Dodaj do ulubionych

Bardzo depresyjnie na końcówce...

19.11.03, 10:54
Siedzę w tym domu i jęczę niemożebnie. Tak bardzo się nastawiłam (niezupełnie
bezpodstawnie - USG wykazało...), że urodzę dużo wcześniej i naprawdę w to
uwierzyłam. I NIC! Nic nie działa. Osławione trzy 's' - nie działa, herbatka
malinowa pita trzy razy dziennie - nie działa, nawet bardziej radykalne
środki (wypadek samochodowy trzy dni temu) nie działają. A mi już jest tak
potwornie ciężko - na dodatek jestem tak potwornie przeziębiona że ledwo
oddycham. No przyznajcie same - można wpaść w depresję? I na dodatek zostały
już tylko DWA DNI SKORPIONA!
No dobra. Nie będę już smęcić. Taką sobie poczułam potrzebę, żeby się komuś
wyżalić (małżowina już nie chce słuchać - stał się ostatnio jakiś mało
wyrozumiały). Pozdrawiam wszystkie oczekujące mamusie. Monique
Obserwuj wątek
    • ja_zz Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 12:37
      nie mogłam się nie uśmiechnąć, kiedy to czytałam...

      ja miałam różne niesłychanie ważne plany, więc też niecierpliwie czekałam na
      poród, przez ostatni tydzień - w szpitalu (więc przyspieszanie z pomocą
      małżonka nie wchodziło w grę;-)
      wiem, że to żadne pocieszenie, ale jestem pewna, że kiedy to będzie już na
      pewno przejdzie ci przez myśl: "do czego było się spieszyć!?" - na szczęście
      wszystko ma swój czas i niedługo z pewnością będziesz mogła w pełni cieszyć
      się swoim maleństwem

      powodzenia

      ps. jeśli dokucz ci katar - mój lekarz pozwolił mi brać krople nasivin - są
      ekstra
    • ariana1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 15:05
      A który masz tydzień? Bo w zasadzie to najlepiej jest donosić ciążę do samego
      końca. Ze względu na dziecko, bo w ostatnich dwóch tygodniach , maluch nabywa
      najwięcej przeciwciał od matki. Moze więc lepiej jest urodzić odpornego
      strzelca niż skorpiona ,który będzie chorował.
    • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 15:22
      Oh Monigue hehe wlosy zafarbowane i nic? hihih
      A po co Ci ten skorpion..przeciez to uparciuchy cholerne hehe wiem bo maz
      skorpion i starsza corka tez. A skorpion konczy sie 22.11 czyli jeszcze do 22
      masz szanse.
      A probowalas olejek rycynowy??
      Ponoc super skutecznie..mozna stosowac po spodziewanym terminie..poczytaj
      gdzies na forum...o proporcjach...rozpuszcza sie je w szklance wody i
      wypija..Jesli to nie Twoj czas to najwyzej polecisz do toalety na
      przeczyszczenie..jesli Twoj na porodowke.
      Polecany przez polozne i lekarzy. Takze nie jakies bujdy. Zreszta odszukaj
      posty jak nie tu to na "ciaza i porod".
      pozdrawiam Kasia
    • rybkavielorybka Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 15:25
      JA też mam deprechę ale przedemną jeszcze całe 2 miesiące. Wczoraj poszłam na
      USG myslałam że poprawię sobie humor i będę wiedziała płaeć a tu
      niespodzinka...za mało wód płodowych, niedobór magnezu, arytmia serca- same
      klęski :-( teraz to już wogóle sobie przestaję radzić ze sobą a na dodatek
      musze pracować...
      pozdrawiam wszystkie smutne
    • lolyta Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 18:14
      Sprobuj sobie masowac kostki u nog. Taka rade mi zapodal zaprzyjazniony
      masazysta - ponoc przyspiesza skurcze.
      • alaiw Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 19:33
        Cześć Monigue i pozostałe Formułowiczki

        Gdy czytałam twój post , to tak jakby o mnie: walcze z porzeziębieniem już 6
        dni!
        zatkany nos, skrxzypiaca chrypa obolałe i czerwone gardło, kaszel najpierw
        suchy teraz już ten odrywający..... Najgorzej jest wieczorem i w nocy , bo
        zatkany nos utrudnia oddychanie.
        Kuruje się wit C i rutinoskorbinem, biore tantum verde i ...od dwóch dni w
        zupełnej już desperacji zaczęłamn łykać czosnek (fuj)- ale on chyba najbardziej
        pomaga no i jak powiedział mój lekarz, dzidkowi nie zaszkodzi.
        Tremin mam na 26 list, ale dziś byłam u ginekologa i chociaż główka jest już
        niziutko, to stwierdził, że raczej, nie sprawdzi sie ten termin i że chyba
        urodzę później, ale jednoczesnie Lekarz postraszył nas że jesli nie urodzę do 2
        grudnia to skieruje do szpitala....
        A poza tym dodał, że może z takim przeziębieniem , to lepiej faktycznie nie
        rodzić jeszcze, bo i ja się umęczę i na maleństwo będę wstretne zarazki
        dmuchać.
        Wystraszył mnie jeszcze, że dziecko też może w brzuszku załapać tego wirusa i
        chorobę , ale jego zdaniem lepiej jeszcze tam niż na zewnatrz. Dziwne....
        Zmartwiło mnie to ....
        Chciałabym urodzić juz w przyszłym tygodniu, bo z tym słodkim cięzarkiem jest
        mi coraz mniej wygodnie..

        Ppozdrowionka alaiw
        • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 20:13
          Monique,
          ale przeciez skorpiony to najgorsze znaki na swiecie ! :>
          nawet same tak mowia! (chwalac sie niejako) albo ze najlepsze na swiecie (z
          przekasem bo i tak im nikt nie wierzy):>
          Renia
          • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 21:33
            No no, ale jakbyś tak miała w domu już dwie cholernie wyważone wagi rodzaju
            męskiego, jedną małą, drugą dużą, to sama będąc tym okropnym skorpionem rodzaju
            żeńskiego co byś chciała urodzić? Bo ja nie mam wątpliwości, że druga baba
            skorpion dla równowagi by się przydała...
            No, ale minął kolejny dzień...
            Włosy pofarbowane, pedicure zrobiony, torba spakowana, kanapki dla męża
            (ludzie, kto to wymyślił w tych poradnikach - KANAPKI DLA MĘŻA!!) codziennie
            wymieniane na świeże (cha!) a mojej Ulinie ani się śni wyjrzeć na światło
            dzienne tego świata. Dzięki za wszelkie rady, nasivin rzeczywiście pomaga,
            kasik, dzięki za podarowanie mi dwóch dodatkowych dni nadziei. Trzymajcie się
            wszystkie ciepło, bo ja przecież, jak co dzień, dzisiaj idę rodzić...

            PS. A na dodatek jeszcze coś mi wieża zaczęła 'skakać' i nawet mojej
            antydepresyjnej "Ballady dla Okruszka" (ale tylko w wyk. Raz Dwa Trzy - bardzo
            polecam) nie mogę sobie w spokoju posłuchać. No nic, tylko znowu zacząć płakać.
            • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 13:38
              Monique, chyba ze tak:>
              to zycze powodzenia w skorpionku - a dziewczynki skorpionki to zupelnie inna
              historia poza tym niz chlopcy:>

              Co do Towjego kataru - wlasnie sie lecze z przeziebienia:
              Ja biore rutinoscorbin 4 x 2 tabletki, jestem w ciazy, zalecenie mam od lekarza
              - homeopaty. Oprocz tego biore inne homeopatyczne leki na przeziebienie : L52,
              nitricum acidum 15ch a potem nitricum argentum 200 ch
              Do tego:
              - herbata z imbirem
              - czosnek (gdzie sie go da dodac: rosol, mleko, kanapka, salatka)
              - czerwone mieso i rosol dlugogotowany
              - herbaty z dzikiej rozy, hibiskusa itp
              - duzo wypoczynku
              - duzo snu
              - malo stresu

              pozdrawiam i zycze szybkiego porodu!
              Renik
            • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 15:39
              hehe Monigue
              A u mnie dwa skorpiony jeden duzy-maz i jeden maly- cora a ja biedna waga z
              nimi walcze sama..niestety na "rownowage" nie mam co liczyc bede miala
              wodnika ..no chyba ze sie grubo spozni to ryby. Maz chce wodnika wiec mu
              powiedzialam ze jak sie postara;) to urodze wodnika hihia jak nie to nie! to
              wogle nie rodze...
              A Ty sprobuj z ta rycyna..ja tak zrobie jak bede po terminie.
              Kasik
        • lolyta przeziebienie... 19.11.03, 22:15
          jesli beda Cie nacinac przy poredzie, WYLEcZ TO! Kichanie ze szwami "tam" to
          koszmar gorszy niz porod...
          • burza4 Re: przeziebienie... 20.11.03, 12:54
            właśnie, smarkata - weź się za siebie natychmiast!!! Czosnek jakiś, cokolwiek,
            byle pozbyć się tego kataru przed porodem! Sama też rodziłam z katarem -
            wydmuchanie nosa "po" graniczy z cudem, przyjmowałam pozycje jak z kamasutry,
            byle szwy nie ciągnęły - z mizernym skutkiem. Można się pochlastać. W obliczu
            kataru wszelkie inne dolegliwości poporodowe schodzą na dalszy plan.

