Z cyklu "Czwartkowe Spotkania Muzyczne" wystąpiło dziś w Filharmonii Narodowej
dwóch pianistów: Jan Krzysztof Broja i Wojciech Majewski.
Przy okazji chciałem podziękować anonimowemu św.Mikołajowi (może czyta to
forum), dzięki któremu udało mi się wejść na koncert w ostatniej chwili
Pierwsza część to był typowy występ solistów. Majewski grał Skriabina: Etiuda
cis-moll, kilka Preludiów i II Sonatę. Następnie Broja zagrał 2 Mazurki op.62
Szymanowskiego, a potem Prokofiewa: Wizje ulotne: 1, 4, 14 i 17 oraz II
Sonatę. Zdecydowanie bardziej podobał mi się Broja (Majewski może mniej z
powodu Skriabina, za którym nie przepadam), grał pięknie, z uczuciem, chciało
się go słuchać. Krzysiek potrafi grać lirycznie, wzruszająco, ale też mocno i
gwałtownie (Prokofiew). Umie wydobywać z fortepianu na prawdę piękny dźwięk -
i mogę powiedzieć, że robi to rewelacyjnie
Natomiast w drugiej czesci pianiści grali na cztery ręce: najpierw Brahmsa
(Liebeslieder - Walce oraz Tańce węgierskie), a potem Schuberta (fantazję
f-moll). Grali niesamowicie; bardzo dobrze zgrani, słuchali się nawzajem,
interpretowali utwory jakby to był jeden czteroręki pianista

Zwłaszcza
"Tańce węgierskie" zagrali rewelacyjnie - podobało mi się bardzo
Były oczywiście bisy - ale bisy-niespodzianki

Pianiści bisowali
indywidualnie. O ile Wojciech Majewski pochodzi z rodziny jazzmanów, na
codzień gra jazz i można się było spodziewać, że zagra coś w tym stylu (zagrał
swój własny utwór), to Krzysztof Broja zaskoczył wszystkich. Po prostu jak
zawodowy pianista jazzowy, zagrał utwór Johna Coltrane'a - i zagrał go
"nieziemsko"
No i w ten sposób zostałem fanem Krzyśka Broi
Pozdrawiam,
Jędrek