszcze kwestia kto jak czesto je. u nas sniadanie je sie rano o 9 a obiad od 6 wieczorem, pomiedzy je sie np hamburgera albo hotdoga, albo salatke
                                        salataka cesarska niammmm niammm niammm
                                        albo- Sałatka Szefa Kuchni
                                        albo - klasyczna Grecka Salatka z serkiem Feta yummm yummm

                                        - tego rozmiaru posilek pomiedzy..

                                        Minnie
                                        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:19
                                          Minnie, zlituj się i nie "reklamuj" śmieciowego jedzenia pt. hamburgery sad To sa rozpychacze żoładka i tyle sad
                                          • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 23:45
                                            kora3 napisała:
                                            > Minnie, zlituj się i nie "reklamuj" śmieciowego jedzenia pt. hamburgery sad To s
                                            a rozpychacze żoładka i tyle


                                            to zalezy skad i gdzie. hamburger to jest biala albo wielozbozowa bulka + mieso mielone wolowe a la polski sznycel bez tartej bulki z salata, pomidorem, plasterkiem zoltego sera, plasterkami ogorka konserwowego, moze byc tutejszy boczek wysmazony na chrupko, posmarowana majonezem i keczupem. czyli jakby tak sie zastanowic to zamieniajac bulke na zmieniaki masz prawie normalny obiad. a jak bulka jest wielozbozowa to nawet zdrowiej zjesz.
                                            poza tym, nie jesz przeciez tego codziennie.

                                            Minnie
                                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 10:48
                                              Tak się wymądrzasz, a nie wiesz dlaczego hamburgery czy hot dogi to śmieciowe jedzenie - i to taka znawczyni wszystkiego zza Oceanu, jak Ty - wstyd.

                                              No to Cię oświecęsmile Sklad takiego dania może być rózny. Hamburger może być zrobiony z bardzo dobrego jakościowo mięsa, warzyw itd. Jest to raczej rzadkie, ale zdarza się. Rzecz w tym, że jak sama zauważasz, to prawie normalny obiad, a tymczasem traktowane jest jak przekąska. Bo właśnie można to zjeść "na szybko" ...To powoduje, że ludzie po to sięgają, jedzą to , a potem znów jedzą następne coś.,...
                                              Możesz Minnie zaklinać rzeczywistośc podkreślając, że ogromne ilości jedzenia to norma w takic czy innych okolicznościach, ale prawda jest taka ze np. amerykańskie społeczeństwo jest ogromnie utuczone. sad
                                              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 15:50
                                                Otóż to. W Polsce hamburgera nie je się na obiad. Czasem je się w porze obiadowej i może robić za lunch ale nigdy nie traktuje się tej potrawy jak porządny obiad. Najczęsciej je się miedzy posiłkami jako megaprzekąskę. Oczywiście w wiekszych miastach pojawiły się hamburgerownie i można zjeśc nieśmieciowego hamburgera ale to swoje kosztuje i nadal nie funkcjonuje kulturowo jako obiad.
                                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 18:03
                                                  W stanach TEŻ Babo nie funkcjonuje jako obiad - funkcjonuje właśnie jako przekąska, podczas gdy kalorycznie jest obiadowi równe - w tym rzecz.
                                                  Mama mojego partnera robi bardzo dobre hamburgery smile dla mnie z kotlecikiem rybnym. Długo mieszkała w USA. Ona kupuje najlepsze wołowe mięso i najlepszą rybe i sama to przygotowuje od a do z -łącznie z sosami na bazie jogurtu. Jeśli chodzi o składniki to na pewno nie są "śmieciowe", ale samo jedzenie - tak. W tym sensie, że co prawda ja po tym muz dłuższą chwile nie jem (a jem stosunkowo często), ale mój partner, który je przeciętnie jak na faceta w swoim wieku nie pracującego fizycznie i ćwiczącego nie do upadłego z 2 razy w tyg. - cos tam jeszcze po 3 godzinach by zjadł. I nie dlatego by zjadł, ze tak je właśnie, ale dlatego, że podświadomie traktuje hamba jako takie nic, przekąskę. A tymczasem kalorycznie jest to przecież zbliżone do drugiego dania
                                                  • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 22:20
                                                    kora3 napisała:

                                                    > W stanach TEŻ Babo nie funkcjonuje jako obiad - funkcjonuje właśnie jako przeką
                                                    > ska, podczas gdy kalorycznie jest obiadowi równe - w tym rzecz.


                                                    a nienie. hamburger funkcjonuje rowniez jako obiad, wlasnie dlatego ze kalorycznie spelnia warunki kaloryczne. i wlasnie dlatego ze niektorzy zapominaja o tym szczegole lub wrecz nie wiedza, i zjadaja burgera jako lunch, przekaske a potem dodatkowo obiad- bardzo tyja.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 07:31
                                                    Sądząc po gabarytach co 2 osoba?smile
                                                  • minniemouse Re: LOLOL 16.01.17, 08:56
                                                    Korciu, tos sie odezwala. myslisz ze Polska lepsza?? zwroc uwage tez na daty - bynajmniej nie sa to to jakies nowosci. w jakim ty swiecie zyjesz... smile

                                                    Jeżeli Polacy nie zaczną dbać o swoją dietę i aktywność fizyczną, w ciągu dekady mogą dogonić pod względem otyłości Amerykanów czy Brytyjczyków.

                                                    Jak powiedział prof. Mirosław Jarosz, dyrektor Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie, [....] W USA w ciągu ostatnich 30 lat otyłość wśród młodzieży wzrosła trzykrotnie, w Polsce w tym samym czasie - dziesięciokrotnie - powiedział.
                                                    Otyłość w Polsce rośnie szybciej niż w USA

                                                    W grupie 11-latków, jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, polskie dzieci są już najtęższe w Europie. Nie tylko dlatego, że fatalnie się odżywiają. Również dlatego, że coraz mniej się ruszają.

                                                    Polacy tyją na potęgę. Nadwagę ma już ponad połowa z nas, a co trzeci obywatel jest otyły


                                                    Ponad 60 proc. mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Problem ten dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę - wynika z badań Instytutu Żywności i Żywienia.
                                                    PONAD 60 PROCENT POLAKÓW CIERPI NA NADWAGĘ I OTYŁOŚĆ

                                                    Uwzględniając kryteria amerykańskie, w badaniu IDEA otyłość brzuszną stwierdzono u 50 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn w Polsce. A przy zastosowaniu ostrzejszych norm - odsetek ten wzrósł do 70 proc. u kobiet i niecałych 60 proc. u mężczyzn.
                                                    Od 40 do 60 proc. Polaków cierpi na otyłość

                                                    Ty moze masz jakies zludzenia co do polskiej sylwetki, ja -nie.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: LOLOL 17.01.17, 10:18
                                                    No niestety - to prawda, ale w PL nadal rzadko bywa się dumnym otyłości ...Dla Ciebie osoba 40+ mająca szczupła sylwetkę jest dziwna - to z innego wątku wiem smile
                                                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 08:25
                                                    Tez mi się tak wydawało. Wiedzę czerpie z amerykańskich serialismile
                                                  • minniemouse Re: OT 16.01.17, 08:57
                                                    baba67 napisała:
                                                    > Tez mi się tak wydawało. Wiedzę czerpie z amerykańskich seriali

                                                    a co ogladasz, Babo? bardzo mnie to zaciekawilo smile

                                                    Minnie
                                                  • baba67 Re: OT 16.01.17, 09:40
                                                    Najchetniej to Bones, kiedys oglądałam CSI.I w Bones jest sporo o jedzeniu.
                                                  • minniemouse Re: OT 16.01.17, 10:56
                                                    baba67 napisała:
                                                    > Najchetniej to Bones


                                                    a wiem wiem, tez czasami ogladam smile
                                                    Aubrey to faktyczne duzo wtranzala junku. on w ogole wcina duzo, ku cierpieniu Booth : )

                                                    Minnie
                                                  • minniemouse Re: znowu OT 17.01.17, 02:48
                                                    baba67 napisała:
                                                    oglądałam CSI.

                                                    przepraszam za znowu OT, ale zaaferowana burgerami i zarciem w ogole zapomnialam dodac ze CSI tez ogladalam i nawet do tej pory ogladam powtorki z Dansonem i E Shue.
                                                    Nie moglam przebolec jak usmiercili Warricka, najprzystojniejszego z nich wszystkich!!!
                                                    no ale niestety Warrick- actor (czyli Gary Dourdan) popadl w problemy natury narkotykowej plus juz wczesniej uzeral sie z kontraktami (obiecywali mu bardziej rozwiniety, glebszy "glowniejszy" charakter a miast tego dostawal te same epizody). a jeszcze jak go zaaresztowali.. to skonczylo sie na dobre. szkoda.. ! ten jego spokojny, sexi chod i te jego zielone oczy... niesamowite! : )


                                                    ogladalas Babo CSI Vegas, Miami, NY czy tylko ktorys z nich? i ktory ci najbardziej przypadl do gustu? ja w sumie kadzy z nich za cos lubilam.
                                                    a jesli chodzi o CSI Vegas to kolejno:
                                                    - William Petersen as Grissom,
                                                    - Liev Shreiber as Michael Keppler,
                                                    - Laurence Fishburn as Raymond Langston, i wreszcie
                                                    - Ted Danson as D.B. Russell
                                                    ktory z nich zrobil na tobie najlepsze wrazenie? kazdy z nich cos wniosl wlasnego, indywidualnego do charakteru szefa labu of course, z tym ze nie wiem jak ty, ale osobiscie uwazam iz dwoch z nich - Liev Schreiber i Larry Fishburn mieli w sobie pewien magnetyzm ktory powoduje ze wprost nie mozna z nich wzroku spuscic.
                                                    Ogolnie oni jak aktorzy tacy sa. tak samo bylo z np Larrym w Matrixie i nie wiem czy ogladalas
                                                    np W słusznej sprawie (1995)? a Liev - gral np w Spacer po księżycu (1999) lub Salt z A. Jolie (2010) albo Omen (2006)
                                                    Ale tamci tez sa niczego sobie. lubilam tez Gary Sinese.

                                                    Minnie
                                                  • baba67 Re: znowu OT 17.01.17, 08:13
                                                    W Petersenie byłam zakochana jak tylko widzka byc może. Nawet mąż był zazdrosnysmile I masz racje -takie historie ogląda się w dużej mierze dla aktorów. Choc za Boothem w Bones nie przepadam, cała reszta mi wynagradza.Ale to off topic.
                                                  • renn.ie77 Re: znowu OT 17.01.17, 08:35
                                                    Ja, zaaferowana burgerami, wylądowałam wczoraj w pobliskiej burgerowni – bułka pełnoziarnista, kotlet jaglany, świeże warzywa i sosy. Mniam.
                                                  • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 22:56
                                                    kora3 napisała:
                                                    Ona kupuje najlepsze wołowe mięso i najlepszą rybe i sama to przygotowuje od a do z -łącznie z sosami na bazie jogurtu. Jeśli chodzi o składniki to na pewno nie są "śmieciowe", ale samo jedzenie - tak.

                                                    LOL jak skladniki nie sa smieciowe to jedzenie tez nie jest smieciowe, po prostu.
                                                    Ty chyba nie wiesz co to naprawde znaczy " smieciowe jedzenie".

                                                    Minnie
                                                  • minniemouse Re: Definicja "smieciowego jedzenia" 15.01.17, 23:04
                                                    Aby nie bylo watpliwosci co to znaczy "smieciowe jedzenie" zalacze definicje:

                                                    Junk food (ang. śmieciowe jedzenie) – określenie opisujące żywność tanią i łatwą w produkcji, ale ubogą pod względem dietetycznym, zawierającą tzw. puste kalorie. Często, chociaż nie zawsze słusznie, utożsamiana z pojęciem fast food.