            Swoją drogą - kto by pomyślał, że TE mięśnie są tak często używane - i to w
            najmniej spodziewanych okolicznościach???
    • sandra75 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 19.11.03, 22:53
      Wiem co czujesz, u mnie termin z OM był na 4go listopada, z USG na 4go grudnia,
      więc sądziłam, że w połowie listopada urodzę, a tu nic.. Brzuch wysoko, czop
      nie wylazł, skurczy ani sladu. Wole najgorsze bóle porodowe od tych tortur
      psychicznych, które przechodzę. Torba spakowana, rodzina wyczekuje, wszystko
      gotowe, i nic. Lekarz każe czekac ("widocznie jeszcze nie jest czas"). Zaraz
      ide szukać wątku o olejku rycynowym :-).
    • rebecca Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 10:58
      a czerwone wino? co prawda nie wiem jak mozna sie potem stawic na porodowce
      (panie dotorze, ep, chialabym urodzic, ep), ale mojej kolezance przenoszonej
      radzil lekarz. wiec moze dziala, jak juz sie ulotni?
      cokolwiek wybierzesz, trzymam za ciebie kciuki. mocno.
      • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 13:29
        o! rebecca, tos my swietny pomysl podsunela:>
        upije sie przed porodem:>
        • dollores1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 14:52
          Z tym winem to chyba nie najlepszy pomysł. Ono chyba działa wprost przeciwnie,
          tzn. działa rozkurczowo a tu jakieś skurcze chyba by sie przydały :)
          • eklon Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 15:38
            Coś mi się wydaje, że Wy tu gadu gadu a monique już śmignęła do szpitala :-)
            Tak czytam te Wasze sposoby, ale dla mnie będą one pożyteczne dopiero na
            początku kwietnia, więc mam jeszcze trochę czasu na czytanie!
            • justi9 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 15:43
              no chyba tak bo sie juz od wczoraj nie udziela!!!
              • rebecca Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 17:21
                no wlasnie ja tez nie rozumiem z tym winem! mnie lekarka mowila, ze moge
                zamiast no-spy przy bolu brzucha (w pierwszym trymestrze to bylo)wypic
                kieliszek wina, bo dziala antyskurczowo. rzeczonej kolezance lekarz polecal
                wino (nie chodzilo o kieliszek, z tego co pamietam) na przyspieszenie. zagadka.
                moze na zasadzie: jesli nie pomoze, to przynajmniej ja odprezy i przez dwie
                godziny nie bedzie myslec o terminie????
                • dollores1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 20.11.03, 20:23
                  Odnośnie tego winka :) Mnie lekarz powiedział że działa rozkurczowo i w
                  chwilach stresu mogę sobie pozwolić na kieliszek czerwonego winka. Podobno w
                  czasach kiedy nie było leków rozkurczowych (lub ich brakowało) lekarze zalecali
                  picie winka na skurcze.
                • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 21.11.03, 10:26
                  Rebecca,

                  mysle, ze chodiz o odprezenie po winie :>

                  Renik
                  • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 21.11.03, 22:06
                    No moje kochane, dzięki za wsparcie wielkie, ale niestety jeśli myślicie sobie,
                    że właśnie spieram kupy z pieluch, kapustą okładam obrzmiałą mleczarenkę lub
                    śpiewam kołysanki, to sorry, ale muszę wszystkich rozczarować. Siebie już chyba
                    nie jestem w stanie więcej rozczarować. Pora spojrzeć prawdzie w oczy: Ula
                    będzie strzelcem. W ramach pozytywnego myślenia to tłumaczę sobie, że to i tak
                    lepiej niż gdyby miało się za chwilę okazać, że Ula będzie chłopcem...
                    No cóż. Nadal budzę się co rano w tej samej postaci i mam wrażenie, że to się
                    już nigdy nie zmieni. Pozdrawiam wszystkich gorąco. Monique.
                    • sandra75 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 22.11.03, 18:08
                      nie wiem czy to cie pocieszy, ale ja tez jeszcze z brzuchem... Zaczynam
                      dyskretnie sprawdzac, czy nie rosnie mi juz trąba...
                    • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 22.11.03, 22:52
                      Oj Monigue heheh wkurzasz mnie...idz Ty rodzic...(zartuje oczywiscie)./..ale
                      co Ty sie martwisz...skoro mialas miec strzelca to tak mialo byc i
                      juz!...wszystko w gwiazdach zapisane..a tak po za tym napisalas ze Nadal
                      budzisz się co rano w tej samej postaci i masz wrażenie, że to się
                      już nigdy nie zmieni. To Ci powiem, ze ja caly czas kombinuje jak tu miec
                      dziecko a uniknac porodu hihihi i mam nadzieje ze cos wymysle...piekielnie
                      sie tego boje.
                      Kasia
                      • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 23.11.03, 13:50
                        Kasik,

                        jak juz wymyslisz - to podaj przepis dalej!

                        Monique,

                        strzelce sa bardzo fajne: pomyslowe, aktywne , usportowione i radosne! Bardzo je
                        lubie!
                        Renik
                        • ziegula Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 23.11.03, 20:00
                          Nie martw sie mi tez lekarz powiedzial ze urodze wczesniej.. jestem na
                          koncowce 39 tygodnia i wedlug niego mialam urodzic prawie dwa tygodnie temu i
                          nic.. ciagle czekam i z dnia na dzien zastanaiwam sie czy to dzisiaj czy nie,
                          a maz codziennie mowi do dzidziusia zeby wychodzil i nic.. tak tylko mysle
                          zebym nie musiala czekac jeszcze dwa tyg po terminie a termin mam na 3 grudnia

                          Pozdrawiam Agnieszka
                          • haribo Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 00:56
                            Ja mam termin na 12 stycznia i mam nadzieję, że nie będzie się za bardzo
                            przedłużał - chcę KOZIOROŻCA, a nie wodnika. Doktor mi powiedziała, że od
                            wigilii już moge rodzić, ale ja nie chcę iść na porodówkę na koniec roku,
                            tylko z początkiem nowego.I jak tu babie dogodzić??? Pozdrawiam.
                            Kasia.
                            • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 08:03
                              NO I ZACZĄŁ SIĘ KOLEJNY TYDZIEŃ...
                              Może któraś słyszała o przypadku, kiedy dziecko zostało w środku?
                              Powoli zaczynam się dziwnie zachowywać.
                              Pozdrawiam.
                              • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 11:14
                                monique
                                A moze Ty nie wymowilas dziecku "wynajmu lokalu" powiedz ze termin sie
                                skonczyla mieszkanie na czarno nie przystoi hehhe
                                To powinna byc dla Ciebie dobra wskazowka, ze jeszcze nie slyszalam o
                                przypadku pozostania w srodku. Ale co sie dziwic dzidzi skoro jej tam dobrze?
                                cieplutko, jedzonko pod dostatkiem i caly czas slychac mamusi serduszko. Po za
                                tym to bardzo wazna decyzja zdecydowac sie wyjsc....ilez to trudu..przeciez
                                nie tylko dla nas. W statystykach..porod to jak przebycie maratonu...a to nie
                                lada osiagniecie. A bicie serduszka dziecka jest porownywalne do uderzen
                                doroslego przed zawalem.
                                Mnie rowniez lekarz powiedzial ze szybciej urodze. i nawet ja sie tak czuje ze
                                jakos mi sie to pospieszy..choc pierwsze dziecko urodzilam po terminie i to
                                grubo. Zobaczymy jak to wyjdzie w pracniu..gdyz dalej nie mam chetnego na
                                porod...nik nie chce za mnie rodzic;(
                                Kasik
                                • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 14:30
                                  No tak, to rzeczywiście trochę powazniejszy problem. Nie chciałabym sama
                                  rodzić. A może zresztą bym chciała... nie wiem. Chyba juz mi wszystko jedno.
                                  JA W OGÓLE BYM CHCIAŁA URODZIĆ! ale małżonka szanownego nie pytałam czy chce
                                  czy nie chce. Przy pierwszym był to co się teraz będę głupio pytać. Jeszcze mi
                                  powie, że "właściwie to dobrze,że pytam bo on właśnie chciał mi to jakoś
                                  powiedzieć.." albo coś w tym stylu... A tak sam z siebie to chyba nie miałby
                                  odwagi, zwłaszcza widząc w jakim jestem już stanie.
                                  Uwierz, że ja chętnie bym z tobą na ten poród poszła, ale mogę nie zdążyć.
                                  Namów kogoś koniecznie, fajnie jest mieć do kogo gębę otworzyć w tych bólach.
                                  Tylko przemyśl dokładnie kto się nadaje, bo niektóre typy osobowości mogą
                                  raczej przynieść więcej szkody niż pożytku.
                                  CZY JA W KOŃCU URODZĘ???
                                  Pozdrawiam. Monique
                                  • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 14:33
                                    AAAAAAAAAA, przeczytałam "ze mną" zamiast "za mnie", to już chyba pierwszy
                                    sygnał pomieszania zmysłów!!! A może to oznacza zupełnie coś innego...
                                    W każdym razie sorry... Może dzisiaj, jak co dzień, pójdę rodzić. Jeszcze
                                    bardziej gorąco cię pozdrawiam. Monique
                                    • ziegula Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 14:55
                                      monique a wlasciwie to na kiedy masz termin..?

                                      Pozdrawiam Agnieszka(poczatek 40 tyg)
                                      • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 15:11
                                        Na wczoraj.
                                        Nozdrza się jakby trochę powiększają... (w kwestii trąby słoniowej)
                                        Ale może to tak dla wyrównania, bo w pierwszej ciąży, miałam takie wrażenie,
                                        chodziłam bardzo krótko, tak to zleciało, że teraz muszę odpokutować i
                                        pochodzić ze dwadzieścia miesięcy?]
                                        Pozdrawiam. Monique
                                        • ainer1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 17:04
                                          Monique!

                                          Obiecuje Ci, ze jednak kiedys urodzisz! :)
                                          Na pocieszenie dodam, ze mnie juz sie nudzi ta ciaza, a jestem w 24 tygodniu i
                                          przede mna nast kilka miesiecy w domu oczekiwania.

