kawka74
18.11.06, 08:27
Normalnie cud.
Do tej pory podział racji żywnościowych był dość wyraźny: Czarna dostaje
swoją porcję suchego na szafce, Biała w kuchni dostaje mokrą karmę. Biała bez
szczególnych oporów częstowała się suchą karmą koleżanki, do tego stopnia bez
oporów, że dla Czarnej mało co zostawało. Biała torowała sobie drogę do miski
Czarnej jak czołg, a biedna Mała Czarna, chociaż była tu pierwsza, siedziała
i gapiła się, jak sucha karma znika z miski. Nigdy przenigdy nie zbliżyła się
nawet do miski Białej.
A dziś - siedzę w kuchni, słyszę, że któraś ciamka przy misce z mokrym,
myślę: 'A, Biała przyszła i je, normalka". Odwracam się, patrzę - Czarna
postanowiła zmienić menu i szamie mokre, a Biała gapi się jakieś 30 cm od
niej. Zawsze było odwrotnie, od chwili przybycia Biała zdominowała Czarną,
która ani śmiała pisnąć (tzn. prały się, oczywiście, ale Czarna specjalnie
odwagi nie wykazywała), a teraz - Czarna siedzi przy cudzej misie, pożywia
się spokojnie, a Biała leży i pokazuje brzuch. Zresztą zdenerwowała się w
końcu i machnęła tipsami, Czarna natomiast nie uciekła z kwikiem, ale
oddaliła się niespiesznie, zupełnie, jakby uznała, że i tak się już najadła,
więc może odejść.
Mam wrażenie, że następują zmiany w hierarchii. Czarna nie ucieka z
podkulonym ogonem przed Białą, nie boi się przejść koło niej, a dziś jeszcze
uznała, że może poczęstować się jej żarciem.
To chyba znaczy, że miałam w domu przewrót, i Czarna wraca na swoje miejsce.
Myślicie, że teraz będzie łatwiej im się dogadać, czy Biała będzie próbowała
na nowo odzyskać pozycję...?
Tak, jak jest, już napawa mnie optymizmem. Strasznie mi było żal mojej
rezydentki, a tu owa rezydentka całkiem nieźle sobie poradziła, nonono...