                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Definicja "smieciowego jedzenia" 16.01.17, 07:32
                                                    Minnie - wyjaśniłam o co mi chodziło - zapychacze, coś po czym łapiesz kalorie, a nie traktujesz tego jak posiłek tylko przeskaskę. Jedz co chcesz ,..
                                                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 08:23
                                                    Akurat ja rozumiem to tak jak Minnie-dla mnie śmieciowe jedzenie to coś kaloryczne ale mało wartościowe. Twoja definicja mnie nieco zakoczyła. Napisałabym że hamburgery często są śmieciowym jedzeniem.
                                                  • kora3 Babo :) 17.01.17, 11:31
                                                    Wyjaśniłam już a tego terminu w znaczeniu o jakim pisałam używają także lekarze. Minnie z grubsza kojarzy o co chodzi, ale zna tylko potoczne znaczenie tego terminu, a z innym się pewnie nie zetknęła.
                                                    Otóż sama użyła wyrażenia "puste kalorie" - powszechnie, potocznie właśnie tego określenia używa się w stosunku głownie do słodyczy, ale także wszelkiego rodzaju INNYCH przekąsek dostarczających organizmowi wielu kalorii przy niewielkiej wartości odżywczej i co wcale niebagatelne objętości. Dlaczego? Ano dlatego, że nasz mózg podczas jedzenia nie rozpoznaje kaloryczności jedzenia. Rozpoznaje objętość, bo na tę reaguje żołądek - jest zapełniony, albo nie. Jeśli nie - odczuwamy nadal głód paradoksalnie dostarczywszy organizmowi mnóstwa kalorii np. w batoniku. Bo batona było mało - zwyczajnie. Bardzo podobne mechanizmy działają podczas jedzenia przekąsek. Z takimi typu hamburger dzieje się tak, że można je zjeść nierzadko w biegu, paroma kęsami i tak jakby tego nie zauważyć. Każdy dietetyk czy lekarz Ci powie, że w racjonalnym jedzeniu, jak i w racjonalnym odchudzaniu ważna jest świadomość jedzenia. Wydaje się to absurdalne - jak świadomość jedzenia - no przecież wiesz, że jesz/jadłaś. Niby tak, ale takie właśnie szybkie jedzenie, jedzie nie przy okazji jest w magiczny sposób pomijane nierzadko przez nasz mózg. Bo jakby rejestrujemy podświadomie posiłki "celebrowane" - idziesz do domu/restauracji/bufetu, siadasz przy stole - jesz. Ale już nie "liczysz" jako jedzenia batonika, pączka, kebabu, hamburgera, hot doga - zjedzonych na stojąco, w oczekiwaniu na pociąg, na ulicy - itd. I tu niezależnie od składu przekąski mowa o "śmieciowym jedzeniu" - w znaczeniu - zjadłaś, ale mentalnie tego nie czujesz, wrzuciłaś do "śmietnika" - a tak naprawdę do swego żołądka, ale nie czujesz ani sytości, ani nie przezylaś celebry związanej z jedzeniem - efekt - zjadłaś coś kalorycznie równego normalnemu posiłkowi, ale nadal jesteś głodna tak fizycznie, jak i psychicznie - to ostatnie brak ci poczucia zjedzenia posiłku.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 17.01.17, 11:54
                                                    Nie znalam tego znaczenia słowa śmieciowe jedzenie. To o czym piszesz doskonale widoczne jest w reality show Secret Eaters na YT. Skala samooszukiwania się (ludzie naprawdę NIE WIDZĄ ile jedzą) jest porażająca.
                                                    Nie zmienia to faktu że hamburger niekoniecznie jest śmieciowym jedzeniem jeśli ktoś je w środku dnia lunch czyli solidne 2 śniadanie i na to 2 śniadanie pójdzie do baru na hamburgera.A to się zdarza.Jeśli jest to uczciwy lokal to w żadnym razie hamburger śmieciowym jedzeniem nie jest.Moglibyście z partnerem dostac takiego hamburgera na kolację od jego matki i też o śmieciowym jedzeniu nie ma mowy. Hamburger junk foodem po prostu bywa tak jak bywa nim kanapka-zależy jaka kanapka i w jakim charakterze jedzona jeśłi juz koniecznie chcesz wprowadzić swoją definicje śmieciowego jedzenia jako "czegos czego się nie dostrzega i pakuje w siebie bezmyślnie".
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 12:15
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Nie znalam tego znaczenia słowa śmieciowe jedzenie. To o czym piszesz doskonale
                                                    > widoczne jest w reality show Secret Eaters na YT. Skala samooszukiwania się (
                                                    > ludzie naprawdę NIE WIDZĄ ile jedzą) jest porażająca.


                                                    Nie oglądałam tego...Ale to jest wiedza już dość powszechna. Ci ludzie nie oszukują, oni tak odczuwają. Takie mechanizmy nie dotyczą tylko jedzenia Babo - dotyczą wielu innych dziedzin zycia. Np. osoba, która gra na automatach. Zwykle potrafi wspominać wiele razy o tym jak wygrała duże sumy inwestując mało (zdarza się), ale "magicznie zapomina" o tych sytuacjach, w których przegrała bardzo dużo. To jest czysto psychologiczny mechanizm nie ma nic wspólnego z oszukiwaniem świadomym siebie czy innych.
                                                    Dlatego w przypadku osoby chcącej się odchudzić każdy specjalista wysłuchuje o tym, jak mało ona je, ale poleca ZAPISYWAC wszystko co zjada w ciągu dnia - WSZYSTKO - także jabłko, cukierek, serek, batonik. To jest właśnie praca nad pokazaniem takiej osobie, ze je znacznie więcej niż deklarowane śniadanie, obiad, kolacja.


                                                    > Nie zmienia to faktu że hamburger niekoniecznie jest śmieciowym jedzeniem jeśli
                                                    > ktoś je w środku dnia lunch czyli solidne 2 śniadanie i na to 2 śniadanie pójd
                                                    > zie do baru na hamburgera.A to się zdarza.Jeśli jest to uczciwy lokal to w żadn
                                                    > ym razie hamburger śmieciowym jedzeniem nie jest.


                                                    Owszem, jeśli Babo, tylko często pod pojęciem 2 sniadanie ludzie rozumieją napychanie się. Z reguły ludziom, którzy nie uprawiają systematycznie sportu i nie pracują ciężko fizycznie 2 śniadanie w postaci hamburgera nie jest energetycznie potrzebne. To łatwo oliczyć porównując wydatkowanie energii z jej dostarczaniem. Osoba wykonująca prace biurowa , stale poruszająca się samochodem po LEKKIM pierwszym śniadaniu tak naprawdę na drugie mogłaby wypić szklanke wyciskanego soku, zjeść 150 gramów sałatki bez cieżkieg ososu i jogurt odtłuszczony smile


                                                    Moglibyście z partnerem dostac
                                                    > takiego hamburgera na kolację od jego matki i też o śmieciowym jedzeniu nie ma
                                                    > mowy. Hamburger junk foodem po prostu bywa tak jak bywa nim kanapka-zależy jak
                                                    > a kanapka i w jakim charakterze jedzona jeśłi juz koniecznie chcesz wprowadzić
                                                    > swoją definicje śmieciowego jedzenia jako "czegos czego się nie dostrzega i pa
                                                    > kuje w siebie bezmyślnie".


                                                    ASleż oczywiście, ze kanapka może takim śmieciowym jedzeniem być Babo. Jak wspomniałam - chodzi o świadomość jedzenia ...
                                                    Tak na serio zjedzenie pustych kalorii od czasu do czasu nie jest szkodliwe, bo właśnie jest od czasu do czasu. Tak mój partner je np. ciasta. Ale właśnie ma świadomość, ze to smiecie, puste kalorie i po takiej akcji nie je już np. kolacji, bo on kalorycznie kolację już ZJADŁ
                                                  • baba67 Re: Babo :) 17.01.17, 12:51
                                                    Samooszukiwanie się za natury swojej jest podświadome.Lunch nazwałam 2 śniadaniem bo tak naprawdę to lunch jest solidnym 2 śniadaniem dla osób które po powrocie do domu jedzą obiadokolację.
                                                    A przypadku niektórych z uczestników w/w wymienionego programu metoda zapisywania by nic nie dała. Oni zwyczajnie nie zauważali tego co zjedli tak jak my nie zauważamy ile razy się drapiemy. Dotyczy to drobnych rzeczy. Ponadto nawet świadomi że używaja np majonezu potrafia "widzieć" tylko połowe rzeczywistej ilości. Patrzyłam na ten program jak na Copperfielda.Robili to w pełni świadomi że mają w kuchni kamery.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 12:58
                                                    To od tych ludzi nie zależy - tak samo hazardzista nie "widzi" ile wrzucił do automatu kasy, widzi tylko tę, która zdołał z niego wyciagnać - i to jest WYGRANA bez względu na to jak wychodzi bilans włożone- wyjęte.
                                                    Tak czy owak - hamburger jest posiłkiem, gdy jest traktowany jak posiłek - w drodze do domu po pracy zjadłem hamburgera= jadłem już kolację, nie planuję jeść w domu kolejnej.
                                                    Podobnie w przypadku grającego - wrzuciłem do automatu 500 złotych, wyciągnąłem z niego 450 złotych = przegrałem 50 złotych.
                                                  • minniemouse Re: Babo :) 18.01.17, 01:30
                                                    baba67 napisała:
                                                    > Nie znalam tego znaczenia słowa śmieciowe jedzenie.

                                                    Nic dziwnego Babo bo nie ma takiego.
                                                    Kora androny na drutach plecie, a jak jak chcesz wiedziec na pewno to wyszukaj w Google jakis powazny artykul naukowy na temat "junk food/smieciowe jedzenie" - i temu bedziesz mogla wierzyc sama.
                                                    Kora jak zwykle po prostu nie jest w stanie przyznac sie jaka strzelila piramidalna bzdure i mąci smile
                                                    Rennie rozsadnie napisala na temat jedzenia, ty tez.

                                                    Minnie
                                                  • baba67 Re: Babo :) 18.01.17, 07:59
                                                    Androny na drutachsmile))fajne. Pozostane przy powszechnie znanej definicji poniewaz jest wygodna i sugestywna.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 18.01.17, 08:06
                                                    Babo smile Definicja nie ma znaczenia, ważne byś nie traktowała przekąsek jakby wpadły do smietnika - po prostu jadła świadomie. smile
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 09:49
                                                    Czyli kiedy wyśmiewałaś kogoś, że podobno nie zna jednynej obowiązującej i w istocie prawdziwej definicji, to była ona istotną częścią rozmowy, a kiedy udowodniono ci kluczenie i mataczenie, to nagle ta sama definicja okazuje się nieważna? Paradne.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 18.01.17, 09:58
                                                    Matko ...Nic mi nie udowodniono - to po pierwsze. To, że nie znacie innego niż potoczne użycie tego terminu nie znaczy, że inne nie istniejesmile
                                                    Natomiast to co napisałam do Baby w odpowiedzi na jej post - owszem - nie ma znaczenia czy dowolny człowiek będzie sobie nazywał przekąski jedzeniem śmieciowym - w sensie wyrzuconym do śmietnika, czy jedzeniem nierejestrowanym - też taka nazwa funkcjonuje - w sennie nieprzyjmowana do wiadomości, ze je zjadł - nie ma znaczenia. Ważne, by miał świadomość, że nie wrzucił do śmietnika tylko do swego żołądka i rejestrował fakt, ze zjadł to co zjadł. Na tym polega świadome jedzenie - jak sobie to nawet na swój tylko użytek nazwiesz - jest mniej istotne. Możesz sobie takiego hamba nazwać "drugi niepotrzebny mi obiad" - i bardzo dobrze, nawet suprt - nazwa mówi sama za siebie i wymusza świadomość, że delikwent je dwa obiady i zdaje sobie z tego sprawę.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 11:44
                                                    Twoja własna definicja czegoś, to nadal tylko twoja prywatna definicja i tyle. Próba ukazania kogoś w złym świetle, jako parweniusza, który nie zna się na rzeczy (to próbowałaś zrobić z Minnie) jest po prostu głupim i chamskim zachowaniem, na dodatek niemającym nic wspólnego z rzeczywistością. Ty możesz sobie nazwać wszystko na swój własny sposób, czy zdefiniować wszystko według własnej modły, ale uczestnicząc w towarzyskiej rozmowie, nie możesz wymagać od innych ani że twoje własne rozumienie pewnych terminów będa znali, ani że je będą uznawali. Zagalopowałaś się, po forum widzę, że nie po raz pierwszy ani nie ostatni.
                                                    Termin 'śmieciowe jedzenie' nie funkcjonuje w powszechnym ani też medycznym obiegu, jako jedzenie nierejestrowane, ani też jako jedzenie wrzucane do śmietnika, ani inne bla, bla, bla. Terminu 'jedzenie nierejestrowane' też zresztą nie znam. Nierejestrowana to może być na przykład przesyłka, o. A jeśli chodzi o jedzenie, to spotkałam się z takimi terminami jak 'kompulsywne podjadanie' czy 'nieświadome podjadanie'. Ba, nawet z 'niekontrolowanym' podjadaniem, jedzeniem, obżeraniem się, też się spotkałam.
                                                    Nie mam problemu z tym, że postanawiasz posługiwać się swoimi wydumanymi definicjami czy wymyślonymi terminami, jedynie zwracam uwagę na to, że przedstawianie ich jako bardziej 'ą' i 'ę'oraz 'ach' i 'och', jest śmieszne.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 18.01.17, 11:54
                                                    Rennie, niepotrzebnie się unosisz... Być może te terminy nie są powszechnie znane - wierzę. Ja je poznałam od specjalistów zajmujących się zawodowo problemami nadwagi i otyłości. Po prostu robiłam materiał na ten temat i miałam przy tym okazję rozmawiać z kilkoma z nich. Niekontrolowane, a nierejestrowane - to sa dwa różne terminy. Niekontrolowane podjadanie jest wówczas, gdy pacjent ma swiadomość podjadania, ale nie potrafi się powstrzymać. Nierejestrowane, nieuświadomione jest w sytuacjach takich, o jakich pisała Baba, ze miała okazję oglądać coś takiego na YT chyba. Człowiek je i nie przyjmuije tego do wiadomości, pomimo , ze jak w opisywanym przez Babę przypadku ma przecież świadomość ze ma w domu kamery, które rejestrują co kiedy i jakie je. Specjaliści nazywają to róznie: wyrzucaniem do mentalnego śmietnika, nierejestrowaniem mentalnie, nieuświadamianiem sobie, wypieraniem - rzecz cała w tym, że takie zjawisko występuje. Nie tylko zresztą w odżywianiu.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 12:20
                                                    Pozwól, że ja zdecyduję, czy robię to potrzebnie czy niepotrzebnie.
                                                    Cóż, jeśli ci sami specjaliści przygotowali cię także z zagadnień dotyczących cukrów, to już się niczemu nie dziwię. W Polsce nazywa się to najczęciej podjadaniem, czyli sięganiem po różne przekąski pomiędzy posiłkami nie z powodu głodu ale z powodu łakomstwa. Do tego pisze się czasem o 'nieświadomym' czy 'nieuświadomionym' jedzeniu czy podjadaniu. Wszystko to nie ma nic wspólnego ze 'smieciowym jedzeniem' jako takim ani z jego definicją. Z terminem 'nierejestrowanego' jedzenia się nie spotkałam, to musi być jakieś wyjątkowo wąskie grono wybitnych specjalistów, do ktorych tylko ty masz dostęp.