                                          Renik
                                          • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 22:24
                                            Reniu
                                            Ja juz przedstalam liczyc bo mnie to nerwuje..czekam tylko na poniedzialki
                                            (nie wiem czemu moj chory leb tak sobie to zakodowal hehe)... i patrze jak mi
                                            uciekaja...jeden poniedzialek..drugi poniedz.....itp...jestem gdzies kolo 30-
                                            go poniedzialku hihi...strasznie mi sie to dluzy...w pierwszej tez mi to
                                            zlecialo (jak teraz wspomne) jakos szybko...
                                            zycze szybkich poniedzialkow i Tobie Kasik
                                    • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 24.11.03, 22:20
                                      hehe az sie sama przestraszylam ze tak napisalam hihihi...
                                      Moj malzonek ze mna ma isc hehe ale moze cos mu wypadnie? ;)...tak sobie
                                      zartuje..bo naprawde nie jestem przekonana czy tego chce..to znaczy chce
                                      bardzo by byl..ale boje sie ze on tego nie zniesie..wiec mu opowiadam ze
                                      bedzie tak lala sie krew i takie tam..on jednak twardo upiera sie przy
                                      swoim...a niech idzie:) twarda ze mnie kobita..ale tu naprawde go potrzebuje.
                                      Zazdroszcze Ci tego JUZ terminu...ja mam dopiero na luty:( i jeszcze swieta
                                      przede mna i sylwester...a tak bym juz sie czego napila mocniejszego na te
                                      okazje.
                                      Moze Ty jednak idz juz rodzic bo siedze i sie martwie o Ciebie hehe ale zanim
                                      wyjdziesz z domu to napisz wszystkim ze juz idziesz bo potem tak jak ostatnio
                                      wszystkie zaczna sie martwic:))
                                      25 listopad to bardzo piekna data..np. moich imienin hihi Mozesz tak na drogie
                                      swemu dziecieciu KAtarzyna (nie rob tego bedzie sie meczyc jak ja...na haslo
                                      Kaska odwracala sie polowa na ulicy) ...a moze to bedzie chlop?? hm..ja bym
                                      chciala miec chlopa...ehhh
                                      pozdrowionka kasik
                                      • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 25.11.03, 08:19
                                        No i zaczął się kolejny dzień...
                                        Życzę Ci Kasiu wszystkiego dobrego z okazji imienin, przede wszystkim mniej
                                        depresyjnej końcówki, całkowicie bezbolesnego porodu nie będę Ci życzyć bo to
                                        mit, ale przynajmniej w miarę bezstresowego i zwieńczonego ogromnym sukcesem i
                                        radością w postaci uroczego maluszka. Trzymaj się ciepło. 25 listopad to
                                        rzeczywiście całkiem fajna data. Pozdrawiam. Monique.
                                        • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 25.11.03, 11:28
                                          No i wiedzialam ze jak przypomne to wymusze zyczonka hehe nie tego chcialam
                                          ale serdecznie dziekuje za pamiec.. a o dziwo moj ukochany tez pamietal:))
                                          powiedzial ze policzymy sie wieczorem hehe...kiedys to kojarzyloby mi sie z
                                          jednym , ale dzis to juz sama nie wiem;)))
                                          Ale data faktycznie ladna monique -taka rowna 25.11.... to rob te kanapki dla
                                          meza i ruszaj hehe
                                          Szczerze mowiac zastanawialam sie jak ja zniose ten stan oczekiwania w takim
                                          okresie w ktorym Ty jestes. Chyba starsznie..gdyz te ciaze gorzej mi sie jakos
                                          przechodzi od poprzedniem..mniej we mnie cierpliwosci!...i tak naprawde
                                          jeszcze nie wiem kiedy do tego szpitala jechac hehe bo wtedy zaczelam poprostu
                                          plamic i jak pojechalam to sprawdzic to juz zostalam. A teraz? czarna
                                          masa...jestem chyba bardziej przerazona niz wtedy. A swoja droga to te kanapki
                                          dla meza to rzeczywiscie bez sensu codziennie robic..u mnie visa vi szpitala
                                          jest KFC hehe jak zglodnieje to tam go wysle:)
                                          Kasik
                                          • monique251 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 26.11.03, 09:11
                                            No moje drogie. To już jest chyba lekka przesada, nie sądzicie? To znowu ja.
                                            Ja już chyba zostanę w tej ciąży. Wczoraj miałam tak nieprawdopodobny dół,
                                            psychika odmówiła posłuszeństwa, snułam sie po pustym domu i miałam ochotę wyć
                                            do ścian. A na dodatek za oknem cały dzień szara ciemna zimna mgła. Starszą
                                            latorośl babcia miłościwie odebrała ze szkoły i wzięła do siebie, a mój ślubny
                                            jak wrócił z pracy i zobaczył mój makabryczny stan, to nawet przez jedną chwilę
                                            nie próbował mnie przekonywać,że wypad do kina na film o miłości to niezbyt
                                            dobry pomysł. No więc poszliśmy (trzeci dzień po terminie) na "To właśnie
                                            miłość" . Wszystkim depresyjnym mamom i nie-mamom bardzo gorąco polecam na
                                            odstresowanie. Lekka, przyjemna komedia z niebanalnym humorem i błyskotliwymi
                                            dialożkami a jednocześnie mądry i refleksyjny film o takiej zwyczajnej, nie
                                            plakatowej miłości. W sam raz na 41 tydzień ciąży. Dwie godziny śmiechu,
                                            wzruszeń, zadumy i ani pół skurcza! Małżowina co prawda bardzo rozczarowany,
                                            bo "nie padł ani jeden strzał" ale oczywiście na pewno też mu się podobał tylko
                                            za nic się nie przyzna. A teraz wypiłam wyjątkowo obrzydliwą parzoną (z trzech
                                            łyżeczek) kawę, idę wziąć ciepłą kąpiel i, jak co dzień, idę rodzić.
                                            Pozdrawiam. Monique.
                                            • aania79 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 26.11.03, 13:17
                                              O tak film jest swietny, ja wprawdzie jestem dopiero w 22 tygodniu, ale film
                                              jest dobry na kazdy tydzien ciazy.Polecam rowniez i trzymam kciuki za Ciebie
                                              Monique.Ania
                                            • haribo Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 26.11.03, 15:11
                                              Z tym depresyjno-pochmurnym nastrojem nie powinnaś iść rodzić, bo który
                                              dzieciaczek chciałby po raz pierwszy zobaczyc swoją mamę z marsową miną na
                                              twarzy, na której brak uśmiechu.... Musisz się ciut wyluzować, może włącz
                                              swoją ulubioną muzykę, w wolnym rytmie trochę potańcz przed lustrem, potem
                                              zrób sobie jakiś "okropny" makijaż i śmieszną fryzurkę, pozwól sobie np. na
                                              kawał mało dietetycznej czekolady lub na trochę większą niż zwykle porcję
                                              lodów, oczywiście z polewą i bitą śmietaną i zacznij się cieszyć, że jesteś
                                              zdecydowanie bliżej końca niż początku, że lada moment będziesz marzyła o tym,
                                              aby zamiast tych okropnych skurczów mieć możliwość spokojnego zjedzenia
                                              jeszcze jednej porcji lodów.... Pozdrawiam.
                                              P.S. Ja natomiast boję się, aby mój maluszek nie chciał zbyt wcześnie przyjść
                                              na świat. ;-)
                  • asis Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 14.12.03, 15:34
                    Ja wprawdzie jeszcze mam 87 dni przed soba, ale czytam wasze forum bo bardzo
                    chcialabym juz na takim byc- a tu jeszcze kupa czasu. Podoba mi sie watek o
                    winie, 2 razy bedac w ciazy wypilam na przyjeciu po lampce wina- jedna na cala
                    impreze i mialam wyrzuty sumienia ze jestem wyrodna matka i ze wszystkie
                    kobiety w ciazy unikaja jakiejkolwiek dawki alk. jak ognia. A ja czasem mam
                    straszna ochote na czerwone wino i po polowie lampeczki juz jestem sfaziona
                    tak jak kiedys po polowie butelki chyba :) zapytam zreszta lekarza co o tym
                    mysli, moja dzidzia lubi wino, ozywia sie po nim i fika. Zycze rychlych
                    porodow, choc pewnie wiekszosc z was jest juz po. Ja tez nie moge sie doczekac-
                    depresyjnie, ale musze.
                    IN VINUM VERITAS
                    (w winie lezy prawda)
                    asis
    • sandra75 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 26.11.03, 23:17
      no tak, u mnie to samo. W zasadzie pogodzilam sie juz z losem, juz wiem, ze
      NIGDY nie urodze, z niedowierzaniem czytam posty dziewczyn, ktore urodzily -
      JAK ONE TO ROBIĄ???? Pozdrawiam, Elephant Woman.
    • haribo Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 27.11.03, 00:37
      Czyżby monigue w końcu odrobinkę się wyluzowała i trzeba było jechać do
      szpitala????? Od 9 z minutami nie pokazała się na forum. Trzymam kciuki ;-)
      • eklon Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 27.11.03, 08:08
        Miejmy nadzieję, że już rodzi i że pójdzie jej to z płatka. Ja sama chciałabym
        rodzić w dzień, bo noc działa na mnie raczej depresyjnie, a poza tym ostatnio
        godzina 23 jest godziną graniczną normalnego funkcjonowania mojego organizmu.
        Jestem dopiero na półmetku, bo dopiero 21.tydzień, ale już nie mogę się
        doczekać końca, bo już zaczyna mi przeszkadzać brzuch i przytyłam już o zgrozo
        prawie 9 kg. Na winiszu, faktycznie będę jak słonica, tylko bez trąby!!!
        Jak przeczekać te kolejne 4 miesiące, jeśli najpierw są święta (czytaj:
        siedzenie, jedzenie, spacer, siedzenie, jedzenie...) a później Sylwester i to
        bez łyka alkoholu!!! Poza tym 3. stycznia idę na wesele!!! Znajomi wiedzą jak
        mi dokuczyć i akurat teraz musieli zaplanować tak fajną imprezę. Zazdroszczę
        Monique, bo ona przynajmniej będzie to już wtedy miała za sobą!!!
        • kasik8 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 27.11.03, 09:52
          I na to powinna patrzec Monique....na te rady...bo urodzic urodzi...a i tak ma
          blizej konca...a zdarzy sie noc...kolejna nieprzespana, ze wspomni ten stan i
          pozazdrosci sama sobie....
          Ja juz sama nie wiem czego chce hehe...z jednej storny jestem juz tez
          zmieczona ciezarem i chcialabym "miec swoje cialo dla siebie":))) a z drugiej
          boje sie tych nocy ..tego ograniczenia...wiedza mamy o czym mowie, ktore juz
          przeszly stan bycia z noworodkiem. Ja juz mam 8 letnia corke..naprawde jest
          super..przede wszystkim mozna z nia pogadac , isc na spacer a jesli nie zajmie
          sie soba...zostanie na chwile w domu sama kiedy ja wyskocze gzies do
          sklepu...i naprawde trwalo to 8 lat zanim poczulam znow ta wolnosc....a teraz
          znow..powraca wizja jakiegos tam ograniczenia....itp i kiedy mi zle i mam
          chandre...i nie moge juz wytrzymac tak wolno plynacego czasu w ciazy...to myse
          sobie odwrotnie...ze to tak naprawde moje ostatnie 2,5 miesiaca swobody...i
          jakos mi lzej.
          Kasik
        • haribo Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 27.11.03, 15:49
          A kto Ci powiedział, że bez łyka alkoholu. Woadomo nie można przesadzać, ale
          lampka (ew. dwie) czerwonego wina ma pewno Ci nie zaszkodzi. I ciesz się, że
          święta , Nowy Rok i wesele spędzisz mając w sobie 25-27 tygodniowego bobaska.
          U mnie święta to 38 tydzień, 27 grudnia mam wesele kuzynki - 39 tydzień, a
          Nowy Rok przywitam prawie w 40 tygodniu. I weź się tu baw ;-)
          P.S. Ja czuję się jak słonica :-)
          Życzę udanych imprez.
    • haribo TRZYMAMY KCIUKI 27.11.03, 15:53
      Skoro i dzisiaj jej nie ma, to chyba...................... Dziewczyny trzymamy
      kciuki za Monique!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      P.S. Monique liczymy, że za parę dni pojawisz się na forum i podzielisz z nami
      dobrymi wiadomościami. Jesteśmy bardzo ciekawe.
      • zakrecona1881 Re: TRZYMAMY KCIUKI 27.11.03, 16:17
        ja przytylam 14 kilo i czuje sie bardzo wileka. brzuch mam juz ogromny a to
        dopiero 22 tydzien kurcze tez juz nie moge sie doczekac 2 kwietnia jakos mi to
        nie idzie a jak juz siedze w domu to dostaje szalu wole do szkoly albo czyms
        sie zajasc zeby te 4 mieisace szybko zlecialy
        • ziegula Re: TRZYMAMY KCIUKI 27.11.03, 22:29
          No a co ja mam powiedziec.. jestem w 40 tyg i przytylam 20 kg.. alekarz kazal
          mi duzo chodzic zeby szybciej urodzic..

