parasympatyczna
04.01.17, 19:07
Powiedzcie mi proszę, czy / lub jak zareagować na opisane poniżej sytuacje, bo szczerze powiedziawszy nigdy wcześniej nie miałam okazji się w takiej znaleźć.
W związku z długą nieobecnością w kraju mam wiele zaległości w departamencie spotkań rodzinnych. Podczas mojej nieobecności młodsza siostra znalazła tego jedynego i zaręczyła się. Z wielką radością i ciekawością zaprosiłam nowo upieczonych narzeczonych do siebie na kilka dni, żeby sie lepiej poznać i spędzić wspólnie czas.
Narzeczony siostry wydaje się być sympatycznym młodym człowiekiem, bardzo w niej zakochanym, co mnie cieszy oczywiście. Jest jednak jedno ale... otóż przy stole, podczas wspólnych posiłków, młody pochłania absolutnie wszystko, co na tym stole się znajdzie i wygląda to tak, jakby nie jadł od tygodnia.
Przez cały ich pobyt, bez względu na ilość potraw na stole, po posiłku zmiataliśmy puste półmiski, wszystko zostało wyczyszczone przez narzeczonego, który nie pyta nawet, czy ktoś z obecnych ma ochotę na ostatki, sam zgarnia wszystko jak leci.
Siostra zdaje sobie z tego sprawę, trudno zresztą nie zauważyć. Sama zaczęła temat, kiedy byłyśmy sam na sam, tłumacząc, że narzeczony zachowuje się tak a nie inaczej, bo 'w domu tego nie ma', znaczy się jego rodzina żyje bardzo skromnie i oszczędnie a on lubi pojeść.
Z jednej strony rozumiem młodego i trochę mu współczuję. Natomiast z drugiej strony, kiedy ostatniego dnia przygotowałam wielką patelnię ulubionej potrawki, z nadzieją, że odgrzejemy sobie coś na podwieczorek, a ten wsunął 3 pełne talerze, zostawiając na patelni wielkie nic, to prawie zemdlałam z wrażenia. Podobnie wygląda sprawa z kawą i ciastem - tartę, którą upiekłam młody zaliczył sam, minus po kawałku dla pozostałych troje. Nie ukrywam, że tutaj mnie zmierziło odrobinę, reszta gości siedziała o przysłowiowym suchym pysku przez resztę wieczora.
O ile doceniam humorystyczny aspekt sprawy, o tyle sytuacja z ciastem zniesmaczyła mnie, bo resztę wieczora siedzieliśmy o kawie i tylko kawie. Nie spodziewałam się, że ciasto zaliczy jedna osoba a reszta będzie się przyglądać... Nie byłam przygotowana na taką ewentualność.
Siostrę kocham i uwielbiam, mamy świetny kontakt. Mam za sobą już 2 takie wizyty, za każdym razem wyglądało to tak samo.
Zastanawiam się, jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości i jedyne co przychodzi mi do głowy, to częstowanie jak w restauracji, wydzielając porcje. Jednak na samą myśl czuję się z tym nieswojo. Oczywiście można nie zapraszać, ale jak już wspomniałam, mam z siostrą zaległości kosmiczne, poza tym uwielbiam jej towarzystwo i nie wyobrażam sobie ograniczać spotkania w domu ze względu na wiecznie głodnego narzeczonego.
Forumowicze, jak żyć??