                                                    Poza tym podtrzymuję – masz bardzo denerwującą manierę protekcjonalnego traktowania rozmowców, niepotrzebnie rozwlekasz wątek, mnożysz dziwne anegdoty i pleciesz oczywiste androny.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 18.01.17, 12:40
                                                    Nieświadome jest zawsze kompulsywne ale nie zawsze kompulsywne jest nieświadome. Polecam program, tam dobrze widać o co chodzi.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 12:59
                                                    Babo, zapewne masz rację, ale mnie właściwie nie interesuje to zagadnienie jako takie. Chodziło mi tylko o zaznaczenie, że o ile można kompulsywnie podjadać śmieciowe jedzenie (zresztą również zdrowe, pełnowartościowe jedzenie można przecież podjadać), to argumentacja Kory, że 'smieciowe' oznacza jedzenie wrzucane do żołądka jak do śmietnika, jest jej własną, prywatną interpretacją tego terminu, stąd Minnie nie musi jej znać ani uznawać, więc wyśmiewanie się z niej, protekcjonalne traktowanie i inne tego typu zachowania to czysta hucpa.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 18.01.17, 15:01
                                                    Z tym wyśmiewaniem się to przesadzasz. A co do protekcjonalizmu to ona ma taki styl.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 15:49
                                                    To ma zły styl. No tego wyśmiewania się w różnych wątkach jest całkiem sporo, możliwe że traktuję to w tej chwili już bardziej całościowo i dziwi mnie, że jest to tolerowane na forum takim jak to.
                                                    Czy ktoś napisał jej kiedykolwiek, że protekcjonalne traktowanie rozmówców jest zdecydowanie sprzeczne z zasadami SV?
                                                  • baba67 Re: Babo :) 18.01.17, 16:38
                                                    Uważam że przesadzasz.Protekcjonalnie traktuje, tak , nie jest to najlepszy styl, tak,wymaga trochę dystansu do siebie ale przyzwyczaiłam się.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 18.01.17, 19:24
                                                    Oczywiście masz prawo tak uważać. Traktowanie kogoś z wyższością i pobłażliwością to nie jest nienajlepszy styl tylko zły styl.
                                                    Ja, kiedy ktoś traktuje mnie protekcjonalnie, nie hoduję u siebie grubej skóry ani nie ćwiczę dystansu, tylko wymagam aby ta osoba przestała się tak zachowywać.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 19.01.17, 09:50
                                                    Twój wybór-co jednym przeszkadza, drugim nie przeszkadza.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 19.01.17, 09:56
                                                    To nie jest kwestia wyboru. Niektórym nie przeszkadza przemoc i krzyki dziecka bitego za ścianą, bo też uważają, że mają wybór.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 19.01.17, 10:10
                                                    Coż za krystaliczna logika argumentacji, doprawdy, hm.Z moich obserwacji wynika że osoby przewrażliwione na swoim punkcie wcale znowu nie sa takie wrażliwe na cudza krzywdę. Tu jest taka funkcja-wygaszania wypowiedzi i watków osób które Ci z jakiegoś powodu nie odpowiadają.Zawsze można skorzystać i nie narażać się na zachowania nieakceptowalne.Wychowywanie dorosłych jest poza SV i odnosi się tez do Korci i jej stylu.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 19.01.17, 10:31
                                                    Oczywiście, że jest, tak samo jak każdy z nas ma taką funkcję – odwracania wzroku, kiedy ktoś się źle zachowuje. Ja staram się z niej nie korzystać. Kiedy widzę nieakceptowalne zachowania, reaguję. Wszystko inne to znieczulica, przywolenie na zło i raczej powód do wstydu niż dumy. Nie chodzi też o wychowywanie kogokolwiek, chodzi o brak przyzwolenia na takie zachowanie.
                                                    Tę personalną wycieczkę o moim domniemanym braku wrażliwości na cudzą krzywdę pominę, bo Kora nigdzie mnie personalnie nie skrzywdziła i wydaje mi się, że z wielu rozmówców na tym forum, to mnie traktowała nawet całkiem przyzwoicie wink).
                                                    Natomiast twoja relacja z nią przypomina mi trochę Króla Juliana smile.
                                                  • baba67 Re: Babo :) 19.01.17, 10:43
                                                    Nikt Ci nie zarzuca barku wrażliwości na niczyja krzywdę. Skoro Cię traktowala przyzwoicie i nie masz do niej urazy to całkiem nie rozumiem w czym problem. Jeśli widze grono osób które rozmawia o czyms co mnie interesuje i moge się przyłaczyć to się przyłaczam. Jeśli jedna z tych osob zaczyna mnie obrażać reaguję i ew wobec braku przeprosin opuszczam towarzystwo. Jeśli widze że 2 osoby zgodnie sobie dogryzają to w zależności od poziomu tych dogryzanek towarzystwo opuszczam lub nie. Minnie skończyła lat 5 już jakis czas temu i naprawdę świetnie sobie daje z Korcią radę. To co Ty prezentujesz jest stawianiem się na pozycji wrażliwej szlachetnej oraz sprawiedliwej obrończyni uciśnionych. Lans, lans,lans.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 19.01.17, 10:55
                                                    Może po prostu jestem bardziej wrażliwa na wszelkie formy umniejszania innych. Bo protekcjonalizm to bardzo niefajne zachowanie, a jak sama przyznałaś – jest z tego znana. I w tym szkopuł. Jeśli forum udaje, że nie widzi i nie punktuje tego, to daje przyzwolenie na takie zachowanie. We mnie w takiej sytuacji burzy się krew, ty możesz to nazywać lansem. W sumie lans na forum, na którym jest się tylko nieznanym nikomu nickiem to byłoby jakieś takie zaoranie..., ale masz prawo do własnej opinii.
                                                  • asia.sthm Re: Babo :) 19.01.17, 11:38
                                                    Znow sie podpisaje pod Rennie oburacz.
                                                    Zeby to jeszcze byla "subtelna smuga ohydnego smrodu" ale ja zadnej subtelnosci nie umiem zauwazyc w tokowaniu Kory.
                                                  • zosiaonline Re: Babo :) 20.01.17, 17:10
                                                    Całkowicie się zgadzam.
                                                  • mim_maior Re: Babo :) 20.01.17, 20:10
                                                    Ja też. Dlatego unikam wymiany zdań z tą osobą. Szkoda, że na forum nie da się już porozmawiać o sv - uniemożliwiają to kilometrowe, absurdalne dialogi dwóch-trzech osób zupełnie nie na temat, pełne dziwacznych opowieści i zwierzeń. Nic dziwnego, że tego rodzaju fora są na wymarciu.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 12:20
                                                    'Śmieciowe jedzenie' to jedzenie wysokoprzetworzone, bogate w kalorie, węglowodany (cukry), sól i tłuszcze (nasycone) a ubogie w substancje odżywcze. Większość przekąsek wpada w ten zbiór, ale i przekąski bywają różne, np. frytki z batata pieczone na oliwie czy czipsy z pokrzywy, jarmużu, batony z suszonych owoców, itd. Nie każdy fast food czy przekąska jest od razu junk foodem.
                                                    Choćby spożyty przeze mnie wczoraj burger – kotlet z kaszy jaglanej, bułka pełnoziarnista, świeże warzywa, itd. Niedaleko mamy też ulubioną pizzerię – cienki placek z mąki durum, na to świeży pomidorowy sos, zioła, grillowane warzywa (karczochy, papryka, pomidory, cukinia, szparagi, grzyby), odrobina mozzarelli. Także nie każdy burger i nie każda pizza musi być niezdrowa.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 12:30
                                                    Rennie, nie czytałaś mojej z Baba wymiany zdań. "Śmieciowe jedzenie" to jedzenie mentalnie "wyrzucone do smietnika" - jedzenie które jest zjadane nieświadomie. Osoba jedząca je jakby nie liczy go w dobowym bilansie jedzeniowym. Tak, jakby go nie było - nie traktuje jako posiłek, nie bierze pod uwagę jego kaloryczności.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 13:16
                                                    Nie znam takiego znaczenia tego sformułowania. Jedzenie śmieciowe to takie, które nie odżywia naszego ciała. Jest wysokoprzetworzone, niezdrowe.

                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 13:31
                                                    Też, natomiast to drugie znaczenie jest dość powszechnie znane także. Nawiewem mówiąc - niezdrowa może by także dieta oparta na produktach czysto naturalnych. Np. nomadzi żyjący na pustyni odżywiają się głownie tłustym mlekiem wielbłądów i jego pochodnymi, takimi jak masło. Z racji miejsca życia nie mają dostępu do warzyw i owoców - zatem dieta ich jest niezdrowa, bo niezbilansowana.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 13:41
                                                    Zmieniasz temat. Guglalam i guglałam, wszędzie pojawia się ta wspomniana definicja. Termin został zresztą ukuty w USA w latach bodajże siedemdziesiątych i dotyczył coraz powszechniejszgo śmieciowego jedzenia, czyli takiego, które nie ma prawie żadnych wartości odżywczych, jest wysokoprzetworzone, pełne chemii.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 14:00
                                                    No i ? Wspomniana definicja często pojawia się w medycynie - ślimak w uchu też smile
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 13:56
                                                    Zresztą uznając tę dziwną, naciąganą definicję – jako nastolatka potrafiłam zjeść na raz kilogram jabłek. Nie rejestrowałam tego, po prostu je chrupałam, a dzisiaj potrafię tak zjeść misę owocowej sałatki (świeże owoce w różnych proporcjach), rozumiem więc, że to śmieciowe jedzenie?
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 14:14
                                                    A to zależy - pisałam o tym, ale jak widzę nie zrozumiałaś, albo nie czytałaś. sad Wszystko zależy od dwóch rzeczy - po pierwsze od częstotliwości jedzenia nadprogramowo - po drugie od tego czy ci to szkodzi.
                                                    Najczęściej wówczas gdy nadprogramowe jedzenie nie szkodzi zdrowotnie czy estetycznie (nadwaga, otyłość) ten kogo dotyczy - nie zwraca na nie uwagi. Tym bardziej nie zwraca, gdy zdarza się to sporadycznie. Schody zaczynają się wówczas, gdy nadprogramowe jedzenie jest systematyczne i zaczyna szkodzić.
                                                    Gdybyś codziennie jadła kilogram jabłek - niezawodnie rozpychałabyś sobie żołądek i pewnie wcześniej czy później miała problemy gastryczne, bo jabłka działają jak działają. Poza tym jabłka, jak większość owoców zawierają dużo cukru, więc takie systematyczne jedzenie również mogłoby Ci zaszkodzić. Z misą owoców jest nie inaczej - zjedzona raz na jakiś czas w tej ilości działa pod względem cukrów podobnie jak słodycze, ale dostarcza na pewno więcej niż one witamin i minerałow. Tylko, ze jak nadmiar wszystkiego - może także zaszkodzić zjadana systematycznie i bezrefleksyjnie. Bo właśnie to jest sporo cukrów, a przez to i kalorii obciążenia dla organizmu , które może zaowocować np. cukrzycą. Błedne jest przekonanie, że TYLKO jedzenie wysoko przetworzone jest szkodliwe.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 14:20
                                                    Sorry, ale znowu motasz. Śmieciowe jedzenie występuje w znaczeniu jedzenia wysokoprzetworzonego, kalorycznego, tłustego ale bez wartości odżywczych. Definiujesz to inaczej, o ile dobrze zrozumiałam, z wyższością zwracasz komuś uwagę, że nie zna tej oto definicji, z której to wynika, że 'śmieciowe' oznacza jedzenie, które wrzucasz sobie do żołądka traktując go jako śmietnik i nie rejestrując go jako posiłku... Litości. Śmieciowe, które tu pochodzi od ang. 'junk' oznacza tylko tyle, że jedzenie to ma więcej 'junk' niż czegokolwiek dobrego w sobie. Tyle. Kropka. Jest 'junk' bo jest bezwartościowe, niepotrzebne. Nie gimnastykuj się tu, zostaw w spokoju nomadów i te nieszczęsne jabłka. Masz ogromną potrzebę udowadniania swojego monopolu na prawdę i wiedzę.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 14:36
                                                    Wiesz,jak już kiedyś pisałam, chyba bywasz przewrażliwiona ... znam potoczne znaczenie zwrotu "śmieciowe jedzenie" - ale nie wiem co jest złego w znajomości tego pojęcia także w szerszym zakresie. Prawda jest taka, że najczęściej te różne przekąski "nierejestrowane" jako posiłki, a mające kaloryczną wartość posiłku, są także jedzeniem śmieciowym w potocznym znaczeniu tego zwrotu.
                                                    To jednak nie znaczy, że hamburger z dobrego pieczywa i dobrego miesa, z dobrymi warzywami traktowany jak przekąska i jedzony często MIEDZY posiłkami jest zdrowy - nie jest zdrowy nie dlatego, że jest z niezdrowych produktów, tylko dlatego, że jest dodatkowym NIEPOTRZEBNYM posiłkiem - zrozum to.
                                                    Nieszczęsne jabłka przywołałaś Ty - jedno większe, dwa mniejsze jabłka dziennie to zdrowa przekąska (ogólnie, nie dla każdego), ale kilogram jabłek poza innymi posiłkami codziennie to kalorycznie dodatkowy solidny posiłek i bomba cukrowa.
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 15:56
                                                    Nie bywam przewrażliwiona, ty po prostu jesteś trudną partnerką w dyskusji. W swoim mniemaniu zawsze masz rację, a osoby, które się z tobą nie zgadzają traktujesz protekcjonalnie i z wyższością. Tam gdzie chcesz wrzucasz wszystko do jednego worka, w innych momentach dzielisz włos na czworo. Produkujesz tysiące przykładow, pobocznych wątków. Masakra.
                                                    Definicja śmieciowego jedzenia jest, jaka jest. Nie chodzi zupełnie o 'nierejestrowanie' posiłku, ani o nadmiar, ani o to że jest to dodatkowy, kolejny posiłek, bla, bla, bla, bla, bla. Śmieciowe jedzenie to jedzenie bezwartościowe, dlatego jest właśnie śmieciowe. Wysokoprzetworzone, wyprane z wartości odżywczych. Śmieci – coś bezwartościowego. To że ty z koleżanką stworzycie sobie własną definicję czegoś nie oznacza, że jest to obowiązująca definicja.
                                                    Inną sprawą jest, że osoby zajmujące się prawidłowym żywieniem różnią się tym, jak bardzo restrykcyjnie podchodzą do tematu. Niektórzy lekarze uważają, że śmieciowy jest hamburger z kotletem z chrząstek i tłuszczu, a inni stwierdzają, że nawet tłuczone ziemniaki czy makaron to już śmieciowe jedzenie. Nadal nie ma to żadnego związku z celebrowaniem posiłku, jedzeniem na siedząco czy w stanie nieważkości, itd.
                                                    Co do tych nieszczęsnych jabłek i innych owoców. Obecnie już na etapie przedszkola dzieci uczą się, że ważne jest zróżnicowanie diety oraz odpowiednie jej zbilansowanie. Twoje motanie w tym zakresie, sztuczne i niepotrzebne, jest takim kolejnym dzieleniem włosa na czworo. Piszesz, że 'śmieciowe' oznacza zjedzenie czegoś, kiedy dana osoba tego nie rejestruje, zjada to, jakby wrzucając coś do śmietnika. Więc pytam – jeśli zjem kilogram świeżych owoców, nie rejestrując tego, w pędzie, w autobusie, nie przy świecach, to czy będzie to śmieciowe jedzenie? Nie będzie. Większe, mniejsze, zielone, czerwone, chrupiące, soczyste, whatever. Nie ma potrzeby, abyś sztucznie to rozdmuchiwała i teraz przez kolejnych dwieście komentarzy wymyślała kolejne anegdoty, ciotki, wujków, koleżanki i innych pociotków. Dziadek w Wehrmachcie też nie będzie przydatny.
                                                    Niepotrzebny, nadmiarowy posiłek to tylko niepotrzebny, nadmiarowy posiłek. To może być i najzdrowszy posiłek na świecie z najdzrowszysch produktow na świecie, ale jeśli jest dodatkowy to będzie dodatkowy i niepotrzebny. Nie ma sensu odprawiać tu czarów. Tak samo zjedzona w miejsce posiłku miska kukurydzianych, chemicznych chrupków nie zamieni się nagle w zdrowe jedzenie, jeśli poda się je na srebrnej zastawie, ze świecami i będzie się je jadło śpiewając najsłynniejsze arie operowe. Po co w ogóle o tym pisać?
                                                    Nie produkuj niepotrzebnych absurdów.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 17.01.17, 16:29
                                                    Rennie, ale yo ze czegoś nie znasz, albo nie rozumiesz nie znaczy, ze jest absurdem. Zapytaj kogoś, kto zajmuje się dietami np. - każda taka osoba powie ci, że pierwsze z czego musi obie zdac sprawę pacjent to to, że PRZEKĄSKA to TEŻ jedzenie, że wpada do zoladka a nie do smienika smile Że ma kalorie - po prostu
                                                  • renn.ie77 Re: Babo :) 17.01.17, 16:41
                                                    Mnożysz głupoty. Przede wszystkim rozwlekasz niepotrzebnie wątek, co jest w ogóle słabe. Po drugie – oczywiste jest, że przekąska to jedzenie. Po to teraz wywlekasz przekąski? Powtórzę jeszcze raz – gdzieś tam czterysta komentarzy wcześniej zaczęłaś strofować tu kogoś odnośnie definicji terminu 'śmieciowe jedzenie'. Czy to może halucynacje? Bo piszesz tak dużo i tak często jest to pozbawione sensu, że może faktycznie mi zaszkodziło? I jeśli nie wyśmiewałaś tego, że ktoś tam nie zna prawidłowego znaczenia tego terminu, to będę musiała cię przeprosić, bo jestem pewna, że to robiłaś i zawile oraz kazuistycznie tłumaczyłaś 'swoje' znaczenie.
                                                    Śmieciowe znaczy wysokokaloryczne, przetworzone, niezdrowe, pozbawione wartości odżywczych. Kropka. Kropka. Kropka. Nieważne jaką głupotę jeszcze napiszesz, to oznacza ten termin i basta. Czy ktoś to śmieciowe jedzenie spożywa jako przekąskę czy jako danie głowne, czy w trakcie pikniku w Puszczy Białowieskiej czy też w czasie lotu na Bermudy, a może nawet w pozycji lotosu – nie ma zupełnie znaczenia. Tak samo nie ma znaczenia czy spożywa to codziennie czy kilka razy dziennie i czy przed spożyciem plunie przez lewe ramię. To po prostu nie ma znaczenia w kontekście 'śmieciowości' tego jedzenia. Ani jej nie zmniejsza, ani jej nie zwiększa.
                                                  • kora3 Re: Babo :) 18.01.17, 07:35
                                                    Na forum nie ma obowiązku ani czytania postów, ani na nie odowiadania. nie chcez czytać moich - nie czytaj, nie chcesz mnozyc postów bo to słabe - nie odpowiadaj smile
                                                  • minniemouse Re: Babo :) 18.01.17, 00:43
                                                    kora3 napisała:

                                                    Prawda jest taka, że najczęściej te różne przekąski "nierejestrowane" jako posiłki, a mające kaloryczną wartość posiłku, są także jedzeniem śmieciowym w potocznym znaczeniu tego zwrotu. To jednak nie znaczy, że hamburger z dobrego pieczywa i dobrego miesa, z dobrym i warzywami traktowany jak przekąska i jedzony często MIEDZY posiłkami jest zdrowy - nie jest zdrowy nie dlatego, że jest z niezdrowych produktów, tylko dlatego, że jest dodatkowym NIEPOTRZEBNYM posiłkiem - zrozum to.


                                                    No i wyszlo szydlo z wora
                                                    Zorientowalas sie Korciu ze z niewiedzy (badz niepelnej wiedzy) palnelas glupotke, i teraz probujesz wycofac sie z tego tworzac karkolomne teorie na temat smieciowego jedzenia smile
                                                    Korciu, Korciu - definicja smieciowego jedzenia jest JEDNA, a ty mowisz o po prostu jedzeniu w nadmiarze tymze o kaloriach w nadmiarze, li i jedynie:

                                                    „Śmieciowe jedzenie” to produkty o wysokiej zawartości tłuszczy i cukrów oraz sztucznych ulepszaczy i barwników.

                                                    - Słodycze oraz wyroby cukiernicze i ciastkarskie, o zawartości cukru przekraczające 10 g cukrów dodanych na 100 g produktu.
                                                    - Fast foody”, czyli frytki, hamburgery i produkty typu „instant” o zawartości sodu przekraczającej 300 mg na w 100 g, czyli np. zupki w proszku.
                                                    - Przekąski z dodatkiem soli powyżej 300 mg sodu na 100 g produktu, czyli np. paluszki czy popcorn.
                                                    - Produkty mleczne o zawartości cukrów dodanych powyżej 15 g na 100 g/ml produktu, czyli np. znaczna część owocowych jogurtów czy słodkich mlecznych napojów smakowych.
                                                    - Produkty zbożowe o zawartości cukrów dodanych powyżej 25 g na 100 g produktu.
                                                    - Dżemy, marmolady, syropy wysokosłodzone o zawartości cukrów dodanych powyżej 50g na 100g produktu.
                                                    - Napoje gazowane i niegazowane z dodatkiem cukrów i syntetycznych barwników.
                                                    - Napoje energetyzujące i izotoniczne.

                                                    Oficjalna definicja smieciowej zywnosci

                                                    Pojęcie „junk food” spopularyzowali amerykanie, którzy od lat borykają się z epidemią otyłości wśród dzieci i młodzieży. Zaobserwowali oni, że otyłe dzieci jedzą znaczne ilości tego typu żywności. Co to jest żywność „junk food” i dlaczego dzieci nie powinny jeść takich produktów?
                                                    W zakres tego terminu wchodzą wszystkie produkty, które pozbawione są wartości odżywczych, a zawierają te składniki, które są uznane za niezdrowe czyli cukier, sól, tłuszcze nasycone i tłuszcze typu trans.
                                                    Oficjalna definicja nr 2

                                                    hamburger zrobiony z dobrych, wartosciowych skladnikow - swieze mieso malo slone, bez cukru, swiezy ser malo slony i nieslodki, bulka z 0 gram cukru, niska zawartoscia sodium i pelnoziarnistego zboza, troche majonezu, troche keczupu - albo w ogole zastapione czyms innym co nie zawiera cukru i malo soli, ogorek konserwowy z obnizona zawartoscia sodium i cukru, swiezy pomidor, swieza salata, swieza cebula (same warzywa w wiekszej ilosci niz podaja w McDonaldzie i ewentualnie jeden tylko grzeszek - dwa plasterki wysmazonego chudego boczku - lub wcale, nigdy, przenigdy nie uczynia z tego smieciowego jedzenia tylko dlatego ze zostal zjedzony w nadmiarze miedzy posilkami!!

                                                    Bardzo cie przepraszam ale to smieszne twierdzic iz tylko przez samo spozywanie miedzy posilkami dotad zdrowe jedzenie nagle staje sie "smieciowe".
                                                    Nie, o "smieciowosci" produktu decyduja owe parametry o zawartosci cukru, soli, tluszczu a glownie nasyconych kwasow tluszczow na 100g produktu jakie zostaly uchwalone przez specjalistow zywnosciowych.
                                                    Rownie dobrze mozna zjesc miedzy posilkami piers z kurczaka bez skory pieczona na grillu, z brazowym ryzem i zielona salata skropiona cytryna i co, tez nagle stanie sie smieciowym jedzeniem bo dostarczy zbednych kalorii?? puh-leese.
                                                    tak samo nigdy nadmiar winogron i jablek nie zrobi z nich smieciowego jedzenia - bo zgodnie z definicja "smieciowego jedzenia" to : zawartosc g soli, tluszczu, cukru na 100 gram produktu a ani winogrona ani jablka nigdy tyle nie beda miec przekaska nie przekaska.
                                                    i tyle.
                                                    podkresle, ponownie, iz co czyni z jedzenie smieciowym nie jest to moja definicja a oficjalna, naukowa.