          Pozdrawiam Agnieszka
    • haribo 40-tygodniowe narzekanie 28.11.03, 01:52
      Wiecie co baby - wszystkie narzekamy: przytyłam 20kg, mam rozstępy, czuję się
      jak hipopotam, wyglądam jak słoń, puchną mi nogi, jak tu poszaleć na imprezie,
      butów sama zapiąć nie mogę i kiedy w końcu to się skończy, ale w
      rzeczywistości jest inaczej - cieszymy się tymi wszystkimi dolegliwościami,
      tymi naszymi dużymi brzuchami, opuchniętymi nogami, bo wiemy, że tylko kilka
      razy w zyciu, a często tylko raz możemy sobie tak ponarzekać (przecież nie
      jesteśmy w ciązy przez całe życie). To cudowny okres i cudowne jest tez to, że
      wszystkie możemy się łączyć poprzez to forum.
      Pozdrawiam wszystkie obecne i przyszłe mamy.
      Kasia - 34 tydzień.
      • eklon Re: 40-tygodniowe narzekanie 28.11.03, 09:38
        Masz rację, ale pomarudzić możemy sobie bez ograniczeń tylko tutaj, bo w domu
        nic nie mogę powiedzieć, bo mój mąż jest zachwycony i jak coś mówię, to od razu
        mnie gasi. Zrobiłam się w ogóle strasznie nerwowa, wszystko mnie szybko
        denerwuje, a to dopiero 22. tydzień i jak tu nie zwariować. Trochę pocieszyła
        mnie zakręcona, bo ja jak na razie przytyłam tylko :-) 9kg, a jestem już
        przerażona co to będzie w kwietniu. Mój mąż mówi, że to że się zaokrąglam wcale
        mu nie przeszkadza, bylebym powróciła do swojej starej wagi po porodzie!!!
        Dowciapniś nie ;-0
        • ainer1 Re: 40-tygodniowe narzekanie 28.11.03, 10:34
          mężowie wogóle sa dowcipni :)w ciąży
          moj ostatnio na widok mojego brzucha - wersja goła - zaczał zartowac ze tak
          długo trzymałam wagę, 3 lata i nic a tu taaaaki brzuch:)
          i jak to sie stalo?
          madrala:)))
          powiedziałam, ze sklad tego brzucha to 50% on, więc niech się tez troche poczuje
          gruby:>
          a poza tym to rzeczywiście - nigdy tyle nie wazylam i to tez dla mnie nowa
          sytuacja - wielkościowa:)
          nowy brzuch, biust, waga - dobrze ze chociaz poki co kumuluje sie w miare w 1
          miejscu, ale to dopiero 24 T wiec "wszystko sie moze zdarzyc(...)"
          Twego sie nauczylam - ciąża jest to najbardziej indywidualna sprawa - nie ma
          dwóch jednakowych przypadków.
          Nie da sie zunifikować ani pod waględem:
          - wagi
          - czasu
          - objawów
          - doleglewości
          - wyników
          - samopoczucia
          - porodu

          eh, ale fajnie byc w ciazy :)
          • kasik8 Re: 40-tygodniowe narzekanie 28.11.03, 15:32
            Oni wszyscy widze sa tacy zartobliwi..mam tylko nadzieje ze to nie smiech
            przez lzy;)) hehe
            Mnie moj maz caly czas podtrzymywal w swiadomosci ze wygladam super.. (jeszcze
            dodawal ze w porownaniu z innymi mamami w moim stanie..a wiecie jak to
            dziala !:)) no ale ostatnio cos tam przebakuje.."no wiesz ale z Twoim
            brzuchem"...podchodzi i pociesza mnie "ze kiedys to minie!"...ale co minie?
            kiedy ja slowa na ten temat nie powiedzialam ze sie tym martwie hehe...
            Ale juz zauwazylam u niego jedna sprytna rzecz ktora sobie wykabinowal..hehehh
            i narazie ja sobie obseruje. Nie wiem jak u waszych mezow..ale mojego mam
            wrazenie ze juz troche nudza tematy o ktorych ciagle mu opowiadam...na temat
            ciazy..chyba ma tym glowe przepelniona. Ale doskonale zdaje sobie sprawe ze ja
            potrzebuje o tym mowic i mowie (nawet jak mnie nie slucha)...za to ostatnio
            kiedy chce cos o de mnie uzyskac..np. przepustke na wieczor z kolegami..to
            przychodzi i pyta.."jak tam brzusio kochanie? kopie cie? cos boli?"
            Mowie mezczyzni sa jak dzieci.Kombinuja jak sie da...a w dodatku my kobiety
            musimy udawac ze sie na to wszystko nabieramy.
            A tak po za tym to Monigue..chyba faktycznie juz rodzi...miala sie cholera
            pozegnac jakby wychodzila..czyzby jej przypadl amerykanski dzien
            niepodleglosci?? hehe
            Pozdrawiam Kasik
            • monique251 ZGADNIJCIE? 29.11.03, 16:38
              No kochane, bardzo bardzo bardzo dziękuję za duuuuuuuuużo wsparcia, które tutaj
              otrzymałam. No więc nie mam już depresji, nie mam też już ciąży (okazuje sie,
              że faktycznie taka ciąża to się kiedyś kończy...)Oznajmiam wszystkim
              zainteresowanym ( i niezainteresowanym też - a co tam!),że 27.listopada o
              godzinie 13.05 urodziła się moja córka (Boże! jak to fajnie brzmi) Urszula.
              Ważyła 4300, więc jak się domyślacie urobiłam sie po łokcie, ale to przecież
              nic nie znaczy, bo już za chwilę po mękach położono mi na brzuchu
              najpiękniejsze dziecko świata. Chyba nie muszę w ogóle wspominać o tym, jak
              bardzo jestem szczęśliwa. Może tym razem powinnam rozpocząć nowy post: bardzo
              wzruszająco na początku...
              Pozdrawiam was wszystkie bardzo bardzo gorąco, trzymajcie się, niech wam ta
              końcówka przebiegnie może troszeczkę chociaż mniej ciężko i niech zwieńczenie
              będzie równie cudowne jak moje.
              Kasik, ciebie pozdrawiam szczególnie ciepło.
              Monique
              • haribo Re: ZGADNIJCIE? 29.11.03, 16:53
                Gratulacje!!!!! Cieszę się razem z Tobą - ponoć ja też mam mieć córcię (oby
                lekarz się nie mylił), ale dopiero za 6 tygodni.
                Pozdrawiam cieplutko, a maleńskiej Uli przekaż gorące całuski od cioci Kasi.
              • dollores1 Re: ZGADNIJCIE? 29.11.03, 17:34
                Gratulacje !!! Super że masz już to za sobą. Przede mną jeszcze 2 tygodnie i
                też już się nie mogę doczekać na moją córcię (i swoje dawne ciało).
                Jeszcze raz gratuluję i życze wszystkiego najlepszego !!!
                • ziegula Re: ZGADNIJCIE? 30.11.03, 10:37
                  MOje gratulacje!
                  Ja tez mam juz powoli depreche.. mam termin na 3 grudnia i zastanawiam sie ile
                  jeszcze bede czekala

