poszi
09.06.06, 01:30
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060608/ekonomia/ekonomia_a_5.html
"Ceny nowych mieszkań mogłyby być przynajmniej o 10 procent niższe niż obecnie
- twierdzą menedżerowie firm budowlanych. Naciskają więc na polityków, aby
zmienili prawo w taki sposób, by budować więcej".
Przynajmniej 10 procent niższe niż obecnie? Jestem w szoku, że też im przeszło
słowo "przynajmniej" i do tego niż "obecnie". To gdyby ceny jeszcze wzrosły o
10%, to byłoby wtedy przynajmniej 20% mniej? Powinni kopie tego artykułu
wręcząć obecnym klientom, żeby się nie zdziwili w przyszłości.
"Wzrost popytu w ostatnim roku spowodowany jest również nierozstrzygniętą
wciąż sprawą VAT na nowe mieszkania po 2007 roku. Odkładanie decyzji o
utrzymaniu obniżonej stawki powoduje gorączkę na rynku, nakręcającą dodatkowo
ceny mieszkań. - Utrzymywanie tej sytuacji doprowadzi do krachu, bo to jest
jak bańka na giełdzie. Z jednej strony pompuje się popyt, m.in. poprzez
kredyty hipoteczne, z drugiej wstrzymuje się podaż. Dlatego właśnie mówimy o
stanie wyjątkowym - mówi Marek Poddany."
No proszę: "Jak bańka nie giełdzie". Czyżby Marek Poddany czytał forum? :)
Deweloperom zależy na jak największych zyskach, to jasne, i dlatego chcą jak
najniższych cen gruntów, ale to bardzo ciekawe, że zaczynają narzekać na ceny,
które sami ustalają (oczywiście gdyby ustalili niższe to by były listy
społecznie, wystarczy, że teraz są kolejki, więc im się nie dziwię). Albo
faktycznie zrozumieli, że takie szaleństwo na dłuższą metę im się nie opłaca,
albo chcą to ładnie opakować, żeby opinia publiczna ich poparła i różnicę
zgarnąc dla siebie. A może po kilku przegranych przetargach na działki, które
wygrali zagranicznmi deweloperzy, poczuli sie zagrożeni na rynku?