                                                    Dodatkowo poinformuje, poniewaz jak widze Kora mylnie utozsamia same kalorie ze smieciowym jedzeniem:
                                                    Tak właśnie WSZYSTKO w nadmiarze szkodzi, a szczególnie już cukier i kalorie.
                                                    gdyby ta osoba jadła te winogrona ZAMIAST jednego z głównych posiłków nic by się nie działo pewnie. Ale jadła je OBIK posiłków i stąd problem. To samo dotyczy wszystkich przekąsek o kaloryczności normalnego posiłku traktowanych właśnie jak tylko przeskąska


                                                    - iz jedzenie smieciowe moze byc takze NISKOKALORYCZNE a nawet ostatnimi laty w zwiazku z coraz wieksza swiadomoscia co jemy i ile jemy, producenci przescigaja sie w tworzeniu junk foodu niskokalorycznego, zwlaszcza roznych "gryzikow" typu popcorn o roznych smakach, paluszki, czipsy itp. przyklady:
                                                    - czipsy ziemniaczane pieczone zamiast smazonych
                                                    - pieczone Cheetos
                                                    - slodycze, lody i wyroby cukiernicze slodzone slodzikami i bez tluszczu
                                                    - pizza "niskokaloryczna" mrozona
                                                    - takiez mrozone frytki

                                                    itd itp.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Babo :) 18.01.17, 07:33
                                                    Z przykrością stwierdzam Minnie, ze trudnoi Ci cos wytłumaczyć - masz swoją wziję i cześc. Być może dlatego osoby szczupłe w wieku 40+ i powyżej są dla Ciebie dziwne smile
                                                  • kora3 Prosty przyklad - winogrona Rennie 17.01.17, 15:30
                                                    Ogólnie powszechnie wiadomo, że winogrona sa zdrowe i smaczne. Sa nawet zdrowsze niż inne owoce bo zawierają cukier nie złożony, a prosty - glukozę. Zatem nasz organizm nie musi "pracować" nad jego rozłożeniem jak "pracuje" nad fruktozą czy sacharozą. Czyli samo zdrowie, bo w dodatku zawierają owe winogrona wiele cennych składników odżywczych. Wszystko zatem cudownie - pozornie. Bo przy całej swej wartości odżywczej winogrona sa kaloryczne, a są bo zawierają właśnie bardzo dużo cukru. Osobiście znam osobę, która praktycznie nie jadła słodyczy. Za to w pewnym momencie "zakochała się" w winogronach. Jadła je praktycznie codziennie, sporo. Przed TV np. - heh inni jedzą tuczące i niezdrowe chipsy, ciasteczka, paluszki czy popcorn, a ta osoba proszę - jak zdrowo - winogrona. Zrazu nic się nie działo, bo ta osoba była młoda, zdrowa i sporo się ruszała. Ale minęło parę lat, znalazła siedzącą pracę i ruszała się już mniej. No, ale przecież nie jadła dużo wcale, do tego jadła zdrowo - rzadko na mieście, więc doskonale wiedziała co je. Faktycznie - dużo na pewno nie jadła, a tu zaczęła tyć. Podejrzewała sprawy hormonalne, ale wyniki wyszły w normie. Ki diabeł - mało je, zdrowo, praktycznie żadnych niezdrowych przekąsek a tu tycie i co wyszło w dalszych badaniach - cukrzyca. Skad ona przy zdrowym odżywianiu i braku obciązeń genetycznych. No niestety, z tego uwielbienia dla winogron. sad
                                                    Lekarz jej potem wyjaśnił, że jedząc ich sporo codziennie dostarczała organizmowi tyle cukru, jakby jadła codziennie tabliczkę czekolady sad Ona sobie zwyczajnie nie zdawała z tego sprawy - jadłą przecież OWOCE, a nie jakieś chipsy, czy batony. Ale w tych owocach było tyle cukru i kalorii, że skończyło się, jak się skończyło.
                                                  • renn.ie77 Re: Prosty przyklad - winogrona Rennie 17.01.17, 16:06
                                                    Właśnie o tym piszę, kolejna z... wyciągnięta anegdota. Wszystko w nadmiarze szkodzi.
                                                    Winogrona są zresztą zalecane jako właśnie zapobiegające cukrzycy ponieważ zmniejszają odporność na insulinę.
                                                  • kora3 Re: Prosty przyklad - winogrona Rennie 17.01.17, 16:33
                                                    To nie jest anegdota, a tej osobie nie jest do śmiechu. Tak właśnie WSZYSTKO w nadmiarze szkodzi, a szczególnie już cukier i kalorie.
                                                    gdyby ta osoba jadła te winogrona ZAMIAST jednego z głównych posiłków nic by się nie działo pewnie. Ale jadła je OBIK posiłków i stąd problem. To samo dotyczy wszystkich przekąsek o kaloryczności normalnego posiłku traktowanych właśnie jak tylko przeskąska
                                                  • felisdomestica1 Re: Prosty przyklad - winogrona Rennie 18.01.17, 11:47
                                                    Fruktoza jest cukrem prostym i organizm w żadnym wypadku nie "pracuje" nad jego rozłożeniem. Poza tym nie rozumiem co masz na myśli, mówiąc że jeśli organizm nie pracuje nad cukrem, to ten cukier jest zdrowszy. To absolutna nieprawda. Cukry proste są bardzo niezdrowe, mają bardzo wysoki indeks glikemiczny. Sacharoza zresztą składa się z glukozy i fruktozy, ulega trawieniu w układzie pokarmowym do monosacharydów i też jest niezdrowa (w nadmiarze oczywiście, jak zresztą wszystko).
                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:59
                              Minnie, nie zrobiłaś mi przykrości 0 bo i jaką? po prostu byłas niegrzeczna - tyle.
                              I - uprzedzając - przyjmuję taki argument w dyskusji - owszem, ale gdy w jakikolwiek sposób jest logiczny albo związany z tematem. Tu - nijak nie jest.
                              Nawet nie jest mowa o dziecku hehe tylko o dorosłym facecie.

                              Ach gdybym miała dorastającego syna? A jakbym miała 2 córki, to co? smile
                              Powtórzę - nie trzeba zaraz meic w domu dorastającego syna, żeby wiedzieć ze młodzi mężczyźni jedzą więcej niż inne osoby - statystycznie rzecz jasna. Ale ja jako osoba naprawdę spotykająca wielu ludzi, z różnych srodowisk i w różnym wieku, niektórych o dziwo - także w ich domach nie spotykam się na co dzień z tym, żeby ktoś wszystko ze stołu sam wyjadał!
                              Co do 2 talerzy zupy - no właśnie mój kolega P. który jest mężczyzną w średnim wieku i szczupłym zamawia zawsze dwa dania w knajpach dla siebie, bo tak dużo je - jest postrzegany jako osoba która dużo jesmile
                              Bo NORMALNIE nie je się 2 zup, 2 porcji ziemniaków i np. 2 kotletów na jedno posiedzenie. smile
                              I właśnie dlatego, jak zauważyła także Matylda smile o pewnej sieci z jedzeniem na literkę B., która normalne porcje ma takie jak podwójne jest wiadomo, że te porcje są bardzo duże. Bo NORMALNE, standardowe sa o połowę mniejsze.
                              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 23:48
                                kora3 napisała:
                                Ach gdybym miała dorastającego syna? A jakbym miała 2 córki, to co?

                                To bys miala autentyczne, z pierwszej reki doswiadczenie - obserwacje bez ograniczen bo zachowanie bez zahamowan, we wlasnym domu, plus w podobnym wieku kolezanki i koledzy z mniejszymi zahamowaniami u kumpla czy kumpeli niz " oficjalnie w gosciach" - przez 24/7, 365/r. X/lat. to jednak bardzo, bardzo wiele daje.

                                Bo NORMALNIE nie je się 2 zup, 2 porcji ziemniaków i np. 2 kotletów na jedno po siedzenie.

                                Koro, teraz jak zwykle manipulujesz i pedalujesz do tylu - bo nikt nie mowil o 2 talerzach zupy PLUS 2 kotletach PLUS 2 porcjach ziemniakow na raz. mowa byla jedynie o dwoch takerzach zupy na raz, a dalej tylko w domysle - jedna porcja ziemniakow i jeden kotlet. uoreva, zreszta.
                                niezaleznie i tyle zjesc nie jest nienormalnie przy wysokim zapotrzebowaniu kalorycznym co ci juz enty raz tlumacze a ty konsekwetnie olewasz.

                                ALE nawet ta "podwojna porcja" drugodaniowa zalezy jeszcze jakie sa twoje obiadowe porcje, bo np w USA talerz plytki ma najczesciej 30cm srednicy a w PL dopiero ponad 20cm.
                                Wiec ja jem "jedna" porcje i ty jesz "jedna" porcje. ale te procje rozmiarami sie bardzo roznia, hm. moze sie wiec jeszcze okazac ze tak naprawde to, co dla ciebie jest "podwoja porcja" czyli 2 x ziemniaki, 2 kotlety tu jest tylko jedna - na przyklad.

                                Moze tez tak byc ze dla ciebie, wegetarianki, kazda porcja jest wielka..?

                                Minnie
                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:14
                                  No wiesz - doświadczenie z pierwszej reki z JEDZENIEM to akurat każdy, kto nie jest od niemowlaka karmiony dojelitowo ma, albowiem każdy z nas jesmile
                                  Na przeszłość zastanów się co piszesz, bo wychodzi, jak wychodzi smile

                                  Ty masz naprawdę jakieś skrzywieniesmile Nie pojmujesz, że są pewne standardy!!! I dzięki temu wlasnie ja z pierwszej hehe ręki WIEM, że mało jem nawet jak na kobietę, a wcześniej dziewczynkę. Wiem też dlaczego tak jest - albowiem dlatego właśnie, ze jest to nietypowe moi rodzice zwrócili się z tym do lekarza jak byłam dzieckiem.

                                  To, że Amerykanie często za dużo jedza, to nie jest zadna tajemnica, wystarczy rzucic okiem na statystyki nadwagi wśród nich sad Nie jest to jednak na szczęście jeszcze europejski standard.

                                  Nie wyjeżdżaj mi tu z uprawiającymi sport, bo ja takowy uprawiałam wiele lat trenując po kilka godzin dziennie, wiec WIEM z pierwszej ręki hehe, że wówczas potrzebuje się więcej energii. Jednak ludzie uprawiający sporty mają na ogół dietę zbilansowaną, a nie napychają się po gardlo czym podleci - uwierz dawnemu sportowcowi smile

                                  O wegetarianach jak widać - też guzik wieszsmile Znam wegetarian jedzących naprawdę dużo - wegetarianizm - jakbys nie wiedziała smile - nie polega na tym, że ktoś je mało, tylko na tym, ze nie je mięsa smile
                                  Można zjeść dużo nie jedząc go wcale smile
                                  Natomaist - powtórzę - tak, ja jestem osobą, która mało je (za to częściej niż przeciętne osoby) - ma to przyczynę somatyczną. I własnei dlatego, że tak jest bardzo szybko już jako dziecko wiedziałam, że jem mniej niż inne dzieci - bo coś mi smakowało, ale już nie mogłam, a inne dzieci jadły dalej smile
                                  Tak samo mój przyjaciel S. nie zaprzeczał ze je więcej niż inni młodzoeńcy w jego wieku, nie zaprzeczał, bo ... no to było widać , że jadł smile
                                  Teraz podobnie - kolega P. nie zaprzecza, że je dużo bo JE! Wszystko jednio dlaczego tak jest - fakt, że jest i tyle. To samo tyczy się koleżanki H - trudno żeby udawała, ze je mało jak potrafi zjeść 50 pierogów na raz smile
                                  Zarówno oni, jak i ja jesteśmy POZA NORMĄ, bo NORMALNIE ludzie tak nie jedzą, jedzą więcej ode mnie na raz i mniej niż oni - dziwne, ze nie pojmujesz słowa "norma"
                                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:24
                                    W sumie masz rację z tym stereotypem wegetarianina. Wegetarianka jawi sie jako eteryczna istota o bladawej karnacji ,raczej blondynka. Wegetarianin to chuderlawy koleś z zapachniętą klatą i lekko pryszczaty (wiadomo-awitaminozasmile
                                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 10:32
                                      to wynika z niewiedzy - po prostu. Mój kolega z roku - wege - był całkiem dobrym swego czasu bokserem - amatoremsmile Ważył wówczas około 120 kg i miał zajefajną taką nienadmuchana tylko wyćwiczoną rzeźbę. Jadl więcej niż co, którzy nie trenowali - bezmięsnie (dobrze gotował sam sobie i mnie też czasem smile) i jego dieta wege była dostosowana do uprawianego sportu pod względem kalorycznym, ale także białkowym. Był, ba nadal jest, bo zakola go nie lubią brunetem, obecnie lekko szpakowatym smile Pozdro dla Wojtana smile

                                      Wegetariańskie dania mogą być bardziej kaloryczne niż mięsne - wiec wcale nie jest prawdą, że wege z założenia jedzą mniej niż mięśni, ani ze muszą być szczupli. Co do pryszczy - no ta dieta akurat zwykle dobrze wpływa na cerę smile
                                      • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 23:38
                                        kora3 napisała:
                                        Był, ba nadal jest, bo zakola go nie lubią brunetem, obecnie lekko szpakowatym

                                        Przepraszam - ze co ???

                                        Minnie
                                        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 09:57
                                          Zakola Minnie to jest takie cos co sie tworzy nad czołem panów którzy zaczynają łysieć.Facet nie łysieje, zakola go nie lubią.
                                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 10:50
                                            Może słowa szpakowaty nie rozumie Minnie - taki brunet z siwizną
    • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 15:42
      Nie wiem, czy ten młody człowiek tego w domu nie miał (w końcu czymś go żywiono?), czy po prostu tak został wychowany...
      Poznałam ostatnio miłą kobietę z dziećmi sztuk: dwie w wieku zbliżonym do mojego dziecka. O ile spotkania w domu były mniej męczące, to na przykład w restauracji nie dało się już nie zauważyć, że dzieci nie jedzą, ale pożerają i jeszcze biją się między sobą o jedzenie, plus zabierają jedzenie mojemu synowi. Po raz pierwszy widziałam tak zachowujące się dzieci. Ona oczywiście protestowała, ale dzieciaki miały to za nic i po kilku takich spotkaniach delikatnie zakończylam znajomość.
      Problemy wychowawcze nie ograniczały się oczywiście do jedzenia, ale mam wrażenie, że w ogóle widzę ostatnio coraz więcej tego typu zaburzeń wśród dzieci. Ciekawe czy nie będą się zachowywaly podobnie jako dorośli ludzie...
      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 16:08
        Nie wiem ile lat ma Twoje dziecko Rennie, ale GENERALNIE pewne rzeczy dzieciom się wybacza, a dorosłym już nie smile Pisząc wybacza mam na myśli to, ze mamy świadomość, iż dziecko w pewnym wielu nie ma percepcji by analizować które jego zachowanie jest ok, a które nie. Oczywiście to nie znaczy., ze należy mu pozwolić na wszystko, ale właśnie na ogół nasuwa się myśl, że no rodzice zwyczajnie źle je wychowują.
        W pewnym wielu jeszcze nominalnie nie dorosłym, ale już starszym a już szczególnie od ludzi już dorosłych oczekuje się, że będą zachowywać się zgodnie z normą społeczną bez względu na to, jak zostali wychowani w domu. Bo dorosły człowiek ma już zdolność analizowania sytuacji i panowania nad swymi potrzebami. Dlatego o ile dzieci owej pani usprawiedliwia tu fakt, że rodzice ich nie uczą norm, to tego młodzieńca - nie. bo jest na tyle duzy, że sam sobie umie je przyswoić.
        • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 17:09
          Koro, jako matka wychowująca dziecko mam to zagadnienie naprawdę dobrze opanowane, dziękuję.
          Dzieci w wieku lat ok. 8-9 wiedzą już, co im wolno a czego nie i zdecydowanie wiedzą, że walka o jedzenie nie jest właściwym zachowaniem. Jak napisałam, znajoma próbowała je powstrzymywać, tłumaczyła, prosiła, ale to nie działało. Myślę, że to problemy głębsze niż samo wychowanie, dlatego wspomniałam o zaburzeniu. Inną sprawą jest, że rodzice często nieświadomie takie zaburzenia dzieciom fundują, a później je wzmacniają. Zachowanie chłopaka wydaje się być kompulsywne i być może wynika z jakichś zaburzeń dotyczących żywienia/wagi, itp.
          Osoby źle wychowane zazwyczaj zachowują się w niewłaściwy sposób w wielu aspektach, bo brak wychowania nie tyczy się jednego zagadnienia, jakim byloby tutaj jedzenie. Z postu zrozumiałam, że chłopak jest miły, grzeczny, natomiast nie potrafi się pohamować widząc jedzenie. Dla mnie to oznaka czegoś poważniejszego niż rzekomy brak wychowania.
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 20:28
            Temat wszelkich zaburzeń jest POZA SV Rennie. Coś nad czymś człowiek nie panuje nie może być przedmiotem rozważań nt. dobrego wychowania
            • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 21:56
              Koro, temat pojawił się na forum SV, dlatego tu odpowiadam. Czytając posty autorki zastanawiam się czy to nie bardziej temat zaburzeń niż braku wychowania. Czasem trudno jest te dwie rzeczy rozróżnić. Tylko tyle. Jeśli chłopak w innych sytuacjach zachowuje się bez zarzutu, a tak to zrozumiałam, to być może jego stosunek do jedzenia jest niewłaściwy. Proponuję po prostu autorce, aby spojrzeć na to z tej strony.
              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:02
                Rozumiem, inni tez to sugerowali. Tyle, że wątkodawczyni raczej nie jest specjalistą w temacie, a narzeczonego siostry zna zbyt mało, by z nim o tym porozmawiać. Zatem pozostaje jej rozmowa z siostrą, która jak pisze Parasympatyczna sama temat zaczęła ...
                Nikt tu, nawet gdyby był specjalista a na podstawie tego opisu nie jest w stanie stwierdzić czy zachowanie chłopaka wynika z zaburzeń, na pewni nie można tego wykluczyć, ale to jest temat poza SV - bo zachowań wynikających z zaburzeń nie sposób oceniac pod katem SV, zwyczajne nie ma to sensu.
                • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:22
                  Koro, jesteśmy na forum, bazujemy na opisie sytuacji, jest to wszystko rozmowa towarzyska i tyle. Nie zaordynujemy tu nikomu lobotomii, więc proszę nie rób z siebie arbitra sensowności na forum.
                  Nie chcę oceniać tego zachowania pod kątem SV i wyraźnie piszę, że często zachowania powodowane zaburzeniami oceniane są pod kątem SV a nie powinny. Dlatego napisałam o tym autorce tego wątku. I nie wypisuję tym samym ani recepty, ani skierowania na terapię, po prostu proponuję, aby spojrzała się na problem od tej strony. Jeśli jestem kolejnym głosem, that's fine, czyli nie tylko mi zapaliło się czerwone światełko czytając opis tej sytuacji.
                  Twoje posty są czasem nie tyle niegrzeczne co nieeleganckie i czepialskie.
                  • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:29
                    Rennie, możesz pisać co chcesz, ale no jest jakaś tematyka forum - w jej kontekście zapytała wątkodawczyni. Jej wiedza na temat chłopaka jest mocno ograniczona - nasza tym bardzej. TAK moize to być efekt zaburzeń i w rozmowie z siostrą wątkodawczyni powinna o tym wspomnieć - chłopak i jego dziewczyna mogą sobie nie zdawać z tego sprawy - racja.
                    Jednak jeśli tak jest to wątkodawczyni z calą pewnością przestanie odbierać zachowanie chłopaka jako niegezeczne czy zniesmaczające, bo zwyczajnie będzie wiadziała, ze to efrkt zaburzeń.
                    • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 22:47
                      Ale być może ten przypadek znajduje się właśnie poza tematyką forum i dlatego o tym wspomniałam. Nie ma wtedy sensu rozważać czy chłopak jest niewychowany i wykazuje złą wolę czy ignorancję, bo to coś nad czym nie panuje. Wtedy przykładanie kontekstu SV do tego typu zachowań prowadzi donikąd, stąd o tym napisałam.
                      I jeszcze raz powtórzę – zdarza się, że zaburzenia są przez osoby postronne omyłkowo brane za brak manier, dlatego o tym napisałam. Twoje obiekcje na kształt połajanek uważam za bezzasadne.
                      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 23:01
                        To nie są żadne połajanki, po prostu - JESLI to zachowanie jest poklosiem zaburzeń toi jest poza ocena w temacie SV. Może być - nie musi wcale. Jeśli jest nie ma o czym mówić ...Można jedynie poradzić kontakt ze specjalistą - proste. Nikt z nas tego nie oceni, można o tym wspomnieć, ale nie ma sensu nad tym dywagować...
                        • renn.ie77 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 23:48
                          Sama o tym zdecyduję. Nie jestem małym dzieckiem i nie życzę sobie tego protekcjonalnego traktowania.
                          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 10:51
                            Wybacz, jeśli tak to odebrałaś, oczywiście możesz zastyanawiac się nad czym zechcesz
    • koto.podobna Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 09:38
      Takie zachowanie przy stole może sugerować podobną postawę także w innych obszarach życia i wspólżycia z Twoją siostrą, Parasympatyczna - pan może po prostu ją celowo wykorzystywać na całej linii, również finansowo. Skoro kocha jeść, a nie miał tego nigdy pod dostatkiem - niech weźmie się do pracy i konsumuje ile dusza zapragnie, na własny koszt.
      Ja bym powyższej sytuacji nie tolerowała, absolutnie.
      • horpyna4 Re: Przy wspólnym stole 14.01.17, 14:07
        Tyle, że problem polega na wytłumaczeniu tego wszystkiego siostrze. Bo rozumiem, że zakochanie odbiera jej zdrowy rozsądek.

        Największym błędem jest zlekceważenie takiego zachowania na początku znajomości, a czasu się nie cofnie. Bo na początku znajomości można dużo powiedzieć i nie będzie to odbierane jako zamach na wolność osobistą tak, jak wtedy, kiedy jest się już parą.

        I rzeczywiście takie zachowanie może mieć źródło po prostu w kompletnym braku empatii. Jeżeli tak, to nie należy wiązać się z taką osobą. Bo pan nie tylko będzie żył na koszt ukochanej, ale również zlekceważy jej potrzeby wtedy, kiedy powinien pomyśleć w pierwszej kolejności nie o sobie. Na przykład jak ona źle się poczuje, będąc w zaawansowanej ciąży, a on będzie miał przed sobą świeżo przygotowany dobry obiad...
        • koto.podobna Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 09:41
          Dokładnie to mam na myśli, Horpyno. Ja bym nie ryzykowała, ale co zrobi ta dziewczyna - teraz, kiedy zabrnęła w ten związek już 2 lata, tolerując tę sytuację?... Nie wiem czy miała okazję żyć z nim na co dzień, czy mieszkają razem. Wszystko w ich związku gra prócz tego?
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 10:07
            Zrobić mozna kilka rzeczy niezależnych od zgody wołoducha.
            Nie przyjmować zaproszeń na kilka dni jako para a jeśli juz uprzedzic gospodarzy że partner tak ma że dużo je zatem tanie zapychające żarcie, żadne bątąpierdą, potrawki z kurczęcia tarty francuskie lub szparagi nadziewane.
            Przed wyjściem na jakiekolwiek przyjęcia nagotować dobrych rzeczy w domu i porządne nakarmić żeby wstydu nie przynosił.
            Jednak na to potrzebna jest świadomość problemu a nie udawanie że go nie ma.
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 12:21
              Babo, ale z opisu wątkodawczyni wynika, że siostra nie udaje ze problemu nie ma - sama poniekąd zaczęła temat, wiec ...
              Nagotować i zjeść przed przyjęciem - no tu się nie dało, bo mowa o kilkudniowym pobycie - zatem ...
              Nie przyjmować zaproszeń - no jest to jakieś wyjście, które nie zawsze z powodu zobowiązań rodzinnych, towarzyskich, czy biznesowych (być może w przyszłości w tym konkretnym przypadku) da się zwyczajnie wdrożyć. To jest kolejny taki przypadek, kiedy radykalne rozwiązanie proponowane często przez Aquę niekoniecznie jest wykonalne smile

              Co zatem robić - ano przede wszystkim porozmawiać z narzeczonym - rzecz po stronie siostry wątkodawczyni. Być może jest tak, że w środowisku, w którym młodzi teraz obracają się na co dzień zachowanie chłopaka budzi co najwyżej podziw i wesołość w stylu takim, jaki apetyt mego przyjaciela budził w naszych wspólnych znajomych ze szkoły sredniej i studiów - hehe, ale pochłaniacz smile Jednak no sa to na tyle dorośli już ludzie, że wiedza, iż wiecznie tylko w tym środowisku nie będą, a poza nim zachowanie chłopaka może zniesmaczać i wpływac bardzo niekorzystnie na jego wizerunek.

              Na miejscu tej siostry wątkodawczyni wykonałabym na dzień dobry dwa ruchy- uprzedziła moją siostrę, że chłopak ma taka przypadłość,, że je znacznie więcej niż przeciętny człowiek w tym wieku oraz - porozmawiała z chłopakiem o tym, że jego zachowanie być może przyjęte w jego środowisku/domu może nie być dobrze odebrane przez widzącą go po raz pierwszy siostrę - proste.
              w ten sposób siostra byłaby przygotowana zarówno mentalnie heh jak i logistycznie na gościa, a gośc uczulony na to, żeby się jednak kontrolował.
              Docelowo natomiast -no jeśli hłopak ma taki "spust" do jedzenia to o ile nie wynika on z jakiegoś schorzenia, trudno będzie to wyeliminować. Ale to dorosła osoba, więc powinna zrozumieć, że pewne zachowania przyjęte w bliskim gronie, w dalszym nie uchodzą i trzeba się z tym pogodzić i panować nad sobą,...
              • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:01
                kora3 napisała:

                > Nagotować i zjeść przed przyjęciem - no tu się nie dało, bo mowa o kilkudniowym
                > pobycie - zatem ...
                > Nie przyjmować zaproszeń - no jest to jakieś wyjście, które nie zawsze z powodu
                > zobowiązań rodzinnych, towarzyskich, czy biznesowych da się zwyczajnie wdrożyć. To jest kolejny taki przypadek, kiedy radykalne rozwiązanie proponowane często przez Aquę niekoniecznie jest wykonalne

                > A dlaczego tak uważasz Koro? Pisałam o tym, że taka osoba nie potrafiąca się powstrzymać po prostu nie powinna przyjmować zaproszeń z nocowaniem w cudzym domu. Z tego co wiem żadne zobowiązania (a już tym bardziej biznesowe smile) nie wymagają zatrzymywania się z noclegiem i popasem u kogoś.
                W każdej innej sytuacji defekt pana spokojnie dałoby się ukryć właśnie zjedzeniem przez niego dodatkowego obfitego posiłku PRZED tym właściwym podczas wizyty. I tak powinien on był postąpić.

                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:20
                  Aquo, miałam na myśli raczej OGOLNIE - ogólnie no trudno jest utrzymywać dobre relacje rodzinne stale odmawiając spotkania z rodziną - przykładowo.
                  Na spotkaniach biznesowych - też niekoniecznie pan zrobiłby dobre wrazenie zmaiatając ze szwedzkiego stołu wszystko co popadnie, bo jak dają to się je. są wyjazdy służbowe połączone z pobytem w hotelu z jedzeniem - sama wiesz.
                  Rzecz w tym przypadku w tym, że jak wspomniałam, pewne rozwiązania radykalnie i bardzo proste są czasem najprostszym i najlepszym sposobem załatwienia problemu, ale czasem wcale nie!
                  Dam ci może własny przykład - otóż mój eksmąż, w pewnym momencie zaczał demostrowac swe wierzenia w postaci tego, że odmawiał przed każdym posiłkiem modlitwę - nie nawet przed każdym posilkiem, tylko przed każdą potrawą. smile Wszystko jedno, czy rzecz działa się u nas w domu, u kogoś w gościach, czy na spotkaniu na zewnątrz. Wywoływało to różne reakcje od zdziwienia, po zniesmaczenie lub krywaną wesołość. Bardzo prostym rozwiązaniem tu byłoby: nie zapraszać, nie bywac, nie podawać jedzenia, albo żeby on nie jadł, bo wówczas by się nie modlił - proste. Żadne z tych rozwiązań nie było jednak praktycznie do wdrożenia - musiałabym praktycznie zerwac relacje z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Teoretycznie mogłabym zapraszać gdy go nie było i bywać bez niego, no ale wiadomo - nie zawsze się tak da. Teoretycznie można nie podawać na spotkaniach u siebie jedzenia smile, ale już na czyjeś podawanie wpływu nie miałam smile Ani na to, że on zechce jesc i odprawiać modły przed każdym daniem smile
                  Jak sama widzisz nic z mądrych i praktycznych rzeczy nie dało się wdrożyć. Pozostawało uczulić ludzi z którymi się spotykaliśmy, ze tak się zachowuje oraz wpływać na niego, by modlił się sam dla siebie - dyskretnie, a nie ostentacyjnie - to wszystko.
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 15:37
                No niby widzi ale nic z tym nie robi tylko bagatelizuje. Gdyby naprawde zdawała sobie w pełni sprawę z tego co sie dzieje uprzedziłaby siostre przy przyjmowaniu zaproszenia-"wiesz, Krzychu jest specyficzny żywieniowo-on po prostu pochłania straszne ilości-nie rób żadnych fikuśnych danek ani torcików bo to szkoda kasy i zachodu . Właściwie to nie wiem czy wypada jechac do was na tak długo"-i żadnej sprawy by nie było.
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 17:56
                  Babo, jak to mowią - bardzo być może smile panna po prostu nie ma okazji bywać z ukochanym w sytuacjach, kiedy czuje ze się ów kompromituje i przy okazji ja. Mowa o studentach, pewnie bywają głownie w towarzystwie innych ludzi z roku/grupy. Najpewniej tez nie na proszonych obiadach wzajemnie smile
                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 18:07
                    Mało tego, on bywa w domach po rodzinie gdzie takie zachowanie jest przyjmowanie pozytywnie jak napisała parasympatyczna. Nie jestem jednak taka pewna czy kolega z roku zaproszony na imprezę gdzie konsumuje wiekszośc dobr jest takim oczekiwanym gościem.Obstawiam że nie jest jakos często zapraszany...
                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 18:12
                      Wiesz - teraz młodzież rzadziej spedza czas w domach rówieśników niż nasze pokolenie. Wynika to z dostępności knajp. A bawiąc w knajpie bai się przy napitku, a jeśli jedzeniu to raczej tak - każdy sobie. W zasadzie koledze z roku nie przeszkadza, że on wszystko zje co za swoje kupil - przykładowo rzecz jasna
      • akle2 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 12:42
        Te inne obszary życia i współżycia, to jest sprawa tylko między siostrą wątkodawczyni, a jej nienażartym narzeczonym. I niczyja więcej. Te wizyty były raptem dwie w ciągu dwóch lat. Nigdy bym na tej podstawie (i tylko na tej) nie odważyła się sugerować siostrze, ze nie powinna brać z nim ślubu. Gdyby pił i bił, to co innego, ale z takiego powodu? Ludzie!
        • salsa.lover Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:02
          akle2 napisała:

          > Gdyby pił i bił, to co innego, ale z takiego powodu? Ludzie!


          LOL! Ale podejście, naprawdę... Bo skoro chłop nie pije i nie bije, to brać bez patrzenia? Byleby portki w domu były? Trąci desperacją.

          Wiesz, oprócz picia i bicia jest jeszcze cała masa innych patologicznych zachowań, które mogą mocno uprzykrzyć małżeńskie życie.
          Gość może być chorobiliwą sknerą, który będzie jej wydzielać każdą złotówkę.
          Był kiedyś wątek na sąsiednim forum o facecie, który wyżerał wszystko z lodówki, nie patrząc na to, że jego własne dzieci nie będą miały nic na śniadanie następnego dnia. Do sklepu nie poszedł, po prostu wyjadał co było i inni domownicy go nie obchodzili zupełnie.

          Zgadzam się, że paradoksem jest diagnozowanie i usprawiedliwianie człowieka po jednym poście na forum, lub odradzanie ślubu po dwóch wizytach.

          Ale równie paradoksalne jest zakładanie, że skoro facet nie pije i nie bije to wszystko będzie ok.

          Tu sedno problemu tkwi w tym, że ani ten młody człowiek ani jego dziewczyna zdają się nie widzieć żadnego problemu w jego zachowaniu. On uważa, że skoro dają to zjada. Ona usprawiedliwia go (podobniej jak forum), bo biedny, bo może głodny. I tak to się kręci. Cóż, życie go pewnie wkrótce nauczy, w mniej delikatny sposób.
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:28
            Wiesz, ja myslę, ze Alle tu nie o to chodziło, że u faceta wystarczy, żeby nie pił i nie bił ....Raczej o to, że jak sama piszesz, zaraz odradzanie bycia razem po tak krótkiej znajomości z chłopakiem byłoby paradoksalne.
            Natomiast - owszem - zachowanie chłopaka jest ogólnie bardzo złe, czego jego narzeczona może nie dostrzegać zaślepiona uczuciem lub po prostu na ten moment, kiedy obracają się głownie w swoim studenckim gronie, które samo problemu nie widzi, nie zdawać sobie sprawy, że w przyszłości może ono im obojgu narobić wiele szkód.
          • akle2 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 16:21
            Nie zrozumiałaś kolokwializmu, ale w sumie się nie dziwię. Nie każdy łapie wszystko w lot, ja również. Jeśli siostra jest ze swoim amantem już 2 lata, to zakładam, że zdążył przejść casting i całe sito weryfikacyjne, żeby zostać kandydatem na kandydata. Jesli bym zobaczyła w stosunku do bliskiej mi osoby jakąkolwiek formę przemocy, to bym interweniowała. W każdym innym przypadku nie czułabym się uprawniona do weryfikowania cudzych uczuć. Jesli - jako gospodarzowi- żal by mi było żarcia, to bym postawiła na stole paluszki, zamiennie z krakersami, lub w drugą stronę - nagotowałabym cały gar pyrów licząc, że żołądek w którymś momencie powie mu "stop".
        • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:05
          akle2 napisała:

          > Nigdy bym na tej podstawie (i tylko na tej) nie odważył
          > a się sugerować siostrze, ze nie powinna brać z nim ślubu. Gdyby pił i bił, to
          > co innego, ale z takiego powodu? Ludzie!

          Jeśli ktoś nie umie się zachować właściwie między ludźmi to JEST poważny sygnał, że osoba z którą się wiąże będzie nieustannie narażona na wstyd, obciach, zdenerwowanie itp. niemiłe emocje, a wszelkie wyjścia i spotkania towarzyskie zamiast miłą rozrywką mogą być mocno uciążliwe.. Dla mnie to poważna przesłanka do zastanowienia się czy spędzać z taką osobą resztę życia.
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 13:23
            tez tak uważam ...
            • horpyna4 Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 16:39
              Ano właśnie. Z takim mężem wstyd pokazywać się w cywilizowanym towarzystwie.
          • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 15.01.17, 22:52
            aqua48 napisała:
            . Dla mnie to poważna przesłanka do zastanowienia się czy spędzać z taką osobą resztę życia.

            W tej chwili przypomniala mi sie jedna znajoma para malzenska, i doszlam do wniosku iz naprawde trudno przewidziec w jakim stopniu czyjs brak (nawet spory) kultury odzwierciedla status quo jako 'dobrego-niedobrego' meza.

            Bo oto mam takich znajomych, bardzo fajnych zreszta, gdzie ona jest dobrze wychowana i taktowna ale on, chryste panie. trudno to wytlumaczyc bo jako kumpel jest bardzo wesoly i jak trzeba to pomoze. lubi zwierzeta nie robi im krzywdy a nawet ustapi miejsca kociusiowi na fotelu i siadzie na innym bo "on tak milo lezy" itd, wiec nie jest czlowiekiem brutalnym ale jednoczesnie dla rodziny by zabil. przy tym okropnie przeklina : ) ona z kolei wcale lub bardzo rzadko smile
            gdy sa np na imprezie ona kulturalnie nabiera na talerz po trochu roznosci tak aby dla wszystkich starczylo on, przeciwnie, jak zobaczy cos co uwielbia to w mig zgarnie ile zmiesci bez ogladania sie ze tylko dwa ostatnie platki sledzika zostaly w misce smietany z cebula - na wstepie : )
            Ona go towarzystwie oczywscie go napomina "alez Mareczku, no a inni?" na co Mareczek odpowiada rechoczac "sushi maja wpi... alac" : )
            Ale jak co do czego przyjdzie to Tereska wie, ze to drobiazgi w porownaniu z prawdziwym zyciem. bo w prawdziwym zyciu Marek to czlowiek ktory niczego sie nie boi, potarfi wszystko zalatwic, ciezko pracuje, a w razie czego potarfi i w ryj przywalic. Czuje sie przy nim bezpieczna i do tego adorowana jak krolewna, bo Mareczek w swoja Basienke jest wpatrzony jak w obrazek niezmiennie od ?? 40 lat?? jak nie wiecej (chyba wiecej) : )

            A my, znajomi? mysmy sie pogodzili ze on jest jaki jest, bo poza tym robi te swoje "bezeceństwa" z humorem i w sumie wiecej smiechu z tym niz naprawde zlosci big_grin

            Minnie
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 07:41
              Raz Basia, raz Tereska i łacina uzyta nie wiadomo w jakim kontekście ...Ale ok - wy - znajomi - poza ten krąg znajomycyh Basia vel Tereska z tym Markiem nie wyjdzie, bo sobie siary narobi - prosto mówiac - a nie samymi znajomymi na luzie na ogół człek zyje smile
              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 09:30
                kora3 napisała:
                Raz Basia, raz Tereska i łacina uzyta nie wiadomo w jakim kontekście ...

                Korciu, no chyba nie wyobrazasz sobie ze bede tutaj podawala prawdziwe dane? na glowe jeszcze nie upadlam. zwyczajnie nie zauwazylam co napisalam wczesniej. no i co za roznica??

                Co do "wychodzenia kregu" - Korciu - no po prostu zatkalas mnie lololol https://www.cosgan.de/images/smilie/froehlich/a065.gif

                to mial byc przyklad na to ze maz z brakami w kulturze (dlatego lacina) moze byc lepszym mezem od wymuskanego intelektualisty z nienagannymi manierami ale ktory na glosniejszy szept trzesie portkami a na widok Chihuahuy mdleje ze strachu big_grin

                Minnie
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 17.01.17, 10:15
                  Skoro nie znasz pojęcia "wychodzić z kręgu" - zapytaj smile

                  Nie uciekaj się do demagogii w taki stylu natomiast - nikt nie twierdzi, że dany panem nie może być dobrym mężem dla danej pani - ale no po prostu wszystko zależy w jakim kręgu mają się oboje obracać.
                  • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 01:20
                    kora3 napisała:

                    > Nie uciekaj się do demagogii w taki stylu natomiast - nikt nie twierdzi, że dany panem nie może być dobrym mężem dla danej pani - ale no po prostu wszystko zależy w jakim kręgu mają się oboje obracać.

                    Ewidetnie Koro najwyrazniej nie pojelasz dobrze przykladu.

                    To byl prosty przyklad apropos chlopaka z watku, gdzie siostra pomimo jego sporej gafy towarzyskiej widzi w nim jakies zalety jakich druga siostra nie widzi za to widzi tylko gafe.
                    "Wychodzenie z kregu" nic do tego nie ma, a nawet nie powinno cie to Koro w ogole interesowac. Komentowanie zas tego - zalosne.

                    A dwa - po prostu najpewniej Minnie i owa pani nie obracają się w środowisku, w którym zachowanie pana od razu ze tak powiem dyskredytowałoby i jego i jego parę.

                    Ja sie Koro obracam w srodowsku w ktorym teksty jak ten powyzej po prostu nie uchodza.