                  Pozdrawiam Agnieszka
              • kasik8 Re: ZGADNIJCIE? do monigue 30.11.03, 22:51
                monique
                Skarbie bardzo, bardzo sie ciesze...hehe troszke wyczulam ze w swieto narodowe
                USA..niepodleglosci...a ja moja corke w swieto niepodleglosci ale polskie
                urodzilam hihi bylo to jakis czas temu co prawda ale zawsze!:)
                Opowiedz prosze jak bylo....troche duza ta Twoja dziewucha ...rodzilas
                naturalnie? i jak dlugo?? no i jak spisal sie ten ktory Ci to wszystko
                sprezentowal?? Ach..az sie wzruszylam/
                P.S. Strasznie Ci zazdroszcze!...:))) juz bym chciala miec to za soba..
                Kasik
                • eklon Re: ZGADNIJCIE? do monigue 01.12.03, 09:59
                  G R A T U L A C J E ! ! ! !
                  No ładnie, tak marudziła, a w 2 dni po juz posty wysyła!
                  Ciekawe właśnie jak poród. Taki wielkolud musiał ją kosztować trochę zdrowia!
                  Napisz coś więcej Monique!
                  Całuski dla Was obu!
                  • ainer1 Gratulacje 01.12.03, 11:43
                    Monique!

                    Gratuluje serdecznie!
                    Ciesze się, że już masz przy sobie swoją słodka kruszynkę:>
                    Mam nadzieje, ze czujesz sie świetnie - twój post tchnie takim optymizmem!

                    A jeśli znajdziesz wolne 15 minut to proszę naspzisz nieco więcej o samym porodzie:
                    www.rodzicpoludzku.pl/akcja/index.html
                    Nowa strona Funadacji Rodzic po Ludzku i możliwość ponownej oceny szpitali.
                    Dla zaiteresowanych i dla następnych w kolejce - na pewno nam sie przyda!

                    pozdrawiam cieplo!
                    Renia
                    • monique251 tu Monique (znowu) 02.12.03, 21:45
                      Bardzo dzięki wielkie za wszystkie ciepłe słówka. No, muszę wam powiedzieć, że
                      jest czego gratulować- Ulinka jest przecudownym małym szkrabkiem. Naprawdę
                      warto było przez to wszystko przechodzić. Jak było? Naprawdę chcecie wiedzieć?
                      Wolicie wersję prawdziwą, ze szczegółami czy taką dla sąsiadów? Otóż na
                      pytania ‘jak było?’ odpowiada zwykle mój małżonek: „No cóż, trzeba przyznać, że
                      porody nie są jej mocną stroną...” Oczywiście głośno się przeciwko temu buntuję
                      (niech sam się tam baran jeden położy i spróbuje przejść przez chociaż połowę
                      tego co ja) ale po cichu przyznaję, że rzeczywiście wielkim fanem rodzenia nie
                      jestem. No ale jedno jest pewne: to naprawdę nic. NIC, absolutnie nic nie jest
                      w stanie przyćmić tego magicznego momentu, kiedy położna wyjmuje to zapaćkane
                      stworzonko i mówi: „macie państwo córkę”. Beczeliśmy oboje jak wariaci (on też,
                      twardziel jeden, oczywiście). I wszystkie bóle, jęki, obietnice że ‘już nigdy’
                      i żal, że bez znieczulenia i takie tam inne natychmiast idą w niepamięć. Bo co
                      znaczy ta godzinka bólu niby-nie-do-zniesienia w obliczu takiego cudu? I
                      jeszcze jedno: ten mój twardziel-małżonek musiał przejść przez naprawdę trudną
                      próbę. Był to jego drugi raz ale na pewno dużo dużo trudniejszy. I muszę
                      przyznać (oczywiście wam, w sekrecie), że przeszedł przez to w najlepszy z
                      możliwych sposób, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Nie bójcie się
                      dziewczyny, jest o co powalczyć i tylko o tym cały czas myślcie. I wkrótce
                      będziecie tak szczęśliwe jak ja. Pozdrawiam. Monique
                      • kasik8 Re: tu Monique (znowu) 03.12.03, 10:34
                        Monigue..
                        Super ze sie odezwalas..dzieki za pochwale psotu na ciazy i porodzie:)))
                        No ja fanka porodu nie jestem i glosno o tym mowie..nazywaja mnie
                        panikara..oczywiscie teksty mamy, ze kazda rodzila i urodzi mnie nie
                        przekonuja..wogle sie dziwi po co mi ta szkola rodzenia w dodatku drugi
                        raz!...po co mi polozna skoro maz ze mna idzie? po co znieczulenie skoro kazda
                        rodzila z bolami..babcia ..ona..
                        A ja tam mowie tylko, ze nie urodze! i nikt mnie do tego nie zmusi. Moj
                        mezulek juz sie wyczulil i mowi tylko urodzisz, urodzisz ja Ci pomoge!! hehe
                        ale jak? pytam...jak bedziesz lezal na ziemi? pokazuje mu miejsce miedzy
                        nogami hihi i mowie "powiedz mi kochanie czy widzisz tam jakis otwor ktorym by
                        sie to mialo przecisnac???"..mowi ze bedzie ciagnal za jedna noge a lekarz za
                        druga i sie miejsce zrobi! ble....a wczoraj bylam na odwiedzinach u
                        tesciowej...i mi powiedziala ze moj maz wcale nie byl taki malutki, krociutki
                        i grzeczny jak sam o sobie opowiada. Teraz juz wiem co mnie tam kopie...
                        Monique.... ja tam jestem z Ciebie dumna. ALe powiedz mi czy rzeczywiscie
                        zalujesz ze nie bralas ZZO??? bo ja sie wciaz zastanawiam...a koszt nie maly u
                        mnie bo 600zl.. i jesli ma to przyniesc efekt to ja z checia..ale jesli nie to
                        po co?
                        Sciskam Kasik
                        • ainer1 Monique! 05.12.03, 16:55
                          Zaczelismy wlasnie szkole rodzenia z ktorej oboje jestesmy zadowoleni i dla mnie
                          to krok nr 1 do tego aby rodzic razem.
                          I wlasnie tak sobie mysle, jak ty to piszesz "jak ten moj twardziel" przejdzie
                          to cale zmaieszanie... Dodam, ze jes bardzo opanowany ale czuly na widok krwi
                          (wiem, wiem nie bedzie sie lala litrami ale jednak)
                          Jka to zorganizowac zenby pomagal anie przeszkadzal czy denerwowal?
                          Masz jakies recepty?
                          W koncu masz podwojne doswidczenie!
                          Dodam, ze bedziemy rodzic razem , na salce jednoosobowej, bedzie do dysp wanna,
                          prysznic itp ale bedzie musial do mnie dojechac 200 km wiec tego tez sie boje...
                          Nie ze nie zdarzy ale ze nie bedzie go przy mnie jak zacznie sie

                          Renia
                          • kasik8 Re: Monique! 05.12.03, 17:09
                            Reniu..moje doswiadaczenie akurat w byciu razem jest zerowe....ja pragnelam by
                            maz byl przy mnie...ale boje sie ze sie zniecheci..nie wiem...to wszystko nie
                            wyglada dobrze..nie chodzi tu nawet o krew..ktorej przeciez nie widac..bo noge
                            (przynajmniej ja).mialam zasloniete ( za pierwszym razem rodzilam sama)..ale
                            czlowiek robi takie grymasy na twarzy,tak steka itp..wiem ktos powie zeby sie
                            nie przejmowac..ale boje sie ze to moze mnie zdezorientowac...boje sie rowniez
                            o niego..pomimo opowiadan o tym jak to jest.czasem nawet przesadzonych..niech
                            sobie nie mysli;))....boje sie ze nie wytrzyma cisnienia, ze zemdleje, ze
                            poczuje sie slabo. Ja Reniu poprstu zostawiam to losowi..wierze ze wszystko mu
                            powiedzialam co sama o tym wiem..wierze ze jakos to bedzie..ze to nas spoli
                            razem..wierze w wiez ktora nas laczy i w dojrzalosc umyslu. A przeciez zawsze
                            moze wyjsc..nie patrzec..wazne by trzymal mnie za reke..wazne zebym wiedziala
                            ze jest gdzies w poblizu. A to ze Twoj maz dojedzie pozniej..nie martw sie!
                            pierwsza faza porodu trwa dlugo..zwlaszcza za pierwszym razem..nawet kilka -
                            klkanascie godzin..bole sa jakby miesiaczkowe...wiec dasz sama rade..a on
                            akurat sie zjawi, kiedy bedzie najbardziej potrzebny.
                            Pozdrawiam serdecznie Kasik
                          • monique251 Do Reni 08.12.03, 14:49
                            No i co by ci tu Reniu napisać. Nie chciałabym raczej wdawać się w szczegóły na
                            forum ogólnym, czytanym przez wszystkie przyszłe mamusie, które, co naturalne,
                            z reguły panicznie boją się porodu. Jak już pisałam wcześniej, wielką fanką
                            porodów nie jestem i nie napiszę, że to fantastyczne przeżycie, że nie ma nic
                            piękniejszego, że cud narodzin itd. Poród to poród po prostu. Radość wielką
                            przynosi jego zakończenie – rodzi się przecudowna mała kruszynka, za którą
                            ostatecznie można przejść jeszcze trudniejsze próby, ale do takich wniosków
                            dochodzi się dopiero PO wszystkim. A przedtem jest dość ciężko. Pytasz jak tu
                            postąpić z tatusiem. Ciężki temat, muszę przyznać. Facet to dość dziwne i z
                            reguły nieprzewidywalne stworzenie. Ja trafiłam akurat na bardziej udany
                            egzemplarz. Ale opowiem ci jak było bo myślę, że musisz być świadoma tego co
                            cię czeka. Przy pierwszym porodzie nie wiedzieliśmy przecież jak będzie,
                            zdecydował się rodzić ze mną i wydawało mu się to naturalne, oczywiste i
                            niewymuszone. Poród był trudny, trwał całą wieczność, Antek został wypchnięty
                            łokciem pana doktora, ja wydawałam z siebie całą masę zwierzęcych ryków,
                            kopałam położne, nie umiałam przeć i takie tam inne...
                            Ale on dzielnie i spokojnie mi pomagał, nie zważając na nic, a że stał przy
                            mojej głowie a nogi miałam przykryte prześcieradłem to oprócz swojej ukochanej
                            żony zachowującej się jak zranione zwierzę nie widział nic tragicznego.
                            Toteż bez wahania pojechał ze mną również do drugiego porodu. A tu
                            niespodzianka. Nie zostało mu nic oszczędzone. Absolutnie nic. Żadnego
                            prześcieradła, pełne spektrum, wydalanie stolca przy parciu, hektolitry krwi,
                            mazidła i czego tam jeszcze, moje zwierzęce ryki (mam to chyba w naturze) i
                            wszystko inne czego można się spodziewać, a co zazwyczaj ma się nadzieję, że
                            może jednak nie wystąpi. A mój mąż-twardziel? Na moje gigantyczne zażenowanie
                            odpowiadał za każdym razem z niewzruszonym spokojem: przecież to tylko
                            fizjologia, normalne, czym ty się teraz przejmujesz... a następnie skupiał się
                            na pilnowaniu mojego oddychania, bo w tym też nie byłam mistrzem. I jestem
                            pewna, że wszystko, z czym sobie tak cudownie poradził, zrobił nie dla siebie,
                            nie dla tego dziecka, tylko dla mnie. A ja nie wyobrażam sobie, żeby go tam
                            nie było. Chyba nie dałabym sobie sama rady. A potem widziałam jego ogromne
                            wzruszenie, radość, ulgę i (zabrzmi pewnie trochę patetycznie, ale co tam!)
                            miłość. To wszystko pomogło mi uwierzyć, że to co przeżył nie wpłynie w żaden
                            sposób na nic, o co mogłabym się obawiać. Bo to dobry człowiek jest, po prostu.
                            Jeśli nie jesteś pewna, to daj swojemu małżonkowi ten post do przeczytania,
                            niech wie czego może się spodziewać i zastanowi się czy jest w stanie to
                            przełknąć (zaznaczam że to jest akurat wersja hard, może być zupełnie inaczej)
                            Uważam, że wszystko zależy od relacji między wami i pamiętaj: jeśli z jakiegoś
                            powodu nie zdecydujecie się na wspólny poród, to wcale nie znaczy, że te
                            relacje są złe.
                            Pozdrawiam cię gorąco, mam nadzieję, że zbytnio cię nie nastraszyłam, pamiętaj
                            o jednym: to naprawdę nie trwa długo i przynosi coś, co przez całą resztę życia
                            będziesz nazywała swoim największym szczęściem. Monique
                            • ainer1 Re: Do Reni 08.12.03, 19:26
                              Monique,

                              usmiechnelam sie przy tym stwierdzeniu o lepszym egzemplarzu:>
                              moj maz tez tak o sobie twierdzi :) i mysle, ze cos w tym jest :)))
                              a co do wspolnego rodzenia - zaczelam od szkoly rodzenia - w programie m.in.
                              emocje przyzywane w czasie porodu z ronych stron (i mojej i jego) - mysle, ze to
                              nas troche oswoi. Zakladasm ze moge drzec sie, wyc itp - raczej nie sadze zebym
                              miala nagle byc mniej ekspresywna niz zwykle (a jestem mocno :))
                              Jestesmy zieleni jak szczawik na łące jesli chodzi o porody, ale niech tak
                              pozostanie... Rodzina nas oszczedza makabrycznymi opowiesciami.

                              Dzis pojawiła sie nowa trudność - otóz ze względu na niedowidzenie w jednym oku
                              jestem praktycznie jak to ujeła okulistka "jednooczna" znaczy cyklop, co prawda
                              pzreciwskazania do proodu naturalnego zaleza od siatkówki (opieram sie na opinii
                              lekarza okulisty) ale warto bym sie przebadala.
                              Do tego konieczne skierowanie z kolei od ginekologa, wiec byc moze nawet nie
                              porod naturalny tylko cc bedzie wchodzila w droge...
                              ale - nie wybiegajmy tyle w przod, co ma byc - i tak bedzie :)

                              A co do reakcji na fizjologie - to moj maz jest dosc naturalistyczny, ewentulany
                              problem - to czy nie zemdleje na widok krwi, ale to nie tak od razu prawda?
                              Tylko juz po jakims czasie :)
                              Poza tym - dostane czopek w szpitalu w ktorym chce rodzic
                              wiem jedno - no nie mam kogo innego wziac ze soba - jest mi ppotrzebny po prostu!
                              Czuje to i wiem, ze tak jest DOBRZE, a jak bym miala byc sama to czulambym sie
                              zle i miala zal.

                              Renia i jej wyjatkowo ruchliwy chlopczyk
                              • rrenata Re: dołączam do gratulacji :-) 09.12.03, 16:08
                                Monique-przyjmij wyrazy uznania! Z okazji narodzin córeczki oraz talentu
                                kronikarskiego :-) Pozwolę sobie zachować ten kapitalny wątek i czytać na
                                pocieszenie w końcówce ciąży (termin mam na 2 marca). Napisz jeszcze o Urszuli-
                                jak Ci rośnie i o sobie - jak się czujesz w połogu. Bardzo się cieszę, że
                                znalazłam Twój wątek!
                                Pozdrowienia dla ciężarnych i już nieciężarnych mam!
                                Renata (z Heleną,jeśli nie zmieni zdania)
                                • monique251 Re: dołączam do gratulacji :-) 14.12.03, 12:49
                                  Cześć wam znowu,
                                  Jakoś nie mogę się rozstać z tym forum mimo, że temat ciąża już mnie nie
                                  dotyczy ale sentyment pozostał i dopóki wątek ten trzyma się na pierwszej
                                  stronie to znaczy, że ciągle mniej lub bardziej jesteście ze mną.
                                  Dzisiaj już właściwie miałabym ochotę założyć nowy depresyjno-paranoiczno-
                                  niewesoły wątek: mój świat to cyc. Wiem wiem: co wam tu truję, ten temat
                                  będzie was dotyczył za sto lat, a na razie nudności, obrzmienia, strach przed
                                  porodem, depresja końcówki ciąży (:-)) i takie tam...
                                  Ale liczę na was mimo wszystko: jak zwykle powiedzcie, że to minie, że ani się
                                  obejrzę i Urszula będzie do komunii szła, że karmienie piersią to przecież coś
                                  najcudowniejszego na świecie i nie zawsze będzie się ciągnęło 23 godziny na
                                  dobę (przez pozostałą godzinę zmywamy kupę z plecków i szyjki bo te pampersy
                                  też jakieś takie nietrzymate) Jeśli natraficie gdzieś na pytanie quizowe: Jak
                                  długo może nie spać dwutygodniowe dziecko?
                                  a. 2 godziny
                                  b. 10 godzin
                                  c. w ogóle nie potrzebuje spać
                                  to w ciemno odpowiadajcie: c! Wygrana murowana. Ot, uroki macierzyństwa. Jeśli
                                  do tego dodam zapalenie piersi, antybiotyk, ból z gwiazdami w oczach i
                                  karmienie WIELKIM CYCEM jakieś 60 razy dziennie to sama zaczynam się
                                  zastanawiać nad czym ja się tak użalałam zakładając ten wątek...
                                  No dobra, minęło jakieś 10 minut od ostatniego karmienia, więc czas już chyba
                                  otwierać bufet.
                                  Ale i tak Ula jest najpiękniejszą dziewczynką na świecie (chociaż spodziewam
                                  się, że waży już chyba z 10 kilo) i wszystko co tu dzisiaj powypisywałam to
                                  blubry, które przestają mieć znaczenie jak tylko się do mnie przez chwilę tak
                                  cudownie uśmiechnie...
                                  Pozdrawiam was gorąco, napiszcie co tam u was, jak znosicie końcówkę i prawie-
                                  końcówkę.
                                  Monique

                                  • kasik8 Re: do Monique:)) 14.12.03, 16:17


                                    monique
                                    Skarbie..no coz nigdy nie ukrywalam, ze to co dzieje sie po porodzie jest
                                    dopiero katorga..w porownaniu z tym co jest kiedy jestesmy w ciazy. I teraz
                                    kiedy mi zle mysle sobie..Kasik...masz jeszcze 2 miesice wolnosci a potem sie
                                    zacznie..nieprzestane noce, wielkie cycki, kupki..zero zainteresowania
                                    czymkolwiek innym.. i zastanowienie sie czy kiedykolwiek swiat wroci do normy.
                                    Ale mam dobre wiesci..WROCI....ale dla ciebie bedzie to troche trawalo..bo
                                    zawsze innym stojacym zboku leci to szybko..gozej temu co sie musi nameczyc. A
                                    moja Klaudia ma juz 8 lat i idzie do komunii..i widze ze wlasnie tak bedzie.
                                    Przerazaja mnie te piersi..tez mialam zakazenie i niesty musialam odstawic
                                    dziecko...meczylam sie zreszta niemilosiernie..teraz bedzie czekac mnie
                                    kolejna proba..postanowilam sie jednak do niczego nie zmuszac...to nie ma byc
                                    zlo konieczne..ja naprawde odpoczelam przy butelce. i dziecko jakby zaczelo
                                    sie najadac i uspokajac..wiec bylo lepiej!....
                                    A co do braku snu to Minoque...moja corka zasnela pierwsza nac jak skonczyla
                                    10 miesiecy..wtedy zerwalam sie na rowne nogi - wypoczeta jak nigdy hihih_
                                    sprawdzic czy wszystko w porzadku. Ale moja cora tak plakala ze wezwalismy
                                    lekarza..pana dr. habili..czy jakos tam..z Akademii i wiesz co przepisal
                                    dziecku..zaledwie 2 miesiecznemu? relanium!!...w syropku..nigdy jej tego nie
                                    podalam....a tak to do 3 miesiecy nie widxialam normalnej jej buzki..tylko
                                    placz...usypiala tylko na mrozie (jak ja rodzilam to byl listopad) smielismy
                                    sie ze zamrazamy dziecko. I jak sie jezdzilo samochodem..ile ja paliwa zuzylam
                                    zeby jezdzic wokol odsiedla hehe nawet nie policze. A potem jak skonczyla 3
                                    miesiace..nagle! wszystko minelo..obudzila sie z usmiechem na twarzy.. i do
                                    tej pory jest grzeczna hehe
                                    Uszy do gory..wszystko bedzie dobrze...
                                    Calusy Kasik
                              • kasik8 Re: Do Reni 09.12.03, 19:17
                                Monique,
                                No niezle to pisalas..az mi ciary przeszly..bo mnie sie wszystko
                                przypomialo...a ja rodzilam poprzednio sama a teraz sie zastanawiam czy
                                malzowine zabrac..boje sie tego..ale najlesze jest to ze to JA sie boje ..tego
                                co On moze zobaczyc niz ON sie boi tego co moze zobaczyc ghihih
                                Z drugiej strony nieswiadomy to wiesz jak to jest..idzie w blogim nastoju...a
                                tu bach..atrakcje..
                                A ja jak ostatnio powiedzialam mezowi, ze mnie pachwiny bola to stwierdzil ze
                                go tez juz bola jak mu opisalam jaki to rodzaj bolu..bo pytal hehe...
                                mowie chlopie! jak Ty chcesz isc ze mna rodzic??
                                Chociaz to tez jakas taktyka..ja bede mowic jak mnie boli..on bedzie mowil ze
                                jego boli bardziej i moj bol stanie sie niczym! hehehe
                                Caly czas szukam chetnego na porod za mnie..jakos chetnych nie ma..a wszyscy
                                mowia ze to takie wspaniale uczucie..za to pozniej dzidzia bedzie moja...a
                                inni beda mogli se tylko popatrzec:))
                                Pozdrowionka Kasik
    • marzena.kubinska Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 12.12.03, 12:22
      wwiecie co? nie czytalam wszystkich postow ale pierwszy! ja jestem dopiero w 23
      tygodniu OM i deprecha i to powazna mnie nie opuszcza... wczoraj moj dochodzacy
      maz potraktowal mnie jak kogos obcego a ja wyszlam od niego i łazilam po dworze
      w deszczu i chlodzie płacząc i myslac o przyszlosci teraz chyba dostalam
      jakiejs grypy czy cos i moje objawy chorobowe nasilily sie dwukrotnie ( a
      jestesmy b.chorzy) teraz bym tego nie powtorzyla, bo naprawde zalezy mi na
      mojej dzidzi, ale jak miala wejsc do domu w takim stanie? zeby moi przekonani o
      naszym szczesciu rodzice zalali mnie wodospadem pytan? tego bym teraz nie
      zniosla. poszla bym gdzies sie wyluzowac bo psycha siada mi niesamowicie, ale
      jak bedzie wygladala dziewczyna z brzuchem np. w knajpie...? znam reakcje ludzi
      na takie przypadki poza tym dym i halas moze nam zaszkodzic... padam z nog, a
      bylo tak pieknie......
      • asis Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 14.12.03, 16:26
        Hej
        Ja tez mam depreche (28 tydz) choc w gazetach i poradnikach internetowy pisza,
        ze ten okres to najprzyjemniejszy okres ciazy. Zadnych dolegliwosci, radosc i
        euforia, full energii i instynkt wicia gniazda. Zapomnieli jednakze wspomniec
        o wpadaniu w szał kilka razy dziennie, młuceniu pięściami mlodszego
        rodzenstwa, kompletnym braku mobilizacji do czegokolwiek i zasypianiu we
        łzach. Doszłam do wniosku ze potrzebuje pomocy psychologa albo wogole
        psychiatry, tylko niewiem gdzie sie udac w tym celu. W dodatku wszystkie
        miejsca na styczniowa bezplatna szkole rodzenia dawno zajete, moge zebrac o
        miejsce w progu sali jesli by ktos nie przyszedl, albo isc w marcu, moze
        zalapie sie na kilka zajec przed porodem. A tak by mi ta szkola pomogla, a na
        platna mnie nie stac. W dodatku nikt sie nie przejmuje tym ze jestem w ciazy,
        mam wrazenie ze robie cyrki wokol swojej osoby i dziecka, wszyscy twierdza ze
        przesadzam, np. bo mama w 9 miesiacu przesuwala meble i nic jej nie bylo, a ja
        wiecznie zmeczona. W szkole dra na mnie morde i stresuja mnie, w pracy
        obcinaja pense za spoznianie, a ja odkad wywinelam orla biegnac do tramwaju,
        obiecalam sobie ze chocby niewiem co, nie podbiegne wiecej ani 2 metrow. Jakos
        wylecialo mi z pamieci te dodatkowe 12kg. Ale posty moniqe sa naprawde
        rewelacyjne, siedze przed kompem i smieje sie do monitora. Monique- pisalas
        jeszcze jakies posty na innych forach? Zaczne je kolekcjonowac. Gdybys
        napisala felieton do ktorejs z dzidziusiowych gazet, albo chociaz wyslala te
        posty, jestem pewna ze by je drukneli i dostalabys kasiure. Puki co
        rozswietlasz nimi moje ponure ciazowe dni. Chcialabym wiedziec skad jestes i
        ile masz lat. Pozdrowienia dla Ciebie i Uli i wszystkich przyszlych mam
        asis_juz_nie_tak_zdolowana
    • dollores1 Re: Bardzo depresyjnie na końcówce... 12.12.03, 12:36
      Kobietki, dzisiaj idę rodzić. Po południu będę miała cesarkę. I w związku z tym
      mam nie depresję tylko porządnego stracha. Udaję że w sumie to się nie boję ale
      tak mnie boli brzuch ze zdenerwowania że pewnie zaraz dostanę rozstroju żołądka
      i lewatywka nie będzie potrzebna - hahaha.
      A poza tym mam takie dziwne wrażenie że ja tam idę tylko urodzić a dziecko
      dostanie kto inny !!! Albo jakbym szła do sklepu kupić sobie to dziecko
      (wszystko takie zaplanowane) - to wszystko jest bardzo dziwne.
      Trzymajcie kciuki żebym nie uciekła ze szpitala zanim mnie położą na stole -
      hihihi
      pozdrowionka
      • ainer1 do dollores 12.12.03, 12:57
        o Dollores!

        alez ja Ci zazdroszcze ze takie zaplanowane i wiesz ze dzis i ze cc...
        oj mowie Ci...
        nawet nie wiesz jak :)
        a ja 26 tydzien, za oknem szaro, dzis mam dzien na placz i wogole mi smutno i
        wydalam juz cala kase (na szczytne cele - szkole rodzenia i prezenty) i...
        oh jej
        :)
        i nawet robaka zalać nie można, u fryzjera już byłam we wtorek więc ile razy można

        Renia
        • rrenata Re: do Monique 22.12.03, 16:52
          Cześć Monique! Jak się dziś miewasz, upadła Madonno z wielkim cycem? (mam
          nadzieję,że oglądałaś "Allo,allo" :-) Z moich odległych wspomnień (mój starszy
          syn ma 14 lat) pamiętam,że mój Oluś też wisiał na cycku godzinami... W czasach
          karmienia go potrafiłam przeczytać "Qou vadis" w 3 dni! Jeśli moje młodsze
          pójdzie w ślady brata, to chyba przymierzę się do "W poszukiwaniu utraconego
          czasu"! Na małe pocieszenie - gorzej od karmienia wspominam okres, kiedy klusek
          nauczył się chodzić (11 m-cy) i biegał po całym mieszkaniu jak kot z
          pęcherzem.Jezus Mario, chwili spokoju wtedy nie zaznałam! A jeśli spuściłam go
          z oka, to potem czekały mnie niespodzianki typu smród i kłęby dymu przy
          włączaniu piekarnika, gdzie niunio ukradkiem schował swój smoczek... A teraz
          gówniarz pyskuje, zaczyna popalać papierosy i generalnie oferuje swojej matce
          zupełnie nowy zestaw rozrywek. Ot, takie refleksje nad macierzyństwem, z
          którego i tak bardzo się cieszę!
          Pozdrawiam świtecznie!
          Renata (z Heleną, o ile nie urosną jej jajka :-)
          • monique251 Re: do Monique 23.12.03, 17:03
            No a już się bałam, że wątek umiera śmiercią naturalną. Myślę sobie:
            Porodziłyście już te maluchy czy co? Nie odzywacie się w ogóle, można by
            pomyśleć, ze wraz z moją ciążą skończyła się wszelka ochota na jakąkolwiek
            wymianę zdań.
            Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia chciałabym wam życzyć
            wszystkiego dobrego, dużo spokoju (na jakiś czas ostatniego spokoju w waszych
            domach...), dużo radości (chociaż tej akurat nie zabraknie i później), dużo
            czasu spędzonego z małżonkami i starszym potomstwem (i niech wykorzystają ten
            czas – a właściwie was – najlepiej jak potrafią, bo później z tym czasem może
            być różnie) i dużo, dużo jedzenia ( tak, tak! Najedzcie się do syta, nie
            zważając na nic – dzidzi póki w brzuchu wielka krzywda się nie stanie jak się
            tak troszeczkę napchacie karpiem i śledzikami, dorzucając tu i ówdzie rybkę po
            grecku no i PIEROGI! – koniecznie z kapustą i grzybami. Posłuchajcie mojej
            rady – jedzcie! Dużo i wszystko. Bo to pewnie jeden z ostatnich razów kiedy
            będziecie mogły usiąść z rodziną przy stole i nakładać na talerze TO CO
            WSZYSCY). Tak więc życzę wam udanych, cieplutkich świąt, bardzo bogatego
            Gwiazdorka (Gwiazdorki nie istnieją – to rodzice kupują prezenty i chowają po
            kątach, a potem po kryjomu wkładają pod choinkę – ostatnie odkrycie Antoniego.
            Smutne, jak szybko dzieci dojrzewają.)
            A sobie życzę ( w razie gdyby w ferworze przedświątecznych przygotowań nikt tu
            nie zajrzał i nie odwzajemnił życzeń – to sama se pożyczę), żebym już nigdy nie
            musiała inicjować depresyjnych wątków. Bo życie fajne jest przecież.
            Pozdrawiam.
            Odezwijcie się, napiszcie jak wam w te ostatnie miesiące, tygodnie, dni...
            Monique
            • kasik8 Re: do Monique 23.12.03, 23:07
              No bo do Ciebie Monique tak sie pisze buuu, ze trzeba czekac az skonczysz
              przewijac, karmic, sprzatac itp hihiihi...a my tu starym zyciem...wolno,
              ostroznie..
              ogromniasto. Wiem co chcesz powiedziec z tym najedzeniem sie.. i ja moze tak
              zrobie choc jestem po grypie zoladkowej..mam teraz wstret. Dzidzia szalala w
              brzuchu- biedaczka...ale przezylismy to..bez lekow- dzielnie! Luty jeszcze tak
              daleko...ze placze nad karpiem, jak o tym mysle (przez to go solic nie
              trzeba!)...A do sklepow juz wwiecej nie pojde...jedego dnia naliczylam w
              jednym hipermarecie 17nascie ciezarnych!!! i ja wsrod nich. Maz robil podarki
              a ja liczylam brzuchy. Brakowalo tlenu! Starsze Panie i "dzentelmeni"
              wjezdzali we mnie wozkami...nie mowiac nawet przepraszam...ja nic! bo przeciez
              ludzie musza sie kochac i wybaczac na swieta. Potem stanelismy po mniej wiecej
              4 godzinach do kolejki zapowiadajacej sie na kolejne dwie i nie
              wytrzymajalam..cos we mnie peklo..bo akurat kolejka, ktora wybralam okazala
              sie kolejka dla "URZYWILEJOWANYCH"!..no to sobie mysle.."raz kozie
              smierc"..niech mnie zabija, zjedza, powyzywaja...JA IDE! (choc tego naprawde
              nie robilam przez cala ciaze). Mowie grzecznie przepraszam..eksponuje brzuch
              juz i tak wyeksponowany...(to dla tych co nie widza pomimo niezlej
              widocznosci)..one na to "no wie pani?..ja juz prawie wykladam na tasme!...jak
              mam sie teraz wycofac?? Nie ma pani przeciez duzo do czekania...my wszyscy
              zmeczeni...ja tez bylam w ciazy itp"..wiec ja do Pani kasjerki, ze moze by ta
              tak laskawie zwrocila uwage...w koncu obsluguje jedyna kase na 55!(zwyklych
              kas )dla urzewilejowanych! i wiecie co??? Nad kasa byl wlasnie ten napis "DLA
              UPRZYWILEJOWANYCH".. i do tego wy...ste...rysunki (jak w autobusie)...pani z
              wielkiem brzuchem z dzieckiem na reku.. (wiec pewnie ciezarne i kobiety z
              dziecmi do trzech lat) i drugi rysunek wozek inwalidzki i ludzik siedzacy na
              nim (wiec przypuszczalam ze inwalidzi). Na co pani mi powiedziala..kasjerka!
              ze to nie jest kolejka dla kobiet w ciazy! ..ja na to :"JAK TO? A TA POSTAC
              NAMALOWANA? PRZECIEZ TO KOBIETA W CIAZY?" na co pani powiedziala (miala z lat
              nascie...z usmiechem szyderczym) ze to nie kobieta w ciazy, ale gruba matka po
              porodzie z dzieckiem na reku!!!
              Rece mi opadly! Nie mialam sil juz nikogo wolac..szefa czy kogos tam...zreszta
              po jakim czasie by przyszli i co by mi nowego powiedzieli??? Postalismy
              grzecznie...wrocilismy do domu z duzym cieplem na sercu do calego swiata.. i
              milosci do bliznich.
              Kochane wiec zycze duzo..zdrowia!
              cierpliwosci...milosci...odpornosci...szacunku do siebie i innych.
              A Tobie Monique..mikolaja z wielkim worem hehe prezentow...A moja cora jak
              przestala wierzyc w mikolaja...to sie zezloscilam.. i wymalowalam na czarnym
              dywanie slady butow.. (trudno..czego sie nie robi dla dzieciecych
              wspomnien)...bialym sniegiem sztucznym....szly az do okna..otworzylam
              okno....obudzilam ja w srodku nocy...krzyczac ze prawie go mialam.. i teraz
              kochana nikt jej nie wmowi ze mikolaja nie ma.. i ze to rodzice robia te
              prezenty..ona widziala jak mikolaj zmykal.. i tyle!
              Caluski Kasik
              • asis Re: do Monique 07.01.04, 02:26
                hehe:). Tobie Kasik8 tez gratuluje i szczerze zazdroszcze poczucia humoru,
                chcialabym wszystko tak znosic, zamiast tego sypie wulgaryzmami przy moim
                niewinnym chlopcu. Zrobilam sie zosliwa i nadpobudliwa. I ja bylam w
                hipermarkecie przed swietami, ale bylo calkiem w porzadku, choc bylismy tam 6
                godz (do 24). Ludzi sporo, ale jakos udalo mi sie powymijac wozki.
                Przysiadalam tez czesto na czym sie dalo, na sankach, saniach, lawkach itp.
                Bylam tam chyba jedyna ciezarna, w kazdym razie jedyna ciezarna z widoczna
                ciaza w tych wieczornych godzinach, ale byla jedna strasznie gruba pani (ze 3
                metry w obwodzie, mozna sie bylo troche odkompleksic) z moze 2-tygodniowym
                noworodkiem na rekach, bardzo grzecznym, malenkim, z otwartymi oczkami,
                uroczym! Widac trafilas do niewlasciwego hipermarketu. pozatym przed 24godz
                kolejki sa nieco krotsze :) i zakupy milsze, w tle szly koledy arki noego.
                Za to raz spotkala mnie dziwna sytuacja, mloda dziewczyna (a ja sama wygladam
                jak licealistka) podeszla do mnie kiedys w tramwaju i poprosila zebym ustapila
                jej miejsca, bo ona jest w ciazy. Na to ja, ze ja tez jestem (pod kurtka nie
                widac). Glupio mi bylo jej odmawiac, no ale moja ciaza wazniejsza, zreszta,
                jak sie potem okazalo, ona byla w 6 a ja w 7 miesiacu, wiec mi sie bardziej
                nalezalo. Ja jakos jak dotad nie upominam sie o swoje prawa, brak mi
                asertywnosci, a potem fakam na wszystkich ludzi- oprocz jednego razu, co
                wyrylam biegnac do tramwaju i bylam cala z blota, zaryczana, zasmarkana,
                przerazona ze zaczne rodzic, a tramwaj wypchany byl po brzegi. wtedy bylo mi
                wszystko jedno, byle usiasca ze wygladalam jak 7 nieszczesc i ofiara losu, to
                ktos mi ustapil bez slowa.
                Kilka razy w busie pare kobiet ustapilo mi miejsca- wiec chyba jednak costam w
                tej kurtce widac, zas mezczyzni to ignoranci. Za to kiedy siedze i nic nie
                widac, dzielnie znosze pelne wyrzutow spojrzenia starszych osob, ze taka siksa
                niewychowana i nie ustapi miejsca, ale jak dotad nikt nic mi nie powiedzial.
                Pozdrawiam was wszystkie i zycze dalszych usmiechow
                asis chwilowo nie w depresji i maly 30t lobuziak
              • zielona_mama Re: SUPERmarkety 07.01.04, 11:36
                Czyżbyś pisała o Tesco? Dwa dni temu robiłam tam zakupy z mężem. Ponieważ kasa
                dla uprzywilejowanych była zamknięta podjechaliśmy do tej, przy której było
                najmniej ludzi. Gdy mąż zaczął wyładowywać sprawunki, pani kasjerka
                poinformowała nas że nie będziemy obsłużeni, ponieważ jest to kasa do
                dziesięciu artykułów. Wyjaśniłam jej, że nie widziałam że jest to specjalna
                kasa, ale że liczę na wyrozumiałość bo jestem w ciąży (termin za kilka dni,
                więc brzuchol mam bardzo widoczny), a kasy dla uprzywilejowanych są zamknięte
                (byłam taka odważna, bo mój mąż stał obok :-)
                Pani na to wstała i zaczęła mi palcem pokazywać kasy obok, gdzie stoi
                stosunkowo mało osób. Mnie zatkało. Naszczęście męża nie....

                Czy któraś z była kiedyś obsłużona w supermarkecie poza kolejnością? Mnie się
                to nigdy nie zdażyło...

                marta + Tuptuś (40tydz)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka