szpilkaaa
11.08.05, 15:05
Zaśliniony świat. Wymyślone idee których mi brak. A jest zaledwie tanim winem
wypijanym haustem po którym można mieć kaca, lecz w życiu po pojedynczym nie
za częstym wypiciu się nie przewraca.
Owszem można zamieszać rozlać z kawą, podać z lodem.
Dosypując kokosowych ciastek zeżreć tęsknie.
Lecz czy ktoś powie mi czy to ma być życie?
Dziś wiem, że należy uciekać od marzeń, kiedy nie można ich ziścić, że
należy postępować wbrew sobie skoro się czyni źle.
Nie trzeba narzekać, uśmiechać się skoro nie muszę. Pierwsze marzenia,
pierwsze utopie, w które już nie wierzę.
Los. Byt. Senne mary a ja w nich z mieczem w dłoni pośród różnych mar
psujących marzeń świat.
Od podstaw zgłębianie iluzji paszczę, kiedy nurkuję w głąb siebie. Rozmarzony
świt.
Zbudzę się i zmienię to co w rzeczywistości wciąż mnie dręczy.
Budzę się.
Znów zapominam. Przygasłe zmysły Śnieg. Latające płatki białych róż.
Zbrukana czystość, stapiająca się z przekonaniami.
Ginąca w promyku, słońca naiwność.
Rozmarzony świt Rozdarła serce, kiedyś rozpalała duszę.
Zdarła mnie całego zostawiła popiół. Niech mnie kule inwalidów biją! Jak
można mieć takiego pecha?
Oczywiście najśmieśniejsze w tym jest to, że to co ja nazywam pechem inni
nazwą niezdarnością?
To chyba tak naprawdę jest tak, iż ja nie wierzę w pech, lecz on wierzy we
mnie.
Pochmurny blask słońca, zwisający nade mną.
Predystynencja. Kalejdoskop rozbił się.
Przegapiłem coś. To zależało tylko ode mnie. Nie miałem na to wpływu.
Tylko to mnie smuci, tylko to mnie bawi.
Upadły romantyk. Romantycznie to brzmi.
Połykam rozżażone żarówki, aby pochłonąć światło.
Pulsująco parzę dłonie. Nie pojmuję siedmiu barw, które przemieszczają się.
Fałszywe kolory udar uczuć zgryzione wargi zmieszane z krwią i dziurami w
zębach. Pamiętam. Pamiętam jak spotkałem trzymającą się za ręce i czule
całującą parę staruszków. Owszem potwierdzam miłość odbiera nam lata. Dzięki
niej wciąż czujemy się dziećmi, a do nieświadomości w końcu dążymy. Uważaj!
Ten świat jest tak pokręcony, że właśnie słabeusze sprawują największą
władzę. Daj skończyć tę przemowę historii mojej kres się zbliża. Na wyrzuty
od niej liczyłem, lecz całując jej buzię całowałem łzy.
Ognisko i w sobie i w niej niepotrzebnie roznieciłem.
Kiedyś zaklęcie bez nadziei lecz z wiarą wymówiłem.
Trzy jej włosy z moimi pięcioma spaliłem. Co będzie dalej? Wiem. Oh tak
naiwnie ja myślałem.
Nie zmieni się zbyt wiele. Będę musiał żyć ze swoim brzemieniem, krzyż swój
na dół ciągnąc licząc nie na zbawienie a na dowolne wybawienie.
Jak ja mam tego dość, cała ta odpowiedzialność, która teraz na mnie spadła a
dotąd trzymała się na cieniutkich barkach. Czy to możliwe, iż ich naprawdę
nie ma skoro ich opuściłem?
Słodkie motyle wspomnienie. Zasuszonego motylka, któremu odpadły już
skrzydełka.
Czy Wy patrzyliście, kiedyś w słońce? To jest zawsze to samo a można poddać
się złudzeniu, iż za każdym razem patrzy się po raz pierwszy.
Czy patrzyliście kiedyś w słońce?
Ileż to już razy wzeszło i zaszło nade mną nad wami nad całym światem.
Ileż to już dni budzi się co dzień wraz ze świtem?
Czy wy widzieliście, kiedyś to słońce co ja?
Niewiarygodne otrzeźwienie! Wszystko powstaje i umyka pod wpływem chwili. Co
za ulga co za ból, że wciąż na nastrój i potęgę sytuacji jestem podatny. A
szkoda, szkoda, że ta gra się jeszcze nie skończyła. Słodycz ptasiego mleczka
i cierpki ból w okolicach serca. Kiedy kłamałaś?
Budowanie rzeczywistości na sypiącym się piasku.
Trochę słońca na pustej drodze.
Tą drogą idzie ona. Podejdzie? Nie. Zniknęła w cieniu.
Słońce ją zakryło. Odgach na mojej duszy. Dla niej.
Dla niej przypalona skóra, aby zakryć świat, żeby tylko móc zatruć siebie.
Zapach pomarańczy, mandarynek sok, skórka od gruszy i grejpfrutów
No i fajczany popiół, zapach nie do nasycenia.
Miłości smród. Posmak jej ust
Nie gasnąca zapałka w moich uszach blues. Melanż tu i tam.
Straciłem sens już. Doszczętnie chora muzyka.
Był czas na, zapomnienie, lecz gorsze byłoby teraz wspomnienie. Teraz.
Zgasnęły.
Czas nie liczy się już.
Ciemna biała sala brud.
Nie warto otwierać oczu.
Sklejone snem powieki. Rozerwane, przerwane wieczne więzy.
Nie wierzę już w nic.
Nic nie warte, kiedy kocha się szczerze a nie jest się kochanym. Pragnienie
na nic skoro brak obopólnego pożądania. Żałosne. Kołaczące godziny wybijające
szczęścia chwile. Miłość. To nie kwiaty a słońce, nie plaża a szum wody, nie
łąka a blask nieba. Miłość to nie zakochanie!
Zakochujemy się walcząc o bliskiej istoty ciało, gdyż to z zakochania
kiełkuje pożądanie a ona rozrasta się na namiętności ciałem ów targane.
Gdyż miłość nie istnieje bo nie ustaje. Gdyż miłość to zezwolenie na
cierpienie, kiedy ukochana pragnie
cierpieć.
Gdyż miłość to znieczulenie, kiedy ukochana nie chce kochać.
Gdyż miłość to zapomnienie tego, że się kochało i pomoc tej która w twarz
uderzyła.
Miłość. Takie słowo. Nie nadużywaj jego, niego, go słowa, gdyż przez to
traci na znaczeniu.
Lecz proszę bardzo mów że kochasz i kochasz szczerze.
Kimkolwiek jesteś. Wierzę. Czy to ma dzisiaj jakieś znaczenie?