                    Reszte twoich wynurzen pomine bo az ... jakos tak dziwnie by bylo komentowac.

                    Minnie
                    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 07:43
                      A jak4ei to jest środowisko, w którym ogólne stwierdzenie, że jakieś zachowania mogą tu i tam uchodzić, a jakieś tu i tam dyskredytować -nie uchodzi? \

                      Minnie, nieprawdopodobnie się miotasz - sprawa jest prosta jak drut - Twoja kolezanka dwojga imion czy dwojga wcieleń albo pokazuje się z mezem tylko w bliskim gronie, które jego zachowanie toleruje, albo też poza tym gronem on zachowuje się inaczej. To co uchodzi wśród bliskich nie zawsze wypada gdzie indziej.
                      Dokładnie taka sama sytuacja jest z siostrą wątkodawczyni i jej chłopakiem. Może on być najwspanialszy w łóżku, najczulszy i w ogóle the best - no zaradny nie jest, ale nie dla każdej pani to się liczy - ale zachować się nie umie. Teraz może to dla narzeczonej nie stanowic wcale wady - bo jak to mówią - para nie bywa. Nie bywa w miejscach i towarzystwie gdzie zle wychowanie dyskredytuje, a w swoim bliskim wyluzowanym gronie każdy je zna i akceptuje. Pójda oboje do pracy, to się przekona boleśnie ta narzeczona, że rózowo nie będzie. Lepiej, by jej to uświadomiła teraz bliska osoba - siostra, niż kiedyś znacznie bardziej boleśnie -obcy.
                      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 08:06
                        No to prawda-decyduje środowisko.Po 40 tce na ogól ma się stałe,przed mlodymi jeszcze wszystko i trudno przewidziec na co wołoduch trafi.
                        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 08:21
                          Nie do końca tak jest Babo - swoje prywatne środowisko/a człowiek ma takie jakie wybierze smile Ale poza sferą prywatną są jeszcze inne - np. związane z pracą, z funkcją itd. Wyobraźmy sobie, ze ów młody człowiek tak się zachowuje na spotkaniu z kontrahentem, albo ów Mareczek - mąż zony dwojga imion (wcieleń)- koleżanki Minnie. No właśnie.
                          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 10:35
                            Prace ma tez jaka sobie wybierze-niektóre zawody nie maja spotkan biznesowych połaczonych z jedzeniem.
                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 10:47
                              Teoretycznie Babo - owszem smile W praktyce - bywa róznie, a zważ na to też, ze tu mowa o parze. Pan może pi studiach mieć taką prace, gdzie faktycznie nie będzie konieczności żadnych spotkań w ramach pracy z nikim i jedzeniem. Ale jest jeszcze pani - owa narzeczona. Może ona mieć pracę taka, gdzie będzie musiała bywać i jeśli na sparowanych imprezach to z nim ...
                              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 12:37
                                Widać Tereska nie bywa.
                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 16:40
                                  Może bywa, ale wówczas pan maz zachowuje się inaczej. Albo nie bywa, bo nie ma takiej potrzeby. Ale nie możemy zakładać, że narzeczona -studentka jak przestanie być studentka nie będzie jej miała.
                      • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 18.01.17, 23:18
                        kora3 napisała:
                        A jak4ei to jest środowisko, w którym ogólne stwierdzenie, że jakieś zachowania mogą tu i tam uchodzić, a jakieś tu i tam dyskredytować -nie uchodzi?

                        ja tak nie napisalam, dospiewujesz sobie to.

                        Twoja kolezanka dwojga imion czy dwojga wcieleń

                        wyjasnilam ci od razu iz ze wzgledu na ochrone danych imiona sa falszywe, pomylka nastapila przez moja nieuwage.
                        dla mnie jasne jest iz jedyna motywacja u ciebie aby wciaz i wciaz wyciagac te sprawe to wysmiewanie. co nienajlepiej o tobie swiadczy, jak rowniez o sile twojej argumentacji - z braku merytorycznych argumentow chwytasz sie personalnych i przesmiewczych.
                        nieladnie, i po co?

                        Twoja kolezanka dwojga imion czy dwojga wcieleń albo pokazuje się z mezem tylko w bliskim gronie, które jego zachowanie toleruje, albo też poza tym gronem on zachowuje się inaczej.

                        Byc moze tak wlasnie jest, i jesli tak jest, Koro, to postaraj sie zrozumiec ze to samo mozna by powiedziec o siostrze i jej chlopaku, i dokladnie w tym celu byla moja paralela - iz nie nalezy wzywac do rozwodu ludzi ktorych sie kompletnie NIE ZNA tylko dlatego bo ktos popelnil jedna gafe.

                        Teraz może to dla narzeczonej nie stanowic wcale wady - bo jak to mówią - para nie bywa. Nie bywa w miejscach i towarzystwie gdzie zle wychowanie dyskredytuje, a w swoim bliskim wyluzowanym gronie każdy je zna i akceptuje. Pójda oboje do pracy, to się przekona boleśnie ta narzeczona, że rózowo nie będzie. Lepiej, by jej to uświadomiła teraz bliska osoba - siostra, niż kiedyś znacznie bardziej boleśnie -obcy.

                        a skad wiesz ze nie bywa??
                        ale nawet jesli bywa lub bywac zamierza a on zawsze bedzie popelnial gafy, to ostatecznie jest to sprawa siostry czy go wybierze czy nie, i pomiedzy siostrami jak beda sobie z tym radzily, nie twoja Koro, nie moja, nie Aquy nie Rennie, nie Horpyny czy kogokolwiek innego.

                        Minnie
                        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 19.01.17, 09:57
                          Ja się zgadzam że asertywnośc polega na pilnowaniu swojego poletka a nie zaprowadzaniu porządku na cudzym. Powiedzmy że nie mam ochoty wydawać 5 razy więcej na jedzenie niż zwykle zamiast 2 razy więcej z powodu cechy osobowej szwagra -in-spe ani wstydzic się przed moimi gośćmi . Zatem -przegładam fora pt "smacznie i tanio" oraz nie zapraszam nikogo spoza rodziny gdy osoba z przypadłością u mnie gości.
                        • kora3 Minnie:) 19.01.17, 14:52
                          minniemouse napisała:
                          >
                          > ja tak nie napisalam, dospiewujesz sobie to.


                          To wyjaśnij jak ma być smile

                          > wyjasnilam ci od razu iz ze wzgledu na ochrone danych imiona sa falszyw
                          > e, pomylka nastapila przez moja nieuwage.


                          Alez ja się domyślam, że nie podalaś prawdziwych imion bohaterów, a dwoje imion jednej pani to efekt nieuwagi, po prostu zaaferowałam smile Ale z ochrona danych to teraz pojechałaś smile

                          > dla mnie jasne jest iz jedyna motywacja u ciebie aby wciaz i wciaz wyciagac te
                          > sprawe to wysmiewanie. co nienajlepiej o tobie swiadczy, jak rowniez o sile t
                          > wojej argumentacji - z braku merytorycznych argumentow chwytasz sie personalnyc
                          > h i przesmiewczych.
                          > nieladnie, i po co?


                          Minnie, nie zgrywaj się, popatrz co sama nie raz i nie dwa piszesz i jakim tonemsmile

                          >
                          > Byc moze tak wlasnie jest, i jesli tak jest, Koro, to postaraj sie zrozumiec z
                          > e to samo mozna by powiedziec o siostrze i jej chlopaku, i dokladnie w tym cel
                          > u byla moja paralela - iz nie nalezy wzywac do rozwodu ludzi ktorych sie komple
                          > tnie NIE ZNA tylko dlatego bo ktos popelnil jedna gafe.


                          Ależ masz 100 proce racji - i gdzieś to znacznei wcześniej napisałam, że zaraz rozstanie radzić to przesada i byłby to także poniekąd ze strony starszej siostry gruby nie takt. ALE jednocześnie warto zwrócić siostrze uwagę na zachowanie chłopaka i jego odbiór, bo MOZE kiedyś jej samej ono zaszkodzić.
                          >
                          > a skad wiesz ze nie bywa??

                          Hmm no tak mi się nasunęło z opisu, para studentów, niebogaci, to raczej nie bywają na rautach i galach - np.

                          > ale nawet jesli bywa lub bywac zamierza a on zawsze bedzie popelnial gaf
                          > y, to ostatecznie jest to sprawa siostry czy go wybierze czy nie, i pomiedzy si
                          > ostrami jak beda sobie z tym radzily, nie twoja Koro, nie moja, nie Aquy nie Re
                          > nnie, nie Horpyny czy kogokolwiek innego.


                          Ano rzecz jasna, ale to jest forum, służy dyskusji. I nie ma w nić zlego. Przecież żadne z nas nie ma zamiaru namierzać tej siostry wątkodawczyni i pisać jej, żeby się z chłopakiem rozstała. smile O ile pamiętam raz się chyba zdarzyła osoba na tym forum mająca takie inklinacje i nawet ją o ile dobrze pamiętam popierałaś smile
            • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 09:42
              minniemouse napisała:

              > czlowiek ktory niczego sie nie
              > boi, potarfi wszystko zalatwic, ciezko pracuje, a w razie czego potarfi i w r
              > yj przywalic. Czuje sie przy nim bezpieczna i do tego adorowana jak krolewna,

              Co kto lubi. Ja bym się z człowiekiem nie umiejącym się zachować nie czuła bezpieczna, wręcz przeciwnie cały czas obawiałabym się, że w ten wyżej wzmiankowany ryj komuś przywali, choćby po to żeby coś sprawnie i szybko załatwić...
              A adoracja kobiety nie polega dla mnie na tym, że nieokrzesany mężczyzna używa wulgaryzmów i wyżera ostatnie kąski, "bo tak ma". Raczej odwrotnie - przynajmniej w damskim towarzystwie powstrzyma się od przekleństw i grubiaństw, a ostatni kąsek podsunie kobiecie i będzie się bardzo starał aby jej nie narazić na wstyd swoim zachowaniem..
              • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 16.01.17, 10:50
                aqua48 napisała:
                Co kto lubi.

                No wlasnie - co kto lubi...
                Dlatego skoro siostrze nie przeszkadza chlopak wymiatajacy do czysta stol, lodowke i pol sklepu obok - nie spieszylabym sie z doradzaniem aby don rzucila, poniewaz moze ma zalety jakie jej sie niezwykle podobaja. naprawde kulturalnie to jest przemilczec cudze wady, prawda? i radzic sobie jakos.

                że w ten wyżej wzmiankowany ryj komuś przywali

                gwoli wyjasnienia, znajomy nie jest czlowiekem gwaltownym. chodzilo mi o takie sytuacje jak np atakuja agresywne, zaczepne dresy. tego typu. nie kazdy potrafi sobie z tym poradzic.


                A perfect ludzi nie ma smile

                Minnie
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 17.01.17, 10:25
                  Minnie, a jak sobie ó pan radzi, gdy atakują te dresy, jak?
                  Jeśli nie jest dobrym zawodnikiem w jakiejś sztuce walki, to popełnia gruby błąd i zupełnie poza SV teraz piszę smile Bo miła Minnie prawdziwi napastnicy nie przestraszą się steku wyzwisk, a przeciwnie - ten ich jeszcze bardziej sprowokuje. Jeśli sadzisz inaczej - jesteś naiwna. Skoro lubisz łacinę to nec Hercules contra plures - w wolnym tłumaczeniu - i Herkules d...pa kiedy wrogów kupa smile
              • kora3 Re: Przy wspólnym stole 17.01.17, 10:34
                Aquo - Minnie tego nie rozumie, bo raz - posługuje się stereotypem - mężczyzna jest "meski" jak się zachowuje tak, jak ten Mareczek - jeśli mężczyzna zachowuje się normalnie yo jest "niemęski", nie pracuje ciężko, nie zależy mu a rodzinie itd...

                A dwa - po prostu najpewniej Minnie i owa pani nie obracają się w środowisku, w którym zachowanie pana od razu ze tak powiem dyskredytowałoby i jego i jego parę. Tu mowa o starych znajomych i tak, w takich kręgach - ogólnie bliskich - zachowania różne uchodzą, sa tolerowane.
                Ale większość ludzi nie tylko w takich się obraca - po prostu. Tu jest podobnie być może z narzeczoną tego pana - są studentami i najpewniej obracają się w swoim rówieśniczym środowisku, w którym znane od "zawsze" zachowanie pana nie razi pozostałych. ALE no dość nietrudno sobie wyobrazić, że państwo po studiach zapewne będą szukać pracy ...I w tej pracy pana już może jego zachowanie mocno mu zaszkodzić, a także np. na imprezie integracyjnej u pani - mocno ją skompromitować.
    • akle2 Re: Przy wspólnym stole 20.01.17, 20:54
      Matulu, ten wątek jeszcze się ciągnie? Prawdziwy agent służb specjalnych z tego obżartucha, że go tak rozkładacie na czynniki pierwsze.... Cookie Monster i Lodówkowy Dywersant big_grin
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 20.01.17, 22:30
        Ciągnie się i będzie ciągnął. Nikogo z dyskutantów nie zniechęca fakt, że autorka już sobie stąd poszła, pewnie przerażona produkcją, którą rozpoczęła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka